drewniana rzezba

drewniana rzezba

środa, 29 grudnia 2021

Dziś.....

                    ......Nowa Narodowa Galeria, czyli Neue Nationalgalerie. 


Nie wiem jak inni, ale ja patrząc na budynek Neue Nationalgalerie  mam tak zwane  "uczucia mieszane", czyli to, co czuje ktoś, kto widzi jak jego znienawidzona teściowa spada w przepaść jego nowiutkim, wymarzonym mercedesem.

Bo patrząc się na ten przeszklony, płaski kwadratowy budynek nijak nie przychodzi mi na myśl jakie jest jego przeznaczenie - może to równie dobrze być wejście do jakiegoś dworca a może do hali targowej?

Projektantem był  Ludwig Mies van  der Rohe, niemiecki architekt modernistyczny, urodzony w Akwizgranie w 1886 roku. W swoje 75 urodziny otrzymał  bezpośrednie  zamówienie od Zachodniego Berlina  na zbudowanie gmachu Nowej Narodowej Galerii.  Budynek został ukończony w 1968 roku, rok przed śmiercią projektanta, a jest wybudowany kilkaset metrów od Placu Poczdamskiego. 

W jego sąsiedztwie znajduje  się gmach Filharmonii wg projektu Hansa Scharouna, oraz Biblioteka Państwowa i powstaje (juz wychodzi z ziemi) kolejna galeria.

Lata  mijały i budynek zaczął wymagać remontu- zwłaszcza jego część  wystawowa- podziemna. Prace renowacyjne trwały od 2016 roku a swe podwoje  Galeria otworzyła dopiero 22 sierpnia 2021 roku. Prac renowacyjnych doglądał wnuk  Miesa, architekt Dirk Lohan.

Na powierzchni 5000 metrów kwadratowych mamy przegląd ruchów artystycznych całego  XX wieku- zobaczymy dzieła ekspresjonistów, kubistów, surrealistów, czyli  zobaczymy obrazy Muncha, Picassa, Max Ernsta, Paula Klee, Juana Gris, E.L. Kirschnera. Karla Schmidt-Rottluffa, Ericha Heckela, Maxa Beckmana. Cała ekspozycja znajduje się pod ziemią, na powierzchni widzimy tylko konstrukcję złożoną z dużej ilości metalu i szklanych płyt. Wprawdzie owa zewnętrzna konstrukcja jeszcze  nie wolała w całości o wymianę, ale to wszystko co znajdowało się pod  ziemią wymagało wymiany - po prostu rozsypywały się betonowe ściany. No to przy okazji przejrzano wszystkie  metalowe części budynku, i usunięto nawet tylko lekko skorodowane elementy. Najwięcej kłopotów przysporzyła wymiana tych wielkich szyb, ponieważ tak ogromne szklane płyty wykonuje tylko jeden zakład na świecie, mający swą siedzibę w........Chinach.

Przy okazji wyczytałam, że największą powierzchnię tego muzeum stanowi polski szary granit strzegomski, kupiony przez  państwo niemieckie jako forma wsparcia w trudnych dla Polski czasach ekonomicznych. W gmachu znajduje się 14 tysięcy granitowych płyt- wszystkie  skatalogowane i opisane.






Dziś w holu była wystawa prac Alexandra Caldera  (22.VI.1898r- 11.XI.1966), amerykańskiego rzeźbiarza, malarza, ilustratora i grafika amerykańskiego, jednego z głównych przedstawicieli sztuki kinetycznej.

A na ostatniej fotce dzieciaki grające w szachy -jest tu kilka stolików z szachownicami , a szachy wypożycza się w stoisku. I mają naprawdę powodzenie.

Poza tym jest tu również kawiarenka, z dobrą kawą i - jak mnie  zapewniali wnukowie i zięć- dobrymi ciastami.

Kawiarnia ma  bardzo ciekawe- jak dla mnie- wnętrze:


 mogłabym mieć w domu takie "żyrandole" i taką boazerię.

Pogoda  dziś wprawdzie z gatunku pod  "zdechłym Azorkiem" +5 i mżawka, ale dojazd ode mnie dobry metrem i autobusem niemal pod  samiutkie wejście do galerii.

Oczywiście  wejście do Galerii - tylko z aktualnymi paszportami covidowymi, Każdego sprawdzali, zwiedzanie w maseczkach.Kawę można było pić bez maseczek, ale ilość miejsc ograniczona.

A jutro?  - a jutro czeka mnie bowling - ciekawe jak ja to przeżyję.

P.S.    Zdjęcia powiększamy "kliknięciem".



 


poniedziałek, 27 grudnia 2021

Wczoraj obiecałam......

                                    ........dziś realizuję.
Wreszcie pojechałam na taras widokowy berlińskiej Wieży Telewizyjnej. Jest to już trzeci punkt widokowy w Berlinie, który "zaliczyłam". Dwa poprzednie zaliczałam nim zamieszkałam w Berlinie-byłam na  kopule Reichstagu i to wieczorem, oraz na tarasie wieżowca Kollhoffa, zwanym Panorama Point.
Tym razem "padło" na Wieżę Telewizyjną, wybudowaną jeszcze w czasach istnienia NRD,na terenie tzw. Berlina Wschodniego. Po długich poszukiwaniach odpowiedniej lokalizacji zdecydowano się na wybudowanie jej przy przebudowywanym wówczas Aleksanderplatz. Zespołem architektów zarządzał Hermann Henselmann.
Budynek jest rodzajem kolumny zwieńczonej kulą, która zdaniem projektanta  miała kojarzyć się  widzom z osiągnięciem radzieckiej astronautyki - sputnikiem.
W 1965 roku budowę rozpoczęto, a  otwarcie nowego obiektu nastąpiło 3 października 1969 roku.
Do  budowy zużyto 26000 ton betonu. Ale największym wyzwaniem było podobno zainstalowanie tej
kuli, która  miała się kojarzyć ze sputnikiem, na wysokości około 200 metrów.
Od samej ziemi aż do ostatniego centymetra anteny, która znajduje  się nad kulą, wieża ma wysokość 368 metrów, przy czym sama antena ma wysokość 118 metrów.
Jest to najwyższa budowla w Niemczech i jedna z najwyższych w Europie.
Taras widokowy znajduje się na wysokości 203 metrów, a słynna restauracja obrotowa na wysokości 207 metrów.
Podłoga restauracji jest na ruchomej platformie, która w mniej niż w 60 minut wykonuje pełny obrót dookoła swej osi.
Ciekawostka-  ze względów bezpieczeństwa restauracja nie ma własnej kuchni, gotowe dania wjeżdżają do restauracji windą.
Dla turystów są do dyspozycji dwie windy, każda zabiera na "pokład" maksymalnie 12 osób. Czas wjazdu to 40 sekund, czyli prędkość to 5-6 metrów na sekundę.
Każdego roku na taras wieży telewizyjnej wjeżdża ponad milion osób. Na wieży w jednym czasie może przebywać maksymalnie 350 osób. W związku z tym w pewnych okresach oczekiwanie na wjazd może trwać od 1 do 2 godzin. Bilety - można wykupić na  miejscu w kasie lub  automacie, ich cena na dziś- 19,50 €. Można je też zamówić online, co jest o kilka  euro droższe. W ten sam sposób można  zamówić miejsca w restauracji.
Turyści posiadający BerlinWelcomeCard mają 25% zniżki, a turyści z BerlinWelcomecard all inclusiv  mają wjazd darmowy.
Taras widokowy jest przestrzenią zamkniętą, więc podziwiamy wszystko przez szyby. Przy każdym oknie jest opis tego co widać, łącznie z  fotografią tego co widać.
Bilet wstępu należy trzymać cały czas w garści, bo przykładamy go do czytnika  automatycznej bramki przy wejściu i przy wyjściu.
Na poziomie  tarasu widokowego działa bar (napoje, słodycze itp.), ceny ponoć bardzo wysokogórskie, drożej niż na Kasprowym i w Szwajcarii.
Trochę mi ta wycieczka dała w kość- oczywiście zwiedzający musieli mieć paszporty covidowe, które sprawdzano jeszcze przed wejściem do budynku.- paszport covidowy  ważny jest tyko z dowodem tożsamości.
Ku memu wielkiemu zaskoczeniu niedziela powitała nas mrozem (-7), więc wybrałam się w czapce i kurtce zimowej, więc  było mi  koszmarnie  gorąco na tym tarasie. Poza tym dojazd ( jechałam metrem i esbanem) i pobyt w wieży- obowiązkowo w maseczce.
Ale już w połowie tygodnia ma być nawet ponad +10 stopni. Pożyjemy- zobaczymy.
Zrobiło mi się zdjęcie widokowe z cieniem rzucanym przez wieżę na to co widać  za oknem.

 
A po wyjściu z wieży poszliśmy do linii metra, która  do domu nas nie dowozi, tylko po to, by się przejechać nową trasą pod Unter den Linden. Ładne te nowe  stacje. A przed  wejściem  do  stacji metra jeszcze "pstryknęłam" fotkę "Czerwonemu Ratuszowi" - to naprawdę bardzo ładny budynek i tam naprawdę jest  Ratusz Miejski.

 
Wygląda na to, że przez czas ferii zimowych niemal codziennie gdzieś będę się udzielać - w planie  jest zwiedzanie Zamku Charlottenburg, Nowej Galerii ( zbiory są pod ziemią, a to co wystaje ponad w niczym nie przypomina  budynku galerii), w planie jest też rodzinny wypad na bowling.
Ogólnie  biorąc codziennie  jakaś atrakcja. Mam nadzieję, że wyrobię kondycyjnie.

 



niedziela, 26 grudnia 2021

Nie wigilijne opowieści

 Spod tej choinki ślę  do Was dobre myśli i trochę przemyśleń o mijających już świętach.

A żeby  Was wprowadzić w dobry nastrój, to i trochę muzyki:

Wyobraźcie sobie, że żyjecie  w końcówce czasów przedchrześcijańskich i w pierwszych trzech wiekach nowej ery.

Jest druga połowa grudnia, a tak dokładnie to 21 - 22 grudnia - czas Szczodrych Godów nazywanych też Świętem Zimowego Staniasłońca.
Te dni wyznaczały początek nowego roku słonecznego, początek roku liturgicznego i wegetacyjnego.  Dni ponownie stawały się coraz dłuższe, noce krótsze, czyli  zwycięstwo boga  słońca- Swarożyca- nad ciemnością.
24 grudnia mieszkańcy grodu i okolicznych osad wędrowali do świątyni.  Oczekiwali tam na przybycie swego księcia lub jego namiestnika oraz  na Radę Starszych.
Po ich przybyciu do złotej kołyski kładziono figurkę Swarożyca. W tym czasie kapłanki śpiewały, palono aromatyczne zioła i wonną żywicę, kapłani przy kołysce składali dary w postaci piwa, mleka, miodu i  chleba a naczelny kapłan kropił zebranych w świątyni wodą, używając do tego celu gałązek  sosnowych (miały najdłuższe igły).
Gdy już wszyscy zebrani w świątyni byli pokropieni kapłani wynosili ze  świątyni figurkę Swarożyca owiniętą w powijaki i zaczynała się procesja dookoła grodu i podgrodzia.
Tym obchodom towarzyszyły tańce, śpiewy oraz wróżby. Ludzie odwiedzali się w domach wręczając sobie wzajemnie prezenty.
Po zakończonej procesji w każdym domu była uroczysta  wieczerza, którą rozpoczynano od wzajemnego błogosławienia się    duuużą kromka chleba. W domach pod obrusy rozkładano słomę lub siano a na stołach znajdowało się 12 potraw symbolizujących 12 pełni Księżyca.
Pod sufitem lub nad drzwiami zawieszano podłaźniczkę, czyli udekorowaną gałąź świerku, jodły lub sosny.
Resztki po uroczystej wieczerzy składano do naczyń obiatowych* i składano na  grobach zmarłych członków rodziny.
Z czasem zwyczaj ten zmieniono- pozostawiano na stole jeden pusty talerz  dla ...przodków.
Obchody Szczodrych Godów trwały kilka dni, w czasie których powstrzymywano się od wszelkich prac fizycznych.
Data Bożego Narodzenia została  zapożyczona ze Świąt takich jak Saturnalia, germańskie Jul i słowiańskie Szczodre Gody.
Data 25 grudnia dopiero w IV wieku nowej ery zaczęła być kojarzona z narodzinami Chrystusa, który wcale nie narodził się w grudniu ale w sierpniu.
A chrześcijańscy święci, patroni różnych aspektów ludzkiego życia przejęli funkcje starych, przedchrześcijańskich bogów.
___________________
*  naczynie  ofiarne

 
A jutro napiszę Wam gdzie dziś byłam. Miłego Nowego tygodnia - WSZYSTKIM!


wtorek, 21 grudnia 2021

Znów o niczym.......

                                   ...........czyli "normalka".

Instytut im. Roberta Kocha (RKI) zajmujący się chorobami zakaźnymi wydał nowy komunikat nt. obecnie  grasującego mutanta  covid -19, czyli  Omikronu. 
Podano, że jest on bardzo, bardzo zakaźny  i, co mniej ciekawe i zabawne- może być przekazywany osobom w pełni zaszczepionym i tym , którym się udało wyzdrowieć.
Wg badań prowadzonych przez RKI dla osób zaszczepionych dwukrotnie ryzyko zachorowania jest wysokie, dla  zaszczepionych trzykrotnie- umiarkowane,  a dla nie zaszczepionych - bardzo wysokie.
Aktualnie liczba  zakażeń nowym "mutantem" podwaja się mniej więcej co trzy dni. 
Co do objawów - charakterystyczne tym razem jest.......pocenie się w nocy - reszta objawów najbardziej  zbliżona do  grypy, chociaż u niektórych do "jelitówki".
W związku z tym RKI złożył w  Rządzie  wniosek o wprowadzenie restrykcji, które oczywiście nikogo nie ucieszą. 
W zaleceniach : minimalny dystans pomiędzy ludźmi - 1,5 m, obowiązek noszenia  maseczek w miejscach publicznych (sklepy, komunikacja, ewentualnie b. zaludnione ciągi uliczne) - to obowiązuje  wszystkich- zaszczepionych  trzykrotnie- również. 
 Powinno nastąpić ograniczenie podróży, zamknięcie hal i obiektów  sportowych dla publiczności, zakaz organizowania tzw. wydarzeń, zamknięcie jak najszybciej restauracji, przedłużenie  ferii świątecznych dla dzieci przedszkolnych i dla uczniów- te decyzje mają zapaść jeszcze  dziś. W obiektach sakralnych będzie obowiązywał zakaz zbiorowego śpiewania. I wszystkie te  "atrakcje" będą pewnie obowiązywały od 28 bm. do przynajmniej połowy stycznia.
Niemiecka STIKO, czyli  Stała Komisja d.s. Szczepień podała wiadomość, że trzecie, przypominające szczepienie powinno nastąpić już po 3 miesiącach od drugiego szczepienia. Szczepienie  przypominające jest wskazane również dla osób, które już ukończyły 40 lat. 
 
A teraz "z innej beczki" -  w 2015 roku włoski psycholog, na podstawie  prowadzonych badań stwierdził, że patrzenie komuś bez przerwy w oczy przez 10 minut powoduje  zmiany świadomości, podobnie jak  jak użycie  narkotyków. 
Już widzę zdenerwowanie dilerów substancji prawnie  zabronionych. 
Ochotnicy biorący udział w tym eksperymencie  mieli dziwne odczucia poza ciałem oraz halucynacje - widzieli różne potwory, swych krewnych (którzy nie byli w czasie eksperymentu obecni) oraz siebie  w osobie  partnera z którym wpatrywali się sobie wzajemnie w oczy. 
Pary "króliczków doświadczalnych"  siedziały naprzeciw siebie, wpatrywali się sobie w oczęta przez 10 minut. 
Pomieszczenie było oświetlone na tyle, by widzieć dokładnie  partnera, ale wystarczająco słabe aby zmniejszyć ich ogólną percepcję kolorów.
Jak zauważyliście- nadal nie mogę komentować ani u siebie  ani u innych, a jak na złość mam zbyt mało czasu na siedzenie przy kompie i poszukanie w sieci co mogę zrobić poza zamknięciem  na zawsze tego bloga i ewentualne założenie nowego.
Za to "cyknęłam" zdjęcia  holu  kamienicy, w której mieszkam:

 

 

                                       Życzę  Wszystkim takich kolorowych, radosnych Świąt



           

poniedziałek, 20 grudnia 2021

Odzyskałam ......

 ...........łazienkę.

Dziś punktualnie co do minuty przybył pan, który  miał się zająć moją łazienką. Równiutko o 9 rano zadzwonił u mnie domofon i przybył bardzo miły pan z własną drabiną i różnymi innymi akcesoriami koniecznymi do  zalepienia dziury w suficie oraz usunięcia  brzydkich zacieków na nim.

Na początku wyglądało to tak- ja nawet  małym palcem nie kiwnęłam-wszystko pan konserwator okrywał.


A w trzy godziny później już tak:

I- wyobraźcie sobie, wszystkie pomalowane powierzchnie  zostały wysuszone  suszarką nim pan remontowiec uznał, że naprawa u mnie jest  zakończona. 

Tu wszyscy ci, co robią  jakiekolwiek prace  remontowe mają przemiły zwyczaj sprzątania po sobie łącznie z wyniesieniem śmieci do śmietnika a  nie wrzuceniem ich do mego kubełka na śmieci. I nawet mi ten pan  umył podłogę - własną, służbową ścierką. I..' jeszcze jeden obyczaj - nawet najbardziej  uzależniony od nikotyny palacz  nie  zapali papierosa w mieszkaniu osoby,  u której pracuje.  I jeszcze pewien szczegół - nie widziałam tu jeszcze żadnego z pracowników by był w  brudnym roboczym ubraniu. Nawet ci co pracuję przy renowacji budynku na rusztowaniach codziennie przychodzą w  czyściutkich roboczych ubraniach- a widzę  ekipę codziennie, bo pracują po drugiej stronie  mojej ulicy.

U mnie zimno, dziś wprawdzie było pogodnie, ale temperatura  nie przekraczała 0 stopni. Chyba zima się zaczyna. Niestety- bo muszę  jutro wyjść po zakupy. A jak wiecie  NIE LUBIĘ  ZIMY!!!!!

Miłego dla Was! Święta już tuż, tuż, więc to zamiast bluesa:



czwartek, 16 grudnia 2021

Od wtorku.........

 ......... w mojej łazience wygląda tak:


Aparaturę mierzącą poziom  zawilgocenia już  zabrano,  aparaturę suszącą również, sufit nade mną jest już szczęśliwym trafem suchy.   U sąsiadów nade mną nadal aparatura  mierzy poziom  zawilgocenia i nadal chodzi wiatrak tłoczący powietrze, bo jest u nich zawilgocona ściana w której była ta  nieszczęsna nieszczelna rura- powiedzmy sobie  szczerze - nieszczelna bo skorodowana. Tak się składa, że w czasie rewitalizacji budynku mieszkanie nad nami było nadal  zamieszkane, więc nikt tam rur nie wymieniał, rewitalizowano dokumentnie tylko te  mieszkania, które były przeznaczone do wykupu oraz dodano budynkowi ( budynek pięciopiętrowy) windę. Odremontowano zabytkowy hol i teraz są w nim na ścianie zabytkowe płytki:


 Oprócz nich hol ma  2 duże kryształowe lustra oraz bardzo ładny żyrandol. Odnowiono też elewację budynku od strony  ulicy i budynek wygląda tak jak wtedy, gdy  go wybudowano. Przebudowano  też mieszkania w dwóch oficynach. Nie ma  już mieszkań 5 lub 6 pokojowych, są mieszkania 2 pokojowe, bo na takie mieszkania jest  zapotrzebowanie. A budynek powstał na początku XX wieku.  Wszystkie te inwestycje były możliwe, bo zgodnie z wytycznymi władz  Bank  dawał dogodną pożyczkę, jeśli właściciel  budynku zgodził się na wyremontowanie budynku  uwzględniając renowację starej, pierwotnej elewacji oraz zachowanie wielu zabytkowych elementów. W związku z tym okno w moim pokoju dziennym ma tak lekko biorąc  sto lat. Okna po drugiej stronie  mieszkania, w kuchni i łazience wychodzące na podwórko są już nowoczesne, ale w sypialni też mam zabytkowe okno, chociaż  to okno również jest od podwórka. Drzwi w moim  mieszkaniu, zarówno wejściowe jak i wszystkie wewnętrzne też są starutkie. Drzwi wejściowe do mieszkań są jak widać  dość okazałe, całe z litego drewna:


Drzwi w  mieszkaniu wszystkie wymalowane na  kolor biały:


Przy okazji widać jak grube wtedy były (no i są nadal) mury w związku z czym próg mam niebywale szeroki. Nie narzekam na  grubość murów zwłaszcza latem, bo  mniej się nagrzewają niż "wielka  płyta", w której  mieszkałam w Warszawie.


A na tym zdjęciu widzicie  coś, co mnie niezmiennie  denerwuje - w  calutkim  mieszkaniu są takie listwy przypodłogowe typu "łapacz kurzu", które niestety należy czyścić  oddzielnie, specjalną "frędzlowatą" szczotką. Podłogi są z przedwojennych desek , których starczyło im tylko na pokój dzienny i przedpokój, w sypialni są już  deski "współczesne". I żeby było  śmieszniej, te współczesne  deski są niestety dużo gorszej jakości. Przedpokój mam typu "spacerniak", ma 6 metrów długości.

Dziś się dowiedziałam, że panowie od zablindowania dziury i "odrestaurowania  " zalanego sufitu będą u mnie w poniedziałek o 9,00 rano. Widać z tego, że będę musiała wstać jeszcze przed wschodem słońca -nie  śmiejcie się, w poniedziałek w Berlinie  słońce wzejdzie  dopiero o 8,14. Dziś raczyło wzejść o 8,11

Wbrew ponurym podejrzeniom, że będziemy mieć kolejne święta  w systemie SKYPE, przyjedzie do Berlina i druga  babcia. Niemieckie  koleje wymyśliły super system - pociąg  z Kolonii będzie  jechał do Berlina  bez  zatrzymywania się na stacjach pośrednich. Mogą nim jechać tylko osoby w pełni zaszczepione , oczywiście  legitymujące się paszportem covidowym oraz ozdrowieńcy z ujemnym testem. No i chyba po 3 osoby w przedziale.

Z ciekawostek covidowych - w Berlinie oraz kilku innych  miastach niemieckich,  w galeriach  handlowych i na ulicach tam gdzie obowiązuje  zasada 2G osoby  spełniające te warunki zostaną "wyposażone" w kolorowe opaski na rękę, żeby mogły swobodnie poruszać się po  wszystkich  sklepach bez ciągłego legitymowania się i sprawdzania kodu. Oczywiście maseczki będą  ich nadal obowiązywały.  Ludziom bardzo się ten zaproponowany system spodobał.

A na koniec - jak wiecie  mamy tu nowy rząd- koalicyjny zresztą. I jeśli wszystko dobrze pójdzie, to za rok będę  mogła już załapać się na obywatelstwo niemieckie,  bowiem w październiku przyszłego roku  minie mi 5 lat  ciągłego zameldowania w tym miejscu. A według planów obecnego rządu po pięcioletnim okresie  zameldowania w Niemczech  można się będzie  ubiegać o niemieckie obywatelstwo. No to będę miała dwa obywatelstwa i w razie polexitu nie będę się musiała ubiegać o  azyl.

Miłego piątku Wszystkim  życzę!



poniedziałek, 13 grudnia 2021

Standard u mnie......

 ...........czyli nadal nie mogę komentować na  blogach  Bloggera- ani u siebie  ani u innych. Ale na blogach innych platform - mogę.

Chyba  nikogo nie zdziwi, że jestem  najzwyczajniej w świecie wściekła. Jeśli nadal będzie się ta sytuacja utrzymywać to najzwyczajniej w świecie zlikwiduję blog. Na czorta  mi blog jeśli nie mogę odpowiadać na Wasze komentarze?

W sobotę  znalazłam w  skrzynce listowej pismo  z Urzędu Miejskiego, że od 15 grudnia  już mogę się szczepić trzeci raz przeciw covidowi. Podano mi adresy trzech olbrzymich  centrów szczepień, godziny ich urzędowania , oraz informację, że przysługuje  mi do centrum i z centrum szczepienia darmowy przejazd taksówką- wystarczy okazać  to pismo. Ale ja  już się zaszczepiłam wcześniej.

A dziś rano nadesłano mi mój "paszport covidowy", za który zapłaciłam 9,50€,  prezentuje się tak:


Po drugiej stronie  są moje dane osobowe i napis, że jestem zaszczepiona 3 razy z 3 szczepień oraz wydruk kodu.

Wygodniejsza jest ta karta  niż wyszukiwanie w  smartfonie, zwłaszcza gdy się jest  w komunikacji miejskiej. A niedługo będę się wywlekać do swojego lekarza rodzinnego, więc nadszedł ten paszporcik w samą porę. A że kosztuje? Wszystko przecież kosztuje, jakoś tu jest bardzo mało darmochy. Do leków też zawsze dopłacam, tak samo jak do rehabilitacji i niektórych badań.

Pogoda u mnie skandaliczna - jest co prawda +6, ale wilgotność powietrza  to 94%  a teraz to chyba nawet więcej, bo coś mży.

Porobią mi się nieoczekiwane oszczędności - miałam wyekspediować kilka przesyłek (czytaj kartek świątecznych) do dość odległych  od Niemiec miejsc, ale gdy dziś przechodziłam obok poczty doznałam szoku - długość kolejki przypominała  mi kolejkę do sklepu meblowego w Warszawie,  w czasach słuszne minionych - początek lat 70-tych. Dobrze, że chociaż  g-mail jeszcze u mnie działa.  Takie  gigantyczne  kolejki na tutejszych pocztach  są właściwie stale, bo okazuje się, że tradycyjna  poczta jest instytucją  deficytową. Dotychczas myślałam, że tylko w Polsce, ale ponoć tak jest w całej Europie. Za to firmy kurierskie zawalone są  robotą. Ale oni to tylko paczkami się zajmują, ewentualnie tzw. "listami poleconymi" o wadze do pół kilograma. I pomyśleć, że gdy "osiadłam" tu w 2017 roku najbliższą pocztę miałam  zaledwie o 350 metrów od  domu, a teraz mam  o 3 km. Gdy nadawałam ostatnio list polecony  do Warszawy do ZUS, to  zapłaciłam za niego jak Cyganowi za zboże - 5,70 €, a przesyłałam jedną  kartkę formatu A4.

Pisałam Wam o choince, że ją wypożyczymy - a skądże! Gdy moim pokazano na video czym dysponują to im  od razu  ekologia z głowy wywietrzała - w niczym to nie przypominało ładnej, regularnej choinki, która była na prospekcie jako wabik. Więc będzie jak co roku choinka z hodowli. Może już nie koniecznie dwumetrowa, może taka nieco ponad metr. A ja wcale nie przewiduję u siebie choinki. Już w ubiegłym roku nie dałam sobie  wcisnąć choinki.

Dziś mija mi trzy tygodnie  mieszkania do spółki z ustrojstwem osuszającym  przestrzeń pomiędzy moim sufitem w łazience a podłogą  sąsiadów nade mną.  Teoretycznie dziś powinien ktoś się tu pojawić i sprawdzić jak wygląda  wilgotność tej przestrzeni. Jak na razie to nikt się tu  nie pokazał.

A dziś na poprawę humoru  wybrałam:


Miłego nowego tygodnia  Wszystkim!

czwartek, 9 grudnia 2021

Znowu......

                                ....... nie mogę komentować.

Nawet na poprzednie Wasze komentarze  nie zdołałam  wszystkim odpowiedzieć. Nie wiem co zrobić.

A teraz  spójrzcie:



Tak dziś u mnie wygląda. I nadal pada. Drobniutki śnieżek,  ale uparcie od kilku godzin pada. Na  szczęście nie ma silnego wiatru. Pod względem wizualnym to nawet jest nieźle, temperatura  metr nad podłożem to wynosi -1, na wysokości mojego mieszkania (3 piętro mocno starego budynku) to już tylko 0 stopni.

Patrzę na ten padający śnieżek i........wcale mnie on nie cieszy. Ludzie- ja bardzo, a bardzo nie lubię  zimy!!!

Mimo wszystko miłego dnia dla Was. Może w rytmie tanga?



środa, 8 grudnia 2021

Muszę Was.......

 ..........zmartwić, bo nadal istnieję , a jednocześnie  ucieszyć, że nie piszę, bo jestem maksymalnie wpieniona, mówiąc wytwornie.

Wpienia mnie fakt, że ktoś/coś  zablokowało mi możliwość komentowania na blogach będących na platformie  bloggera i nawet na  moim własnym. I nie mogę komentować  ani jako anonimowy ani podając adres URL. Nie  zostaje nic innego niż się pochlastać lub - nie pisać. Ale dzięki temu nieco nadgoniłam  na moim drugim, grafomańskim blogu. Można na niego wejść klikając w miniaturkę obrazu Klimta, która jest na prawym marginesie tego bloga.

Nie wiem co jest grane.  Jedno jest pewne - blog to nie  gazeta, gdy coś czytam to chcę to jednak skomentować, tym właśnie się różnią blogi od prasy, że można na nich wymieniać  swe poglądy.

Z drugiej strony - nie dzieje się u mnie nic  takiego, co by było dla Was ciekawe, choć dla mnie  i owszem, bo jednak tu mieszkam. Dziś np.  będzie wybierany nowy Kanclerz. Co prawda niby już wiadomo kto nim  zostanie, no ale  zawsze coś się może w ostatniej minucie  zmienić.

W tym roku lansowane  jest wypożyczanie  na święta  choinek- żywych, rosnących.  Wypożyczenie nie jest co prawda tańsze niż kupno ślicznej  wyciętej z  hodowli jodły, ale ma tę zaletę, że tym sposobem ginie co najwyżej 10% tak wyhodowanych drzewek, a nie ich 100%.
Wypożyczona choinka trafi do nas w specjalnym pełnym ziemi pojemniku, my ją w domu będziemy podlewać, po świętach ją oddamy i wróci ona  do miejsca, w którym  została wykopana.

Mnie osobiście bardzo się ta inicjatywa podoba, bo prawdę mówiąc rok w rok serce mi się kroi gdy zaraz po świętach widzę te  piękne drzewka wyrzucone  z domów- spełniły swą rolę, więc idą na śmietnik lub do spalenia w elektrociepłowni.  Sztuczne choinki jakoś się tu nie przyjęły,  za to zaistniały hodowle pięknych jodełek, bo każdy woli mieć  w domu naturalną a nie  sztuczną choinkę.

Poza tym - nadal mam kłopoty z częścią lędźwiową kręgosłupa, muszę  sporo leżeć i sporo ćwiczyć. Na stan mojej psyche ma wpływ też  zima - słońce  wschodzi  u mnie średnio przeciętnie  około godz 8,00 rano, dziś np. o 8,03, a  zajdzie  już o 15,52. Wychodzi na to, że ledwo dobrze oprzytomnieję już się robi ciemnawo.
Zima jest dla mnie rodzajem kary za wszystkie moje niegodziwości, które popełniam świadomie lub nieświadomie. 
Najchętniej przespałabym calutką zimę w cieplutkim łóżeczku, obudziłabym się dopiero w połowie marca i natychmiast wyjechała w góry. Gdzie śnieg w cieniu ma kolor  niebieski, na górskich halach wygląda w słońcu jakby ktoś  rozrzucił  na hali diamenty a odległe lasy mają w słońcu kolor fioletowy, a gdy słońce zachodzi śnieg przybiera różne kolory, zwłaszcza ten leżący jeszcze na drzewach. Uwielbiam taką kolorową zimę
Dziś u mnie było chyba  "aż"  -2 stopnie, zero śniegu, teraz się ociepliło i jest 0 i może, wg  zapowiedzi, coś padać, np. deszcz  ze śniegiem. Paskudna perspektywa.
 

A tak wygląda zima na witrażu Tiffanny'ego, który kiedyś  pozwoliłam sobie odwzorować i wyhaftować na kanwie.
 Miłego dla Was!

 

poniedziałek, 29 listopada 2021

Rozpoczął się Adwent

 

Taki kalendarz adwentowy dostałam wczoraj od dzieci. To "herbaciany" kalendarz, każda z 24 herbatek jest inna. Na opakowaniu każdej z nich podana jest temperatura wody, którą herbatę należy zalać oraz  czas parzenia. Dziś rozpoczęłam od herbatki "China Milky Oolong", którą  zalewa się wodą o temp. 75-80 stopni C i parzy się ją od 1 do 3 minut. Trochę masakra dla mnie, bo zwykle zapominam o tym, że sobie zrobiłam herbatę i każda dojrzewa  zawsze baaaardzo długo. Zwykle  za długo.

I uświadomiłam sobie, że czas jakoś szalenie szybko mija i w tym roku będziemy obchodzić już trzecie święta  BN bez obecności mego męża. A świadomość tego boli tak samo jak w 2019 roku. I po raz drugi nie przyjedzie do nas teściowa mojej córki i zapewne  znów będą święta przy Skype.

Na dziś jest zwołane pilne posiedzenie  grupy państw G-7. Ministrowie zdrowia  Francji, Japonii, Niemiec, USA, Wielkiej Brytanii, Włoch i Kanady będą  naradzali się nad przedsięwzięciem wspólnych działań w związku z nowym , ujawnionym wariantem koronowirusa covid-19, nazwanym Omikron. Wspólnie będą się zastanawiać jakie przedsięwziąć obostrzenia, żeby się paskudztwo nie rozprzestrzeniało po świecie.

Wiadomo już jakie są jego pierwsze objawy, są to : zmęczenie, ból głowy, drapanie w gardle, objawy lekkiego przeziębienia.   No i jest równie  zakaźny ów Omikron jak i mutant Delta, choć zdaniem pani dr Angelique Coetzee z RPA, która pierwsza go odkryła u swojego pacjenta,  jest raczej mniej  groźny w  sensie powikłań. Pani dr Coetzee przez ostatnie 8 tygodni już nie miała wśród swoich pacjentów ani jednego przypadku covid-19 i dopiero 22.XI trafił się pacjent uskarżający się właśnie na  zmęczenie, ból głowy itp. objawy. U niego i jego najbliższej rodziny wykryto koronawirusa i poddano próbkę sekwencjonowaniu. No cóż, powiedziałabym, że miłość koronawirusa covidu do ludzi jest naprawdę ogromna.

Wczoraj była pierwsza niedziela Adwentu. Co prawda  trudno by było naszą rodzinę  zaliczyć do osób przypisanych do jakiejś określonej religii, ale pewne tradycje podtrzymujemy, bo się nam podobają. Na przykład dekorowanie mieszkania wieńcem adwentowym, spotkanie rodzinne na wspólnym obiedzie lub obiado-kolacji w pierwszą niedzielę  Adwentu. Tu mam prośbę - oszczędźcie mi czytania uwag w rodzaju, że nie rozumiecie po co my to robimy - ja się  nie  wkręcam  z uwagami na temat po co chrzcicie  dzieci, posyłacie je do komunii itp., po co spotykacie się całą familią przy stole z 13 daniami bożonarodzeniowymi, bo uważam, że macie do takiego działania prawo, to  Wasza sprawa, nie moja. I tak z ręką na sercu, ani mnie to grzeje ani ziębi.


 A tak się prezentuje mój adwentowy "wieniec". Gdy odnajdę gdzie upchnęłam malutkie  bombki to je jeszcze doczepię. Podejrzewam, gdzie są, ale musiałabym się po nie  bardzo mocno schylać, a to mi jakoś szkodzi na kręgosłup. Chyba  się postarzał bardziej niż moja psyche. Poczekam aż wpadnie któryś  z chłopców.

Nie wiem czy Was to zaciekawi, ale dodam jeszcze kilka słów na temat  wieńca adwentowego. Okrągły kształt symbolizuje nieskończoność, gałązki wiecznie  zielonych iglaków są symbolem życia i wspólnoty, 4  świeczki zapalane w kolejne  niedziele symbolizują zbliżanie się do prawdziwej światłości, czyli do  dnia narodzin Jezusa. Nie szkodzi, że wcale nie narodził się tego właśnie dnia- badania  twierdzą, że nastąpiło to kilka miesięcy wcześniej, zapewne w sierpniu. Pierwsza  świeca symbolizuje nadzieję, druga pokój, trzecia radość, a  czwarta- miłość.

Historia  wieńca adwentowego nie jest długa- po raz pierwszy powstał w 1839 roku. Johann Hinrich Wicherna, niemiecki pastor i teolog, prowadził w Hamburgu świetlicę dla sierot. Chcąc umilić dzieciom czas oczekiwania na Boże Narodzenie zawiesił w świetlicy duże koło ,  w którym osadził 24 świece i każdego dnia zapalał wraz z dziećmi 1 kolejną świecę i przy zapalonych świecach wspólnie odmawiali modlitwy. Z czasem zamiast 24 świec zostały 4, symbolizując niedziele poprzedzające Boże Narodzenie. W niektórych regionach każda ze świec ma inny kolor, ale teraz  najczęściej wszystkie są jednego koloru, białe lub czerwone, a wieniec udekorowany jest również szyszkami, bombkami i  maleńkimi świecidełkami.


 A dziś trochę "christmasowej muzyki" w  wersji  jazzowej. Jazz też jest dobry na wszystko, zupełnie jak muzyka Mozarta.

Dobrego nowego tygodnia Wszystkim.





sobota, 27 listopada 2021

OMIKRON ........

                                 ........to nazwa  nowej mutacji  koronawirusa wywołującego covid-19.

No cóż walka z koronawirusem wywołującym covid-19 trwa i wydaje się, że jeszcze długo potrwa.

 Wczoraj o świcie wylądował w Niemczech samolot z RPA i jego pasażerowie swobodnie przemieścili się w różne punkty Niemiec, ponieważ nie były jeszcze ogłoszone  nowe  zalecenia  sanitarne. W związku z tym  osoby, które przyleciały tym samolotem proszone są o zgłoszenie się  na testy i obserwowanie  swego stanu  zdrowia.  Ciekawa jestem ile osób się zgłosi. Ale może sąsiedzi doniosą.

WHO uznaje ten wariant koronawirusa za szalenie zaraźliwy. Na razie na świecie  zachorowało poniżej 100 osób, głównie w RPA i Botswanie. I jak na razie jeden przypadek wykryto w Belgii, u osoby, która powróciła z Egiptu.

Od najbliższej niedzieli wjazd do Niemiec z krajów uznanych za obszary mutacji koronawirusa będzie niemożliwy. Dokładna lista krajów jest dostępna na  stronie www.rki.de, czyli na  stronie Instytutu im. Roberta Kocha- oczywiście dostępna w języku niemieckim. 

Niestety lista ta staje się  coraz dłuższa i są na niej między innymi następujące kraje: Belgia, Austria, Czechy, Grecja, kilka rejonów Holandii, Słowacja,Irlandia, Litwa, Łotwa, Estonia, Bułgaria, Rumunia, Chorwacja. 

Osoby przybywające stamtąd muszą się poddać  obowiązkowej 10-dniowej kwarantannie. Po pięciu dniach mogą wykonać test PCR i jeśli będzie negatywny mogą przerwać kwarantannę. I tu w informacji trafiłam na zabawną rzecz -  w jednej części tejże informacji jest podane, że nawet osoby  zaszczepione muszą się poddać kwarantannie, w dalszej treści "stoi jak byk", że zaszczepionych kwarantanna  nie obowiązuje. I to są skutki oszczędzania na  etatach korektorów  i ewidentnego  braku autokorekcji.

U mnie zimno, w porywach jest aż +3 , a podobno jutro  może spaść deszcz ze śniegiem.  I po co? Ja naprawdę nie marzę o zimie ani o deszczu ze śniegiem.

A na koniec : sondaż przeprowadzony przez YouGov ujawnił, że 69% Niemców chce by szczepienia były obowiązkowe.

A na umilenie zapewne  niezbyt pogodnego wszędzie weekendu proponuję:



Miłego weekendu Wszystkim!!!



środa, 24 listopada 2021

Od dziś w Niemczech......

                                  ........transport publiczny nie jest  dostępny  dla wszystkich.  Ale restrykcje nie skończą się tylko na transporcie. Od dziś, transport publiczny, czyli -pociągi dalekobieżne, regionalne i podmiejskie, metro, autobusy oraz tramwaje będą dostępne tylko dla osób z certyfikatem szczepienia przeciw covid-19 lub aktualnym negatywnym wynikiem testu PCR, który jest ważny 72 godziny. Kontrole będą prowadzone w  trakcie  jazdy pojazdu, nie  w trakcie wsiadania do środka lokomocji.  Za nie posiadanie certyfikatu (ważny jest tylko razem z dowodem osobistym lub paszportem) grożą dotkliwe mandaty. Poza tym  rozważana jest opcja, by każda osoba niezaszczepiona, która  zachoruje na covid 19 i będzie  musiała być hospitalizowana, ponosiła z własnej kieszeni koszty  swego leczenia. Takie rozwiązanie, czyli pokrywania kosztów leczenia  covidu-19 z własnej kieszeni osób dotąd nie zaszczepionych wprowadza Singapur od 8 grudnia. Aktualnie tutaj  szaleje w ramach 4 fali pandemii covidowy mutant, czyli wariant Delta, który jest bardziej zaraźliwy od podstawowego wirusa.

Mnie osobiście podoba się takie rozwiązanie, bo chcę się czuć  bezpiecznie wsiadając do metra lub autobusu lub zamierzając spędzić kilka godzin w pociągu  na dalszej trasie. I tak mam szczęście, że mieszkam w dzielnicy,  której mieszkańcy karnie  drepczą  w maseczkach w sklepach i właściwie od chwili pandemii  poza swoją dzielnicą bywam sporadycznie, a do policzenia ilości  jazdy metrem wystarczą mi palce u rąk.  "Pan od  osuszania" też był zamaseczkowany, chociaż  tak jak  i my  z zięciem- zaszczepiony.

A na osłodę tych wiadomości posłuchajcie i pokołyszcie  się przy kompie do tych rytmów:


I mimo  wszystko - MIŁEGO  DNIA!!!!!

wtorek, 23 listopada 2021

Najbliższe trzy tygodnie.....

                                                   ..... spędzę w tym miłym towarzystwie:

Dziś przyszedł pan specjalista od osuszania zalanych mieszkań.  W pierwszej kolejności poza kolejnością wybił elegancką dziurę w suficie  mojej łazienki i wyglądało to tak:



A teraz, czyli w niecałą godzinę później wygląda  tak:


I najbliższe trzy tygodnie spędzę w takim  modelu  łazienki. W suficie jest wybita elegancka  dziurka, w niej  tkwi,  jak widać na załączonym obrazku, plastikowa rura. Pomiary wykazały, że  wilgotność  tego, co leży na moim suficie = 63%, czyli o 3 % przekracza dopuszczalną wilgotność. Takie samo urządzenie  znajduje  się w łazience sąsiadów. U nich musieli odbić płytkę w podłodze łazienki. I będą te urządzenia pracowały u nas 24 godziny na dobę przez trzy tygodnie. Do naszych obowiązków należy codzienne usuwanie wody z pojemnika znajdującego się w tej większej żółtej skrzynce. Urządzenie jest prądożerne, ale  przy wtyczce do gniazdka jest licznik, który wskazuje ilość pobranego prądu przez to urządzenie. Pieniądze za tę ilość pobranego prądu zostaną nam zwrócone z ubezpieczenia. Ustrojstwo niestety nie jest całkiem  cichutkie, ale i tak mam przykazane, że  drzwi i okno w łazience mają być cały czas  zamknięte. I wszystkie koszty związane z tym "wydarzeniem" będą pokryte z ubezpieczenia.   W sypialni nieco słychać szum pracującego urządzenia, ale nie tak , żeby zbytnio dokuczało. W drugim pokoju już nic nie słychać, bo jest po przeciwnej stronie mieszkania niż łazienka. A poza tym ja tak późno chodzę spać , że ciągle jestem niedospana i mnie byle co  nie budzi. No i mogę w razie czego spać w pokoju dziennym  na  rozkładanej sofie. Albo się przenieść do mieszkania  córki. Ale osobiście nie widzę takiej potrzeby. A poza tym bardzo się cieszę, że chyba  nie będę musiała mieć zdejmowanego tego sufitu w łazience, dziurę po osuszeniu załatają i odmalują sufit.  Oczywiście  cały czas towarzyszył mi zięć i bardzo się ucieszyliśmy z faktu, że po wybiciu dziury w suficie  nie popłynęła z niego woda.  Tu "wyszły plusy"  mojego późnego chodzenia  spać - po prostu trafiłam na sam  początek "potopu". Gdybym,  jak wszyscy normalni ludzie, położyła się spać ok. godziny 22,00 to przez całą noc woda cicho i spokojnie zalałaby mi  mieszkanie.   Na  zakończenie pracy pan sprawnie   mi pozamiatał podłogę, śmiecie  zabierając do "służbowego worka".

Pogoda u mnie kiepściunia, co jakiś czas coś mży, niebo w kolorze  ołowiu a temperatura to raptem +6.

Z dobrych wiadomości - Niemcy najprawdopodobniej pójdą w ślady Austrii i szczepienia p. covid będą obowiązkowe. Nic dziwnego, w Bawarii szpitale muszą ewakuować  chorych, bo braknie miejsc. Tu są kolejki do trzeciego szczepienia - dobrze, że mam je już za sobą, córka i zięć także. To trzecie szczepienie  miałam w komfortowych warunkach, zero tłoku, zero czekania.

A do posłuchania to może coś rozrywkowego? Np. Paganini? Dawno nie było;)


Miłego Wszystkim!



sobota, 20 listopada 2021

Dodatkowe weekendowe atrakcje dla mnie

  Może nie wszyscy jeszcze wiedzą, ale jestem tak  zwany "nocny Marek" i najchętniej chodzę  spać około północy, a często i później. No ale skoro nie mam  teraz  żadnych obowiązków, mieszkam sama, więc   "wolność Tomku w  swoim  domku" - robię co chcę i kiedy chcę.

No i........wchodzę około  północy do łazienki, o godzinie 23,45 (z  wczoraj na dziś) i pierwsze co do mnie  dociera wzrokowo to fakt, że  o krok od drzwi  na podłodze i na półce obok pralki jest wyraźnie  mokro. Zamarłam na moment i pomyślałam, że pewnie padł zawór od rurki doprowadzającej wodę do pralki, bo jak zawsze nie jest ów kran zakręcony, córka mnie pouczyła, że nie ma potrzeby go zakręcać, no chyba, że akurat wyjeżdżam z domu gdzieś poza  Berlin. Nerwowo, z brzydkim  słowem na ustach  schyliłam się  by  ów zawór zakręcić i w tej chwili  poczułam, że mi coś kapnęło na głowę. Wystraszona spojrzałam w górę i........zobaczyłam, że z sufitu, a tak dokładnie z miejsca , w którym jest umieszczona jedna z  lampek sufitowych kapie woda. W związku z tym szybko podstawiłam w to miejsce  miskę i rozejrzałam się już uważniej po suficie - w kilku miejscach był wyraźnie  mokry, a gdy tak się rozglądałam  woda zaczęła kapać i z kolejnego  gniazdka następnej  ledówki, więc w to drugie miejsce podstawiłam  wiaderko, takie  malutkie, 5 litrowe.  Byłam już w stroju nocnym, czyli uroczej piżamce  ozdobionej podobizną Mikołaja  i popadłam w namysł co robić. Do sąsiadów  piętro wyżej to nie mam po co iść,  bo niemiecki to w dalszym ciągu jest dla mnie  równie zrozumiały jak chiński czy też  japoński, więc spojrzałam na zegarek i uprzytomniłam sobie, że dopiero co minęła północ, więc jest szansa, że moi jeszcze nie śpią, bo oni też raczej takie  "nocne  Marki", więc czym prędzej podzieliłam się z nimi radosną nowiną. 

Dotarli do mnie w 15 minut później- jednak  dzieli nasze domy te 450 metrów odległości. Zięć bohatersko poszedł do sąsiadów mieszkających nade mną i dość długo go nie było. Okazało się, że  sąsiedzi już spali, więc  trochę trwało nim się obudzili, ubrali, potem w trójkę  szukali miejsca skąd ta woda  cieknie, ale go nie znaleźli. Widać z tego, że awaria nastąpiła pomiędzy piętrami. Potem sąsiedzi przyszli do mojego mieszkania, ze strachem obejrzeli  "pobojowisko" w  łazience, ale uprzednio zakręcili wodę w  swoim mieszkaniu. Po długich dociekaniach wyszło na to, że  w jednym miejscu deski podłogowe  w ich w kuchni sprawiają  wrażenie wilgotnych, ale woda  nie stoi.  Córka roztoczyła przede mną przerażający  obraz przyszłych wydarzeń, czyli "będzie piekło i szatany", bo będzie  trzeba  zapewne rozkuwać ściany, więc chyba będę zmuszona na czas remontu przenieść się do nich.  

I w tej chwili  wspomniałam niemal z rozrzewnieniem o moim warszawskim betonowym mieszkaniu, w którym ktoś wszystkie rury umieścił w  specjalnym szybie, do którego był swobodny dostęp z każdej kuchni w bloku i znalezienie  uszkodzonej rury  nie wymagało rozkuwania ścian. No ale blok na moim warszawskim osiedlu był oddany do użytku w 1973 roku,  a kamienica, w której mieszkam w Berlinie była budowana  w pierwszych latach dwudziestego wieku. Poza tym, o czym nie wiedzieliśmy, nie wszystkie mieszkania w  czasie  rewitalizacji budynku były przebudowywane. To mieszkanie nad nami nie było przeprojektowane i ma nawet nieco inny rozkład niż  moje - co prawda  te rury to  akurat są pomiędzy ścianami łazienki i kuchni.

Właśnie przed chwilą zatelefonowała do mnie córka i stwierdziła, że "jak amen w pacierzu" czeka mnie  atrakcja w postaci  zdjęcia w mojej łazience sufitu, bo to jest tzw.  "podwieszany sufit", w następnej kolejności  suszenie  tej przestrzeni pomiędzy podłogą sąsiadów a moim sufitem podwieszanym i najbliższe 3 miesiące będę miała same atrakcje a do tego będzie jeszcze  (jak zawsze i wszędzie) kontredans z ubezpieczeniem , bo jak zawsze trzeba ustalać z czyjego ubezpieczenia co będzie płacone, czyli co będzie płacone z ubezpieczenia  kamienicy, co z ubezpieczenia właściciela  mieszkania a co z mojego, czyli najemcy.  No i pocieszyła mnie, że ich własne mieszkanie spółdzielcze w Monachium, w budynku oddanym do użytku w pierwszej dekadzie  dwutysięcznego roku, też przeżyło tajemniczy wyciek wody i dłuugo trwało nim znaleziono  miejsce  awarii a kwestia  kosztów ubezpieczenia  ciągnęła się ze trzy lata.  Jak na razie to najgorzej mają sąsiedzi nade mną, bo mają zakręconą wodę u siebie. I dziś  podobno  odkryli miejsce, w którym zaczęła przeciekać rura. Na razie i tak trzeba  ze wszystkim  zaczekać do poniedziałku.

Nie wiem na ile to pomaga, ale na wszelki wypadek potrzymajcie za mnie  kciuki bym to wszystko zniosła  "po japońsku", czyli jako/tako.

piątek, 19 listopada 2021

Piątkowe wiadomości......

                                                   .......nie zawsze zabawne   ale niestety  życie nie jest wcale  zabawne. 

Zacznę może od czegoś, co mnie osobiście jak na razie mało obeszło - jak wiecie  niedawno były tu wybory parlamentarne i   "naród  wybrał - naród ma". Otóż trzy  frakcje polityczne: SPD, Zieloni i FDP zastanawiają się nad........ kwestią legalizacji konopi indyjskich, które  będą mogły służyć w celach rekreacyjnych.  

Jak dla mnie zastanawiająca jest argumentacja - ktoś policzył i stwierdził, że legalizacja owe roślinki, której portret wam prezentuję:

pozwoli budżetowi zaoszczędzić 1,3 miliarda  Euro rocznie na pracy policyjnej i sądowej, a ponadto pozwoli na utworzenie dziesiątków  tysięcy  miejsc pracy. Przyznam się, że z lekka mnie wbiło w mój komputerowy  fotelik i szczęka mi z lekka opadła. I pomyślałam, że te nowe miejsca pracy to pewnie powstaną w celu  wyprowadzania  młodych ludzi z nałogu uzależnienia od  "maryśki". A wyprowadzanie ludzi z nałogów to praca  długofalowa i zatrudnieni przy tym długo będą mieli mnóstwo pracy.

Jak na dziś, to niemal każdy Land ma  swoje przepisy na ten temat - ogólnie  bazowy przepis głosi, że posiadanie na własny użytek do 6 gram marihuany jest tylko wykroczeniem, a ponad 6 gram - przestępstwem. Ale  (wszystko co ludzkie ma swoje "ALE"), np. w Berlinie  tolerowane jest do 15 gram owej używki, a w Bremie, (jest wydzielonym  landem, jak Berlin), Nadrenii Północnej Westfalii, Nadrenii Palatynacie limit wynosi 10 gramów, w pozostałych  Krajach Związkowych- 6 gramów.

Druga wiadomość - połączy Polskę i Niemcy kolejny most linii kolejowej nad Odrą. Do użytku będzie oddany pod koniec 2022roku,  zastosowana będzie unikatowa technologia z "wieszakami" wykonanymi z włókna węglowego. Mostem będzie pociąg mógł jechać z prędkością 120 km/h. 16.XI b.m. położono  kamień węgielny pod budowę mostu. Pociąg  będzie  kursował na trasie Berlin-Muncheberg-Kostrzyń.

A poza tym - poza tym kiepsko, czwarta  fala pandemii, czyli wariant "Delta" koronawirusa covid-19 atakuje i to dość  gwałtownie. Ponieważ w 8 powiatach niemieckich  tygodniowa liczba zachorowań na 100 tysięcy  mieszkańców sięgnęła już nawet nieco ponad 1000 osób zaczyna obowiązywać zasada 3G w pracy i transporcie publicznym - 3G oznacza:  geimpft, genesen, getestet  -  czyli zaszczepieni, ozdrowieńcy po  wyleczeniu covidu, przetestowani z wynikiem negatywnym. 

Obowiązkowe szczepienia będą musieli przejść wszyscy pracownicy szpitali, placówek opiekuńczych i mobilnych służb opieki. W domach seniora i opieki - pracownicy i osoby odwiedzające pensjonariuszy będą codziennie testowani. Ponieważ jest tak wiele zachorowań pracodawcy  muszą gdzie tylko się da umożliwić swym pracownikom pracę  zdalną. Pomoc finansowa dla przedsiębiorstw  zostaje przedłużona  o dalsze 3 miesiące.

Trzecia dawka  szczepionki, zgodnie z zaleceniami "Stiko" (ośrodek zajmujący się dopuszczaniem i stosowaniem  szczepionek w Niemczech) ma być już dla wszystkich osób powyżej 18 roku życia - zalecenie to ma być wprowadzone  ze skutkiem natychmiastowym w Badenii Wirtembergii.

Ponieważ aktualnie najwięcej  zachorowań jest w Bawarii  wprowadzono tam  godzinę policyjną w gastronomii - restauracje, bary, kluby będą zamknięte od godziny 22,00.  W placówkach gastronomicznych  "obłożenie sali" nie  może przekraczać 25%.  Obostrzenia dotyczą też spotkań osób z  dwóch różnych gospodarstw - spotkać się może tylko 5 osób, jeżeli w tym gronie będą osoby niezaszczepione.  Zasady 2G i 2G+ obowiązują u fryzjera, uczelniach, centrach edukacji dla dorosłych.  Na imprezach sportowych i kulturalnych może  być zajęte tylko 25% miejsc, obowiązuje  zasada 2G+.    W powiatach,  w których poziom  tygodniowy zachorowań przekroczy 1000 wszystko będzie  zamknięte oprócz żłobków, przedszkoli i sklepów.  A w sklepie ilość klientów nie może przekroczyć  1 osoby na 20 metrów kwadratowych sprzedaży.

Niewesoło jest też w Austrii. Rząd austriacki chce od 1 lutego 2022r wprowadzić przymusowe szczepienia całej populacji. Odmówienie szczepienia spowoduje  karę w postaci wysokiej grzywny lub nawet  więzienia. Od przyszłego tygodnia w Austrii ma być całkowity  lockdown, przestaną być uznawane szybkie  testy antygenowe, obowiązywać będą testy PCR. 

A do posłuchania  coś starego:


Miłego weekendu Wszystkim;)

                                                                                                                                                                    

 

wtorek, 16 listopada 2021

Byłam wczoraj w.........

 ......... niestety nie  w operze ani nie w  filharmonii.

Byłam w konsulacie RP. Październik to miesiąc, w którym ZUS żąda dowodu, że emeryt, któremu jeszcze łaskawie wypłacają emeryturę  - żyje. Aby to udowodnić należy wypełnić  przysłany przez ZUS  druczek, a podpis na nim złożyć wobec urzędnika mającego prawo do potwierdzania podpisu.  Uznawane jest potwierdzenie  albo p. Konsula RP lub urzędnika  z ratusza  dzielnicy, w której się mieszka. I do jednego miejsca i do drugiego  mam porównywalną odległość  ok. 6 kilometrów, ale  do  polskiego konsulatu nie muszę się umawiać w tej akurat sprawie mailowo na konkretną datę i godzinę   a w urzędzie  miejskim najbliższy wolny termin był na połowę grudnia, a ja muszę odesłać druk do  ZUS-u w ciągu 1 miesiąca.

Ostatnio jakoś pogorszyło mi się zdróweńko, zwłaszcza pod względem ortopedycznym. Nie da się ukryć, że dość sporo miałam  w życiu różnych kontuzji i teraz  wszystko zaczyna  intensywnie się odzywać a ja bardzo nie lubię  funkcjonować na środkach przeciwbólowych, które  do najzdrowszych  tabletek nie należą.

Konsulat RP jest czynny 4 dni w tygodniu od godz.9,00 do 14,00, jeden dzień w tygodniu od 13,00 do 18,00. I z tego co wiem, to w dzień gdy jest czynny od godziny 13,00 są  tłumy interesantów, natomiast w pozostałe dni jest spokojnie. A że czas nieco naglił, zdecydowałam się wczoraj na  wyprawę po stwierdzenie wiarygodności  mojego podpisu.  

Gdy zajechałam taksóweczką pod Konsulat  lekuchno poczułam chęć zawrócenia - pod bramą ogrodzenia Konsulatu stało ze 6 osób, co oznacza ni mniej ni więcej dość długie czekanie, nawet jeśli nie wszyscy potrzebują stwierdzenia  wiarygodności podpisu.  Po kilku dzwonkach z budynku wyszedł z grobową miną pan strażnik - 195 cm wzrostu, mars na  obliczu i ani chybi trzycyfrowy wynik na  wadze.

Obrzucił grupkę interesantów wzrokiem i zapytał niemal uprzejmie pierwszego z brzegu  interesanta  " a pan po co tu przyszedł?" Wysłuchawszy jednym uchem o co petentowi biega, pokazał mu, że  "ooo, tu na  tej tablicy ma  pan wszystko napisane, a jeśli pan zgubił wszystkie dokumenty w  kwietniu a dopiero teraz przychodzi w sprawie nowych, to musi się pan wpierw telefonicznie umówić na jakiś termin. Ale ja nie mam telefonu - stwierdził ze smutkiem petent.  Cerber warknął - "ale pewnie ma ktoś ze znajomych, to od niego pan zadzwoni do konsulatu i umówi się na  jakiś termin". I to było najzwyklejsze  spławienie człowieka, bo dodzwonienie  się do tutejszego konsulatu  graniczy z cudem - po prostu nikt  nie odbiera telefonu. Gdy powiedziałam cerberowi, że ja tylko po potwierdzenie  autentyczności mego podpisu przyszłam, doszedł do wniosku, że wpuści mnie zaraz, gdy tylko wyjdzie któryś z interesantów, bo wewnątrz może przebywać tylko 5 interesantów. I rzeczywiście, gdy chwilę później wyszedł jakiś pan z dzieckiem, zostałam  wpuszczona przez  bramę, sprawdzono mi zawartość torebki i przeszłam jeszcze przez bramkę kontrolną, a następnie pan mnie poprosił bym uważnie schodziła po schodach do piwnicy, w której  urzędują pracownicy "bezpośredniego kontaktu" z petentem. 

Nie da się ukryć, że Konsulat RP ma naprawdę kiepskie  warunki do pracy. Osoby mające  bezpośredni kontakt z interesantami wciąż wędrują pomiędzy  pomieszczeniem piwnicznym, w którym są przyjmowani interesanci  a resztą pomieszczeń Konsulatu, czyli  muszą z tej  piwnicy wyjść  na górę, często przejść przez podwórze do innego budynku. I tak naprawdę wszystko ogromnie długo trwa. Konsulat ma wspólną posesję z ambasadą  RP i obie placówki mieszczą się w bardzo ładnej i drogiej dzielnicy Grunewald.


 

Na górnym zdjęciu jest widoczny  budynek naszej  ambasady, poniżej miejsce,  w którym kiedyś była nasza ambasada , na Unter den Linden, w centrum miasta. Jak niemal wszystkie ważne budynki w okresie NRD była budowana z użyciem azbestu, więc podobnie jak inne  budynki została rozebrana  doszczętnie. Nowy budynek ma kosztować 60 mln €. I będzie  stał w tym miejscu, gdzie był stary. Nie mam nawet bladego pojęcia  kiedy on powstanie. Projekt znalazłam na YT, wiem , że sam projekt powstał w 2012r i w  dopiero w 2020 r podpisano umowę na jego wykonanie.


Dla mnie lokalizacja jest o niebo lepsza, bo będę tam mogła dojechać  dwiema liniami metra, bo wreszcie oddano w tym roku nową linię  metra pod Unter den Linden. Tyle tylko, że  każda budowa ileś  lat trwa i być może już będę na pozycji bohatera nowelki  pt. "Jaś nie doczekał". Nie feler, inni będą mieli lepszy dojazd.

Wczoraj wyczytałam, że brytyjska firma  Emergex rozpoczyna  badania kliniczne nowej szczepionki p.Covid 19, która będzie w postaci ... plastra. Szczepionka ma zapewnić ochronę na dziesięciolecia, dzięki wykorzystaniu limfocytów T do zabijania zakażonych komórek. Wiadomość podał brytyjski dziennik The Guardian.Wstępne wyniki są spodziewane w czerwcu 2022r, a sam preparat  może być dostępny od 2025 roku. I, co dość  ważne- nie będzie wymagał przechowywania w bardzo niskich temperaturach jak obecna szczepionka Pfizera, może być kilka miesięcy przechowywany w temperaturze pokojowej. Co prawda niektórzy naukowcy powątpiewają czy limfocyty T "same z siebie" rozpoznają zakażone komórki, no ale bądźmy dobrej myśli, zawsze  można jeszcze połączyć  dwie różnie działające szczepionki.  Poza tym  ta sama firma rozpoczyna  badania nad szczepionką przeciw dendze, którą wg WHO jest zagrożona połowa ludzkości, a na którą wciąż nie ma szczepionki.

No to pozostało mi już tylko odstanie w kolejce by nadać list polecony do ZUS-u, więc idę  to  zrobić. Nie powiem, żeby pogoda mnie  zachwycała, no ale nie pada, jest +7 i jakoś tak szaro.

 I dla osłody dnia:


Miłego dla Was



 

sobota, 13 listopada 2021

Za oknem......

                    ........niestety jesień. 

Po drugiej stronie mej ulicy klony prezentują swe nagie  gałęzie. Tylko dęby burgundzkie pod moimi oknami szeleszczą brązowymi, lekko zwiniętymi  liśćmi, z którymi rozstaną się dopiero gdy będzie nadchodziła  wiosna. Pierwsze oznaki wiosny w tym mieście to masowe spadanie "orzeszków" platanów i  gubienie przez burgundzkie dęby liści.  W Berlinie jest naprawdę sporo platanów, a to drzewa które potrzebują duuużo wody, więc "ciut" mało są praktyczne teraz, gdy Europa pomaleńku stepowieje. Ale one były sadzone wiele, wiele lat wcześniej, gdy nikt nie podejrzewał, że zmieni się klimat. Mam niedaleko domu kilka bardzo starych platanów, a ten to mój ulubiony, ale  niestety nie wchodzi mi cały platan w obiektyw, bo stoi na wewnętrznym podwórzu bardzo niedużego osiedla i sięga ponad dachy 5-piętrowych budynków, wybudowanych jeszcze przed II wojną światową.



A poniżej jego "orzeszki" , ich zdjęcie  robione jeszcze w sierpniu.

Wyczytałam dziś wiadomość, że władze Monachium chcą natychmiast przyjąć uchodźców z polsko- białoruskiej granicy i apelują o skierowanie uchodźców bezpośrednio do Monachium.  W 2019 roku Monachium ogłosiło się  "bezpieczną przystanią" i jest zaangażowane w pomoc uchodźcom na zewnętrznych granicach UE i Afganistanu. Wspiera też migrantów przybyłych do Europy przez Morze Śródziemne. Bawaria to wielce  katolicki  Land i jakoś inaczej pojmują obowiązki  katolików wobec bliźnich niż  katolicy w Polsce.

 Dopiero co pisałam Wam o podwyższeniu mandatów za wykroczenia  drogowe w Niemczech, dziś prasa zadbała, bym równiez rozszerzyła swą wiedzę o nowe  przepisy z tej materii w Polsce.

Tu nowy taryfikator już wszedł w życie, w Polsce, podobno po wielu dyskusjach, nowy taryfikator będzie obowiązywać od 1 stycznia - wiadomości pochodzą z Moto.serwis.pl.

Po pierwsze od stycznia  będzie można "zarobić" nie jak dotąd 10 punktów  karnych, ale aż 15. Wydłuży się też termin ich przedawnienia - umorzone mogą zostać dopiero po 2 latach, ale tylko wtedy, gdy kierowca uiści  nałożoną  za nie karę finansową. Jeśli  nie ureguluje rachunku - owe punkty karne pozostaną z nim na zawsze.  A te 15 punktów karnych  można uzbierać za:

1.   spowodowanie wypadku w ruchu lądowym   - i tu się zastanawiam jak można samochodem spowodować wypadek w powietrzu lub na wodzie;

2.   prowadzenie pojazdu po  alkoholu;

3.   omijanie   pojazdu ustępującego pierwszeństwa pieszym;

4.  wyprzedzanie innego pojazdu na przejściu dla pieszych lub bezpośrednio przed nim;

5.  nieustąpienie pieszym  pierwszeństwa  na przejściu;

6.  naruszenie  zakazu wyprzedzania na przejazdach rowerowych i bezpośrednio przed nimi;

7.  nie  zastosowanie się do sygnałów zobowiązujących do  zatrzymania pojazdu celem przeprowadzenia kontroli drogowej;

8.  przekroczenie obowiązującej szybkości 50 km/h . 

 Tyle w dziedzinie punktów karnych. Generalnie w tej materii wystarczą dwa poważne wykroczenia aby przekroczyć limit i stracić prawo jazdy.

W kwestii wysokości mandatów przekroczenie limitu prędkości obowiązującej na danej drodze o 30 km/h  będzie kosztować kierowcę 800 złotych polskich.  I tu chyba nowość: jeżeli w ciągu kolejnych dwóch  lat kierujący pojazdem popełni to samo wykroczenie to wysokość kary wzrośnie, ale nie podano o ile złotych.

A na poprawę humoru może posłuchacie:


albo:

Miłej, spokojnej  niedzieli dla Was!

czwartek, 11 listopada 2021

Dzień jak co dzień.....

                                ......choć to w Polsce Dzień Niepodległości.

Odnoszę  nieodparte  wrażenie, że polski naród nałogowo wpada swymi wyborami co i rusz w tarapaty.

Przed momentem obejrzałam  na FB filmowy reportaż z dnia poprzedniego, dotyczący akcji protestacyjnej. Cieszy mnie, że wreszcie do akcji dołączają młodzi ludzie, a nie tylko moje pokolenie, które przeprowadziło transformację  gospodarczą i polityczną w Polsce. Zapewne część z Was oglądała tę akcję na FB, ale być może  że nie, więc słów kilka napiszę o tym. 

Wczoraj, o godz. 23,30 grupka nieliczna patriotów (tych prawdziwych  a nie  niejakiego Bąkiewicza) na górze fasady Galerii Kordegarda, która jest usytuowana  na przeciwko Pałacu Prezydenckiego, wywiesiła dwa banery: jeden z banerów miał napis: "Kaczyński rękoma Glińskiego finansuje faszystów Bąkiewicza",  a drugi głosił: "Dość faszyzmu pod płaszczem patriotyzmu". Czyli oba banery głosiły samą prawdę.  Przed Pałacem zgromadziła się naprawdę niewielka grupa młodych ludzi, dwóch osobników płci męskiej weszło po rozkładanej drabinie  na dach budynku Galerii i zainstalowało banery, do drabiny wciągniętej na dach przymocowali naszą flagę narodową i w pewnym momencie któraś z osób przebywających na dachu zapaliła świece dymne emitujące nasze barwy narodowe.

I zaraz potem zaczęła pojawiać się policja- wpierw jeden samochodzik osobowy, potem dwa kolejne, w końcu  przyjechały trzy  tak  zwane "suki" (uważam tę nazwę za obraźliwą dla psich samiczek) i na samym końcu trzy samochody straży pożarnej i samochód strażacki z podnośnikiem. Z jednego z samochodów wyciągnięto węże by zapewne polewać pożar, którego nie było. Policja  wpierw oczyściła "przedpole", czyli usunęła osoby zgromadzone po obu stronach ulicy  z miejsca równego długości  dziedzińca Pałacu, następnie "na raty" wzniesiono w koszu policjantów wyposażonych w sprzęt "wysokogórski". Na dachu przebywały w sumie 4 osoby protestujące, które zostały zatrzymane, wbrew temu, że wpierw policja  zapewniała, że tylko zostaną spisane a nie będą zabrane na komisariat. Banery zostały zdjęte, nieznany natomiast jest los drabiny oraz  naszej flagi narodowej.

Miałam dziś jechać do naszej  ambasady by mi poświadczyli mój podpis na druku ZUSowskim, ale zrezygnowałam. Nie wiem czy i tam  nie spotkałabym osób protestujących i moja wyprawa spełzła by na niczym.  Zrobię to jutro. No a skoro jesteśmy przy banerach:      jak widzicie na zdjęciu jest Brama Brandenburska, a na dole baner z podziękowaniami dla polskiego rządu za ochronę dla Niemiec. Nie mam  nawet bladego pojęcia kto ten baner, dwujęzyczny,  wczoraj rozpiął. Niemcy dobrze wiedzą, co się dzieje na granicy polsko-białoruskiej i zdają sobie sprawę, że trzeba Polsce w tym przypadku pomóc. Pozostaje tylko pytanie, na które nie znam odpowiedzi- czy ten obecny rząd jest przytomnym partnerem do jakichkolwiek rozmów.

Zdjęcie nie najlepsze, za co przepraszam, ale robiłam je smartfonem z.....gazety.

I jeszcze coś - tu szaleje  covid, a tak dokładnie  jego zmutowana wersja delta. I teraz czymś ucieszę gorących przeciwników szczepień - ci co są już całkowicie  zaszczepieni albo nie chorują  wcale albo bardzo lekko, bo mają multum różnych  dotąd nie ujawniających się chorób. A ci zaszczepieni, którzy nie  chorują mogą być "bezobjawowi" i przekazują wiruska innym, sami nie chorując.  Stało się źle, bo w wielu landach ci zaszczepieni przestali zupełnie przestrzegać zasady noszenia masek tam, gdzie jest bliski kontakt z innymi.  

Nie wiem jak w Polsce, ale tu cały czas pisali, że pomimo szczepienia nadal mamy zachowywać wyższy poziom  higieny i w przestrzeni zamkniętej nadal używać masek i zachowywać odstępy. W tej chwili była pani Kanclerz, która teraz , do czasu uformowania się nowego rządu pełni nadal ten obowiązek, zwołuje na najbliższe dni posiedzenie wszystkich premierów Landów by podjąć kroki ochronne. Ale za wszelką cenę chcą utrzymać dzieci w szkołach. No cóż, życie nie jest jednak romansem.

No to tyle z okazji Dnia Niepodległości- na szczęście słonecznego, choć jest raptem 5 stopni ciepła.