drewniana rzezba

drewniana rzezba

poniedziałek, 22 stycznia 2024

Jeszcze o północy.........

 .........to białe paskudztwo leżało bezczelnie na  dachach i chodnikach, a dziś.......lał  deszcz i  na termometrze  za oknem  jest  +7  stopni. Aż  się  uszczypnęłam, by sprawdzić  czy aby nie  śnię.  Jeszcze tak wariackiej pogody w  styczniu nie  widziałam.

A kilka dni wcześniej,  a tak dokładnie to  18 stycznia zrobiłam  stojąc na balkonie to zdjęcie:


Gdy je powiększycie to zobaczycie połóweczkę Księżyca  a nieco niżej, w lewo od niego jest jakaś gwiazdka. "Obfociłam", bo przypomniała  mi  się  nasza podróż  z mężem z Burgas do Stambułu tureckim rejsowym autobusem. Tyle  tylko, że wtedy to było lato, było to z 50 lat temu a Księżyc był wtedy w innej fazie i przypominał rogalik. No cóż, czas mija ale  wspomnienia  pozostają. I w ramach tych  wspomnień u  mnie króluje  muzyka  z lat 60 - 70 ubiegłego  wieku.

To była nieco wariacka podróż - autobus i jego  kierowca byli rodem z Turcji i "kabina kierowcy" przywodziła mi na myśl polskie przydrożne ołtarze ozdabiane z przepychem i różnorodnością kształtów i kolorów. Oczy  mi nieco wychodziły z orbit ze  zdumienia, że kierowca jest w stanie prowadzić autobus gdy na przedniej szybie tańczą kolorowe filcowe kulki zawieszone na filcowych cienkich warkoczykach, a nad nimi  wisi bardzo kolorowa, nieco powiewająca  falbanka. A do tego pan kierowca miał ułańską fantazję i jechał bardzo, bardzo szybko. Autobus poza tym nie grzeszył nowością, bagaże pasażerów były umieszczone  na  dachu i niezbyt starannie tam umocowane i na jednym z  zakrętów któraś z walizek zleciała  z dachu. Szczęśliwie ktoś z pasażerów to zauważył, podniósł się raban, pan kierowca zahamował na środku szosy i wysłał swego pomagiera po ową nieszczęsną walizkę.

Wieczorem przekroczyliśmy turecko- bułgarską granicę. Było ciemno, szalenie pusto. Staliśmy tam bardzo  długo siedząc  w autobusie, bowiem funkcjonariusze obu służb granicznych oglądali w telewizorku jakiś  arcy ważny dla nich mecz piłki kopanej a pasażerów autobusu mieli tam, gdzie plecy kończą  swą szlachetną, prostą linię. Pan kierowca oczywiście  dostąpił  zaszczytu obejrzenia kawałka owego ważnego  meczu, a pasażerowie dogorywali w  zamkniętym autobusie. Po meczu do autobusu weszło dwóch tureckich "pograniczników", rzucili od  niechcenia okiem w wyciągnięte ku nim paszporty i się wynieśli i ruszyliśmy w  dalszą  drogę.

Około północy zjechaliśmy do malutkiego miasteczka, w którym był postój około 20 minutowy. Postanowiłyśmy wraz  z koleżanką  skorzystać  z toalety, ale nigdzie nie mogłyśmy jej znaleźć, więc zapytałyśmy się stojącego w pobliżu policjanta, gdzie tu jest toaleta.  Facet wziął każdą  z nas pod  rękę i powiedział, że nas zaprowadzi. I zaprowadził do budynku, którego hol był wyłożony płytami marmurowymi, schody również i te  prowadzące w  górę i te, które prowadziły w dół. Podszedł do ściany, zapalił światło i powiedział bardzo łamaną  angielszczyzną, że do toalety należy zejść w dół. Na  wszelki wypadek jeszcze nam palcem  wskazał kierunek. Schodziłyśmy dość głęboko w dół podziwiając owe marmury. Gdy otworzyłyśmy drzwi na  dole omal nie uciekłyśmy - marmurów już tam nie było, tylko kilka  kabin bez drzwi i z tradycyjnymi dziurami w podłodze, nad którymi się po prostu kucało i to w jakimś  szaleńczym rozkroku. Umywalek  nie było. Nie mogę napisać otwartym tekstem co każda z nas powiedziała, bo chyba by mi blog  skasowała wszechobecna AI. 

Gdy wyszłyśmy na zewnątrz nasz turecki anioł stróż spytał, czy może nam przynieść kawę (zapewne po to byśmy nie  wyschły w środku) ale my stwierdziłyśmy, że może lepiej nie, bo do Stambułu jest jeszcze kawał drogi. A mój  drogi  mąż  siedział w letniej kawiarence i żłopał kawę. I od tamtego  małego miasteczka, aż do samego Stambułu świecił nam rogalik księżyca i lśniąca obok niego gwiazdka- żywa ilustracja pewnej starej piosenki o gwiazdce i Księżycu, których miłość nigdy nie  została spełniona i teraz świecą na  nocnym niebie  " na pamiątkę miłości i rozpaczy".

Do Stambułu przyjechaliśmy o 2  w nocy. Na placu, na którym wysiedliśmy jakiś Turek spokojnie handlował arbuzami. Wzięliśmy taksówkę i pojechaliśmy do hotelu. Po kilku dniach pobytu wracaliśmy znów do Burgas autobusem rejsowym tureckim, równie  bogato przystrojonym jak ten, który nas wtedy przywiózł.

Tak długo to pisałam  aż  się pogoda poprawiła i.....świeci słońce a wiatr przegania  chmury. 

Miłego nowego tygodnia Wszystkim!!!


I trochę "staroci".