drewniana rzezba

drewniana rzezba

wtorek, 18 czerwca 2019

Zalatany człowiek taki...

....bo koniec roku szkolnego.
Dziś , jutro i pojutrze  będę "zalatana", więc niczego nie napiszę. I kto wie czy
tak nie będzie aż do 8 lipca. A do tego jest znów upał.
Na pociechę :


i jeszcze tegoroczny Salon Tango w Buenos Aires


I oczywiście   ...oglądajcie to na YT, najlepiej na pełnym ekranie.
No to do poczytania;)

niedziela, 16 czerwca 2019

Tango, tylko tango

Wczoraj wieczorem zrobiłam sobie sesję tanga. Pokręciłam się po pokoju
w rytmie tanga, bo to bardzo dobre ćwiczenie dla mojego ciągle jeszcze
nieco niepełnosprawnego biodra.
Doszłam do wniosku, że najpiękniejsze tanga powstawały w okresie tuż
przed, w czasie  i zaraz po II wojnie światowej.
A więc znów porcja muzyki, tym razem "bezobrazkowa"



Miłego  słuchania i przebierania nogami w rytmie tanga

sobota, 15 czerwca 2019

Moja muzyka na......

.....przeczekanie w domu dusznej, upalnej soboty.
Ci co zajrzeli na mój drugi blog i poczytali o "zabijaniu miłości" nie
zdziwią się moim wyborem  pierwszego utworu:

Skoro posłuchałam skrzypiec to czas na wiolonczelę, a więc niezawodny
duet 2Cellos:


No i mój ulubiony utwór "Oblivion" Piazzolii, kompozytora  tang  nie do tańca,
Czyli Stjepan Hauser solo


No a gdybym nie  zerknęła do tegorocznego Salonu Tanga, to pewnie bym
była chora, więc moja ulubiona argentyńska para, w ulubionym moim
tangu El Choclo:

 Oni są bezbłędni, uwielbiam ich oglądać.
A  co do oglądania i słuchania- koniecznie "kliknijcie" na  You Tube.
I miłego weekendu Wszystkim życzę.

I jeszcze coś - z "polecenia Torlina"





piątek, 14 czerwca 2019

Uff, jak gorąco......

We wtorek w nocy szalała w okolicach Berlina , a nawet i trochę nad samym
Berlinem burza i lał przeogromny deszcz. No i zniszczyło mi nieco pelargonie
na  balkonie. Przedwczoraj widząc, że znów się zbiera na burzę zestawiłam
skrzynki z parapetu loggii - i dobrze zrobiłam bo gdybym je tam zostawiła to
pewnie  by mi te  biedne pelargonie  wyrwało z korzeniami.
Ale dzięki tej ulewie  wreszcie zakwitły lipy - nad miastem unosi się słodki
zapach kwitnących lip. Mój pierwszy kontakt z Berlinem był właśnie w porze
ich kwitnienia i wtedy polubiłam to miasto.
 A wczoraj wieczorem  z mojej  loggii wpierw miałam taki  widok:


a nieco później pokazał się księżyc idący do pełni:





Po tej intensywnej burzy we wtorkową noc i krótkiej ulewie w środowe
późne popołudnie łatwiej żyć- lipy słodko pachną a i temperatura jest
nieco znośniejsza- wczoraj i dziś nawet nieźle mi się wędrowało, bo
było 25 stopni w cieniu.
Już kolejny rok odnotowuję  ciekawe zjawisko - najwyższa temperatura
w cieniu wcale nie jest około południa ale często dopiero około godz. 16,00,
a zdarzało się nawet że około godz. 18,00 zaczynało się robić nieprzyzwoicie
ciepło. I nawet gdybyście mnie torturowali to nie mam pojęcia dlaczego  tak
tu jest.
I chociaż nie przepadam od pewnego czasu za upałami- to wolę lato niż zimę.
Dziś dostałam pisemko z ZUS-u, że mam im nadesłać druk zaświadczający
o tym, że jeszcze  żyję i nadal mieszkam w Berlinie.
Więc czeka mnie  "wycieczka" do naszego Konsulatu.
Kurczę, poczytali by  sobie bloga, to by wiedzieli, że  żyję:))))
 P.S.
A tu dowód zieloności Berlina  -widok z mojej loggii

tak gdy patrze w lewo,

a tak gdy patrzę w prawo. Po każdej stronie ulicy rosną dwa rzędy drzew.
I tak jest na wielu ulicach



niedziela, 9 czerwca 2019

No to się.....

.....zielonoświątkujemy.
Dziś w krajach : Polska, Niemcy,Rosja, Białoruś, Ukraina, Norwegia,
Holandia, Belgia i Litwa są obchodzone  Zielone Świątki.
A skoro są Zielone Światki to wiadomo, że już minęło 49 dni od
ostatniej Wielkanocy.
Tak dla porządku - wg Niemców obchodzimy to święto 2 dni, dziś i jutro
a ma ono nazwę Pfingsten.
I nie da się ukryć, że korzenie tego święta są pogańskie. Bo tak naprawdę
chrześcijaństwo ma korzenie pogańskie i nowa religia zawłaszczyła wiele
świąt pogańskich jak również dawne, pogańskie "miejsca mocy" w których
dawniej zbierali się  ówcześni  ludzie.   Były to miejsca o specyficznym
promieniowaniu geomagnetycznym, wpływającym korzystnie na ludzi.
W tych dawnych miejscach mocy, na gruzach i  zgliszczach dawnych
pogańskich świątyń powstawały chrześcijańskie kościoły.
Bo dawno, dawno temu, ci o nieco wyższym poziomie IQ znali geomancję.
Dziś wielu ma świetne IQ tylko nic o geomancji nie wie.
Zielone  Świątki  w nomenklaturze kościelnej są świętem  Zesłania Ducha
Świętego, a w nomenklaturze pogańskiej były to obchody święta wiosny
i miały na celu oczyszczenie ziemi z demonów wodnych, by prawidłowo
przebiegała wegetacja roślin wiosną i były obfite plony.
Palono ogniska, domy i całe obejście dekorowano zielonymi gałęziami
brzozy,  tatarakiem i kwiatami. W niektórych rejonach okadzano całe
obejście dymem z palonej żywicy,  wkopywano w ziemię ściętą w lesie
brzózkę, którą przybierano  kolorowymi wstążkami.
To miłego świętowania Wam życzę.
A na koniec się pochwalę- wczoraj  Krasnal pisał ten konkurs matematyczny
i w grupie wszystkich niemieckich klas VI dostał jeden z trzech Złotych
Medali. Ja uważam to za sukces, bo zgodnie ze swym wiekiem powinien być
w IV klasie  a nie w VI. Co jeszcze  ważniejsze - on się do tego konkursu
wcale nie przygotowywał, co córka ma mu za złe.


piątek, 7 czerwca 2019

Trochę Berlina

Byłam dziś w jednej ze starych  dzielnic Berlina, bo starszy Krasnal miał
na tutejszej pływalni dodatkowe zajęcia.
Teren, na którym jest pływalnia  był w latach 30-tych ubiegłego wieku
terenem wojskowym- mieściła się tu szkoła kadetów załozona przez
NSDAP.
Po drugiej wojnie światowej stacjonowały tutaj wojska amerykańskie,
a gdy je opuściły, długo stały niezagospodarowane. Wreszcie komuś
wpadło go głowy by je wykorzystać.
Przebudowano budynek gdzie był stary basen, nowy ma 50 m długości,
jedna ściana jest cała ze szkła i "wychodzi" na tereny zielone.
Moją uwagę przykuły ozdoby, które żywcem mi przypomniały czasy
socrealizmu w Polsce. Dwa będące na przeciw siebie wejścia na basen
mają takie ozdoby:

Na  środku, pomiędzy wejściami ustawiono konsolę z planem całego
tego obiektu:





Pozostałe dwa budynki nadal są w remoncie, w jednym chyba już
zorganizowano jakieś archiwum, drugi  ma mieścić muzeum- ale
naprawdę nie wiem jakie,  coś związanego z historią tego miejsca.
Gdy wysiadłam z samochodu i spojrzałam w lewo, miałam taki
widok:



A gdy zerknęłam w prawo zobaczyłam taki domek:
A z bliska tak się prezentował:
Przed wojną nie była to dzielnica ludzi bardzo bogatych, domy nie były
okazałe, a  wielorodzinne domy wyglądały tak:

Oczywiście nie mogłam się opanować i uwieczniłam jeszcze kilka
domów:















A poniżej obiekt sakralny - jak wszystkie tutaj skromny, nie rzucający
się w oczy.
Wszędzie królują stare, piękne drzewa a kosy cały czas dawały piękny
darmowy koncert:
Polubiłam Berlin od pierwszego pobytu w 2014 roku i nadal bardzo lubię
to miasto. A niedługo w całym Berlinie będzie  się unosił zapach
kwitnących lip, których jest tu bardzo dużo.
Miłego weekendu Wszystkim;)






środa, 5 czerwca 2019

Krasnale

Upał, czyli nastały upały. W szkołach skrócone lekcje albo jakieś "wypady"
w plener, bo co kogo obchodzi, że rodzice pracują.
Co komu po skróceniu lekcji skoro dziecko nadal tkwi w szkole, tyle tylko,
że w świetlicy w której nie ma klimatyzacji. Oczywiście, mogą wyjść na
szkolne podwórze, no ale tam w cieniu jest ponad 30 stopni.
Wczoraj nasz młodszy stwierdził, że on po tych skróconych lekcjach
nie zostanie na świetlicy ale przyjdzie do nas. Córka oczywiście przyklasnęła
temu pomysłowi, napisała  kartkę  do szkoły, by go wypuścili po lekcjach i
mówi mu, że w takim razie on zje obiad u nas. Na to mały- "ależ nie mogę, bo
przecież ten obiad w szkole już jest opłacony".
I przydreptał rzekomo po obiedzie, co w godzinę później nie przeszkodziło
mu zjeść sznycla z kurczaka ( ma 8 lat i nie jest pulchny)
A starszy Krasnal czyta ostatnio jakąś powieść sf o przemieszczaniu się
w równoległych rzeczywistościach zgodnie z własnym wyborem.
W pewnej chwili zaczął strasznie  płakać.Córka się wystraszyła , pyta się
co się stało i usłyszała: "bo ja sobie zdałem sprawę z tego, że mój wybór
może być nieodwracalny i jak źle wybiorę mogę stać się zupełnie innym
człowiekiem i to będzie nieodwracalne". Krasnal skończył w styczniu 10 lat.
No cóż, nic nie boli tak jak życie.


wtorek, 28 maja 2019

Jedzcie grzyby

W National  University of Singapure naukowcy badali przez sześć lat seniorów
szukając pożywienia, które mogłoby opóźnić i zmniejszyć prawdopodobieństwo
rozwoju zaburzeń poznawczych (czyli demencji) w starszym wieku.
Jak to w badaniach- część posiłków była taka sama dla obu badanych grup, ale
jedna grupa dostawała 2 razy w tygodniu po 300 gramów  grzybów: pieczarek,
boczniaków lub shiitake. Ważne jest, że te grzybki są dostępne jak rok długi.
Badania wykazały, że w grupie  seniorów jedzących regularnie po 600 gramów
grzybków tygodniowo objawy demencji są o połowę mniejsze niż u osób, które
wcale nie konsumowały tych grzybków.
Te trzy gatunki grzybów hodowlanych- pieczarki, boczniaki,shiitake, zawierają
ergotioneinę, która jest bardzo silnym antyoksydantem, działa przeciw
zapalnie , oraz chroni organizm przed skutkami starzenia.
Ponadto te grzyby zawierają selen, wit.D oraz spermidynę, która ma pozytywny
wpływ na neurony w naszym mózgu.
Co ciekawe, to już można w Polsce hodować te gatunki- a więc kto ma własny
domek może w nim wygospodarować miejsce do hodowli tych grzybków.
W internecie bez trudu można znaleźć wszystko o tej hodowli.
 Mąż się teraz ze mnie śmieje, że już wie dlaczego mam taką dobrą pamięć-
ja po prostu regularnie jadam pieczarki - bardzo je lubię.


A tak się prezentują nasi bohaterowie: pieczarki, shiitake, boczniaki.
To ja już  smacznego Wam życzę.


poniedziałek, 27 maja 2019

Wielkie rozczarowanie

Torlin  ma powyborczego kaca, a ja mdłości i czuję wielkie obrzydzenie
do części polskiego społeczeństwa, że dało się omamić i przekupić.
A może należy się cieszyć bo wielkimi krokami dążymy do stania się
drugą Grecją, tyle tylko, że będziemy mniej atrakcyjni pod względem
turystycznym - nie mamy ciepłego morza ani starożytnych ruin.
I jakoś mi dziś Chopin pasuje... 



niedziela, 26 maja 2019

Mix niedzielny

Dziś głosowaliśmy na polskich europosłów. Głosy oddaliśmy w Ambasadzie RP.
Trafiliśmy w jakąś lukę, bez tłoku.
Wchodziło się pojedynczo, każda osoba przez bramkę wykrywacza metali, mnie
dodatkowo sprawdzili zawartość torebki. Bardzo się uśmiałam, bo gdy mój ślubny
przechodził przez bramkę, to wydała dżwięk ostrzegawczy z powodu bilonu, który
spoczywał w mężowskiej   portmonetce.
Gdy wychodziliśmy już po oddaniu głosów , przed Ambasadą stała już kolejka
chętnych i nawet stał  wóz policyjny.
Przed wyjściem  rozmawiałam chwilę z jednym z panów "porządkowych" i od
niego dowiedziałam się, że oni już od piątej godziny rano wszystko szykowali
i liczą się z tym, że zakończą dzisiejszy dzień około 2 lub 3 godziny w nocy.

Przedwczoraj podreptałam po kwiatki na balkon, czyli po pelargonie. A dziś
targa nimi niemiłosiernie wiatr, ale mam nadzieję, że to przetrzymają.
Wiem, że nie  wszyscy lubią takie byle jakie posty, no ale wszak nie ma przymusu
czytania.
A owe targane wiatrem pelargonie tak się prezentują:







A wczoraj umyłam okna i jakoś pojaśniało mi w pokoju. Co prawda to
umyłam tylko "dolne okna", bo ich górna część , która  kończy się na
wysokości 3,20 m musi poczekać aż przyjdzie "specjalistka" od okien.
Wykazałam się więc sporą dozą rozsądku i nie wlazłam na drabinę, która
ma cholernie wąskie szczeble, szerokości 4 cm.
Poza tym czytam dobrą książkę - to Tiziano Terzaniego "Powiedział mi
wróżbita". O tej książce Ryszard Kapuściński napisał tak:
"Wielka książka wpisująca się w najlepszą tradycję literackiego dziennikarstwa.
Książka głęboka, bogata, przeniknięta skupionym namysłem".
Dziś już obu pisarzy nie ma wśród żywych, a ja zadaję sobie pytanie dlaczego
ci wielcy  odchodzą, powinni być nadal i ukazywać nam świat z bliska, swymi
oczami.
To pierwsza książka  Terzaniego przetłumaczona na język polski.

No i muzyka na dziś, do słuchania i do potańczenia, bez wizji:





A więc-bierzcie  kogo tam macie pod ręką i pokręćcie się w rytmie starych tang.
Miłego nadchodzącego tygodnia!


wtorek, 21 maja 2019

Uprzedzam lojalnie....

.......nudne będzie. Przynajmniej dla niektórych.
Jak już pewnie wiecie jestem fanką tanga- i w sensie  słuchania jak i tańca.
Tango to "wytańczone" marzenia- miłość, radość, rozpacz,czar intymności.
Do tanga potrzebny jest naprawdę dobry tancerz, np. taki jak Sebastian
Achaval, który w 2005 roku  z Ximeną Gallicchio zdobył  Mistrzostwo
Świata w tangu argentyńskim:
Okazuje się, że zdobycie Mistrzostwa Świata proste nie jest. Achaval od
15 roku życia uczęszczał do Szkoły Tańca i  przez 10 lat kształcił się pod
kierunkiem najlepszych nauczycieli tanga argentyńskiego.
Dwa lata  po zdobyciu MŚw. poznał swą obecną partnerkę, Roxanę Suarez,
z którą tańczą do dziś. Roxana  z kolei rok wcześniej zdobyła tytuł  najlepszej
młodej tancerki tanga argentyńskiego.
Od 2007 roku razem jeżdżą po świecie, propagują tango argentyńskie, uczą
go na lekcjach zbiorowych i indywidualnych, a w Buenos Aires mają własną
Szkołę Tańca.
A tak tańczą razem:

Historia tanga argentyńskiego jest dość długa, jego początki można datować
około 1880r, miejsce - Rio de la Plata, Buenos, Montevideo.
Źródło- dość niejasne  - mieszanka habanery i flamenco z Kuby (pierwowzór
hiszpański) , candombe z Afryki i milonga, czyli muzyka ludowa z pampasów.
Nie da się ukryć, że pierwotnie był to taniec najniższych klas społecznych -
złodziei,bandytów, byłych niewolników, prostytutek- tańczony często na ulicy
lub w burdelach.
 W roku 1913 tango trafiło do Europy i z miejsca podbiło salony.
Lata trzydzieste to istna światowa tangomania. W salonach  i  spelunkach
rozbrzmiewają te same tanga, grane na czterech instrumentach : bandoneonie,*
fortepianie, skrzypcach i kontrabasie. Połączenie ich brzmienia jak słychać jest
wspaniałe.
W latach pięćdziesiątych  pojawiają się nowi kompozytorzy: Astor Piazzolla
i  Francisco  Canaro.
Francisco Canaro , kompozytor i dyrygent w jednej osobie, zrealizował ze swą
orkiestrą 3000 nagrań. Był  prekursorem kompozycji  "Tanga do słuchania",
oraz  głównym twórcą Argentyńskiego Towarzystwa  Kompozytorów i Twórców
 Piosenki.
W 1925 r udał się w podróż do Paryża, gdzie jego twórczość odniosła wielki
sukces a Canaro spędził kolejne 10 lat życia podróżując po Europie.
I dla tych, co lubią słuchać tanga jego kompozycji:
Astor Piazzolla zaś poszedł dalej - komponował tylko "tanga do słuchania',
niemniej jego tanga tańczą dziś najlepsi tancerze na międzynarodowych
imprezach.
Tango argentyńskie  w swej ojczyźnie wcale nie miało "łatwego życia".
Po upadku Perona w 1955 roku, reżimowy rząd zakazał jego grania.
 I aż do lat 80'  tango argentyńskie  żyło w ukryciu.
Podobno najsłynniejszym na całym świecie tangiem jest La Cumparsita,
tango skomponowane przez Urugwajczyka Gerardo Rodrigeza w 1919 roku.
W roku 2009 tango argentyńskie zostało wpisane na listę niematerialnego
dziedzictwa UNESCO.
 Polacy też mają swój wkład w światowym dorobku- w 1929 roku Jerzy
Petersburski napisał muzykę, którą słowami opatrzył Andrzej Włast i to
tango jest znane nie tylko w Polsce.

A na zakończenie- tango argentyńskie nie ma nic wspólnego z tangiem
tańczonym na różnych turniejach tanecznych.
Tango argentyńskie wniosło do tańca improwizację i trwa ona nieprzerwanie
do dziś, co często można zobaczyć oglądając  taniec mistrzów- parę
Achaval y Suarez.
_________________
 *Bandoneon- instrument dęto klawiszowy, skonstruowany w 1854r przez
Heinricha  Banda (Niemca), mylony często z akordeonem.

niedziela, 19 maja 2019

I znowu......

.....moja muzyka na  niedzielę.
Dziś nieco inna i nie wiem czy się Wam spodoba. Zaczniemy od
Filharmonii Berlińskiej. Ten utwór wymaga nieco cierpliwości
od słuchaczy, ale warto się wykazać cierpliwością:


Jak już pewnie zauważyliście mam słabość do tanga, nawet gdy jest to
Afrykańskie Tango:


Ale niedziela bez wiolonczeli, na której gra Stjepan Hauser? To byłoby
niedopatrzenie, a więc:


Miłego wypoczynku Wszystkim;)

piątek, 17 maja 2019

Zmęczona jestem....

ale i zadowolona.
Wreszcie po dwóch tygodniach siedzenia w domu wyruszyłam z niego.
Pojechaliśmy dziś ze  ślubnym by  zarejestrować  w ambasadzie swój
udział w tegorocznych  wyborach do Europarlamentu.
Nasza ambasada  i konsulat mieszczą się w bardzo ładnej, willowej dzielnicy
Grunewald. Od nas zaledwie ok. 3,5 kilometra.
Właściwie pewnie  najlepiej byłoby nakręcić jakiś filmik, bo w tej dzielnicy
są naprawdę piękne domy w pięknych ogrodach.
Większość z nich wynajmują jakieś zagraniczne przedstawicielstwa i ludzie
naprawdę bogaci.
No ale ze mnie jeszcze gorszy filmowiec niż fotograf, więc zmuszona jestem
poprzestać na zdjęciach.
Szczerze mówiąc to wolę spacer ulicami pełnymi zieleni i ładnych  budynków
niż alejkami Volksparku, gdzie co chwilę wyprzedza mnie jakieś sapiące
indywiduum, dbające o linię i dobiega dziecięcy jazgot z placów zabaw.
W czasie spaceru przejechały zaledwie 3 samochody, za to cały czas kosy
dawały wspaniały koncert. Szliśmy pod baldachimami liści starych, pięknych
drzew, podziwiając równiez i ogrody, nie tylko te domy.
Zdjęć sporo, za co z góry przepraszam.


Tak się prezentuje większość ulic w tej dzielnicy. Te plecy to należą
do mego ślubnego. Bohaterem zdjęcia miał być oczywiscie ten
kwitnący na czerwono kasztan.




Jak widać wiosna w pełni, kwitnie co tylko może, nawet sosna
Nieco trudno fotografować te domy, bo większość jest zasłonięta
rosnącymi dookoła drzewami.








No i znalazłam tu nawet niemiecki pałacyk Gargamela
A na pożegnanie kwitnący na biało kasztan i rzut oka w cichą, spokojną uliczkę

I zupełnie nieoczekiwanie zapozował mi do zdjęcia młody rudzik- wpierw
siedział pod murkiem, a na nasz widok podleciał na murek i pozwolił się
 sfotografować
Zdjęcia oczywiście robione komórką, bo mam sklerozę i zapomniałam
wziąć aparat fotograficzny.
I jak zwykle powiększamy je kliknięciem.
I dodatek-  dla Torlina .
Zdjęcie  naszej ambasady przy Lassenstrasse 19-21,
w budynku w którym  w latach 1945-1990 była Polska Misja Wojskowa
w Niemczech.

Zdjęcie ściągnęłam z sieci. Latem  rosną tu piękne  białe hortensje.









sobota, 11 maja 2019

Zamiast muzyki lub ......

.........uśmiechu na  niedzielę obejrzyjcie na YT film Tomka 
Sekielskiego "TYLKO NIE MÓW NIKOMU".
A najlepiej obejrzyjcie go nim pójdziecie wysłuchać tradycyjnego
"słowa na niedzielę" w pobliskim kościele.
Nie podaję Wam adresu, wystarczy gdy wpiszecie w wyszukiwarke YT
jego tytuł. To film dokumentalny, bardzo kulturalnie zrealizowany.
Miłej niedzieli Wszystkim;)

czwartek, 9 maja 2019

Znów trochę muzyki

Przyczepiła się do mnie w tym tygodniu jakaś obrzydliwa wirusówka,
w związku z czym głównie....śpię. Śpię i piję, niestety  wodę z miodem
i cytryną. Ewentualnie napar z rumianku;(
Do spania wystarcza mi łóżko, ale do tego by pić muszę mieć coś do
słuchania, by nie skupiać się na czynności, która zawsze sprawia  mi
wielką trudność- należę do tych osób , które  bardzo mało piją, niezależnie
od tego jaki to płyn.
W szpitalu to mnie strasznie pod tym względem  pilnowali i musiałam
wypijać 2 l płynu dziennie- bo jak nie to będzie kroplówka. A tego to ja
jeszcze bardziej nie lubię niż picia;)))))
Mogłabym bez trudu pożreć kilogram jabłek + tyleż pomarańczy i
zapewne byłoby to tyle płynu co trzeba, ale nie- uparli się na wodę.
Kawę i herbatę odliczali, wlewali we mnie tylko wodę.
A żebyście nie myśleli, że ja tylko słucham  duetu  2Cello i Hausera, to
dziś słuchałam tego:
z rozrzewnieniem , bo żadna impreza  nie mogła się bez tych melodii
odbyć.


 I ten Blues-Night in white satin


Procol Harum - też musiał być

i George Harrison z  Claptonem

No i jeszcze dwa razy Cris  de Bourgh
                   
No nie da się żyć samą klasykę, nie da.
Miłego weekendu Wszystkim  życzę.

P.S. Oglądajcie i odsłuchujcie na YouTube.

niedziela, 5 maja 2019

Uśmiech na niedzielę

Mam dziś dla  Was coś niezwykłego - coś co powinno wywołać uśmiech,
a może i zainteresowanie baletem.
W 1974 r Valery Michałkovski założył  w Nowym Jorku balet męski.
Balet o tyle niezwykły,  że mężczyźni  tańczą w pointach, czyli bardzo
specjalnych butach baletowych, umożliwiających taniec  na samych
czubkach palców, czyli tańczą jak  kobiety.   Na dodatek tańczą i męskie
i damskie role.
Aktorsko są świetni, technikę mają perfekcyjną.
W Polsce byli na występach w 2004 roku.Występowali w Zabrzu,
Wrocławiu, Poznaniu,  Bydgoszczy i Warszawie.
Część dochodów przekazują na cele dobroczynne.
I proszę, nie traktujcie ich pracy jako naśmiewanie się z baletu
klasycznego. Oni naprawdę są wspaniali, fantastycznie wyszkoleni
baletowo i dobrze grają swe role. Przy okazji posłuchacie też nieco
łatwo wpadającej w ucho dobrej muzyki.
Dobrej zabawy Wam życzę.







Jednego możecie być pewni - dopóki przy władzy będą pisuary, nie obejrzycie
ich występów w Polsce, bo oni widzą tylko i wyłącznie we wszystkim to czego
nie ma w danym przedsięwzięciu.
I jeszcze dodatek:


piątek, 3 maja 2019

Moje fascynacje

Co jakiś czas wstawiam tu różne filmiki muzyczne. Przyznaję się bez
bicia- wstawiam to co lubię słuchać lub oglądać. Chwilami trafiam w wasze
upodobania a czasami nie.
No cóż, czytanie bloga to jak słuchanie radia- podoba się to słuchamy a jak
nie - nie ma tragedii, można zawsze wyłączyć.
Jest jeden utwór muzyczny, który pokochałam jeszcze jako dziecko i tak
trwam w tej miłości do niego aż do dziś.
To Bolero Maurycego Ravela, które skomponował w 1928 roku.
Nie da się ukryć,że działa na mnie ten utwór niczym narkotyk - pomaga gdy
jestem w dołku psychicznym, znieczula ból, odpręża, wzmaga nawet
koncentrację, gdy  muszę/ chcę coś przemyśleć.
A  dziś  zaprezentuję Wam Bolero Maurycego Ravela w nieco innej wersji -
baletowej, wg choreografii Maurice Bejarta.
Solistą jest Nicolas Le  Riche.
Koniecznie obejrzyjcie to na YT, wystarczy jedno kliknięcie.
I zapewniam Was,  że Ravel, który był impresjonistą, świetnie został
"przełożony" przez  Bejarta na język nowoczesnego baletu.
A jeśli się komuś wydaje, że taka gimnastyka jest lekka i prosta- niech sam
spróbuje.
Miłego weekendu Wszystkim życzę;)))

środa, 1 maja 2019

Czarodziejski flet

Byłam dziś na przedstawieniu  skompilowanym na podstawie
opery Mozarta "Czarodziejski Flet".
Byłam bardzo ciekawa jak  młodziutcy wykonawcy z Berliner
Mozart-Kinderchor poradzą sobie z muzyką Mozarta i jak ta dwu
aktowa  opera wypadnie na scenie.
I byłam mile zaskoczona , bo dzieciaki śpiewały świetnie.
Najmłodszy chórzysta dopiero co ukończył pięć lat i byłam pełna
podziwu, że malec wytrzymał całą godzinę  na scenie. Co prawda
chwilami "nie wyrabiał", na buzi ciągle  gościł "banan" i coś go
lekko skręcało ze śmiechu, ale  naprawdę dzielnie śpiewał.
Skrócenie opery tak, by wszystko zachowało sens i myśl przewodnią
wcale nie było łatwe.
Rozpisać wszystko tak, by wszyscy członkowie chóru mieli jakieś
"solówki" lub przynajmniej tekst do wygłoszenia wymagało "pocięcia"
ról, czyli to co w oryginalnym tekście mówiła lub śpiewała 1 osoba, tu
 dodali nieco tekstu i śpiewały 2 lub nawet 3 osoby.
To było naprawdę dobre przedstawienie a rolę orkiestry pełniły dwa
instrumenty- fisharmonia i keybord.
Świetnie były zaprojektowane i wykonane stroje - proste i pomysłowe.
Nasz  starszy Krasnal dostał rolę  Tamina, jego przyjaciel z chóru rolę
Papagena. Są w tej grupie już kilka lat. Nasz  Krasnal w książęcej  złotej
 koronie i książęcym stroju prezentował się świetnie. Miał całkiem sporo
do śpiewania solo i sporo tekstu do mówienia.
I całkiem swobodnie  zachowywał się na scenie, a jeszcze rok temu
nawet kilku taktów nie chciał zaśpiewać solo.
Pani reżyser powiedziała mu, że bardzo dobrze  śpiewa no i dobrze gra
swą rolę.
Chyba po raz pierwszy słyszałam uwerturę w wykonaniu chóru, ale
te dzieciaki naprawdę bardzo dobrze  śpiewają.
Jak się zapewne domyślacie nie było słynnej arii koloraturowej , bo
w tym wieku jeszcze  żadna dziewczynka nie dysponuje sopranem
koloraturowym.
A wszystko to działo  się w kościele ewangelickim. I jak to kościół
ewangelicki- budynek jak każdy inny,  żadnych  wieżyczek itp. sala
skromna, którą zawsze chętnie wypożyczają również i na świeckie cele.
I wcale budynek nie stoi przy ulicy, ale   w drugim podwórzu.
Trafia się na podstawie adresu a nie na podstawie "oznak zewnętrznych".
Nikt nie fotografował, nie kręcił filmu, więc nie mam co pokazać.
Na osłodę coś z YT:

                                          Chyba najsłynniejsza  aria Królowej Nocy


                                                   Uwertura do tej opery

A dla tych co nie lubią słuchać opery mam duet- Stjepan Hauser i Petrit Ceku




Dziś  znalazłam na YT Berliner Mozart-Kinderchor, filmik zrobiony
3 a może raczej 4 lata temu, nie mam pojęcia przez kogo.
Tak wtedy dzieciaki śpiewały:


wtorek, 30 kwietnia 2019

Pozory mylą.....

....tak powiedział jeż  złażąc ze szczotki.
Zupełnie niespodziewanie zatelefonowała do mnie moja była sąsiadka-
dzieliły nas 4 piętra, ale w jednym budynku mieszkałyśmy od 1973 r.
Pamiętam ją  z tamtego okresu - miała wtedy 14 lub 15 lat, chodziła do
liceum pedagogicznego. Do domu odprowadzał ją często mdły blondynek.
Lata mijały, mdły blondynek z adoratora awansował na męża i też tu
zamieszkał. Taki sympatyczny, cichy, uprzejmy. Po jakimś czasie na świat
przyszła dziewczynka. Mdły blondynek bardzo dbał o dom, był z gatunku
tych "starownych" mężów co to i w domu wszystko sam naprawi i zakupy
bez szemrania  zatarga na 4 piętro i po godzinach posiedzi i na samochód
zapracuje. No wiecie- typowy "porządny facet". Niezbyt wyrywny gdy
ADM  pozwoliła zagospodarowywać przydomowe trawniki samym
lokatorem, nie brał w tym  udziału ani finansowego ani nie pomagał gdy
starsi od niego panowie z trudem kopali ziemię. No ale przynajmniej nie
przeszkadzał co się zdarzało  dość często w innych budynkach.
Gdy się przeprowadzaliśmy ta sąsiadka była nieco zmartwiona, bo z
10 mieszkań tej klatki z tych pierwszych  lokatorów została już tylko
ona i sąsiedzi z 2 piętra.
Gdy już wiedziałam po co do mnie zatelefonowała, jakoś tak nieopatrznie
zapytałam się co u niej słychać i usłyszałam- my się rozwodzimy.
Byłam tak  zaskoczona, że aż poprosiłam by powtórzyła, bo nie bardzo
wierzę w to co usłyszałam. No tak, rozwodzimy się po 37 latach bycia
razem, powiedziała nieco łamiącym się głosem.
"Mąż już od roku tu nie mieszka, wyprowadził się, więc ja wystąpiłam
o rozwód. Chcę mieć jasną sytuację - skoro się wyprowadził i mieszka
z jakąś inną kobietą to trudno nasz związek nazwać małżeństwem.
Zresztą - powiedziała- to już drugi taki incydent, pierwszy był w 2012r,
ale wtedy ja  miałam raka i na czas leczenia,  wożenia na chemię ,  itp.
wrócił. Jak tylko mój stan zdrowia się unormował-  mąż powrócił do
obiektu uczuć poza małżeńskich, sporo młodszego od nas obojga."
Wysłuchałam tego wszystkiego i powiem szczerze - zrobiło mi się
jakoś bardzo, bardzo smutno.
Pożegnałyśmy się, odłożyłam słuchawkę i poszłam do męża podzielić się
z nim tą mało radosną  nowiną. Opowiadam mu o tym i jednocześnie
wyrażam swe  zdziwienie, bo facet robił na mnie wrażenie odpowiedzialnego
człowieka, poza tym nie był typem faceta- motylka, urodny też nie i tak
mówię co myślę a mąż podsumował: zawsze uważałem go za kretyna.
Po tylu latach się rozwodzić to po prostu absurd! Na mnie nie licz, ja
się z tobą nie rozejdę!
 No cóż-jakoś jeszcze wytrzymamy razem, po 55 latach to chyba już nie
warto :)))))))).


W ramach poprawienia sobie  humoru obejrzałam i posłuchałam:
 
Moja ulubiona para


                                                                          
                                   I piękne  głosy


I od razu mi lepiej. Muzyka łagodzi smutki. Miłego świętowania 1 Maja

czwartek, 25 kwietnia 2019

Zachwyciłam się

Idąc do pobliskiego sklepu nagle zachwyciłam się i musiałam
to koniecznie "obfocić":

                                          Kliknięciem można  zdjęcie powiększyć.

A żeby się zdjęcie  nie czuło takie samotne kolejna porcja muzyki którą
lubię  - może i Wam spodoba się duet chorwackich wiolonczelistów-
Hausera i Sulicza.
Ten rok będzie  na razie ostatnim rokiem ich duetu 2Cellos, a razem
muzykują już 8 lat. Koncertowali niemal na całym świecie, grając
nie tylko muzykę poważną ale i muzykę różnych zespołów rockowych,
nawet heavy metalowych. Teraz kazdy z nich chce się zająć własną karierą
solową.










Proponuję byście posłuchali tej muzyki "klikając " na You Tube.

 Miłego  dnia Wszystkim;)

wtorek, 23 kwietnia 2019

Ośmiorniczki......

......... czyli Was nieco zanudzę.

Z całą pewnością nie będzie to post o ośmiorniczkach, których
konsumpcja i dyskusja podczas niej  zdmuchnęła rząd PO.
Być może, że po przeczytaniu tego co poniżej, nikt  z Was nie
umieści na swym talerzu nawet małej ośmiorniczki.
Od 270 milionów lat w morskich akwenach Ziemi żyją ośmiornice-
wciąż wielce zagadkowe stworzenia dla uczonych.
Z punktu widzenia systematyki należą do gromady głowonogów,
których znamy ponad 750 gatunków.
Największą zagadkę dla uczonych stanowi ich DNA, które zdaniem
badaczy jest obcym materiałem genetycznym.
Okazuje się, że ośmiornice posiadają genom o niespotykanym u innych
zwierząt poziomie złożoności, który zawiera 33000 genów kodujących
białka i jest to ilość znacznie większa niż w genomie człowieka.
Brytyjski zoolog uznał, że ośmiornica jest po prostu rodem z innej
planety - jest najzwyczajniej w  świecie - kosmitą.
Uczonym udało się opisać pierwszy zesekwencjonowany jej genom.
Badacze wykazali, że posiada on transpozony zwane genami skaczącymi.
Mogą się one zmieniać, ale ich roli jeszcze  nie poznano.
Analiza 12 różnych tkanek ośmiornicy wykazała, że posiada ona setki
genów, które nie występują w żadnym innym zwierzęciu na naszej
planecie, a wiele z nich wykazuje dużą aktywność w takich strukturach
ośmiornicy jak mózg, skóra i przyssawki.
Geny ośmiornicy pozwalają na zmianę  syntetyzowanych białek w miarę
postępujących zmian w otoczeniu - np. zmian klimatu.
Poza tym "dziwnym" DNA cechy fizyczne ośmiornic też zadziwiają-
mają bowiem doskonały wzrok i posiadają wspaniałą zdolność manipulacyjną -
potrafią otworzyć zamknięty słoik typu "twist". Naśladują co najmniej
15 innych zwierząt żyjących w wodzie.
Posiadają 8 ramion, w których dwie  trzecie posiadanych przez ośmiornicę
neuronów jest zlokalizowanych w  zwojach nerwowych ramion- w mózgu
pozostała  trzecia ich część.
Mózgi ośmiornic nie są podobne swą budową do mózgów kręgowców,
a mimo tego posiadają podobne cechy, między innymi krótko- i długo
terminową pamięć oraz zdolność rozpoznawania poszczególnych osób
i  zdolność poznawania nowych obiektów poprzez zabawę.
Naukowcy sądzą, że każda z  sieci neuronów w ich ramionach może
samodzielnie myśleć i wykonywać instrukcje.
Ale to nie koniec "dziwności"- każda przyssawka na ich mackach posiada
odrębną zdolność ruchu i oddzielne receptory smakowe. Ich gruczoły
ślinowe wydzielają jad, który jest niebezpieczny dla człowieka.
Ośmiornice mają jednokomorowe serce z dwoma przedsionkami oraz dwa
serca dodatkowe, które pomagają tłoczyć krew do skrzeli.
Posiadają również zdolność regeneracji utraconych ramion bez utraty
funkcji życiowych. Uciekając  przed drapieżnikiem są w stanie całkiem
odrzucić ramiona.
Ciała ośmiornic są elastyczne , posiadają też zdolność zmiany koloru
i kształtu.
Uczeni mają teraz nową zagadkę do rozwiązania- skąd geny ośmiornic
znalazły się na Ziemi? Czy był to przypadek czy ktoś świadomie je tu
sprowadził?
Bo jedno jest w 100% pewne - ośmiornice nie pochodzą z Ziemi.
Więc może nim sobie zamówicie w restauracji porcję ośmiorniczek (ich
cena nie powala) to pomyślcie -  na Waszym talerzu będą leżały uśmiercone
istoty myślące, istoty z obcej cywilizacji. To nieomal kanibalizm.
A jeśli kogoś zainteresowały ośmiornice to polecam książkę P.G.Smith
"Inne umysły. Ośmiornice i prapoczątki świadomości"  wydaną przez
Copernicus Center Press w Krakowie.
              Prawda, że całkiem z niej przystojne  zwierzątko?


na podstawie art. R.K.Leśniakiewicza,"Nieznany Świat" nr 5/2019,
zdjęcie z  sieci.Wikipedia.

poniedziałek, 22 kwietnia 2019

Wiosna- wreszcie.

Muszę przyznać, że tym razem pogoda spisuje się na medal. Widać to
nawet z mojego balkonu.
Tydzień temu były ledwie widoczne pąki

A teraz świeżutkie młode listki już zasłaniają to co dzieje się na dole

                 podwórkowe brzozy, wgapiając się w nie jem zawsze obiad

W tym roku brzozy miały niesamowitą ilość swych obłędnie wyglądających
niczym gąsienice kwiatków.
Drzewa dość długo wyglądały brązowo-złociście.  W pewnym momencie
wisiały jeszcze na nich kwiaty  i jednocześnie ukazały się młode listeczki.
Przez to zabrakło mi widoku tej zielonej "poświaty" okalającej brzozy gdy
jej listki są jeszcze bardzo malutkie.
Te ich listki to rosły w jakimś obłędnym tempie, wczoraj rano jeszcze
przeważał na drzewach złocisty brąz "gąsienic" a teraz już są całkiem zielone
liście.
No to wypada zabrać się za zakup kwiatków na balkon. Muszą być takie,
które bez trudu wytrzymają nasłonecznienie od rana do wieczora.
 Moi wrócili w sobotę wieczorem z Paryża. Zmęczeni okrutnie. Zaskoczeni
widokiem na ulicach dużej ilości mocno uzbrojonej ostrą bronią policji.
I kontrolami policyjnymi przy wejściach do różnych obiektów i to
przynajmniej dwukrotnych do każdego z obiektów. Nie było tego, gdy byli
10 lat wcześniej w Paryżu.
Przed wyjazdem wykupili elektronicznie różne bilety wstępu, ale i tak
musieli  wszędzie odstać w "strefach ochronnych". Ale na wieżę Eiffla
biletów już nie było, na miejscu również nie. Trudno kupować bilety na
miesiąc przed wyjazdem, bo przecież nikt nie będzie sterczał na wieży gdy
będzie padał deszcz lub będzie akurat   mgła w dniu, na który jest bilet.
Wybrali się oczywiście na Montmartre, ale tłumy były tam takie, że
trudno było po prostu przejść. Zresztą wszędzie były dzikie tłumy.




niedziela, 21 kwietnia 2019

Zamiast mych wypocin

Wybrałam dziś dla  Was z tego co lubię:
chorwackiego wiolonczelistę Stiepana Hausera



A ponadto chcę Wam zaprezentować moją ulubioną parę nauczycieli
tanga argentyńskiego, Roxanę Suarez i Sebastiana Achavala.
Wspólnie zaczęli tańczyć w 2009 roku i od tego czasu jeżdżą po całym
świecie ucząc chętnych  tanga argentyńskiego. Prowadzą warsztaty,
indywidualne oraz  grupowe kursy, biorą udział w  festiwalach tanga.
Przyjrzyjcie się, proszę, uważnie, jak w czasie tańca pracują nogi Sebastiana.
To jeden z nielicznych tancerzy, który się tak "napracuje" w czasie tanga.
Bo z reguły to panie więcej  pracują nogami niż ich partnerzy.





I jeszcze  nieco śpiewu. To trójka przyjaciół z Sycylii. Dwaj tenorzy-
Piero Barone (ten w okularach), Ignazio Boscheto (najwyższy)  oraz
baryton Gianluca Ginoble, laureaci  Festiwalu Piosenki Włoskiej w San
Remo w 2015 roku.
Po kilku "przymiarkach" różnych nazw tworzą  trio IL VOLO.





Solówka Gianluca

A to ich koncert na warszawskim Torwarze, w czerwcu 2017 roku.
Nie byłam na tym koncercie, bo już byłam w wirze przygotowań do
przeprowadzki.

środa, 17 kwietnia 2019

Święta?

Tak się dziś rozejrzałam po okolicy i nigdzie nie zobaczyłam by ktoś
zawzięcie mył okna - w Warszawie o tej przedświątecznej porze tylko
ja regularnie wyłamywałam się i zdecydowanie czekałam na  dni
cieplejsze. Szaleństwa zakupów też jakoś tu nie zauważyłam.
Za to doznałam niejakiego szoku - w ramach spaceru trafiłam do
sklepu BIO COMPANY, czyli sklepu z artykułami BIO.
Sklep olbrzymi, zaopatrzony jak marzenie senne - wreszcie bez problemu
kupiłam swoje różne bezglutenowe mąki i nawet mi na nie pieniędzy
starczyło. Chodziłam pomiędzy regałami pełnymi puszek, słoików. torebek
wszelakiego dobra  do jedzenia, a  wszystko BIO.
Potem dotarłam do lad chłodniczych i jak ta głupia ucieszyłam się widokiem
kilku gatunków kozich serów tudzież i nie kozich, a potem ujrzałam eleganckie
tuszki indycze. Już przez kilka sekund zastanawiałam się ile taki dorodny biust
indyczy może  ważyć, ale gdy spojrzałam na cenę omal nie padłam -
1 kg owego biustu indyczego kosztował 27,90 €. Być może że jak na Berlin
i BIO to cena  nie jest wygórowana, ale ja utrzymuję się wszak z polskiej
emerytury. Tym sposobem biust indyczy spokojnie pozostał w ladzie
chłodniczej. Zastanowiła mnie jedna rzecz - cena bananów BIO.  Wczoraj
w swojej ulubionej sieciówce widziałam banany BIO tańsze niż tutaj.

Jeżeli idzie o mnie  to od wielu, wielu lat wszystkie święta kościelne są
dla mnie tylko i wyłącznie dniami spotkań rodzinnych lub wypoczynku
gdzieś poza domem.
Ale ten drobny fakt nie przeszkadza mi by wszystkim, którzy obchodzą
Święta życzyć, by w tych świątecznych dniach byli  radośni, zadowoleni
i spędzili je  tak, jak lubią, nawet jeśli jest to siedzenie za stołem jak
dzień długi lub wypad rowerem w siną dal:)
                Wesołych Świąt!!!


 Smacznych potraw, wspaniałej pogody,
wszystkiego co miłe i dobre!!!

wtorek, 16 kwietnia 2019

Katedra

Nie pisałam o tym wczoraj celowo, byłoby zbyt  histerycznie. Podobno
zdołano uratować wiele cennych zabytków.
I wcale nie uważam tego pożaru za  jakiś znak, symbol itp. schyłku
Europy czy też chrześcijaństwa czy coś w tym rodzaju.
To wynik zwyczajnego niedbalstwa i braku wyobraźni tych, którzy
owym remontem  Katedry kierowali jak i również niski poziom umysłu
samych  robotników. To nie pierwszy taki przypadek przy remoncie-
w Gdańsku również podczas remontu katedry był pożar. Nie taki
ogromny,  ale jednak był.
Trzeba sobie zdać sprawę, że każdy średniowieczny zabytek architektury
był wznoszony głównie z drewna, a ma ono tę cechę, że jest łatwopalne,
ponadto podatne  na czynniki zewnętrzne jak wilgoć i insekty.
I każdy  taki zabytek powinien być pod szczególną opieką, starannie oraz
systematycznie konserwowany, co wymaga (niestety) dużych nakładów
finansowych. Katedra Notre Dame od wielu lat wymagała ogromnych
prac konserwatorskich, które wciąż były odsuwane w przyszłość , bo -
zwyczajnie brakowało funduszy.
Poza tym wszystkie prace konserwatorskie to czas, gdy zabytkowy obiekt
nie może służyć turystom. A więc nie zarabia.
Dziś rano moi  polecieli do Paryża - dzieci mają ferie i  na ten tydzień
zaplanowali kilkudniowy pobyt w Paryżu.
Prezydent Francji zapowiada, że Katedra wspólnym wysiłkiem wszystkich
Francuzów zostanie odbudowana. Zapewne tak, ale w jakim stopniu kopia
dorówna  oryginałowi - nie wiadomo.
Nie wiem, czy ktoś bedzie w stanie odtworzyć skład szkła, z ktorego były
wykonane witraże. Bo szkło, z którego były wykonane, miało specyficzną
przepuszczalność promieni słonecznych , co wpływało nie tylko na efekt
wizualny ale i również na stan umysłu przebywających  w Katedrze.
Samo miejsce, w którym wybudowano Katedrę, jest tzw. "miejscem mocy".
Było to miejsce, w którym "w czasach pogańskich" chętnie zbierali się
okoliczni mieszkańcy, tu prosili swych bogów o opiekę, tu odbywały się
najważniejsze narady plemienne. Większość kosciołów w całej Europie
pobudowano właśnie w takich miejscach mocy.
Rozśmieszyły mnie komentarze dot. symboliki tego pożaru - nie  wiem,
dlaczego nikomu nie wpadło do głowy, że to nie alegoria upadku Europy,
 ale może wyraz gniewu bożego za niecne uczynki kleru!
Jeżeli już komuś potrzebna jest symbolika tego wydarzenia to proponuję
przyjęcie właśnie takiej symboliki- kary za niemoralność części kleru.

poniedziałek, 15 kwietnia 2019

Moje nowe odkrycie....

......czyli George Ezra, rocznik 1993, 185 cm wzrostu,
 pierwszy mini album wydany w roku 2013, na portalu VEVO
Jest wokalistą i autorem tekstów.



Przy tym Paradise całkiem dobrze nam się wczoraj tańczyło




 Młodzieniec ma również, oprócz dwojga  imion,  nazwisko - Barnett,
ale na scenie posługuje się tylko  dwoma imionami.

sobota, 13 kwietnia 2019

Trzynastego......


......wszystko zdarzyć się może.

I wiele, bardzo wiele lat temu  zdarzyło się - zmarznięty  bocian pomylił
drogę i wrzucił mnie do Warszawy.
Do dziś nie wiem dlaczego nie na Sechele, od biedy mógł na Capri.
Od wnuczków dostałam taką oto kartę urodzinową
 oraz coś o co będę musiała dbać:

a od ich rodziców 2 bilety wstępu na imprezę lipcową "Noc w Ogrodzie
Botanicznym".
Poza tym zabroniono mi cokolwiek szykować, bo to oni nas zaprosili
do siebie na urodzinowy tort (bezglutenowy), z wnukami tańczyłam
"makarenę" i kilka innych  "zakręconych" kawałków, a potem graliśmy
w planszową grę "podróże po Europie".
Obie z córką ograłyśmy męską część graczy. Górą baby.
Miłej niedzieli Wszystkim;))


czwartek, 11 kwietnia 2019

Naszło mnie....

....zapewne z powodu strajku nauczycieli.
Zresztą nie tylko mnie "naszło", mego męża również. Zaczęliśmy
wspominać jak to bywało w naszych szkołach, bo oboje jesteśmy
produktem szkolnictwa PRL-u.
Nie każdy wie, ale nawet wtedy były różne  szkoły podstawowe,
nawet szkoły prywatne.
Do takiej prywatnej szkoły zaczął chodzić mój mąż (jest ode mnie
2 lata starszy). Była to szkoła, w której językiem wykładowym
był język francuski. Nawet sobie nie wyobrażacie jak tam było
cicho na przerwach, bo na przerwach także należało używać tego
języka. A zapisano go do tej szkoły dlatego, że szkoły państwowe
nie przyjmowały do szkoły sześciolatków.
Ale  po ukończeniu I klasy w tej "francuskiej szkole" bez problemu
został przyjęty do szkoły państwowej.Chodziliśmy do różnych szkół.
Ja też poszłam do szkoły mając lat sześć, ale mnie matka zapisała
do szkoły należącej do Towarzystwa Przyjaciół Dzieci (TPD), która
była szkołą na wskroś  świecką, czyli nie uczono w niej religii.
Ale nikomu to nie przeszkadzało i dzieci chodziły na religię  do
swych parafii. Nikt nie zabraniał.
Budynek w którym mieściła się moja szkoła "przygarnął" aż trzy
szkoły: szkołę TPD i dwie szkoły państwowe.
Przed wojną mieściła się  w tym budynku tylko jedna szkoła, więc
była jedna sala gimnastyczna i po jednej pracowni fizycznej,
chemicznej i biologicznej.
Sali gimnastycznej nie  widziałam  aż do piątej klasy włącznie.
Tych pracowni również nie. Dzieci uczyły się na trzy zmiany, WF
był na szkolnym korytarzu, obowiązywała na nim grobowa cisza,
bo w klasach  w tym czasie toczyły się lekcje.
Boiska szkolnego nie było, czasami w ramach WF graliśmy na
podwórku w "dwa ognie", co z reguły kończyło się kilkoma
stłuczonymi kolanami i skręconymi na wystających kamieniach
stawami skokowymi.
Ale przez pierwsze 4 lata (tyle wtedy trwało nauczanie początkowe)
mieliśmy jedną wychowawczynię.
Nie wiem jak to było, ale wówczas nie było żadnych dyslektyków
czy też  dysgrafików.
Codziennie  każde dziecko w klasie pierwszej musiało czytać na głos.
Nawet chrypka nie była przeszkodą, nie było "zmiłuj".
I każdy w zeszycie "do polskiego" musiał, chciał czy nie, rysować
szlaczki . Szlaczki były oceniane oddzielnie. Więc zdarzały się piątki
za szlaczki i znacznie gorsze  stopnie za resztę tego co na stronie.
Nie uczono nas kaligrafii. Ale staranność pisma też była oceniana.
A te szlaczki miały za zadanie usprawnić nasze ręce, wyrobić ich
precyzję.
Bardzo wcześnie nasza pani zaczęła nas uczyć ortografii.
Do dziś pamiętam, jak nam tłumaczyła dlaczego "rzeka" pisana jest
przez "rz" a nie " przez "ż " .
Poza tym uczyła nas uważnego słuchania tekstu, nie wyrywania
jednego wyrazu z całego tekstu, bo w polskim języku jest wiele
wyrazów tak samo brzmiących, a zupełnie inaczej pisanych,
zależnie od ich znaczenia.
Po prostu musieliśmy uważnie słuchać by wiedzieć jak dany wyraz
napisać poprawnie.
Od drugiej klasy dzień bez kartkówki typu dyktando był dniem
straconym. Czasem było to zaledwie kilka zdań, ale w wiele lat
później pojęłam, że dzięki tym kartkówkom do dziś nie mam
problemów z ortografią.
Już wtedy uwielbiałam pisać wypracowania, wszystko jedno
na jaki temat.
Czytać umiałam nim  poszłam do szkoły i to  wcale nie było
dobre, bo się straszliwie nudziłam  w szkole, gdy moje koleżanki
a zwłaszcza koledzy sylabizowali z trudem wyrazy.
Ale pani i na to znalazła metodę - musiałam się wpatrywać w tekst,
bo w każdej chwili mogłam być wywołana, by czytać dalej.
Byliśmy bardzo przywiązani do naszej pani, a byliśmy wtedy jej
ostatnią klasą. Gdy nas  doprowadziła do klasy piątej odeszła ze
szkoły.
Piąta klasa była dla nas szokiem- nowa wychowawczyni, nowe
przedmioty, nowi nauczyciele.
Nie zawsze mili i wyrozumiali  ale nigdy nikt na nas ręki nie
podniósł ani nie krzyczał, choć my często byliśmy  okropni.
Bo byliśmy naprawdę zgraną klasą, jeden za wszystkich, wszyscy
za jednego
Ale szóstą i siódmą klasę robiliśmy już w zupełnie nowym budynku-
był bardzo duży, miał dwie sale gimnastyczne, wszystkie pracownie
i jeden mały feler ( dla mnie)- nowy budynek  stał nieomal na
przeciwko kamienicy w której mieszkałam. Skończyły się długie
powroty ze szkoły i pokonywanie odległości 1,5 km w ciągu dwóch
godzin. Rekord wyniósł 4 godziny. Ale była wtedy w domu  awantura!
Gdy moja córka poszła do szkoły to co chwilę przecierałam oczy ze
zdumienia- primo  był to rok wyżu demograficznego, klas pierwszych
było chyba siedem i to 30 osobowych. Oczywiście szkoła musiała
pracować na zmiany. WF - na korytarzu, raz na jakiś czas na sali
gimnastycznej. Przez osiem  las nauki córka miał osiem polonistek.
Każda z pań miała jakąś inną wizję stylu nauczania. Postrachem
dzieci w szkole była "pani od muzyki", która potrafiła przyłożyć
dziecku dziennikiem w głowę i bez przerwy na dzieci wrzeszczała.
I skargi rodziców na jej zachowanie nie odnosiły żadnych skutków.
Bo prowadziła chór, który zajmował na konkurach międzyszkolnych
dobre miejsca.
A moje dziecko, gdy już jako osoba dorosła przechodziła koło swej
byłej podstawówki mijała ją szybko, bo wciąż się jej bała.
I tak sobie myślę, że  z jednej strony strajk nauczycieli  jest zasadny,
z drugiej, że  nie powinien dotyczyć tylko i wyłącznie strony
finansowej, ale całości, począwszy od  sposobu kształcenia kadry
przyszłych nauczycieli, bo chyba jednak popełniono jakieś błędy,
na tyle duże, że dziś prestiż  tego zawodu nie istnieje.
Bo każdy nauczyciel,  czy tego chce, czy nie, nie tylko uczy dzieci
jest w jakimś stopniu wychowawcą- jego podejście do wykonywanego
zawodu, jego podejście do dzieci, jego zachowanie ma na nie wpływ.
A może ja się mylę? Nie wiem.