drewniana rzezba

drewniana rzezba

niedziela, 5 lipca 2020

Tkwię dziś w muzyce.....

....Mozarta.
Moja córka, która głosowała w pierwszej turze wyborów prezydenckich
otrzymała "odmowiedź" wzięcia udziału w drugiej turze, ze względu na to,
że system nie przewidział sytuacji, że ktoś pomiędzy I a II turą  może
zmienić miejsce pobytu.
W związku  z tym  opis tego "wydarzenia" już wysłała do Gazety Wyborczej.
Wczoraj dostarczono mi pakiet wyborczy- prawidłowy, z dwiema
pieczęciami. Jutro, wybrawszy ponownie pana Trzaskowskiego, wyślę
list do Konsulatu w Berlinie. Oczywiście jako przesyłkę rejestrowaną.
I żeby mi nieco wściekłość minęła słucham Mozarta. Może i Wy ze mną
posłuchacie?



Nowy tydzień przed nami, niestety koronawirus nadal rządzi światem.
Pozostańcie w zdrowiu!

sobota, 4 lipca 2020

Podróż w czasie pandemii......

.......jest możliwa, tylko wrażeń jakby więcej.
Powrót  moich ze Szwecji nawet się udał. Tyle tylko, że zamiast 2,5 godziny
podróż trwała  cały dzień.
Córka z chłopcami jechała do Niemiec pociągiem przez całą Danię. Podróż
była dwuetapowa. I etap: Malmo- Kopenhaga. Na pierwszej stacji w Danii
wyproszono z pociągu wszystkich pasażerów, przegoniono przez kawałek
stacji (niemal kilometr) do miejsca w którym bezdotykowo zmierzono im
temperaturę, po czym wsiedli z powrotem do pociągu by dojechać do centrum
Kopenhagi.
Dania, wg swoich ekspertów jest już wolna od wirusa, więc w pociągu, który
przemierzał całą Danię w kierunku Hamburga nie obowiązywały żadne szykany.
Gdy pociąg dojechał do granicy niemieckiej poinformowano  pasażerów, że
od tej chwili muszą mieć maseczki na twarzy. Trochę się wszyscy podśmiewali,
bo nadal siedzieli w tym samym składzie osobowym, w tym samym przedziale,
drzwi były zamknięte, więc się nikt nie mógł dopatrzeć ni krzty logiki. Ale
w tamtym kawałku Europy ludzie są  bardziej zdyscyplinowani, więc siedzieli
zamaskowani. W Hamburgu moi zmienili pociąg i szczęśliwie dojechali do
Berlina- oczywiście zamaskowani. Wg planu zięć miał szansę dotrzeć do Berlina
wcześniej- jechał małym getzem zamienionym w mini TIRa. Chwila nieuwagi
i biedak pomylił drogę na przeprawę promową - dojechał gdy prom już zamknął
swe podwoje i musiał poczekać na  następny.  Na promie płynącym do Rostocku
tak jak w pociągu duńskim - pełen luz,  żadnych  maseczek, czynny bar, "ludź
przy ludziu", żadnej bezpiecznej odległości.
Wyjeżdżając ze Szwecji moi obdzwonili wszystkie właściwe instytucje by
dowiedzieć się, co mają zrobić ze sobą, gdy dotrą do Berlina w godzinach
wieczornych. No nic  nie  mieli zrobić poza udaniem się do domu, oczywiście
w maseczkach jadąc publicznym środkiem lokomocji lub taksówką. A do
odpowiedniego urzędu zdrowia  mieli się udać następnego dnia.
Przyjechali w poniedziałek, wieczorem, we wtorek  przed południem udali
się do urzędu zdrowia i dowiedzieli się, że będą 2 tygodnie na kwarantannie.
Tego dnia obdzwonili jeszcze kilka urzędów , wykonano całej czwórce testy
i........ wczoraj okazało się że są negatywne i to koniec  dla nich kwarantanny.
Dzieciaki mówią  między sobą na zmianę po angielsku i niemiecku , obaj
bardzo lubili swą szkołę w Malmo, a zwłaszcza młodszemu bardzo pasowała.
Ponieważ wszystkie klasy  o tej samej godzinie zaczynały i kończyły zajęcia
chłopcy jeździli razem do i ze szkoły. Co prawda cały ten czas przerabiali też
program swych berlińskich szkół a starszy to nawet prowadził bloga, który
był czytany na lekcji w jego klasie.
Młodszemu brakowało w Malmo  ukochanego dywanu  z wydrukowanymi
na nim ulicami, bo nadal jest w wieku gdy wydziera się dziury w spodniach
poruszając się  wiecznie na czworakach  i wydając dziwny warkot lub trąbiąc.
No i tu to mają dla siebie 30m kw. podłogi do zabawy, czego im tam bardzo
brakowało. Tam całe mieszkanie miało 70m kw, berlińskie ma 168.
Rozumiem ich  doskonale - mam dla siebie 60m kw. i nie mogę się nadziwić,
że jeszcze tak niedawno mieściłam się razem z mężem i dzieckiem  na 42,5
metrach kwadratowych.
I jak zawsze trochę muzyki na weekend- do odsłuchania na YT







Jak widzicie dziś różnorodność na całej linii.

wtorek, 30 czerwca 2020

Mix

Lubię pisać o niczym, a najlepiej chyba mi służy tzw. "groch z kapustą".
Trochę o tym , trochę o  owym.
Temat najbezpieczniejszy to....pogoda.
Wg zapowiedzi  połowa minionego tygodnia miała być super upalna - no na
szczęście, bo ostatnio za upałami nie przepadam, najwyższa temperatura
wyniosła raptem +32 stopnie C. Dało się przetrzymać. Burze  krążyły gdzieś
poza  Berlinem, deszcz ograniczył się tylko do pokropienia. A bardzo by się
przydał solidny, rzęsisty deszcz.
Drugi bezpieczny temat - bezpieczny bo zainteresowanie tym tematem jest
raczej niewielkie, to .....Kosmos.
Drobne 3000 lat świetlnych od Ziemi odkryto układ  Kepler 160, czyli
gwiazdę i cztery okrążające ją egzoplanety.
Jedna z tych planet, KOI-456  jest nieomal najdoskonalszym klonem naszej
Ziemi w znanej nam przestrzeni Kosmosu. Orbita po której okrąża gwiazdę
znajduje się w strefie zdatnej do przeżycia, rok na niej trwa 378 dni i zdaniem
naukowców posiada wodę w stanie ciekłym.
A gwiazda, którą KOI-456 okrąża  może pretendować do kopii naszego
Słońca.
Temperatura powierzchni owej gwiazdy wynosi 5200 stopni C i wydziela
widzialne  światło.
Taaa, fajnie, tylko jak na razie nie mamy szans by tam dolecieć.
Ze spraw bliższych - W Niemczech, we wszystkich konsulatach  w pierwszej
turze wyborów bezapelacyjne wygrał p. Rafał Trzaskowski.
Dobra wiadomość dla głosujących w  Niemczech - druki udziału zgłoszenia
głosowania w  turze I automatycznie służą do drugiej tury, nie trzeba robić
nowego zgłoszenia.
Po tym co słyszałam w październiku stojąc w kolejce rodaków pod Ambasadą
RP w Berlinie, byłam pewna, że zagłosują i tym razem "prawidłowo".
Jestem za to rozczarowana postawą tych co byli "antypisowcami" a oświadczają,
że nie poprą Trzaskowskiego.
Panowie - przegraliście, ale miejcie chociaż trochę honoru, pokażcie, że jesteście
prawdziwymi mężczyznami a nie  babami z  magla, przekażcie swe głosy na
Trzaskowskiego, niech wreszcie Polska przestanie być pośmiewiskiem  na
świecie.
I nie  mydlcie ludziom oczu Trumpem - spójrzcie jeszcze raz, trzeźwo, na
zdjęcie Dudy i Trumpa- mowa ciała Trumpa jest wyraźna i jednoznaczna -
miał Dudę w nosie, zero szacunku, zero sympatii.
No to miłego dnia - Wszystkim.

niedziela, 28 czerwca 2020

Już się zaczęła......

.......dla Was pracowita niedziela.
A więc umilę Wam namysł muzyką- wszak muzyka łagodzi obyczaje.

A to dla tych, co wolą coś weselszego

i coś dla tych co lubią coś poważnego
Miłej niedzieli Wszystkim

środa, 24 czerwca 2020

Zamiast spaceru....

.......bo bardzo nie lubię spacerować bez celu, postanowiłam się wywlec
do Rossmanna po potrzebne mi  suplementy. Jest na tyle daleko  od mojego
domu, że  drogę w tę  i z powrotem mogę zaliczyć jako spacer.
Pogoda przyzwoita, 26 stopni i słońce za chmurami, więc dało się iść.
Jak zwykle chodzę z głową zadartą do góry (kiedyś zginę przez to marnie
bo nie zauważę jakiejś przeszkody i wyrżnę głową w chodnik), ale
ja tak bardzo lubię to stare budownictwo!









Jak widać na dwóch ostatnich fotkach można mieć ogródek  i na
5 i na 4 piętrze.
Dziś na wszystkich słupach ogłoszeniowych króluje  plakat ładnej
dziewczyny w maseczce, bo ostatniej doby zanotowano 587 nowych
zakażeń koronawirusem. Normę "wyrabiają" głównie dwa powiaty
w Nadrenii Północnej -Westfalii.
Znajdują się tu największe w Niemczech zakłady mięsne zatrudniające
pracowników z kilku krajów Europy Wschodniej, Bułgarów, Rumunów,
Polaków. Obecnie 7 tysięcy pracowników przebywa na kwarantannie,
u 1500 osób wykryto koronowirusa.
Niemieckie  Min.  Zdrowia podjęło decyzję o przebadaniu wszystkich
w  kierunku  nosicielstwa tego wirusa.
Poza tym przytomnie zauważono, że  pracownicy mieszkają w bardzo złych
warunkach, stłoczeni - wiele osób w małych pokojach. Podjęto decyzje,
że należy jak najprędzej poprawić tym ludziom warunki mieszkaniowe.
W tych dwóch powiatach przywrócono obostrzenia"pandemiczne"- zamknięto
z powrotem kina, bary, baseny, kluby fitnes, na przestrzeni otwartej mogą się
spotkać tylko 2 osoby. Na razie obostrzenia będą obowiazywać przez
najbliższy tydzień.
Już mi się kompletnie znudziła ta  pandemia - w sklepie  miałam przedziwne
wrażenie, że mają włączone ogrzewanie zamiast klimatyzacji.
Postanowiłam zrobić sobie dziś chłodny obiad - zjem lody po prostu.



poniedziałek, 22 czerwca 2020

Ja już.....

........zagłosowałam.
Wczoraj  otrzymałam druki do głosowania wraz z instrukcją.
Co prawda nie pouczyli mnie na  kogo mam  zagłosować, ale pouczyli
jak wygląda krzyżyk.
Dodali również kopertę zwrotną. do której musiałam włożyć zaklejoną
kopertę z tym krzyżykiem przy wybranym nazwisku  oraz  podpisane
przez mnie oświadczenie, że głosowałam w sposób tajny.
Biorąc pod  uwagę fakt, że głosowałam będąc sama w domu, uznałam,
że było to głosowanie tajne.
Dziś musiałam ruszyć się z rana na pocztę i nadać ten list jako polecony.
Co prawda pan na poczcie uznał mnie za niedorozwiniętą umysłowo, bo
nikt przy zdrowych zmysłach nie wysyła poleconych w obrębie jednego
miasta,  (zwłaszcza niemieckiego, bo tu poczta  sprawnie działa)  ale
w instrukcji podanej na stronie  Ambasady tak właśnie należało zrobić.
A dodatkowo to jeszcze obfociłam swój  "druczek z krzyżykiem".
Ale zamiast druczku jest Hauser- przy okazji dziękuje p. Joannie Man
za ostrzeżenie.




 I to byłoby tyle na dziś.

niedziela, 21 czerwca 2020

Znowu.......

....wykrakałam. 
W poprzedniej notce napisałam, że córka ma już wykupione bilety na powrót,
ale nie wiadomo jak to będzie naprawdę.
No i faktycznie nie wiadomo. Loty odwołane, w zamian za wykupione bilety
lotnicze przewoźnik przysłał córce bon na inny środek transportu.
Wczoraj usiłowałyśmy obśmiać powstałą sytuację wymyślając różne bzdurne
rozwiązania, żeby nie popaść w tzw. "czarną rozpacz".
Bo na dobrą sprawę to nawet nie bardzo wiadomo jaka jest sytuacja z promami.
Na razie stanęło na tym, że zrobią sobie na koszt własny testy na obecność lub
nieobecność koronawirusa (po 50€  na głowę, czyli 200 € z kieszeni) by bez
problemu wjechać do Danii.
No cóż, od samego początku ten pomysł z przyjęciem zaproszenia do Szwecji
nie podobał mi się.
Młodszy Krasnal zauważył ze zdziwieniem, że w Berlinie to nie mógł się
doczekać  wszystkich ferii a teraz smutno mu, że z tej międzynarodowej szkoły
odchodzi. Obydwaj byli tą szkołą zachwyceni, choć językiem wykładowym
był angielski i w tym języku dzieciaki się ze sobą porozumiewały.
A poza tym obaj robili równolegle program swych niemieckich szkół, w czym
wydatnie pomagała im pandemia, bo berlińskie szkoły przeszły na zdalny
system nauczania.
A dziś poranna wizyta na You Tube rozbawiła mnie do łez -szukałam dobrej
muzyki na niedzielę i natknęłam się na filmik  rodem z Turcji, z instrukcją
splatania naszyjnika- instrukcja była tłumaczeniem automatycznym z języka
tureckiego  na polski - niemal popłakałam się  ze śmiechu. Jedno jest pewne-
gdybym nie umiała tego robić to bym się nie nauczyła.
A na niedzielny relaks muzyczny wybrałam rzadko grany w Polsce
Concert na klarnet wiecznie cudownego Mozarta:


oraz  Złotą kolekcję - gra na gitarze klasycznej Francis Goya


Dbajcie o siebie, ten wirus jednak  jeszcze nie odpuszcza.
Miłego  nowego tygodnia dla Was

piątek, 19 czerwca 2020

Nic ważnego....

.....nic specjalnego, czyli moja specjalność - ostatnio. Rodzaj mixu.
Możecie się śmiać- siedzę i czekam na deszcz, a on  nie pada, choć miał
padać. I jak tu wierzyć stacji meteo???
Wirus ma się świetnie- bardzo mu się tu podoba, w związku z czym rząd
federalny podjął decyzję, że do końca października nadal w całym kraju
maseczki będą obowiązkowe w komunikacji , sklepach, punktach
usługowych oraz  należy  nadal utrzymywać dystans 1,5 m od innych
osób.
Do końca października  nadal będą wstrzymane imprezy masowe. Wcale
mnie to nie dziwi, jakby na to nie spojrzeć to do 18 b.m. w Niemczech
zachorowały  raptem  187.764 osoby a zmarło 8856 zainfekowanych
osób.
Jak na razie to jeszcze nie za bardzo wiadomo jak to będzie z dziećmi
chodzącymi do szkoły.
Przedszkola są czynne i słyszałam ogólnikową zapowiedź, że uczniowie
powinni "normalnie" trafić do szkół do września. Teoretycznie (gdy
idzie o Berlin) to powinny iść do szkoły   jeszcze w sierpniu. No ale
to jakby nie moje zmartwienie.
Poprzedniej doby przybyło 600 nowych zainfekowanych osób.
Na połowę przyszłego tygodnia zapowiadają falę upałów, temperatura
w wielu miejscach może  dochodzić do 40 stopni C.
Ciekawe jak w tym układzie będzie z  basenami- teraz zamknięte są
wszystkie  baseny kryte. czynne są tylko te otwarte.
I ciekawe czy na fali upałów wzrośnie  ilość zainfekowanych czy też
może  spadnie?
Gdy w 2003 roku byliśmy na ślubie córki to w dniu jej ślubu było
38 stopni C.
Myślałam, że zejdę z gorąca. Gdy wracaliśmy do Polski to z powodu upału
pociąg jeszcze nim dojechał do granicy z Polską nabrał ponad  3 godziny
opóźnienia, które oczywiście się powiększyło. Szyny co prawda
wytrzymały upał, ale elektronika wysiadała, więc pociąg jechał z obłędną
szybkością rzędu 30 - 50 km/ godz.
Obecnie w sklepach sytuacja niemal doszła do normalności, ale nadal ilość
wózków jest limitowana , a podaż jest jednak jakby  nieco mniejsza.
Mam wrażenie,  że produkcja nie idzie pełną parą, w końcu pracownicy
też chorują a może ze względów bezpieczeństwa trzeba było zmniejszyć
zatrudnienie o połowę.
Ciekawa jestem jak ta cała sytuacja przełoży się na wybory prezydenckie.
Czarno to widzę, nie napiszę dlaczego, żeby potem nie było, że pisowo
wykorzystało mój wariant. Wredni to oni są, ale nie wszyscy durni.
A tu idzie jednak walka o utrzymanie się przy status  quo.
Ciekawa jestem czy się moim uda wrócić za 10 dni, tak jak zaplanowali.
Teoretycznie to nawet już mają wykupione  bilety lotnicze, ale co będzie-
tego nie  wie nikt.
Deszcz - w końcu padał, chyba  aż 15 minut.

wtorek, 16 czerwca 2020

Miewam......

.....fazy, niczym Księżyc.
I wcale nie idzie o moje tycie lub chudnięcie a raczej o zainteresowania i różne
hobby.
No po prostu, jak to sympatycznie określiła  jedna z moich ciotek-  "ona, (czyli
ja) świruje na  jakimś punkcie, ale to słomiany ogień".
Ale ciotce nie tyle przeszkadzało moje świrowanie, co fakt, że obiekty mego
świrowania co jakiś czas się zmieniały.
Zaczęło się w chwili, gdy odkryłam litery i fakt, że z nich powstają słowa.
W chwili tego wiekopomnego odkrycia  miałam chyba z 5 lat.
Były to czasy świeżo powojenne, książki dla dzieci były w domu tylko te, które
ocalały z pożogi i było ich bardzo mało. Jak na złość ocalały bajki autorstwa
Jachowicza. Nie przepadałam za nimi, chyba były zbyt umoralniające.
A ja, według babci, byłam dzieckiem z piekła rodem.
W braku laku dostałam do czytania...libretta operetkowe-"Kraina Uśmiechu",
"Wesoła wdówka", "Księżniczka Czardasza". Pamiętam je do dziś, nie tylko
treść ale i wygląd- nieduże książeczki formatu A-5 w czerwonej, płóciennej
oprawce.
Arie operetkowe znałam wcześniej, bo mój dziadek był wielkim  wielbicielem
tego gatunku a do tego grał na skrzypcach - amatorsko, nie był skrzypkiem.
Z "fazy czytania"  nie wyrosłam nigdy, dla mnie życie = czytanie.
Żyję już dość długo i w życiu przeszłam przez wiele  faz- a więc była faza
piosenek  francuskich i uczenia się tego języka. Niestety nauka odbywała się
na koszt własny dziadków i z czasem po prostu nie było ich na to stać.
W pewnej chwili  "odkryłam", że  własnymi  rękami można zrobić naprawdę
sporo  rzeczy- czasem wielce pożytecznych, czasem mniej, ale sam proces
tworzenia jest niezwykle podniecający a efekty często przekraczają  nasze
oczekiwania  - zarówno in plus  jak  in minus.
W tej fazie rękodzielnictwa nadal tkwię, tyle  tylko że zmieniały się obiekty
mego działania- szycie ciuszków wpierw dla siebie, potem dla dziecka, hafty
krzyżykiem i hafty płaskie , szydełkowanie rzeczy przeróżnych łącznie
z tworzeniem zabawek i maskotek dla dziecka, dzierganie na drutach , potem
"odkrycie" techniki decoupage, w końcu dotarłam do tworzenia biżuterii
z koralików.
Kiedyś, kiedyś też tworzyłam biżuterię, ale z różnych  nasion lub...makaronu,
ewentualnie  z odpowiednio uformowanego papieru.
Wreszcie stwierdziłam, że teraz mogę przestać zgłębiać  nowe techniki,
zwłaszcza, że czas mi na to zgłębianie nowych technik coraz mniej pozwala.
Ale nie wykluczam, że to nie tylko brak czasu. Coraz częściej wolę usiąść
"bez celu" i posłuchać dobrej muzyki - nie zawsze tej z wysokiej półki
muzyki klasycznej - czasem wracam do ponad czasowych Beatlesów,
Joe Cocker'a, tanga argentyńskiego, gitarowych recitali Santany, lub znów
zachwycam się tańcem dwóch par argentyńskich, lub - myślę czule o
minionych latach, które spędziłam  razem z mężem.
No cóż - wyraźnie widać....zmęczenie materiału.
A to moje pierwsze "dzieło" z fazy decoupage'u

i pierwszy naszyjnik z fazy  biżuterii z koralików.



.

Wczoraj słuchałam....

.....dziś się z Wami dzielę:

Uważajcie na siebie, wirus nadal groźny, nie tylko w Polsce.
 Miłego tygodnia Wszystkim.

sobota, 13 czerwca 2020

Nudne będzie.........

..........czyli o tym co ostatnimi czasy gotuję.
Słowo "gotuję" jest może niezbyt adekwatne do tego co robię -  tekst będzie
raczej o tym co sobie przyrządzam do jedzenia .
Wiele lat byłam najzwyczajniej w świecie "mięsożerna", ale  wszelakie
warzywa i owoce były mi również niezbędne na talerzu.
Jednak od pewnego czasu mięso w postaci obiadowej przestało mi po prostu
odpowiadać.
Stało się  to w chwili, gdy uzmysłowiłam sobie, że teraz wszystkie gatunki
surowego mięsa są pozbawione swego charakterystycznego zapachu- wszak
kiedyś poszczególne gatunki mięsa miały odrębny zapach- zupełnie inaczej
pachniała wołowina  a inaczej świnina czy też cielęcina.
Teraz surowe mięso jest w ogóle pozbawione zapachu, a do tego dziwnym
trafem nie traci swego koloru w zetknięciu z powietrzem i dziwnie długo
się nie psuje.
Nie będę Wam tłumaczyć dlaczego tak się dzieje- o współczesnym sposobie
produkcji mięsa  możecie sobie sami poczytać.
Tylko  nie łudźcie się, że to z uboju gospodarczego trafiające na bazary jest
"takie jak kiedyś". Nie jest- oni też szprycują tusze konserwantami.
No więc ostatnio u mnie w domu raczej nikt mięsa nie uświadczy, ryb i owoców
morza też nie, bo ich nie lubię. Za to jako źródło protein wykorzystuję jajka.
Przed laty moją  "zmorą  obiadową" były wszelakie warzywa gotowane i
polane  masłem. Na sam widok porcji marchewki podziabanej w kostkę i podanej
z gotowanym groszkiem  - odchodziłam od stołu.
Ale pewnego pięknego dnia odkryłam, że wszystkie warzywa smażone na maśle
klarowanym lub pieczone w piekarniku, potraktowane przeróżnymi przyprawami
są nie tylko jadalne- są pyszne i  mają tę zaletę, że szybko się je przygotowuje.
Najlepiej to mam w lodówce zaopatrzony pojemnik z warzywami.
Wczoraj przygotowałam prawdziwą  "wariację" z:  pokrojonych brązowych
pieczarek, pokrojonych w pół-plasterki  2 marchewek (bio) oraz pokrojonej
w półplasterki białej rzodkwi. Oprócz tego co wyżej zużyłam jeszcze 150 ml
śmietanki 30% , jedną łyżeczkę bulionu w proszku, jedno jajko i garść wiórków
z żółtego sera.
Pokrojenie 2 średnich marchewek, 15 dag pieczarek i kawałka (ze 12 cm) rzodkwi
poszło mi szybciutko.
Zaczęłam od krojenia marchewki, którą wrzuciłam na patelnię ze śmietanką i
łyżeczką proszku bulionowego- nakryłam pokrywką i ustawiłam na "4" (mam płytę
 indukcyjną).
Marchewka nabierała miękkości (ale nie "rozpaciania"), potem rzodkiew, na końcu
dodałam pieczarki.
Potem "rozbełtałam" 1 jajko "L"z wolnego chowu, dodałam je do duszących się
w śmietance warzywek i starannie  wymieszałam.
Sprawdziłam widelcem czy marchewka już pozbyła się swej twardości, dodałam
nieco gałki muszkatołowej i wiórków serowych, wszystko starannie wymieszałam
i po 3 minutach danie wylądowało na moim talerzu. Nie soliłam- w ogóle bardzo
mało używam soli - 1 kilogram to mam niemal na pół roku, o ile nie robię żadnych
kiszonek.
A dziś zrobię curry z batata i fasolki szparagowej. Co prawda  fasolka szparagowa
będzie z mrożonki, ale jest wyjątkowo młodziutka, więc jej przygotowanie do tego
curry będzie proste- potrzymam ją nieco pod  strumieniem gorącej wody, potem
osuszę i pokroję na  mniejsze kawałki.
Zacznę od pokrojenia batata na zgrabne paski i pokrojenia fasolki na 2 cm  kawałki.
Wrzucę te warzywka na rozgrzane masło klarowane, dodam pół łyżeczki imbiru,
trochę chili i będę dusić wszystko pod pokrywką około 10 - 15 minut, co jakiś
czas mieszając. W tzw. międzyczasie posiekam listki kolendry, umyję pomidorki
"cherry" i je pokroję na połówki.
Gdy "próba widelcowa" wykaże, że  fasolka już jest miękka - wyłożę zawartość
patelni na talerz, dodam kolendrę i pomidorki.
A jajko będzie dziś w postaci deseru - żółtko utarte z erytrytolem (cukier o 0
zawartości kalorii) + bita śmietana, + połówki truskawek - wszystko razem
schłodzone w zamrażalniku i podane z  truskawkami. Niemal lody, bo u mnie
dziś za oknem 31 stopni, a w mieszkaniu mam tylko 24,5

Nie ma lekko- na zakończenie moi ulubieńcy:
Dla mnie podwójna frajda ulubiona para tańczy tango mego ulubionego
kompozytora tang, Carlosa di Sarli.

poniedziałek, 8 czerwca 2020

I znów o niczym

                      Wczoraj wieczorem, o 21,40 było u  mnie właśnie tak

A dziś- pełna kultura meteorologiczna -  słońce, bezwietrznie i 22 stopnie
ciepełka w  cieniu.
Jeżeli idzie o mnie, to całe lato mogłoby tak wyglądać - słońce, ciepło.
ale nie upalnie.
Korzystam z resztek samotności - jakoś bardzo szybko mi te pół roku
zleciało - w końcu miesiąca  wracają moi ze Szwecji .
Powiedziałabym, że to fajnie, ale skończy mi się traktowanie doby tak jak
lubię - siedzenie do 2 -3 w nocy, niespieszne wstanie o 9 rano, długie
śniadanie, długie pogaduszki z Iw, czasem  wyjście na zakupy gdy jedynym
wyposażeniem lodówki jest...światło.
I pewnie skończą się nasze spacery, bo choć dzieli nas  z Iw chyba coś ok.
340 km to spacerujemy razem - połączone smartfonami.
Ostatnio osiągnęłam chyba mistrzostwo w robieniu obiadów, których
przygotowanie  od chwili wyjęcia produktów z lodówki do ich wylądowania
na talerzu trwa najwyżej 30 minut a i to tylko wtedy gdy mam sporo
krojenia.
Dziś uśmiechnął się do mnie w sklepie....kalafior, więc go nabyłam.
W nagrodę za ten uśmiech został usmażony - dziś był na ostro - wpierw
podzielony na różyczki, potem wykąpany w oliwie a potem "wytytłany"
w przyprawach - dziś w wędzonej papryce (słodkiej) oraz w  curry.
A potem wylądował na 7 minut na patelni z masłem klarowanym, nakryty
pokrywką i często mieszany.
Wczoraj z  kolei zrobiłam sobie fritatę z batata i pieczarek. Jakoś ostatnio nie
mam ochoty na mięso w wersji obiadowej, więc często jem różne warzywa
zalewane masą jajeczną. Często dodaję też do warzyw, już pod sam koniec
smażenia, szynkę parmeńską drobno pokrojoną- tu na szczęście można ją
kupić już pokrojoną w drobną, zgrabną kosteczkę.
A w lipcu wybiorę się  nad Bałtyk - zwiedzę niemieckie wybrzeże Bałtyku.
Wyobraźcie  sobie, że  Polacy przebywający w Niemczech mają głosować
korespondencyjnie - jak na razie przerasta to moją wyobraźnię - pewnie
już jutro podadzą na stronie  Konsulatu dokładne informacje na ten temat.
Jestem bardzo ciekawa jak oni to "ogarną".
Nie ukrywam- nie mam za grosz zaufania do tej ekipy.
Wyczytałam jak wygląda  pakiet stymulacyjny dla niemieckiej gospodarki.
Rząd w Berlinie wyda na ten cel 130 miliardów euro.
Jednorazowo na każde dziecko przeznaczona jest wypłata 300 euro. Bez
składania jakichkolwiek wniosków czy też podań.
Od lipca do końca roku będzie obniżona stawka  VAT z 19% na 16% oraz
z 7%  na 5%. Będzie obejmowała towary codziennego użytku i żywność.
Będą dopłaty do zakupu aut elektrycznych w  wys.6 tysięcy euro, a poza
tym producenci tych aut mogą również coś dołożyć od siebie.
Transport kolejowy otrzyma  5  mld euro wsparcia, transport publiczny
zaś  2,5 mld.  Pomoc małym i średnim firmom wyniesie 25 mld. I już
zaczyna się realizacja, już są rozpatrywane wnioski.
I nikt tu nie nie funduje pieniędzy tylko po to, żeby na niego głosować.
Miłego tygodnia wszystkim;)



piątek, 5 czerwca 2020

Czas.....

........ egipski new,  grecki chronos, łaciński tempus,  hebrajski zeman.
Płynie, ucieka, mija i to zawsze napawało człowieka lękiem, zwłaszcza
dlatego, że tak naprawdę przyszłość jest nieprzewidywalna.
Coś planujemy, dokonujemy jakiegoś wyboru, a w miarę upływu czasu
może się okazać, że nasz wybór nie dał nam nic dobrego, był błędem,
czasem totalną klęską.
Porządek w strumień czasu wprowadzają cykle przyrodnicze:  dzień- noc,
kolejne pory roku, przypływy mórz, wylewy rzek, fazy księżyca, co daje
poczucie pewnej przynajmniej przewidywalności świata, zalążek systemu
oswajania otaczającego nas świata przez jego kwantowanie i nazywanie.
Tak powstała astronomia, kalendarze, zegary.
Cykle  panujące  w przyrodzie  dały przeświadczenie, że historia się
powtarza a czas może mieć strukturę kolistą. Jak Uroboros.
Czas w pojęciu ludzkim to rzeka nieubłaganie prąca naprzód, z którą
walczymy, zdając sobie jednocześnie sprawę z daremności tego naszego
pragnienia zatrzymania jej.
W mitologii greckiej Orfeusz potrafił swym śpiewem wstrzymać upływ
czasu - my możemy tylko zatrzymać zegar, nie czas. Zegar stoi, a czas
nadal płynie.
Czas był tematem rozważań wielu filozofów.
Kant był zdania, że czas nie jest aspektem rzeczywistości fenomenalnej,
ale formą oglądu, czyli narzędziem przy pomocy którego próbujemy sobie
poradzić z czymś, co przekracza nasze możliwości.
No dobrze, niech mu będzie, ale ja nadal nie wiem co to jest czas, czy
możemy istnieć poza czasem.? A może czas to coś tajemniczego co ewokuje
sekwencje obrazów?
Bo coś mi się widzi, że nie było nas i był czas.  I zapewne kiedyś wcale nie
będzie nas a czas będzie nadal. Tylko co to jest ten czas???

                                                             
                          To właśnie jest Uroboros. Wizualizacja kolistości czasu.
A może wcale nie ma nas ani czasu a wszystko jest wielką ułudą, grą
komputerową  zaprojektowaną przez inną, wyższą cywilizację?
A co będzie gdy się ta gra już znudzi? Wykasują czy tylko odłożą na półkę
w archiwum?

Miłego weekendu i pamiętajcie  - wirus nadal groźny więc dbajcie o siebie
i pozostańcie w zdrowiu.


 ______________________________
 obrazek "wypożyczony" z sieci.






wtorek, 2 czerwca 2020

O tańcu .....

.....do posłuchania i do poczytania.
Do słuchania wybrałam (wielce egoistycznie) tanga skomponowane przez
 Carlosa di Sarli i grane przez jego orkiestrę.
Był to argentyński  pianista i kompozytor , ur. w 1903 r, zmarł w 1960r.
Ze swoją orkiestrą nagrał 27 albumów tanga.
Podobnie jak znakomity tancerz Carlos Gavito uważam, że kompozycje
Carlosa di Sarli są najpiękniejsze, idealne do tańczenia.
Odsłuchujcie  na YT, po włączeniu opcji "pokaż więcej" zobaczycie tytuły
poszczególnych utworów.


O tym, że  mam świra na punkcie tańca to już chyba wiecie.
W kwestii klasyki to oczywiście stawiam  balet przed operą, w muzyce
rozrywkowej- niezmiennie preferuję tango argentyńskie. Mam swoje dwie
ulubione pary  argentyńskie i z uporem maniaka śledzę ich poczynania,
w czym mi niezwykle skutecznie przeszkodziła pandemia, bo przynajmniej
pół kalendarza imprez "diabli wzięli".
A co do tańca jako takiego- podejrzewa się, że to  jedna z najstarszych form
wyrażania swych  odczuć. Oczywiście nie wiadomo  czy już jaskiniowcy
tańczyli, ale nie jest to wykluczone,  bo rytm, muzyka i taniec towarzyszą
ludzkości "od zawsze".
Taniec to rytualnie ustalona sekwencja ruchów o charakterze rytmicznym,
najczęściej nieodłącznych od towarzyszącej mu muzyki .
W wielu kulturach tańce rytualne stanowiły związek pomiędzy niebem a
ziemią - najczęściej ich celem było wybłaganie np. deszczu, płodności, łaski
a w tańcach szamanów i czarowników - uzyskania nadzmysłowego wglądu
w przyszłość.
W mitach wielu narodów są bogowie i herosi, którzy w tańcu dają światu
początek i zarazem  porządkują go.
Taniec hinduskiego  wielorękiego boga Sziwy to wyobrażenie nieustającego
dzieła tworzenia i destrukcji świata- bęben w jednej dłoni Sziwy symbolizuje
kreację, ogień w drugiej - destrukcję, pozostałymi dłońmi otacza zaś ludzkość
swą opieką.
Tańce są do dziś stałym elementem życia duchowego sufickich derwiszów,
czyli mistyków islamskich, którzy poprzez długotrwałe wirowanie osiągają
ekstatyczny stan zjednoczenia z Absolutem. Ja co najwyżej  dostałabym torsji.
Chasydzi  żydowscy łączą zapamiętanie w tańcu ze specyficznym  śpiewem.
W afroamerykańskim kulcie voodoo tańce łączone są ze spożyciem środków
psychodelicznych celem zmienienia świadomości.
W Chinach sztuka  taneczna jest wyrazem kosmicznej harmonii i pozostaje
w ścisłym związku z symboliką i  rytmiką liczb.
U ludów Czarnej Afryki taniec pierwotnie był związany niemal ze wszystkimi
codziennymi czynnościami - był składnikiem nadającym im transcendentny
wyraz.
Egipcjanie praktykowali wiele tańców kultowych, w których  brały udział
personifikacje różnych bóstw.
W Starym Testamencie znajdziemy opis  scen tanecznych, jako wyraz duchowej
radości- np. uroczysty taniec kobiet po zwycięstwie Dawida nad Goliatem,
taniec  Dawida przed Arką Przymierza. Ale znajdziemy tu również zmysłowy
uwodzicielski  a jednocześnie  śmiercionośny taniec Salome.
I tak doszliśmy do tańca śmierci " danse macabre".
W krajach  mezoamerykańskich,  gdzie pogrzeb ma wymiar nieledwie ludyczny,
postać szkieletu w korowodzie tanecznym wzbudza więcej wesołości niż
przerażenia  a z okazji zaduszek sprzedawane są i zjadane czaszki i szkielety
z cukru.
Dla mnie osobiście taniec jest symbolem przetrwania.
Tańczę zarówno z radości jak i dołującego smutku.
Wiem, dziwna jestem i zapewne prymitywna.


poniedziałek, 1 czerwca 2020

Post w słowa oszczędny

Wpadłam w sobotę do apteki by dokupić maseczek, bo  nadal w sklepach
i w pomieszczeniach obowiązują. Pani pouczyła mnie jak ją dopasować
do siebie gdy się cały czas chodzi w okularach.
Dwie  zszywki - zszywacz i -  pasuje.
Przy okazji zrobiłam zdjęcie- będę miała pamiątkę z okresu pandemii.

A dziś u mnie +25, słońce i leciutki wiaterek , kosy się "wydzierają"-
cały spacer  miałam ze śpiewem kosów.
No i oczywiście jest zielono i kolorowo- sami zobaczcie:





Chciałabym  mieć taki wykusz, latem zwłaszcza bo zimą to nie za wesoło.


Widzi mi się, że najpóźniej za 10 dni rozkwitną lipy.
Korona drzewa na tle dachu to właśnie lipa.

niedziela, 31 maja 2020

Tym razem kilka słów o rękach

To jest figurka tańczącego Sziwy, bóstwa wielorękiego, co wyraża jego
wszechmoc.
Zasadniczo ręka jest symbolem siły, mocy.
W liturgii (między innymi chrześcijańskiej) podniesione i rozpostarte ramiona
oznaczają otwarcie się duszy i prośbę o łaskę.
Podniesienie dłoni to gest pokoju i pozdrowienia, uściśnięcie, podanie ręki lub
obu rąk jest oznaką  przyjacielskiej otwartości, oddania lub wybaczenia.
W buddyzmie zamknięta dłoń  oznacza utrzymanie w milczeniu ezoterycznych
tajemnic, a otwarta dłoń Buddy wskazuje na to, że żadnych tajemnic nie
przemilczał.
W większości kultur mowa dłoni i palców  jest środkiem porozumiewania się.
W Afryce zamknięcie lewej pięści w prawej dłoni jest oznaką poddania się
i szacunku.
Podobne znaczenie w starożytnym  Rzymie miał gest ukrycia dłoni w rękawach.
W starożytności dłonie przykrywano lub przysłaniano w chwili zbliżania się  do
dostojników lub otrzymywania od nich darów.
Bardzo rozpowszechnione jest rozróżnienie pomiędzy symbolicznymi znaczeniami
prawej i lewej ręki.
Błogosławieństwo udziela się nakładając prawą rękę i uznawane jest  także jako
faktyczne przeniesienie posiadanej mocy.
Do dziś obowiązuje podniesienie  prawej ręki przy  składaniu przysięgi.
Lewa ręka łączona jest z sprawami magii, np. wróżenie z linii dłoni.
W sztuce chrześcijańskiej ingerencja  boska wyrażana jest przez rękę wyłaniającą
się z chmur.
Gestem modlitewnym  od najdawniejszych czasów jest złożenie obu rąk.
Jest to również gest najwyższego szacunku.
Uniesienie ponad głowę otwartych dłoni to okazanie braku oręża oraz znak
poddania się, wyrzeczenie się wszelkiej obrony.
Dłoń z namalowanym w swym centrum okiem jest znanym ochronnym
talizmanem arabskim. To prawdopodobnie syntetyczny symbol jedności
wszechwiedzy i wszechmocy.
Jeżeli znacie jeszcze jakieś inne symboliczne ,  ogólnie zrozumiałe gesty rąk -
napiszcie, proszę.
Wybrałam na YT taniec  hinduski, byście  zobaczyli jakie są układy rąk i
palców.
Dla mnie nic one nie oznaczają, ale dla  Hindusów to zapewne cała opowieść.

Jestem Wam winna pewne wyjaśnienie - nabyłam niewielką książeczkę, raptem
359 stron, druk mikroskopijny niemal, dla mnie paskudny . Jest to tłumaczenie
Leksykonu Symboli wydane przez niemieckie wydawnictwo naukowe HERDER.
Kupiłam ją jeszcze przed wyjazdem z Polski, nie zdążyłam wtedy jej postudiować
i zrobiłam to dopiero teraz.
I jestem zaskoczona - nie zassałam nigdy sprawy, że niemal każda rzecz ma
jakieś  znaczenie symboliczne,  nawet ropucha, kwiatek o nazwie stokrotka, lub
ludzka stopa, ręka czy też palce lub....cień.
Więc co jakiś czas będziecie "skazani" na czytanie o czymś,  co jest czegoś
symbolem.
Miłego świętowania Wszystkim.

piątek, 29 maja 2020

O rzeczach znanych.

Aby wprowadzić Was w łagodny nastrój wpierw kilka fotek:
To podwórkowe brzozy, a poniżej podwórko jako takie
i jakaś odmiana tui rosnąca po sąsiedzku:
i moje pelargonie, które kwitną non stop już cały rok, a zimę spędziły
na loggii, znosząc dzielnie temperatury bliskie "0"










A teraz coś o......palcach, tych u rąk.
Część ciała niezwykle przydatna, razem z ręką tworzą wielce praktyczne
"urządzenie wielofunkcyjne".
Wg tradycji astrologicznej kciuk jest przyporządkowany planecie Wenus,
palec wskazujący -Jowiszowi, palec środkowy - Saturnowi,  palec serdeczny
Słońcu, a mały palec - Merkuremu.
Kiedyś uważano, że palec serdeczny lewej dłoni jest bezpośrednio związany
z sercem za pośrednictwem szczególnej żyły lub nerwu. Od tamtego czasu
łączy się  także z nim symbolika miłości i wierności.
To na nim nosimy pierścionek zaręczynowy.
Gesty palców i dłoni zawsze były wyrazem ekspresji  duszy i ducha.
Już od  starożytności pokazanie uniesionego palca środkowego uchodziło za
gest zniewagi.  Skrzyżowanie palców było gestem obronnym.
Wsunięcie kciuka między palec  środkowy a wskazujący przy zamkniętej
dłoni  (popularnie  gest zwany  figą) było w krajach śródziemnomorskich
znakiem obronnym przed złym spojrzeniem. Obecnie symbolika się nieco
odmieniła  i oznacza  albo życzenie powodzenia albo konstatację niepowodzenia.
W sztuce zachodniej palec położony na ustach oznacza milczenie.
Ale  obraz Dzieciątka  Jezus z palcem na ustach ma  inne znaczenie - słowa 
ziszczonego.
Gdy kiedyś  będziecie  mieli okazję zobaczyć taniec hinduski, to zwróćcie
uwagę na dłonie tancerek, na ułożenie ich palców - w czasie tańca układają
dłonie i palce w określonych, symbolicznych gestach - mudrach.
Podobno konkretne mudry pomagają w koncentracji, osiąganiu wiedzy,
uwalnianiu się od lęku, negatywnych emocji a nawet sprzyjają wyzwoleniu
w nas wyższych uczuć, jak miłosierdzie i współczucie.
Są też mudry poprawiające stan  naszego zdrowia, ale nie znam mudry przeciwko
koronawirusowi.
Co do tego uzdrawiającego wpływu mudr to mam duże wątpliwości - mnie nie
uzdrowiły z niczego. Ale miło było posiedzieć i pomruczeć mantrę. Trudno było
mi zarzucić zwykłe lenistwo - wszak się leczyłam.
Za to lubię i cenię kuchnię hinduską - łagodne curry, cynamon, kurkuma, gałka
muszkatołowa,  goździki są u mnie stale obecne.
Następny post będzie o rękach.





środa, 27 maja 2020

Mix.....

.........czyli niekulinarny, ale blogowy groch z kapustą.

Zacznę dziś od książki, której już sam tytuł był dla mnie intrygujący,
no bo co może być doprawione  szmerem tataraku?
Autorem jest jeden z blogowiczów, Tadek Gwiaździński. Miłośnik
dobrego jedzonka, "kawał chłopa" walczący co jakiś czas z nadwagą,
zupełnie jak ja - tyle tylko ze ze mnie to tylko kawałek wrednej  baby
i jak na  dziś to już udało mi się pozbyć  znacznej części nadwagi.
To nie tylko 115 przepisów świetnej domowej kuchni ale i kawałek
historii  Polski. Bo wbrew pozorom w Polsce, gdy nikt nie  jątrzył, żyli
w zgodzie ludzie różnych narodowości. I o tym powinniśmy pamiętać.
I starać się by tak było nadal.
 Druga pozycja, którą moim zdaniem warto przeczytać to książka
Leszka Mateli "Słowiańskie korzenie. Odkryj tradycje przodków".
Muszę ją nabyć, bo chyba lepiej znam bóstwa  greckie i rzymskie a nawet
indiańskie niż słowiańskie.
A dziś wędrowałam rano w takich oto okolicznościach miejskiej przyrody:

taki widok miałam zerkając w górę:
a towarzyszyły mi takie widoki - ścieżki rowerowej:

a za tymi "krzaczorami" ukrywały się róże:



Są piękne, ale baaardzo krótko można je podziwiać. Jutro pewno już
opadną.
Czy wiecie, że w 2018 roku badacze WHO pracujący w ramach Projektu
Badawczo - Rozwojowego do spraw Zapobiegania Epidemiom, prowadzonego
od 2015roku, doszli do wniosku, że może wystąpić na świecie nowy,  bardzo
zjadliwy wirus grypy, który może w ciągu 200 dni uśmiercić 33 miliony
ludzi, a w ciągu 2 lat  spowodować chorobę 300 mln osób?
Oczywiście wiadomości tych  WHO nie zachowała dla siebie, podzieliła się
nimi, ale to co powie WHO jest  traktowane tak jak wypowiedzi NATO -
powiedzieli no to powiedzieli, wszak muszą coś mówić. Przecież wiadomo, że
obie formacje siedzą w kieszeniach możnych tego świata.
Jak zapewne wszyscy wiecie w XIV przez świat "przewędrowała" dziarsko
dżuma zabijając 200 mln ludzi, w tym 1/3 ludności Europy.
Panujący wówczas we Francji król Filip VI zwrócił się do uczonych pytając
skąd się ta dżuma wzięła, czy może to kara Boża za  grzeszne życie?
Medycy odpowiedzieli, że to nie żadna kara Boża, a dokładniejszą odpowiedź
dali ówcześni astrologowie. Otóż 3 lata przed epidemią była potrójna koniunkcja*
Marsa, Saturna i Jowisza w znaku Wodnika, który jest związany z powietrzem.
Było to tuż po zaćmieniu Księżyca i dwa tygodnie przed całkowitym zaćmieniem
Słońca, co spowodowało wydobycie się z ziemi i wód szkodliwych oparów,
które powstały  podczas koniunkcji tychże  planet i  zmieszały się z powietrzem
zatruwając je. Proste i jasne, prawda?
Ja tam nic nie chcę mówić, ale w marcu tego roku Mars, Jowisz i Pluton były
w koniunkcji w znaku Koziorożca. A zaćmienie Słońca będzie  21 czerwca i
Jowisz z Plutonem w koniunkcji. Chyba nie ma co liczyć na wakacje.
I jeszcze ostrzeżenie dla tych, co dali sobie wmówić, że e-papierosy nie szkodzą
zdrowiu- otóż szkodzą bo w składzie mają:  glikol etylenowy,  formaldehyd,
nitrozoamin, akroleiny, tlenki: propylenu, akryloemidu, aldehydu krotonowego,
akrylonitrylu.  Wszystkie te chemikalia są o dużym potencjale rakotwórczym.
Poza tym wszystkie te e-papierosy są źródłem toksycznej akroleiny powodującej
arytmię serca, miażdżycę naczyń krwionośnych  oraz zakrzepicę.
Brawa dla tych co  doczytali do końca, bo długie to było.

*Koniunkcja- położenie ciał niebieskich i obserwatora w jednej linii




niedziela, 24 maja 2020

Jestem ale.....

......  jakby mnie nie było.
Generalnie jestem  teoretycznie zdrowa, nie mniej endokrynolog mnie ściga.
Ciekawa jestem kiedy  uda mi się do niego  dotrzeć.  Na razie  sama sobie
zwiększyłam dawkę hormonu (zupełnie jak w Polsce) no i jakoś leci.
Określiłabym to, że "średnio dobrze".        
Chwilami czuję się jak maleńka bezludna skalista wysepka na oceanie.
I nie ma to nic wspólnego z tym, że jestem tu sama. Po prostu znów
dosięgnęło mnie życie w swej mniej ciekawej formie. W Polsce kolejna
bliska mi osoba wybiera się w inny wymiar.
Jako zagłuszacz niepokoju stosuję muzykę i są to tanga argentyńskie. Kilka
godzin dziennie tanga w postaci muzyki - nie tańca. Dotychczas  nawet nie
podejrzewałam,  że tyle tang skomponowano.
Tango i walc - dwa tańce najpopularniejsze na świecie.
Wszystkie filmy moich dwóch ulubionych par Argentyńczyków obejrzałam,
 nowych  filmów brak bo jak na razie wszystkie festiwale tanga są odwołane.
A tak się martwiłam, że nie mam się z kim wybrać na berliński festiwal tanga.
Pandemia wzięła chyba sobie do serca mój smutek  i "przybyła z odsieczą".
Pandemia ma się nadal świetnie-  10 maja we Frankfurcie, w ramach luzowania
odosobnienia, w kościele  baptystów odbyła się msza.
 I pandemia zaraz się odezwała -   40 osób ze zgromadzonych na tej mszy
 zakaziło się covid -19.
No i jeżeli ktoś myślał,  że pandemia odpuści to się grubo pomylił.
Ciekawa jestem jak będą wyglądały w tym roku tzw. "wakacje".
Moi zastanawiają się jak wrócić, bo póki co to bezpośredniego samolotu  do
Berlina nie ma. No i jeszcze trwają chyba pertraktacje z Danią w kwestii
otwarcia  jej granic.  Może do końca czerwca coś się wyjaśni.
Chcemy wszyscy razem pojechać nad morze, ale chyba jednak na niemieckie
wybrzeże, tylko jeszcze wciąż jest to logistycznie równanie z 10 niewiadomymi.
Co ciekawe Bawaria, w której pandemia zbierała tak obfite żniwo, zaprasza
nad jeziora. A bawarskie jeziora naprawdę są ładne, jeśli ktoś nie był- polecam.
W sobotę w Berlinie znów protestowali ludzie niezadowoleni z restrykcji, które
obowiązują z powodu pandemii. Efekt- aresztowano 60 osób.
Szczerze mówiąc  w maseczce należy chodzić w miejscach takich jak sklepy
i miejska komunikacja, fryzjer, lekarz.  Można wytrzymać.
Smutne, ale teoria spiskowa, że pandemii wcale nie ma nadal ma się kwitnąco.
Ciekawe tylko z czego tyle ludzi chorowało a nawet zmarło.
A na rozpoczęcie nowego tygodnia podrzucam Wam Santanę i Roda Stewarta .
Dbajcie o siebie, nie dajcie się koronawirusowi!









sobota, 9 maja 2020

Wiosna, panie sierżancie;)

Taki mam widok gdy stoję  na loggii
A przechodzę niemal codziennie obok  kwitnących bzów,
ten jaśniejszy wcale nie pachnie, to skandal

zachwycam się niezmiennie kwitnieniem tego drzewa

i tym
i rododendronami



a dziś już jest pierwsza róża, przedwczoraj jej jeszcze nie było widać

Cała ulica rozbrzmiewa  śpiewem kosów a w krzewach wydzierają się
wróble. Nie widać ich, za to dobrze  słychać.
Miałam pojechać do Ogrodu Botanicznego, ale jeszcze jakoś
psychicznie mnie na to nie stać - za dużo wspomnień.
Jutro ma być 25 stopni ciepełka. A potem- ochłodzenie.
Zdjęcia powiększamy "kliknięciem".












piątek, 8 maja 2020

Zupełnie wyjątkowo......

...................dziś w Berlinie jest dzień wolny od pracy.
W pozostałych  Landach jest to zwykły dzień roboczy.
Berlin obchodzi  dziś 75 rocznicę wyzwolenia od narodowego socjalizmu
oraz koniec II wojny światowej.
Jako niezbyt miła osoba pomyślałam, że to całkiem niezły pomysł, by rocznicę
klęski przerobić w sukces , w owo wyzwolenie się.
Z powodu pandemii  będzie to głównie świętowanie wirtualne. Od 2 maja do
2 września funkcjonuje  online  program "Projekty kulturalne Berlina", czyli
cyfrowa podróż w 1945 rok. Głównym punktem programu jest wystawa
pt. "Do Berlina", czyli wirtualne zwiedzanie zrujnowanego Berlina od
Reichstagu, przez Bramę Brandenburską  aż do byłego obozu Sachsenhausen.
Poza tym Berlin ufundował tablicę upamiętniającą udział polskich wojsk
w wyzwalaniu Berlina.
Ale uroczyste odsłonięcie jest planowane dopiero 2 września - o ile już
wtedy nie będzie obostrzeń związanych z pandemią.
Powiem szczerze - gdy oglądam Warszawę i Berlin właśnie  z roku 1945 to
zawsze czuję ten sami żal - tak samo  szkoda mi i Warszawy i Berlina.
Przedwojenny Berlin był naprawdę pięknym miastem. Resztki tego piękna
widzę nawet na co dzień w dzielnicy, w której mieszkam.
I pomyśleć, że przez zaburzenia psychiczne jednego idioty, jego "idee fix",
cały świat przewrócił się  do góry  nogami.
W przedwojennym Berlinie żyło wielu twórców - muzyków, aktorów,
pisarzy, plastyków - niestety nie dożyli końca wojny, ponieważ według
chorej ideologii byli "niewłaściwej  narodowości".
Bardzo niepokoi mnie ideologia partii obecnie rządzącej w Polsce- zapędy
jej szefa mogą przynieść krajowi zupełnie nieciekawe wydarzenia.
A w niedzielę jest tu obchodzony Dzień Matki. Po raz pierwszy był
obchodzony w 1923 roku. To "ruchome"święto, zawsze jest w drugą
niedzielę maja, a więc  data jest różna.
U mnie  na termometrze +22 w cieniu, ale już od 11 b.m. ma nastąpić
silne ochłodzenie, nawet o 20 stopni. I gdzieś może nawet spaść śnieg.
Właściwie nic  nowego, zdarzało się,że padał śnieg w maju na nizinach.
Miłego weekendu;)


czwartek, 7 maja 2020

Jest susza......

..................   i jest ciepło.
Zima była cieplutka, więc wszelakiego "paskudztwa" jest dostatek.
Lasy Europy  opanował pewien nieduży nocny motyl,  zwany korowódką.
Tych motyli jest kilka  gatunków - jest korowódka  śródziemnomorska,
dębowa i sosnowa. 
Jako że Polska geograficznie jest wciąż w  Europie (politycznie to bardziej
w którejś z "republik bananowych") to pomyślałam , że w szale dyskusji
politycznych nikt nie pomyślał by zwrócić uwagę na niebezpiecznego
dla ludzi i zwierząt niepozornego, nie urodziwego nocnego motyla.
A właśnie teraz się to już wylęgło i aktualnie jest w postaci owłosionej
gąsienicy. Te włoski właśnie to źródło niebezpieczeństwa dla ludzi
i zwierząt.
Włoski mają zaledwie 2 mm długości i wypełnione są toksycznym
 parzącym płynem, thaumatopeiną. Włoski tych gąsienic  kruszą się
łatwo, a że są leciutkie przemieszczają się wraz z ruchem powietrza.
Ten toksyczny płyn  powoduje poparzenie skóry u ludzi i zwierząt,
swędzącą pokrzywkę, toksyczne zapalenie skóry, zapalenie spojówek,
może też wywołać  napad astmy.
Korowódka występuje w lasach i parkach. Pewnie nie jeden raz
widzieliście wędrujący "wąż" utworzony z włochatych gąsienic. Ja
takie gąsienicowe węże widziałam w lasach  sosnowych nad Bałtykiem.
W lasach mieszanych, tam gdzie dużo jest dębów, z pewnością  teraz ją
spotkacie.
W Niemczech, w Nadrenii Północnej Westfalii, aktualnie służby leśne
walczą z korowódką dębową stosując opryski. Jedynym naturalnym
środkiem hamującym  rozprzestrzenianie  się korowódki jest deszcz,
najlepiej obfity, kilkudniowy, ale jak na złość - nie pada.
Lekarze ostrzegają, by zwracać uwagę na dzieci w lesie, a weterynarze
piszą, że po każdym spacerze w lesie czy dużym parku należy obserwować
psie  łapy, głównie opuszki palców. A jeżeli pies ślini się, ma trudności
z piciem lub jedzeniem i jakieś zmiany na nieowłosionej skórze łapek -
czym prędzej trzeba iść z nim do weta, by nie była potem konieczna
nawet amputacja łapy.
Czy wiecie, że na południu Włoch spotyka się już komary widliszki?
I to wcale  nie jest wina Chińczyków - to zmiana klimatu sprowadza
nam te różne niemiłe owady.
 I coś z innej beczki  -coronawirusowej. W Szwecji bardzo zwiększono
ilość wykonywanych testów, co zaowocowało wykazaniem większej
ilości osób zakażonych, ale nie chorych. Śmiertelność z powodu Covid-19
też nie wzrosła. Dzieci nadal w szkołach, z tym, że szkoła, do której chodzą
moje Krasnale jest nietypowa- jest nieduża, bo to szkoła międzynarodowa.
Szwedzi wychodzą z założenia, że lepiej dla dzieci gdy są w szkole.
A korowódka wygląda tak:

A tu w czasie posiłku, sfilmowana w ubiegłym roku:




wtorek, 5 maja 2020

Znów okołowirusowo

Ciągle się ten coronawirus pałęta po świecie. Podoba mu się na tej  planecie.
Dziś wyczytałam,  że na dzień dzisiejszy stwierdzono  na  całym  świecie
3.659.623 przypadki zakażenia tym wirusem, w tym 1.212.955 przypada na
USA oraz 248.301 na Hiszpanię.
Na całym świecie z powodu  choroby Covid-19 zmarło 252.589 osób,
wyleczonych zostało 1.203.733 pacjentów.
W Polsce  zachorowało 14.242  osób,  a zmarło 700 pacjentów.
W ciągu ostatniej doby w Niemczech doszło 685 nowych zakażeń i zmarło
139 osób. Do dnia dzisiejszego zachorowało tu na Covid-19 163860 osób,
a zmarło 6.831 pacjentów.
Brytyjscy i amerykańscy specjaliści ostrzegają, że zbytnie poluzowanie
dystansu i większa mobilność ludzi we Włoszech i USA może szybko
doprowadzić do ponownego wzrostu zakażeń i zgonów z powodu Covid-19.
A ja mam u siebie nowego lokatora - ma  na imię LEŃ  i nie chce się ode
mnie odczepić.
Siedzi mi za uchem i  szepcze - "zostaw, nie rób, to nie zając, nie ucieknie".
Wczoraj przetrzymał mnie w domu, tłumacząc, że pada i wieje, więc po co
wychodzić?
Popatrzyłam na bałagan w pokoju i zaraz mi szepnął: "nie ma sprawy,
nic pilnego, posprzątasz jutro".
Zaczęłam robić naszyjnik i też się odezwał - "zostaw, to nic pilnego".
I tak szepcze  mi za uchem, ale jakoś  milczy jak zaklęty ilekroć włączam
ulubione tanga.
To może posłuchacie moich ulubionych tang?















poniedziałek, 4 maja 2020

3 139 993 wyświetleń......

.........osiągnęła ta  aranżacja Adama Sztaby. To dawna piosenka zespołu Bajm.



Miłego tygodnia.

niedziela, 3 maja 2020

Swing, swing.........

...........czyli muzyka mego dzieciństwa.
Pierwszy kontakt ze swingiem miałam w wieku pięciu lat. Byłam wtedy
w Katowicach, u mojej ciotecznej babki - osoby, która była z zawodu
pedagogiem i to pedagogiem kochającym całym sercem dzieci.
Uwielbiałam u niej bywać, zwłaszcza że jej studiujący wówczas syn
miał niezłą kolekcję płyt z nagraniami Glenna Millera i Duke'a Ellingtona
i w ramach sprawowania opieki nade mną uczył mnie tańczyć. 
Co prawda w domu już nauczono mnie tańczyć walca, ale walc nie był
ulubionym tańcem kuzyna, więc uczył mnie "ładnego kołysania się  do
rytmu". Chyba wtedy utrwaliło się  we mnie  zamiłowanie do ruszania się
w takt słuchanej melodii.
Dostałam też wtedy w  prezencie kilka płyt z nagraniami orkiestry Glenna
Millera. Ale były one  eksploatowane przeze mnie w nieco późniejszym
okresie, w końcówce szkoły podstawowej.
Przez całe lata słuchałam  nagrań Big -Bandu Glenna Millera i miłości
do swingu pozostałam wierna właściwie do dziś.
Glenn Miller urodził się  w stanie Iowa, w miejscowości Clarinda w 1904r.
Swój pierwszy własny zespół muzyczny założył w 1937 roku, a w rok
później założył nowy zespół big-band, z którym brał udział w dwóch
filmach: "Serenada w Dolinie Słońca"  i "Żony orkiestry".
W 1942 roku  wstąpił do wojska i był liderem Reprezentacyjnej Orkiestry
Sił Powietrznych USA- miał stopień kapitana i wraz z wojskiem znalazł
się w Anglii.
Po wojnie miał wraz ze swym zespołem pozostać na stałe w Europie.
 I tu zaczyna się tajemnicza historia - 15 XII.44r ,  wyprzedzając  swój  zespół
Glenn wyleciał  w stronę Francji małym , jednoosobowym samolotem. Miał
lecieć nisko, bo na wyższym połapie wracały z nad Francji  bombowce B-17.
Ale  samolot nigdy nie doleciał do Francji, nigdy nie odnaleziono w Kanale 
La Manche ani pilota ani szczątków samolotu..
Uznano, że być może został trafiony i zatopiony bombami, które jeden z
bombowców musiał w wyniku awarii  zrzucić do Kanału.
W 1983 roku, młodszy brat  muzyka,  Herb Miller, ogłosił, że Glenn Miller
wcale nie zginął w wypadku lotniczym, lecz zmarł następnego dnia w szpitalu
w wyniku raka płuc, a historię z samolotem sam sfabrykował, gdyż chciał
odejść jako bohater.
Kursowała jeszcze jedna opowieść, że zmarł na atak serca w paryskim
domu publicznym.
Miller nie tylko dyrygował orkiestrą, był również kompozytorem, między
innymi w 1939 roku  skomponował "Moonlight  Serenade".


A dla tych co lubią swing  niemal godzina muzyki:
I jak zwykle - "klik ma YT"

czwartek, 30 kwietnia 2020

A może....

...............dojdziecie jednak do wniosku, że tango wcale nie jest takie trudne.
Znalazłam całkiem dobry filmik. Co prawda napisy są w języku francuskim,
ale nie musicie tego czytać i rozumieć ale powtarzać ruchy, które pokazują
instruktorzy.



Znalazłam również polski filmik , znajdziecie tu również adres strony , na
której są dalsze części tego kursu.
A poniżej, na zachętę,  cała "fura" tang - wsłuchajcie się w rytm - to rytm
niemal o leczniczych właściwościach.


Zapewniam Was, że całkiem nieźle sobie radzą z tangiem  nawet osoby, które
z uporem maniaka twierdzą, że to czarna magia i przekracza ich możliwości.
Panowie- tango to taniec, w którym prowadzi mężczyzna, on tu rządzi-
korzystajcie z okazji i porządźcie  trochę  swymi paniami.
Poza tym taniec to bardzo dobry ruch, świetna gimnastyka, to dobre zajęcie
 na przymusowe przebywanie w domu.
A więc próbujcie - to naprawdę nie jest trudne!

poniedziałek, 27 kwietnia 2020

Dla wszystkich.......

......... dla całego  świata


To niezwykły koncert, obejrzyjcie koniecznie na You Tube.
Dziś była premiera, oglądałam to  "na żywo", bo mnie YT powiadomiło
o tym wydarzeniu.

niedziela, 26 kwietnia 2020

Skoro już tak dobrze.....

......idzie  muzycznie, to chcę się z Wami podzielić jeszcze jednym
koncertem, bo wydaje mi się, że nie prędko będzie się można wybrać
gdzieś  na koncert.
A więc- wiolonczelista Stjepan Hauser i jego przyjaciele .
Koncert był w Puli w 2018 roku. To bardzo dobre nagranie.
Koniecznie obejrzyjcie na You Tube, bo tam znajdziecie wykaz
kolejno wykonywanych utworów.

Miłego słuchania w tę ostatnią niedzielę kwietnia.

sobota, 25 kwietnia 2020

A może by tak......

.........posłuchać Beethovena?

Marna ze mnie  babcia, przywiozłam dziecku nuty utworów Mozarta, a o
Beethovenie jakoś  zapomniałam.
Ale może się jeszcze poprawię, tylko niech  ta zaraza minie.

Ludvig van Beethoven to kolejny kompozytor, którego twórczość nadal nas
zachwyca.
Urodził się w Bonn w grudniu 1770 roku.  Pierwsze oznaki talentu
muzycznego  okazywał już jako czterolatek a w wieku lat siedmiu dał pierwszy
koncert w Kolonii.
Od 1792 roku zamieszkał na stałe w Wiedniu.  Koncertował i jednocześnie
komponował.
W latach 1796 - 98 zaczął tracić słuch. Był bliski samobójstwa, oczywiście
przestał koncertować ale nadal komponował.
Pomyślcie- czy to nie okropne- skomponować jakiś utwór i nigdy go nie
usłyszeć?
Z otoczeniem porozumiewał się przy pomocy "zeszytów konwersacyjnych",
dzięki czemu biografowie  mieli nieco ułatwione zadanie pisząc o nim.
Będąc kompletnie głuchym skomponował w latach 1804 - 1810 cztery
symfonie, cztery koncerty, pięć kwartetów, 1 operę.
Zmarł w Wiedniu w 1827 roku.
Wg współczesnych lekarzy przyczyną utraty słuchu i ogólnie dość długiej
dręczącej go choroby było ....zatrucie ołowiem.
Badanie próbek włosów wykazało, że stężenie ołowiu w jego organizmie
 było stukrotnie wyższe od  dopuszczalnego.
Dla tych, którzy lubią Beethovena wybrałam jeszcze jeden film - to
dość długi film, ale  dla ukojenia  nerwów starganych koronowirusem
warto poświęcić dwie  godziny i posłuchać.
 I jak zawsze - posłuchajcie  na You Tube
Miłego weekendu Wszystkim życzę.

środa, 22 kwietnia 2020

Jak zwykle.......

.......niemal o  niczym.
Zauważyłam, że ostatnio piszę głównie  o niczym.
 Miałam   napisać o mojej  fascynacji Leonardem Da Vinci, ale jednak
sobie odpuściłam - ludzie  zajęci  niewygodami związanymi z zarazą nie
są dobrymi czytelnikami takich postów. No więc  wracam do.....zarazy.
W Berlinie od 27 kwietnia  pasażerowie komunikacji miejskiej będą
musieli  być zabezpieczeni maseczkami.
Sądzę, że burka  byłaby całkiem niezłym rozwiązaniem. A jaka wygoda- nie
trzeba  makijażu nakładać na  twarz a i zmarszczek nie widać.
Co prawda świat nieco zabawnie wygląda spoza maleńkich kratek, ale
zauważcie, że i oczęta są chronione.
Można również i tak się przygotować do jazdy którymś z miejskich środków
lokomocji. Można dodać gogle lub okulary dla ochrony oczu.
Co prawda polecają głównie jednorazowe, własnej produkcji maseczki
wykonane z......papieru do pieczenia lub 1 kawałka papieru kuchennego.
Wczoraj zakupiłam aż 4 rolki owego, więc mogę się zająć "produkcją" na
własne potrzeby.
 Co dalej?
Berlińskie kluby i dyskoteki będą  zamknięte do 31 lipca.
Do 24 października będzie obowiązywał zakaz imprez masowych powyżej
5 tysięcy osób. Tak jakby 4,5 tysiąca nie wywołało nowej fali choroby.
Ale dobra wiadomość to ta, że od 4 maja będą czynne muzea i galerie.Hurra!
Mam też  smutną wiadomość dla miłośników piwa - tegoroczny  bawarski
Octoberfest, planowany na 19.IX - 4.X  nie odbędzie się o czym
poinformował burmistrz Monachium. Bawaria została chyba  najbardziej
ze wszystkich  Landów dotknięta chorobą Covid-19.
WHO poinformowała, że nie jest w stanie ustalić w 100% pochodzenia
tego akurat wirusa, choć wiedzą, że jest patogenem odzwierzęcym...
Nie mniej nie jest produktem jakiegoś laboratorium, co rozpowszechniają
liczne teorie spiskowe.
No to jeszcze jedną dorzucę - zapewne mieszkańcy jakiejś wielce odległej
 planety odkryli Ziemię, planetę w sam raz do zamieszkania, więc muszą się
tylko pozbyć jej mieszkańców;)))))
No cóż - my wciąż przeczesujemy Kosmos w poszukiwaniu planety podobnej
do naszej Ziemi, więc inni też to mogą robić. Odkryty ostatnio obiekt
o nazwie Kepler 1649c  odległy zaledwie o 300 lat świetlnych od Ziemi jest
do niej bardzo podobny i prawdopodobnie wspiera rozwój i przetrwanie życia.
Jak widać tylko ciut większa no i różowa  a nie błękitna. Też ładna.
Miłego i Zdrowego dla Was.



piątek, 17 kwietnia 2020

Jakoś

Nie lubię co prawda tego słowa, ale jest właśnie "jakoś", czyli ani zbyt
źle  ani upojnie dobrze.
Słucham muzyki Wolfganga Amadeusza Mozarta i wspominam  swój
króciutki pobyt w mieście-salonie czyli w Salzburgu.
Nie wiem co z tym Mozartem, ale jego muzykę mogę słuchać godzinami,
jakoś się przy niej regeneruję.
Mam wrażenie, że urok  tej muzyki uwiódł  też  starszego Krasnala, który
w wieku 10 miesięcy uwielbiał słuchać fragmentu jego sonaty fortepianowej
No 11 in A major Alla Turca, zwanej popularnie  "marszem tureckim" .
Miałam  wtedy jej fragment wgrany w komórkę w charakterze "dzwonka" i
mały rozpromieniał się ilekroć ją słyszał.


Byłam w Salzburgu  bardzo dawno, bo w 2005 roku. To był bardzo męczący
wyjazd.
Z Monachium jechałyśmy autobusem nad  jezioro Wolfgangsee.
Droga piękna, z Alpami w tle.
Na przystani Ried-Falkenstein weszłyśmy na pokład zabytkowego  parowca
Kaiser Franz Josef I  i popłynęłyśmy do Strobl. Rejs po tym jeziorze jest
naprawdę dużą przyjemnością, parowiec dostojnie płynie od przystani do
przystani a okolica naprawdę śliczna, co możecie  sprawdzić na filmiku,
który znalazłam na YT.

W Strobl  pospacerowałyśmy trochę ścieżką tuż nad samym jeziorem,
dziecię pokazało mi ośrodek, w którym  kilka lat  wcześniej  na kursie języka
niemieckiego, w ramach stypendium które dostała, szlifowała język niemiecki.
Potem pojechałyśmy autobusem do Salzburga.
Wrzuciłam tu filmik, który znalazłam w sieci:

Byłyśmy w Salzburgu poza sezonem turystycznym, do tego  jakoś  tak
w środku tygodnia, więc całkiem nieźle się po Salzburgu dreptało. Nie było
tłumów turystów.
Ogromnie mi się Salzburg podobał. Jest pięknie położony.
Oczywiście Mozart na każdym kroku, aż dziwne, że chodniki nie mają
wymalowanej podobizny kompozytora.
Jeżeli macie zamiar się tam kiedyś wybrać (może w przyszłym sezonie już
będzie można),  to lepiej też jedźcie poza sezonem stricte turystycznym,
żebyście nie zostali zadeptani przez tabuny turystów.
Pamiętam, że do Monachium wracałyśmy pociągiem  i całą drogę marzyłam
tylko o tym, żebym mogła już poleżeć. Niestety, trzeba było jeszcze dojechać
z dworca do  domu.

środa, 15 kwietnia 2020

Okołowirusowo

Najnowsza wiadomość - wg uczonych Harvardu wirus wywołujący chorobę
Covid-19 najprawdopodobniej będzie nas odwiedzać  "sezonowo", podobnie
jak  nasza "stara znajoma" - grypa.
I zapewne będzie nadal taki paskudny i trzeba będzie stosować "izolację
społeczną", ilekroć się ujawni.
Nie mam pojęcia co w tym nowego, bo o tym to już czytałam na samym
początku tej infekcji.
Jeśli idzie o izolację, w kraju w którym mieszkam, to do 3 maja nadal będzie
utrzymany zakaz kontaktów międzyludzkich.
Ale od 20 kwietnia będą otwarte sklepy o powierzchni do 800 metrów, a od
4 maja będą otwarte  salony fryzjerskie, kosmetyczne oraz salony tatuażu.
Restauracje i bary nadal będą zamknięte a mecze Bundesligi będą  przy
pustych trybunach.
Do sklepu chodzę średnio-przeciętnie raz na tydzień i to głównie po te
artykuły, których nie mogę zamówić on line. Dziś mnie nieco dostawa
zawiodła, bo nie dostarczyli mi wody mineralnej.
Jedno co trzeba przyznać - ludzie w sklepie zachowują się świetnie, nadal
się wymieniamy uśmiechami, każdy przestrzega odstępów.
 Oczywiście  wolno wejść tylko z wózkiem a jednocześnie w sklepie może
być aż 5 osób - zresztą jest przezornie tylko tyle wózków.
Nie ma nakazu używania maseczek, które powinny być używane tylko
przez osoby kichające lub kaszlące.
Co do uruchomienia szkół to jeszcze nie za bardzo wiadomo jak  to będzie,
bo zdania są podzielone.
W ramach umilania  nam wszystkim życia wybrałam dziś  do słuchania
koncert fortepianowy nr 1 w tonacji B moll, opus 23 skomponowany
przez Piotra Czajkowskiego.
Jako niedoszłej baletnicy twórczość Czajkowskiego jest mi bardzo bliska-
balet "Jezioro Łabędzie" mogę  oglądać i słuchać regularnie co tydzień,
podobnie jak i dwa pozostałe balety "Śpiąca królewna" i "Dziadek do
orzechów".
A z oper widziałam tylko "Damę pikową". A i to nie w polskiej operze.
Czy wiecie, że Czajkowski wpierw uzyskał dyplom prawnika i nigdy
nie pracował w wyuczonym zawodzie? Zamiast podjąć pracę prawnika
i objąć zaproponowana mu posadę  mając 21 lat , w 1861 roku, rozpoczął
edukację muzyczną i po ukończeniu akademii muzycznej był wykładowcą
w konserwatorium moskiewskim.  Zmarł w 1893 r  mając 53 lata.
Koncert, który Wam prezentuję jest moim ulubionym. Ciekawa jestem
jak Wam się spodoba.

Jak zwykle proponuję byście odsłuchali na YT.