drewniana rzezba

drewniana rzezba

piątek, 29 grudnia 2023

Święta, święta i.....

                     ...... i po świętach.

Szalenie "rozmazany" jest tegoroczny  grudzień - w dniu wigilii truchtałam  do córki w gęstej mżawce, powrót też był urozmaicony mżawką - niby nieco mniejszą,  ale cieszyłam  się, że jednak mam parasolkę.

Jak już  zapewne  wszyscy zaglądający tu wiedzą, to święta  wszelakie traktujemy jako dzień wolny od pracy i okazję do spotkania i posiedzenia w rodzinnym  gronie. I nikomu  w tym gronie  nie przeszkadza, że jedna babcia jest protestantką  ( chyba luteranką), druga  ateistką a część współbiesiadników zupełnie nie ma nic  wspólnego z jakimkolwiek wyznaniem. Jakoś ten fakt nie przeszkadza nam siedzieć razem przy jednym  stole  i jeść to co kto lubi lub co może, bo nie każdy może wszystko jeść z uwagi na stan swego zdrowia.  

Prezentów jak zawsze było multum, chłopcy jak  zwykle mieli ich najwięcej. Mnie się trafiły Puzzle, bym miała przy  czym posiedzieć w dni,  w których wyjście  z domu jest wielce problematyczne z uwagi albo na moje ostatnio kapryśne  zdrówko albo z uwagi na pogodę. Dostałam do ułożenia reprodukcję obrazu Claude Moneta "Lilie wodne". Po ułożeniu będzie  wielkości 48 x 68 cm i powieszę go sobie na ścianie w  dziennym pokoju:

 

Z rzeczy bardziej użytecznych  dostałam szafkę-kombajn do kuchni bym miała w jednym  miejscu pojemniki na posegregowanie śmieci. Bo dotychczas były upychane w workach foliowych leżących w różnych kątach kuchni.

                                                      


Ten kwiatek na niej stojący to ubiegłoroczna poinsetia, która niestety  już w tym roku nie wybarwiła swego "czubka", bo nie  spędziła 2 lub 3 miesięcy w chłodnej i ciemnej piwnicy. A takie jej potraktowanie sprawiłoby  jej powtórne zakwitnięcie - podobno.

Pomimo tego miałam przez cały grudzień taką miniaturową poinsetię - kolorowe listki były łaskawe opaść właśnie w dniu wigilii, czyli roślinka odegrała  rolę kalendarza  adwentowego, a prezentowała  się tak:


Tu stoi na opakowaniu "herbacianego kalendarza  adwentowego".

W drugi  dzień świąt  byliśmy na koncercie  pieśni gospel w stosunkowo niedalekim kościele. To była prawdziwa uczta dla naszych uszu. Zespół był nieduży, zaledwie 4 mężczyzn i dwie kobiety, wszyscy o odmiennym od  mojego kolorze  skóry, ale występ  był SUPER!!!!  Wszyscy słuchacze wyklaskiwali rytm, dreptali w miejscu i gdyby nie ławki  w kościele to normalnie wszyscy by tańczyli. Zaśpiewali też moją ulubioną kolędę,  już od lat  " międzynarodową kolędę"  pt."Cicha Noc".

Tekst do niej napisał po niemiecku w 1816 roku wikariusz z  Salzburga, a muzykę skomponował jego przyjaciel Franz Xavier Grubber w 1818 roku. Była to pierwsza pieśń religijna napisana w języku narodowym, czyli niemieckim  a nie po łacinie. Dziś jest znana nieomal w każdym języku świata i przetłumaczona  na wiele języków.

A tekst i melodię tej przepięknej kolędy rozpowszechniły dwie  tyrolskie  rodziny- Rainerów z Fugen i rodzeństwo Strasserów z Hippach. Śpiewali ją w trakcie swego pobytu w Nowym Jorku i w...Petersburgu.

Kolęda ta po raz pierwszy zabrzmiała w 1818 roku w Obendorfie, śpiewana przez Mohra i Grubbera-  Mohr akompaniował na  swej gitarze.

Dziś ową gitarę można obejrzeć w Muzeum  Cichej  Nocy w Hallein.

A ja z wielką niechęcią myślę o Sylwestrze bo zakazy strzelania zakazami, ale dopóki nie  zaczną tym strzelającym łbów ucinać lub przynajmniej zsyłać ich do kamieniołomów to będę hałasować i dręczyć tym ludzi oraz niewinne zwierzaki.

Wszystkiego lepszego dla Was  w  nadchodzącym   NOWYM ROKU !!!!!!!!



poniedziałek, 18 grudnia 2023

Już za chwileczkę.......


..........niemal za momencik, przy choince życie będzie  się kręcić,  więc:



                                                                Wesołych Świąt

niedziela, 10 grudnia 2023

Pobawiłam się troszkę

 Nie powinnam  była  "wchodzić w koraliki" - bo znów pewnie wpadnę w koralikowe  sidła. Zrobiła mi się ważka i motylek.



Nałóg to nałóg - nic na  to nie poradzę. A wszystko przez to, że chodzi za mną zrobienie bransoletki.

Typowy grudzień?

 Typowy grudzień w Berlinie - czyli za oknem + 7 stopni pana Celsjusza i pada ....deszcz,  a  może raczej jakaś namolna mżawka, baaardzo drobniutka. A ja oglądam namiętnie co odkrył mój ulubiony Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba.




I nikt mnie nie zmusi bym wyszła  z mieszkania.

Filmów z tegoż Teleskopu jest całkiem  sporo. Poza tym szalenie dawno wysłane w Kosmos dwie sondy Voyager nadal działają i to jest  zadziwiające.




Milszego niż u mnie weekendu ( w kwestii pogody) życzę Wszystkim!!!!

piątek, 8 grudnia 2023

Czasem coś robię......

                            .........ale  ostatnio szalenie rzadko.  Ze trzy dni myślałam, dwa  dni dłubałam i wydłubałam  "coś" pod  choinkę  dla drugiej babci.  Wyszło takie  coś:

                                                               


Jeszcze nigdy nie oprawiałam kamienia  w metalowy łańcuszek naszpikowany drobnymi koralikami. Tymi koralikami to ja  go naszpikowałam.

W planie miałam  "popełnić" bransoletkę, ale  bransoletka musi mieć konkretny wymiar a bardzo trudno "zdjąć  wymiar"  gdy "obiekt" jest oddalony o  ponad 400 kilometrów od Berlina. No i wtedy poza tym nie byłoby  niespodzianki. 

Zdjęcie jest przekłamane kolorystycznie  bo kamyk nie jest niebieski ale bardziej wpada we  fiolet - jakiś taki  "łamany" kolor.

Miłego weekendu Wszystkim!!!!!

czwartek, 7 grudnia 2023

Zima ......

                          .........to pora  roku, która wyraźnie mi nie  służy. 

I nigdy mi nie  służyła i nigdy zimy nie lubiłam. I nadal nie lubię. Zapewne  gdybym nie czytała to pewnie bym  zimą popełniła samobójstwo. Ostatnio uzupełniałam  sobie  wiadomości o wojnie o sukcesję hiszpańską w latach 1701 - 1714, bo jakoś zupełnie  nie kojarzyłam  bym się o tym uczyła w  szkole. A w wojnie tej brały udział: Wielka Brytania, Holandia, Austria , Sabaudia, Francja, Hiszpania, Bawaria, Kolonia - a szło o władztwo nad  Hiszpanią i o dominację w Europie, bo właśnie ówczesny król Hiszpanii był bezpotomny.  I zapewne, gdybym  nie zajrzała w  wiadomości archeologiczne nadal bym o tej wojnie  nie wiedziała, jako że historia w czasie pobierania nauk wszelakich nie była wcale moim ulubionym przedmiotem. Bo, jak uważała  cała moja  rodzina, zawsze  zajmowałam  się głównie tym co mało w życiu potrzebne - np. rysowanie, malowanie, różne wytwory  ręczne.

Ale  wracając do tej wojny - toczyła  się nie  tylko w Europie ale głównie na terenach skolonizowanych, bo jak  wiadomo kolonie były bogactwem samym  w sobie.  I właśnie ponad trzysta lat temu u Wybrzeży Kolumbii zatonął hiszpański galeon o wdzięcznej nazwie "San Jose". Ów "Święty Józef" był galeonem hiszpańskim i ponoć przewoził "bogactwa" w postaci  złota i drogich kamieni, które na dzisiejsze wyceny są warte 15 - 20 miliardów dolarów.  

San Jose był trójmasztowcem, miał 64  działa a był zwodowany w 1697 roku. Zatopiony  został w 1708 roku podczas bitwy pomiędzy Anglią a Hiszpanią, w pobliżu miasta Cartagena de Indias w Kolumbii. Z jego załogi, która liczyła około 600 ludzi przeżyło zaledwie  kilku marynarzy.

Statek przewoził złoto, srebro, klejnoty, kolekcję królewskiej  ceramiki, chińską porcelanę. San Jose był przez  wiele lat poszukiwany przez różnych poszukiwaczy  skarbów, ale dopiero w 2015 roku amerykańska firma Sea Search Armada odnalazła  wrak. W ramach przeszukiwania  wraku ustalono, że kula  armatnia trafiła galeon w miejsce składowania  prochu pod pokładem i statek wyleciał w powietrze. Dziś leży na głębokości ok. 600 metrów.

Wydobycie tego wraku wcale nie  będzie proste, a Kolumbijczycy liczą, że jego wydobycie może pochłonąć minimum 70 milionów  dolarów.

W 2018 roku ONZ do spraw Oświaty Nauki i Kultury poleciła  Kolumbii aby nie podejmowała na  własna rękę działań wydobycia  wraku.  

Według  ekspertów na dnie znajduje  się około 200 ton złota, srebra, szmaragdów i innych kosztowności.

Przedstawiciele  rządu Kolumbii oświadczyli, że cały skarb trafi do zbiorów Muzeum Narodowego.

 Nie wiem czy San Jose akurat tak wyglądał, a na  zdjęciu jest hiszpański galeon Nuestra Senora del  Juncal. Zdjęcie ze  strony Gazety Wyborczej z marca 2020r.  Ale na pewno dość podobnie, bo też był trójmasztowcem.

A poniżej jeszcze  jedno zerknięcie  jak wyglądał trójmasztowy galeon:


Zdjęcie  ściągnęłam ze strony Kuriera Galicyjskiego z dnia 24.III.2014 roku.

Marzy  mi się ( jak zwykle  głupota, bo rzeczy mądre rzadko mi się marzą) bym mogła kiedyś zobaczyć taki galeon pod pełnymi żaglami.

Weekend  blisko, a więc miłego weekendu dla Was!!!





wtorek, 28 listopada 2023

Bez słów.......

                     ..........bo nie o tym marzyłam!!!!


No i napadało "to białe"  zamiast zwykłego  deszczu i nawet jest aż -1 stopień "ciepła"!!!!  Chyba się zakopię z powrotem w ciepłym łóżeczku.

 

sobota, 25 listopada 2023

Shopping in Berlin

 Jestem pół żywa- z domu wyszłam o 13,30, do centrum  handlowego dotarłyśmy z córką jeszcze przed godziną 14,00 bo to tylko trzy przystanki metrem  a z domu  do metra doczłapuję  się bez pośpiechu w 5 minut spacerkiem i o 18,45 dotarłam do domu. A wszystko przez  to, że zamarzyło mi  się by kupić sobie w  sklepie  z japońskimi ciuchami cieplusie spodnie dresowe i  w Galerii Karstadt nowy  wózek na  zakupy, jako że noszenie zakupów mi nie  służy, a dotychczasowy  wózek był  co prawda bardzo ładny, ale jakoś mało trwały-przetrzymał tylko 5 lat eksploatacji. Tak naprawdę to byłyśmy raptem w trzech sklepach, które były bardzo blisko siebie. A  w galerii wzmocniłyśmy się kawusią, co nie  zajęło nam wiele  czasu.

 Ludzi było mnóstwo, bo "czarny piątek" obowiązywał również  dziś - no i dobrze- dzięki temu wózek na  zakupy kosztował mnie mniej o 11,00 €.  Modeli wózków zakupowych było przynajmniej pięć. Ja  się "zrujnowałam" na 43,00€, ale były też wózki w  cenie 160,00 €- ale nie były to modele "samojeżdżące" do  sklepu  a poza tym też trzeba było je samemu w  mieszkaniu rozpakować.

W budynku mojej ulubionej galerii handlowej mnóstwo sklepów jest nieczynnych - stoją puściutkie, a ich oszklone  ściany pokryte  są białą farbą.  Całe  III piętro, w którym było pełno  małych barów jest już od  dawna nieczynne - nie ostał się po 2 latach pandemii  ani jeden  bar. A tam dobrze karmili i ceny nie powalały.

Jedno jest pewne - ci co chcieli by koszty produkcji były jak najniższe mocno przedobrzyli przenosząc produkcję do Chin, Pakistanu  i innych krajów,   w których są niskie koszty produkcji - jest nadprodukcja wszystkiego. Kilometry  stelaży ze  wszystkim, ale w kolejce  do kasy  nie  stało się dłużej niż 5 minut, co oznacza, że więcej ludzi oglądało niż kupowało. Krążenie po salach pełnych  towaru zapewne  jest dla niektórych niezłą  rozrywką, zwłaszcza, że dziś pogoda była  raczej  barowo- kinowa  bo temperatura  nie  rozpieszczała nie przekraczając +2 stopni a do tego przelatywały co jakiś  czas mżawki.

Miłej niedzieli dla Was. 

I taka  ciekawostka :


 Panowie koncertowali w Berlińskiej Filharmonii - mnie   się podobało.

 


piątek, 24 listopada 2023

Jeszcze jest piątek........

                                ..........więc dzień pisania o tym co odległe, trudne do ogarnięcia i, jak mawia moja znajoma,  nikomu tym pisaniem  frajdy nie  czynię. Wiem - wredna po prostu jestem, bo będzie o UFO.Na początek trochę historii:

7 maja 1989roku południowo-afrykańska fregata "Sa Tefelberg" przekazała  do bazy wiadomość, że widzą  niezidentyfikowany obiekt, który porusza  się z prędkością 5 tysięcy mil na  godzinę w  stronę wybrzeża. Południowo-afrykańskie  siły  powietrzne natychmiast wysłały dwa myśliwce Mirage by ten dziwny obiekt przechwycić. Lotem myśliwców  dowodził dowódca  eskadry, porucznik Gozen.

Obserwowany obiekt wleciał w przestrzeń powietrzną Republiki Południowej Afryki. Zdaniem obserwatorów nie był to meteoroid  ani jakikolwiek znany lotnikom  statek powietrzny, nie był to też  samolot a manewry które wykonywał były  zadziwiające.

Piloci dostali rozkaz  zestrzelenia tajemniczego obiektu i rozkaz wykonali. Srebrzysty  dziwny obiekt miał jednolitą obudowę, "bezszwową", nie posiadał iluminatorów, a wewnątrz  niego były bardzo dziwne dwa  stworzenia humanoidalne, z którymi nie można  się  było porozumieć. Brak im było niektórych narządów wewnętrznych za to zanotowano, że obecność substancji przypominającej chlorofil. Owe humanoidalne stworzenia oraz  całą  aparaturę przetransportowano do  USA.  Jeden z nich, ranny,  zmarł w kilka  dni później, drugi we  wrześniu 1989roku.  Sekcja  wykazała, że owo stworzenie nie posiadało wątroby, nerek,   żołądka za to miało dużo  tętnic i substancję przypominającą  chlorofil.

Całą tę  historię  znamy dzięki Van Groyenowi ( brał udział w tej operacji), który naruszył obowiązek  zachowania tajemnicy, bowiem był zdania, że zachowanie tej tajemnicy byłoby zdradą  wobec  ludzkości.Van Groyen brał udział w operacji Srebrny Diament.

Wielu osobom nasuwa  się wniosek, że istnieje globalna tajemnica, która być może jeszcze  wiele lat będzie przed ludźmi skrywana. Może po prostu uznano, że nie jesteśmy jeszcze gotowi na prawdę o tym co kryje  się poza granicami naszej planety.

A ostatnio dyrektor  Biura Analizy UFO rządu USA oświadczył, że  istnieją "dowody" na niepokojącą aktywność Niezidentyfikowanych Obiektów Latających, zaś  fizyk Sean Kirkpatrick, który kieruje Biurem Rozwiązywania Anomalii we Wszystkich Dziedzinach,  twierdzi że to niepokojące zjawisko UFO można przypisać  albo Obcym Cywilizacjom albo innym ale jak najbardziej ziemskim  krajom.

A niejaki David Grusch, były urzędnik wywiadu, który prowadził analizę niewyjaśnionych anomalii (UAP) w agencji Departamentu Obrony USA , zarzuca  rządowi USA posiadanie pojazdów pochodzenia nie-ludzkiego i zatajanie informacji o nich przed Kongresem i że taka sytuacja trwa od dziesięcioleci. Na dodatek Jonathan Grey, aktualny urzędnik wywiadu USA w National Air and Space  Intelligence  Center potwierdził istnienie "egzotycznych materiałów", dodając enigmatycznie - "nie jesteśmy  sami".

W 2021 roku po wycieku materiałów wojskowych, które pokazały niewytłumaczone  zjawiska na niebie Pentagon opublikował raport, że ponad 140 przypadków z UAP nie potrafiono wyjaśnić.

No i w efekcie temat pozaziemskich technologii pozostaje nadal otwarty i jest systematycznie "zamiatany pod  dywan".

Pomyślałam, że  wszystkie  rządy na świecie straszliwie  się zawsze "nazamiatają pod dywan" by ukryć albo swą niezaradność albo swoje nieczyste interesy. Ciężki kawałek  chleba!

Życzę  Wszystkim miłego weekendu, bez deszczu, śniegu, wiatru i przymrozku!!!! U mnie +2 i przelatuje "śniego-deszcz".




sobota, 18 listopada 2023

Dopiero co.......

 .........pisałam tu o Saturnie, bo to temat dla mnie znacznie mi milszy niż roztrząsanie co pewien  starzec  miał na myśli ubliżając rodakom.

A więc  wracając  do Saturna- dziś wyczytałam, że międzynarodowy zespół astronomów korzystający z Kosmicznego Teleskopu Hubble'a  zaobserwował dziwne  smugi na jego pierścieniach. Pojawiają się one  wtedy, gdy Saturn zbliża  się do równonocy. Tyle  tylko, że nikt  nie wie dlaczego się one pojawiają.

Na  Saturnie są cztery pory roku, a jeden rok na Saturnie jest dłuższy   niż rok ziemski a na  dodatek każda pora  roku trwa około siedem lat ziemskich. Wyobrażacie  sobie zimę trwającą siedem lat?  Ja po dwóch  miesiącach mam  zimy dość po koniuszki włosów.

W trakcie  równonocy pierścienie  Saturna są skierowane w stronę Słońca i wtedy owe "smugi" na pierścieniach są najjaśniejsze. 

Kiedy na Saturnie zbliża  się przesilenie letnie lub zimowe owe  smugi znikają.

Następna, najbliższa równonoc jesienna na północnej półkuli Saturna nastąpi 6 maja 2025 roku. I w trakcie zbliżania  się tego momentu owe  dziwne smugi staną się znów bardziej widoczne. Seria  zdjęć z Teleskopu Hubble'a połączonych w  całość ( robionych w odstępie 4 minut) ukazała jak te dziwne  smugi obracają  się wokół Saturna. Jak zmierzono to szybkość  ich obrotu  nie pokrywa  się z obrotem pierścieni ani polem magnetycznym planety.  W ramach  dociekania czym  są te  dziwne  smugi wysnuto teorię, że te  smugi są cieniem lodowych  chmur.

A tak w ogóle owe  smugi po raz  pierwszy zostały odkryte przez misję NASA Voyager na początku lat osiemdziesiątych XX wieku.  Nowy program Hubble'a tworzy  archiwum danych o zewnętrznych planetach Układu Słonecznego i będzie gromadził dane wizualne i spektroskopowe i być może z czasem dowiemy  się więcej o tym dziwnym "smugowym zjawisku".

Tylko jakoś nie mogę się doczytać co z tych danych będzie  miał podatnik.Czy głodni dzięki tej wiedzy będą najedzeni a bezdomni będą mieli gdzie  zamieszkać?


Miłej niedzieli  Wszystkim!!!


czwartek, 16 listopada 2023

Koncepcja poznania ucieleśnionego.....

                                             ..........czyli  założenie, że nasz umysł i  ciało są ze  sobą ściśle powiązane.

By sprawdzić realność tej koncepcji  132 uczestników trzech koncertów muzyki klasycznej ( w programie słuchali dzieł Bethovena, Brahmsa i Bretta Deana. Brett Dean to współczesny kompozytor). Jako osoba  mało wyrobiona  muzycznie pierwszy raz widzę to nazwisko i z żadnym utworem mi się nie kojarzy.

Uczestnicy biorący udział w tym eksperymencie mieli zamontowane na ciele przenośne kamery i czujniki, a ich reakcje fizyczne były rejestrowane. Ponadto każdy z tych słuchaczy wypełnił kwestionariusz, który pozwalał ocenić badaczom osobowość badanego, jego poziom  zadowolenia po koncercie i nastrój.

Wyniki ukazały statystycznie istotną  synchronizację między uczestnikami tego koncertu, zwłaszcza w odniesieniu do tętna i przewodnictwa  skóry oraz wykazały  synchronizację ruchu  ciał, choć oświetlenie  sali było mocno  przyciemnione i był zachowany dystans  pomiędzy uczestnikami badania, tak by nie mogli wzajemnie widzieć  swych  ruchów.

Badanie  wykazało również, że  cechy osobowości  mają  wpływ na poziom  synchronizacji. Osoby otwarte na  nowe doświadczenia i ugodowe częściej synchronizowały  się słuchając muzyki, a osoby o wyższym poziomie neurotyczności  i  introwersji rzadziej doświadczały tej  synchronizacji.

Wyniki te  wskazują na  silny wpływ  muzyki na  spójność społeczną  i pozwalają wysnuć wniosek, że  efekt synchronizacji może być jeszcze silniejszy w innych gatunkach  muzycznych oraz w innych formach  zbiorowych  akcji,  takich jak publiczne parady lub przemarsz wojska z muzyką marszową.

No i teraz  wiem dlaczego nie lubię różnych zbiorowych  akcji i dlaczego kiedyś ku zgorszeniu  innych, którzy popadli w  ekstazę na koncercie zespołu  Czerwono - Czarni i wyli  razem z  zespołem wywijając marynarkami lub kurtkami - ja  stamtąd truchcikiem "wyciekłam".

Po prostu jestem neurotyczką  i introwertyczką. O tym, że jestem introwertyczką to już wiedziałam, a teraz dowiedziałam się że i neurotyczką. 

Miłego weekendu Wszystkim -  bez  deszczu, wietrzyska i zimna!!!!!

  

I może tym razem trochę takiej muzyki?



wtorek, 14 listopada 2023

Jak co roku.......

                ........ muszę udowodnić ZUS-owi, że nadal jeszcze  żyję i w  związku z tym przesyłana  na moje konto bankowe emerytura nadal jest  mi niezbędna do funkcjonowania. 

W tym  celu delikwent  musi  wypełnić odpowiedni druczek, który mu ZUS przysyła a ktoś upoważniony (Konsulat ew. Notariusz) musi potwierdzić  na nim własnoręczność podpisu delikwenta, ewentualnie jego opiekuna a następnie należy ów wypełniony i poświadczony druczek przesłać do macierzystego oddziału ZUS w Polsce - najlepiej listem poleconym, żeby mieć  "w razie czego" dowód, że  się taki list wysłało.

W poprzednim  roku ZUS już się nieco "zeuropeizował" i można  było odbyć e-wizytę, co jest możliwe dla tych, którzy mają założone poprzez ZUS konto PUE. Gdy ma  się takie konto wiele spraw można załatwić  drogą elektroniczną. Pomijam już fakt, że część  społeczeństwa czyli prywatni przedsiębiorcy, od niedawna mają obowiązek posiadania konta PUE.  

Gdy po śmierci męża musiałam wpaść do Polski w sprawach bankowych pojechałyśmy z córką do Szczecina i przy okazji "wpadłyśmy" do tamtejszego ZUS-u. Co prawda gdy weszłyśmy do tamtejszego ZUS-u to nam na moment mowę odebrało na widok ilości interesantów, ale pobrałyśmy numerek i po odczekaniu 20 minut dostąpiłyśmy do odpowiedniego okienka. Założenie konta trwało  siedem minut łącznie z "dzień dobry i do widzenia"  i jak się okazało był to przysłowiowy strzał w dziesiątkę.

Już w ubiegłym roku miałam pierwszą e-wizytę, dziś odbyłam kolejną i była jeszcze fajniejsza niż w roku ubiegłym,  a ponadto jest szansa, że w następnym  roku (zakładając, że dożyję)  nie będzie już takiej potrzeby, bowiem podałam w ZUS-ie  swój numer , który mam w tutejszej Kasie Chorych i ZUS przewiduje, że w przyszłym roku, już całkiem po europejsku, informację czy jeszcze żyję zasięgnie  sam w "mojej" niemieckiej Kasie Chorych.  Bo tu jest tak zorganizowane, że gdy ubezpieczony (każdy jest, bo musi a Kas Chorych jest jak gwiazd na niebie)   przeniesie się w inny wymiar to przedsiębiorstwo pogrzebowe poinformuje o tym fakcie Kasę Chorych  zmarłego, bo takie są tu obyczaje. I byłoby świetnie, gdyby te przewidywania się sprawdziły.

Pogodę to mam "nieszczególną", wieje jakby na  zamówienie  dla  wisielców, termometr wskazuje aż 13 stopni,  ale odczuwalna temperatura jest znacznie niższa i na dodatek "przelatują" deszcze.

 

Moja podwórkowa brzoza "sieje" liście, ale jeszcze ich ma  sporo, a w oficynie pomimo paskudnej pogody, dzięki  "opakowaniu" nadal trwają prace na dachu. I mam podejrzenie, że jeszcze  długo potrwają bo oprócz tych prac na  dachu trwa przeróbka źle wykonanych podczas rewitalizacji szybów wentylacyjnych, które muszą być przerobione, bo ich stan obecny grozi rozprzestrzenianiem się pożaru i ci co mieszkają w oficynie mają w mieszkaniach prace budowlane. No a po zakończeniu prac z tymi szybami i złożeniu do kupy nowego dachu, w którym ponoć będzie i część mieszkalna, budynek ma być ocieplany. Pewnie całą zimę będę miała takie  atrakcje.

A na większości ulic w mojej okolicy znacznie więcej jest liści na chodnikach niż na drzewach. Jedynie  dęby burgundzkie stoją ustrojone w brązowe liście, które  zrzucą gdy.....zacznie  się wiosna. Gdy te  dęby zaczynają zrzucać liście to znak, że wkrótce  zacznie  się wiosna.

Miłego nowego tygodnia - Wszystkim!!!!


I moje ukochane Liber tango - może i Wam  się spodoba?




czwartek, 9 listopada 2023

Piątek ........

          ..........więc o rzeczach nieco nieziemskich  będzie.

Czytam o tym i piszę z pełną premedytacją,  jako że sytuacja w światowej polityce ( nie będę pokazywać palcem na mapie) jakoś nie napawa mnie optymizmem i może lepiej poczytać o Kosmosie?

                                                       Portret Saturna - zdjęcie z  sieci
 

4,6 miliarda lat temu, gdy nasz Układ Słoneczny był jeszcze  młody, powstał Saturn. To taka nieco śmieszna planeta z pierścieniami i do tego bogata w księżyce, których ma ponad 80 i  owe pierścienie  wraz z księżycami orbitują wokół Saturna.  A panowie astronomowie odkryli, że jeden z księżyców Saturna, bardzo  duży księżyc o wdzięcznym imieniu Tytan coraz  bardziej oddala się od Saturna i to w tempie 100 razy  szybszym niż  to kiedyś przewidywano i już znajduje się 1,2 mln kilometrów od Saturna i gdy nadal będzie  się tak oddalał może odlecieć w przestrzeń kosmiczną.

A w centrum Drogi Mlecznej, w pobliżu czarnej  dziury, międzynarodowy zespół astronomów odkrył nowo narodzoną  gwiazdę. Z kolei grupa  astronomów z Uniwersytetu w Bolonii znalazła dowody na  to, że Wielki Obłok Magellana pochłonął kiedyś inną galaktykę.

Poza tym w układzie Proxima Centauri, zaledwie 4,2 lat świetlnych od nas znaleziono wśród krążących wokół tej  gwiazdy planet taką, która ma  zasoby wody przewyższające zasoby wodne  Ziemi. Oznaczono ją literką B. Owa planeta  krąży wokół gwiazdy macierzystej w obszarze  bliższym niż tak zwana  linia  lodu, co może  świadczyć o tym, że jej powierzchnia jest zbyt gorąca dla  większości znanych nam form życia. Ale  spokojnie, panowie  astronomowie nadal będą to badali.

                                                 Proxima  Centauri - zdjęcia z sieci.
 

A w czasopiśmie Astrophysics podano wiadomość, że przez "naszą" Drogę Mleczną wędruje,  a raczej pędzi czarna  dziura, czyli olbrzymia studnia  grawitacyjna pochłaniająca i rozrywająca  wszystko co spotka na  swej drodze. A wiemy o  tym dzięki teleskopowi Hubble'a. Jak na  razie to owa czarna dziura jest oddalona 5200 lat świetlnych od  Ziemi. Jest dużym obiektem, o masie gwiazdy. Wykorzystując mikro soczewkowanie grawitacyjne panowie  astronomowie dokonali ośmiu  oddzielnych obserwacji i po dokładnej analizie  wszystkich badań doszli do  wniosku, że na razie nic nam od owej wędrującej czarnej dziury  nie  grozi, chociaż  ma masę 7,1 razy większą niż Słońce i pędzi z szybkością 45km/sek. A takich czarnych  dziur są zapewne miliony.

Miłego, bezdeszczowego weekendu Wszystkim życzę!!!



czwartek, 2 listopada 2023

Coś miłego dla......


                        ......dla oka na  jesienne  dni, czyli fotki z "ferii wykopkowych" moich wnuków.

Na początek - widok z hotelu, w którym się zatrzymali:

 



Tak  się prezentuje Katedra
A to wschód księżyca

 A ostatnie zdjęcie to wyrażenie żalu, że trzeba  już wracać do Berlina. 

Ale, żeby było  zabawniej, to nie ma bezpośredniego połączenia lotniczego Malty z Berlinem. A najnowsze lotnisko w Berlinie jest naprawdę ogromne, więc nie mam nawet bladego pojęcia czemu wpierw trzeba się przemieścić kilka godzin pociągiem z Berlina do Monachium i dopiero stamtąd można lecieć na Maltę.

Wczoraj przeżyłam chwile  niepewności - akurat zdążyłam wyjść z metra w okolicy "mojej" przychodni stomatologicznej i przed wizytą odwiedzić sklep Rossmanna, gdy nagle wkopał mnie w chodnik ryk wielogłosowy karetek pogotowia ratunkowego i w okolicę zejścia do metra zjechało się  chyba  z 10 karetek Pogotowia  Ratunkowego oraz samochody policji. Popatrzyłam na  wszystko tak z odległości 70 m i poczłapałam do dentystek. Tam  z okna 4 piętra w dalszym ciągu widziałam  tylko "zgromadzenie" karetek pogotowia i ich migające światła , ale już przynajmniej nie wyły.  Czekając na wizytę zastanawiałam  się gorączkowo jak ja trafię do swojego domu, jeżeli w metrze była jakaś "masakra" i nie będzie kursowało. Nie da  się ukryć, że berlińskie  metro jest podstawowym i względnie nieźle opanowanym przez  mnie środkiem przemieszczania się po mieście.  Po tej pandemii o taksówce to już  tylko można pomarzyć  - po prostu bardzo wiele osób przestało  w  tym biznesie funkcjonować.   A w  kwestii mego uzębienia - wychodzi na  to, że ze 2 godziny dziennie będę traciła na zajmowanie się własnymi zębami. Najbliższą kontrolę mam na początku grudnia, kolejny termin na początek lutego. 

Gdy już wyszłam od  dentystek, koło metra stała 1 karetka, nie wyła, nie migała światłem. A metro kursowało jak należy. I  nadal nie wiem co to za  atrakcje były z tym tłumem karetek pogotowia.

Miłego, nadchodzącego weekendu- Wszystkim!!!!






niedziela, 29 października 2023

Prywata, czyli....

                  ........post napisany z myślą o Serpentynie i Jej oraz moim ulubionym lecz  niestety już będącym  w Innym Wymiarze pisarzu.

                                                         


                       To co widzicie na tym  zdjęciu to nie jest dziurawy mur, ale pismo klinowe. Niestety nie  mam  nawet bladego pojęcia co tu jest napisane, mam tylko nadzieję, że nie jakieś niecenzuralne słowa.

Sztuczna Inteligencja ( AI)  to coś, co zawsze  wywołuje u  mnie  mieszane uczucia, czyli takie, które odczuwa ktoś kto widzi jak jego nielubiana  teściowa wylatuje na  zakręcie  drogi w przepaść jego nowym, ulubionym  samochodem.

Ostatnio ową AI panowie naukowcy z Izraela  "nauczyli" tłumaczenia tekstów pisanych pismem klinowym. Wstępne próby wykazały, że AI działa  z dość  dużą dokładnością.

Tłumaczenie pisma klinowego łatwe  nie jest  - czasem nawet trudniejsze niż zrozumienie co jakiś polityk Kraju nad Wisłą  miał na myśli popisując  się  elokwencją i ględząc do mikrofonu.

Bardzo  mnie ta wiadomość o nauczeniu AI odczytywania pisma klinowego zainteresowała bo nadal  jest mnóstwo starożytnych tabliczek glinianych zapisanych pismem klinowym a dobrze "wytresowana"  AI jest dokładniejsza w odcyfrowywaniu tekstu niż człowiek- lepiej widzi i porównuje niż oko człowieka. Oczywiście AI będzie  bardzo dużą pomocą w odczytywaniu tych tekstów ale nie  zastąpi w pełni człowieka, bowiem tłumacząc obcy tekst trzeba  dodatkowo sporo wiedzieć o czym mówi tekst i rozumieć  kontekst kulturowy kraju w którym ów tekst  powstał.

W ogóle AI w archeologii szybko stanie  się niezbędnym pomocnikiem archeologa, bowiem  z jej pomocą możliwe jest  również tworzenie trójwymiarowych modeli starożytnych  zabytków oraz analiza danych archeologicznych.

A wszystkim, którzy choć trochę interesują  się przeszłością  człowieka polecam książkę dwóch autorów: Michaela A. Cremo i Richarda L.Thompsona  "Zakazana Archeologia", bo jest  to Ukryta Historia Człowieka.

A co do ukrywania - nie  da  się ukryć, że ostatnie  dwa dni przeżyłam posiłkując  się tabletkami starego, znanego leku o nazwie Pyralginum 500. Niestety opuchlizna nie  zeszła i jedzenie mi " nie idzie" bo to wciąż jeszcze boli- ta lewa strona mojej paszczęki jakoś bardziej ucierpiała.

U mnie dziś typowa jesień, wciąż coś pada i jest 14 stopni, więc niby ciepło, ale jakoś pusto na ulicy.


Miłego  nowego tygodnia życzę Wszystkim!!!

sobota, 28 października 2023

Jeszcze żyję......

                    .......czyli z bólu  raczej trudno umrzeć. Wieczorem łyknęłam Pyralginum 500 i jakoś tę noc przespałam. Nadal jestem lewostronnie spuchnięta i  chyba  znów łyknę "przeciwbólowca". Są też pozytywy faktu że spuchłam - na opuchniętym policzku nie mam  ani jednej  zmarszczki. Więcej pozytywów niestety  nie dostrzegłam.

Właśnie wyczytałam, że egipsko-niemiecki zespół  Archeologów - Konserwatorów przeprowadza w piramidzie Sahure prace  konserwatorskie. Piramida  owa jest położona w kompleksie piramid  Abusir, który powstał w czasie  rządów V dynastii, około 2400 roku przed naszą erą. W trakcie prac znaleziono wiele ukrytych sklepień dotychczas przez nikogo nie  zbadanych.

W 1836 roku, egiptolog John Shy Perring, podczas prowadzonych przez  niego prac w piramidzie Sahure natrafił na przejście zaśmiecone  gruzem. Rzecz odnotowano i tyle. Późniejsze badania prowadzone przez  niemieckiego egiptologa Ludwiga Borchardta nie uwzględniły tego faktu i nikt nie  dociekał dokąd to zaśmiecone gruzami przejście prowadziło.

A teraz - technologia lidarowa- która skanuje  obszar impulsami laserowymi- pozwoliła na  zmapowanie korytarzy i komór tej piramidy. Tym sposobem odkryto osiem  wcześniej  nieznanych pomieszczeń które były bezpośrednio powiązane z tym odkrytym kiedyś przez Perringa  zaśmieconym przejściem.

Egiptolog Mohamed Ismail Khaled  z Uniwersytetu Juliusza Maksymiliana w Wurzburgu, który nadzorował prace konserwatorskie,  interpretuje owe pomieszczenia jako magazyny przedmiotów grobowych faraonów. W piramidzie Sahure znajdują   się dwa wspaniałe bloki wapienia pokryte barwnymi obrazami, np. blok przedstawiający Sahure  płynącego łodzią w otoczeniu innych łodzi ozdobionych rzeźbionymi głowami lwów i orłów.

Działania konserwatorskie w tej piramidzie mają na  celu przywrócenie  piramidy do takiego  stanu by można ją zaprezentować publiczności.

I znów nasuwa mi  się myśl, że na naszej własnej Planecie jest jeszcze  całe mnóstwo niezbadanych  miejsc, a my, z uporem maniaka, latamy w Kosmos.


 Na razie owa piramida nie  wygląda  zachęcająco i sądzę, że prace potrwają jeszcze bardzo, bardzo  długo. Zdjęcie z sieci - jak zawsze powiększamy kliknięciem kursora  w fotkę.

Miłego weekendu Wszystkim życzę!!!


piątek, 27 października 2023

Piątek......

                     ......... ale postu  nie  będzie. Jestem po dwóch  zabiegach stomatologicznych i muszę  wpierw  dojść  do siebie, a droga  jakaś  kręta i daleka. Mam elegancko spuchniętą lewą połowę  twarzy, całą noc nie  spałam, więc  teraz   nieco odsypiam,  dziś już wzięłam p. bólowca, bo w  dzień , w którym  byłam  znieczulona  musiałam jednak odczekać.  Mam tak skłuty policzek, że  aż  się zastanowiłam,  czy aby płyny  mi nie będą  przez  niego "uciekać". Ale niczego mi wyrywali.

Do poczytania  zatem, gdy mi  się poprawi.

poniedziałek, 23 października 2023

W sobotę......

 .........byłam na Wyspie Muzeów w Galerii Narodowej , bo był to już ostatni dzień wystawy prac secesjonistów.

A tak przy okazji - ucieszyłam się niezmiernie, bo w Muzeum Pergamońskim  byliśmy w trakcie trwania epidemii i oczywiście zwiedzać mogły tylko osoby zaszczepione, wyposażone  w odpowiedni dokument. Okazuje  się, że kolejny raz Pergamon będzie  częściowo nieczynny, więc się cieszę, że udało mi się wtedy obejrzeć Bramę  Isztar i Nefertete.

A wczoraj obejrzałam oryginały mojego ulubionego malarza , czyli Gustawa Klimta. Wprawdzie   nie było jego "wizytówki" czyli tego  obrazu pt. "Pocałunek", ale były  inne i też  byłam wzruszona, że mogę je obejrzeć.


Secesjonizm rozpoczął  się na przełomie XIX i XX wieku - było to odcięcie  się artystów od renesansowej tradycji.   Myślą przewodnią secesji było dążenie do stylowej jedności  sztuki poprzez łączenie działań w  różnych jej dziedzinach, a w  szczególności  rzemiosła artystycznego, architektury wnętrz, rzeźby i grafiki. Nurt ten  nosił też nazwę art nouveau. Najwybitniejszymi przedstawicielami  tego kierunku byli:

Artur Heygate Mackmurdo, Charles Rennie Mackintosh, Antonio Gaudi, Otto Wagner, Alfons Mucha, Gustaw Klimt, a w Polsce Stanisław  Wyspiański, Józef Mehoffer, Władysław Śliwiński, Wojciech Weiss.

Cechą obrazów okresu secesji jest wielka dekoratywność, asymetria, stosowanie linii krzywych i opływowych zakończeń. Malarze ograniczyli efekty światłocieni stosując raczej powtarzalne barwne plamy z mocno zarysowanymi konturami. Charakterystyczną cechą była też ornamentyka. Warto też zwrócić uwagę,  że postacie kobiet często emanowały erotyzmem a ciała były nagie. 

Kilka lat temu w Muzeum Narodowym w Warszawie była przepiękna wystawa dzieł Alfonsa Muchy i przy okazji udało mi  się nabyć album z reprodukcjami jego dzieł. Nie  tylko malował obrazy i plakaty, projektował też piękne przedmioty użytkowe i biżuterię.


A to pierwsza ze zwiedzanych wczoraj przeze mnie  sal - secesjoniści byli na  wyższym piętrze. 

Był tylko jeden  zgrzyt, który mnie i córkę  wpierw zezłościł, a w końcu rozbawił.  Byliśmy całą rodzinką, a że ja nadal jestem obolała to z piętra na piętro korzystałyśmy z windy i za każdym razem sprawdzano nam bilety, które były wykupione on line a kody były "wgrane" na smartfonie  zięcia, a on z chłopcami poruszał się po muzeum  znacznie   szybciej  niż my. A gdy w końcu przesłał je nam na maila to przesłał kody swoje i chłopców. Ale  chyba  nie wyglądałyśmy na  jakieś "naciągaczki" i mogłyśmy  spokojnie oglądać malarstwo.


Wyszukałam na YT  "kawałek tego  co oglądałam w Pergamonie.

piątek, 20 października 2023

Znów PIĄTEK.......

           ..........a  więc o tym, co niemal nikogo nie interesuje.

Jestem  nieco  zdegustowana wynikiem wyborów, no  ale tak naprawdę to tylko "nieco" bo tak szczerze mówiąc  nie spodziewałam  się nagłego pójścia wszystkich Polaków po rozum do głowy i  gremialnego zagłosowania w taki  sposób, by PiS  musiał nieomal zwiewać galopem w to miejsce gdzie pieprz  rośnie. I tak jakiś  cud,  że była tak  wysoka frekwencja. 

Pogoda u mnie też jakby  zdegustowana: jest zimno - na termometrze jest co prawda 6 stopni na plusie, ale odczuwalna  jest +1, co chwilę pada i cały  czas wieje. To jest  właśnie  specyfika meteorologiczna Berlina - gdy na termometrze jest  +5 to będąc na zewnątrz ma  się  wrażenie, że jest wręcz poniżej  zera. Nim  tu zamieszkałam nie wierzyłam w  to, teraz już  od kilku lat mam  to przećwiczone na własnej skórze. I żadna siła mnie  dziś nie  zmusi do opuszczenia  mieszkania. No ale post ma być o czymś innym.

Od trzydziestu lat panie i panowie naukowcy co 22 minuty odbierają regularny  sygnał radiowy i nie  wiedzą od kogo i po co. I tu dziękuję swym marnym  zdolnościom, że nie jestem np. astrofizykiem lub astronomem i ten problem  mnie  nie  stresuje.  Istnieje  multum hipotez na temat źródła tego tajemniczego  sygnału. Według jednych jest to reakcja jakiegoś bardzo odległego od Ziemi ciała kosmicznego na wpływ sił grawitacyjnych lub sił elektromagnetycznych.  Zdaniem innych jest  to naturalny efekt powstający w pewnych  warunkach w przestrzeni międzygwiezdnej - niestety autor tego artykułu  nie sprecyzował na czym owe pewne  warunki polegają. Oczywiście nie brak również podejrzenia, że może jest  to rodzaj przesłania od innych, obcych cywilizacji. Albo może jest  to próba nawiązania kontaktu z nami? A może rodzaj znaku, że istnieją w Kosmosie inne zaawansowane formy życia. Na razie  każde  zdanie na ten temat jest poprzedzone słowami: "a może to jest...."  i każdy czytający może  sobie  wybrać co to jego zdaniem jest.

A może to tajemnicze i regularne  migotanie co 22 minuty jest jednak kluczem do jednego z wciąż dla nas  największych sekretów Wszechświata, ale my nie umiemy jeszcze posłużyć  się tym kluczem.

A poza  tym:  panie i panowie  astrofizycy zauważyli, że w Kosmosie jest znacznie  więcej światła niż być powinno biorąc pod uwagę liczbę jego dostrzegalnych dla nas źródeł. Już od  dziesięciu lat trwa związany  z tym eksperyment badawczy CIBER-2 i w Kosmos wylatują kompaktowe  teleskopy. Ostatni wyleciał w Kosmos 6 czerwca tego roku.

Już  "wykapowano", że w Kosmosie jest znacznie więcej promieniowania podczerwonego niż  się dotąd uczonym zajmującym  się Kosmosem  wydawało. Ale nadal nie wyjaśniono jego natury. Niestety zapewne jeszcze długo poczekamy na rozwiązanie tej  zagadki, bo dane pozyskane przez teleskopy CIBER-2 będą bardzo długo przetwarzane.

A tak ogólnie  rzec ujmując, Kosmos to dziwne  miejsce, w którym źródłem światła mogą być pierwotne gwiazdy Wszechświata, które już dawno przestały istnieć, lecz emitowane przez nie promieniowanie nadal wędruje przez nieskończoną przestrzeń, powoli przechodząc w widmo o większej długości  fali.

Jakoś skojarzyło mi się to z powiedzeniem znanym osobom z mojego pokolenia: "Lenin wiecznie żywy". Gwiazdy dawno nie ma, ale pamiątka po niej nadal jest.

A na koniec zdjęcia z Teleskopu Webba, do których chętnie  zaglądam:

                                     To jest "Kwintet Stephana"  - niestety nie znam osobiście żadnego


                                                                Galaktyka  "Koło Wozu"


                                                         Mgławica "Pierścienie Południowe"


                                                                 Pierścienie Neptuna

 

Życzę  Wszystkim miłego i przede  wszystkim bezdeszczowego weekendu!!!!


niedziela, 15 października 2023

Post monotematyczny

 Trochę mnie  nie było bo w poniedziałek  miałam drugie szczepienie p.półpaścowi. Ponieważ  pierwsze, przeszło dla  mnie  w sposób niezauważalny, sądziłam, że druga dawka też tak minie.

Niestety- nie doceniłam tej  drugiej  dawki -pierwszy raz  w swym już dość  długim  życiu miałam po szczepieniu nieprzespaną noc, ból jak cholera, nawet poruszanie palcami tej ręki było arcybolesne, ręka była gorąca, nieco spuchnięta a mną  targały dreszcze i bolało mnie w  nocy wszystko, co chwilę łapały mnie kurcze i  wcale  nie mogłam  spać. Więc  we wtorek  odsypiałam nieprzespaną  noc, a ręka  nadal mnie  bolała. Dziś już ręka w porządku, nic  nie  boli- bo do bólu nerwu obwodowego  zaatakowanego przez półpasiec to się  właściwie  już przyzwyczaiłam- Voltaren gel max miejscowo, kropelki doustnie i da  się przeżyć, choć  chwilami brzydkie  słowa mi z ust koralu  wylatują.

Dwudziestego listopada czeka mnie następne szczepienie, tym razem jak co roku p.grypie i kolejna   dawka  covidu, bom w tak  zwanej grupie podwyższonego ryzyka, co po prostu oznacza, żem stara.

A dziś, na otarcie łez miałam dwie frajdy - wpierw starszy wnuczek w swojej szkole muzycznej miał koncert i grał Młody fantastycznie - wpierw na 4 ręce z koleżanką z tejże  szkoły, a potem solo, no ale on bez  najmniejszego problemu  ogarnia rozpostartą dłonią calutką oktawę co jest wielce przydatne gdy gra  się Boogi. I żeby było zabawniej z koleżanką grał Booogi for six hands, a potem solo Sofeggietto  Bacha a potem Disco visit.  Już mi obiecał, że w domu specjalnie  dla  mnie pogra.

A potem  pojechaliśmy na ostatni wieczór tegorocznego  festiwalu światła.  "Bryczkę" zostawiliśmy na podziemnym parkingu Opery, bo w pobliżu jest Bazylika i stwierdziłam, że tym razem pokażę Wam nie Bramę Brandenburską w  wielu odsłonach a właśnie Bazylikę. Na pierwszym zdjęciu Bazylika w przerwie  między światłami, a potem w różnych "sukienkach". Na prawo widać  wieżę  telewizyjną, która oczywiście jest "kawałek" dalej. W tym roku była jakoś lepiej oświetlona  niż w roku ubiegłym.










Było zaskakująco dużo ludzi. Od kiedy mieszkam  w Berlinie co roku jestem na tym festiwalu. Chyba  wpadłam w nałóg. W trakcie pandemii też byliśmy.

A przed wyprawą na festiwal  światła  zięć z chłopcami podwieźli córkę i  mnie   do naszej Ambasady i bez tłoku i kolejki oddałyśmy swe głosy.  Gdy przyjechałyśmy to była godzina  20, 30, a głosować można  było do godziny 21,00  i już   nie  było tłoku. Widać  było po "obsłudze", że mają już dość na dziś. Ale organizacyjnie  było nieźle. I nawet  się uśmiechali.

A teraz  tylko uzupełnię dzienną porcję płynów i pójdę  spać. Miłego nowego tygodnia - Wszystkim!!!



piątek, 6 października 2023

Piątek........

          ..........i odnoszę  wrażenie, że moje  życie ostatnio składa się  głównie  z piątków. 

Wyobraźcie  sobie, że 17 października o godzinie 15,00 zacznę uroczyste obchody szóstej rocznicy osiedlenia  się na stałe w Berlinie. I przysięgam, że przez te  sześć lat ani razu nie  zatęskniłam ani za Polską  ani za Warszawą, choć przed osiedleniem się w Berlinie zawsze ze wszystkich wakacji, wojaży krajowych i  zagranicznych, wakacji  itp. z ulgą wracałam  do Warszawy. To tyle w ramach  "prywaty"- no a że to piątek, to czas na kolejną do dziś nie rozwiązaną tajemnicę.

Są takie mało gościnne  wyspy Hebrydy Zewnętrzne , należące do Szkocji, a w atlasie prezentują  się  tak:

Mapkę powiększamy klikając  w nią  kursorem.

Jedną  z nich jest wysepka Eilean Mor , tak mała i odizolowana, że nawet nie ma jej nazwy na tej mapie.

Pod koniec XIX wieku była na owej wysepce latarnia  morska, kluczowy znak nawigacyjny dla statków płynących wielce  zdradliwymi wodami północnego Atlantyku. Pracowało na  niej trzech doświadczonych latarników: Thomas Marshall, James Ducat i Donald Mc Arthur. Pierwszy raz światło tej latarni zabłysnęło 7 grudnia 1899 roku.

Tak się prezentuje owa wysepka.  Latarnię to na tym zdjęciu  kiepsko widać, ale za to widać jak mało gościnne jest to miejsce.  Zdjęcie  ukradłam z  sieci.

Piętnastego grudnia 1900 roku statek przywiózł zapasy dla personelu latarni, ale na wysepce nie  było ani jednego z trzech latarników. W dzienniku prowadzonym prowadzonym przez  personel latarni ostatni zapis był z 12.XII i zapis mówił:  "12 grudnia. Wichura z północnego zachodu. Nigdy jeszcze nie widziałem takiego sztormu. Fale bardzo wysokie. Uderzenie w latarnię morską. Wszystko w porządku. James Ducat rozdrażniony."

Dla załogi statku dostawczego wpis  ten był wielce  zagadkowy, bowiem  zapisy pogodowe z pobliskich lokalizacji nie mówiły o jakimś extra  sztormie. Wyglądało na to, że taka wredna pogoda  dotknęła tylko wyspę Eilean Mor.  Zagadką było również to co tak zdenerwowało- rozdrażniło Jamesa Ducata.

Następny  zapis z 13 grudnia, przypisany Marshallowi brzmiał: " Sztorm  się  skończył, morze spokojne, Bóg jest ponad  wszystkim".

I do dziś  nie wiadomo co się stało z trzema doświadczonymi  strażnikami tej latarni.

Obecnie ta  Latarnia Morska  pracuje od 1971 roku bezzałogowo. Sterowanie prowadzone  jest z północnego cypla wyspy Lewisa.   Na Eilean Mor  wybudowano lądowisko helikopterów by mieć  dostęp do latarni w  razie jakiejś  awarii. Czyli pełna cywilizacja, co nie  zmienia faktu, że nadal nie  wiadomo co się  stało z trzema latarnikami.

Miłego weekendu Wszystkim!!!!



piątek, 29 września 2023

Daleko, daleko stąd.....

                          ............w północno-wschodniej Argentynie,  w  delcie rzeki Parana, jest unikatowa, bo pływająca  wyspa. Unikatowa głównie  dlatego, że nie dość że  tworzy niemal idealny krąg o średnicy 120 metrów to na  dodatek obraca  się wokół własnej osi. Wyspa ma nazwę   "Oko", czyli El Ojo.   Ów  ruch  wyspy wokół własnej osi zdumiewa i fascynuje nie tylko mieszkańców ale i naukowców -  wciąż trwają  debaty czy to proces naturalny czy  może to jakieś nadprzyrodzone  zjawisko.

Pierwszy raz wiadomość o tej dziwnej  wysepce przekazał argentyński reżyser S.Neuspiller, który poszukiwał  lokalizacji do swego filmu o zjawiskach paranormalnych. Neuspiller sfotografował wtedy wyspę z powietrza, a gdy dotarł w to miejsce po niedługim  czasie zauważył, że  zmieniła ona  swoje położenie.

Zdjęcia  satelitarne  tego miejsca potwierdziły, że wyspa zmienia wciąż  swoją pozycją obracając   się wokół własnej osi.  Pływające  wyspy nie są jakąś  rzadkością i występują w różnych częściach świata, ale ta wyspa zadziwia  jednak badaczy. Jej gleba jest twarda i zwarta i kontrastuje z otaczającym ją miękkim i bagnistym terenem, a samą  wyspę otacza niesamowicie czysta i  zimna woda, co stanowi wielki kontrast z otaczającym ją terenem.  Nie ma nikt pieniędzy ani ochoty by zbadać dokładnie  to zjawisko a teorie na temat owej wysepki oscylują  od poglądów że jest to zjawisko nadprzyrodzone lub tak zwany "cud natury", poprzez  podejrzenie, że ma ono coś  wspólnego z dyskami lodowymi , czyli formacjami tworzącymi  się w zakolach  rzek i wirującymi pod wpływem prądu  rzeki. Tyle tylko, że owe lodowe dyski nigdy nie wirują wokół  własnej osi. Jedyne co wiadomo o tej wysepce   z przeprowadzonego na jej temat  rozeznania to  wiadomość, że zauważono ją w 2003 roku.


Zdjęcie ściągnęłam z  sieci. Jak widać wysepka jest o bardzo regularnym kształcie, jakby ją ktoś równiutko czymś wyciął  - np. techniką  waterjet.  I nazwa OKO bardzo do niej pasuje.

U mnie  szykuje  się długi weekend- aż 4 dni wolne, bo 3.X to Święto Zjednoczenia, więc 2.X to prezent od  władz. Tylko pogoda jakaś nieco mętna, ale przynajmniej jest nadal ciepło. Jeszcze nie  znam planów na te  dni, ale może ruszymy w teren jeśli nie będzie padać.

Miłego weekendu -  Wszystkim!!!




poniedziałek, 25 września 2023

Dziś.......

     .......zapisałam się do udziału w Wyborach. 

Cud, miód  i orzeszki, bo wystarczyło bym wypełniła zgłoszenie na   stronie e-wybory.  W poprzednim  głosowaniu swą chęć wzięcia udziału w głosowaniu zgłaszałam mailowo.  Głosować będę oczywiście  w Berlinie i to  będzie już moje drugie  głosowanie.  Miałam dziś "drobny niewypał" na początku, bo gdy podałam miasto (czyli Berlin jako miejsce  , w którym mam zamiar oddać głos) to mnie zarejestrowano w szalenie odległej od mego miejsca zamieszkania dzielnicy, do której jechałabym nawet ponad  godzinę i miałabym kilka przesiadek, więc zgłosiłam przemożną  chęć  zmiany miejsca głosowania i będę głosować w budynku naszej Ambasady,  czyli 6,5 km od domu. Ciekawa jestem ile  czasu spędzę pod tą  Ambasadą. Poprzednim  razem stałam wraz z przyjaciółką 1,5 godziny. Teraz postoję w towarzystwie  córki.  A przede mną do udziału  w głosowaniu przyjęto już  ponad 117 590 zgłoszeń. Zapisy na  stronie e-wybory są do 10 października.

Nie  dziwi mnie  wcale  ta liczba  zgłoszeń, bo w Berlinie  mieszka już ponad 100 tysięcy Polaków a zjadą tu również ci, którzy mieszkają w nie  za dużej odległości od Berlina - jest okazja odwiedzenia stolicy.
Tak przy okazji zerknęłam i policzyłam w ilu miastach Niemieckich mogą Polacy oddać  swój głos w  wyborach i wyszło mi , że tych miast jest 24. Najwięcej Komisji Wyborczych ma  Berlin bo aż 7, drugie  miejsce zajmuje  Monachium z 5 Komisjami, Hamburg, Kolonia i Frankfurt n. Menem mają po 3 Komisje- Dusseldorf 2. No niestety jesteśmy jedną z najliczniejszych diaspor. I to powinno dać władzom do myślenia, bo nie wszyscy wyjechali "za chlebem".

Miłego nowego tygodnia Wszystkim - u mnie mają być całkiem  sympatyczne temperatury, czyli ponad 20 stopni i dopiero 4 października  spodziewają się opadów deszczu.




A to moje  wspomnienia z Wyspy Mainau.

czwartek, 21 września 2023

Piątek i............

                  ......... kolejna zagadka, czyli  Most  Ramy.

Poniżej dwa zdjęcia tego mostu - pierwsze z satelity, drugie z samolotu



                                   Obydwa  zdjęcia powiększamy "klikając kursorem w zdjęcie".  

Na obu zdjęciach jest most Ramy. Znany jest pod nazwą Most Ram Setu   lub  Most Adama i jest niestety dość  daleko  od Polski. Obecnie jest  to pas piaskowych mielizn i łach, który oddziela Półwysep Indyjski od Sri Lanki i znajduje  się w cieśninie Palk, która  łączy  Zatokę Mannar z Oceanem Indyjskim.

Według mitologii hinduistycznej most zbudował  Rama (bohater eposu Ramajana) aby uratować swą żonę Sitę, którą porwał demon Rawana.  W budowie  mostu pomogła Ramie armia małp, którą kierował Hanuman. Most został utworzony z kamieni, na których umieszczono imię Rama. Tyle legenda.

Do  dziś trwają  spory czy most jest konstrukcją naturalną czy też sztucznym tworem. Jedni naukowcy twierdzą, że most powstał  w sposób naturalny w wyniku zmiany poziomu mórz i pływów. Inna grupa badaczy twierdzi, że most został zbudowany w czasach starożytnych i jest  dziełem rąk ludzkich.

Most Ramy ma ogromne  znaczenie  nie tylko dla mieszkańców tego regionu- oddziela dwie  różne  zatoki, łagodzi groźne  skutki cyklonów i tsunami i jego zniszczenie mogłoby doprowadzić do katastrofalnych zmian lokalnego ekosystemu i życia  mieszkańców i Sri Lanki i  tego "odcinka" Półwyspu Indyjskiego.

W 2007roku przeprowadzono badania, które wykazały, że grzbiet mostu jest utworzony ze skupiska głazów o rozmiarze 1,5 x 2,5 metra, które leżą na morskim piasku, którego warstwa ma  3 do 5 metrów grubości. I są to  głazy o dość jednolitym składzie, a więc raczej nie przypadkowe a raczej dobierane pod względem trwałości i na pewno to nie jest  formacją  naturalną, lecz powstała  w sposób sztuczny. Most Ramy ma 48 kilometrów  długości a na całej jego długości  głębokość wody na nim dochodzi do jednego metra.

Nie wiem czy wiecie, ale Most Ramy znajduje się  na starożytnej mapie sporządzonej przez  Ptolemeusza. I choć tak wiele już o nim  wiemy to nadal nie wiemy kto i kiedy go wybudował.

I gdy czytam o takich "tajemnicach" to myślę : wyprawiamy się w Kosmos a nadal historia  naszej Planety skrywa przed nami wiele tajemnic.

Miłego weekendu Wszystkim życzę!!!