drewniana rzezba

drewniana rzezba

wtorek, 21 lutego 2017

Życie nie jest niestety.......

.......romansem.
A szkoda. Brzydko mówiąc zaczynam "się nie wyrabiać".  Muszę bardzo szybko
opanować bardzo obcy dla mnie język, czyli niemiecki.Nie dość, że szybko to i
tanio, bo moja emerycka kieszeń nadmiarem gotówki nie grzeszy. Może ktoś zna
jakiś patent?
Poza tym nagle nazbierało się wiele spraw tzw. administracyjnych  do rozwiązania
w trybie pilnym.
A na dodatek okazuje się, że im człowiek starszy tym trudniej o szybki i pełny
powrót do zdrowia.Ślubnemu wydawało się, że po tej re-operacji przepukliny
będzie  tak jak za pierwszym razem ale wiadomo- "nic dwa  razy się nie zdarza".
Od tamtej operacji minęło 8 lat a w międzyczasie była poważna operacja
kardiologiczna i związany z nią przymus stosowania stale warfaryny,co komplikuje
każdy jeden zabieg chirurgiczny.Wprawdzie w okresie przed opercyjnym, w trakcie
i po nim zamienia się warfarynę na heparynę to i tak krwawienia wewnętrzne
niestety są.Nie wykluczam, że za tydzień może się okazać konieczny powrót pod
skalpel.
Reasumując- będę rzadko bywała i bardzo rzadko pisała na bloggerze. Gdy mi się
nieco sytuacja rozjaśni, przejaśni i wyklaruje - przyrzekam, że wrócę i wszystko
jaśniej wyłożę.

środa, 15 lutego 2017

Reminescencje po Walentynkach.

Nie jestem wrogiem Walentynek jako takich, ale jak już zapewne wszyscy
tu bywający wiedzą, jestem wrogiem wszelakich "świąt na gwizdek".
A oto nieco inne spojrzenie na Walentynki, niemal statystyczne.

15% Amerykanek odpowiednio wcześnie zamawia bukiety z czerwonych róż
i wysyła je sobie do pracy, ku zazdrości koleżanek. Wszak  nic nie sprawia
człowiekowi takiej frajdy  jak zazdrość bliznich.

Statystycznie kobiety z okazji Walentynek wydają o 20% mniej gotówki niż
mężczyzni. Po prostu kobiety kupują prezenty przemyślane a nie w pośpiechu,
na ostatnią chwilę.

Firma Durex szacuje, że w dzień  św.Walentego sprzedaje się o25% więcej
prezerwatyw niż w inne dni.

Za to producenci testów ciążowych notują wyrażny wzrost sprzedaży testów
w marcu.

Adresatami "walentynek" bywają nie tylko ludzie - wiele osób kupuje  "walentynkę"
dla swego ukochanego zwierzaka.

Z obserwacji statystyków wychodzi, że najwięcej "walentynek" dostają:
nauczyciele,  dzieci i mamy, najmniej - ukochane, ukochani.

Najwięcej kartek "walentynkowych" wysyłają kobiety- aż 85%.
Meżczyzni częściej kupują kwiaty.

I coś z historii:
W starożytnym Rzymie w tym dniu obchodzono święto urodzaju oraz przyrzeczeń
małżeńskich.
Od roku 900 stare, pogańskie święto z 14 lutego zmieniono na święto obietnic
miłości, któremu patronuje święty Walenty.
Jeśli poszperacie w różnych książkach to się dowiecie, że większość świąt
kościelnych przypada na dawne święta pogańskie, a pierwsze kościoły powstały
w miejscach,  w których kiedyś gromadzili się poganie czcząc pogańskie bóstwa.

Najwięcej legend o świętym Walentym pochodzi z XIV wieku z Anglii i Francji.
Dzień św. Walentego łączono z romantyczną miłością, gdyż wierzono, że w tym
właśnie dniu ptactwo łączy się w pary.

I ciekawostka:
14 lutego w Japonii to mężczyzni są obdarowywani czekoladkami i innymi
łakociami.
I wcale nie jest to wyrazem miłości- czekoladkę można dać szefowi lub koledze.
Z tego też powodu owe słodkości dzielą się na "giri-choko"- to słodkości
dawane osobom, z którymi nie łączy nas uczucie.
Tym, których  kochamy należy dać "honmei-choko", czyli ciastko w kształcie serca
z czekoladowym nadzieniem.
I najważniejsze- powinno ono być wykonane własnoręcznie przez ofiarodawczynię,
co oznacza prawdziwe uczucie.
A japońskie kobiety mogą się spodziewać rewanżu 14 marca - jest to White Day.
Do dobrego tonu należy by walentynkowy prezent dla kobiety był dwa razy
droższy od tego, który mężczyzna otrzymał od kobiety.







poniedziałek, 13 lutego 2017

"Człowiek nie prosię i.....

.....zje wszystko".
Tak jeden z  naszych znajomych zareagował na widok ryby na talerzu.
Tylko skąd ja miałam wiedzieć, że facet ryb nie jada? Nie mam zwyczaju
przepytywać wszystkich swoich znajomych co jedzą, a czego nie jedzą.
A zrobiłam pieczonego łososia.  Polecam Wam, bo to całkiem jadalne jest.

Składniki:
pół tuszki łososia dług. ok 30cm,
2 duże, dokładnie wyszorowane pomarańcze, nawet jeśli są "bio",
2 łyżeczki miodu,
sól, pieprz, musztarda,
białe wino -150 ml,
roztopione masło - 50 ml,
wywar warzywny- 200ml,
pęczek koperku

Wykonanie:
Nagrzać piekarnik do 190 stopni.
Umyte pomarańcze pokroić w cienkie plastry, połową wyłożyć spód naczynia,
w którym będziemy zapiekać.Umyć łososia, osuszyć papierowym ręcznikiem,
usunąć znalezione ości, ułożyć go na plastrach pomarańczy.
Posiekać koperek, wymieszać  z masłem, doprawić  solą , pieprzem, musztardą
i posmarować tą miksturą łososia.
Na rybie ułożyć pozostałe plastry pomarańczy, polać wszystko warzywnym
wywarem, wstawić do piekarnika.
Piec 20 minut w temp. 190 stopni, bez przykrycia.
Po upieczeniu wyjąć z piekarnika, łyżką wybrać wywar z pieczenia i połączyć
go z miodem i winem (wino wlać tuż przed zagotowaniem), krótko zagotować.
Do powstałego sosu dodać zagęstnik,  doprawić ewentualnie do smaku.
Łososia polać sosem i pod przykryciem podgrzać w piekarniku przed podaniem.

A  tym co ryb nie jedzą, można dać muffinki wytrawne- dobre i na ciepło i na
zimno.

Składniki:
130 gramów mąki,
10 dag sera pleśniowego,
100 ml śmietany,
3 jajka,
2 łyżeczki proszku do pieczenia,
4 dag zielonych oliwek,
pieprz i sól.

Wykonanie:
Odkroić skórkę z sera, pokroić go w kostkę, odstawić na godzinę.
Pokroić oliwki na małe kawałki.
Mąkę wymieszać z proszkiem do pieczenia.
Po godzinie dodać do sera śmietanę i wymieszać razem na gładką masę.
Teraz dodać jajka i znów starannie wymieszać.
Na końcu dodać mąkę wymieszaną z proszkiem i podziabane oliwki i
wymieszać.
Nakładać do 3/4 wysokości muffinkowych foremek.Wstawić do nagrzanego
piekarnika i piec w 200 stopniach 20 do 25 minut.
Smacznego!!!!


















niedziela, 12 lutego 2017

I znów pożegnanie

Kolejne pożegnanie, tym razem Krysi Sienkiewicz.
Uwielbiałam Ją, mogłam "na okrągło" słuchać piosenek które śpiewała
I chodzić po dwa razy na spektakle, w których grała.
I znów odszedł kawałek mojej młodości. Smutno.

piątek, 10 lutego 2017

post niesponsorowany.....

.....i nie jest to lokowanie produktu.
Przed  chwilą przywiozłam ze szpitala mojego męża, który  miał re-operację
przepukliny.
Tym razem leżał w szpitalu niepublicznym, ale całe leczenie i pobyt
w placówce były na koszt NFZ.
Ślubny zachwycony bo: lekarze i pielęgniarki kulturalni, uprzejmi, przemili.
Pielęgniarki dostępne na każde zawołanie - zawsze miłe, uśmiechnięte,
pomagają we wszystkim.
Druga sprawa- pełna profesjonalność, stały kontakt lekarza prowadzącego
z pacjentem, pacjent  otrzymuje odpowiedzi na wszystkie swoje pytania,
zawsze jest informowany jaki lek mu podają i dlaczego, otrzymuje również
szczegółowe wytyczne dotyczące  dalszego postępowania w pierwszych
dniach po wyjściu ze szpitala.
Czystość - to coś co widać już od samego wejścia do budynku.
Powiem więcej- czystość, przestrzeń i dobra organizacja.
Mój twierdzi, że szpital ma świetny catering, wszystko czyste, świeże,
apetycznie pachnące.
Leżał w pokoju dotychczas dwuosobowym, obecnie dostawiono do każdego
trzecie łóżko, bo zwiększono ilość pacjentów NFZ.
Pomimo tego "dołóżkowania" pokój jest przestronny, łóżka wygodne, sterowane
elektronicznie. Łazienka nieduża, ale świetnie zaprojektowana pod względem
funkcjonalności.
A  chirurga, który go operował mój mąż niemal uwielbia. Jeszcze trochę, a
będę zazdrosna;)
Co do samej operacji - no cóż, była nieco skomplikowana, ale mimo wszystko
się udało.
Pierwszą kontrolę po wyjściu ze szpitala mamy już we wtorek, jeszcze przed
usunięciem szwów.
I krótki instruktaż jak trafić do prywatnego szpitala na koszt NFZ - trzeba po
prostu zainwestować w prywatną wizytę u lekarza-specjalisty  który jest
lekarzem w danej niepublicznej placówce medycznej posiadającej szpital.
Mój był w szpitalu firmy Medicover. Prywatnie, dzień pobytu na chirurgii
ogólnej to 1300 zł + koszty dodatkowe wynikające z przebiegu operacji.
Pacjenci, niezależnie od tego, czy są pacjentami prywatnymi czy też  z NFZ
są traktowani tak samo. Jedyna różnica polega na tym, że pacjent z NFZ musi
sobie przynieść z domu własny ręcznik i szlafrok, a pacjent prywatny dostaje
te elementy ze szpitala. 


poniedziałek, 6 lutego 2017

Nie ukrywam.....

......temat  wpadł mi dziś po przeczytaniu postu  jotki.
Jak zapewne wszyscy wiecie, jest całkiem sporo substancji których spożycie
pobudza ośrodek nagrody w mózgu, powodując nasze zadowolenie i z tego też
powodu,  sięgamy po raz kolejny po daną substancję, by znów czuć się miło.
Do tych substancji należą: nikotyna, kokaina, heroina, alkohol i.....    cukier.
Co do kokainy,  heroiny i alkoholu to zapewne  każdy bez problemu się z tym
zgodzi, to już nikotynę mało osób uważa za substancję uzależniającą, no a cukier-
jak cukier może być substancją uzależniającą, bzdura ?!
O ile potępiamy narkomanów i alkoholików, bo często ich zachowanie po użyciu
tych substancji mocno odbiega od ogólnie przyjętych norm zachowania, o tyle
na palaczy patrzymy przez palce (zapalił by się uspokoić) no a na notorycznych
amatorów słodyczy, w których wszak jest cukier, patrzymy wręcz z uśmiechem.
A tymczasem i nikotyna i cukier powinny być na liście substancji uzależniających
na równi z narkotykami i alkoholem.
Od początku XX wieku cukier jest niemal we wszystkich produktach spożywczych,
w przetworach mięsnych i każdym rodzaju pieczywa  również.
We wszystkich produktach o obniżonej zawartości tłuszczu znajduje się wręcz
obowiązkowo, bo poprawia smak produktu.
Tyle tylko, że cukier niejedno ma imię i w jednym produkcie możemy znależć
czasem  aż trzy zupełnie różne jego nazwy, z tym że nazwa "cukier" występuje
wtedy na samym  końcu wykazu,opiewając niewielki jego procent.
(Wrzućcie w wyszukiwarkę "inne nazwy cukru" a doliczycie się  co najmniej 30
nazw cukru).
To wybieg marketingowy- produkt jest nafaszerowany  cukrem pod innymi
nazwami,  a my go kupujemy, bo  nie znamy tych nazw.
Stosunkowo bezpieczny limit spożycia cukru i to nie rafinowanego to 5 do 9
łyżeczek na dobę.
Co powoduje cukier w naszym organizmie? No cóż- przede wszystkim oporność
na insulinę, co jest podstawową przyczyną cukrzycy typu II .
Poza tym podwyższone ryzyko choroby nadciśnieniowej, otyłość, różne stany
zapalne, mniejszą wydolność systemu odpornościowego, w starszym wieku
również wzrost ryzyka choroby alzheimera , udaru, demencji starczej.
U dzieci, które od niemowlaka  mają serwowany cukier w różnych  gotowych
płatkach śniadaniowych, kaszkach itp. powoduje zaburzenia metabolizmu, otyłość
a nawet stłuszczenie wątroby. I coraz więcej dzieci zapada na cukrzycę typu II.
Najprostsza i najskuteczniejsza dieta odchudzająca to niemal całkowite
odstawienie cukru.
Chyba przestawię się na podpłomyki z mąki arachidowej, tylko muszę opracować
ich "produkcję".




niedziela, 5 lutego 2017

Ogłoszenie parafialne.....

.....dla tych co czytają czasem to co piszę.
na drugi blog  wrzuciłam dość krótki tekst, "zaledwie"  dwie części.
A tak przy okazji - będzie miło, gdy przeczytacie i zostawicie ślad swej obecności
w syntetyczny choćby sposób -    :)  lub :(.
Dużo  czasu nie zajmie, a ja będę wiedziała kto mnie  czasem czyta.
Prośba ta dotyczy wszystkich tekstów, które tam wrzucam. Obydwa znaczki mają
dla mnie wielkie znaczenie.

Co do reszty- kolejny raz przełożono  operację mego ślubnego- będzie w środę, 8.II
a nie jutro.
Stare przysłowie coś mówi o tym, że  do trzech razy sztuka. Wolałabym jednak
żeby nie było kolejnego przełożenia terminu, bo w jego przypadku jest to związane
ze specjalnym cyklem przygotowawczym do operacji, zakłócającym rutynowe
leczenie.

Pomału zaczynam wierzyć, że żyję tu za karę a nie przez przypadek. Taka karma.
Ale mimo tego nie zmienię się w obywatelkę I sortu i będę dalej wiernie trwać
przy opozycji, choć daleko im do porywających , charyzmatycznych przywódców.
Polecam Wam serdecznie artykuł Mariusza Janickiego i Wiesława Władyki pod
tytułem  Operacja "opozycja w ruinie" (Polityka nr 5/2017 str 12) oraz z tego
samego numeru art. Dr Hab.Aleksandra  Halla "Wolność nie obroni się sama".
No i to tyle jak na razie ogłoszeń parafialnych.
                             A  to dla miłośników Budki Suflera