drewniana rzezba

drewniana rzezba

piątek, 14 czerwca 2019

Uff, jak gorąco......

We wtorek w nocy szalała w okolicach Berlina , a nawet i trochę nad samym
Berlinem burza i lał przeogromny deszcz. No i zniszczyło mi nieco pelargonie
na  balkonie. Przedwczoraj widząc, że znów się zbiera na burzę zestawiłam
skrzynki z parapetu loggii - i dobrze zrobiłam bo gdybym je tam zostawiła to
pewnie  by mi te  biedne pelargonie  wyrwało z korzeniami.
Ale dzięki tej ulewie  wreszcie zakwitły lipy - nad miastem unosi się słodki
zapach kwitnących lip. Mój pierwszy kontakt z Berlinem był właśnie w porze
ich kwitnienia i wtedy polubiłam to miasto.
 A wczoraj wieczorem  z mojej  loggii wpierw miałam taki  widok:


a nieco później pokazał się księżyc idący do pełni:





Po tej intensywnej burzy we wtorkową noc i krótkiej ulewie w środowe
późne popołudnie łatwiej żyć- lipy słodko pachną a i temperatura jest
nieco znośniejsza- wczoraj i dziś nawet nieźle mi się wędrowało, bo
było 25 stopni w cieniu.
Już kolejny rok odnotowuję  ciekawe zjawisko - najwyższa temperatura
w cieniu wcale nie jest około południa ale często dopiero około godz. 16,00,
a zdarzało się nawet że około godz. 18,00 zaczynało się robić nieprzyzwoicie
ciepło. I nawet gdybyście mnie torturowali to nie mam pojęcia dlaczego  tak
tu jest.
I chociaż nie przepadam od pewnego czasu za upałami- to wolę lato niż zimę.
Dziś dostałam pisemko z ZUS-u, że mam im nadesłać druk zaświadczający
o tym, że jeszcze  żyję i nadal mieszkam w Berlinie.
Więc czeka mnie  "wycieczka" do naszego Konsulatu.
Kurczę, poczytali by  sobie bloga, to by wiedzieli, że  żyję:))))
 P.S.
A tu dowód zieloności Berlina  -widok z mojej loggii

tak gdy patrze w lewo,

a tak gdy patrzę w prawo. Po każdej stronie ulicy rosną dwa rzędy drzew.
I tak jest na wielu ulicach



niedziela, 9 czerwca 2019

No to się.....

.....zielonoświątkujemy.
Dziś w krajach : Polska, Niemcy,Rosja, Białoruś, Ukraina, Norwegia,
Holandia, Belgia i Litwa są obchodzone  Zielone Świątki.
A skoro są Zielone Światki to wiadomo, że już minęło 49 dni od
ostatniej Wielkanocy.
Tak dla porządku - wg Niemców obchodzimy to święto 2 dni, dziś i jutro
a ma ono nazwę Pfingsten.
I nie da się ukryć, że korzenie tego święta są pogańskie. Bo tak naprawdę
chrześcijaństwo ma korzenie pogańskie i nowa religia zawłaszczyła wiele
świąt pogańskich jak również dawne, pogańskie "miejsca mocy" w których
dawniej zbierali się  ówcześni  ludzie.   Były to miejsca o specyficznym
promieniowaniu geomagnetycznym, wpływającym korzystnie na ludzi.
W tych dawnych miejscach mocy, na gruzach i  zgliszczach dawnych
pogańskich świątyń powstawały chrześcijańskie kościoły.
Bo dawno, dawno temu, ci o nieco wyższym poziomie IQ znali geomancję.
Dziś wielu ma świetne IQ tylko nic o geomancji nie wie.
Zielone  Świątki  w nomenklaturze kościelnej są świętem  Zesłania Ducha
Świętego, a w nomenklaturze pogańskiej były to obchody święta wiosny
i miały na celu oczyszczenie ziemi z demonów wodnych, by prawidłowo
przebiegała wegetacja roślin wiosną i były obfite plony.
Palono ogniska, domy i całe obejście dekorowano zielonymi gałęziami
brzozy,  tatarakiem i kwiatami. W niektórych rejonach okadzano całe
obejście dymem z palonej żywicy,  wkopywano w ziemię ściętą w lesie
brzózkę, którą przybierano  kolorowymi wstążkami.
To miłego świętowania Wam życzę.
A na koniec się pochwalę- wczoraj  Krasnal pisał ten konkurs matematyczny
i w grupie wszystkich niemieckich klas VI dostał jeden z trzech Złotych
Medali. Ja uważam to za sukces, bo zgodnie ze swym wiekiem powinien być
w IV klasie  a nie w VI. Co jeszcze  ważniejsze - on się do tego konkursu
wcale nie przygotowywał, co córka ma mu za złe.


piątek, 7 czerwca 2019

Trochę Berlina

Byłam dziś w jednej ze starych  dzielnic Berlina, bo starszy Krasnal miał
na tutejszej pływalni dodatkowe zajęcia.
Teren, na którym jest pływalnia  był w latach 30-tych ubiegłego wieku
terenem wojskowym- mieściła się tu szkoła kadetów załozona przez
NSDAP.
Po drugiej wojnie światowej stacjonowały tutaj wojska amerykańskie,
a gdy je opuściły, długo stały niezagospodarowane. Wreszcie komuś
wpadło go głowy by je wykorzystać.
Przebudowano budynek gdzie był stary basen, nowy ma 50 m długości,
jedna ściana jest cała ze szkła i "wychodzi" na tereny zielone.
Moją uwagę przykuły ozdoby, które żywcem mi przypomniały czasy
socrealizmu w Polsce. Dwa będące na przeciw siebie wejścia na basen
mają takie ozdoby:

Na  środku, pomiędzy wejściami ustawiono konsolę z planem całego
tego obiektu:





Pozostałe dwa budynki nadal są w remoncie, w jednym chyba już
zorganizowano jakieś archiwum, drugi  ma mieścić muzeum- ale
naprawdę nie wiem jakie,  coś związanego z historią tego miejsca.
Gdy wysiadłam z samochodu i spojrzałam w lewo, miałam taki
widok:



A gdy zerknęłam w prawo zobaczyłam taki domek:
A z bliska tak się prezentował:
Przed wojną nie była to dzielnica ludzi bardzo bogatych, domy nie były
okazałe, a  wielorodzinne domy wyglądały tak:

Oczywiście nie mogłam się opanować i uwieczniłam jeszcze kilka
domów:















A poniżej obiekt sakralny - jak wszystkie tutaj skromny, nie rzucający
się w oczy.
Wszędzie królują stare, piękne drzewa a kosy cały czas dawały piękny
darmowy koncert:
Polubiłam Berlin od pierwszego pobytu w 2014 roku i nadal bardzo lubię
to miasto. A niedługo w całym Berlinie będzie  się unosił zapach
kwitnących lip, których jest tu bardzo dużo.
Miłego weekendu Wszystkim;)






środa, 5 czerwca 2019

Krasnale

Upał, czyli nastały upały. W szkołach skrócone lekcje albo jakieś "wypady"
w plener, bo co kogo obchodzi, że rodzice pracują.
Co komu po skróceniu lekcji skoro dziecko nadal tkwi w szkole, tyle tylko,
że w świetlicy w której nie ma klimatyzacji. Oczywiście, mogą wyjść na
szkolne podwórze, no ale tam w cieniu jest ponad 30 stopni.
Wczoraj nasz młodszy stwierdził, że on po tych skróconych lekcjach
nie zostanie na świetlicy ale przyjdzie do nas. Córka oczywiście przyklasnęła
temu pomysłowi, napisała  kartkę  do szkoły, by go wypuścili po lekcjach i
mówi mu, że w takim razie on zje obiad u nas. Na to mały- "ależ nie mogę, bo
przecież ten obiad w szkole już jest opłacony".
I przydreptał rzekomo po obiedzie, co w godzinę później nie przeszkodziło
mu zjeść sznycla z kurczaka ( ma 8 lat i nie jest pulchny)
A starszy Krasnal czyta ostatnio jakąś powieść sf o przemieszczaniu się
w równoległych rzeczywistościach zgodnie z własnym wyborem.
W pewnej chwili zaczął strasznie  płakać.Córka się wystraszyła , pyta się
co się stało i usłyszała: "bo ja sobie zdałem sprawę z tego, że mój wybór
może być nieodwracalny i jak źle wybiorę mogę stać się zupełnie innym
człowiekiem i to będzie nieodwracalne". Krasnal skończył w styczniu 10 lat.
No cóż, nic nie boli tak jak życie.


wtorek, 28 maja 2019

Jedzcie grzyby

W National  University of Singapure naukowcy badali przez sześć lat seniorów
szukając pożywienia, które mogłoby opóźnić i zmniejszyć prawdopodobieństwo
rozwoju zaburzeń poznawczych (czyli demencji) w starszym wieku.
Jak to w badaniach- część posiłków była taka sama dla obu badanych grup, ale
jedna grupa dostawała 2 razy w tygodniu po 300 gramów  grzybów: pieczarek,
boczniaków lub shiitake. Ważne jest, że te grzybki są dostępne jak rok długi.
Badania wykazały, że w grupie  seniorów jedzących regularnie po 600 gramów
grzybków tygodniowo objawy demencji są o połowę mniejsze niż u osób, które
wcale nie konsumowały tych grzybków.
Te trzy gatunki grzybów hodowlanych- pieczarki, boczniaki,shiitake, zawierają
ergotioneinę, która jest bardzo silnym antyoksydantem, działa przeciw
zapalnie , oraz chroni organizm przed skutkami starzenia.
Ponadto te grzyby zawierają selen, wit.D oraz spermidynę, która ma pozytywny
wpływ na neurony w naszym mózgu.
Co ciekawe, to już można w Polsce hodować te gatunki- a więc kto ma własny
domek może w nim wygospodarować miejsce do hodowli tych grzybków.
W internecie bez trudu można znaleźć wszystko o tej hodowli.
 Mąż się teraz ze mnie śmieje, że już wie dlaczego mam taką dobrą pamięć-
ja po prostu regularnie jadam pieczarki - bardzo je lubię.


A tak się prezentują nasi bohaterowie: pieczarki, shiitake, boczniaki.
To ja już  smacznego Wam życzę.


poniedziałek, 27 maja 2019

Wielkie rozczarowanie

Torlin  ma powyborczego kaca, a ja mdłości i czuję wielkie obrzydzenie
do części polskiego społeczeństwa, że dało się omamić i przekupić.
A może należy się cieszyć bo wielkimi krokami dążymy do stania się
drugą Grecją, tyle tylko, że będziemy mniej atrakcyjni pod względem
turystycznym - nie mamy ciepłego morza ani starożytnych ruin.
I jakoś mi dziś Chopin pasuje... 



niedziela, 26 maja 2019

Mix niedzielny

Dziś głosowaliśmy na polskich europosłów. Głosy oddaliśmy w Ambasadzie RP.
Trafiliśmy w jakąś lukę, bez tłoku.
Wchodziło się pojedynczo, każda osoba przez bramkę wykrywacza metali, mnie
dodatkowo sprawdzili zawartość torebki. Bardzo się uśmiałam, bo gdy mój ślubny
przechodził przez bramkę, to wydała dżwięk ostrzegawczy z powodu bilonu, który
spoczywał w mężowskiej   portmonetce.
Gdy wychodziliśmy już po oddaniu głosów , przed Ambasadą stała już kolejka
chętnych i nawet stał  wóz policyjny.
Przed wyjściem  rozmawiałam chwilę z jednym z panów "porządkowych" i od
niego dowiedziałam się, że oni już od piątej godziny rano wszystko szykowali
i liczą się z tym, że zakończą dzisiejszy dzień około 2 lub 3 godziny w nocy.

Przedwczoraj podreptałam po kwiatki na balkon, czyli po pelargonie. A dziś
targa nimi niemiłosiernie wiatr, ale mam nadzieję, że to przetrzymają.
Wiem, że nie  wszyscy lubią takie byle jakie posty, no ale wszak nie ma przymusu
czytania.
A owe targane wiatrem pelargonie tak się prezentują:







A wczoraj umyłam okna i jakoś pojaśniało mi w pokoju. Co prawda to
umyłam tylko "dolne okna", bo ich górna część , która  kończy się na
wysokości 3,20 m musi poczekać aż przyjdzie "specjalistka" od okien.
Wykazałam się więc sporą dozą rozsądku i nie wlazłam na drabinę, która
ma cholernie wąskie szczeble, szerokości 4 cm.
Poza tym czytam dobrą książkę - to Tiziano Terzaniego "Powiedział mi
wróżbita". O tej książce Ryszard Kapuściński napisał tak:
"Wielka książka wpisująca się w najlepszą tradycję literackiego dziennikarstwa.
Książka głęboka, bogata, przeniknięta skupionym namysłem".
Dziś już obu pisarzy nie ma wśród żywych, a ja zadaję sobie pytanie dlaczego
ci wielcy  odchodzą, powinni być nadal i ukazywać nam świat z bliska, swymi
oczami.
To pierwsza książka  Terzaniego przetłumaczona na język polski.

No i muzyka na dziś, do słuchania i do potańczenia, bez wizji:





A więc-bierzcie  kogo tam macie pod ręką i pokręćcie się w rytmie starych tang.
Miłego nadchodzącego tygodnia!