......... a pogoda zwłaszcza, świruje więc może nic dziwnego, że i mnie często świr ogarnia.
Właśnie wróciłam ze sklepu do którego szłam w dość sporym deszczu, starając się omijać resztki zlodowaciałego śniegu oraz całkiem spore kałuże. Na termometrze, jako że to styczeń a Berlin nie leży w tropikalnej strefie jest +6 stopni no i pada deszcz, czyli jest zima całą gębą.
Z nostalgią wspominam zawsze starannie oczyszczone chodniki "moich" warszawskich Stegien, no ale jakimś cudem tam nie brakowało rąk do pracy, bowiem do obowiązków "gospodarza domu" (dawniej zwanego dozorcą domu) należało staranne oczyszczenie chodnika wokół budynku a o inne osiedlowe chodniki , jezdnie itp. dbała administracja osiedla. Tu teoretycznie właściciel budynku ma obowiązek dbania o to by kawałek chodnika koło budynku był oczyszczony.
Ostatnio ktoś w tym mieście przejrzał na oczy i zauważył, że te różne żwirki, którymi są posypywane chodniki to tak pomagają w zwalczaniu śliskości podłoża jak umarłemu kadzidło i żeby jednak posypywać chodniki piaskiem z dodatkiem środka topiącego lód, bo jest takowy środek i nie jest to sól kuchenna, która niszczyła trawniki i korzenie drzew.
Poza tym nic się u mnie ciekawego nie dzieje, czyli dzień podobny do dnia, tydzień do tygodnia i tak jakoś przesnuwa się pomału zima.
Naprawdę zazdroszczę tym zwierzakom, które przesypiają zimę - też bym tak chciała.
Miłego Wszystkim tu zaglądającym.