drewniana rzezba

drewniana rzezba

czwartek, 20 listopada 2025

Chyba idzie zima

 Wczoraj to u mnie  zamiast deszczu padał śnieg. Na razie  niezbyt wiele, ale jednak dachy samochodów otrzymały białe "czapeczki". Wiem -  czepiam  się pogody bo nie lubię późnej jesieni i zimy w mieście.

Szłam  do sklepu i wpatrywałam   się w  bezlistne drzewa:

 Zdecydowanie lepiej prezentowała  się ta ulica  gdy były liście  na drzewach. A takie ogołocone  z liście gałęzie  wyglądają nieco dramatycznie.

 

 Za to w godzinę później miałam za oknem taki pejzaż:



 


 A ta maluteńka czarna kropka nad najniższą  częścią dachów to zwykła wrona. Czego jak  czego ale wron to w tej okolicy nie  brak. Może  dlatego, że na  wielu podwórkach jest sporo wysokich starych drzew a wrony lubią  siadywać  na wysokich drzewach. I na  wielu  z nich zakładają  swe  gniazda. Rok temu  na "moich" podwórkowych brzozach  na jednej  z brzóz było wronie  gniazdo i  przybyły 3 nowe wronięta. 

Właśnie wydano komunikat ostrzegający przed gołoledzią. Ale ja już dziś przezornie zrobiłam  zakupy na kilka dni, więc w razie  gołoledzi pospaceruję po własnym  balkonie.

 

 

 


   A tu  "moja  hodowla" awokado. Starsza roślinka ma  już 14 cm  wysokości a ta maleńka- 4 cm.

Całość doświetlam  lampą bo jednak  dzień jest  już krótki i jak  widać podoba  się to roślinkom. 

Poza tym- nic się u  nie nie dzieje - ale nie narzekam bo prawda najczęściej  wygląda tak, że jak  się  coś dzieje to rzadko jest to coś  dobrego lub ciekawego. 

 Miłego Wszystkim!!!! 

 

wtorek, 18 listopada 2025

A jednak......

 .....druga pestka  awokado też  już  "wyszła z  ziemi:

      


A tak prezentują  się  obydwa kiełki:


 

I tak  się  cieszę jakbym   wygrała  na jakiejś loterii furę mamony. No ale ci co  mnie  znają to  wiedzą dobrze,  że mam  lekkiego świra.

A poza  tym to listopad  upomina się  wyraźnie o zaistnienie w mojej świadomości - za oknem jest  raptem +6 ( na moim zaokiennym termometrze na wysokości   3 piętra przedwojennego budynku), a do tego zupełnie  nie  wiem po jakie  licho dodatkowo  wieje  zachodni wiatr. I nie  da  się powiedzieć że dreptanie  dziś po Berlinie należało do przyjemności.

I chyba zaraz  zrobię  sobie bliskie spotkanie z jasieczkiem i kocykiem. Miłego  Wszystkim!

 

wtorek, 11 listopada 2025

Niestety jesień

 

 

Nie myślcie, proszę,  że to jest wczesny poranek - nie to już jest południe a nawet już niemal godzina  13,00 - i tak  wygląda 90%  ulic w dzielnicy  w której mieszkam. Po prostu wciąż nie ma  rąk  do pracy.

Raz  na klika  dni czasami jakaś litosierna  dusza zgarnie  liście  pod ogrodzenia trawników lub na mikroskopijny  skrawek  ziemi  pod drzewami i wtedy  wygląda to znacznie lepiej. Ostatnio to chyba raz na dwa tygodnie  zjawia  się ekipa  miejska i zbiera te  liście.  

I ja  chyba jestem niedorozwinięta  umysłowo bo nie mogę pojąć tego braku  rąk do pracy w kraju, który niemal nałogowo  przygarnia ludzi z całego świata. Nie mam pojęcia kto wymyśla te przepisy regulujące ich pobyt tutaj. Z reguły przyjeżdżają  tu ludzie młodzi i przez  dwa lata  nie  wolno im podejmować  żadnej pracy  bo się mają  wpierw  nauczyć języka. 

Mnie osobiście nauka niemieckiego  wcale  nie idzie. Mam za sobą już ponad 100 dni nauki i niestety nie polubiłam tego języka - no a gdy mam coś pojąć " ze słuchu" to klęska absolutna jeśli mówiący  nie jest  zawodowym lektorem. Poza tym jestem typowym wzrokowcem i znacznie  łatwiej mi  zapamiętać znaczenie wyrazu który mogę po prostu odczytać. I to zapewne  jest  wszystko normalne bo : primo-jestem już stara,  secundo - ta aplikacja  z której korzystam wykorzystuje w sferze  dźwiękowej nagrania tych  co biorą udział w lekcjach i bardzo  często jest tak, że zupełnie  co innego słyszę niż potem mogę odczytać widząc ten wyraz. No ale tak  to jest gdy  się  człowiek uczy  zdalnie  a nie na kursie lub ma prywatne lekcje u zawodowego lektora. No ale jest jak jest- jak mówili filozofowie. Najbardziej  lubię gdy jest podane  nowe słowo a do niego kilka różnych jego tłumaczeń po polsku i w 95% na 100 wpadam w ogromne  zdziwienie, że wiem co to słowo znaczy po polsku. 

Raz, jeszcze  w  szkole w podstawowej,  zaczęłam  chodzić na kurs  języka  niemieckiego, ale po trzech miesiącach kurs  się skończył bo dzieci nie  chodzące na ten kurs wyzywały nas od "miłośników szwabów" i grupa  chętnych na ten kurs się rozpadła. I wspominając  tamten  czas zupełnie  się przestałam dziwić że  całkiem  spora  część moich znajomych była  wpierw  zdegustowana faktem że moja  córka  wyszła za mąż za Niemca a potem mocno zostaliśmy potępieni gdy wyjechaliśmy do Niemiec, bo w Polsce już nie mieliśmy  bliskiej  rodziny. A tak  nawiasem mówiąc - każdej matce  życzę  takiego  zięcia jak mój - wiem  co piszę,  bo już 22 lata  minęły od chwili gdy  staliśmy  się  rodziną. I tak cichcem, cichcem minęło 8 lat od  chwili mojego  zamieszkania w Berlinie. I nadal lubię to miasto choć chwilami  jego rozległość  mnie poraża i nadal większość  dzielnic  znam tylko i  wyłącznie  z planu miasta a nie  z osobistego kontaktu. Ale prawdę pisząc  nie  da się ukryć, że niektóre  dzielnice  Warszawy, mego miasta  rodzinnego-też  znałam tylko z planu  miasta i nigdy w nich nie  byłam bo nie miałam po co tam być.

Pisałam tu  niedawno, że  wsadziłam  do wody  dwie pestki  awokado i nawet dałam  ich  zdjęcia. A tu  ciąg dalszy:


 Jedna  z pestek posadzonych do doniczki  już wykiełkowała, a druga niestety jeszcze  nie. Jest jakby  nieco opóźniona  w rozwoju,  korzonek też  wypuściła  ze  sporym opóźnieniem.

A oleander, który już  wypuścił  w  wodzie korzonki  też  dostał  swoją  doniczkę i prezentuje  się tak:


  I mam  w tej  chwili swego  rodzaju żłobek na oknie  kuchennym. Czekam aż druga  pestka  awokado też wykiełkuje. Tak na  moje  oko to ona  ma  ze dwa tygodnie  opóźnienia  w rozwoju w porównaniu do tej, która  już wykiełkowała.

Pogoda niestety zupełnie  nie  zachwycająca, co chwilę  przelatują deszczyki a +8 też jakoś  nie grzeje.

Miłego  dnia  Wszystkim!!!