drewniana rzezba

drewniana rzezba

środa, 7 marca 2018

Takie małe.....

......zadziwienia i trochę refleksji.
Ja dziś tak zupełnie mało ambitnie. Ale czy ja muszę ciągle coś mądrego pisać?
W końcu życie  składa się z rzeczy drobnych, zwyczajnych, duperelek i głupotek.
W minioną sobotę rodzina podzieliła się pod względem płciowym -płeć męska
pojechała  E -Banem do  Berlińskiego Muzeum Techniki, a  płeć żeńska udała
się na zakupy do ulubionej galerii.
I tu  lekkie moje  zadziwienie- sklepy.
W najbliższej okolicy mam jeden sklep ogólnospożywczy, należący do  bardzo tu
znanej sieciówki. Zaopatrzenie jak w polskim sporym markecie , czyli art.
spożywcze (szeroki asortyment) duperele z Tchibo, sporo chemii gospodarczej,
alkohole, prasa, kosmetyki, automat z kawą, kwiaty. Do tego raju mam 300m.
Obok jest jeszcze apteka, azjatycki warzywniak i coś w rodzaju trafiki, gdzie
można się  nawet napić kawy i uprawiać hazard w postaci totolotka. Nie wiem
co tam jeszcze  jest, ponieważ ani razu tam nie byłam.
Poza tym jest jeszcze fryzjer, w którym strzyżenie na mokro kosztuje 16 euro
bez względu na płeć klienta, oraz pralnia chemiczna. Po drugiej stronie ulicy
jest butik, ale raczej dla nieco młodszych ode mnie.
Na "mojej ulicy" z kolei jest piekarnio-ciastkarnia, sklep z antycznymi meblami
prowadzony przez Polaków, kilka "salonów" fryzjerskich,  jakaś naprawa  sprzętu
elektronicznego, barek kawowo- sałatkowy, sklep z napojami gazowanymi
i piwem, "klinika" fizjoterapeutyczna, włoska knajpka i nocny bar.
I jeśli zamarzy się człowiekowi  coś do ubrania, kapcie, tasiemka, lepszy
kosmetyk lub garnek, nie zostaje nic  innego jak podjechać metrem do centrum
handlowego. Do metra mam tylko 250 metrów.
Więc podjechałyśmy. Z peronu metra nie trzeba nawet wychodzić na ulicę -
wystarczy podejść do schodów ruchomych i za moment już można ogłupieć
od nadmiaru towarów.
Na parterze radocha w postaci art. gospodarstwa domowego - weszłyśmy i...
garnki, patelnie i wszystko co w kuchni mniej lub  bardziej przydatne aż po
horyzont. No normalnie można  zgłupieć. Potem trafiłyśmy na  całe hektary
stoisk z kosmetykami- oczopląs gwarantowany. Same nobliwe  firmy, zero
kosmetyków "poślednich", jak np, poszukiwany przeze mnie tonik Garniera.
Szukałam szczotki do ubrania- po przejściu tych  hektarów kosmetyków
znalazłyśmy szczotki. Jak żyję ( a żyję naprawdę  już długo) nie widziałam
takiego wyboru szczotek z prawdziwego włosia. Po 5 minutach oglądania
i brania do ręki niemal każdej szczotki dostałyśmy istnej głupawki. Bo jak
nie dostać głupawki gdy  widzisz  co najmniej 5 modeli szczotek do
czyszczenia kaloryferów, mnóstwo rozmiarów i o różnej twardości szczotek
do czyszczenia rąk, w tym szczotki dla małych dzieci, ozdobne  mniej i
bardziej szczotki do zamiatania okruszek ze stołu, oraz  przebój sezonu -
szczotki w kształcie skrzydeł polskiej husarii. Niestety nie było na metce
wydrukowane do czego ta niezwykła szczotka służy.
Szczotkę do ubrania nabyłam, cena pomiędzy 15 a 20 euro. W stoisku obok
kupiłam budzik - był tańszy od tej szczotki, zaledwie 10 euro.
Potem pojechałyśmy wyżej, bo zamarzył mi się suwak rozdzielny, długi.
I znów mnóstwo regałów  z art. pasmanteryjnymi. Oczywiście, jak w  całej
galerii, nie ma tu żadnego sprzedawcy.Dobra wszelakiego multum, czasem
musiałam niezle poczaszkować do czego niektóre rzeczy  są przeznaczone,
krąże, krążę, już chyba pół boiska piłkarskiego przeszłam a suwaków nie
widzę.
Oczywiście były, ale nie wisiały jak u nas. Tu każdy suwak miał własne, małe
pudełeczko z oznaczeniem długości a kolor i grubość ząbków były widoczne
w wyciętym "okienku". Tym razem ogarnął mnie zachwyt, nie głupawka.
Ale nic mi nie zostało oszczędzone- kierując się do działu z odzieżą sportową
przechodziłam przez dział z różnymi materiałami  - muszę tam jeszcze raz
pójść. No muszę, widziałam kilka wielkiej urody "szmatek".
W dziale sportowym przecena kurtek zimowych o 70% - napis zachęcający,
ale dziecięca zimowa kurtka, po przecenie, kosztowała 100 euro. Masakra.
Kolejne zadziwienie - można chodzić po calutkim sklepie, po wszystkich jego
piętrach z wybranym towarem i za wszystko zapłacić dopiero przed wyjściem
ze sklepu. Genialne, bo ciągniesz to za sobą w koszyku na kółkach.
Potem mały skok w podziemia, przejście do wielgachnej drogerii  "Dm" i tu
dostałam swe pośledniejsze kosmetyki.
Potem jeszcze sklep z torbami, walizami, zachwyt (mój) czymś co jest
jednocześnie walizką, torbą podróżną i plecakiem i ma kółka, ale tylko dwa,
a my szukałyśmy takiego "3 w jednym" na 4 kółkach.
Torebki damskie - kiepskie, wręcz brzydkie i zupełnie nie tanie.
Wreszcie klapnęłyśmy w kawiarence - po takich trudach należała  nam się kawa.
Dzięki córce udało mi  się nawet nieco zaoszczędzić -  jako posiadaczka karty
stałego klienta i bonów za wszystkie zakupy zapłaciła ona i tym sposobem
zaoszczędziłyśmy 20 euro. Fajnie, że na paragonie od razu był widoczny
upust przy każdej pozycji, więc od razu wiedziałam ile mam jej oddać.
Refleksja przy kawie - podaż większa od popytu, to się musi  zle skończyć.
Spojrzenie na zegarek - spędziłyśmy w galerii trzy godziny.
Dwadzieścia minut póżniej już byłam w swoim domu. Z lżejszym portfelem.


51 komentarzy:

  1. Dlatego wlasnie nienawidze "chodzic po zakupy". Potrzebujesz pary butow, a wybierac musisz t trzech milionow, jakie sa w sklepie. Mozna zwariowac. Takie zakupy smiertelnie mnie mecza, ale ja nigdy nie bylam typowa kobieta. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też męczą zakupy i to we wszystkich sklepach.
      Ostatnio w Polsce głównie kupowałam wszystko on line.Tylko żywnościowe robiłam "normalnie".Tu pewnie będę fankę Amazona;))))

      Usuń
  2. Powiem szczerze, że bywanie w takich miejscach powoduje u mnie panikę, aż tak wielkich sklepów nie lubię, wolę małe galerie handlowe, jedno piętro i starczy. Nawet Tesco mi za wielkie, nic nie mogę znaleźć.
    W ogóle, gdy robi sie ciepło na dworze wolę spacery niż chodzenie po galeriach, ale czasem trzeba, bo małych sklepów jak na lekarstwo.
    Drogi ten fryzjer!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ale w takim Tesco to masz na tej przestrzeni jakąś różnorodność towarów a tu, na takiej powierzchni masz np. same płaszcze lub same buty czy też kiecki.I nawet nie masz szans na to, że dzięki bystrości własnego umysłu następnym razem już będziesz wiedziała wg jakiego kodu jest to wszystko porozmieszczane- figa, co jakiś czas jest "przemeblowywanie" wszystkiego, żebyś musiała przewlec się przez wszystkie stelaże, a nie trafiała od startu w z góry upatrzone miejsce.Tym sposobem istnieje szansa, że coś cię jeszcze zainteresuje i coś jeszcze kupisz.
      To wcale nie drogo, ten fryzjer. W Warszawie musiałam boje staczać z fryzjerką by mi włosów po strzyżeniu nie układała na szczotkę, tylko je po strzyżeniu tylko wysuszyła. Tu już góry wiadomo,że usługa obejmuje tylko strzyżenie na mokro i wysuszenia, bez układania. Ale w "salonach" przy mojej ulicy to samo kosztuje 22 euro.
      Fryzjer- drogo, ale zwłaszcza dla nas, bo my "zarabiamy" w złotówkach.
      W Warszawie też już zaczęło brakować małych sklepów, bo czynsze szalenie wysokie. Ostatnio na Marszałkowskiej to już głównie banki , zniknęło mnóstwo dobrych sklepów.

      Usuń
  3. Jakoś u nas sklepy takie dla ludzi, nie za duże nie za małe, może dlatego że to Berlin to i sklepy większe ? :-))
    Ciekawie jest przejść się po takim sklepie na pewno,
    ale jak się to ma do tego
    że nadmiar jest wyrzucany na śmieci i niszczony ?
    Ile wytrzyma nasza przyroda tę nadprodukcję ?
    Wycieczka bardzo pouczająca :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 30% żywności jest systematycznie wyrzucane i to jest wiadome. Nie wiem natomiast co się dzieje z art.przemysłowymi. Wpierw wszystko jest minimum trzy razy przeceniane, a co potem? - nie mam pojęcia.Sama kupiłam tu 2 lata wcześniej sweter po trzeciej przecenie, za 7 euro.I służy mi dobrze.Jest mięciutki i ciepły.

      Usuń
  4. a ciekawi mnie temat dużych rozmiarów, w wielu sieciówkach odzież jest do rozmiaru 42-44, czasem można znaleźć kącik pod nazwą duże rozmiary i to wieje rasizmem i stygmatyzacją

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu jest jednak sporo klientów wymagających dużych rozmiarów, najgorzej mają tu osoby niskie i chude.
      Istnieje natomiast coś jakby podział wiekowy - na stroje bardziej dla młodych i dla "mniej młodych".
      Wiosenny płaszczyk zakupiłam sobie w dziale dla "młodych", bo jestem niedorozwinięta wzrostem.
      Poza tym ich rozmiarówka jest jakby nieco inna od naszej- nasze 48 to ich 46.
      Wiesz, w Berlinie nie ma żadnej stygmatyzacji z racji rozmiaru, wyglądu lub narodowości.Berlin jest naprawdę kosmopolitycznym miastem.
      Tu od żłobka dzieci są wychowywane w duchu tolerancji, bo w żłobku są przecież dzieci o różnych kolorach skóry, których rodzice mówią różnymi językami. I to wszystko jest traktowane w sposób naturalny. W ramach tej "naturalności"
      zobaczysz tu na ulicy starsze panie siwe i łyse- czyli zobaczysz to, czego nie zobaczysz np. w Warszawie.
      Lubię Berlin również za tę tolerancyjność.

      Usuń
  5. Portfel miałaś lżejszy, ale zadowolenie(jak wnoszę z postu) z zakupów duże, więc wypad udany, a to najważniejsze. Nie ma bowiem nic gorszego, niż nachodzić się, naoglądać i wrócić do domu rozczarowaną. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak prawdę mówiąc to najważniejsze było to, że miałyśmy z córka trochę czasu tylko dla siebie wzajemnie. Obie tego potrzebujemy po tylu latach spędzonych w oddaleniu.
      Miłego;)

      Usuń
  6. Kilka lat temu takich zakupów bym pozazdrościła, ale dziś stwierdzam, że im większy wybór tym trudniej mi się zdecydować a o pokonywaniu kilometrów w dużych sklepach to mówię zdecydowanie - nie! Lubię wejść do znajomego sklepiku gdzie wiem co leży i szybko załatwić temat. Jak mnie córka przeciagnie raz na jakiś czas po takim ogromniastym sklepie to nawet nie pamiętam jak się nazywam ;) :) Cieszę się że zakupy się udały :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zakupy to ja najchętniej robię na internecie- mam już "wypróbowane" sklepy których rozmiarówki już przetestowałam i nawet skarpetki oraz biustonosze kupowałam w Polsce na internecie.Prawdę mówiąc to nie ma dla mnie nic gorszego niż szwendanie się po przymierzalniach, zimą zwłaszcza.
      Miłego;)

      Usuń
  7. Powiem Ci, że po takich trzech godzinach to ja bym się tylko do leczenia psychiatrycznego nadawała. Nigdy nie lubiłam dużych sklepów i beznadziejnego po nich łażenia.
    A teraz to już doszło do tego, że osobisty małżonek robi sam wszystkie zakupu. Nawet waciki mi kupuje!!!! A ja w tym czasie idę na spacer do Łazienek :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponieważ jestem choleryczką, to te waciki wolę kupować sama, żeby potem nie robić mu awantury, że kupił nie taki kształt jak lubię;) Poza tym strasznie nie lubię coś komuś tłumaczyć po pięć razy, nie mam zacięcia pedagogicznego nawet za 1 grosz.
      Miłego;)

      Usuń
  8. Taki szok przezylam 34 lata temu po emigracji do USA, lacznie z czestym poznawaniem do czego jakis product sluzy I podziwem jak to tutaj ludziom jest zycie ulatwiane. Tyczylo to rowniez innych stron zycia - latwosc I prostota zalatwiania spraw urzedowych,na kazdym kroku zyczliwi I przyjazni ludzie, itp.
    Obecnie, jako ze od dawna mam co mi potrzeba, wpadam jedynie do sklepow w ktorych wiem ze potrzebna rzecz kupie a wszystko inne ignoruje, bo jak wiekszosc blogowiczek nie lubie sie wloczyc po sklepach.
    Przekonalam sie ze niezwykle dobra robote do czyszczenia ubiorow robia "szczotki" rolki z lepkim papierem.
    Zaciekawil mnie opisany szczegol ze pierwszy raz spotkalas sie iz mozesz w Berlinie kompletowac wybrane artykuly I zaplacic gdy skonczysz. Tak jest wszedzie - czy nie tak bylo zorganizowane w Polsce?
    Wroce do czegos co poruszylas we wczesniejszym poscie - nieraz "grzesze" wymijaniem po prawej gdyz czesto lewym pasem musialabym sie wlec za jakims powolniakiem ktory wlasnie bedac powolnym powiniem uzywac prawego pasa a nie robi tego, blokujac wszystkich innych.
    Mysle, a nawet jestem pewna, ze z biegiem czasu poznasz miasto jeszcze lepiej, te praktyczne jego strony I zanim sie ogladniesz bedziesz naprawde jak u siebie w domu.
    Serdecznie pozdrawiam.



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serpentynko, podaj koniecznie nowy adres bloga, proszę!!!
      Szok "sklepowy" to ja przeżyłam gdy pojechaliśmy do Singapuru- tu puste półki i galopująca inflacja, a tam sklep na sklepie, super domy handlowe i bajecznie kolorowo.
      W Polsce jak na razie nie ma jeszcze domu handlowego, który byłby właścicielem dwóch lub pięciu pieter, jak tutaj. I podoba mi się fakt, że mam dwie możliwości- albo płacić "pojedynczo" w kasie, która jest na danym piętrze, albo wszystko hurtem przed wyjściem ze sklepu. Ta szczotka do ubrań potrzebna mi jest do czyszczenia kanapy, ubrania czyszczę właśnie tą "przylepcową" szczotką.
      Ja naprawdę bardzo lubię Berlin i co dziwne- polubiłam to miasto zaraz od pierwszego pobytu.
      Nie miałam natomiast takich uczuć do Monachium, choć miasto naprawdę było ładne. Tam najbardziej lubiłam to, że Alpy były blisko.
      Serdeczności;)

      Usuń
    2. Blog co prawda przenioslam by go nie stracic, by trzymac na pamiatke, ale nie mam zamiaru kontynuowac prowadzenia wiec dlatego nie podaje adresu.
      Mocne usciski przesylam.

      Usuń
  9. Hej Anabel, nie wiem ktory dom towarowy opisujesz, ale zakladam, ze to albo Karstadt albo C&M? W Niemczech jeszcze te wielkie domy towarowe funkcjonuja, w Polsce raczej sa tzw. Galerie Handlowe skladajace sie z wielu pomniejszych sklepow i butikow - w Ameryce to sie nazywa Mall, i tam tez placi sie wszedzie osobno. Takie jednorodne molochy w dzisiejszych czasach sa ciezkie do utrzymania - wiec przyjal sie typ galerii w srodku z supermarketem.
    W Niemczech te firmy wyrastaly wtedy, kiedy u nas kwitla Komuna, a teraz problemem jest znalezienie tak wielkich lokali w centrum miasta do wynajmu - nie mowiac o kupnie.
    W Anglii tez padaja - zachowaly sie moze dwa czy trzy z typu wielkich domow towarowych, ktore tez redukuja i powierzchnie i asortyment - na dluzsza mete nie do utrzymania w dobie konkurencji i internetu.
    Podlaczam sie pod chor poprzedniczek : szalu dostaje w takim molochu i po godzinie jestem tak wypluta i otumaniona iloscia towaru, ze wychodze w podskokach.
    Ale mam znajome, ktore uwielbiaja i potrafia tak spedzic cala sobote od rana do 21-tej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To centrum handlowe to Boulevard i dwa piętra oraz kawałek parteru w nim zajmuje Karstadt. Podoba mi się głównie w nim to, że praktycznie nie wychodząc na ulicę (cenne w mróz)mogę "obskoczyć" naprawdę wiele sklepów. To nie jest złe, gdy z metra możesz niemal od razu wejść do sklepu. I wcale nie było tłumów, bo takich centrów jest jednak sporo i każdy wybiera najbliższy swej dzielnicy.Ja mam raptem 3 przystanki metra, a do metra to mam tylko 250m.
      Ale jak nieco tu się zadomowię to znów, jak w Warszawie, zacznę kupować niemal wszystko online.

      Usuń
    2. Pamietam Karstadty:) Bardzo fajnie sie po nich chodzilo, choc tanio nie bylo. Jakby sie dalo to kupowalabym wszystko on line, ale niestety - cokolowiek zamowilam z ubran - nigdy nie pasowalo, mialo inny kolor, inna tkaninie niz myslalam, cos okropnego - juz pare razy sama siebie opieprzylam po co ja to zamawiam - musze isc i przymierzyc, nie ma wyjscia.
      Przez internet to udalo mi sie tylko zamowic piekna srebrna bransolete z ebaya, ale co z tego, jak juz ja zgubilam...
      Nie powinnam sie tykac:)

      Lazenie po sklepach ma swoje uroki, pod warunkiem, ze co kawalek jest przerwa na kawke i ciastko, albo i lody :)!

      Usuń
  10. Jeszcze parę lat temu chętnie wybierałam się z córkami do Poznania albo Szczecina do galerii handlowych. Dziś zdarza mi się to tylko przed świętami, a wracam zmęczona jakbym pole przeorała. Nie powiem jednak, że nie miałabym przyjemności z "węszenia" w sklepie z tkaninami czy rękodzielniczymi pierdołkami.
    Wczoraj po południu byłam na przedświątecznych zakupach w Seelow.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znowu są jakieś święta? Pamiętam swoją pierwszą Wielkanoc w Niemczech- szybkie śniadanie i w samochód- pojechaliśmy wtedy do Belgii i Holandii. A zimno było tak jak teraz, choć to była połowa kwietnia.
      Miłego;)

      Usuń
  11. Przeczytalam hurtem do tylu trzy posty, odrabiam zaleglosci :)
    Do sklepowych molochow nie wchodze, nie wytrzymuje wielkosci, muzyki i placzacych sie klientow!
    U mnie wiosna, nakupilam jak glupia cebulek, klaczy i bogwiczego, pewnie mi miejsca w ogrodku zabraknie. Powinno sie mnie zwiazac i nie wypuszczac do sklepow, gdzie sa kwiatki!!! Kupilam tez sadzeniaki ziemniaczkow, mam zamiar posadzic je w workach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu nie było ani tłumów ani muzyki.Basiu, a nie ma odmiany samoobierajacych się kartofli lub takich,, co posadzisz w garnku a jak urosną to tylko wypłuczesz, nalejesz świeżej wody i wstawiasz na płytę i gotowe??? Tu w każdej EDECE kwiatów jak mrówek w lesie, ale ja jestem odporna- balkon ma południową wystawę i muszę dobrze sprawę przemyśleć co mam posadzić. A centra ogrodniczo to mam na szczęście dość daleko od domu;)
      Poza tym to 3 piętro a na dole ruchliwa ulica.
      W Warszawie moja sąsiadka miała tak świetnie odrobione sztuczne pelargonie, że dopiero gdy je pomacałam zorientowałam się, że to sztuczne.
      Zastanawiam się nad czymś pnącym, jednorocznym- może dziki chmiel?

      Usuń
  12. A ja się zachwyciłem galerią handlową w Hiszpanii, o wdzięcznej nazwie El Corte Ingles, gdzie na każdym piętrze było coś innego, a między kolejnymi powierzchniami wystawowymi różnych producentów można było spokojnie sobie chodzić, nie było ścianek działowych, bramek antykradzieżowych itd. Super miejsce. :)

    Przemyślałem sobie parę spraw i już wiem, co mogę zmienić. :) Dziś mniej czas mi przeleciał między palcami. A to już jakiegoś rodzaju sukces.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piotrze, tu też na każdym piętrze coś innego, tylko chodzenia jak na mój gust za wiele.I jak na moje nerwy stanowczo za dużo towaru i jak na moją emerycką kieszeń ceny jakby nie z tego świata.
      Czas mniej nam przelatuje między palcami gdy zaczynamy wszystko robić bardzo świadomie.A to wcale nie jest łatwe, wiesz?
      Miłego;)

      Usuń
  13. Zmęczyłam się od samego czytania o tych zakupach, haha ;) Nie przepadam za dużymi galeriami handlowymi, takie chodzenie po sklepach zdecydowanie nie jest dla mnie, po 2 godzinach potrafię być zmęczona jakbym cały dzień przepracowała. Często bywa też tak, że gdy już wybieram się po jakąś konkretną rzecz do centrum handlowego, to nie potrafię jej znaleźć, jest za to masa innych, niepotrzebnych mi rzeczy. Ostatnio chciałam kupić zwykłe czarne spodnie, a zamiast nich kupiłam buty i parę innych pierdół, mimo że tego nie planowałam. Z jednej strony fajnie mieć duży wybór wśród towarów, z drugiej jednak strony utrudnia to wybór i kusi do nabycia rzeczy, które są nam właściwie zbędne.
    Gdybym tylko mogła to robiłabym zakupy wyłącznie przez internet, no ale niestety należę do osób, które raczej wolą zobaczyć coś na żywo przed kupnem, przymierzyć, itd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak tylko się bardziej zadomowię zapewne znów wrócę do zakupów internetowych.W czasach PRL to często mając zamiar kupić spódnicę kupowałam zupełnie coś innego. W ten sposób kupiłam świetną szafę, a zamiast kostki masła kupiłam dywan. Ale teraz to mi się nie zdarza.

      Usuń
  14. Uwielbiam takie opowiastki - o tych szczególikach, co gdzie, jak i za ile. To jest właśnie meritum codzienności, a to przecież nią żyjemy :-). Za granicą zawsze najbardziej interesuje mnie właśnie to, co mają w sklepach, po ile, co mają innego, niż u nas, co takiego samego itp, itd. I jeszcze to, co jedzą ;-). I w ogóle najbardziej ciekawa jest dla mnie wszelka codzienność. Wolę połazić po sklepach, barach i ulicach, niż iść do zacnego muzeum... W związku z tym - ucieszyłaś mnie tym postem i proszę o więcej!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz to jak w banku.Osobiście bardzo nie lubię jechać gdzieś tylko po to, żeby coś zwiedzić. Jest to męczące i daje zerowy obraz kraju, którego zacne zabytki zwiedzasz. Znacznie więcej dowiem się o tych zabytkach z odpowiedniej lektury lub filmu dokumentalnego. A poznawanie nowego miejsca to właśnie "uczestniczenie w takich pierdółkach" jak zjedzenie obiadu w małej knajpce, połażenie po sklepach, powłóczenie się bez celu po ulicach, odwiedzenie różnych sklepików a nawet pchlich targów, pojeżdżenie po mieście autobusem, popatrzenie jak się tu ludzie ubierają, jak się zachowują w różnych sytuacjach.
      No i z takim podejściem mam etykietkę "prymityw
      absolutny", co mnie zupełnie nie boli.
      Miłego;)

      Usuń
  15. Niezle zawrócenie glowy masz tam z tyki mozliwosciami szopingowania. Ja czasami lubie takie motlochy, bo poza tym mieszkam na prowincji, i zakupy mam jedynie na spokojnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie jedyną dobrą stroną jest to, że wszystkiego możesz dotknąć, pooglądać ze wszystkich stron, zastanowić się spokojnie bo nikt cię nie popędza, nie depcze po nogach, nie denerwuje się, że mu czas zabierasz. Minusem jest to, że czasem trzeba się niezle nachodzić bo sklep ma kilka pięter a na każdym piętrze XXL metrów kwadratowych do przedreptania.

      Usuń
  16. Czasem tak mam w sklepach w Warszawie, choć u mnie zwykle jest to jakby w inną stronę. Wydaje się, że towarów np. ubrań jest cała masa, jednak jak chce się kupić dajmy na to koszulkę z jakimś nadrukiem to jakby wszystko się przeciwko mnie zmówiło i żadna koszulka mi nie odpowiada. :)

    Musiałbym chyba być bogatym celebrytą, by wynająć sobie jakiegoś mistrza jogi czy innego świadomego uczestniczenia w życiu. A nie byłoby pewności, że coś z tego zrozumiem i zastosuję. Świadome działania zawsze i wszędzie to trudna sztuka.

    Dla mnie odkrycie tej strony z drzeworytami to coś wspaniałego, mniej więcej taki sam zachwyt miałem jak przy odkryciu ostatnio strony z muzyką niezależną, wydawaną własnym sumptem przez zespoły.

    Jeśli w Warszawie mycie kosztuje około 30 złotych, to chyba w Niemczech nie jest ta cena dużo wyższa, choć oczywiście w euro, a to już jest inna sytuacja.

    To trochę jak w USA, tam podobno właściciele aut ciągle je czyszczą.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całe życie to mam- towaru multum, ale gdy tylko zachce mi się coś kupić dla siebie, to zaraz się zaczyna -albo brak rozmiaru, albo nie ten fason, albo kolor nie taki.
      Do tego nie trzeba mieć mistrza, to samemu można wyćwiczyć i to bardzo pomaga w życiu. Trochę koncentracji i udaje się.
      Jak na razie to widzę tylko właścicieli myjących auteczka a jeszcze nie widziałam takiej myjni z człowiekiem, który by to autko zamiast mnie umył.
      A te automatyczne myjnie są tak zautomatyzowane, że aż mnie strach ogarnia, że sobie rady nie dam z tym automatem;)Nasze nie są aż tak zautomatyzowane, zawsze jest jakiś człowiek do tego.
      Uzupełnianie ciśnienia w oponach też jest tu jakimś mocno traumatycznym przeżyciem, bo pojemniki z powietrzem są przenośne i są ciężkie i na tyle małe, że trzeba co chwilę to cudo napełniać. Paranoja jak dla mnie.

      Usuń
  17. Od czasu do czasu daję się wyciągnąć na sklepowe włóczęgi, ale to głównie, gdy przyjeżdżają córki. Bardziej od zakupów podziwiam wtedy ich biegłość w posługiwaniu się różnymi aplikacjami, które sprawdzają daty produkcji kosmetyków i dokładny ich skład - te przeróżne parabeny i SLS-y.
    Uporczywie walczę również z pokusami wszelkich wyprzedaży i promocji; z całkiem dobrym skutkiem.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu na wyprzedażach 90% produktów jest pełnowartościowych, w Polsce niestety nie.Obniżki cen i wyprzedaże są tu "na okrągło", bo taniej jest opróżniać magazyn rękami klientów niż personelu.
      Jeszcze nie zachorowałam na smartfonizonę, ale czasami mam wrażenie, że wkrótce niektórzy to nawet do talerza nie trafią bez smartfona.
      Ja tylko korzystam czasami z nawigacji, bo to tańsze niż zainstalowanie nawigacji w samochodzie.
      Miłego;)

      Usuń
  18. Zaciekawiło mnie do czego miał być ten suwak, bo ja przerabiam i naprawiam różne rzeczy, ale jednej nie znoszę, nie umiem to wymiana zamków. Jeszcze mi się nigdy nie udało ładnie wszyć zamka, a już nie daj Wszechmogący w zimowej kurtce.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to wszywanie suwaka to jest kara boska za wszystkie przeszłe i przyszłe grzechy;)))Suwak o dość grubych ząbkach, niestety dwustronnie rozpinany i wszyję go do takiej ciepłej polarowej koszuli. Nie mam problemu z wszyciem suwaka o ile robię to "ręcznie" a nie na maszynie. Tu będzie trochę cyrku, bo poprzedni suwak był "kryty" od strony spodniej tzw. besetzem. Nie wiem jak to się wabi po polsku,może spodnia plisa? A do wszywania suwaka na maszynie startowałam kilka razy i nawet miałam do tego "półstopkę", ale maszynę już dawno komuś podarowałam, bo szyłam na niej głównie "lotem pijanego trzmiela", no chyba,że miałam wyrysowaną kreskę;)Wiem, żałosne to;)

      Usuń
  19. Nigdy nie lubilam i ciagle nie lubie sklepow, marketow i temu podobnych miejsc. Ale pamietam jak 33 lata temu chodzilam z opadnieta szczeka podziwiajac nadmiar wszystkiego. Teraz mnie to wszystko meczy i wnerwia (delikatnie mowiac) jak chce cos kupic to nie znaczy, ze po drodze musze obejrzec pierdyliard rzeczy, ktore mnie zupelnie nie interesuja:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fascynacje sklepami to przeżyłam w latach 80'
      w Singapurze- u nas pustki i siermiężność, tam zaopatrzenie po kokardkę, piękne dekoracje, tu zima (luty) tam ciepło a raczej gorąco i kolorowo.Ostatnio w Polsce i tak głównie kupowałam online, tylko żywnościowe zakupy robiłam w sklepach.

      Usuń
  20. Mi tam już żadna telewizja nie pasuje w 100%. Wolę sobie posiedzieć na blogach, poczytać książkę czy posłuchać muzyki. Ot taka sytuacja. :)

    Pewnie tak, bo teraz jak jedna z tych dwóch wiewiórek wzięła orzecha to od razu jakiś ptak chciał się dobrać do niego również.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na tV "tracę" przeważnie 1 godz. dziennie a i to tylko na filmy dokumentalne. A wiadomości z reguły nie oglądam, wychodząc z założenia , że i tak mnie one ścigną czy będę tego chciała czy też niekonieczie.

      Usuń
  21. Co kraj to obyczaj. Osobiście nie przepadam za galeriami handlowymi, ale czasem lubię wędrować po sklepach, gdy jestem w innym mieście, a co dopiero w obcym kraju ?! Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze gdy jestem poza własnym krajem z ciekawościa wstępuje do sklepów, podglądam co ludzie kupują, oglądam wystawy sklepowe, odwiedzam kawiarnie, małe restauracyjki i...księgarnie. Z samego zwiedzania najważniejszych zabytków nie można poznać danego miasta.
      Miłego;)

      Usuń
  22. Moje doświadczenia z niemieckich sklepów są podobne. Znajduję niesamowicie zaopatrzone sklepy z artykułami AGD i do domu w cenach naprawdę czasem niezbyt wygórowanych. Po czym idę do galerii i oglądam byle jakie ciuchy w cenach wyrażonych tą samą kwotą, co w Polsce, tyle że w EUR. Przelicznik wszyscy znamy.
    To dlatego niektórych rzeczy raczej nie kupuję tutaj, dopóki życie zawodowe i tak ciągnie mnie ciągle do Polski. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim odczuciu Niemcy są mistrzami w produkcji wszystkiego co do utrzymania porządku w domu służy i co jest przydatne w gospodarstwie domowym.
      Ciuchy to mnie nie zachwycają a już mierzenie ich jest dla mnie katorgą, niezależnie od pory roku. Znów będę kupować online, jak w Polsce.;)

      Usuń
  23. I ja nie znoszę tych kolosów sklepowych, ale niestety czasami trzeba się tam wybrać.Trzeba przyznać, że wszystko w nich jest świetnie zorganizowane.
    Szczotek, szczoteczek z naturalnym włosiem faktycznie jest duży wybór. My ostatnio testujemy takie szczotki do czesania włosów, są rewelacyjne.
    Myślę, że najważniejszym celem tej wyprawy było to, aby spędzić miło czas z córką.

    Pozdrawiam serdecznie, czy dostałaś mail ode mnie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, właśnie taki był cel, bo musimy się na nowo do siebie przyzwyczajać. 17 lat rozłąki to jednak swoje zrobiło.
      Już się poprawiłam, odpisałam;)
      Miłego;)

      Usuń
  24. A ja więcej czasu przeznaczam na Internet, jeśli chodzi o TV to zależy od dnia, czasem jest więcej do oglądania, czasem mniej.

    Cóż, teraz to już sprawa zamknięta z tym zakazem handlu w niedzielę. Pewnie ktoś jeszcze będzie się rozwodził, jednak nic to nie pomoże.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  25. Jak dobrze, że opisałaś sklepową podróż, bo ja siedzę więcej w domu i wcale nie chce mi się bawić w detektywa szukającego odpowiedniego towaru w odpowiednim fasonie, kolorze, rozmiarze i jeszcze żeby mi się podobał...z przyjemnością wędrowałam z Tobą. :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to mam jakiegoś pecha- towarów jak mrówek w lesie, ale zawsze brak albo mego rozmiaru albo nie ten kolor i gatunek. Płaszcza wiosenno-jesiennego dla mnie szukałyśmy dwie godziny i gdyby nie upór córki to nie kupiłam nic, rezygnując z poszukiwań.
      Serdeczności;)

      Usuń