Te nietłukące się bombki zrobiłam w 2011 roku i wysłałam pocztą do córki. I do dziś istnieją. Są zrobione techniką dekupażu. Praktyczne, bo zaciekawione dziecko może wziąć bombkę w rączkę i bardzo dokładnie obejrzeć. No jest trochę przy tym pracy bo trzeba znaleźć odpowiedni obrazek, który jest wydrukowany na specjalnym arkuszu nadającym się do tej techniki, potem starannie go wyciąć, nakleić go wewnątrz bombki używając do tego celu specjalnego kleju do tej techniki, potem spokojnie odczekać aż klej wyschnie i wtedy można już złożyć obie części bombki w całość. Zabiera to trochę czasu i zmusza do uwagi, bo obrazek jest nadrukowany na cieniutkim bibułkowym papierze, ale potem, gdy widzi się radość malucha to już się tego trudu nie czuje. A teraz to się wręcz wzruszyłam, że są do dziś.
No naprawdę, pracochłonne i wzruszające zarazem!
OdpowiedzUsuńDekupaż to wielce absorbujące hobby. Pożera czas i pieniądze.Poza tym wymaga również sporo miejsca, bo gdzieś te malowane i naklejane ozdóbki muszą schnąć po malowaniu, naklejaniu, utrwalaniu. A często jest to kilka warstw farby i lakieru. I to wszystko w takim miejscu by się nie zakurzyło lub nie przysiadły na nich jakieś owady. Ale frajda duża - przynajmniej dla mnie.
UsuńUrocze! I rzeczywiscie praktyczne tam, gdzie male dzieci i koty. ;)
OdpowiedzUsuńNo właśnie - były robione pod kątem wnuczków-starszy miał wtedy 2 lata, młodszy był "w drodze".
UsuńPrześliczne i ... nie dziwię się wzruszeniu :)
OdpowiedzUsuńW tym szaleństwie dekupażowania zrobiłam dla dzieci drewnianą skrzynkę na skarby, małą skarbonkę, dla córy tacę, te bombki i miniaturę wioski zimowej. I rozstałam się z dekupażem.
UsuńDziękuję za obecność na moim blogu w czasie tak trudnego dla mnie roku. Jesteś uzdolnioną, wspaniałą Kobietą, dlatego żyj jak najdłużej, by Twoi bliscy, mogli cieszyć się Tobą nie tylko w święta. Uściski pod choinkę przesyłam.
OdpowiedzUsuńIwonko, bywanie na Twoim blogu to dla mnie duża frajda! Zawsze piszesz mądrze i z sensem i często podziwiam bo treść wskazuje na to, że musiałaś sporo czasu poświęcić by dany temat omówić. A mnie często brak cierpliwości i "chodzę nieco na skróty". Spokojnych Świąt Ci życzę!!!!
Usuńniezmiennie podziwiam Twoje zdolności manualne
OdpowiedzUsuńDziękuję Klareczko - wiesz jak jest - robię bo lubię i nie zawsze się zastanawiam czy to jest potrzebne.
UsuńBardzo fajne bombki, takie wlasnie do trzymania na pamiatke cale zycie. Nic dziwnego ze wzruszylas sie widzac jak sa pielegnowane.
OdpowiedzUsuńTo samo u mojej corki - co tylko kiedykolwiek otrzymala od nas, niekoniecznie tematycznie zwiazane ze swietami, trzyma do dzis. Przyjemnie mi widziec to wiec dobrze rozumiem Twoje wzruszenie.
Jednak wiem ze na niej urwie sie ten lancuch przekazywania :(
Właśnie wróciłam od nich, odprowadzona przez zięcia i wnuków, bo prezent nieco ważył. I na choince tym razem też wisiały te bombki i jeszcze kilka zabawek , które wymodziłam szydełkiem i poczułam się "dopieszczona rodzinnie".
Usuń