Wczoraj doznałam lekkiego szoku gdy wyjrzałam na nasze podwórko- zupełnie nagle, bez ostrzeżenia - rozkwitło owocowe drzewko:
A dziś było + 15 stopni, prześlicznie świeciło słońce i aż się dziwiłam,że drzewa nadal mają golutkie gałęzie.
A poza tym- dostałam nowe słuchaweczki do swojego aparatu słuchowego i jestem nimi zachwycona- są tak wygodne, że będę musiała pamiętać, że należy je zdjąć idąc pod prysznic. Tu co 2 lata należą się nowe słuchaweczki w ramach zwyczajnego ubezpieczenia.
O tym, że coś jest nie za fajnie z moim słuchem to się przekonałam w 1976 roku w czasie badania lekarskiego związanego z prawem jazdy. Pan doktor stanął za mną kazał mi zakryć lewe ucho i powiedział coś szeptem i prosił bym powtórzyła co on wyszeptał. No więc grzecznie powtórzyłam, a potem- okazało się, że owego teatralnego szeptu nie usłyszałam lewym uchem- no ale gdy nieco głośniej poszemrał usłyszałam i pan doktor zezwolił bym pozwolił bym dalej kontynuowała naukę jazdy. Bardzo długo wystarczało mi dosłuchania tylko prawe ucho, ale córka zorientowała się, że tak naprawdę to ja słyszę tylko jednym uchem i doprowadziła mnie 2 lata temu do poradni audiologicznej i zostałam "zaaparatowana". A że tu jest porządek, to w tym roku przychodnia sama z siebie wezwała mnie na kontrolę słuchu i dostałam nowe słuchaweczki i nowe do nich ustrojstwo elektroniczne. Przy okazji zrobiono kolejne odlewy wnętrz mych uszu i zrobione nowe słuchaweczki są naprawdę super- mniejsze od poprzednich, część elektroniczna też mniejsza i dziś właśnie się nimi zachwycam bo są naprawdę ekstra wygodne- w ogóle ich nie czuję.
A co do słuchu - to nie kwestia mego podeszłego wieku, tylko ja w dzieciństwie chorowałam na szkarlatynę a były to czasy gdy nikt nie słyszał o czymś takim jak antybiotyki, leczono mnie z początku sulfatiazolem, po dwóch dniach okazało się, że mam zapewne uczulenie na ów lek bo puchły mi węzły chłonne, co było mało zabawne. W wiele lat później okazało się, że ja faktycznie mam uczulenie na sulfatiazol i inne sulfonamidy. Teraz już wiem i zawsze w "ankiecie zdrowia" podaję ten fakt do wiadomości lekarza.
A poza tym - nic się u nie ciekawego nie dzieje, kompletna stagnacja. Pogoda z reguły nie zachęcała do wyjścia z domu, więc spacery ograniczały się do wędrówki na zakupy. Poza tym wciąż mi daje do wiwatu nerw obwodowy zaatakowany bardzo wiele lat temu przez wirusa półpaśca.
No cóż- nie da się ukryć, że życie nie jest jednak romansem.
Wszystkiego dobrego dla tych, którzy tu czasem zaglądają.

I dla Ciebie wszystkiego dobrego. U nas wiosna migocze, raz jest, raz jej nie ma, przy czym najczęściej to drugie (wg celtyckiego kalendarza mamy wiosnę od lutego). Zima była szara, wietrzna i mokra, trzymam kciuki, niech już będzie lepiej :) Mąż ma problemy ze słuchem, ale tutaj system nie działa tak dobrze jak w Niemczech :)
OdpowiedzUsuńTegoroczna zima nie była ciężka, tak naprawdę to ze dwa dni trochę popadało śniegiem, potem część się rozpuściła, nocą zamarzła, i było ślisko. No ale jestem w o tyle dobrej sytuacji, że nie muszę wychodzić codziennie z domu.
UsuńUwielbiam takie zaskoczenia wiosna, widziałam już nawet magnolię ze sporymi kwiatami, miejsce zaciszne i ciepłe.
OdpowiedzUsuńChoroby niosą wiele powikłań, mój mąż po grypie załatwił sobie stawy kolanowe, długo potem leczył.
Dobrej kondycji na spacery wiosenne!
Tu na razie ruszyły do kwitnienia drzewka owocowe, ale nie wszystkie, na razie tylko śliwki. Jabłonki na razie tylko się "przygladają". Magnolie też jeszcze nie poczuły chęci na rozkwitnięcie.
UsuńNie wiem czemu, ale mnie nie podpisało.
UsuńJestem głucha jak pień, telewizor chodzi na cały regulator. Niestety sama do poradni po aparat nie pojadę, a rodzina ma tak wiele obowiązków, że nie mają czasu wozić mnie po lekarzach. Nie widzę wiosny, ale ją czuję. Życzę Ci wiele zdrowia i słuchania ulubionej muzyki, bo przy tak doskonałym aparacie, to tylko przyjemność. Uściski.
OdpowiedzUsuńWiesz- im dłużej się odkłada zaaparatowanie tym trudniej potem, bo przestają działać nerwy słuchowe i jest problem i często wtedy musi wkroczyć chirurg. Tak naprawdę to potrzebne są raptem 2 wizyty - pierwsza by przebadać ubytki słuchu, określić jaki ma być aparat, pobrać wyciski na zrobienie słuchawek dousznych. I potem druga wizyta, czyli już jest gotowy aparat lub dwa i tyle. To naprawdę idzie szybko, bo nie ma dodatkowych atrakcji jak u internisty, gdy pacjent musi się rozebrać do badania a potem mozolnie ubrać. A może rodzina zorganizowała by dla Ciebie kogoś z pomocy społecznej na te dwie wyprawy do audiologa? To naprawdę są raptem 2 wizyty.
UsuńZycze duzo radosci z nowych sluchawek i codziennie nowych zaskoczen wiosennych :)
OdpowiedzUsuńNo naprawdę mam radochę, bo te nowe słuchaweczki są mniejsze i wcale mi nie przeszkadzają - zupełnie nie czuję ich obecności i muszę pamiętać by je wieczorem wyjąć i nie przespać się w nich lub nie wylądować w nich pod prysznicem.
UsuńI pięknie, że słyszysz. Ja byłam tydzień temu pierwszy raz na spotkaniu grupy niedosłyszących i głuchych, I było wspaniałe. Towarzyszącą mi Arleta nie mogła się nadziwić, że Pan po dziewięćdziesiątce, zaimplantowany, bo kompletnie gluchy, słyszysz wszystko i dyskutuje że wszystkimi. Bo tak ma być.
OdpowiedzUsuńOsobiście preferuję nieco większe ustrojstwo, z otoplastyką, ma wieksza baterie, czyli dłużej działa, a otoplastyka zapobiega zrywania sobie aparaciku wraz z maseczką, jak pracuje na izolatkach.
Pozdrawiam serdecznie!
Wiele osób w Polsce wstydzi się faktu, że nie dosłyszą i muszą korzystać ze wspomagania słuchu aparatem. Tu tego nie ma, niedosłyszysz to idziesz do audiologów i cię zaaparatują. Zero problemu. Niewiele znałam osób leciwych , w moim wieku, które nadal by miały nienaganny słuch. I takie podejście jak tu, że nic co ludzkie nie jest obce a każda ułomność fizyczna nie jest powodem do wstydu lub wycofania się z życia - bardzo mi się podoba.
UsuńKlik dobry:)
OdpowiedzUsuńNa dobre aparaty słuchowe w Polsce trzeba wydać kilkanaście tysięcy. Dofinansowanie z NFZ wynosi 2.100 zł do 2 aparatów.
Pozdrawiam serdecznie.
What a thorough and important reflection. 🩺 I love how you connect past experiences to present awareness—turning a childhood illness and a difficult reaction into practical knowledge that safeguards your health today. Sharing this kind of detail highlights how paying attention to our bodies over time can make a real difference, and it’s a reminder of the value of careful, informed self-care.
OdpowiedzUsuńWhat a thoughtful and insightful story. 🌿 It’s interesting how an experience from childhood—scarlet fever and a drug allergy—has shaped the way you approach your health today. Your attention to detail, like noting allergies in your health questionnaire, shows a careful, proactive mindset. It’s a great reminder that lessons from the past can guide us safely in the present.
OdpowiedzUsuń