......dokonałam odkrycia. Wielkiego i wstrząsającego. Zwłaszcza wstrząsającego, bo nagle, jak to mówią- "wyszło szydło z worka". Wczoraj był Wielki Piątek, a ja w czwartek wieczorem doszłam do wielce odkrywczego wniosku, że jeszcze muszę koniecznie jeszcze coś dokupić w pobliskim markecie spożywczym, więc bladym świtem, ( u mnie świt zaczyna się około ósmej rano), nieco zaspana i ledwie przytomna, bo przed śniadaniem i poranną kawą - wyszłam z domu.
I tu pierwszy szok - na "mojej" ulicy ani jednego człowieka i nie przejeżdżał ani jeden samochód. To samo gdy skręciłam w ulicę prowadzącą do sklepu - ulica była pusta aż po horyzont, byłam na niej zupełnie sama. No ale nie zastanawiając się nad tym faktem parłam z uporem maniaka do przodu- bo tak wczesna godzina wielce upośledza moje procesy myślowe. Kątem oka zauważyłam, że wszystkie mijane punkty usługowe są zamknięte, ale dalej parłam do przodu do sklepu. I.......okazało się, że sklep jest zamknięty. Nie mogę napisać co pomyślałam, bowiem była to myśl wielce niecenzuralna.
No cóż- sklep zamknięty, wiec zrobiłam zwrot przez sztag i zawróciłam, niczym przysłowiowy "samotny biały żagiel" w stronę domu. Co prawda już nie byłam na ulicy sama, bo pod pobliskim platanem starsza pani namawiała pieska by przestał węszyć i ruszył dalej. W drodze do domu znowu byłam jedynym użytkownikiem chodnika, ale pomalutku włączyło mi się myślenie i gdy wreszcie dotarłam do budynku, w którym mieszkam i doczłapałam się do swego mieszkania rzuciłam się do komputera by sprawdzić co się dzieje.
No cóż- mieszkam tu od 2017 roku i dopiero wczoraj dotarło do mego nieco opóźnionego w rozwoju mózgu, że w Niemczech Wielki Piątek jest tak zwanym cichym dniem wolnym od pracy. Sklepy i kawiarnie są nieczynne, poza nielicznymi sklepami spożywczymi, które są na dworcach. Kawy można się natomiast napić w niektórych piekarniach. W kinach w ten dzień nie są wyświetlane komedie, w ten dzień nie ma dansingów, a wieczorem wierni idą do kościołów na tzw. "adorację Krzyża". Pewnie się dziwicie, że o tym wszystkim nie wiedziałam wcześniej, skoro mieszkam tu od października 2017 roku - no cóż po prostu po raz pierwszy gdy robiłam czwartkowe zakupy zapomniałam o czymś, co powinnam była kupić. Wniosek - muszę jednak zacząć zapisywać co mam kupić bo wyraźnie widać, że mnie zaczyna dopadać skleroza.
Życzę Wszystkim tu zaglądającym Spokojnych, pełnych rodzinnego ciepełka i radości Świąt!!!!
No właśnie tak to jest , jedni mają wolne, inni wręcz przeciwnie, niby święta, a hotele, restauracje, sanatoria, szpitale pracują...
OdpowiedzUsuńOby niczego ważnego Ci nie zabrakło...
jotka
Niestety sporo jest zawodów , które są wykonywane bez względu na porę roku roku, dnia i godzinę.
UsuńSzkoda bo nie kupilas tego co ci bylo potrzebne ale za to mialas mily spacerek.
OdpowiedzUsuńJakze inaczej jest u nas - Wielkanoc czy B. Narodzenie to tylko jeden scisle swiateczny dzien, podobnie Indycze swieto ale i wtedy sklepy sa czynne przez pare rannych godzin.
Na codzien to w niedziele mamy duzo punktow uslugowych otwartych jak np fryzjernie. Jesli komus wypadnie dokupowanie w taki zamkniety dzien to troche podstawowych produktow mozna kupic w stacjach benzynowych.
Zycze milej niedzieli.
Spacerek był średnio miły bo wiał chłodny, północny wiatr. Śmiać mi się chce, bo wczoraj (czyli w niedzielę) przelatywały w ciągu dnia całkiem spore deszcze, a dziś, gdy jest tradycycyjny "lany poniedziałek" pięknie świeci słońce, tylko wiatr nadal urzęduje. I jest u nie w tej chwili 11 stopni ciepła.
UsuńJa tak zawsze zostawiam wszystkie zakupy i załatwienia do ostatniej chwili i potem jak co braknie, to trzeba cierpliwie przeczekać do końca świąt. Życie potrafi zaskakiwać na każdym rogu...
OdpowiedzUsuńZdrowych i pogodnych Świąt!
Kiedyś starałam się wcześniej wszystko przygotować, kupić, zaplanować- ale teraz gdy od niemal 7 lat jestem sama to jakoś mi to nie wychodzi. Dbam tylko o to, by podstawowe artykuły były w domu- a tym razem zapomniałam o jajkach, które mam obowiązek konsumować codziennie, bo to jednak najłatwiej przyswajalne białko.
UsuńA mój komentarz do tego posta jest pod poprzednim:( Ja się nie bawię, masz tutaj chochliki, które żonglują komentarzami. Spokojnego poniedziałku wielkanocnego:)
OdpowiedzUsuńWiesz- odkąd w blogosferę i właściwie w cały internet jest włączona sztuczna inteligencja coraz częściej zdarzają się dziwne rzeczy, czasem nawet baaardzo dziwne. Poniedziałek u mnie spokojny, tylko wiatr się nie wiem po co zabrał do pracy, ale jest piękne słońce, a wczoraj to przelatywały ( nie wiem po co) deszcze. No ale dęby burgundzkie pod moimi oknami zgubiły wreszcie swe stare, pomarszczone i ciemno brązowe liście, a to znaczy, że wiosna blisko. A tegoroczna zima była tu zupełnie nie zimowa, dni, w których śnieg poleżał całą dobę było do policzenia na palcach jednej ręki, tak chyba w sumie ze 3 lub 4.Mnie to akurat pasowało, bo zimę to ja lubię w górach a nie w mieście.
UsuńGdyby nie rozmowa z córką, też bym nie wiedziała o tym piątku wolnym :)
OdpowiedzUsuńZresztą pogadałyśmy wczoraj, to wiesz, że też nie za bardzo wiem, kiedy tu wolne, może dlatego, że przez większość czasu pracuję niezależnie od wolnego, a często właśnie wtedy.
A co do zakupów - bez listy ani rusz i to od lat, z grubsza ogarniam, czego mi trzeba, ale w zakupach niespisanych zawsze o czymś zapomnę, a tak zanim wyjdę, zerkam na listę na telefonie i mogę zweryfikować, czy mam wszystko, co chcę :)
Pozdrowienia!
W kwestii zakupów żywnościowych przeszłam na swoisty "monoteizm", no ale jakos jajka mi wyleciały z głowy. Ostatnio "odkryłam naleśniki" robione z maki na falafel - przepis prostszy niż budowa cepa bo po prostu łączę mąkę na falafel i jajka i smaże. Nawet nie musze niczym przyprawiać. Drugie moje odkrycie to- jajko + rozdrobniona widelcem połówka awokado, masełko i zielona paciaja ląduje na patelni. Robi się błyskawicznie i bez mąki. Niemal zero pracy a naprawdę smaczne.
UsuńGdy robiłam zakupy sama, nigdy lista nie była mi potrzebna. Teraz o zaopatrzenie dba siostrzenica no i w tym przypadku lista jest nieodzowna. Mam nadzieję że święta mijają bez niespodzianek. Dzisiaj mam ciężką głowę tak bardzo, że robiąc kawę, nie wsypałam jej do kubka. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńFakt- gdy przestajemy same kupować to lista zakupów jest raczej koniecznością. A ja na dodatek "uprawiam monokulturę" w kwestii żywienia ( to przepis od mojego weterynarza jeszcze z Warszawy) - zawsze mi pan wet wkładał do głowy,żeby jeść głównie to co nie szkodzi a powtarzalność produktów, o których wiem, że mi nie szkodzą jest kwestią zasadniczą. No ale skoro już miałaś gorącą wodę w kubku, to trzeba było wrzucić do kubeczka szczyptę soli morskiej i wcisnąć do niego kilka kropel soku z cytryny i....wypić. To jest mieszanka, którą powinno się wypijać zawsze rano, jeszcze przed śniadaniem, bo to nawilża nam organizm, który po nocy jest odwodniony. A prawdziwa sól morska jest w tym zestawie zupełnie niewyczuwalna.Można też dodać zamiast prawdziwej soli morskiej sól Kłodawską.
Usuń