drewniana rzezba

drewniana rzezba

piątek, 11 września 2020

Muzyka na weekend

Wreszcie internet u mnie pozbył się czkawki i mogłam coś wybrać na You Tube. 

Tym razem posłuchamy pięknych głosów. Znalazłam dwa świeżutkie nagrania z Opery Berlińskiej:



 

oraz  koncert 2 Cellos z amfiteatru w Puli, koncert w deszczu, ale wszyscy wytrwali




 

I jak zwykle słuchajcie i oglądajcie na You Tube


"Ale się rypło........

 .....że polecę cytatem.

Wczoraj był w całych Niemczech ogólnokrajowy Dzień Ostrzeżenia - WARTANG.  

Był, ale tylko teoretycznie. Wg planu miały o godz. 11,00 wszędzie zawyć syreny ostrzegawcze. Tyle tylko, że w wielu miastach nie ma czegoś takiego jak syreny ostrzegawcze, które zostały już dawno zlikwidowane. A tam, gdzie ich nie ma użytkownicy smartfonów mieli otrzymać na swe smartfony powiadomienie o niebezpieczeństwie. Ale syreny nie zawyły a cyfrowy system ostrzegania zablokował się na  amen.

To było całkowite  fiasko i teraz trzeba wyciągnąć z niego wnioski na przyszłość, jak podano w dzisiejszych komunikatach. No to niech wyciągają je na przyszłość. Nie  mam nic przeciwko temu.

Nie mogę tylko pojąć jak można coś takiego szykować nie mając pojęcia o tym, że te syreny już dawno są zlikwidowane. A poza tym wiele firm nadal pracuje zdalnie  i sieć komputerowa wyraźnie jest przeciążona. 

Ale przynajmniej pogoda jest  jak należy- całkiem ciepło i słonecznie. Jeszcze nigdy Wam nie pokazywałam chodników na niektórych ulicach  w mojej dzielnicy. Wiele  z nich pamięta jeszcze czasy sprzed II wojny światowej i tak wyglądają:

Są z płyt  granitowych, obok jest ścieżka rowerowa  ułożona z kostki Te płyty są diablo śliskie wtedy gdy kwitną rosnące wzdłuż ulicy lipy i kapie na nie sok z kwiatów lipy. Wystarczy wtedy trochę deszczu i jest się na ślizgawce.

Oczywiście jak zawsze chodzę z głową zwróconą w strone domów- kiedyś się pewnie wywalę:

Bardzo mi się podoba tamten balkon, a może loggia na górze.

Te balkony też niezłe, mają jakąś taką ozdobną ramką dookoła, ale jeszcze nie odgadłam po co.

Oczywiście obejrzyjcie  zdjęcia po kliknięciu w nie. Dziś nie dołączę nic z muzyki bo system jakoś nie może dojść do siebie po wczorajszym wysiłku - Mam wrażenie jakby miał po prostu czkawkę - może ze  śmiechu?



sobota, 5 września 2020

Carmina Burana

W 1803 roku, w Bawarii w jednym z opactw w miejscowości Benediktbeuern
znaleziono trzynastowieczny zbiór pieśni, który został przekazany do biblioteki
w Monachium.
W tejże bibliotece trafił na nie Carl Orff, kompozytor, pedagog i dyrygent,
twórca własnej metody wychowania muzycznego, której głównym elementem
był śpiew i gra na prostych instrumentach perkusyjnych, takich jak: bębenki,
tamburyny, kołatki, grzechotki, trójkąty, dzwonki melodyczne.
Najważniejsza zdaniem Orffa  jest tu improwizacja i rozwijanie ekspresji bowiem
głównym elementem muzykowania jest rytm.
Zbiór trzynastowiecznych pieśni skłonił Orffa do skomponowania wielkiego
utworu wokalno- instrumentalnego. Jest to kantata sceniczna na głosy solowe,
chór i orkiestrę i jest stylizacją muzyki średniowiecza.
Prawykonanie odbyło się w 1937 roku w Operze Frankfurckiej i nawet zyskało
poklask Hitlera, choć sam Orff był lewicowcem i pisał muzykę do utworów
Bertolta Brechta.
Jest też autorem maksymy:
"Bądź uroczy dla swych wrogów -nic ich bardziej nie rozzłości".

Mam nadzieję, że się Wam spodoba.

piątek, 4 września 2020

Znowu.......

........piątek.Naprawdę nie wiem jak to się dzieje - znowu jest piątek i nie wiem
gdzie się podziały pozostałe dni tygodnia.
Ale wiem, że na pewno był wtorek  w minionym tygodniu, bo pół dnia  mi
zeszło w przychodni lekarskiej, w której mieli mi nieco krwi utoczyć, bo jak
stwierdził pan doktor, ostatnie badania robiłam w listopadzie ub. roku, więc już
powinnam zrobić  następne. Nic nie pomogło, że tłumaczyłam, że nic mi nie
dolega oprócz tego co zawsze , czyli Hashimoto, no ale się człowiek uparł.
Siedziałam w tej poczekalni,  siedziałam (wszyscy zamaskowani) a za drzwiami
na schodach (przychodnia jest na I piętrze) stali ci co to dopiero marzyli by się
zapisać do lekarza. Wyglądało to nawet  zabawnie , zamaskowani ludzie stojący
co trzeci schodek, od parteru do drzwi na I piętrze..
Na szczęście wynik mi prześlą  pocztą do domu. Teoretycznie nie mam daleko,
6 przystanków metrem, ale ze zmianą linii.
W poczekalni panowała grobowa cisza, bo wszyscy się z uwagą i z dezaprobatą
przysłuchiwali jak się awanturował jeden z lekarzy- Czeczen. Nie mógł ścierpieć
faktu, że jego pacjent ma stać tak samo w kolejce jak inni i wpychał człowieka
do  gabinetu zabiegowego bez kolejki.
To już nie pierwszy raz  taka "afera" i z tego co wiem, to nasi polscy lekarze chcą
zmienić lokal, zabrać swoje "szmatki , lalki" i przeprowadzić się zabierając tylko
swój sprzęt i  swoich stałych pacjentów.
Mam tylko nadzieję, że nie będzie to w drugim końcu Berlina, kilkanaście
przystanków ode mnie.
Uplotłam dla swej córki taką zwyczajną, mało kolorową, bransoletką na co dzień:
To z tych koralików wybranych przez Nią w sobotę.
No a jak dziś piątek to na początek druga moja ulubiona para argentyńska,
Ariadna Naveira i Fernando Sanchez.
Ariadna obie swe ciąże przetańczyła, udowodniając, że ciąża i macierzyństwo
w niczym kobiecie  tańczącej nie przeszkadzają.
A do pracy można przychodzić wraz z dzieckiem, zwłaszcza gdy się tańczy
z własnym mężem:

A tak tańczyli gdy młody lokator jeszcze gościł w brzuchu mamy:



Zastanawiałam się co Wam dziś podrzucić do posłuchania i wybrałam:

I może to?

A czasem zaglądają tu miłośnicy opery, więc dla  Nich:

No ale bez Mozarta się nie obędzie;)

Napiszcie choć jednym zdaniem jakiej muzyki słuchacie najchętniej, jestem ciekawa.
U mnie od rana do wieczora rozbrzmiewa muzyka - słucham z równym zachwytem
wszystkich klasyków muzyki poważnej jak i"lżejsze" gatunki- jedyne czego nie trawię
to disco polo,  haevy  metal i rap.
Miłego weekendu Wszystkim życzę!



środa, 2 września 2020

Mix

Ogrodniczka  to ze mnie raczej marna. To jest moja eksperymentalna skrzynka.
Jakimś cudem wysiała mi się do pelargonii.....pietruszka i jak widać wyrosła.
A z tyłu, za pelargonią wyrosła "lwia paszcza". O ile do wysiania pietruszki
mogę się przyznać, to skąd tam się wzięła lwia paszcza-  naprawdę nie wiem.
Wcześniej, też jako dziki lokator wyrósł jeden goździk, gdy przekwitł to go
skasowałam i zauważyłam, że rośnie w tym miejscu jakieś następne zielsko.
Nie wyrwałam, pozwoliłam wyrosnąć i całkiem ładny kwiatek mi wyrósł.
Wiosną ubiegłego roku posadziłam w skrzynce na kuchennym oknie  hederę -
tkwiła tam i tkwiła i  nie rosła. Tej wiosny przesadziłam ją do skrzynki na
balkonie i  nawet wypuściła nowe liście.




Tydzień wcześniej zakupiłam  (z rozpędu) lawendę. Mam nadzieję, że
spokojnie przezimuje.
 Poza tym "odkryłam" wielce niebezpieczny dla mnie sklep - centrum
zaopatrzenia dla wszelakich hobbystów rękodzieła. Właściwie tylko dzięki
covidowi nie utknęłam tam na cały dzień i nie straciłam majątku. No bo nie
da się ukryć, że wszystko do "koralikowania", do  dekupażu i wszelakiego
rękodzieła  sporo kosztuje. Zresztą w Polsce również.
Ale zawsze  stwierdzam, że skoro  nie  palę, nie piję, nie uprawiam hazardu,
to mogę pieniądze  tracić na rękodzieło. A włóczki, to były tam takie, że aż
byłam bliska obłędu. W cudnych kolorach, mięciuteńkie i....diablo drogie.
Udało mi się opanować niezdrowe  żądze  i  nie kupiłam, choć była taka
cuuudna "futerkowa" i  już widziałam w wyobraźni zrobioną z niej czapkę.
Na szczęście muszę tam dojechać dwiema liniami metra, więc dopóki jest
covid - nie będę  tam często się pojawiać.
No i oczywiście musiałam pstryknąć taką ładną kamienicę:

W tym rejonie  jest sporo takich pięknych kamienic, ale jest też sporo
nowych budynków z lat sześćdziesiątych , które powstały w miejsce
zbombardowanych budynków.
W sobotę była bardzo miła pogoda, ciepło ale już nie upalnie i ulicami
tej dzielnicy krążyły tłumy-  wszystkie kawiarnie i bary powystawiały na
zewnątrz stoliki i krzesła ,  więc nawet zdjęcia było trudno robić.
Byłam z córką i obie  byłyśmy nieco  "przymulone" tą wizytą w tym sklepie.
Aby dojść do siebie znalazłyśmy nawet  wolny stolik w małym ogródku i
pocieszyłyśmy się kawą z lodami.
A poza tym - nic się ciekawego u mnie nie dzieje.Wystarcza mi, że żyjemy
w ciekawych  czasach.



sobota, 29 sierpnia 2020

Weekendowo.......


........a więc i muzycznie. Na początek Albinoni:

Był Wenecjaninem, synem bogatego kupca, ur. się w 1671 r, zmarł w1751r. Rodzina szykowała go na producenta kart do gry i jak  każde dziecko z bogatego rodu uczył się muzyki. Już w wieku 13 lat skomponował swą pierwszą operę pt. "Zenobia, regina de Palmireni". Jego ulubionym instrumentem był obój, ale jego kompozycje były orkiestrowe, jedynie z towarzyszącym obojem. Chyba mało kto wie, że twórczość Albinoniego wywarła wielki wpływ na Bacha, które przepisywał jego utwory ucząc się na nich sztuki kompozycji, poza tym napisał kilka  fug wykorzystując ich fragmenty. Więc może powiedzenie "zacznij od Bacha powinno być zastąpione powiedzeniem "zacznij od Albinoniego".
Nie wiem czy lubicie muzykę  andyjską, no ale może się Wam spodoba:


No i jeszcze klasyka: muzyka mojej grzesznej młodości, czyli  swing i jazz

Miłego weekendu Wszystkim życzę;)










wtorek, 25 sierpnia 2020

Znacie już.....

...........no to poczytajcie.
To było dawno, dawno, a dokładnie 18 marca 1918 roku- młody szeregowiec
Martin Gitchell (kucharz) zgłosił się  do szpitala w Fort Riley (stan Kansas)
zgłaszając silny ból gardła, dreszcze i gorączkę. Nim do tegoż szpitala dotarł
szykował w kuchni posiłki. Tego samego dnia  podobne objawy zgłosiło
jeszcze dwóch żołnierzy.
Infekcja rozprzestrzeniała się w postępie geometrycznym,wkrótce chorowało
już 500 osób. W ciągu 2 godzin wstępne objawy  zamieniały się w silne bóle
w klatce piersiowej, duszności, krwotoki z nosa i uszu, następowała utrata
przytomności i śmierć. Przeżywali nieliczni.
Dziś wiadomo, że śmierć młodych następowała z powodu zbyt silnej odpowiedzi
ich układu autoimmunologicznego, który atakował zakażone płuca, powodując
ich krwotoczne zapalenie.
Co  dziwne, w tym samym czasie choroba wystąpiła w wielu oddalonych od
siebie miejscach.
Choroba nadchodziła falami, trwającymi zwykle po kilka tygodni.
Drugie uderzenie owej infekcji było w sierpniu 1918 roku i spowodowało
wysoką śmiertelność osób w wieku 20 - 40 lat.
Trzecia fala zalała świat w 1919 roku.
Śmiertelność dochodząca do 20% występowała w zbiorowiskach o dużym
zagęszczeniu.
Od wiosny 1918 r do wiosny 1919 choroba zabiła 100 milionów osób, czyli
było więcej zmarłych od tej infekcji niż wskutek działań wojennych.
Brak higieny, wyniszczenie  fizyczne i psychiczne sprzyjały chorobie, na którą
właściwie nie było leku. Stosowano więc dziwne i koszmarne leki - podawano
chorym dożylnie kamforę, strychninę, upuszczano krew, podawano rezorcynę
 ( trucizna) i rtęć, stosowano lewatywy, podawano też silne leki przeczyszczające
produkowane z trującego chlorku rtęci.
Ale zupełnie przytomnie zauważono, że jedyny skuteczny środek to izolacja i
kwarantanna oraz używanie  masek materiałowych na twarz.
Patogen dotarł też na Spitsbergen i na Alaskę, wszędzie siejąc spustoszenie.
Dziś już wiadomo, że winnym był wirus grypy typu A i była to odmiana H1N1.
Choroba otrzymała  nazwę  "hiszpanka" - nie dlatego że się w Hiszpanii zaczęła
ale dlatego, że  Hiszpania była jedynym krajem prowadzącym dokładną statystykę
i podawała na ten  temat komunikaty.
A teraz  "najlepsze" - w 2004 roku wydobyto spod  "wiecznej zmarzliny" ciała
zmarłych na ową  "hiszpankę", zrobiono biopsję i otrzymano potwierdzenie,że
to właśnie był wirus grypy, zbadano też dokładnie jego genom. To był zmutowany
wirus ptasiej grypy.
Wieczna zmarzlina kryje  zapewne wiele jeszcze innych patogenów, ale niestety
w efekcie  zmieniającego się klimatu zaczyna zanikać, a więc wszelakie ukryte
dotąd miazmaty mają szansę wychynąć na  świat.
No i pytanie  a co będzie z koleją transsyberyjską, którą zbudowano na tych
terenach???