........................że obecnie na świecie co 15 sekund umiera człowiek z powodu
zakażenia koronawirusem SARS- CoV-2. To znaczy również, że co godzinę
umiera 247 chorych, a w ciągu doby 5900 pacjentów.
I zapewne nie są to pełne dane, bo jest wiele miejsc, gdzie nie prowadzi się
rejestru przyczyn zgonów.
W tym ponurym rankingu zgonów przodują: USA, Brazylia, Indie i Meksyk.
Duży wzrost zachorowań zgłaszają też: Australia, Japonia, Hongkong, Boliwia,
Sudan, Etiopia, Bułgaria, Belgia, Uzbekistan, Izrael.
Podobno w USA myśli się nad ponownym wprowadzeniu obostrzeń dotyczących
kontaktów międzyludzkich.
Szefowa Związku Lekarzy Niemieckich podała wczoraj, że mamy już drugą
falę epidemii, spowodowaną poluzowaniem obostrzeń i lekkomyślnością
obywateli. Na razie jest nieco płytsza od poprzedniej, ale może trzeba będzie
znów wprowadzić obostrzenia dot. zachowań obywateli.
Zaopatrzono mnie w związku z powyższym w taki oto sprzęt:
Nawet wygodne, zwłaszcza że noszę non stop okulary.
Pozostaje mi tylko pozdrowić wszystkich zwolenników nie istnienia
pandemii i bojowników wzniecających protesty przeciw łamaniu swobód
obywatelskich (czyli nakazowi noszenia maseczek, utrzymywania 1,5
metrowej odległości między ludźmi oraz zakazowi grupowania się
w klubach).
Wierzcie dalej, że pandemii nie ma, bo wirusa nikt gołym okiem nie widzi.
drewniana rzezba
środa, 5 sierpnia 2020
wtorek, 4 sierpnia 2020
Nauczono mnie....
.......w domu rodzinnym - planowania.
Owo planowanie dotyczyło wszystkiego - zero spontaniczności, wszystko
powinno być zaplanowane, przemyślane. No i zawsze należało mieć plan
"B", gdyby plan zasadniczy z jakichś względów nie wypalił.
Słowem, które najczęściej słyszałam w domu był nakaz - "myśl nim coś
zrobisz". Oczywiście zawsze odpowiadano na moje różne pytania i wątpliwości
w sposób zgodny z prawdą, w związku z tym "od zawsze" wiedziałam, że
bocian dzieci nie przynosi tylko dzieci rodzą się, bo są w brzuchu mam.
Wiem, jestem dość wredna, nienawidzę różnych niedoróbek spowodowanych
właśnie owym brakiem myślenia jak choćby ostatni wyskok Bloggera ze
zmianą interfejsu.
Jeżeli ktoś zagląda na mój drugi blog, może odnieść wrażenie, że zupełnie już
ogłupiałam lub jestem czymś zamroczona, bo edycja tekstu za tym przemawia.
Ale daję słowo- nie piję i nie ćpam, to zasługa nowego interfejsu. Co prawda
nie ginie mi połowa tekstu jak niektórym, no ale jego wygląd może każdym
wstrząsnąć.
Wczoraj udało mi się powrócić na stary interfejs, więc spokojnie poczekam,
może liczne protesty blogerów wpłyną na poprawienie niedoróbek.
Taaa, a w kwestii planowania- mieliśmy na tę minioną niedzielę zaplanowaną
zabawę w jeżdżenie drezyną, ale stanęła nam na przeszkodzie pogoda.
Nie jeździ się drezyną w deszczu, organizator przepisał nas na najbliższą sobotę.
Dzieciaki były nieco rozczarowane, mam nadzieję, że tym razem uda się zabawa.
Podobno od poniedziałku dzieciaki w Berlinie idą do szkoły. Moi bardzo żałują,
że nie będą w tej szwedzkiej międzynarodowej szkole, bo bardzo ją polubili.
Myślę, że tam była po prostu lepsza kadra. W Berlinie brakuje nauczycieli i są
tak zwane "zatkajdziury", czyli uznano, że nauczyciel to jest nauczyciel i wsio
rawno czego będzie uczył, byle miał uprawnienia do nauki dzieci w szkole.
A ja jestem w minorowym nastroju - 10 sierpnia minie rok od śmierci mego
męża i jak zwykle u mnie - dwoistość sytuacji- już rok i dopiero rok. Chwilami
mam wrażenie, że to minęło wiele lat, czasami, że dopiero co.
Jedno jest dla mnie pewne - dobrze, że pandemia zaczęła się dopiero w tym roku-
gdyby dosięgnęła nas za Jego życia, nie miałabym ani jednego dnia spokojnego.
Był w grupie bardzo wysokiego ryzyka z powodu stanu zdrowia i wieku.
O siebie to się jakoś nie martwię - będzie co ma być.
Postanowiłam upiec dla swoich zdrowe ciasteczka z dodatkiem tahiny. Jeśli mi
wyjdą - wrzucę przepis na blog.
A dziś Was zostawiam w towarzystwie Błękitnej Rapsodii Gershwina
oraz muzyki Santany;
I jak zwykle- odsłuchujcie na YT
Miłego nowego tygodnia Wszystkim.
Owo planowanie dotyczyło wszystkiego - zero spontaniczności, wszystko
powinno być zaplanowane, przemyślane. No i zawsze należało mieć plan
"B", gdyby plan zasadniczy z jakichś względów nie wypalił.
Słowem, które najczęściej słyszałam w domu był nakaz - "myśl nim coś
zrobisz". Oczywiście zawsze odpowiadano na moje różne pytania i wątpliwości
w sposób zgodny z prawdą, w związku z tym "od zawsze" wiedziałam, że
bocian dzieci nie przynosi tylko dzieci rodzą się, bo są w brzuchu mam.
Wiem, jestem dość wredna, nienawidzę różnych niedoróbek spowodowanych
właśnie owym brakiem myślenia jak choćby ostatni wyskok Bloggera ze
zmianą interfejsu.
Jeżeli ktoś zagląda na mój drugi blog, może odnieść wrażenie, że zupełnie już
ogłupiałam lub jestem czymś zamroczona, bo edycja tekstu za tym przemawia.
Ale daję słowo- nie piję i nie ćpam, to zasługa nowego interfejsu. Co prawda
nie ginie mi połowa tekstu jak niektórym, no ale jego wygląd może każdym
wstrząsnąć.
Wczoraj udało mi się powrócić na stary interfejs, więc spokojnie poczekam,
może liczne protesty blogerów wpłyną na poprawienie niedoróbek.
Taaa, a w kwestii planowania- mieliśmy na tę minioną niedzielę zaplanowaną
zabawę w jeżdżenie drezyną, ale stanęła nam na przeszkodzie pogoda.
Nie jeździ się drezyną w deszczu, organizator przepisał nas na najbliższą sobotę.
Dzieciaki były nieco rozczarowane, mam nadzieję, że tym razem uda się zabawa.
Podobno od poniedziałku dzieciaki w Berlinie idą do szkoły. Moi bardzo żałują,
że nie będą w tej szwedzkiej międzynarodowej szkole, bo bardzo ją polubili.
Myślę, że tam była po prostu lepsza kadra. W Berlinie brakuje nauczycieli i są
tak zwane "zatkajdziury", czyli uznano, że nauczyciel to jest nauczyciel i wsio
rawno czego będzie uczył, byle miał uprawnienia do nauki dzieci w szkole.
A ja jestem w minorowym nastroju - 10 sierpnia minie rok od śmierci mego
męża i jak zwykle u mnie - dwoistość sytuacji- już rok i dopiero rok. Chwilami
mam wrażenie, że to minęło wiele lat, czasami, że dopiero co.
Jedno jest dla mnie pewne - dobrze, że pandemia zaczęła się dopiero w tym roku-
gdyby dosięgnęła nas za Jego życia, nie miałabym ani jednego dnia spokojnego.
Był w grupie bardzo wysokiego ryzyka z powodu stanu zdrowia i wieku.
O siebie to się jakoś nie martwię - będzie co ma być.
Postanowiłam upiec dla swoich zdrowe ciasteczka z dodatkiem tahiny. Jeśli mi
wyjdą - wrzucę przepis na blog.
A dziś Was zostawiam w towarzystwie Błękitnej Rapsodii Gershwina
oraz muzyki Santany;
Miłego nowego tygodnia Wszystkim.
środa, 29 lipca 2020
Jestem do kitu
To nie samokrytyka, ale fakt. Wczoraj to byłam pewna, że zejdę. Było tylko 28
stopni w cieniu a słońce paliło jak wściekłe. Wierzcie mi - przebywanie w metrze
w maseczce jest prawdziwą torturą. W metrze zawsze jest duszno. Potem od metra
miałam jeszcze kawałek per pedes, wprawdzie bez maseczki, ale po drodze
przeważało słońce. Potem u lekarza znów maseczka, brak klimatyzacji, a przez
otwarte okno wlewało się to co było na zewnątrz, czyli upał.
Trzeba było wypełnić druczek, czyli 2 strony A-4, najwięcej o tym co mi kiedyś
w życiu wycięli, oczywiście z podaniem roku, a że stara jestem to się nazbierało
trochę - cud, że u laryngologa gdy powiem"aaaa" nie widać mi czubków butów.
Dużym plusem było to, że pani "endo" sama mi wykonała na miejscu USG i nie
musiałam już nigdzie się przemieszczać, następnie w pokoju obok pobrano mi
bez problemu krew z żyły, której w Polsce żadna pielęgniarka nie potrafiła
znaleźć. Od razu przyszła mi na myśl Stokrotka, która zawsze przeżywa męki
gdy się jej trafi pobieranie krwi.
Tu już w kilku placówkach mi pobierano krew żylną i zawsze bezproblemowo.
I zawsze z tej ręki, na której w Polsce nie potrafiono znaleźć żyły.
Wyniki badań, zalecenia i recepta na odpowiednią dawkę hormonu zostaną mi
przekazane pocztą i dodatkowo wyniki badań będą przesłane do mego lekarza
rodzinnego.
Poza tym muszę napisać zażalenie do Bloggera - napisali, że ich nowy interfejs
współdziała z przeglądarką Firefox, ale to nie do końca prawda. Gdy piszę post
i chcę zobaczyć podgląd to Firefox blokuje mi tę operację i jeszcze mi z dumą
o tym pisze, że "zablokowano wyskakujące okno". No nóż mi się w kieszeni
otwiera a to co o tym myślę nie nadaje się do napisania. A ja lubię Firefoxa
i nie chciałabym zmieniać tej przeglądarki na np. Chrome.
No wszystko mnie wnerwia w tym nowym "międzymordziu"!
Jestem zaproszona na niedzielę by pojeździć....drezyną. Mam nadzieję, że uda
mi się to przeżyć. Jeśli przeżyję - opiszę.
wtorek, 28 lipca 2020
Małe wyjaśnienie
Wiecie co mnie najbardziej wnerwiło w tym nowym "międzymordziu"
czyli interfejsie? To, że chciałam wrócić do starej wersji i......pomimo
moich szczerych chęci nie udało się, choć kilkanaście razy z rzędu naciskałam opcje powrotu.
Druga sprawa - w starej wersji była lista czytelnicza i zniknęła, a to było bardzo praktyczne rozwiązanie, bo nie tylko po wywołaniu opcji "lista czytelnicza" pokazywały mi się wszystkie nowe posty obserwowanych przeze mnie blogów, ale mogłam również w wybranej
przeze mnie chwili zajrzeć do każdego z obserwowanych blogów, tylko
obserwowanych. Teraz tę całkiem długą listę "diabli wzięli", albo, czego
nie wykluczam, moja indolencja nie pozwala mi na jej znalezienie.
Dziś czekają mnie nowe wrażenia, bo mam wizytę u endokrynologa.
Będąc jeszcze w Polsce słyszałam opinię, że jedynym dobrym "endo"w tej części Europy, znającym się na chorobie Hashimoto jest pewien profesor z....Monachium. No cóż - pożyjemy i zobaczymy jak to wygląda w Berlinie. Żyję z tą chorobą już ze 30 lat i kilku "endo" już
przećwiczyłam na sobie. Ten lekarz się ogłasza jako spec od Hashimoto.
A póki co to posłucham trochę muzyki -posłuchajcie ze mna, proszę.
poniedziałek, 27 lipca 2020
Muszę się zastanowić
Muszę się zastanowić, ale mam przedziwne wrażenie, że to koniec mojego blogowania.
Nie podoba mi się to co właśnie wprowadził Blogger. Pewnie jestem po prostu za stara na zmiany. Naprawdę nie wiem czy i kiedy wrócę.
W każdym razie dziękuję Wszystkim za to, że mnie tu odwiedzali, pomagali mi przeżyć gdy byłam całkiem rozbita psychicznie.
Dbajcie o siebie i pozostańcie w zdrowiu!!!
piątek, 24 lipca 2020
Do końca epidemii......
.....wciąż daleko.
Wakacje, w Volksparku nie widać dzieci. Wszystkich dręczy pytanie czy aby na
pewno będą mogły pójść do szkoły 8 sierpnia? Ta data dotyczy Berlina, każdy
Land ma własne ustalenie dot. rozpoczęcia i zakończenia roku szkolnego.
Przeczytałam w ostatniej "Polityce" wywiad Karola Jałochowskiego z profesorem
Adamem Kucharskim, brytyjskim epidemiologiem, na temat panującej wciąż
pandemii.
Będę trochę złośliwa - ludzie chorują, umierają lub zdrowieją, a uczeni -
OBSERWUJĄ. No cóż, zaobserwowali, że większa koncentracja zachorowań jest
wśród uboższych grup społecznych, tak jest np. w Stanach Zjednoczonych.
Osobiście nie widzę w tym nic nienormalnego- to raczej było do przewidzenia.
Przy okazji mam złą wiadomość dla tych, którzy nie wiadomo na jakiej podstawie
są przekonani, że w regionach gdzie były obowiązkowe szczepienia BCG (przeciw
gruźlicy) ci zaszczepieni nie zachorują na covid-19 a obserwacje wykazały, że
jednak ci ongiś szczepieni też chorują na covid-19.
Zaobserwowano natomiast wyraźny wzrost zakażeń po zniesieniu restrykcji.
Czekamy na szczepionkę ale naprawdę nie wiadomo czy szczepionka będzie
na tyle skuteczna by powstrzymać nie tylko chorobę ale i infekcję. Okazuje się,
że pytań multum, a nie ma na nie odpowiedzi. Nie wiemy np., czy ci co infekcję
przechodzą bezobjawowo nabywają odporność czy też nie. Nie wiemy też jak
trwała będzie odporność po szczęśliwym wyzdrowieniu z covid-19. Niektórzy
z tych co chorowali wcale nie wytworzyli przeciwciał.
I kochani- dopóki nie będzie opracowana skuteczna i łatwo dostępna szczepionka
powrót do normalności będzie NIEMOŻLIWY.
Bo ten wirus jest nadal niezwykle trudny do opanowania i ma wszystkie te cechy
których nie chcielibyśmy u niego widzieć.
I zapewne w ciągu najbliższego roku w różnych krajach, zależnie od ilości nowych
zachorowań będą powracać restrykcje - zakaz kontaktów międzyludzkich,
maseczki, zakaz podróżowania, czasowo zamknięte granice.
No a skoro muzyka łagodzi obyczaje i odrywa myśli od spraw smutnych i trudnych
proponuję dziś trochę muzyki:
oczywiście koniecznie odsłuchujcie na YT
Zdaję sobie sprawę, że ostatni utwór niewielu osobom się spodoba, ale to dla
jednego z panów, który napisał,że woli tango nowoczesne- a więc- proszę.
Miłego weekendu Wszystkim!
Wakacje, w Volksparku nie widać dzieci. Wszystkich dręczy pytanie czy aby na
pewno będą mogły pójść do szkoły 8 sierpnia? Ta data dotyczy Berlina, każdy
Land ma własne ustalenie dot. rozpoczęcia i zakończenia roku szkolnego.
Przeczytałam w ostatniej "Polityce" wywiad Karola Jałochowskiego z profesorem
Adamem Kucharskim, brytyjskim epidemiologiem, na temat panującej wciąż
pandemii.
Będę trochę złośliwa - ludzie chorują, umierają lub zdrowieją, a uczeni -
OBSERWUJĄ. No cóż, zaobserwowali, że większa koncentracja zachorowań jest
wśród uboższych grup społecznych, tak jest np. w Stanach Zjednoczonych.
Osobiście nie widzę w tym nic nienormalnego- to raczej było do przewidzenia.
Przy okazji mam złą wiadomość dla tych, którzy nie wiadomo na jakiej podstawie
są przekonani, że w regionach gdzie były obowiązkowe szczepienia BCG (przeciw
gruźlicy) ci zaszczepieni nie zachorują na covid-19 a obserwacje wykazały, że
jednak ci ongiś szczepieni też chorują na covid-19.
Zaobserwowano natomiast wyraźny wzrost zakażeń po zniesieniu restrykcji.
Czekamy na szczepionkę ale naprawdę nie wiadomo czy szczepionka będzie
na tyle skuteczna by powstrzymać nie tylko chorobę ale i infekcję. Okazuje się,
że pytań multum, a nie ma na nie odpowiedzi. Nie wiemy np., czy ci co infekcję
przechodzą bezobjawowo nabywają odporność czy też nie. Nie wiemy też jak
trwała będzie odporność po szczęśliwym wyzdrowieniu z covid-19. Niektórzy
z tych co chorowali wcale nie wytworzyli przeciwciał.
I kochani- dopóki nie będzie opracowana skuteczna i łatwo dostępna szczepionka
powrót do normalności będzie NIEMOŻLIWY.
Bo ten wirus jest nadal niezwykle trudny do opanowania i ma wszystkie te cechy
których nie chcielibyśmy u niego widzieć.
I zapewne w ciągu najbliższego roku w różnych krajach, zależnie od ilości nowych
zachorowań będą powracać restrykcje - zakaz kontaktów międzyludzkich,
maseczki, zakaz podróżowania, czasowo zamknięte granice.
No a skoro muzyka łagodzi obyczaje i odrywa myśli od spraw smutnych i trudnych
proponuję dziś trochę muzyki:
oczywiście koniecznie odsłuchujcie na YT
jednego z panów, który napisał,że woli tango nowoczesne- a więc- proszę.
Miłego weekendu Wszystkim!
wtorek, 21 lipca 2020
Czasem wypada ......
..........tak całkiem zwyczajnie być na plaży.
A więc pojechaliśmy do Prory, jak się już smażyć to na pięknej plaży:
Te dwa chudzielce to moje Krasnale.
Wracając w tę niedzielę do Berlina "wdepnęliśmy" po drodze do Stralsund -
pierwszy pomysł to na kawę. Przy okazji zobaczyliśmy, że nie ma kolejki
do Oceanarium, więc tym razem je odwiedziliśmy. Dzięki temu zobaczyłam
ryby bałtyckie nie od strony ich wyglądu na talerzu. Nie wiedziałam, że
dorsze mogą być naprawdę duże - te w polskiej centrali rybnej nie były
takie olbrzymie.W oceanarium nie wolno fotografować ryb w akwariach.
Ale na samej górze, na zewnętrznym wybiegu były pingwiny.
Widok z dachu Oceanarium na jeden z kanałów:
widok na Stralsund
oraz lokatorzy tego dachu:
Na pożegnanie widok portu jachtowego.
Męska część wycieczki udała się na zwiedzanie szkoleniowego żaglowca
Gorch Fock I.
Było tak gorąco, że my zrezygnowałyśmy ze zwiedzania i poszłyśmy do
kawiarni, tam przynajmniej słońce nie prażyło.
Gorch Fock to pseudonim literacki pisarza marynisty, Johanna Kinau.
Ten żaglowiec ma dość ciekawy życiorys.Został zbudowany i zwodowany
w 1933roku. Jak widać jest trójmasztowcem o 23 żaglach.
W roku 1945 został zatopiony przez własną załogę, by nie wpadł w ręce
zwycięzców. Jednakże władze NRD wydobyły żaglowiec i został przekazany
ZSRR jako zdobycz wojenna i przez cały czas trwania NRD jego portem była
Odessa.
Po upadku Muru Berlińskiego żaglowiec powrócił do niemieckiego portu.
Niestety obecnie jest "statkiem-muzeum", ale są zbierane fundusze na
doprowadzenie go do zdolności pływania.
Zamieszczam zdjęcie z sieci, bo stojąc tuż przy nim na nabrzeżu nie byłam
w stanie go porządnie sfotografować.
Wypada ten wyjazd podsumować - z mojego punktu widzenia wyjazd był
świetny.
Zadowolona byłam z zakwaterowania, a Rugia bardzo mi się podobała.
Byliśmy w ciągłym ruchu i dobrze mi zrobił jeden dzień wypoczynku bez
żadnego zwiedzania.
Nie da się ukryć, że w takiej miejscowości jak Sellin wynajęcie pokoju
blisko morza lub z widokiem na nie kosztuje nieco drożej.
Ale są też w tej części Rugii miejscowości nad samym morzem, gdzie można
zamieszkać pod własnym namiotem lub we własnym kamperze czy też
w przyczepie kempingowej.
Któregoś dnia prowadziliśmy "eksplorację" jeżdżąc w okolicach Sellin i
trafiliśmy na dwa półwyspy, gdzie też były domy, w których można wynająć
kwaterę. Moją uwagę zwrócił fakt, że wszędzie domki zadbane, dużo
kwiatów w ogrodach, królują róże i....malwy, wysokie na 2 metry.
Wraca stary styl budownictwa- dachy domów kryte są słomą a domy mają
charakterystyczną sylwetkę.
W każdym razie z czystym sumieniem polecam Wam Rugię.
A więc pojechaliśmy do Prory, jak się już smażyć to na pięknej plaży:
Te dwa chudzielce to moje Krasnale.
Wracając w tę niedzielę do Berlina "wdepnęliśmy" po drodze do Stralsund -
pierwszy pomysł to na kawę. Przy okazji zobaczyliśmy, że nie ma kolejki
do Oceanarium, więc tym razem je odwiedziliśmy. Dzięki temu zobaczyłam
ryby bałtyckie nie od strony ich wyglądu na talerzu. Nie wiedziałam, że
dorsze mogą być naprawdę duże - te w polskiej centrali rybnej nie były
takie olbrzymie.W oceanarium nie wolno fotografować ryb w akwariach.
Ale na samej górze, na zewnętrznym wybiegu były pingwiny.
Widok z dachu Oceanarium na jeden z kanałów:
widok na Stralsund
oraz lokatorzy tego dachu:
Na pożegnanie widok portu jachtowego.
Męska część wycieczki udała się na zwiedzanie szkoleniowego żaglowca
Gorch Fock I.
Było tak gorąco, że my zrezygnowałyśmy ze zwiedzania i poszłyśmy do
kawiarni, tam przynajmniej słońce nie prażyło.
Gorch Fock to pseudonim literacki pisarza marynisty, Johanna Kinau.
Ten żaglowiec ma dość ciekawy życiorys.Został zbudowany i zwodowany
w 1933roku. Jak widać jest trójmasztowcem o 23 żaglach.
W roku 1945 został zatopiony przez własną załogę, by nie wpadł w ręce
zwycięzców. Jednakże władze NRD wydobyły żaglowiec i został przekazany
ZSRR jako zdobycz wojenna i przez cały czas trwania NRD jego portem była
Odessa.
Po upadku Muru Berlińskiego żaglowiec powrócił do niemieckiego portu.
Niestety obecnie jest "statkiem-muzeum", ale są zbierane fundusze na
doprowadzenie go do zdolności pływania.
Zamieszczam zdjęcie z sieci, bo stojąc tuż przy nim na nabrzeżu nie byłam
w stanie go porządnie sfotografować.
Wypada ten wyjazd podsumować - z mojego punktu widzenia wyjazd był
świetny.
Zadowolona byłam z zakwaterowania, a Rugia bardzo mi się podobała.
Byliśmy w ciągłym ruchu i dobrze mi zrobił jeden dzień wypoczynku bez
żadnego zwiedzania.
Nie da się ukryć, że w takiej miejscowości jak Sellin wynajęcie pokoju
blisko morza lub z widokiem na nie kosztuje nieco drożej.
Ale są też w tej części Rugii miejscowości nad samym morzem, gdzie można
zamieszkać pod własnym namiotem lub we własnym kamperze czy też
w przyczepie kempingowej.
Któregoś dnia prowadziliśmy "eksplorację" jeżdżąc w okolicach Sellin i
trafiliśmy na dwa półwyspy, gdzie też były domy, w których można wynająć
kwaterę. Moją uwagę zwrócił fakt, że wszędzie domki zadbane, dużo
kwiatów w ogrodach, królują róże i....malwy, wysokie na 2 metry.
Wraca stary styl budownictwa- dachy domów kryte są słomą a domy mają
charakterystyczną sylwetkę.
W każdym razie z czystym sumieniem polecam Wam Rugię.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









