.....czyli w dawnym NRD. Podróż nie była daleka, raptem 50 km od granic Berlina. Miejscowość nazywa się Bad Saarow i jest kurortem. Jest tu lecznicze źródło i naturalne torfowisko, a stosowanie kąpieli w tutejszych solankach i okłady z torfu pomagają w wielu schorzeniach narządów ruchu.
Miejscowość leży nad jeziorem Scharmutzelsee, którego powierzchnia wynosi 12,1 km kwadratowych, a średnia jego głębokość to 8,8 m. I jest w nim bardzo czysta woda.
Poza zabiegami leczniczymi miejscowość oferuje: pole golfowe, korty tenisowe, wypożyczalnie rowerów, jest też szkoła żeglarska, piękny park nadający się do Nordic Walking, przejażdżki stateczkami po jeziorze, plażę z kąpieliskiem, wypożyczyć też można łódkę napędzaną silnikiem elektrycznym. Ponadto można się tu też zakotwiczyć na lato - czyli albo wynająć cały domek albo tylko pokój.
Pogoda była dziś super, słonko od świtu do teraz, więc wpierw dzieciaki poszły z ojcem na jakąś wspinaczkę czy też do parku linowego, a my z córką klapnęłyśmy w kawiarni na stoku górki, przed nami był widok na jezioro, a na stole same dobre i niezdrowe rzeczy- lody, kawa, lemoniada na bazie wyciągu z kwiatów czarnego bzu. A potem popływaliśmy elektryczną łódką. Było suuuper, bo tym razem mieliśmy nawet daszek chroniący przed słońcem, które bez przerwy dziarsko grzało.
No i właśnie przed momentem dotarłam do domu. Miłego nowego tygodnia Wszystkim!!!
.........dobrych wieści. I w tym miejscu tym co mnie znają powinno się zapalić czerwone światełko ostrzegawcze, bowiem tak do końca nie wiadomo jakie to wieści dla wariatki płci żeńskiej są dobre.
Władze Monachium ustaliły, że po dwuletniej przerwie we wrześniu odbędzie się Octoberfest. Ceny piwa będą wyższe niż w latach ubiegłych zaledwie o 10 do 20%, w porównaniu do cen z 2019 roku. Podano nawet dokładnie baaaardzo długą listę gatunków piwa, które będzie dostępne, ale tyle tego było, że "wymiękłam" i nie wymienię ich. Zresztą lista zajęła by z pół strony.
Brytyjski fizyk Brian Cox oświadczył w programie TV, że wszyscy jesteśmy hologramami. Prowadząca program prezenterka Ruth L. kończąc program powiedziała: "zastanawiam się teraz, czy naprawdę jestem hologramem", a fizyk odpowiedział: "prawdopodobnie tak". Teoria holograficznego Wszechświata zdobywa coraz większą liczbę zwolenników. No ale skoro już zauważono, że sam fakt obserwacji doświadczenia wpływa na jego przebieg, to wszystko jest możliwe. No a skoro jestem hologramem to mogę sobie powyplatać różne głupoty - nie wiadomo jak to jest z mądrością hologramów.
Mam już nabyte bilety miesięczne (imienne) na dwa najbliższe miesiące. Najfajniejsze jest to, że można z takim biletem swobodnie przemierzyć pociągami regionalnymi całe Niemcy. Gdy wczoraj zobaczyłam co się dzieje na dworcach w kilku dużych miastach "wymiękłam" kompletnie. Ale jeśli z tego miesięcznego biletu skorzystam choćby tylko dwa razy to i tak będzie to taniej niż gdybym jechała na "normalnym" bilecie jednorazowym. Bilet jest na całą komunikację miejską i pociągi regionalne.
Według mojej prywatnej teorii ludzie ostatnio głupieją. Gdy zaczęła się pandemia i dzieci miały zdalnie prowadzone zajęcia, w jednej ze berlińskich podstawówek oświadczono rodzicom, że szkoła nie będzie prowadziła żadnych zajęć zdalnych, ponieważ nie ma możliwości załatwienia dla wszystkich dzieci laptopów, a więc , żeby było SPRAWIEDLIWIE, nie będzie wcale zajęć prowadzonych zdalnie i niech rodzice sami swe dzieci uczą w domu. I rzeczywiście - dzieci miały ze strony szkoły full luz- zero zajęć zdalnych. Nieco mnie to wtedy zbulwersowało, ale teraz znam ciąg dalszy. Znajome dziecię płci żeńskiej uczęszcza aktualnie do IV klasy owej podstawówki. A w tutejszym szkolnictwie podstawowym klasa czwarta to moment "podziału dzieci"- te zdolniejsze mogą startować do wybranego gimnazjum, w którym przerabiają rozszerzony program klas 5,6,7,8 i automatycznie zostają w tym wybranym gimnazjum i tam robią maturę. Te mniej zdolne lub po prostu z lekka zaniedbane przez dom w dalszym ciągu chodzą do tej samej podstawówki i kończą ją w ósmej klasie.
No i w tej szkole tak mocno przestrzegającej zasad SPRAWIEDLIWOŚCI nadal jest szalenie wesoło- pani wychowawczyni czwartej klasy choruje "na raty" , tzn. nadsyła co tydzień zwolnienia lekarskie zwalniające ją z pracy na okres 5 dni. I tym sposobem szkoła nie może w jej miejsce zatrudnić innego pracownika. Efekt piorunujący - w szkolnictwie niemieckim brakuje nauczycieli, więc te dzieci siedzą w szkole i.......nie uczą się. Rola tej szkoły to przechowanie tych dzieci od godziny 8,00 do 16,00. Ostatnio dyrektorka owej szkoły powiedziała rodzicom, żeby albo przenieśli swe dzieci do innych szkół albo sami przerabiali w domu z dziećmi program, bo ona (dyrektorka) jest w tej sytuacji bezsilna. Rzecz w tym,że to właśnie jest ta niefortunna czwarta klasa i żadna szkoła raczej tych dzieci nie przyjmie, bo wiele z tych dzieci nie potrafi pisać bezbłędnie jak i ma problemy z innymi przedmiotami. Jak widzicie u jednych szkodzi szkolnictwu geniusz Czarnka a innym brak nauczycieli i indolencja dyrekcji szkoły.
Poza tym - słońce szaleje, mam już CZTERY TRUSKAWKI całkiem dojrzałe, pomidory pięknie zielone, kręgosłup lędźwiowy w dalszym ciągu mnie napieprza (nie znam innego równie adekwatnego słowa na nazwę tej dolegliwości bo zapewne jestem hologramem) i podobno nadchodzi na Niemcy fala upałów i burz.
Dane z satelity Gaia wskazują, że najbliżej położona Słońca gromada gwiazd jest rozdzierana przez siły grawitacyjne masywnego obiektu, którego niestety nie jesteśmy w stanie zobaczyć. Podejrzewa się, że jest to działanie ciemnej materii. Wiadomo - siły ciemności zawsze są wredne.😁
Nasz najbliższa sąsiadka kosmiczna sąsiadka- galaktyka Andromedy- zmierza systematycznie i uparcie w stronę Drogi Mlecznej i robi to z prędkością 400 tysięcy kilometrów na godzinę! Pocieszyła mnie jednak wiadomość że Andromeda zderzy się z naszą Drogą Mleczną dopiero za kilka miliardów lat.
Naukowcy z USA są zdania, że w ciągu najbliższych dziesięcioleci implanty mózgowe staną się popularnym akcesorium, które będzie łączyć mózg ludzki z komputerem a do roku 2040 będzie mógł z tego skorzystać każdy człowiek wymagający wspomagania. A dla mniej zorientowanych - takie implanty już są w użyciu - w ciężkim przebiegu choroby Parkinsona i bardzo poważnych zaburzeniach słuchu.
A teraz prywata: moja pierwsza balkonowa truskawka już się "zarumienia":
Mini pomidorki jeszcze nie dość,że są super mini to jeszcze super zielone i jeszcze kwitną
a celozja cieszy moje oczy
Pogoda jak na zamówienie, na razie niebo błękitne i 20 stopni w cieniu . Jutro nadal u mnie święto-Zielone Świątki wszak są.
...wieprzowiny. I wcale nie będzie to przepis kulinarny.
Jesienią 2021 pan David Bennet trafił do szpitala z powodu poważnej arytmii serca. Jego stan był bardzo ciężki i jedynym , doraźnym ratunkiem było podłączenie pacjenta do maszyny która przepompowując jego krew nasycała ją tlenem , co podtrzymywało pracę jego serca i płuc.
Niestety sytuacja nadal była krytyczna, bo pacjent nie spełniał kryteriów do przeszczepu jedynego dostępnego dawcy serca. Lekarze zaproponowali więc pacjentowi wypróbowanie eksperymentalnej metody leczenia- przeszczepienie serca świni zmodyfikowanej genetycznie tak, by jej komórki miały mniej antygenów nieznanych ludzkiemu układowi odpornościowemu. Świnia była badana przez odpowiednie służby FDA i pochodziła ze specjalnej hodowli. Pan Bennet zdając sobie sprawę ze swej naprawdę ciężkiej sytuacji zgodził się na ten eksperyment i operacja został zatwierdzona przez FDA i wyznaczona na 31 grudnia 2021 roku.
W połowie stycznia 2022 roku poinformowano, że eksperyment zakończył się sukcesem. Pan Bennet nadal przebywał w szpitalu, przeszedł rehabilitację, komunikował się też już ze swoją rodziną i miał nadzieję na rychły wypis ze szpitala.
Ale wiecie jak to jest z nadzieją - 9 marca Klinika Maryland podała do wiadomości, że niestety 8 marca pan Bennet zmarł. Tak do końca nie bardzo wiadomo dlaczego przeszczepione serce odmówiło dalszego działania. U pacjenta zaobserwowano objawy jakiejś infekcji, podano antybiotyki, niestety serce spuchło, wypełniło się płynem i...przestało działać. W trakcie przeprowadzonej sekcji znaleziono w sercu świni wirusowe DNA. Nie mniej w dalszym ciągu nie wiadomo do końca jaka była przyczyna niewydolności tego serca.
I coś z tutejszego podwórka - 8500 osób w Niemczech oczekuje na przeszczep serca. Niemieccy naukowcy będą klonować świnie, by ich serca przeszczepiać ludziom. Odpowiednio preparowane świńskie zastawki już są ludziom wszczepiane, (w Polsce także) ale nie każdemu. Mojemu mężowi wszczepiono sztuczną zastawkę. Bo liczyli, że będzie po operacji serca żył ponad 15 lat. Niestety żył po operacji niecałe 10 lat - miał oskrzela zniszczone papierosami -sprawne było już tylko 30% oskrzeli.
A z dnia codziennego -wysiadło oprogramowanie wielu niemieckich terminali płatniczych i są cyrki z płatnością kartami. Ostatnio płaciłam kartą w bardzo dziwny sposób, bo na ekraniku nie widziałam żadnych cyfr, ale operacja się udała. Podobno trwają usilne i gorączkowe prace nad usunięciem tej wątpliwej atrakcji.
I to byłoby na tyle - lecąc klasykiem. Zaczyna się świąteczny weekend. U mnie +22 i słońce świeci jak głupie.
Zostałam dziś wywieziona do Beelitz. I dreptałam, dreptałam po Krajowej Wystawie Ogrodniczej. Droga z Berlina do Beelitz nie jest daleka, bo ta miejscowość jest blisko Poczdamu. I nawet korków nie było. I gdyby nie ciągły wiatr, to powiedziałabym, że było super.
Przygotowania do takiej wystawy zawsze trwają bardzo długo, bo najczęściej jest ona na terenach "pustych" i trzeba taki teren przygotować. Tu na teren wystawowy wykorzystano teren dawnej oczyszczalni ścieków. Dziś w miejscu, gdzie kiedyś było cuchnące jeziorko/staw jest teraz czyściutka woda, ozdobiona fontanną.Operacja taka trwa długo a poza tym tania nie jest. Z reguły tak są projektowane te wystawy, by potem cały teren stał się ogólnodostępnym parkiem. Tu dużym plusem jest to, że teren wystawy jest tuż za dawnymi murami miejskimi i obejmuje miasteczko półkoliście. Tereny wokół Beelitz znane są z uprawy szparagów.
Na terenie było kilka punktów gastronomicznych, więc się wzmocniłam wpierw cappuccino. Chłopcy szaleli na różnych placach "zabaw" - bo tu jednak wszyscy myślą o dzieciach i to nie tylko tych najmłodszych. A dla dorosłych były przykłady jak zagospodarować ogródek działkowy by przebywanie w nim cieszyło oczy i dawało miły wypoczynek. Była też ekspozycja gotowych, niedużych domków działkowych, oczywiście również wystawa i sprzedaż narzędzi ogrodniczych. Ludzi było sporo, ale organizacja całkiem sprawna, przy wjeździe na olbrzymi parking porządkowi wskazywali, gdzie można znaleźć wolne miejsce. Na terenie wystawy pomyślano też o małych "ogrodnikach" i dla nich przygotowano ogrodowy kącik, w którym mogły posłuchać bajek. Podobało się nam, że bilet jest ważny cały dzień i można wyjść z wystawy, zwiedzić miasteczko i wrócić na wystawę z powrotem. A ponieważ kiedyś na tym terenie mieszkały puszczyki, to teraz mają tu dwie swoje "zagrody."
W porównaniu z innym parkiem "powystawowym" w Berlinie ten teren nie jest bardzo duży, ale i tak się "zlazłam". I to tak, że w końcu....przysiadłam na krowie, która całkiem dzielnie to zniosła.
Po wyjściu z wystawy kupiliśmy truskawki - wyglądały tak pięknie, że się nawet zastanawiałam czy to aby nie atrapa. W odległości kilkunastu kroków od kiosku z truskawkami był kiosk ze świeżutko zebranymi szparagami, ale ja akurat za szparagami nie przepadam.
I bardzo mi się spodobał bilet wstępu :
A do posłuchania- chyba dawno zapomniana Nana Mouskouri
...................zupełnie nic się u mnie nie dzieje.
Mam co prawda nowiusieńki i już pomalowany sufit w łazience, ale teraz czekam na pomalowanie w niej ścian, które jednak też wymagają farby i pędzla. Najgorsze, że nadal całą zawartość łazienki mam w dalszym ciągu zgromadzoną w sypialni i nieco mnie to już wk.., to znaczy wścieka.
A tu portret mego nowego sufitu:
No ale pogodę mam przynajmniej niezłą - na zmianę chmury ze słońcem a temperatura całkiem kulturalna, +20 stopni.
Tu znowu szykują się kolejne ferie w szkołach, tym razem z okazji "Zesłania Ducha Świętego"- od 27 bm. aż do 7 czerwca. A potem to już będą wakacje, które w Berlinie będą od 7 lipca do 19 sierpnia. Potem będą ferie jesienne-"wykopkowe" od 24 października do 4 listopada, no a potem jak zwykle od 22 grudnia do 2 stycznia ferie zimowe. Ostatnie dwa lata były dość ubogie w dni, w które dzieci bywały w szkole, a nauczanie zdalne nie wszystkim dzieciakom służyło. Podobno wiele dzieci ma kolosalne braki w poziomie wiedzy i trwają rozliczne dyskusje co z tym począć. I pomyślałam, że skądś już to znam. Jałowe dyskusje tam, gdzie potrzebne są konkretne działania to wielce europejska cecha.
Niemcy już załamują rączęta, bo z powodu pandemii i wojny na Ukrainie pszenica zdrożała dwukrotnie, a Niemcy zjadają bardzo dużo chleba i ciastek. Według danych RTL News jeden mieszkaniec Niemiec zjada średnio 61 kilogramów chleba rocznie. W Niemczech zarejestrowanych jest około 3200 jego odmian. No cóż - od chwili przyjazdu nie zjadłam nawet 1 kilograma chleba z "normalnej" mąki, bom jest bezglutenowa.
........ co jest sfotografowane na poniższym zdjęciu?
Pogodę mam wybitnie weekendową- słońce świeci jakby mu kto za to premię dawał, wiatr pracuje a temperatura to 17 stopni.
A ja dostaję pomału kręćka i totalnego zniechęcenia. Wczoraj 3 razy myłam w mieszkaniu podłogę. Niestety pył z gipsu jest koszmarem. Przedostaje się to paskudztwo wszystkimi możliwymi szparami. I co z tego, że drzwi były zamknięte - wszak drzwi nie przylegają ściśle do podłogi, więc szparą pod drzwiami też się ta wrednota rozprzestrzeniała. Teoretycznie panowie posprzątali nim opuścili moje mieszkanie, ale i tak podłogę w łazience, którą oni umyli myłam potem 3 razy . I nie powiem, że jest czyściutka- po prostu pył gipsowy po kontakcie z mokrym mopem tworzy maściugę. A umyć trzeba, bo odkurzacz niestety wszystkiego nie ściągnie.Podłogę to musiałam również umyć w reszcie pomieszczeń. Musiałam też umyć kafelki, chociaż były one osłonięte płachtami folii. Po prostu ten leciutki i bardzo drobny pył unosił się z podłogi, która była pokryta specjalną matą ochronną. No ale wszak panowie krążyli po przedpokoju i roznosili na butach ten pył. Ja też go roznosiłam bo też poruszałam się po mieszkaniu a nie sterczałam w jednym miejscu. A do tego mam świadomość, że całą tę zabawę będę powtarzała w czwartek i piątek, bo zakończenie pracy może nastąpi dopiero w czwartek, gdy wyschną szpachlowania. Suszyć suszarką tego nie można - to musi wyschnąć samo, we własnym tempie, bo inaczej to masa szpachlowa popęka. No a gdy jeszcze usłyszałam, że będzie pokrywanie akrylem a potem szlifowanie i dopiero potem malowanie to zastanawiałam się przez moment czy nie wyjść z mieszkania na trzecim piętrze oknem. Jestem w takim stanie ducha, że z rozrzewnieniem niemal wspominam budownictwo z wielkiej płyty, gdy woda z czwartego piętra bez problemu ciurkała do mnie aż na parter gdy sąsiadowi popsuła się pralka. No ale gdy wszystko tam wytarłam to nie miałam wciąż mażącego się gipsowego błota na podłodze.
Od tej pory, gdy będę komuś źle życzyła to powiem: oby ci w domu przycinali płyty gipsowo kartonowe!