drewniana rzezba

drewniana rzezba

piątek, 17 kwietnia 2020

Jakoś

Nie lubię co prawda tego słowa, ale jest właśnie "jakoś", czyli ani zbyt
źle  ani upojnie dobrze.
Słucham muzyki Wolfganga Amadeusza Mozarta i wspominam  swój
króciutki pobyt w mieście-salonie czyli w Salzburgu.
Nie wiem co z tym Mozartem, ale jego muzykę mogę słuchać godzinami,
jakoś się przy niej regeneruję.
Mam wrażenie, że urok  tej muzyki uwiódł  też  starszego Krasnala, który
w wieku 10 miesięcy uwielbiał słuchać fragmentu jego sonaty fortepianowej
No 11 in A major Alla Turca, zwanej popularnie  "marszem tureckim" .
Miałam  wtedy jej fragment wgrany w komórkę w charakterze "dzwonka" i
mały rozpromieniał się ilekroć ją słyszał.


Byłam w Salzburgu  bardzo dawno, bo w 2005 roku. To był bardzo męczący
wyjazd.
Z Monachium jechałyśmy autobusem nad  jezioro Wolfgangsee.
Droga piękna, z Alpami w tle.
Na przystani Ried-Falkenstein weszłyśmy na pokład zabytkowego  parowca
Kaiser Franz Josef I  i popłynęłyśmy do Strobl. Rejs po tym jeziorze jest
naprawdę dużą przyjemnością, parowiec dostojnie płynie od przystani do
przystani a okolica naprawdę śliczna, co możecie  sprawdzić na filmiku,
który znalazłam na YT.

W Strobl  pospacerowałyśmy trochę ścieżką tuż nad samym jeziorem,
dziecię pokazało mi ośrodek, w którym  kilka lat  wcześniej  na kursie języka
niemieckiego, w ramach stypendium które dostała, szlifowała język niemiecki.
Potem pojechałyśmy autobusem do Salzburga.
Wrzuciłam tu filmik, który znalazłam w sieci:

Byłyśmy w Salzburgu poza sezonem turystycznym, do tego  jakoś  tak
w środku tygodnia, więc całkiem nieźle się po Salzburgu dreptało. Nie było
tłumów turystów.
Ogromnie mi się Salzburg podobał. Jest pięknie położony.
Oczywiście Mozart na każdym kroku, aż dziwne, że chodniki nie mają
wymalowanej podobizny kompozytora.
Jeżeli macie zamiar się tam kiedyś wybrać (może w przyszłym sezonie już
będzie można),  to lepiej też jedźcie poza sezonem stricte turystycznym,
żebyście nie zostali zadeptani przez tabuny turystów.
Pamiętam, że do Monachium wracałyśmy pociągiem  i całą drogę marzyłam
tylko o tym, żebym mogła już poleżeć. Niestety, trzeba było jeszcze dojechać
z dworca do  domu.

27 komentarzy:

  1. W Salzburgu był kiedyś mój Pierworodny w szkole językowej./czyli coś łączy nasze dzieci/ Nauczył się tam dość dobrze niemieckiego a przede wszystkim poznał kobietę swojego zycia czyli żonę... :-)
    Wrócił Salzburgiem zachwycony i.... od pewnego czasu planują wyjazd do tego miasta już we czwórkę. A Mozart był niewątpliwie geniuszem...
    Pięknego weekendu Aniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja się "załapała" na stypendium fundowane przez Austrię.Zaprzyjaźniła się tam z dziewczyną, która teraz od kilku już lat też mieszka w Berlinie. Salzburg kojarzył mi się wtedy z opowiadaniami mego dziadka o Wiedniu sprzed I wojny światowej. Z tego co widzę na filmiku to bardzo się Salzburg zmienił.Ciekawa jestem czy będzie się Twoim tak samo podobał jak wtedy.

      Usuń
  2. Nigdy tam nie bylam i pewnie tez nigdy nie zawitam, bo daleko, bo zwierzeta itp. Dobrze, ze zyjemy w dobie internetu, map googla i streetview, youtuba i wszystkich tych udogodnien, ktore pozwalaja zwiedzac wirtualnie. Pewnie, ze to nie to samo, ale lepiej niz nic.
    A Mozarta tez bardzo lubie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No daleko no i kłopot ze zwierzakami.Z Berlina też daleko no i nie wyrobiłabym się teraz w jeden dzień, wtedy myślałam,że padnę trupem ze zmęczenia a teraz to już taka wyprawa odpada.Niby nic, ale 15 lat od tego czasu minęło.

      Usuń
  3. Pamiętam tez jakieś czekoladki z wizerunkiem Mozarta, kiedyś mnie poczęstowano, ale nie byłam zachwycona, tyle że nie jestem fanką czekolady.
    Filmiki bajeczne, aż żal, że teraz nie można...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak - wszystkie "suweniry" z podobizną Mozarta. Nawet
      naparstek porcelanowy z jego portretem. No normalnie "zgłupieć można" gdy się to widzi. Pudełko czekoladek z podobizną Mozarta na wierzchu, a w środku czekoladki, każda jedna "w sreberku" z jego portrecikiem. Mnie to dobijało- z każdego miejsca wpatrywały się w człowieka oczęta Mozarta.

      Usuń
  4. W życiu jeszcze nie byłem tak długo na jednej stronie czyjegoś bloga ;) Jeśli ktoś ma dziś pretensje, że nie zajrzałem, wyjaśniam: to wina Anabell ;)
    Piękne dzięki i równie pięknie pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ładny zestaw kompozycji dobrany- prawda? Z tej serii znalazłam jeszcze Vivaldiego, Liszta, Czajkowskiego.
      Dziś pewnie włączę sobie Vivaldiego.
      Miłego weekendu!

      Usuń
  5. Mozart, Mozartem ale i tak w każdym niemieckim mieście jest Goethestrasse oder Goethgassa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A w Polsce zawsze znajdziesz Mickiewicza i Słowackiego.
      W końcu Goethe dobrym poetą był;)

      Usuń
  6. Salzburg... niewiele mam do opowiadania... to było tak: stanęliśmy swego czasu na trasie (autostopu) na skraju Wiednia, a potem poszło ciurkiem: Salzburg - Munchen - Augsburg - Karluhe - Freiburg... pi razy drzwi jakąś dobę plus nam to zajęło...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dokąd żeście w końcu dojechali? W życiu nie jeździłam autostopem i akurat tego nie żałuję.

      Usuń
  7. Ajaj..drapnęłaś po moich emocjach. Ja o tej porze już bym była nad morzem, albo gdzie indziej. Kasa jest, a wyjechać nie mogę. A tak mi się chce, miasteczko duszne się zrobiło. I tego mi najbardziej brak. Podróży, oglądania innych miejsc, oderwania od codzienności. Braku rutyny. Na mojego męża słowo "jakoś" działa jak płachta na byka. A ja je lubię, jakoś :)
    Spokojnej niedzieli Aniu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie brak przemieszczania się samochodem na dalekich trasach. Tak dokładnie to brakuje mi prowadzenia samochodu na dalekich trasach, co naprawdę lubiłam. Ale jak mówią bracia Czesi- "to se ne wrati", nawet jak epidemia minie.Każdy przymus - robienia czegoś, lub właśnie nierobienia źle działa ma ludzka psychikę. Ale mnie owo zminimalizowanie kontaktów z ludźmi dziwnym trafem nie przeszkadza.
      A niedziela cudna pogodowo- nawet najmniejszego obłoczka nie ma na niebie i jest +13 i wiatr.
      Trzymaj się Anuś, przetrzymamy tego wirusa.

      Usuń
  8. Muzykę Mozarta to ja akurat bardzo lubię i czasem wrzucam sobie sama na chwilę, ale ja klasycznej muzyki nie umiem mieć w tle, zawsze mnie jednak mocno angażuje, więc mogę tylko usiąść i słuchać.
    Więc trochę się tu u Ciebie zasłuchałam. :)
    Dziękuję za tę muzykę i za rozmowę dziś, niesamowicie dobrze mi zrobiła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja Ci dziękuję za wspólny spacer-mieszkamy co prawda niezbyt blisko siebie, ale przynajmniej możemy porozmawiać. Coraz częściej przekonuję się, że ten, który mówił, że rozmowa to niemal podstawa życia- miał jednak rację.
      Bardzo mi przypadł do gustu akurat ten zestaw utworów Mozarta.Był niesamowicie "płodnym" twórcą. Ja mam często w tle muzykę klasyczną, zwłaszcza te utwory, które b. lubię.Jestem bardzo przyzwyczajona do kurtyny muzycznej, po prostu funkcjonuję w ten sposób od lat. W Polsce często żyłam przy włączonym w tym celu radiu, było kilka stacji, które zwłaszcza nadawały muzykę, przerywając ją tylko na 10 minut co godzinę, by podać wiadomości dobre i złe i nie zawsze prawdziwe.

      Usuń
  9. Mozart jest niezwykly... jak i Beethoven.

    OdpowiedzUsuń
  10. Czy to nie nadzwyczajne, że ich muzyka nadal nas zachwyca?

    OdpowiedzUsuń
  11. Mozarta kocham za to, że wszystkie jego utwory sprawiają wrażenie, jakby ich granie było samą przyjemnością, a żadnym wysiłkiem. To oczywiście tylko pozór, bo technicznie to są trudne utwory.
    Imponujący też jest jego dorobek. Jeśli weźmiemy tylko te utwory, które przetrwały do naszych czasów - a wiele z nich nie przetrwało przez jego własne niedbalstwo, okaże się, że napisał ich dziesięciokrotnie więcej niż Chopin - a obaj żyli mniej więcej tak samo długo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem szczerze- chyba nie zdawałam sobie sprawy z tego, że jednak jestem uzależniona od muzyki. Co dziwniejsze, to muzyka pomaga mi w skupieniu się gdy muszę coś ważnego napisać lub przeczytać i kiedyś pomagała mi w uczeniu się. A Mozart, jakoś mi towarzyszył od dzieciństwa- no właśnie- pewnie dlatego,że nie miałam kłopotu z zanuceniem tego co słuchałam.A mój starszy Krasnal uwielbia Bacha a poza tym troszkę sam komponuje i nawet na zakończeniu roku szkolnego w szkole muzycznej zgodził się łaskawie zagrać swoją kompozycję.

      Usuń
  12. W Salzburgu nie byłam. Jeszcze:-) Ale pamiętam lekcje muzyki z ogólniaka. Każdą z nich psor kończył granym na fortepianie utworem. A to 'Dla Elizy' Beethovena, a to 'Etiudą rewolucyjną'czy jednym z mazurków Chopina, 'Pożegnaniem ojczyzny' Ogińskiego, 'Prząśniczką' Moniuszki i wieloma innymi. Ale chyba najczęściej był to właśnie 'Marsz turecki' bo ten utwór lubiliśmy najbardziej:-)
    Zdrówka Anabell!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze Ci Salzburg polecam, bo to wielce wyjątkowe miasto. Ale koniecznie poza sezonem turystycznym. W liceum to miałam kiepskie lekcje muzyki, za to wspaniałe lekcje rysunku. A w podstawówce musieliśmy śpiewać z nut i to wcale nie było zabawne ani łatwe.
      Uważajcie na siebie i pozostańcie w zdrowiu;)

      Usuń
  13. Czy ja już nie pisałam kilka razy, że uwielbiam Mozarta? :) Napisałam przy nim moją magisterkę, "katuję" nim moich uczniów i słucham zawsze wtedy, gdy muszę pozbierać myśli. Ale w Salzburgu nie byłam... I chyba długo jeszcze nie będę ;)
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie nie pisałaś. Witaj w "Klubie miłośników Mozarta".
      No ale gdy pandemia minie to może się tam wybierzecie?
      Buziaki;)

      Usuń