Nie spodziewałam się takiej ilości ludzi- naprawdę.
To była rzeka ludzi płynąca Traktem Królewskim. To jednak daje nadzieję.
Zaskoczył mnie pan Schetyna- po raz pierwszy przemawiał ze swadą, mówił
jasno, nie dukał. Ludzi było z pewnością ponad dwieście tysięcy - ludzi,
którzy byli uśmiechnięci, nastawieni do siebie nawzajem pozytywnie.
Najważniejsze, że można pewne sprawy, te najważniejsze dla społeczeństwa,
rozgrywać ponad podziałami partyjnymi, bo w jedności jest wielka siła.
Bardzo wiele osób przyjechało z innych miast własnym sumptem, pociągami,
a ci z zaplecza pisowskiego, czyli z Podkarpacia oraz z Zachodnio-pomorskiego zjechali autokarami.
Platforma Obywatelska, która ten marsz organizowała wraz z KOD, Lewicą,
PSL, Nowoczesną a nawet ZNP- stanęła logistycznie na wysokości zadania.
Wszystko było naprawdę dobrze zorganizowane, a uczestnicy pochodu też
byli, podobnie jak ja, zaskoczeni, że tyle osób, z różnych miast, o różnych
poglądach wzięło w tym pięknym pochodzie udział. Było kolorowo, radośnie,
wiosennie, po prostu miło.
I choć to ma małe znaczenie, dziękuję wszystkim, którzy dziś byli na tym marszu w obronie Demokracji, Konstytucji, Europejskich Wartości.
*****
Wczoraj oglądałam na Planete+ jeden z filmów dokumentalnych z serii
Podróże Koleją.
Koleją podróżuje pewien Francuz- podróżuje po różnych krajach.
I nie są to podróże pierwszą klasą ekspresowego pociągu, ale zapyziałymi, przepełnionymi pociągami regionalnymi.
Wczorajszy odcinek to podróż po Indiach, a przystanki w podróży były
w bardzo małych, nieznanych wśród turystów miejscach. To miejsca, gdzie
ubóstwo, o którym my nawet bladego pojęcia nie mamy, jest codziennością
tych ludzi.
Podróżujący reporter był wielce zaskoczony pogodą ducha bardzo ciężko pracujących ludzi- np. w ręcznej sortowni pieprzu. Pracują przy tym głównie kobiety, praca jest od świtu do wieczora w kurzu i temperaturze +42 stopnie
w cieniu, bo taki właśnie klimat jest w tym rejonie.
W owej sortowni unosi się bez przerwy pieprzowy pył, drażniąc oczy, i drogi oddechowe, ręce i bose stopy kobiet też cierpią od ciągłego kontaktu
z drobinami pieprzu.
A pan reporter nie mógł się nadziwić, że wszystkie te kobiety są uśmiechnięte
i pomagają sobie wzajemnie, by każda zarobiła swą dniówkę.
Był tak zadziwiony, że wręcz zapytał się tych kobiet, jakim cudem, pomimo
tak ciężkiej pracy są one takie pogodne.
Odpowiedz chyba go nieco zadziwiła- były takie radosne bo się wzajemnie
lubią, szanują i cieszą się, że są razem.
Ta wspólna obecność była ich zdaniem najważniejsza, pozwalała łatwiej znieść trudy i problemy.
I jak powiedział potem podróżnik - nauczmy się cenić towarzystwo innych,
doceniajmy wspólne działanie, bo to może nam dać radość z życia, nawet gdy
ono lekkie nie jest.
I dziś właśnie odczułam taką radość, że nie jestem osamotniona w swoich
poglądach, że tuż obok są i inni, obcy, ale w pewien sposób mi bliscy.
drewniana rzezba
sobota, 7 maja 2016
wtorek, 3 maja 2016
Mix
Mam lenia- gigantyczngo.Przesłania mi calutki horyzont, gdzie nie spojrzę
czai się leń. Spoglądam na zakurzone blaty komódek w pokoju i....nic.
Co prawda przemknęło mi przez myśl, żeby go usunąć, ale widocznie droga
od ośrodka decyzyjnego do wykonawczego jakoś za bardzo się u mnie
wydłużyła.
Czytam - tym razem dwie książki na raz, bo w niektórych miejscach się
uzupełniają. Jedna to "Cywilizacje kosmiczne na Ziemi" J.Bieszka, druga to
Z.Sitchina "Zaginione królestwa". Obydwie polecam z czystym sumieniem tym wszystkim, których nie przekonują obowiązujące teorie dotyczące powstania
budowli megalitycznych na Ziemi.
Tym, którzy wierzą, że największe piramidy egipskie powstały w wyniku
ręcznej obróbki olbrzymich, wielotonowych bloków przy pomocy miękkich
miedzianych dłutów i kamieni do ich polerowania, a transportowano to po
piachu tocząc wielotonowe bloki po wygładzonych kłodach drzew, które tam
nigdy nie rosły, radzę by nie czytali, niech dalej żyją w swych złudzeniach i przekonaniu, że Ziemia jest jednak płaska a Kopernik była kobietą.
*****
Wstrząsnęła mną wiadomość o śmierci młodego, 26-letniego mężczyzny,
w wyniku operacji przeprowadzonej przez młodą, początkującą lekarkę, która
operację wykonywała sama, bez nadzoru starszego i doświadczonego
lekarza i niechcący, ale skutecznie, przecięła pacjentowi tętnicę.
Ale jeszcze większy szok spowodowała u mnie reakcja ordynatora, szefa
owej lekarki. I zapewne na tym by się moje "szoki" zakończyły, ale
wczoraj zdarzyło mi się porozmawiać z lekarzem, który ma za sobą
dziesięcioletni staż pracy.To facet, który do zawodu poszedł z zamiłowania,
nie spodziewając się w tej pracy przysłowiowych kokosów. Nie słyszał tej
wiadomości, ale pierwsze jego zdanie, gdy zapytałam jak to jest możliwe,
było- to u nas normalka- chcieli się tej rezydentki pozbyć, więc rzucili na głęboką wodę bez kapoka w postaci nadzoru doświadczanego operatora.
To w Polsce normalne.
Już kilka lat temu medyczne czasopisma europejskie zwróciły uwagę,
że w polskiej medycynie zle się dzieje i że panuje nepotyzm.
No fajnie, mówię, a pan mi lekką rączką wypisał swego czasu skierowanie
do szpitala, więc dobrze, że nie poszłam. Bo na temat naszych szpitali mam
podobne odczucia, po horrorze związanym z operacją mego męża.
A przecież był operowany w jednym z lepszych szpitali w kraju a w dwóch
kolejnych, równie renomowanych walczył o przeżycie i gdyby nie mój upór i bezczelność, już od kilku lat byłabym wdową.
*****
Chodzi mi po głowie nowy projekt biżutkowy. Już go rozrysowałam, więc
nie pozostaje mi nic innego jak wziąć się do pracy. Przy "plątaniu" koralików
z pewnością nie pogorszy mi się powracająca do normalności ręka.
No i postanowiłam nie szaleć i nie robić kilka godzin bez przerwy.
To znów będzie "coś" z koralików bugle, czyli rureczek.
Jak zrobię to "obfocę" i pewnie pokażę.
A teraz chyba jednak wywlokę się na spacer z lornetką, by podglądać ptaki.
Jest słońce, więc trzeba ten fakt wykorzystać.
Miłego dnia Wszystkim;)
czai się leń. Spoglądam na zakurzone blaty komódek w pokoju i....nic.
Co prawda przemknęło mi przez myśl, żeby go usunąć, ale widocznie droga
od ośrodka decyzyjnego do wykonawczego jakoś za bardzo się u mnie
wydłużyła.
Czytam - tym razem dwie książki na raz, bo w niektórych miejscach się
uzupełniają. Jedna to "Cywilizacje kosmiczne na Ziemi" J.Bieszka, druga to
Z.Sitchina "Zaginione królestwa". Obydwie polecam z czystym sumieniem tym wszystkim, których nie przekonują obowiązujące teorie dotyczące powstania
budowli megalitycznych na Ziemi.
Tym, którzy wierzą, że największe piramidy egipskie powstały w wyniku
ręcznej obróbki olbrzymich, wielotonowych bloków przy pomocy miękkich
miedzianych dłutów i kamieni do ich polerowania, a transportowano to po
piachu tocząc wielotonowe bloki po wygładzonych kłodach drzew, które tam
nigdy nie rosły, radzę by nie czytali, niech dalej żyją w swych złudzeniach i przekonaniu, że Ziemia jest jednak płaska a Kopernik była kobietą.
*****
Wstrząsnęła mną wiadomość o śmierci młodego, 26-letniego mężczyzny,
w wyniku operacji przeprowadzonej przez młodą, początkującą lekarkę, która
operację wykonywała sama, bez nadzoru starszego i doświadczonego
lekarza i niechcący, ale skutecznie, przecięła pacjentowi tętnicę.
Ale jeszcze większy szok spowodowała u mnie reakcja ordynatora, szefa
owej lekarki. I zapewne na tym by się moje "szoki" zakończyły, ale
wczoraj zdarzyło mi się porozmawiać z lekarzem, który ma za sobą
dziesięcioletni staż pracy.To facet, który do zawodu poszedł z zamiłowania,
nie spodziewając się w tej pracy przysłowiowych kokosów. Nie słyszał tej
wiadomości, ale pierwsze jego zdanie, gdy zapytałam jak to jest możliwe,
było- to u nas normalka- chcieli się tej rezydentki pozbyć, więc rzucili na głęboką wodę bez kapoka w postaci nadzoru doświadczanego operatora.
To w Polsce normalne.
Już kilka lat temu medyczne czasopisma europejskie zwróciły uwagę,
że w polskiej medycynie zle się dzieje i że panuje nepotyzm.
No fajnie, mówię, a pan mi lekką rączką wypisał swego czasu skierowanie
do szpitala, więc dobrze, że nie poszłam. Bo na temat naszych szpitali mam
podobne odczucia, po horrorze związanym z operacją mego męża.
A przecież był operowany w jednym z lepszych szpitali w kraju a w dwóch
kolejnych, równie renomowanych walczył o przeżycie i gdyby nie mój upór i bezczelność, już od kilku lat byłabym wdową.
*****
Chodzi mi po głowie nowy projekt biżutkowy. Już go rozrysowałam, więc
nie pozostaje mi nic innego jak wziąć się do pracy. Przy "plątaniu" koralików
z pewnością nie pogorszy mi się powracająca do normalności ręka.
No i postanowiłam nie szaleć i nie robić kilka godzin bez przerwy.
To znów będzie "coś" z koralików bugle, czyli rureczek.
Jak zrobię to "obfocę" i pewnie pokażę.
A teraz chyba jednak wywlokę się na spacer z lornetką, by podglądać ptaki.
Jest słońce, więc trzeba ten fakt wykorzystać.
Miłego dnia Wszystkim;)
piątek, 29 kwietnia 2016
Mix chwalipięty
Z moim ścięgnem jest wyraznie lepiej. No ale jeśli średnio przeciętnie pół
dnia dopieszczam ściegienko wmasowując w nie lecznicze mikstury, to
musi być lepiej.
I najwyższy czas, żeby było lepiej, bo tuż przed "awarią ścięgna" koleżanka
przyniosła do mnie swój uszkodzony sznurek szklanych perełek, któremu
muszę zmienić żyłkę i zapięcie oraz dorobić kolczyki.
I tak leżą te perełki i czekają na zmiłowanie.
****
Ci co często tu bywają, zapewne pamiętają, że starszy z moich Krasnali
poszedł do szkoły gdy ukończył 5 lat i teraz jest "administracyjnie" w klasie
drugiej, a z klasą trzecią ma język francuski a do czwartej uczęszcza na
lekcje matematyki i jest drugim w tej klasie uczniem pod względem ocen
z tego przedmiotu.
Tu mała dygresja - eksperymenty w dziedzinie szkolnictwa to nie tylko
polska specjalność. Np. za Odrą co Land to nieco inna organizacja
szkolnictwa.
Generalnie jest szkoła podstawowa sześcioletnia, potem gimnazjum.
Ale jest tak, że gdy dzieci są w IV klasie szkoła ocenia przy pomocy
fachowców co dziecko będzie robiło w przyszłości - czyli już w tym
momencie ocenia czy dziecko po gimnazjum trafi do liceum czy zakończy
edukację na tzw. małej maturze. Obowiązek szkolnej edukacji kończy się tu
z chwilą ukończenia 16 roku życia.
Jeżeli stwierdzą, że dziecko nie rokuje nadziei, to dziecko piątą i szóstą
klasę kontynuuje w swojej podstawówce.
Jeżeli dziecko zapowiada się na takie, co ukończy bez problemu całą
szkołę , którą ukoronuje potem maturą i będzie się dalej kształciło, to dwie
ostatnie klasy podstawówki robi już w gimnazjum, gdzie jest nieco wyższy
poziom niż w zwykłej podstawówce.
I teraz powstał problem z moim starszym Krasnalem- zdaniem szkoły to
szkoda go teraz dać do klasy III, bo będzie się nudził i oni go widzą już
w czwartej klasie, z czego wynikałoby, że dzieciak trafi do szkoły gimnazjalnej wcześniej o dwa lata (on przecież 7 lat skończył w styczniu tego roku).
W związku z tym szkoła skierowała Krasnala na badania i testy które były
tydzień temu. Testy są dla grupy wiekowej dzieci 6-10 lat.
Dziś już są wyniki dla poszczególnych interwałów:
I. rozumienie znaczenia różnych pojęć - wynik 134 punktów na 138
II. ocena logicznego myślenia i percepcji - wynik 133 pkt. na 137
III.stopień koncentracji i pamięć operacyjna - wynik 148 pkt. na 151
IV. szybkość przetwarzania informacji - wynik 117 pkt. na 123 i jest to
powyżej średniej
V.indeks inteligencji - wynik 142 pkt. na 145
Podsumowanie - wynik ogólny całości - 99,7
Ocena dziecka pod względem emocjonalnym - typowy siedmiolatek .
Tak oceniono Krasnala, ale co dalej to muszą zdecydować jego rodzice po
rozmowach z pedagogiem szkolnym, który go widzi codziennie.
Bo tam jakimś cudem klasą zajmują się dwie osoby - nauczycielka
i wychowawca, który jest cały dzień z uczniami.
Może będzie i tak, że Krasnal pójdzie od września planowo do III klasy,
a szkoła po prostu będzie mu zadawała jakieś trudniejsze prace, tak jak
jest teraz.
Wtedy do gimnazjum trafi tylko o rok wcześniej. A gimnazjum, do którego
ma trafić to takie, które współpracuje z Uniwersytetem i tam te
najzdolniejsze dzieci będą miały niektóre zajęcia.
I wielce egoistycznie pomyślałam : jak to dobrze, że nie muszę się w tej
sprawie wypowiadać i podejmować jakiejś decyzji.
Poza tym Krasnal będzie miał jutro pierwszy "publiczny" koncert fortepianowy- publiczność to rodzice i rodzeństwo małych pianistów.
Utwór który wykona będzie trwał aż cztery minuty.
W niedzielę będzie z chórem występował w ZOO, tak jak w ubiegłym roku.
A w poniedziałek jedzie na trzydniową wycieczkę ze swoją szkołą -pierwszy
raz 2 noce poza domem bez mamy, taty, brata.
Jak widać życie mego Krasnala nabiera tempa.
*****
A wczoraj udało mi się obfocić na osiedlu takie cudo:
dnia dopieszczam ściegienko wmasowując w nie lecznicze mikstury, to
musi być lepiej.
I najwyższy czas, żeby było lepiej, bo tuż przed "awarią ścięgna" koleżanka
przyniosła do mnie swój uszkodzony sznurek szklanych perełek, któremu
muszę zmienić żyłkę i zapięcie oraz dorobić kolczyki.
I tak leżą te perełki i czekają na zmiłowanie.
****
Ci co często tu bywają, zapewne pamiętają, że starszy z moich Krasnali
poszedł do szkoły gdy ukończył 5 lat i teraz jest "administracyjnie" w klasie
drugiej, a z klasą trzecią ma język francuski a do czwartej uczęszcza na
lekcje matematyki i jest drugim w tej klasie uczniem pod względem ocen
z tego przedmiotu.
Tu mała dygresja - eksperymenty w dziedzinie szkolnictwa to nie tylko
polska specjalność. Np. za Odrą co Land to nieco inna organizacja
szkolnictwa.
Generalnie jest szkoła podstawowa sześcioletnia, potem gimnazjum.
Ale jest tak, że gdy dzieci są w IV klasie szkoła ocenia przy pomocy
fachowców co dziecko będzie robiło w przyszłości - czyli już w tym
momencie ocenia czy dziecko po gimnazjum trafi do liceum czy zakończy
edukację na tzw. małej maturze. Obowiązek szkolnej edukacji kończy się tu
z chwilą ukończenia 16 roku życia.
Jeżeli stwierdzą, że dziecko nie rokuje nadziei, to dziecko piątą i szóstą
klasę kontynuuje w swojej podstawówce.
Jeżeli dziecko zapowiada się na takie, co ukończy bez problemu całą
szkołę , którą ukoronuje potem maturą i będzie się dalej kształciło, to dwie
ostatnie klasy podstawówki robi już w gimnazjum, gdzie jest nieco wyższy
poziom niż w zwykłej podstawówce.
I teraz powstał problem z moim starszym Krasnalem- zdaniem szkoły to
szkoda go teraz dać do klasy III, bo będzie się nudził i oni go widzą już
w czwartej klasie, z czego wynikałoby, że dzieciak trafi do szkoły gimnazjalnej wcześniej o dwa lata (on przecież 7 lat skończył w styczniu tego roku).
W związku z tym szkoła skierowała Krasnala na badania i testy które były
tydzień temu. Testy są dla grupy wiekowej dzieci 6-10 lat.
Dziś już są wyniki dla poszczególnych interwałów:
I. rozumienie znaczenia różnych pojęć - wynik 134 punktów na 138
II. ocena logicznego myślenia i percepcji - wynik 133 pkt. na 137
III.stopień koncentracji i pamięć operacyjna - wynik 148 pkt. na 151
IV. szybkość przetwarzania informacji - wynik 117 pkt. na 123 i jest to
powyżej średniej
V.indeks inteligencji - wynik 142 pkt. na 145
Podsumowanie - wynik ogólny całości - 99,7
Ocena dziecka pod względem emocjonalnym - typowy siedmiolatek .
Tak oceniono Krasnala, ale co dalej to muszą zdecydować jego rodzice po
rozmowach z pedagogiem szkolnym, który go widzi codziennie.
Bo tam jakimś cudem klasą zajmują się dwie osoby - nauczycielka
i wychowawca, który jest cały dzień z uczniami.
Może będzie i tak, że Krasnal pójdzie od września planowo do III klasy,
a szkoła po prostu będzie mu zadawała jakieś trudniejsze prace, tak jak
jest teraz.
Wtedy do gimnazjum trafi tylko o rok wcześniej. A gimnazjum, do którego
ma trafić to takie, które współpracuje z Uniwersytetem i tam te
najzdolniejsze dzieci będą miały niektóre zajęcia.
I wielce egoistycznie pomyślałam : jak to dobrze, że nie muszę się w tej
sprawie wypowiadać i podejmować jakiejś decyzji.
Poza tym Krasnal będzie miał jutro pierwszy "publiczny" koncert fortepianowy- publiczność to rodzice i rodzeństwo małych pianistów.
Utwór który wykona będzie trwał aż cztery minuty.
W niedzielę będzie z chórem występował w ZOO, tak jak w ubiegłym roku.
A w poniedziałek jedzie na trzydniową wycieczkę ze swoją szkołą -pierwszy
raz 2 noce poza domem bez mamy, taty, brata.
Jak widać życie mego Krasnala nabiera tempa.
*****
A wczoraj udało mi się obfocić na osiedlu takie cudo:
wtorek, 26 kwietnia 2016
Diagnoza
Położyłam się spać zdrowa i cała a wstałam ze spuchniętym i bolącym
stawem łączącym mały palec z dłonią. I jak na złość była to niedziela.
Opatuliłam staw Voltarenem Max, przyłożyłam lód i zadzwoniłam do
jednej z moich ciotek. Mam dwie ciotki lekarki- jedna młodsza ode mnie
o dwa lata, druga starsza ode mnie o 4 lata.
Zreferowałam sprawę i zapytałam jak mogę rozpoznać czy to ból od
stawu czy może naciągnęłam ścięgno, bo dwa dni wcześniej dość długo
dziergałam na drutach.
Moja kochana młodsza ciotka popatrzyła mi na Skype głęboko w oczy, po
czym kazała bym wzięła do ręki druty i pokazała jak je trzymam.
Niestety nic nie wyszło z pokazu, bo nie byłam w stanie zademonstrować
tej czynności z powodu wściekłego bólu.
Moja cioteczka wyraznie się ucieszyła - "naciągnęłaś ścięgno, masz na
miesiąc lub dłużej zabawę- będziesz moczyła, smarowała i masowała i usztywnij ten staw, by się nie zginał z byle powodu."
Miesiąc? -zawołałam z rozpaczą.
"Tak, miesiąc. A jak się po 2 tygodniach nie polepszy wez od I kontaktu skierowanie na rtg. Zajrzyj w swój pesel, to się dowiesz że już dawno skończyłaś 30 lat. Będę za tydzień w W-wie to obejrzę to zjawisko".
I na tym rozmowa się zakończyła. A ja myślałam, że tylko warszawscy
lekarze chorobę diagnozują z pesela.;)
Mam też trochę problemu ze stukaniem w klawiaturę, bo mi brakuje
palców lewej ręki. I po jakie licho nauczyłam się pisania oburącz?
Gdy piszę tylko jedną ręką to przestawiam litery.
Dobrze, że już doszły mi nowe książki, pogrążę się w lekturze.
A poza tym nic się nie dzieje, po cichutku zmienia nam się ustrój państwa. Ciekawa jestem czy taki stan rzeczy, gdy nagle zmieni się dotychczasowy
ustrój upoważnia do uzyskania azylu gdzie indziej.
stawem łączącym mały palec z dłonią. I jak na złość była to niedziela.
Opatuliłam staw Voltarenem Max, przyłożyłam lód i zadzwoniłam do
jednej z moich ciotek. Mam dwie ciotki lekarki- jedna młodsza ode mnie
o dwa lata, druga starsza ode mnie o 4 lata.
Zreferowałam sprawę i zapytałam jak mogę rozpoznać czy to ból od
stawu czy może naciągnęłam ścięgno, bo dwa dni wcześniej dość długo
dziergałam na drutach.
Moja kochana młodsza ciotka popatrzyła mi na Skype głęboko w oczy, po
czym kazała bym wzięła do ręki druty i pokazała jak je trzymam.
Niestety nic nie wyszło z pokazu, bo nie byłam w stanie zademonstrować
tej czynności z powodu wściekłego bólu.
Moja cioteczka wyraznie się ucieszyła - "naciągnęłaś ścięgno, masz na
miesiąc lub dłużej zabawę- będziesz moczyła, smarowała i masowała i usztywnij ten staw, by się nie zginał z byle powodu."
Miesiąc? -zawołałam z rozpaczą.
"Tak, miesiąc. A jak się po 2 tygodniach nie polepszy wez od I kontaktu skierowanie na rtg. Zajrzyj w swój pesel, to się dowiesz że już dawno skończyłaś 30 lat. Będę za tydzień w W-wie to obejrzę to zjawisko".
I na tym rozmowa się zakończyła. A ja myślałam, że tylko warszawscy
lekarze chorobę diagnozują z pesela.;)
Mam też trochę problemu ze stukaniem w klawiaturę, bo mi brakuje
palców lewej ręki. I po jakie licho nauczyłam się pisania oburącz?
Gdy piszę tylko jedną ręką to przestawiam litery.
Dobrze, że już doszły mi nowe książki, pogrążę się w lekturze.
A poza tym nic się nie dzieje, po cichutku zmienia nam się ustrój państwa. Ciekawa jestem czy taki stan rzeczy, gdy nagle zmieni się dotychczasowy
ustrój upoważnia do uzyskania azylu gdzie indziej.
sobota, 23 kwietnia 2016
Mało poważnie, weekend wszak
alkohol - doustny kosmetyk, który po podaniu w odpowiedniej dawce w zdecydowany sposób poprawia nam urodę otoczenia.
bałagan - przestrzeń alternatywnie zaaranżowana.
biedak - osobnik ekonomicznie nieprzystosowany.
denat- osoba bezterminowo dysfunkcyjna.
piękno- ulotne zjawisko, mijające po wytrzezwieniu.
ginekolog- lekarz, który szuka problemów tam, gdzie inni znajdują radość.
konsultant- ktoś, kto wezmie zegarek od twej żony, powie ci która godzina,
po czym każe ci zapłacić za informację.
kurdupel - osobnik o obniżonym środku ciężkości, z krótszym czasem
przepływu impulsów nerwowych, wertykalnie zdegradowany.
leń - osoba zubożona motywacyjnie.
patomorfolog - lekarz ostatniego kontaktu.
pijany - osobnik przestrzennie zagubiony.
szczerbaty - osoba o zwiększonej wydolności oddechowej.
yyyy - ulubiona wypowiedz polskich polityków.
*****
Czy wiecie, że istnieje kocia wyspa? Jest to japońska wyspa Aoshima, na
której mieszka stu staruszków- emerytów oraz sześć razy tyle kotów.
Nie ma tu ani jednego sklepu, nie ma też samochodów.
Dwa razy dziennie przypływa tu prom z oddalonego o 14 km lądu.
Utrzymanie kociej populacji jest niestety kosztowne i w lutym tego roku
mieszkańcom wyspy zabrakło środków na kocie żarełko, o czym napisali
na Twitterze. Odzew był natychmiastowy i w ciągu tygodnia pojawiło się
tyle kartonów z kocim jedzeniem, że trzeba było szybko akcję zakończyć.
Od czasu ogłoszenia na Twitterze prośby o pomoc Aoshima stała się bardzo popularna i niemal codziennie przypływają na wyspę miłośnicy kotów.
Jednorazowo na wyspę może przybyć tylko 34 pasażerów promu.
Japończycy są przekonani, że karmienie kotów przynosi karmiącym
dobrobyt oraz szczęście.
Miłego weekendu;))
****
wszystkie mądrości pochodzą z Nieznanego Świata 5/2016
czwartek, 21 kwietnia 2016
Mix o wszystkim i....niczym
Rano z objęć Morfeusza wyrwał mnie natrętny dzwięk telefonu;niezbyt
przytomna wyszemrałam cicho do słuchawki:
"tak, słucham"
W słuchawce zaćwierkał głos jednej z mojej dalszych koleżanek, której
nie widziałam i nie słyszałam już, szczęśliwym trafem, ponad rok.
"Słuchaj, spotkałam Pawła- głos Ulki brzmiał radośnie - ależ z niego
przystojny facet!"
Ulka, ja nie znam żadnego Pawła, poza tym mogłabyś pamiętać, że o tej
porze to ja jeszcze śpię - znowu wyszemrałam do słuchawki.
"Znasz- to przecież mąż Elki, drugi mąż. Ależ ta baba ma szczęście! nie
dość, że tyle od niej młodszy to i przystojny i nadal z nią jest! A przecież
ona stara już jest!"
Uważaj Ulka, ona jest młodsza o kilka lat ode mnie, więc w mojej obecności
nie nazywaj jej starą- głos jakoś wrócił mi na miejsce, zapewne ze złości.
"ojej- zaćwierkała Ulka- ale ty masz męża w odpowiednim wieku, nie jest
od ciebie niemal 20 lat młodszy.Uważam,że taki związek jak ich,jest wręcz niesmaczny, bo ona mogłaby być jego matką! Zobaczysz, on ją pewnie puści niedługo kantem i nawet to ich wspólne dziecko go nie zatrzyma przy niej".
Miałam dość , a że głos mi wrócił, słodziutko, siląc się na spokój powiedziałam:
Ulka, to nie Twoja sprawa co dalej będzie, dla Ciebie on jej z pewnością nie
rzuci. Cześć, idę spać...i wyłączyłam telefon.
Zastanawiam się, dlaczego nikomu nie przeszkadza związek faceta z dużo
młodszą kobietą, nawet gdy ona jest 30 lat młodsza, a odwrotny układ
zawsze wzbudza sensację.
Przecież to sprawa jej i jego, a nie kibiców.
Moja matka po rozwodzie wyszła za faceta 12 lat młodszego od siebie, a ojciec mój ożenił się z kobietą 8 lat starszą od siebie.
I mnie to wcale, a wcale nie przeszkadzało.
*****
Jakoś nie mogę doczekać się ciepełka. W ramach oczekiwania lata dostałam
od lekarki takie zalecenia dietetyczne :
1. ściśle przestrzegać dietę bezglutenową, (bo czasem grzeszę)
2. odstawić mleko, przejść na mleko kokosowe, (kefir to też mleko)
3. śniadanie ma być zawsze bez węglowodanów, czyli jajka i warzywka,lub
wędlina bezglutenowa i warzywka
4. odstawić cukier, czyli czytać dokładnie etykiety, bo cukier jest niemal we
wszystkim, nawet w wędlinach.No i pamiętać, że cukier niejedno ma imię,
5. węglowodany mogą być tylko w dwóch posiłkach w ciągu dnia,
6. odstawić kawę,herbatę, pić wodę wysoko zmineralizowaną, ziółka, rooibos,
7. jeść kasze bezglutenowe do mięsa, (mięso najlepiej codziennie)
8. jeść dziennie tylko jedną porcję owoców,
9. nie smażyć na olejach roślinnych ale na: smalcu, oleju kokosowym,
maśle klarowanym,
10. jeść czasami twarożek zrobiony z...kefiru, np. 3 x w tygodniu, a najlepiej
robić sobie jogurt z mleka kokosowego.
11. ostatni posiłek jeść najpózniej o godz. 19,00
No nie wiem, jakoś się postaram
*****
Moje dziecię było służbowo w Londynie i z Muzeum Historii Naturalnej przysłało mi takie zdjęcia:
A wszystko przez to, że kiedyś nieopatrznie zwierzyłam się, że jeśli
byłabym w Londynie to zapewne spędziłabym w tym muzeum kilka dni.
przytomna wyszemrałam cicho do słuchawki:
"tak, słucham"
W słuchawce zaćwierkał głos jednej z mojej dalszych koleżanek, której
nie widziałam i nie słyszałam już, szczęśliwym trafem, ponad rok.
"Słuchaj, spotkałam Pawła- głos Ulki brzmiał radośnie - ależ z niego
przystojny facet!"
Ulka, ja nie znam żadnego Pawła, poza tym mogłabyś pamiętać, że o tej
porze to ja jeszcze śpię - znowu wyszemrałam do słuchawki.
"Znasz- to przecież mąż Elki, drugi mąż. Ależ ta baba ma szczęście! nie
dość, że tyle od niej młodszy to i przystojny i nadal z nią jest! A przecież
ona stara już jest!"
Uważaj Ulka, ona jest młodsza o kilka lat ode mnie, więc w mojej obecności
nie nazywaj jej starą- głos jakoś wrócił mi na miejsce, zapewne ze złości.
"ojej- zaćwierkała Ulka- ale ty masz męża w odpowiednim wieku, nie jest
od ciebie niemal 20 lat młodszy.Uważam,że taki związek jak ich,jest wręcz niesmaczny, bo ona mogłaby być jego matką! Zobaczysz, on ją pewnie puści niedługo kantem i nawet to ich wspólne dziecko go nie zatrzyma przy niej".
Miałam dość , a że głos mi wrócił, słodziutko, siląc się na spokój powiedziałam:
Ulka, to nie Twoja sprawa co dalej będzie, dla Ciebie on jej z pewnością nie
rzuci. Cześć, idę spać...i wyłączyłam telefon.
Zastanawiam się, dlaczego nikomu nie przeszkadza związek faceta z dużo
młodszą kobietą, nawet gdy ona jest 30 lat młodsza, a odwrotny układ
zawsze wzbudza sensację.
Przecież to sprawa jej i jego, a nie kibiców.
Moja matka po rozwodzie wyszła za faceta 12 lat młodszego od siebie, a ojciec mój ożenił się z kobietą 8 lat starszą od siebie.
I mnie to wcale, a wcale nie przeszkadzało.
*****
Jakoś nie mogę doczekać się ciepełka. W ramach oczekiwania lata dostałam
od lekarki takie zalecenia dietetyczne :
1. ściśle przestrzegać dietę bezglutenową, (bo czasem grzeszę)
2. odstawić mleko, przejść na mleko kokosowe, (kefir to też mleko)
3. śniadanie ma być zawsze bez węglowodanów, czyli jajka i warzywka,lub
wędlina bezglutenowa i warzywka
4. odstawić cukier, czyli czytać dokładnie etykiety, bo cukier jest niemal we
wszystkim, nawet w wędlinach.No i pamiętać, że cukier niejedno ma imię,
5. węglowodany mogą być tylko w dwóch posiłkach w ciągu dnia,
6. odstawić kawę,herbatę, pić wodę wysoko zmineralizowaną, ziółka, rooibos,
7. jeść kasze bezglutenowe do mięsa, (mięso najlepiej codziennie)
8. jeść dziennie tylko jedną porcję owoców,
9. nie smażyć na olejach roślinnych ale na: smalcu, oleju kokosowym,
maśle klarowanym,
10. jeść czasami twarożek zrobiony z...kefiru, np. 3 x w tygodniu, a najlepiej
robić sobie jogurt z mleka kokosowego.
11. ostatni posiłek jeść najpózniej o godz. 19,00
No nie wiem, jakoś się postaram
*****
Moje dziecię było służbowo w Londynie i z Muzeum Historii Naturalnej przysłało mi takie zdjęcia:
A wszystko przez to, że kiedyś nieopatrznie zwierzyłam się, że jeśli
byłabym w Londynie to zapewne spędziłabym w tym muzeum kilka dni.
wtorek, 19 kwietnia 2016
Naukowa zagadka
Mąż śmieje się ze mnie, że chyba szykuję się do wyprawy na Marsa,
bo największe szanse przetrwania w tamtejszych warunkach mają ci,
którzy potrafią cały dzień spędzić w jednym miejscu z nosem w lekturze.
I znów napiszę coś, co prawie nikogo nie zainteresuje- no ale jakoś tak
mam, że szkoda mi czasu na czytanie książek o cudzych odczuciach,
poczuciach i uczuciach. Od tysięcy lat mentalność ludzka i zachowania są
niemal takie same, tylko okoliczności i tło historyczne inne.
Zanurkowałam w kolejnej książce Z.Sitchina, "Byli na Ziemi olbrzymi".
Treścią generalnie są tłumaczenia sumeryjskich tabliczek klinowych,
na podstawie których powstała Biblia Hebrajska, jej podstawowa wersja.
Sitchin był orientalistą i od najwcześniejszych lat swej naukowej kariery
zajmował się tłumaczeniem wydobytych przez archeologów licznych
tabliczek glinianych, zapisanych pismem klinowym przez Sumeryjczyków
i Akadyjczyków. Niestety odszedł w inny wymiar w pazdzierniku 2010 r.
Tyle wprowadzenia, ale zagadka dotyczy innej nieco kwestii.
W lutym 2001 roku dwa zespoły naukowe przedstawiły kompletny genom człowieka.
Pewnym zaskoczeniem dla naukowców był fakt, że nasz genom nie zawiera
jak przypuszczano 100.000 do 140.000 genów, lecz nieco mniej niż 30.000.
Dla porównania: muszka owocówka posiada ich 13.601 a glista- 19.098.
Okazało się poza tym że nasze geny są w 99% porównywalne z genami
szympansa, a w 70% procentach z genami myszy.
Odkryto również, że ludzkie geny o tych samych funkcjach są identyczne z genami innych kręgowców, bezkręgowców, roślin, grzybów, a nawet drożdży.
To odkrycie potwierdziło teorię, że zródło DNA całego życia na Ziemi było
tylko jedno.
I ten fakt umożliwił naukowcom prześledzenie procesu ewolucyjnego - jak
proste organizmy ewoluowały genetycznie w organizmy złożone, adoptując
na każdym etapie geny niższych form życia, by stworzyć formy wyższe,
bardziej skomplikowane, których wynikiem jesteśmy my- Homo sapiens.
Rozgryzając ten pionowy zapis ewolucji zawarty w ludzkim genomie i innych
analizowanych zespołach chromosomów, naukowcy natrafili na zagadkę:
w ludzkim genomie odkryli 223 geny, które nie mają żadnych poprzedników
w genetycznym drzewie ewolucji.
Żaden z tych 223 genów nie występuje w całym zakresie ewolucyjnej fazy,
która wykształciła kręgowce.
Analiza tych 223 genów wykazała, że odpowiadają one za ważne procesy psychologiczne i mózgowe właściwe ludziom.
Pamiętajmy, że niezgodność pomiędzy człowiekiem a szympansem wynosi
zaledwie 300 genów, więc te 223 geny stanowią ogromną różnicę.
I do dziś naukowcy nie są w stanie odpowiedzieć na pytanie w jaki sposób
człowiek zdobył taki zestaw obcych genów.
Odpowiedz na to pytanie jest właściwie znana, ale nie do przyjęcia dla
wszystkich trzech wielkich religii świata.To jest to trzecie brakujące ogniwo
w teorii Darwina.
Jeśli kogoś temat interesuje polecam cykl książek Sitchina, a na początek
"Dwunasta Planeta" a resztę z jego książek sami sobie wybierzecie.
Można je znalezć w wydawnictwie "Prokop".
A że jestem egoistką dziś podsyłam starego ale wciąż jarego Roda Stewarta
Zdaje się, że facet na równi ze śpiewaniem uwielbia zmienianie
partnerek i produkcję dzieci;)
bo największe szanse przetrwania w tamtejszych warunkach mają ci,
którzy potrafią cały dzień spędzić w jednym miejscu z nosem w lekturze.
I znów napiszę coś, co prawie nikogo nie zainteresuje- no ale jakoś tak
mam, że szkoda mi czasu na czytanie książek o cudzych odczuciach,
poczuciach i uczuciach. Od tysięcy lat mentalność ludzka i zachowania są
niemal takie same, tylko okoliczności i tło historyczne inne.
Zanurkowałam w kolejnej książce Z.Sitchina, "Byli na Ziemi olbrzymi".
Treścią generalnie są tłumaczenia sumeryjskich tabliczek klinowych,
na podstawie których powstała Biblia Hebrajska, jej podstawowa wersja.
Sitchin był orientalistą i od najwcześniejszych lat swej naukowej kariery
zajmował się tłumaczeniem wydobytych przez archeologów licznych
tabliczek glinianych, zapisanych pismem klinowym przez Sumeryjczyków
i Akadyjczyków. Niestety odszedł w inny wymiar w pazdzierniku 2010 r.
Tyle wprowadzenia, ale zagadka dotyczy innej nieco kwestii.
W lutym 2001 roku dwa zespoły naukowe przedstawiły kompletny genom człowieka.
Pewnym zaskoczeniem dla naukowców był fakt, że nasz genom nie zawiera
jak przypuszczano 100.000 do 140.000 genów, lecz nieco mniej niż 30.000.
Dla porównania: muszka owocówka posiada ich 13.601 a glista- 19.098.
Okazało się poza tym że nasze geny są w 99% porównywalne z genami
szympansa, a w 70% procentach z genami myszy.
Odkryto również, że ludzkie geny o tych samych funkcjach są identyczne z genami innych kręgowców, bezkręgowców, roślin, grzybów, a nawet drożdży.
To odkrycie potwierdziło teorię, że zródło DNA całego życia na Ziemi było
tylko jedno.
I ten fakt umożliwił naukowcom prześledzenie procesu ewolucyjnego - jak
proste organizmy ewoluowały genetycznie w organizmy złożone, adoptując
na każdym etapie geny niższych form życia, by stworzyć formy wyższe,
bardziej skomplikowane, których wynikiem jesteśmy my- Homo sapiens.
Rozgryzając ten pionowy zapis ewolucji zawarty w ludzkim genomie i innych
analizowanych zespołach chromosomów, naukowcy natrafili na zagadkę:
w ludzkim genomie odkryli 223 geny, które nie mają żadnych poprzedników
w genetycznym drzewie ewolucji.
Żaden z tych 223 genów nie występuje w całym zakresie ewolucyjnej fazy,
która wykształciła kręgowce.
Analiza tych 223 genów wykazała, że odpowiadają one za ważne procesy psychologiczne i mózgowe właściwe ludziom.
Pamiętajmy, że niezgodność pomiędzy człowiekiem a szympansem wynosi
zaledwie 300 genów, więc te 223 geny stanowią ogromną różnicę.
I do dziś naukowcy nie są w stanie odpowiedzieć na pytanie w jaki sposób
człowiek zdobył taki zestaw obcych genów.
Odpowiedz na to pytanie jest właściwie znana, ale nie do przyjęcia dla
wszystkich trzech wielkich religii świata.To jest to trzecie brakujące ogniwo
w teorii Darwina.
Jeśli kogoś temat interesuje polecam cykl książek Sitchina, a na początek
"Dwunasta Planeta" a resztę z jego książek sami sobie wybierzecie.
Można je znalezć w wydawnictwie "Prokop".
A że jestem egoistką dziś podsyłam starego ale wciąż jarego Roda Stewarta
partnerek i produkcję dzieci;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)




