drewniana rzezba
środa, 11 kwietnia 2012
292. Kolejna prostota
Nazwałam ten naszyjnik "znalezione na plaży"- te walce to szkło weneckie,
kulki to turkus rekonstruowany, a ten brązowy kamyk to agat.
Wszystko razem wisi na kordonku.Tym razem kolory są dobre, nie
przekłamane.
To już przedostatnia muszelka z mojej kolekcji muszelek. Mam jeszcze
jedną, ale zupełnie inną.
Mam niestety problem z jakimś rozsądnym sposobem zamienienia
jej w element naszyjnika. Wywierciłam nawet w niej dziurkę, ale jest
to niezbyt dobre miejsce i muszla zle funkcjonuje jako zawieszka.
Muszę coś innego wykombinować. No i myślę, myślę i coraz głupsze
pomysły mi wpadają do głowy.
Do skończenia serwety brakuje mi jeszcze 5 kwadratów, potem już
tylko zakończyć nitki i wyprasować pod parą.
Może uda mi się skończyć w niedzielę?
poniedziałek, 9 kwietnia 2012
291.Mix poświąteczny
Wszystkim ogromnie dziękuję za życzenia świąteczne i jednocześnie bardzo
przepraszam tych, do których nie dotarłam z życzeniami przed Świętami -
niestety Onet z Bloggerem ścigały się w umilaniu mi życia - w wielu miejscach
albo blog nagle nie istniał, albo znikał mój wpis. No cóż - pewnie byłam za
mało wytrwała.
****
Tegoroczna Wielkanoc przechodzi do historii, nie przejedliśmy się, robiliśmy
to na co mieliśmy ochotę, więc reasumując wszystko było i jest b.d.
Trochę mi się tylko dzień z nocą "pomajtolił" i dziś otworzyłam oczy dopiero
o 11 rano.
Oczywiście dzień bez koralików to dzień stracony, więc w ramach przygo-
towań do świąt zrobiłam bransoletkę z kryształków i toho, oczywiście
w kolorach szafirowych. Kryształki jasny szafir, toho 11-ciemny.
I dziś, sprowokowana tym obłędnym słońcem, zrobiłam naszyjnik na
plażę, taki do kostiumu lub plażowej kiecki.
Niestety kolory zupełnie przekłamane, bo te walce są jasno-błękitne,
z lekkim srebrnym połyskiem.
Sam z siebie się śmiałam, że kaloryfer włączony, bo zimno w domu,
a ja myślę o plaży.
Dziś zajrzałam na mój drugi blog i zdumiałam się. W dalszym ciągu jest odwiedzany.
Więc chyba zacznę w nim trochę pisać .Nie za często, bo 2 blogi i koraliki
to może być dla mnie za wiele. Tematy - zgodne z jego tytułem. Moje "za"
i "przeciw", obok siebie, często w jednym zdaniu.
przepraszam tych, do których nie dotarłam z życzeniami przed Świętami -
niestety Onet z Bloggerem ścigały się w umilaniu mi życia - w wielu miejscach
albo blog nagle nie istniał, albo znikał mój wpis. No cóż - pewnie byłam za
mało wytrwała.
****
Tegoroczna Wielkanoc przechodzi do historii, nie przejedliśmy się, robiliśmy
to na co mieliśmy ochotę, więc reasumując wszystko było i jest b.d.
Trochę mi się tylko dzień z nocą "pomajtolił" i dziś otworzyłam oczy dopiero
o 11 rano.
Oczywiście dzień bez koralików to dzień stracony, więc w ramach przygo-
towań do świąt zrobiłam bransoletkę z kryształków i toho, oczywiście
w kolorach szafirowych. Kryształki jasny szafir, toho 11-ciemny.
I dziś, sprowokowana tym obłędnym słońcem, zrobiłam naszyjnik na
plażę, taki do kostiumu lub plażowej kiecki.
Niestety kolory zupełnie przekłamane, bo te walce są jasno-błękitne,
z lekkim srebrnym połyskiem.
Sam z siebie się śmiałam, że kaloryfer włączony, bo zimno w domu,
a ja myślę o plaży.
Dziś zajrzałam na mój drugi blog i zdumiałam się. W dalszym ciągu jest odwiedzany.
Więc chyba zacznę w nim trochę pisać .Nie za często, bo 2 blogi i koraliki
to może być dla mnie za wiele. Tematy - zgodne z jego tytułem. Moje "za"
i "przeciw", obok siebie, często w jednym zdaniu.
czwartek, 5 kwietnia 2012
290. Już za chwileczkę,
już za momencik Wielkanoc znowu zacznie się kręcić, więc
Wesołych Świąt
odpoczywajcie, bawcie się dobrze i nie objadajcie się!
Wesołych Świąt
odpoczywajcie, bawcie się dobrze i nie objadajcie się!
wtorek, 3 kwietnia 2012
289. Opowiem Wam.....
....nie bajkę , a prawdziwą historię. To zdarzyło się naprawdę na samym
początku lat siedemdziesiątych ub.wieku.
Pracowałam wtedy w firmie, której część pracowników była w wiecznych
rozjazdach zagranicznych lub wręcz tkwiła miesiącami na placówkach.
I zdarzało się tak, że pracując w jednej firmie ludzie się nie znali wcale.
Ale raz na jakiś czas zdarzały się spotkania wszystkich, którzy aktualnie
byli w pracy.
I właśnie na takim spotkaniu byłam świadkiem "miłości od pierwszego
spojrzenia".
A było to tak: jak zwykle wpadłam ostatnia, bo mi się jakiś interesant
napatoczył tuż przed 16-tą i wszyscy już spokojnie sączyli kawę i jakieś
napoje.Zakotwiczyłam obok kolegi, który przyjechał na urlop do Polski.
W trakcie urlopu miał być jego ślub, na który niemal wszyscy byliśmy
zaproszeni. Siedzę obok niego, a on, siedzi i wgapia się intensywnie w
drugi koniec salki i milczy jak zaklęty. A do milczków nigdy nie należał,
raczej do tych co zawsze dużo mają do powiedzenia tym, co siedzą obok.
Trochę mnie to zaintrygowało, ale właśnie wtedy Witek zadał pytanie -
"co to za ciemnowłosa dziewczyna siedzi obok Franka, nie znam jej?".
To Boguśka, pracuje od 4 miesięcy - odpowiadam zgodnie z prawdą.
Witek nadal wgapiał się w "nową", a jego spojrzenie było coraz inten-
sywniejsze. Miałam wrażenie, że tworzyło taśmę, pomiędzy nim a Boguśką.
Podoba Ci się ? ni to zapytałam, ni stwierdziłam.
Witek spojrzał na mnie nieprzytomnym wzrokiem i szepnął mi do ucha-
"To nie to, ja ją kocham". Rozbawił mnie tym ogromnie, zawsze lubił
żartować.
Spotkanie się skończyło, czym prędzej wyszłam bo musiałam jeszcze
popracować.
Na drugi dzień wpada do mojego pokoju Boguśka, wyciąga mnie na
korytarz i pyta co to za facet siedział obok mnie. Więc mówię, kto,
padają dalsze pytania, w końcu mówię dziewczynie, że właśnie za 3
tygodnie się żeni." No to nie klawo - wyjęczała Bogusia, bo ja chyba
się w nim zakochałam."
Za dwa dni wpadł do pracy Witek i wszystkim zaproszonym na ślub
przekazał informację, że ślub będzie nie w niedzielę jak opiewały
zaproszenia, a trzy dni pózniej.
Oczywiście nowych zaproszeń nie dawał, opóznienie tłumaczył
jakimiś perturbacjami rodzinnymi.
To był koniec maja, więc jak co roku byłam zarobiona po uszy, i
czas do Witkowego ślubu szybko mi minął. Nawet nie zauważyłam,
że Bogusia złożyła wymówienie. To był kłopot dla branżystów, nie
dla mnie.
Właściwie chyba nikt z nas nie znał narzeczonej Witka.Nikt jej nie
widział, tylko coś kiedyś Witek lapnął, że jest wysoką blondynką.
W bocznej nawie kościoła stał Witek z mocno zawoalowaną
ciemnowłosą dziewczyną. Do ołtarza poszli bocznym przejściem,
a nie środkiem.
Gdy oblubieńcy stanęli bokiem do zgromadzonych, zrobił się mały
szumek. A gdy wreszcie Witek odsunął gęsty welon, rozległy się
całkiem głośne szepty : "o rany, to chyba ta nowa!"
I to właśnie była "ta nowa". Szczegółów dowiedziałam się póżniej,
na obiedzie dla rodziny i spec-gości.
Witek naprawdę zakochał się w Bogusi od chwili, gdy tylko ją
zobaczył. Tego samego dnia wieczorem zerwał z narzeczoną,
zwrócił jej pieniądze za poniesione wydatki i przeprosił za zawód.
Następnego dnia "upolował" Bogusię gdy wychodziła z pracy,
wręczył świeżo zakupiony pierścionek i poprosił o rękę i szybki
ślub. Bogusia w kilka godzin zgromadziła potrzebne dokumenty, a
Witek swoimi kanałami załatwił ślub cywilny i kościelny. Rodzice
Bogusi byli przeciwni, choć nie wiedzieli, że młodzi znają się
kilka dni. zaledwie.Rodzice Witka w pierwszej chwili odmówili
przyjścia na ślub, w końcu jednak przyszli.
A my wszyscy słuchaliśmy tego wszystkiego z rozdziawionymi
buziami i wytrzeszczonymi oczyma.
Zaraz po ślubie Witek wrócił na placówkę, już razem z żoną.
I do dziś są bardzo zgodnym i dobrym małżeństwem, mają dwoje
już dorosłych dzieci.
I jak tu nie wierzyć w miłość od pierwszego wejrzenia?
początku lat siedemdziesiątych ub.wieku.
Pracowałam wtedy w firmie, której część pracowników była w wiecznych
rozjazdach zagranicznych lub wręcz tkwiła miesiącami na placówkach.
I zdarzało się tak, że pracując w jednej firmie ludzie się nie znali wcale.
Ale raz na jakiś czas zdarzały się spotkania wszystkich, którzy aktualnie
byli w pracy.
I właśnie na takim spotkaniu byłam świadkiem "miłości od pierwszego
spojrzenia".
A było to tak: jak zwykle wpadłam ostatnia, bo mi się jakiś interesant
napatoczył tuż przed 16-tą i wszyscy już spokojnie sączyli kawę i jakieś
napoje.Zakotwiczyłam obok kolegi, który przyjechał na urlop do Polski.
W trakcie urlopu miał być jego ślub, na który niemal wszyscy byliśmy
zaproszeni. Siedzę obok niego, a on, siedzi i wgapia się intensywnie w
drugi koniec salki i milczy jak zaklęty. A do milczków nigdy nie należał,
raczej do tych co zawsze dużo mają do powiedzenia tym, co siedzą obok.
Trochę mnie to zaintrygowało, ale właśnie wtedy Witek zadał pytanie -
"co to za ciemnowłosa dziewczyna siedzi obok Franka, nie znam jej?".
To Boguśka, pracuje od 4 miesięcy - odpowiadam zgodnie z prawdą.
Witek nadal wgapiał się w "nową", a jego spojrzenie było coraz inten-
sywniejsze. Miałam wrażenie, że tworzyło taśmę, pomiędzy nim a Boguśką.
Podoba Ci się ? ni to zapytałam, ni stwierdziłam.
Witek spojrzał na mnie nieprzytomnym wzrokiem i szepnął mi do ucha-
"To nie to, ja ją kocham". Rozbawił mnie tym ogromnie, zawsze lubił
żartować.
Spotkanie się skończyło, czym prędzej wyszłam bo musiałam jeszcze
popracować.
Na drugi dzień wpada do mojego pokoju Boguśka, wyciąga mnie na
korytarz i pyta co to za facet siedział obok mnie. Więc mówię, kto,
padają dalsze pytania, w końcu mówię dziewczynie, że właśnie za 3
tygodnie się żeni." No to nie klawo - wyjęczała Bogusia, bo ja chyba
się w nim zakochałam."
Za dwa dni wpadł do pracy Witek i wszystkim zaproszonym na ślub
przekazał informację, że ślub będzie nie w niedzielę jak opiewały
zaproszenia, a trzy dni pózniej.
Oczywiście nowych zaproszeń nie dawał, opóznienie tłumaczył
jakimiś perturbacjami rodzinnymi.
To był koniec maja, więc jak co roku byłam zarobiona po uszy, i
czas do Witkowego ślubu szybko mi minął. Nawet nie zauważyłam,
że Bogusia złożyła wymówienie. To był kłopot dla branżystów, nie
dla mnie.
Właściwie chyba nikt z nas nie znał narzeczonej Witka.Nikt jej nie
widział, tylko coś kiedyś Witek lapnął, że jest wysoką blondynką.
W bocznej nawie kościoła stał Witek z mocno zawoalowaną
ciemnowłosą dziewczyną. Do ołtarza poszli bocznym przejściem,
a nie środkiem.
Gdy oblubieńcy stanęli bokiem do zgromadzonych, zrobił się mały
szumek. A gdy wreszcie Witek odsunął gęsty welon, rozległy się
całkiem głośne szepty : "o rany, to chyba ta nowa!"
I to właśnie była "ta nowa". Szczegółów dowiedziałam się póżniej,
na obiedzie dla rodziny i spec-gości.
Witek naprawdę zakochał się w Bogusi od chwili, gdy tylko ją
zobaczył. Tego samego dnia wieczorem zerwał z narzeczoną,
zwrócił jej pieniądze za poniesione wydatki i przeprosił za zawód.
Następnego dnia "upolował" Bogusię gdy wychodziła z pracy,
wręczył świeżo zakupiony pierścionek i poprosił o rękę i szybki
ślub. Bogusia w kilka godzin zgromadziła potrzebne dokumenty, a
Witek swoimi kanałami załatwił ślub cywilny i kościelny. Rodzice
Bogusi byli przeciwni, choć nie wiedzieli, że młodzi znają się
kilka dni. zaledwie.Rodzice Witka w pierwszej chwili odmówili
przyjścia na ślub, w końcu jednak przyszli.
A my wszyscy słuchaliśmy tego wszystkiego z rozdziawionymi
buziami i wytrzeszczonymi oczyma.
Zaraz po ślubie Witek wrócił na placówkę, już razem z żoną.
I do dziś są bardzo zgodnym i dobrym małżeństwem, mają dwoje
już dorosłych dzieci.
I jak tu nie wierzyć w miłość od pierwszego wejrzenia?
niedziela, 1 kwietnia 2012
288. Nowe szaleństwo
Dalej brnę w te szafiry. Tym razem bransoletka haftowana koralikami.
Dodałam nieco przydymionych perłowych koralików, by podkreślić
obecność tych okrągłych kaboszonów, które utonęłyby wizualnie
w tym szafirowym tle.
A bransoletka wygląda tak:
****
Przed chwilą śniegiem poprószyło, teraz słońce wyjrzało, no cóż -
przecież kwiecień się zaczyna.
Uprzejmie donoszę , że serwety przybywa, pomału, pomału, ale
do przodu się praca posuwa.
****
Mam prośbę do wszystkich zaglądających tu pań - róbcie co roku
mammografię, by uchwycić jak najmniejszą zmianę. Koniecznie.
Właśnie w minionym tygodniu u mojej przyjaciółki wykryto małą,
ale złośliwą zmianę. W ubiegłym roku wszystko było dobrze,
nic się nie działo, a teraz jest złośliwe maleństwo, co wykazała
biopsja.
A lekarz złożył Jej gratulacje, że była czujna i dzięki temu ten Obcy
jest jeszcze tak mały.
Pamiętajcie o tym, że w Polsce co 16 kobieta zachoruje na raka
piersi. Tak niestety wygląda nasza babska rzeczywistość.
I nie łudzcie się, że chronią przed tym ciąże, naturalne porody
i karmienie piersią.
To tylko bajki. Rzeczywistość jest inna.
Dodałam nieco przydymionych perłowych koralików, by podkreślić
obecność tych okrągłych kaboszonów, które utonęłyby wizualnie
w tym szafirowym tle.
A bransoletka wygląda tak:
****
Przed chwilą śniegiem poprószyło, teraz słońce wyjrzało, no cóż -
przecież kwiecień się zaczyna.
Uprzejmie donoszę , że serwety przybywa, pomału, pomału, ale
do przodu się praca posuwa.
****
Mam prośbę do wszystkich zaglądających tu pań - róbcie co roku
mammografię, by uchwycić jak najmniejszą zmianę. Koniecznie.
Właśnie w minionym tygodniu u mojej przyjaciółki wykryto małą,
ale złośliwą zmianę. W ubiegłym roku wszystko było dobrze,
nic się nie działo, a teraz jest złośliwe maleństwo, co wykazała
biopsja.
A lekarz złożył Jej gratulacje, że była czujna i dzięki temu ten Obcy
jest jeszcze tak mały.
Pamiętajcie o tym, że w Polsce co 16 kobieta zachoruje na raka
piersi. Tak niestety wygląda nasza babska rzeczywistość.
I nie łudzcie się, że chronią przed tym ciąże, naturalne porody
i karmienie piersią.
To tylko bajki. Rzeczywistość jest inna.
piątek, 30 marca 2012
287. Ff.....czyli
Fascynujący faceci to przekleństwo mego życia - stwierdziła Iga siadając
u mnie na kanapie.
Nie widziałyśmy się kilka lat, więc ukradkiem popatrywałam na nią,
sprawdzając co się w jej wyglądzie zmieniło. Niewątpliwie było jej więcej,
włosy zmieniły kolor na pszeniczny blond, ale oczy jak zwykle siały
miodowe błyski.
To znaczy? - zapytałam uprzejmie.
To znaczy, że wszyscy faceci są do dupy- stwierdziła autorytatywnie.
Przynajmniej ci moi.
Zastanowiłam się przez moment ilu ich było, ja wiedziałam tylko o dwóch-
"genialnym rzezbiarzu " i "genialnym malarzu".
"Genialny rzezbiarz" tkwił w jej życiu aż 5 lat.
Naprawdę nie widziałam w tym człowieku nic fascynującego. Bardzo
szybko namówił Igę na małżeństwo, wprowadzając się do jej mieszkania.
A poderwał ją banalnym zdaniem: "ma pani takie posągowe kształty,
marzę by panią rzezbić". Fakt, Iga zaiste miała posągowe kształty -
180 cm wzrostu, wagę oscylującą pomiędzy 90 a 100 kg, w tym ze
30 kg kompleksów, że jest brzydka, niezgrabna, za duża.
Niestety "genialny rzezbiarz" nie otrzymywał żadnych zamówień na rzezby,
nie raczył znalezć innej pracy, do szczęścia wystarczało mu piwko i
to co zarabiała Iga. Posągu Igi też nie zrobił, w kącie pokoju stał
niewielki, niedokończony model, nawet nie wiem z czego ulepiony.
Gdy Iga zaszła w ciążę i poinformowała swego genialnego męża o tym
fakcie, ten spakował walizkę- jedną, bo więcej majątku nie miał- i
powędrował w siną dal, zupełnie jak kochaś z pewnej piosenki.
Iga urodziła dziecko, załatwiła rozwód i alimenty. O ile pamiętam
chyba nigdy nic nie dostała od tego "genialnego" drania. Żyła sama
z dzieckiem, tatuś nie interesował się dzieckiem zupełnie.
Gdy dziecko miało z 10 lat, Iga znów spotkała "fascynującego faceta".
Ten był "genialnym malarzem" - w krótkim czasie pomieszkiwał
po kilka dni u Igi, porobił całe mnóstwo jej i dziecka portretów,
na których była a to Junoną, a to Dianą lub po prostu nagą Igą.
Iga promieniała, aż któregoś dnia, gdy wróciła dzień wcześniej
z zagranicznej delegacji, zastała swego genialnego malarza w jedno-
znacznej sytuacji z jakąś "modelką". Temu geniuszowi to Iga sama
spakowała ciuchy i wystawiła je na klatkę schodową. W ślad za
ciuchami powędrował malarz i modelka. Malarz wyszedł z domu
w slipkach, bo Iga spakowała mu do walizki spodnie. Iga znów
została sama - sama, bo dziecko przebywało u jej mamy. Iga zbyt
dużo jezdziła w zagraniczne delegacje a dziecko nie mogło być
samo w domu.
Jeden z naszych kolegów, spokojny facet, bez nałogów, łagodny i
poważny, bardzo zainteresował się Igą. Myślałyśmy, że ona, po
takich doświadczeniach z "geniuszami", doceni jego walory. Nic
z tego, Iga nazywała go poczciwym nudziarzem i nie była nim
zupełnie zainteresowana. Twierdziła, że już nigdy więcej facetów-
żadnych, ani genialnych ani porządnych.
Do czasu - tym razem na jej drodze stanął muzyk. Na szczęście mniej
genialny, ale nie ma róży bez kolców. Oczywiście był bez pracy i
mieszkania, i duużo młodszy od Igi ale "cudownie" grał na skrzypcach.
I miał takie piękne oczy, duże, czarne, smutne, w oprawie długich,
czarnych rzęs - tak go opisała Iga.
Ten też zamieszkał wkrótce u Igi. Tkwił nawet dość długo u niej, ale
pewnego dnia spotkał któregoś z kolegów, który montował zespół
muzyków. Nie miał to być zespół kameralny, ale zespół przygrywający
"do kotleta". I wszystko było dobrze, ale kontrakt był nagrany nie w
Polsce, tylko gdzieś "w świecie". I tym sposobem kolejny "geniusz"
zniknął z życia Igi.
I co dalej?- zapytałam. "Nic - do trzech razy sztuka."
Ciekawa jestem jak długo Iga wytrzyma bez "geniusza" przy sobie.
u mnie na kanapie.
Nie widziałyśmy się kilka lat, więc ukradkiem popatrywałam na nią,
sprawdzając co się w jej wyglądzie zmieniło. Niewątpliwie było jej więcej,
włosy zmieniły kolor na pszeniczny blond, ale oczy jak zwykle siały
miodowe błyski.
To znaczy? - zapytałam uprzejmie.
To znaczy, że wszyscy faceci są do dupy- stwierdziła autorytatywnie.
Przynajmniej ci moi.
Zastanowiłam się przez moment ilu ich było, ja wiedziałam tylko o dwóch-
"genialnym rzezbiarzu " i "genialnym malarzu".
"Genialny rzezbiarz" tkwił w jej życiu aż 5 lat.
Naprawdę nie widziałam w tym człowieku nic fascynującego. Bardzo
szybko namówił Igę na małżeństwo, wprowadzając się do jej mieszkania.
A poderwał ją banalnym zdaniem: "ma pani takie posągowe kształty,
marzę by panią rzezbić". Fakt, Iga zaiste miała posągowe kształty -
180 cm wzrostu, wagę oscylującą pomiędzy 90 a 100 kg, w tym ze
30 kg kompleksów, że jest brzydka, niezgrabna, za duża.
Niestety "genialny rzezbiarz" nie otrzymywał żadnych zamówień na rzezby,
nie raczył znalezć innej pracy, do szczęścia wystarczało mu piwko i
to co zarabiała Iga. Posągu Igi też nie zrobił, w kącie pokoju stał
niewielki, niedokończony model, nawet nie wiem z czego ulepiony.
Gdy Iga zaszła w ciążę i poinformowała swego genialnego męża o tym
fakcie, ten spakował walizkę- jedną, bo więcej majątku nie miał- i
powędrował w siną dal, zupełnie jak kochaś z pewnej piosenki.
Iga urodziła dziecko, załatwiła rozwód i alimenty. O ile pamiętam
chyba nigdy nic nie dostała od tego "genialnego" drania. Żyła sama
z dzieckiem, tatuś nie interesował się dzieckiem zupełnie.
Gdy dziecko miało z 10 lat, Iga znów spotkała "fascynującego faceta".
Ten był "genialnym malarzem" - w krótkim czasie pomieszkiwał
po kilka dni u Igi, porobił całe mnóstwo jej i dziecka portretów,
na których była a to Junoną, a to Dianą lub po prostu nagą Igą.
Iga promieniała, aż któregoś dnia, gdy wróciła dzień wcześniej
z zagranicznej delegacji, zastała swego genialnego malarza w jedno-
znacznej sytuacji z jakąś "modelką". Temu geniuszowi to Iga sama
spakowała ciuchy i wystawiła je na klatkę schodową. W ślad za
ciuchami powędrował malarz i modelka. Malarz wyszedł z domu
w slipkach, bo Iga spakowała mu do walizki spodnie. Iga znów
została sama - sama, bo dziecko przebywało u jej mamy. Iga zbyt
dużo jezdziła w zagraniczne delegacje a dziecko nie mogło być
samo w domu.
Jeden z naszych kolegów, spokojny facet, bez nałogów, łagodny i
poważny, bardzo zainteresował się Igą. Myślałyśmy, że ona, po
takich doświadczeniach z "geniuszami", doceni jego walory. Nic
z tego, Iga nazywała go poczciwym nudziarzem i nie była nim
zupełnie zainteresowana. Twierdziła, że już nigdy więcej facetów-
żadnych, ani genialnych ani porządnych.
Do czasu - tym razem na jej drodze stanął muzyk. Na szczęście mniej
genialny, ale nie ma róży bez kolców. Oczywiście był bez pracy i
mieszkania, i duużo młodszy od Igi ale "cudownie" grał na skrzypcach.
I miał takie piękne oczy, duże, czarne, smutne, w oprawie długich,
czarnych rzęs - tak go opisała Iga.
Ten też zamieszkał wkrótce u Igi. Tkwił nawet dość długo u niej, ale
pewnego dnia spotkał któregoś z kolegów, który montował zespół
muzyków. Nie miał to być zespół kameralny, ale zespół przygrywający
"do kotleta". I wszystko było dobrze, ale kontrakt był nagrany nie w
Polsce, tylko gdzieś "w świecie". I tym sposobem kolejny "geniusz"
zniknął z życia Igi.
I co dalej?- zapytałam. "Nic - do trzech razy sztuka."
Ciekawa jestem jak długo Iga wytrzyma bez "geniusza" przy sobie.
poniedziałek, 26 marca 2012
286. Monochromatycznie
Wszystko na szafirowo - szklane kaboszony szafirowe, oprawione w koraliki
transparentne szafirowe i tęczowe-też szafirowe.
Sznur wypleciony splotem siatkowym. A całe to szafirowe wariactwo wygląda
tak:
Coś mi szwankuje, ale nie wiem co.Albo Blogger albo komputer.
No to chyba ja zastrajkuję, teraz mnie wyskakuje błąd nr 503.
Wrócę , jak się ten sprzęt uspokoi.
transparentne szafirowe i tęczowe-też szafirowe.
Sznur wypleciony splotem siatkowym. A całe to szafirowe wariactwo wygląda
tak:
Coś mi szwankuje, ale nie wiem co.Albo Blogger albo komputer.
No to chyba ja zastrajkuję, teraz mnie wyskakuje błąd nr 503.
Wrócę , jak się ten sprzęt uspokoi.
Subskrybuj:
Posty (Atom)