drewniana rzezba

drewniana rzezba

wtorek, 27 października 2020

Mam się świetnie ........

.........................................czyli tak jak covid . Co prawda nie przemieszczam się po całym świecie, ale się trzymam- zupełnie jak ten covid.

Przejrzałam dziś wykaz kar w poszczególnych krajach za nieprzestrzeganie przepisów sanitarnych związanych z  epidemią.

W Niemczech każdy Kraj Związkowy ma własne przepisy. W Berlinie za brak maseczki w miejscu, w którym należy  ją mieć zapłacimy 500€. Noszenie maseczki obowiązuje w środkach komunikacji, sklepach, w zamkniętej przestrzeni  publicznej oraz na kilku ulicach Berlina. Wysokie kary są nakładane na restauratorów, którzy nie dopełnią obowiązku zebrania danych kontaktowych od  swoich gości. Osoby podające fałszywe dane też są karane wysokim mandatem. 

W Bawarii za brak maseczki w środkach transportu zapłacimy 250€.  W Hamburgu - tylko 80€, ale za podanie  nieprawidłowych danych kontaktowych 150€. W Słowacji - kara wynosi do 1000 €,  w Czechach kara może wynieść do 10 tysięcy koron czeskich ( czyli 1600 zł PL). W Moskwie kara od 4 do 5 tysięcy rubli, czyli 200 do 250 zł PL.

W Hiszpanii za nieprzestrzeganie przepisów sanitarnych- covidowych zapłacimy do 100€,   we Francji- 135€, ale "recydywiści" już 1500€ a nawet 3750€ + 6 miesięcy więzienia.   W Wielkiej Brytanii : 200 funtów w Anglii, 60 funtów w  Szkocji, Walii i Irlandii Płn. Recydywa to dwukrotny koszt kary aż do 6400 funtów. Oprócz tych kar "maseczkowych" za spotkanie towarzyskie w gronie więcej niż 6 osób zapłacimy 200 funtów.   Irlandia za  brak maseczki ukarze nas mandatem do 500€, a za organizowanie lub tylko uczestnictwo w domowych imprezach wzbogacimy kasę państwową nawet do 1000€ i/lub posiedzimy przez miesiąc w  areszcie.  Włosi ukarzą  nas mandatem od 400 do 1000€, a Portugalia  wystawi mandat na kwotę 120 - 350 €.

A jeśli ktoś chce koniecznie  chodzić  bez  maseczki to niech jedzie do Szwecji - póki co tam maseczki nie obowiązują - na razie. Ale toczy się tam zawzięta dyskusja na temat czy  powinny obowiązywać  czy nie a poprzestać tylko na przestrzeganiu higieny oraz utrzymywaniu dystansu. Zdaniem ich głównego epidemiologa maseczka daje ludziom złudne poczucie bezpieczeństwa i przestają dbać o zachowanie dystansu  i higieny.

Wynika z  tego, że nie ma dokąd jechać, bo covid opanował cały świat. Wiem, wiem , zaraz  tu będą komentarze, że covid to bzdura, że wirus nie przebadany, że to tylko nieco inna grypa, czyli jak zawsze- ilu czytających tyle opinii. Mnie naprawdę wszystko jedno w co kto wierzy.

A teraz  z innej beczki - wyobraźcie sobie, że w dniach od 12 do 21 października tego roku astronomowie odkryli przeloty aż 10 asteroid przelatujących obok Ziemi w odległości mniejszej niż ta, która dzieli nas od Księżyca. Ten rok jest rekordowy pod tym względem- ogółem tych asteroid co już przeleciały i tych co dopiero przelecą  tak blisko obok nas do końca roku jest aż 84, czyli  aż 7 razy więcej niż w 2019 roku. 

No to posiedzę grzecznie w domu i posłucham np. Michaela Buble


Miłego tygodnia dla Was;)



sobota, 24 października 2020

Trochę muzyki......

..................................zapewne nikomu nie zaszkodzi.


 



Miłego weekendu  Wszystkim!!!

Post  scriptum:

Torlin mnie natchnął i dodaję arię Królowej Nocy w wykonaniu Daiany Damrau oraz  z tej samej opery  arie w wykonaniu Nicolasa Teste,    prywatnie męża  Diany Damrau.

Oboje mają niezwykłą, ekstremalną  skalę głosów- ona sopran koloraturowy, on  bas- baryton.




piątek, 23 października 2020

Mniej znany Poczdam

Zupełnie  niespodziewanie wylądowałam wczoraj w....... Poczdamie. 

Była to już moja czwarta wizyta w tym naprawdę pięknym mieście. Nie będę się rozpisywała o historii miasta, bo jeśli kogoś to interesuje to bez większego trudu znajdzie wiadomości w internecie.  Za pierwszym razem zwiedzałam pałac Sanssouci, czyli letnią rezydencję Fryderyka II Wielkiego, która miała być miejscem wolnym od  trosk. Warto zobaczyć, tym bardziej, że można wypożyczyć  nagranie w jęz. polskim i wędrować z komnaty do komnaty  słuchając słów przewodnika.

Tym razem pojechaliśmy do Poczdamu, by zwiedzić Belvedere Pfingstberg.  Pomysłodawcą budowli był Fryderyk Wilhelm IV, oczarowany włoską willą renesansową Casino Caprarola , zbudowaną w 1585 roku.

W planach pierwotnych  miał to być rozległy pałac usytuowany na wzgórzu Pfingstberg.  Belweder był budowany  "na raty" i w efekcie końcowym niewiele  zostało z wielkich planów. Nie  mniej z dwóch wież widokowych  widok jest na całą okolicę naprawdę piękny.

Jak zapewne wiecie po II wojnie światowej Poczdam był w strefie okupacyjnej ZSRR i pozostał w ich rękach aż do chwili  zjednoczenia Niemiec. W tym czasie zorganizowano w  Belwederze  więzienie KGB, a sam obiekt był mocno zniszczony gdy przestał pełnić funkcje więzienia.

 A poniżej pamiątka z czasów, gdy to miejsce było w radzieckich rękach:

 


A teraz po prostu tylko zdjęcia:

To jedna z wież widokowych

Tędy się wchodzi do obiektu - w maseczce , nie szkodzi, że cały obiekt oprócz jednego korytarza jest mocno przewiewny i praktycznie tak wygląda:

Obecność tego zbiornika wodnego, który zasila fontanny w Nowym Ogrodzie prawdopodobnie powstrzymała Rosjan od całkowitego zniszczenia tego obiektu.

I jeszcze kilka fotek- widok z jednego z tarasów


Poniżej  zdjęcia z  gabinetu "mauryjskiego -  zdjęcie kominka, ścian i posadzki. Gdy restaurowano ten gabinet posiadano tylko czarno-białe zdjęcia tego gabinetu. Gdy dano ogłoszenie do prasy 10 osób przyniosło po 1 płytce, którą kiedyś sobie wzięło na pamiątkę ze zrujnowanego obiektu i można było odtworzyć płytki.

Historia odbudowy tego obiektu jest nieco  niezwykła, bo inicjatywa  wypłynęła od kilku osób, które jako dzieci bawiły się w zrujnowanym  Belvedere. Powołano Komitet Społeczny i udało się zebrać odpowiednią kwotę.




I jeszcze sufit w kolumnadzie:

I bardzo ładne   Pegazy na jednym z tarasów

oraz cienie rzucane  na podłogę kolumnady przez ozdobną  balustradę:
A tu dowód, że zwiedzanie w maseczce jest możliwe:

 


Następnym etapem był pałacyk Cecilienhof. To w tym pałacu "Wielka Trójka" ostatecznie zatwierdziła ustalenia Jałtańskie. Fasadę pałacu zdobi pruski mur, pałac ma 176 pokoi i....55 kominów. Obecnie część pałacu jest przeznaczona na hotel.





Cecilienhof ma piękne ogrody ciągnące się wzdłuż jeziora Heiligersee , czyli Jeziora Świętego oraz wzdłuż rzeki Haweli. Oczywiście musiałam się pozachwycać jesienią odbijającą się w wodzie jeziora:



Wprawdzie nie przedreptałam całego ogrodu ( na szczęście  wszyscy byliśmy już głodni) więc pojechaliśmy coś zjeść w Dzielnicy Holenderskiej.

Jedna z uliczek Dzielnicy Holenderskiej. Do domu wróciłam ledwie ciepła ze zmęczenia, ale Poczdam jest tak ładny, że jeszcze nie jeden raz tam pojadę.

czwartek, 22 października 2020

Same dobre .......

.....................................wiadomości?

W pewnym sensie tak- świeci słońce i jest + 15 stopni i tylko 60%  szans na deszcz. Będę mogła się  gdzieś wywlec. Do najbliższego sklepu, bez parasolki.

Ostatnio tak jakby "dziczeję" - to ta ciemna strona  pandemii. Ponieważ jestem w grupie  podwyższonego ryzyka nie tylko z racji wieku ale i swej choroby, kontakty towarzyskie właściwie obumarły. Miała przyjechać do mnie Iw, ale Ona jest w strefie czerwonej,więc rozsądek wziął górę nad chęciami. To samo jest z moją rodziną - nie siedzimy razem w jednym mieszkaniu, zostają spacery na łonie natury, ale pogoda była temu  mocno przeciwna. W sobotę kończą się ferie jesienne i dzieci wrócą do szkół. I zobaczymy co się będzie działo.

W Berlinie już 4 dzielnice są "czerwone" i na kilku ulicach , na których jest spory ruch pieszych trzeba  chodzić w maseczkach. Na moje szczęście nie dotyczy to dzielnicy w której mieszkam.

No ale są i dobre wiadomości: na południowym biegunie Marsa Sonda Mars Express odkryła sieć podziemnych jezior w stanie płynnym. Co prawda są one  bardzo słone, ale właśnie  dzięki temu wysokiemu stężeniu soli zawdzięczają swój stan płynny i nie zamarzają pomimo bardzo niskich temperatur  panujących na tym biegunie. Wiem, jak na razie to żadna radocha, no ale przecież co poniektórzy chcą koniecznie  zagospodarować Marsa. Jak już całkowicie  zniszczymy Ziemię  przeprowadzimy się na Marsa;). Fajnie, że ja już tego  raczej nie doczekam.

W filmie dokumentalnym "Francesco" przedstawiającym pontyfikat papieża Franciszka, w swym wywiadzie papież powiedział: "Pary homoseksualne zasługują na prawną ochronę swoich związków". Podkreślił też, że i ONI  TEŻ SĄ DZIEĆMI BOŻYMI, a do wiary i religii nie należy mieszać spraw płci.

Ciekawa jestem co na to powiedzą polscy  hierarchowie i przedstawiciele władzy. Wszak zgodnie z  katolicką wiarą papież jest nieomylny.


A do posłuchania- dziś Paganini .

Miłego dnia Wam życzę.

 


środa, 21 października 2020

Pada..........

.....................więc czekam aż przestanie . I słucham niejakiego Mozarta:




Bo Mozart jest dobry na wszystko. Nawet na  zły humor i zupełnie nieciekawe wiadomości  covidowe.

Moje  jesienno-zimowe pelargonie są w pełnym rozkwicie, nawet latem nie wyglądały tak imponująco.


Na ogół pelargonie kupujemy w maju w postaci gotowych sadzonek, ale ja w lutym posadzę do ziemi nasiona swoich pelargonii, które, mam nadzieję, wykiełkują i będą pięknie rosły. A wyglądają tak:

Pierwszy raz w  życiu widzę nasiona pelargonii- bardzo mi się podobają.

Dbajcie o siebie, starajcie  się unikać skupisk ludzkich, ten wirus jest wyjątkowo wredny, powoduje znacznie większe szkody w organizmach niż "zwykła" grypa.

U osób, które przechorowały covid , podczas badania echokardiografem stwierdzają lekarze w większym lub mniejszym stopniu uszkodzenie mięśnia serca, podobne do uszkodzeń po przebytym zawale  serca.

Miłego dla Was;)



wtorek, 20 października 2020

Drugie podejście

Od niedzielnego popołudnia leży u mnie  na stole :


Leży i czeka, aż znów się do niej przymierzę . Ma ponad 600 stron i napisał ją profesor psychologii Uniwersytetu Princeton, który w 2002 roku był laureatem Nagrody Nobla z dziedziny ....nauk ekonomicznych, za psychologiczne odkrycia, które podważyły model racjonalności ludzkich osądów i decyzji.

Trafiła w moje ręce niemal dwa lata  temu, przymierzyłam się, ale chyba miałam jeszcze wtedy zbyt dużo nowych wrażeń (wszak nowe miejsce do życia wymagało ode mnie oswojenia się z nową rzeczywistością) by spokojnie  i systematycznie podążać myślami za tym co pan profesor napisał.

Do powrotu do tej właśnie  książki skłoniła mnie...pandemia , a właściwie wypowiedzi bliźnich tego typu: "nie wiem czy jest pandemia, bo dookoła mnie nikt nie choruje na  covid ani nikt nie umarł z tego powodu".  I przeważnie osoba głosząca taki pogląd jakoś nie zastanawia się nad tym, że jednocześnie  sama wierzy w rzeczy których nie widziała na swe piękne oczy, a  zna je tylko z opowieści. 

Drugim powodem powrotu do nieprzeczytanej od deski do deski książki jest moje doświadczenie z powieścią Salmana Rushdiego  "Szatańskie wersety". Zabierałam się do niej tak ze cztery  razy, przeczytałam  dopiero za  piątym podejściem i..... wreszcie "zaskoczyłam" - porwała mnie ta książka i natychmiast przeczytałam inne książki Rushdiego, czyli debiutancki "Grimus", "Dzieci północy", "Ziemia pod jej stopami".  Wiem, niektórzy nie lubią zdań długich, wielokrotnie złożonych, bo po prostu tracą wątek w trakcie czytania, ale  mnie osobiście to wcale nie przeszkadza. Powieść to wszak nie instrukcja obsługi jakiegoś urządzenia.

Kiedyś mi koleżanka wytknęła, że straszne ze mnie dziwadło, bo co jakiś czas wracam do niektórych książek i czytam je nawet po kilka razy. Po co, skoro już znam treść? Rzeczywiście, szczególnie jedną  książkę mam "wyczytaną" wzdłuż i wszerz - to "Podróże z moją ciotką" Grahama Greene'a.  A nie dość, że czasem czytam coś kilka razy to na dodatek  lubię prozę Marqueza, Llosy, Cortazara, Borgesa, Fuentesa. 

No i całkowita kompromitacja - co jakiś czas czytam  Kubusia Puchatka. Już dawno doszłam do wniosku, że to książka dla dorosłych a nie dla dzieci. Dla dorosłych, żeby lepiej zrozumieli świat małego dziecka.

Ciekawa jestem czy i Wy macie książki do których "notorycznie" wracacie- napiszcie, proszę.

sobota, 17 października 2020

Dziś jest.........

...........................trzecia rocznica mojego przyjazdu do Berlina.

I muszę szczerze powiedzieć, że  przez ten czas ani przez moment nie żałowałam (mój mąż  też  nie) podjętej w ciągu kilkunastu minut decyzji. Od podjęcia decyzji do czasu przyjazdu minęło 7 miesięcy- było naprawdę sporo  spraw do załatwienia po obu stronach granicy. W Polsce musieliśmy załatwić zgodę NFZ na przeniesienia naszych składek zdrowotnych do jednej z niemieckich  Kas Chorych, znaleźć firmę, która będzie w trakcie naszej nieobecności opiekować się i odnajmować chętnym nasze warszawskie mieszkanie (własnościowe, wykupione) jak również firmę, która będzie rozliczać nas  z Urzędem Skarbowym z tegoż wynajmu. Wcale nie łatwo było zredukować nasz ruchomy majątek, wytypować co bierzemy,  a co zostawiamy najemcom.

"Znajomi i krewni królika" stukali się wymownie w głowę, usiłując nam wytłumaczyć, że nikt przy zdrowych zmysłach  będąc w naszym wieku, nie przeprowadza się do innego kraju, zwłaszcza że język niemiecki był dla nas równie znany jak chiński lub suahili. 

Chyba w wyobraźni widzieli nas już gołych i bosych i żebrzących na ulicach Berlina, bo przecież to strefa  euro a nie złotówkowa. Ale nikt się nie zapytał czy jesteśmy zorientowani w cenach mieszkań, oraz kosztach utrzymania. A ja nie uważałam za stosowne by spowiadać się komukolwiek z tego , że wszystko mieliśmy już dawno wyliczone, przeliczone, przemyślane. I gdyby  nie  fakt, że były po stronie berlińskiej  małe zacięcia z wpisaniem przez właściciela lokalu (który  mieliśmy wynajmować) do księgi wieczystej to zjechalibyśmy do Berlina wcześniej. 

Co zabawniejsze, najmniej się niektórym podobała lokalizacja - gdybyśmy wyjeżdżali do USA to byłby niemal entuzjazm, ale do Niemiec? No wariaci, na mózg im padło i zupełnie pomajtały im się kierunki. Nie wykluczam, że podejrzewano nas również o początki demencji, bo w naszym wieku to wiele osób ją posiada.

Dziś świeci słońce, jest piękna pogoda, wtedy w  dniu przyjazdu Berlin witał nas deszczem, a Polska pożegnała nas , bez uprzedzenia (operator NJU Mobile) wyłączeniem nas z sieci, bo u nich roaming nie był automatyczny, o czym nie mieliśmy nawet  bladego pojęcia. I zaraz w kilka dni później musieliśmy specjalnie pojechać te drobne 105 km do Słubic, żeby znów podłączyć się do sieci wystukując w telefonie odpowiednią opcję. Teraz mnie to śmieszy, wtedy wściekało.

Nim tu zamieszkaliśmy znaliśmy już nieco Berlin, bo tu mieszkała i nadal mieszka nasza  córka  z mężem i dziećmi. Pisałam to już kilka razy - Berlin polubiłam "od pierwszego wejrzenia". Wcześniej znałam kilka niemieckich miast, owszem podobały mi się, ale nie wywołały w moim sercu szybszego bicia ani chęci zamieszkania w nich.

Niewiele mnie  już teraz łączy z Polską- bliskiej rodziny już nie mam bo już od kilku lat przebywają w innym, lepszym wymiarze, moje dwie  kochane przyjaciółki też już odeszły- jedna jeszcze przed moim wyjazdem z Polski, gdy żegnałam się z  drugą obie wiedziałyśmy, że widzimy się po raz ostatni i że  Jej dni są policzone.

Wiem, że wiele osób nie może pojąć, że po życiu od urodzenia w Warszawie ja wcale a wcale nie tęsknię za Warszawą, ale po prostu jestem takim dziwnym stworem, że przywiązuję się do ludzi a nie do miejsc. Nie brakuje  mi również "polskości", bo niestety owa polskość ostatnio ma dziwne oblicze. Jest mi tu dobrze (pomimo covidu, maseczek i ograniczeń z covidem związanych) - i niech tak zostanie.

A do posłuchania w weekendowe wieczory wybrałam dziś:




Miłego weekendu Wszystkim  życzę!!!