drewniana rzezba

drewniana rzezba

czwartek, 24 września 2026

Szczęka - moja własna, nie sztuczna.....

 ......omal  nie  wyleciała mi z paszczęki z totalnego  zdumienia, bowiem dostałam  zawiadomienie, że niemiecka  Kasa Chorych czyli AOK  przyznała  mi  rehabilitację w Klinice  Ortopedycznej  niedaleko  Berlina, a pobyt  zaczyna  się 30 listopada i trwa do 22 grudnia.


 

 Oczywiście zaraz wyszukałam w  sieci gdzie  to jest i okazuje  się, że owa klinika jest  zaledwie  34 kilometry na północ od  Berlina i nawet jest jej  zdjęcie. Jak widać  kompleks   nie jest  malutki, powiedziałabym, że  raczej nawet okazały. 

No to będzie  hardcorowo  nieco, bo mój niemiecki to czysta iluzja, no ale wszak ja  już leżałam  w berlińskim  szpitalu w  2019  roku i też jakoś "dałam radę", personel  szpitalny także to wytrzymał. Nie  da  się ukryć, że wygodniej jest  mieć zimą rehabilitację bez  wychodzenia z domu.

Przy okazji  dowiedziałam  się, że już nie funkcjonuje żadna umowa z polskimi  sanatoriami. Mało tego-  ponieważ nie mam już meldunku w  Polsce to  mogę korzystać  tylko i  wyłącznie  z usług medycznych  w Niemczech, gdzie jestem  zameldowana. Nie jest istotny  fakt, że moje leczenie pokrywa ZUS- to są rozliczenia pomiędzy ZUS i AOK.  Nie  mam pojęcia dlaczego zaprzestano podpisywania  umów z polskimi  sanatoriami.

A i tak  dla mnie  najistotniejszy jest  fakt, że nie  będą mi grzebać w kręgach i nie  będą  nic tam wstrzykiwać. Bo naprawdę  to się tego bałam.

U mnie  dziś  już baaardzo jesiennie - co jakiś  czas przelatuje deszcz, wietrzycho nie  wróży pogody bo zasuwa głównie  z północnego  zachodu i a temperatura  też  raczej  nie  rozpieszcza, jest  tylko 14 stopni i bardzo się cieszyłam  drepcząc  do sklepu, że wzięłam kurtkę  odporną na  wiatr.

"Moje" podwórkowe   brzozy jeszcze   całkiem nieźle trzymają  kolor 


 

ale po drugiej  stronie  budynku, od strony ulicy już widać, że to jednak jest już jesień: 



 

No wiem- teoretycznie jesień  też  bywa  ładna, ale  jakoś nie nacieszyłam  się  w tym roku latem, bo albo był dziki upał więc siedziałam  w domu a w  weekendy to albo nie  było pogody, albo był taki wściekły upał, że nikomu z nas  nie marzyło się by gdziekolwiek jechać.

A tak naprawdę  to jestem mocno nieszczęśliwa bo ten rok jest jakiś bardzo grzybny, no ale  nie  w okolicach  Berlina. Marzą mi  się Bory Tucholskie i wyprawy  bladym świtem do lasu  i nawet  wstanie o 4  rano jakoś by mi nie przeszkadzało.

No to sobie ponarzekałam i ......wcale  a wcale mi nie lepiej.

Miłego  Wszystkim!!!