drewniana rzezba

drewniana rzezba

środa, 6 lutego 2013

Nie doceniłam....

....że przedstawiciel pewnej kolorowej sieci komórkowej chce za wszelką
cenę zrobić mi dobrze i w tym właśnie celu obudził mnie z rana.
Otóż  ów miły człowiek przez ponad 15 minut tłumaczył mi ze swadą, że
moja kolorowa sieć komórkowa  , pragnie mi zmienić mój dotychczasowy
abonament, bo jest on przestarzały i niegodny tak miłej i pożądanej dla owej
sieci osoby - czyli mnie. Gdy nadeszła chwila, by człowiek nabrał oddechu,
skorzystałam  z tego faktu, by mu  uświadomić, że mnie jest dobrze z tą
dotychczasową taryfą i jakoś nie widzę   nic korzystnego w fakcie, że nowa
taryfa byłaby powiązana z podwyższeniem o 10 zł miesięcznie opłaty za
abonament.  Poza tym mnie zupełnie wystarcza dotychczasowa opcja
darmowych połączeń, nawet tego co mam nie jestem w stanie przegadać.
Niezrażony moją "ignorancją" człowiek zaczął mi tłumaczyć, że przecież
dzięki zmianie "przestarzałego abonamentu" zyskam więcej darmowych
rozmów, co jest dla mnie wszak najlepsze.
Gdy znów zrobił przerwę na nabranie kolejnego oddechu, skorzystałam
z tej okazji i powiedziałam najsłodszym głosem na jaki mogłam się
zdobyć, że jedyną korzyść odniesie w takim  wypadku moja sieć
komórkowa a nie ja.
Pan poczuł się tak  dotknięty tym powiedzeniem, że w kilka sekund
zakończył rozmowę.
I tym sposobem mam starą taryfę i 80 minut darmowych w abonamencie.

Mam nadzieję, że ten łowca naiwnych nie upolował dziś nikogo.

poniedziałek, 4 lutego 2013

Niektórzy.....

......to są po prostu łamagi, a wśród nich prym wiodę ja.
Nie lubię schodów (jest to wzajemna antypatia), więc wybrałam
z pełną świadomością  mieszkanie na  parterze.
Schodów  do pokonania mam zaledwie  siedem, więc nim one się
zorientują, że to ja po nich depczę i można mi wyciąć jakiś szpetny numer,
zdążę je  pokonać. Logiczne, prawda?
Ale schody rzadko kiedy kierują się logiką, a ja -rozsądkiem.
Jak już kiedyś pisałam, dokarmiam koty, bezdomne.
Tym,  którzy doskonale wiedzą,  że kot i ja pod jednym dachem to
absurd i dziwią się, że to robię,  nie staram się nawet  wytłumaczyć
czemu to robię.
W piątek postanowiłam sobie nieco usprawnić własne działanie i nie  pętać
się po tych schodach kilka razy - wzięłam: talerzyk pełny po brzegi
kociego żarcia (królik z łososiem), worki ze śmieciami do wyrzucenia,
siatkę na zakupy i klucze do śmietnika.
Udało mi się bez problemu pokonać nasze podwójne drzwi, nawet je
za sobą zamknąć. Potem, wpatrzona w pełniutki po brzegi talerzyk
pokonałam 1 schodek, drugi - zawartość talerzyka bardzo chciała go
opuścić, potem nawet trzeci i czwarty. Siłą wzroku utrzymywałam
zawartośc talerzyka na miejscu, przeklinając w duszy siebie za głupotę -
przecież mogłam dać to do miseczki.
I w tym momencie schody zorientowały się,  że  to ja się nimi wlokę -
wykręciły mi stopę.  Dobrze, że mnie z siebie nie zrzuciły- a mogły.
Jakimś cudem utrzymałam się niemal w pionie i nawet kociego żarcia
nie wywaliłam na schody.
Wykuśtykałam przed dom, "pokiciałam" na koty, dałam jeść i zawróciłam
do  mieszkania.
Wchodząc po tych wrednych schodkach widziałam cały Kosmos, pełen
 gwiazd.
Oczywiście śmiecie  wróciły do domu, zakupów nie zrobiłam. A ślubny
doszedł do wniosku, że zapomniałam  pójść do śmietnika i sklepu.
Następne dwa dni przeleżałam z okładami, maściami itp.

Znalazłam kurację odtruwającą organizm z toksyn, czyli wstęp do
odchudzania, wymyślony cztery tysiące lat temu przez Egipcjanki.
Oto ona:
pierwszego dnia zjadamy na czczo 1 suszoną figę. Każdego następnego
dnia zwiększamy o 1 sztukę zjadaną na czczo figę, aż dojdziemy do
7 sztuk, spożytych na czczo.
Przez następne 14 dni każdy dzień rozpoczynamy od zjedzenia 7 fig
przed śniadaniem.
Po tych 14 dniach zaczynamy  zmniejszanie o jedną sztukę ilość
zjadanych fig. Kurację kończymy 28 dnia zjadając jedną figę.
Przez cały czas wypijamy dziennie minimum 4 filiżanki zielonej herbaty.
Po tej kuracji poprawia się stan skóry, paznokci i włosów oraz poprawia
się "linia" .
Kuracja jest nie tylko odtruwająca, poprawia też metabolizm.

Nie  sprawdziłam do końca działania tej kuracji - jak dla mnie to za
dużo błonnika. Załamałam się na  4 figach dziennie - nie za bardzo
mogłam opuszczać domowe pielesze.

czwartek, 31 stycznia 2013

Obiecałam,że pokażę

Nie tak dawno obiecałam, że pokażę co dostałam w ramach "wymianki"
z Ulą. Otóż Ula robi prześliczne miniaturowe laleczki - a ja Jej wielce tej
umiejętności zazdroszczę.
Usiłowałam  zmierzyć się z tematem, ale poległam z kretesem. O ile
wymodelowanie gruszki czy innego owocu nie sprawiło mi zbyt dużego
kłopotu, to zrobienie  takiej miniaturowej lalki typu " niemowlak"
zupełnie przekracza moje umiejętności. Od biedy mogłabym co najwyżej
ulepić bałwanka.
Ale miałam szczęście, bo Uli spodobał się jeden z naszyjników  z kameą i
zaproponowała, byśmy się wymieniły swoimi wytworami.
I tym sposobem zostałam  właścicielką takiej oto miniaturki:




A ponieważ należę do osób, niepoważnych, nie odmówiłam sobie zabawy
w zrobienie  dla ślicznotki nowej, wiosennej kreacji i moja nowa zabawka
wygląda teraz tak:


Zachęcam Was gorąco, byście zajrzeli na blog Uli - wystarczy gdy
klikniecie na "OOAK-moja pasja" na mojej liście ulubionych
blogów.
Przyjrzyjcie się z jaką precyzją są dopracowane te maleństwa.

wtorek, 29 stycznia 2013

Nasłuchałam się....

dziś opowieści o moich wnukach. Uśmiałam się przy tym serdecznie. Starszy
dostał na swe 4 urodziny tramwaj, który ma ruchome drzwi. Pierwszą jego
reakcją było stwierdzenie : "ktoś musiał za niego zapłacić!"  Bawi się nim
codziennie i wygląda to tak:
mały pcha tramwaj po podłodze i jednocześnie robi za tramwajową
zegarynkę i ogłasza: "następny przystanek- pokój dziecinny".
Potem tramwaj staje, wreszcie i rusza i brzmi nastepny komunikat:
"następny przystanek- róg dywanu". Znów  tramwaj staje, potem rusza i
jest  komunikat : "następny przystanek -Arabia Saudyjska".
Placówki, do których chodzą moi wnukowie są międzynarodowe, chodzą
do nich dzieci z mieszanych narodowo małżeństw, więc nic dziwnego, że
za rogiem dywanu jest Arabia Saudyjska.
Poprzedni weekend moi spędzili w Berlinie. Bardzo się dzieciom
podobało i po powrocie do domu Starszy pyta- "czy w ten czwartek
znów pojedziemy na długi weekend?" Ponieważ pada odpowiedz, że nie
 Starszy stwierdza z żalem w głosie: "szkoda, pojechałbym do Paryża".
W tym roku przedszkolaki mają naukę geografii. I Starszy poinformował
domowników, że "Anglia jest na lewo od Francji".

Starszy ma przyjaciela, który jest z małżeństwa europejsko-kenijskiego.
Przyjazń jest dość burzliwa- kilka razy na dzień się rozpada, by znów
się odnowić. Ostatnim razem Starszy , gdy córka po niego przyszła
informuje ją, że znów przyjazń zerwana, bo przyjaciel w złej
kolejności wymieniał nazwy przystanków tramwajowych, co jest
"niedopuszczalne".
Ale następnego dnia chłopcy spotykają się w przedszkolu i rzucają się
sobie w objęcia, jak co dzień.

Córka była ze starszym u psychologa w sprawie wyboru dla niego szkoły.
Ponieważ uznali, że dziecko b. zdolne, to należy mu podnieść poprzeczkę,
żeby to nie było potem, że zdolny, więc się leni.
Starszy sam nauczył się czytać, ale najchętniej robi to sam, po cichu,
należy go więc  zmusić do czytania na głos. Ma krótkie teksty dla
dzieci w pierwszej klasie. Każdy tekst ma inną, przewodnią literę, ale
generalnie nudzą go te teksty więc mówi: "mamo, ja nie mogę tak się
męczyć, muszę odpocząć".
A ostatnio, po powrocie  z przedszkola ogłosił: "Anglicy to są dziwni
ludzie". Ale w jego przedszkolu nie ma ani jednego angielskiego dziecka,
więc córka usiłuje dociec skąd mu to głowy przyszło.

A Młodszy zaczął bardzo dbać o Starszego - cokolwiek dostanie  dla
siebie, żąda drugiej porcji dla brata, nawet gdy Starszy wcale nie ma
na to ochoty.
Śmieszne te dwa moje  Słodziaki.

sobota, 26 stycznia 2013

Ważki





Wszystkie zdjęcia są  ze strony  im poświęconej.
Oczywiście jest ich tam znacznie więcej, ale tylko chciałam Wam
pokazać, że wszystkie są śliczne, bardzo różne i trudno mi będzie
sprostać temu wyzwaniu.
Po raz pierwszy dotarło do mnie, że są  ważki równoskrzydłe oraz
różnoskrzydłe. No i jak to w przyrodzie - samce są znacznie bardziej
kolorowe od samiczek.
I już się zamartwiam - jak mam zrobić te skrzydełka???

Jubilatka bardzo zadowolona z broszki i kolczyków, chociaż nie
były w jej ulubionym kolorze niebieskim.
 Bardzo miło się dziś jezdziło po stolicy. Jezdnie czarne i suchutkie, tylko
kłopoty z miejscami do parkowania.
I z radością zauważyłam, że na moim osiedlu jest znacznie lepiej niż na
Chomiczówce- u nas są pięknie odśnieżone chodniki, u nich wprost
przeciwnie - zaśnieżone.

piątek, 25 stycznia 2013

Super popołudnie....

....miałam dziś. Spędziłam je w towarzystwie dwóch kochanych dziewczyn.
Wyobrażacie sobie chyba co się dzieje gdy spotkają się trzy kobiety
nadające na tych samych falach? Kilka godzin minęło  niczym kilka minut.
Dziękuję Wam dziewczyny, podładowałam sobie mój duchowy akumulator.
Było super i....proszę o jeszcze! Gdy tuptałam do domu to nawet mrozu
nie czułam.
Obiecałam, że pokażę tu moje  biżuteryjne  eksperymenty, a więc:
To jest jaspis czerwony "oprawiony" drucikiem. Wystarczy dodać
łańcuszek, aksamitkę lub wstążkę i....gotowe.
A to  "odrutowany" ametyst.Dołączę do niego łańcuszek i będzie
prezentem imieninowym dla lutowej solenizantki.

A tu dwie broszki- temat ten sam, czyli ważka, tylko technika różna
Ten liść już  znacie.Dorobiłam do niego kolczyki-listeczki
i jutro wyląduje ten komplet u dostojnej jubilatki.
No i to tyle na dziś. Miłego weekendu wszystkim życzę;))

P.S.
na drugim blogu po długiej przerwie coś  " naklikałam".




czwartek, 24 stycznia 2013

Jestem.....

....zniesmaczona. I to wieloma rzeczami.
Np. wczorajszym zrobieniem z pogrzebu cyrku.Obłuda zawsze mnie
zniesmacza. Ale tak naprawdę to nie mój cyrk i nie moje małpy.
Zniesmaczona jestem również pogodą i to niech mi wybaczą dzieci i
organizatorzy tzw. zimowego wypoczynku.
Jest mróz, dużo śniegu  już leży, a nowy systematycznie, z uporem maniaka
sypie. Wprawdzie nie jest to zadymka i śnieg pada leniwie, ale wciąż sypie.
Zniesmaczona  również jestem postawą kolejarzy - strajk, gdy są tak złe
warunki pogodowe jest zwykłą podłością wobec współobywateli kraju.
A już strajk z tego powodu, by utrzymać wysoką zniżkę  na bilety kolejowe
dla emerytów i ich rodzin, zakrawa na farsę. Przecież utrzymanie tego
dziwnego przywileju owocuje podwyżką cen biletów dla "zwykłych"
pasażerów.
Wszak nie tylko kolejarze  mają niskie emerytury - jest więcej grup
zawodowych, które mają niskie emerytury. I co - w związku z tym
 wszyscy powinni strajkować i żądać przeróżnych ulg?
Już widzę strajk pracowników handlu - żądających niskich cen
na  artykuły, którym handlowali. Ciekawi mnie tylko, czy byłby podział
na poszczególne branże? I co niemal za darmo mogli by kupować ci,
którzy pracowali w seks-shopach?
A nauczyciele? Zniżki 90% na co? Na zeszyty czy może długopisy?
Znam kogoś, kto pracował w miejskich zakładach komunikacji -
darmowy bilet roczny na wszystkie linie miał on i jego rodzice,
a gdyby miał rodzeństwo to pewnie i oni by się załapali.
Rozumiem, że on, jako pracownik miał ten darmowy bilet.Ale jego
rodzice?
I jeszcze jedno mnie zniesmacza- akumulator, który padł ma zaledwie
rok. A padł, bo 4 (słownie cztery) dni samochód stał, a był mróz.
A te współczesne akumulatory muszą być eksploatowane  codziennie-
w przeciwnym  razie padają z braku doładowania. Proste - no nie?
Ale na poprzednim jezdziliśmy 5 lat i zdarzało się, że  były większe
mrozy i też samochód stał, ale akumulator działał. I tym sposobem
muszę zaraz jechać w celu podładowania tego super dobrego.
rocznego akumulatora.
Do poczytania!