Na początek zagadka - jak myślicie- ile godzin można spędzić pod
gabinetem lekarza okulisty mając wyznaczoną konkretną godzinę
wizyty??? Podpowiem , będą miła - w sumie 4 (słownie :cztery).
Trzy godziny przed pierwszym wejściem do gabinetu, następną godzinę
po zakropleniu oczu w celu roszerzenia zrenic.
Mój łączny pobyt w gabinecie to 15 minut. Żałuję, że nie miałam ze
sobą krokomierza ponieważ cały czas czekania spędziłam spacerując
pod gabinetem.W każdym razie niezle mnie nogi rozbolały.
Przy okazji dowiedziałam się, że szkła, które noszę do dali to mam dobre,
a szkła do bliży to mi ustawi gdy wyleczę ten syf co mam. I tu bardzo
a bardzo się zdziwiłam, bo gdy byłam w lutym u prywatnej okulistki,
tamta mi zapisała taką ilość dioptrii, że mało nie padłam z wrażenia. Ale
ja jestem spokojna osoba i podejrzliwa, więc postanowiłam to sobie
jeszcze raz przebadać. No i tak jakby wyszło na moje, przynajmniej
w kwestii szkieł do dali.
Dostałam kropelki, maść i mam sobie musowo nawilżać oczęta,
zwłaszcza przed każdym wyjściem z domu.
Poza tym nie stwierdzono jaskry ani innych radości wieku niemłodego.
Mój biedny mąż już podejrzewał, że mnie do szpitala zamknęli. Ale ja
jestem jak bumerang, zawsze wracam.
****
Czekam na koniec tych ocznych atrakcji, bo mi robota leży- nie
koralikuję, nie szydełkuję i niemal nie czytam.Za to sobie projektuję
meble do kuchni i do "małego" pokoju.
Miłego tygodnia wszystkim życzę.
drewniana rzezba
poniedziałek, 16 lipca 2012
czwartek, 12 lipca 2012
336.Byle jak mi...
idzie.Właściwie to robię nic, przez wielkie "N". Nie wiem skąd, ale
przyplątało mi się zapalenie spojówek. Płukanie i przemywanie oczu
nic mi nie pomogło, muszę iść do okulisty. I idę, już w poniedziałek.
Wczoraj z braku lepszego pomysłu na życie wybrałam się do fryzjerki.
Efekt - najdłuższe włosy mają 5,5 cm, przeważają te o długości 3 cm.
Może powinnam się cieszyć, że z rozpędu nie ogoliła mi głowy na "0"?
Najlepsza była reakcja ślubnego: " a mówią, że włosy są ozdobą
człowieka!"
****
To jest malachit. Okrutnie się nakombinowałam z jego
mocowaniem na uplecionej tubie. Początkowo miał być
typowy wisior, ale uplotłam zbyt długi sznur i gdybym zawiesiła na
nim wisior, wypadałby w niewłaściwym miejscu.Więc pomyślałam
i wymyśliłam , że wisior będzie umieszczony wewnątrz sznura.
A wygląda to tak:
W ramach wymyślania jak umocować ten wisior, zrobiłam
bransoletkę. Czy ona nadaje się na męską? Pytam się, bo
nie mam pojęcia jak wygląda męska koralikowa bransoletka.
przyplątało mi się zapalenie spojówek. Płukanie i przemywanie oczu
nic mi nie pomogło, muszę iść do okulisty. I idę, już w poniedziałek.
Wczoraj z braku lepszego pomysłu na życie wybrałam się do fryzjerki.
Efekt - najdłuższe włosy mają 5,5 cm, przeważają te o długości 3 cm.
Może powinnam się cieszyć, że z rozpędu nie ogoliła mi głowy na "0"?
Najlepsza była reakcja ślubnego: " a mówią, że włosy są ozdobą
człowieka!"
****
mocowaniem na uplecionej tubie. Początkowo miał być
typowy wisior, ale uplotłam zbyt długi sznur i gdybym zawiesiła na
nim wisior, wypadałby w niewłaściwym miejscu.Więc pomyślałam
i wymyśliłam , że wisior będzie umieszczony wewnątrz sznura.
W ramach wymyślania jak umocować ten wisior, zrobiłam
bransoletkę. Czy ona nadaje się na męską? Pytam się, bo
nie mam pojęcia jak wygląda męska koralikowa bransoletka.
piątek, 6 lipca 2012
335. Nie znam się na.....
.....portalach randkowych. Na zawieraniu znajomości poprzez
ogłoszenia biur matrymonialnych też nie. Ale wczoraj jedna z moich
koleżanek "puściła farbę" - poznała faceta wysyłając swą ofertę do
jakiegoś biura, łączącego osoby samotne. Jakiś "klub samotnych serc".
Trochę mnie to zaintrygowało, bo ona wcale nie jest osobą samotną-jest
wprawdzie po rozwodzie, ale od kilkunastu lat ma już drugiego męża.
Czyżby miała zamiar kolejny raz się rozwodzić? Okazało się, że nie.
Zrobiła to z "czystej ciekawości". No nie wiem, czy to normalne.
W każdym razie na swoje zgłoszenie dostała całkiem sporo listów.
Podobno pisząc tam odjęła sobie tylko nieco wieku, czyli tyle, by mieć
42 lata.,czyli odjęła sobie niemal 20 lat- rzeczywiście małe "nieco".
Napisała, że jest mężatką , ale w przeddzień rozwodu, wysłała nawet
swoją fotkę, oczywiście sprzed lat kilkunastu.
Spośród tych wielu listów wybrała jeden - faceta z Australii. Czemu akurat
jego - bo była pewna, że to dostatecznie daleko i z pewnością nie
dojdzie do spotkania.
Korespondowali ze sobą kilka miesięcy i nagle miły pan L. zapowiedział,
że przyjeżdża do Polski, więc ma nadzieję na spotkanie.
Więc bardzo mocno się zastanawiała co ma zrobić - pan L. zna jej adres,
jeśli się uprze, bez trudu ją odnajdzie. Napisać prawdę - też krzywo,
choć to najlepsze wyjście. Po wielu tygodniach liczenia napisała jednak
list wyjaśniający -przyznała się do wieku, do tego, że zdjęcie sprzed lat
wyprostowała kilka jeszcze innych rzeczy.
Wczoraj dostała odpowiedz, że wcale pan L.nie przyjeżdża, był tylko
ciekawy, jak ona zareaguje na tę wiadomość. No to się dowiedział.
A moja koleżanka orzekła: "świnia nie facet!".
A ja się zastanawiam, które z nich jest tą przysłowiową świnią?
I drugie pytanie mnie dręczy - czy większość uczestników takich
klubów tak samo postępuje jak ona i on???
ogłoszenia biur matrymonialnych też nie. Ale wczoraj jedna z moich
koleżanek "puściła farbę" - poznała faceta wysyłając swą ofertę do
jakiegoś biura, łączącego osoby samotne. Jakiś "klub samotnych serc".
Trochę mnie to zaintrygowało, bo ona wcale nie jest osobą samotną-jest
wprawdzie po rozwodzie, ale od kilkunastu lat ma już drugiego męża.
Czyżby miała zamiar kolejny raz się rozwodzić? Okazało się, że nie.
Zrobiła to z "czystej ciekawości". No nie wiem, czy to normalne.
W każdym razie na swoje zgłoszenie dostała całkiem sporo listów.
Podobno pisząc tam odjęła sobie tylko nieco wieku, czyli tyle, by mieć
42 lata.,czyli odjęła sobie niemal 20 lat- rzeczywiście małe "nieco".
Napisała, że jest mężatką , ale w przeddzień rozwodu, wysłała nawet
swoją fotkę, oczywiście sprzed lat kilkunastu.
Spośród tych wielu listów wybrała jeden - faceta z Australii. Czemu akurat
jego - bo była pewna, że to dostatecznie daleko i z pewnością nie
dojdzie do spotkania.
Korespondowali ze sobą kilka miesięcy i nagle miły pan L. zapowiedział,
że przyjeżdża do Polski, więc ma nadzieję na spotkanie.
Więc bardzo mocno się zastanawiała co ma zrobić - pan L. zna jej adres,
jeśli się uprze, bez trudu ją odnajdzie. Napisać prawdę - też krzywo,
choć to najlepsze wyjście. Po wielu tygodniach liczenia napisała jednak
list wyjaśniający -przyznała się do wieku, do tego, że zdjęcie sprzed lat
wyprostowała kilka jeszcze innych rzeczy.
Wczoraj dostała odpowiedz, że wcale pan L.nie przyjeżdża, był tylko
ciekawy, jak ona zareaguje na tę wiadomość. No to się dowiedział.
A moja koleżanka orzekła: "świnia nie facet!".
A ja się zastanawiam, które z nich jest tą przysłowiową świnią?
I drugie pytanie mnie dręczy - czy większość uczestników takich
klubów tak samo postępuje jak ona i on???
wtorek, 3 lipca 2012
331.Mix
Z lekka odżyłam przed chwilą polało nieco z nieba, a temperatura spadła do
23 stopni.
Dziś byłam pewna, że się roztopię kompletnie, bo niemal w samo południe
musiałam przedreptać się z mężem do jego pulmunolożki. Niby niedaleko,
tak z 500m w jedną stronę. Wróciłam ugotowana. Ja się nie nadaję już do
takich temperatur.
Jedyne co mogę jeść to owoce i lody, a piję zimne owocowe herbatki.
Jutro mam wizytę u endokrynolożki - mam nadzieję, że przeżyję drogę do
niej i z powrotem. Bo pojadę autobusem- tam nie ma gdzie parkować.
****
Zawiesiłam na razie szydełkowanie, bo mi się ręce kleją do szydełka.
Leżę odłogiem i czytam śmieszne rzeczy. Bo czy nie śmieszne jest, że
200 tysięcy Francuzów, czyli 1,3 % ludności, jest uzależnionych od
gier hazardowych? I na hazard wydają ponad 1500 euro miesięcznie.
A najbogatszym człowiekiem Afryki jest Nigeryjczyk Aliko Dangote,
którego majątek jest szacowany na 14 miliardów dolarów. Niestety
nie napisali na czym zbił owe miliardy.
Czy wiecie, że 4 tysiące artystów zatrudnia armia amerykańska? Jakoś
nie mogę wydedukować na co im ci artyści. Czy są to komicy czy może
akrobaci lub żonglerzy?
Wyobrazcie sobie, że statystyczny Europejczyk, niebędący wegetarianinem
zjada w ciągu swego życia:
760 kurczaków, 20 świń, 29 baranów i 5 krów. To są cuda statystyki -
jak dotąd zjadłam raz w życiu jagnięcinę i to jakiś jeden kotlet i nie sądzę
bym do końca życia mogła dojść do zjedzenia tych 29 baranów. Nie zdążę.
****
Ci co do mnie zaglądają, wiedzą, że co jakiś czas kupuję dziwne pisemka,
np. "Nieznany Świat" lub "Wróżka", a tym razem po raz pierwszy kupiłam
"Czwarty wymiar". Wiem, że spotykają nas w życiu rzeczy dziwne i
bardzo często trudno jest znalezć ich racjonalne wyjaśnienie, że często
nasz własny mózg płata nam dziwne figle i że tak naprawdę żyje własnym
życiem, do którego nie mamy dostępu.
Ale nie będę ukrywać, że wiele ogłoszeń zamieszczanych w tych pismach
przyprawia mnie o ataki śmiechu.
Np. takie - "XYZ"; Uwolnienia egipskie od niepowodzeń finansowych,
nałogów, negatywnych energii, leków, depresji. Poza tym rozwiązywanie
problemów, prognozowanie przyszłości.
I tu podane telefony- dwa warszawskie , jeden w Skarżysku-Kamiennej i
jeden komórkowy.
Albo takie:
EGZORCYZMY ! Uwalnianie z opętań, klątw i czarnej magii.
Wakacje się zaczęły więc można również wyjechać na urlop do
Jastrzębiej Góry na "podróże z aniołami" a w programie :
jasnowidzenie, diagnostyka energetyczna, uwalnianie się od karmy,
anielskie odmładzanie, czakroterapia, świetlane tablice DNA, kody
bogactwa, taniec Izydy.
A wszystko prowadzi pani jasnowidz współpracująca z Aniołami.
Wiecie co mnie zaintrygowało? anielskie odmładzanie i taniec Izydy.
Może po takim urlopie zaoszczędziłabym na kremach zyskałabym
kilka cm mniej w obwodzie bioder??
23 stopni.
Dziś byłam pewna, że się roztopię kompletnie, bo niemal w samo południe
musiałam przedreptać się z mężem do jego pulmunolożki. Niby niedaleko,
tak z 500m w jedną stronę. Wróciłam ugotowana. Ja się nie nadaję już do
takich temperatur.
Jedyne co mogę jeść to owoce i lody, a piję zimne owocowe herbatki.
Jutro mam wizytę u endokrynolożki - mam nadzieję, że przeżyję drogę do
niej i z powrotem. Bo pojadę autobusem- tam nie ma gdzie parkować.
****
Zawiesiłam na razie szydełkowanie, bo mi się ręce kleją do szydełka.
Leżę odłogiem i czytam śmieszne rzeczy. Bo czy nie śmieszne jest, że
200 tysięcy Francuzów, czyli 1,3 % ludności, jest uzależnionych od
gier hazardowych? I na hazard wydają ponad 1500 euro miesięcznie.
A najbogatszym człowiekiem Afryki jest Nigeryjczyk Aliko Dangote,
którego majątek jest szacowany na 14 miliardów dolarów. Niestety
nie napisali na czym zbił owe miliardy.
Czy wiecie, że 4 tysiące artystów zatrudnia armia amerykańska? Jakoś
nie mogę wydedukować na co im ci artyści. Czy są to komicy czy może
akrobaci lub żonglerzy?
Wyobrazcie sobie, że statystyczny Europejczyk, niebędący wegetarianinem
zjada w ciągu swego życia:
760 kurczaków, 20 świń, 29 baranów i 5 krów. To są cuda statystyki -
jak dotąd zjadłam raz w życiu jagnięcinę i to jakiś jeden kotlet i nie sądzę
bym do końca życia mogła dojść do zjedzenia tych 29 baranów. Nie zdążę.
****
Ci co do mnie zaglądają, wiedzą, że co jakiś czas kupuję dziwne pisemka,
np. "Nieznany Świat" lub "Wróżka", a tym razem po raz pierwszy kupiłam
"Czwarty wymiar". Wiem, że spotykają nas w życiu rzeczy dziwne i
bardzo często trudno jest znalezć ich racjonalne wyjaśnienie, że często
nasz własny mózg płata nam dziwne figle i że tak naprawdę żyje własnym
życiem, do którego nie mamy dostępu.
Ale nie będę ukrywać, że wiele ogłoszeń zamieszczanych w tych pismach
przyprawia mnie o ataki śmiechu.
Np. takie - "XYZ"; Uwolnienia egipskie od niepowodzeń finansowych,
nałogów, negatywnych energii, leków, depresji. Poza tym rozwiązywanie
problemów, prognozowanie przyszłości.
I tu podane telefony- dwa warszawskie , jeden w Skarżysku-Kamiennej i
jeden komórkowy.
Albo takie:
EGZORCYZMY ! Uwalnianie z opętań, klątw i czarnej magii.
Wakacje się zaczęły więc można również wyjechać na urlop do
Jastrzębiej Góry na "podróże z aniołami" a w programie :
jasnowidzenie, diagnostyka energetyczna, uwalnianie się od karmy,
anielskie odmładzanie, czakroterapia, świetlane tablice DNA, kody
bogactwa, taniec Izydy.
A wszystko prowadzi pani jasnowidz współpracująca z Aniołami.
Wiecie co mnie zaintrygowało? anielskie odmładzanie i taniec Izydy.
Może po takim urlopie zaoszczędziłabym na kremach zyskałabym
kilka cm mniej w obwodzie bioder??
niedziela, 1 lipca 2012
330. Upał.....
i to wyjaśnia wszystko. Również i wczorajszą naszą "przygodę". Bo
wczoraj wreszcie pojechaliśmy z zaległymi prezentami urodzinowymi
i imieninowymi dla naszych przyjaciół. Tak się nam jakoś składało mało
fartownie, że już kilka razy umawialiśmy się i coś stawało na przeszkodzie-
a to ona zemdlała na ulicy, a to zemdlała w domu, a to wylądowała
w szpitalu, z kolei mnie coś nawalało zdrówko.
Gdy wczoraj wsiedliśmy rano do bryczki, myślałam, że padnę. Nie
mam klimy, bo mąż nie ma do tej zabawki przekonania, więc poczułam się
jak w piecu chlebowym.
Od nas do przyjaciół mamy około 20 km do przejechania, ale ślubnemu
zachciało się jechać dookoła świata, żeby przetestować nowy most
niedawno oddany do użytku. W tym celu najbliższym nas mostem
przejechaliśmy na prawy brzeg Wisły i drugim brzegiem pojechaliśmy
aż do nowego mostu.
No cóż, most jak most, nadal trwają prace budowlane, bo ma jeszcze
być nitka dostępna dla tramwajów oraz ścieżka rowerowa.
Wróciliśmy na lewy brzeg i już dość blisko było stąd do celu naszej
podróży.
Zajechaliśmy , nawet było jakieś niezłe miejsce do parkowania, ślubny
zajął się instalowaniem ekranu p. słonecznego, wysiadł, zatrzasnął drzwi,
ja również wysiadłam i w chwili, gdy już miotnęłam drzwiami usłyszałam
polecenie, żeby ich jeszcze nie zamykać.
Niestety, drzwi już się zatrzasnęły a w stacyjce pozostały kluczyki.
Chyba się domyślacie co sobie pomyślałam, ale lepiej nie napiszę tego.
Byłam skłonna wezwać taxi i ruszyć w drogę powrotną, by przywiezć
drugą parę kluczyków, ale pan domu pojechał z moim mężem po te
kluczyki, a my z psiapsiółą przez godzinę urzędowałyśmy na balkonie,
patrząc, czy aby ktoś nie interesuje się naszą bryczką. Dobrze, że
balkon był w cieniu. Tym sposobem miałyśmy z psiapsiółą nieco ponad
godzinę do swobodnego gadania o babskich sprawach.
Psiapsióła założyła od razu oba prezenty na siebie i paradowała w dwóch
różnych turkusowych naszyjnikach, bransoletce i kolczykach.
Dziś wybiera się na jakieś babskie spotkanie i ma się nimi chwalić.
****
Dziś też jest upał ale jest wiatr i być może ten wiatr przyniesie burzę, a
może nawet grad, tak zapowiadają.
A ja, wreszcie wyciągnę dziś letnie ciuchy i tym samym przestanę
wciąż dokupywać nowe bluzki.
No to lecę zamieniać zimowe ciuszki na letnie.
A wieczorem -będę kibicować Włochom, a nie malutkim Hiszpanom.
wczoraj wreszcie pojechaliśmy z zaległymi prezentami urodzinowymi
i imieninowymi dla naszych przyjaciół. Tak się nam jakoś składało mało
fartownie, że już kilka razy umawialiśmy się i coś stawało na przeszkodzie-
a to ona zemdlała na ulicy, a to zemdlała w domu, a to wylądowała
w szpitalu, z kolei mnie coś nawalało zdrówko.
Gdy wczoraj wsiedliśmy rano do bryczki, myślałam, że padnę. Nie
mam klimy, bo mąż nie ma do tej zabawki przekonania, więc poczułam się
jak w piecu chlebowym.
Od nas do przyjaciół mamy około 20 km do przejechania, ale ślubnemu
zachciało się jechać dookoła świata, żeby przetestować nowy most
niedawno oddany do użytku. W tym celu najbliższym nas mostem
przejechaliśmy na prawy brzeg Wisły i drugim brzegiem pojechaliśmy
aż do nowego mostu.
No cóż, most jak most, nadal trwają prace budowlane, bo ma jeszcze
być nitka dostępna dla tramwajów oraz ścieżka rowerowa.
Wróciliśmy na lewy brzeg i już dość blisko było stąd do celu naszej
podróży.
Zajechaliśmy , nawet było jakieś niezłe miejsce do parkowania, ślubny
zajął się instalowaniem ekranu p. słonecznego, wysiadł, zatrzasnął drzwi,
ja również wysiadłam i w chwili, gdy już miotnęłam drzwiami usłyszałam
polecenie, żeby ich jeszcze nie zamykać.
Niestety, drzwi już się zatrzasnęły a w stacyjce pozostały kluczyki.
Chyba się domyślacie co sobie pomyślałam, ale lepiej nie napiszę tego.
Byłam skłonna wezwać taxi i ruszyć w drogę powrotną, by przywiezć
drugą parę kluczyków, ale pan domu pojechał z moim mężem po te
kluczyki, a my z psiapsiółą przez godzinę urzędowałyśmy na balkonie,
patrząc, czy aby ktoś nie interesuje się naszą bryczką. Dobrze, że
balkon był w cieniu. Tym sposobem miałyśmy z psiapsiółą nieco ponad
godzinę do swobodnego gadania o babskich sprawach.
Psiapsióła założyła od razu oba prezenty na siebie i paradowała w dwóch
różnych turkusowych naszyjnikach, bransoletce i kolczykach.
Dziś wybiera się na jakieś babskie spotkanie i ma się nimi chwalić.
****
Dziś też jest upał ale jest wiatr i być może ten wiatr przyniesie burzę, a
może nawet grad, tak zapowiadają.
A ja, wreszcie wyciągnę dziś letnie ciuchy i tym samym przestanę
wciąż dokupywać nowe bluzki.
No to lecę zamieniać zimowe ciuszki na letnie.
A wieczorem -będę kibicować Włochom, a nie malutkim Hiszpanom.
piątek, 29 czerwca 2012
329. Mix
Trochę do siebie doszłam. Palec funkcjonuje i nie boli, jest tylko
siniak. Polecam wszystkim zakup Altacetu w żelu- działa super.
Ponieważ nalezy go przechowywac w chłodzie, czyli w lodówce, jest
cudownym, zimnym i skutecznym okładem.
****
Oglądałam oba mecze półfinałowe. Lubię oglądać mecze gdy nie biorą
w nich udziału nasi piłkarze - nie denerwuję się przynajmniej ich
nieporadnością i brakiem kondycji.
Finałowy mecz zapowiada sie niezle, bo obie drużyny niezłe, ale mam
wrażenie, że wygrają Włosi. Są dobrze zmotywowani i wyrażnie
"na fali".
****
Lato wróciło. Nawet jakiś upał jest przewidywany, a zaraz po nim
spadek temperatury nawet o 15 stopni. Ciekawe czy całe lato takie
właśnie będzie? W kratkę???
****
Mam na dziś nieco oryginalny plan działania -zabrałam się za
oskrobywanie kaloryfera ze starej farby. Masakra, wierzcie mi.
Ale ktoś to musi zrobić.
Postanowiłam dziś robić dwie rzeczy na zmianę - jedno żeberko,
dwa kwadraciki serwety. Żeby się nie zamordować tym
kaloryferem. A koraliki - leżą i czekają na lepsze czasy.
No to lecę do pracy.
P.S.
Nocką napiszę c.d. na "procontra-anabell"
siniak. Polecam wszystkim zakup Altacetu w żelu- działa super.
Ponieważ nalezy go przechowywac w chłodzie, czyli w lodówce, jest
cudownym, zimnym i skutecznym okładem.
****
Oglądałam oba mecze półfinałowe. Lubię oglądać mecze gdy nie biorą
w nich udziału nasi piłkarze - nie denerwuję się przynajmniej ich
nieporadnością i brakiem kondycji.
Finałowy mecz zapowiada sie niezle, bo obie drużyny niezłe, ale mam
wrażenie, że wygrają Włosi. Są dobrze zmotywowani i wyrażnie
"na fali".
****
Lato wróciło. Nawet jakiś upał jest przewidywany, a zaraz po nim
spadek temperatury nawet o 15 stopni. Ciekawe czy całe lato takie
właśnie będzie? W kratkę???
****
Mam na dziś nieco oryginalny plan działania -zabrałam się za
oskrobywanie kaloryfera ze starej farby. Masakra, wierzcie mi.
Ale ktoś to musi zrobić.
Postanowiłam dziś robić dwie rzeczy na zmianę - jedno żeberko,
dwa kwadraciki serwety. Żeby się nie zamordować tym
kaloryferem. A koraliki - leżą i czekają na lepsze czasy.
No to lecę do pracy.
P.S.
Nocką napiszę c.d. na "procontra-anabell"
środa, 27 czerwca 2012
Wczoraj
Wczoraj odeszła od nas nasza blogowa koleżanka, Anafiga.
Przegrała niestety trwającą rok walkę z chorobą.
Anna kochała ludzi, była przemiłą osobą, ciepłą i życzliwą.
Będzie mi Jej brakować, nie tylko w blogowym światku.
Szkoda Aniu, szkoda.
Przegrała niestety trwającą rok walkę z chorobą.
Anna kochała ludzi, była przemiłą osobą, ciepłą i życzliwą.
Będzie mi Jej brakować, nie tylko w blogowym światku.
Szkoda Aniu, szkoda.
Subskrybuj:
Posty (Atom)