drewniana rzezba

drewniana rzezba

piątek, 7 stycznia 2022

Nadal mam "kociokwik" blogowy

Jeżeli ktoś z Was myśli, że zdołałam się dowiedzieć, czemu nie mogę nigdzie  ( to znaczy u Was i u siebie)  komentować - to jest w  błędzie. Mogę komentować na blogach poza"bloggerowych".  Ale codziennie czytam to wszystko co napisaliście.

Wczoraj włączyłam FB ( właśnie  zmienił nazwę na "Meta") i na FB -Watch wpadły mi w oko i ucho dwie panie - z wyglądu całkiem sympatyczne. Jedna  z nich tłumaczyła drugiej, że wystawianie paszportów covidowych jest niczym innym niż przejęciem  przez "rządzących" władzy nad nami, bo to oczywiście jest spisek po to tylko,  by całkiem sobie  wszystkich podporządkować. Dyskusja toczyła się w języku obcym, ale ktoś z  polskich antyszczepionkowców opatrzył wszystko tekstem polskim, dając na początku komentarz, by to obejrzeć nim to FB skasuje. 

Dawno się tak nie bawiłam - pani wszystkowiedząca, która udzielała wywiadu tłumaczyła, że dzięki wprowadzeniu paszportów  covidowych  "rządy będą  nas  miały w garści". Opowiadała coraz większe  rewelacje  a ja miałam setny ubaw. Właściwie bardzo mi żal było owej pani, której się zdaje, że teraz rządy krajowe nic o nas nie wiedzą. Otóż wiedzą i to niemal  wszystko, bowiem: od chwili narodzin aż do swej śmierci jesteśmy  zarejestrowani w przeróżnych instytucjach i jeśli komuś cokolwiek będzie potrzebne na  nasz temat - do wszystkiego można się już teraz "dogrzebać". Nie rodzimy się  anonimowo w głębokim  lesie, więc od początku  wiadomo jakiej jesteśmy płci (męskiej, żeńskiej lub hermafrodyta -tych ostatnich też nie brakuje wśród noworodków), od razu spisuje się dane personalne rodziców. Idziemy do szkoły - też nas dokładnie spisują, okresowo też ważą, mierzą, cały czas oceniają naszą wiedzę- to wszystko też jest udokumentowane. Podejmujemy studia  czy też  kształcimy się na jakichś kursach - tu też jesteśmy zarejestrowani, opisani. Idziemy do pracy - tu też mamy  założoną kartotekę. Chcemy pojechać na  wycieczkę poza kraj ojczysty - ależ proszę bardzo, tylko paszporcik trzeba  sobie wyrobić i podać wiele danych przy  wypełnianiu druczka. I nie szkodzi, że niektóre  nazwiska są bardzo popularne, że "Nowaków" lub "Kowalskich" jest  miliony, że co któryś ma ojca o tym samym imieniu- gdy dobrze pogrzebać w  dokumentacji wszystkiego można dojść - wystarczy być tylko dość bystrym urzędnikiem.

Druga sprawa poruszana przez  panią wszystkowiedzącą dotyczyła samych szczepionek - że nie dają gwarancji, że się nie zachoruje. Oczywiście,  bo żadna szczepionka nie sprawi, że absolutnie nie zachorujemy na chorobę przeciwko której jesteśmy zaszczepieni - rolą szczepionki jest mobilizacja układu autoimmunologicznego do walki  z określonym patogenem, dzięki czemu jeśli zachorujemy przebieg choroby nie pozostawi w naszym organizmie wielkich zniszczeń.

Na koniec pani wszystkowiedząca stwierdziła, że teraz znów będzie na całym świecie inflacja, powrót do złota i ona już się zabezpiecza lokując pieniądze w metalach szlachetnych - no odkrycie na skalę światową. Aż się zastanowiłam czy sama  handluje  złotem - bo wiecie, ja to z natury podejrzliwa jestem, choć podobno sprawiam wrażenie  pierwszej naiwnej.

W Niemczech króluje nowa odmiana covidu-19 czyli Omikron. A wśród  chorujących landów przoduje .....Brema. Poza tym okazało się, że nie  wszystkie testy PCR wykrywają Omikron.

Pogoda u mnie   w szkocką kratkę- wczoraj było cały dzień słońce i +4 stopnie a dziś ponuro, zaraz pewnie zacznie padać i jest raptem +2 stopnie .

Miłego weekendu Wszystkim życzę.


niedziela, 2 stycznia 2022

A czas ucieka

 No i już mamy dziś drugi dzień kolejnego roku.

Po raz pierwszy  w życiu spędziłam Pierwszy Dzień Nowego Roku.... w muzeum. Jak dla mnie to bardzo miły sposób spędzania czasu. Byliśmy w Humboldtforum, czyli w odbudowanym Zamku Berlińskim.

Dla mnie to była kolejna wyprawa krzyżowa, bo nadal mam problemy z własnym kośćcem, a jakby na to nie spojrzeć, to w dzień wcześniej byłam kilka godzin w Pałacu Charlottenburg, gdzie  się straszliwie "złaziłam" chociaż wspomagałam się w jednej jego części przysiadaniem na krzesełku w każdej sali.

A wczoraj, tym razem przezornie łyknęłam przed "wyprawą" dwie tabletki przeciwbólowe.

Miejsce, w którym byłam ma dość burzliwą historię, część z niej opowiadają zdjęcia, które znalazłam w sieci.

Tak wyglądał Zamek Berliński przez wiele lat po zakończeniu II wojny światowej. A potem, od roku 1976 do końca I dekady 2000 roku tak:

I nosił wówczas nazwę Pałac Republiki. Pełnił  funkcję siedziby Izby Ludowej parlamentu NRD, bowiem był usytuowany  na terenie Berlina, który w ramach podziału Niemiec przypadł Niemieckiej Republice Demokratycznej.

Zjednoczenie Niemiec sprawiło, że znów sobie przypomniano o tym architektonicznym tworze i postanowiono  Zamek Berliński odbudować. I odbudowano, coś tak jakby za 680 mln euro. Jego odbudowa wywołała wiele kontrowersji, spowodowanych głównie wizją  architekta. Bo wizja była i jest urzeczywistniona w dość oryginalny sposób:


Jest to połączenie starego zabytkowego wyglądu z pełną nowoczesnością, co wielu osobom  zupełnie nie przypadło do gustu.

Szczerze mówiąc, to wewnątrz budynku, gdy się siedzi w holu jest to  nieco zaskakująca kombinacja. Budynek został ochrzczony "Humboldtforum". Będzie budynkiem nie tylko o przeznaczeniu muzealnym - przewiduje się tu realizacje różnorodnych przedsięwzięć kulturalnych, miejsce dla różnych twórców indywidualnych, miejsca na różne międzynarodowe i krajowe konferencje- ma być też miejscem łączącym ze sobą różne kultury.

Jak na razie to jest tu czynne tylko Muzeum Etnograficzne, czyli można tu obejrzeć to wszystko czego nie pomieściło Muzeum Etnograficzne w Dahlem (byłam tam kilka lat wcześniej - cuuudne zbiory) i dotąd czekało w muzealnych magazynach.

Wszystkie  eksponowane artefakty są opatrzone komentarzami, jak to podle ongiś Europejczycy postępowali  z innymi kulturami, ograbiając je z cennych zabytków, zabierając im ziemię, wykorzystując ich pracę. Nie mniej zbiory są ciekawe, dobrze opisane, jest ich cholernie dużo, w pewnej chwili głowa zaczyna pękać od nadmiaru informacji.

Już kiedyś pisałam, że Europa ma w pewnym sensie dług moralny wobec tzw. "trzeciego świata", czyli wobec innych, w pojęciu europejskim,  mniej rozwiniętych  cywilizacji. A pomnażanie zasobów w postaci siły do pracy, poszerzanie własnych terytoriów kosztem innych krajów jest niestety wpisane w  najdawniejszą historię ludzkości. Nie da się ukryć, że dzieje się tak od czasów plemiennych i trwa nadal. Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że wszelkie  zagrabianie szło pod hasłem "oświecania ludów prymitywnych, bo nie wiedzą biedacy w co wierzyć  ani jak żyć"

 Podoba mi się, że nowe miejsce wydarzeń związanych z szeroko pojętą kulturą zostało poświęcone pamięci dwóch braci- Wilhelma(1767-1835) i Aleksandra (1769-1859) Humboldtów. Niewątpliwie nauka i kultura, nie tylko niemiecka, wiele im zawdzięcza.

Wilhelm studiował na  Uniwersytecie  we Frankfurcie nad Odrą. W latach 1801-1808 był rezydentem pruskim w Rzymie. Od 1809roku -  kierował pruskim ministerstwem wyznań i oświecenia, był merytorycznym założycielem Uniwersytetu w Berlinie, zreformował pruski system edukacji, stworzył gimnazjum humanistyczne, zorganizował muzeum berlińskie.

Młodszy od  niego 2 lata Aleksander, był co prawda "słabego zdrowia", ale chyba bardziej wszechstronny od swego brata- on również ukończył Uniwersytet Viadrina we Frankfurcie n.Odrą, poza tym Wydział Przyrodniczy Uniwersytetu w Getyndze, Akademię Handlową w Hamburgu oraz Akademię Górniczą we Fryburgu. W wieku 22 lat został inspektorem górniczym. Opracował i wdrożył do użytku własnego pomysłu maski do oddychania dla górników.

Od 1797 roku zaczął cykl podróży- przejechał całą Europę, Amerykę Łacińską, badał dorzecze rzeki Orinoko, był na Kubie, zwiedzał wulkany w Ekwadorze, był również w Meksyku i w Stanach Zjednoczonych.

W latach 1807-1827 mieszkał w Paryżu, był też wykładowcą geografii na Uniwersytecie w Berlinie,  był też w górach Uralu i Ałtaju, w  chińskiej Dżungarii i w rejonie  Morza Kaspijskiego. Powołał też  Pruski Instytut Meteorologiczny.  Do nauki miał podejście holistyczne.

Jego dzieło naukowe KOSMOS zawierało aż pięć tomów- była w nich zebrana cała ówczesna wiedza przyrodnicza. Tom I omawiał podróże po świecie  zewnętrznym, tom II - historię od czasów starożytnych Greków a pozostałe  trzy tomy  zawierały wiedzę specjalistyczną na różne tematy.

W trakcie swego dwudziestoletniego pobytu w Paryżu opracował 34-tomowe dzieło z 2000 tablic o swej amerykańskiej podróży.

Jako jeden z pierwszych ludzi nauki postulował ochronę przyrody i jest twórcą określenia "pomnik przyrody".

No i tak sobie myślę, że jak na człowieka  "wątłego zdrowia" to wyjątkowo wiele  zdziałał. I chyba sobie  zamówię  książkę Andrei Wulf  "Człowiek , który zrozumiał naturę", wydaną w 2019 r przez Wydawnictwo Poznańskie.

Miłego nowego tygodnia w nowym roku!



sobota, 1 stycznia 2022

I minął kolejny Sylwester

Nie da się ukryć- sporo już  było Sylwestrów  bo pomaleńku  zaczynam być "wiekowa". Ale +13 stopni o świcie grudniowym, czyli o godz, 7,30 ani w Warszawie  ani w Berlinie to jeszcze nie  miałam. No to mam, plus deszcz.

Dziś jadę  zwiedzać Pałac Charlottenburg  - dowód  namacalny na to,  jak to "skromna letnia rezydencja" rozrosła się niebywale. Akurat ten obiekt ma  dla turystów udogodnienia w postaci nagranych w różnych językach "przewodników"- są też nagrania w języku polskim. Nie sądzę by turystów z Polski było dziś  zatrzęsienie. Poza tym z reguły ten dzień nie obfituje w turystów. 

Czwartkowe popołudnie i kawałeczek wieczoru spędziłam w kręgielni. Wstęp tylko dla osób w pełni zaszczepionych lub wyleczonych  i posiadających aktualny negatywny test. Obserwowanie ludzi to jedno z moich  hobby. Chyba mało naganne.

A niedzielne popołudnie spędzę w Humboldforum. 

Ciekawa jestem jak spędzę najbliższą noc - podejrzewam, że jednak cicho nie będzie, bo  jak  zawsze, pomimo  zakazu sprzedaży  sztucznych ogni na terenie Niemiec, zdeprawowani Niemcy już od miesiąca  odwiedzali Słubice by nabyć  zakazany towar. Podobno ostatnio kolejka do sklepu  sprzedającego ów zakazany towar miała długość 300 metrów. No ale nie ma sprawy - jeśli nie pośpię bo będzie hałas to poczytam.

1.01.2022r.

I wreszcie byłam w pałacu Charlottenburg! Pałac dostępny tylko dla w pełni zaszczepionych lub tych co przechorowali i mają test negatywny, w  związku z tym tłumów nie było. My mieliśmy już wykupione online bilety,  więc formalności ograniczyły się do sprawdzenia elektronicznego naszych paszportów covidowych i dowodów tożsamości. Organizacja  zwiedzania  świetna, smartfony wraz ze  słuchawkami i tekstami nagranymi w kilku europejskich językach dostępne  za darmo. Do zwiedzania  jest naprawdę sporo, bo są to  dwie części Pałacu. Osoby, które z jakichś  względów nie mogą słuchać tekstu  przez  słuchawki mogą wgrać na swój własny smartfon, w odpowiednim dla nich języku, to wszystko, co opowiada przewodnik. I jest to bardzo  duże udogodnienie.

W drodze do Charlottenburga (ongiś była to podmiejska wioska, od 1920 roku włączona do Berlina) zauroczył mnie budynek stacji miejskiej kolejki elektrycznej (odpowiednik szybkiej kolei miejskiej w Warszawie) i musiałam go uwiecznić:


 Jak widzicie pogoda  typu "pora deszczowa", ale za to 13 stopni ciepła i coraz większy wiatr. Dalszą drogę pokonaliśmy miejskim autobusem, którego przystanek jest nieomal na wprost pałacu- wystarczy pokonać jezdnię.


Pokonujecie  jezdnię i przed Wami już tylko pokonanie dziedzińca pokrytego "kocimi łbami". Dobrze, że nie byłam w butach na jakimś obcasie! Te kilka osób, które widzicie  w tle to ci co zmierzają do wejścia pałacowego.

Nie będę Wam szczegółowo opisywać Pałacu - mielibyście  zbyt wiele do poczytania. Zdjęć wewnątrz nie robiłam, bowiem w szatni wyczytałam zawiadomienie, że należy mieć wyłączone  telefony komórkowe oraz nie należy robić zdjęć obiektów zwiedzanych. Smartfon to miałam akurat cały czas włączony, bowiem miałam wgrany i odsłuchiwałam tekst wygłaszany przez przewodnika.Nie mniej wszyscy  napotkani wewnątrz turyści japońscy z zapałem pstrykali wszystko co im w oczy wpadło. Jeżeli jesteście  zainteresowani tematem to polecam wrzucenie w wyszukiwarkę  hasła "Pałac Charlottenburg w Berlinie" i na stronach Wikipedii są informacje i zdjęcia. Znacznie lepsze od tych, które ja bym zrobiła smartfonem.

Chodzenia i oglądania było sporo- już po pierwszej części zwiedzania byłam pół żywa, ale i niestety byłam zachwycona. 

Taka wycieczka rozpoczynająca się w okresie baroku a kończąca  się w stylu rokoka to naprawdę spore przeżycie - przynajmniej dla mnie. Przy zwiedzaniu nowej części Charlottenburga  czekają turystów kolejne udogodnienia- w szatni  (tu są zamykane na kluczyk boksy )można wziąć ze sobą lekki, składany stołeczek (za darmo) - a wszystko to ku wygodzie turysty, by mógł w wygodny sposób obejrzeć i wysłuchać wszystkiego, o czym mówi przewodnik. Osobiście  skorzystałam z tego udogodnienia - rewelka. Tak powinno być w każdym miejscu, gdzie jest tyle rzeczy do oglądania w każdej sali.

Oczywiście II wojna światowa nie oszczędziła Pałacu - w 1943 r nalot aliantów spowodował sporo zniszczeń. Nie mniej do dziś, w części barokowej Pałacu możemy dreptać po parkietach, które przetrwały od samego początku jego istnienia. 

Do meblowania  Pałacu po wojnie zbierano w Niemczech meble  z epoki ze wszystkich pałaców pruskich, tak samo było z obrazami, choć i tak wiele  z nich przetrwało ostatnie lata wojny w ukryciu. Bo nie wszyscy ( na szczęście) byli jak wódz naczelny na amfetaminie i zdawali sobie sprawę, że koniec wojny bliski i bolesny zarazem.

Pałac otoczony jest pięknym olbrzymim ogrodem, no ale ogród to odwiedzę wiosną - teraz to nie  doceniłabym na pewno jego urody.

Do domu wróciłam "na  ostatnich nogach", niezmiernie  zmęczona. 

Jak na berlińskie Sylwestry ten był bardzo cichy, jakby nie było był cały czas zakaz sprzedawania ogni sztucznych i zakaz urządzania spotkań "z okazji". I po raz pierwszy od lat nawet nie doczekałam północy - Nowy Rok i tak nadszedł, zupełnie niezrażony faktem, że już spałam.

Kochani - Dobrego Nowego Roku!!! Każdemu Według Potrzeb!!!

 





środa, 29 grudnia 2021

Dziś.....

                    ......Nowa Narodowa Galeria, czyli Neue Nationalgalerie. 


Nie wiem jak inni, ale ja patrząc na budynek Neue Nationalgalerie  mam tak zwane  "uczucia mieszane", czyli to, co czuje ktoś, kto widzi jak jego znienawidzona teściowa spada w przepaść jego nowiutkim, wymarzonym mercedesem.

Bo patrząc się na ten przeszklony, płaski kwadratowy budynek nijak nie przychodzi mi na myśl jakie jest jego przeznaczenie - może to równie dobrze być wejście do jakiegoś dworca a może do hali targowej?

Projektantem był  Ludwig Mies van  der Rohe, niemiecki architekt modernistyczny, urodzony w Akwizgranie w 1886 roku. W swoje 75 urodziny otrzymał  bezpośrednie  zamówienie od Zachodniego Berlina  na zbudowanie gmachu Nowej Narodowej Galerii.  Budynek został ukończony w 1968 roku, rok przed śmiercią projektanta, a jest wybudowany kilkaset metrów od Placu Poczdamskiego. 

W jego sąsiedztwie znajduje  się gmach Filharmonii wg projektu Hansa Scharouna, oraz Biblioteka Państwowa i powstaje (juz wychodzi z ziemi) kolejna galeria.

Lata  mijały i budynek zaczął wymagać remontu- zwłaszcza jego część  wystawowa- podziemna. Prace renowacyjne trwały od 2016 roku a swe podwoje  Galeria otworzyła dopiero 22 sierpnia 2021 roku. Prac renowacyjnych doglądał wnuk  Miesa, architekt Dirk Lohan.

Na powierzchni 5000 metrów kwadratowych mamy przegląd ruchów artystycznych całego  XX wieku- zobaczymy dzieła ekspresjonistów, kubistów, surrealistów, czyli  zobaczymy obrazy Muncha, Picassa, Max Ernsta, Paula Klee, Juana Gris, E.L. Kirschnera. Karla Schmidt-Rottluffa, Ericha Heckela, Maxa Beckmana. Cała ekspozycja znajduje się pod ziemią, na powierzchni widzimy tylko konstrukcję złożoną z dużej ilości metalu i szklanych płyt. Wprawdzie owa zewnętrzna konstrukcja jeszcze  nie wolała w całości o wymianę, ale to wszystko co znajdowało się pod  ziemią wymagało wymiany - po prostu rozsypywały się betonowe ściany. No to przy okazji przejrzano wszystkie  metalowe części budynku, i usunięto nawet tylko lekko skorodowane elementy. Najwięcej kłopotów przysporzyła wymiana tych wielkich szyb, ponieważ tak ogromne szklane płyty wykonuje tylko jeden zakład na świecie, mający swą siedzibę w........Chinach.

Przy okazji wyczytałam, że największą powierzchnię tego muzeum stanowi polski szary granit strzegomski, kupiony przez  państwo niemieckie jako forma wsparcia w trudnych dla Polski czasach ekonomicznych. W gmachu znajduje się 14 tysięcy granitowych płyt- wszystkie  skatalogowane i opisane.






Dziś w holu była wystawa prac Alexandra Caldera  (22.VI.1898r- 11.XI.1966), amerykańskiego rzeźbiarza, malarza, ilustratora i grafika amerykańskiego, jednego z głównych przedstawicieli sztuki kinetycznej.

A na ostatniej fotce dzieciaki grające w szachy -jest tu kilka stolików z szachownicami , a szachy wypożycza się w stoisku. I mają naprawdę powodzenie.

Poza tym jest tu również kawiarenka, z dobrą kawą i - jak mnie  zapewniali wnukowie i zięć- dobrymi ciastami.

Kawiarnia ma  bardzo ciekawe- jak dla mnie- wnętrze:


 mogłabym mieć w domu takie "żyrandole" i taką boazerię.

Pogoda  dziś wprawdzie z gatunku pod  "zdechłym Azorkiem" +5 i mżawka, ale dojazd ode mnie dobry metrem i autobusem niemal pod  samiutkie wejście do galerii.

Oczywiście  wejście do Galerii - tylko z aktualnymi paszportami covidowymi, Każdego sprawdzali, zwiedzanie w maseczkach.Kawę można było pić bez maseczek, ale ilość miejsc ograniczona.

A jutro?  - a jutro czeka mnie bowling - ciekawe jak ja to przeżyję.

P.S.    Zdjęcia powiększamy "kliknięciem".



 


poniedziałek, 27 grudnia 2021

Wczoraj obiecałam......

                                    ........dziś realizuję.
Wreszcie pojechałam na taras widokowy berlińskiej Wieży Telewizyjnej. Jest to już trzeci punkt widokowy w Berlinie, który "zaliczyłam". Dwa poprzednie zaliczałam nim zamieszkałam w Berlinie-byłam na  kopule Reichstagu i to wieczorem, oraz na tarasie wieżowca Kollhoffa, zwanym Panorama Point.
Tym razem "padło" na Wieżę Telewizyjną, wybudowaną jeszcze w czasach istnienia NRD,na terenie tzw. Berlina Wschodniego. Po długich poszukiwaniach odpowiedniej lokalizacji zdecydowano się na wybudowanie jej przy przebudowywanym wówczas Aleksanderplatz. Zespołem architektów zarządzał Hermann Henselmann.
Budynek jest rodzajem kolumny zwieńczonej kulą, która zdaniem projektanta  miała kojarzyć się  widzom z osiągnięciem radzieckiej astronautyki - sputnikiem.
W 1965 roku budowę rozpoczęto, a  otwarcie nowego obiektu nastąpiło 3 października 1969 roku.
Do  budowy zużyto 26000 ton betonu. Ale największym wyzwaniem było podobno zainstalowanie tej
kuli, która  miała się kojarzyć ze sputnikiem, na wysokości około 200 metrów.
Od samej ziemi aż do ostatniego centymetra anteny, która znajduje  się nad kulą, wieża ma wysokość 368 metrów, przy czym sama antena ma wysokość 118 metrów.
Jest to najwyższa budowla w Niemczech i jedna z najwyższych w Europie.
Taras widokowy znajduje się na wysokości 203 metrów, a słynna restauracja obrotowa na wysokości 207 metrów.
Podłoga restauracji jest na ruchomej platformie, która w mniej niż w 60 minut wykonuje pełny obrót dookoła swej osi.
Ciekawostka-  ze względów bezpieczeństwa restauracja nie ma własnej kuchni, gotowe dania wjeżdżają do restauracji windą.
Dla turystów są do dyspozycji dwie windy, każda zabiera na "pokład" maksymalnie 12 osób. Czas wjazdu to 40 sekund, czyli prędkość to 5-6 metrów na sekundę.
Każdego roku na taras wieży telewizyjnej wjeżdża ponad milion osób. Na wieży w jednym czasie może przebywać maksymalnie 350 osób. W związku z tym w pewnych okresach oczekiwanie na wjazd może trwać od 1 do 2 godzin. Bilety - można wykupić na  miejscu w kasie lub  automacie, ich cena na dziś- 19,50 €. Można je też zamówić online, co jest o kilka  euro droższe. W ten sam sposób można  zamówić miejsca w restauracji.
Turyści posiadający BerlinWelcomeCard mają 25% zniżki, a turyści z BerlinWelcomecard all inclusiv  mają wjazd darmowy.
Taras widokowy jest przestrzenią zamkniętą, więc podziwiamy wszystko przez szyby. Przy każdym oknie jest opis tego co widać, łącznie z  fotografią tego co widać.
Bilet wstępu należy trzymać cały czas w garści, bo przykładamy go do czytnika  automatycznej bramki przy wejściu i przy wyjściu.
Na poziomie  tarasu widokowego działa bar (napoje, słodycze itp.), ceny ponoć bardzo wysokogórskie, drożej niż na Kasprowym i w Szwajcarii.
Trochę mi ta wycieczka dała w kość- oczywiście zwiedzający musieli mieć paszporty covidowe, które sprawdzano jeszcze przed wejściem do budynku.- paszport covidowy  ważny jest tyko z dowodem tożsamości.
Ku memu wielkiemu zaskoczeniu niedziela powitała nas mrozem (-7), więc wybrałam się w czapce i kurtce zimowej, więc  było mi  koszmarnie  gorąco na tym tarasie. Poza tym dojazd ( jechałam metrem i esbanem) i pobyt w wieży- obowiązkowo w maseczce.
Ale już w połowie tygodnia ma być nawet ponad +10 stopni. Pożyjemy- zobaczymy.
Zrobiło mi się zdjęcie widokowe z cieniem rzucanym przez wieżę na to co widać  za oknem.

 
A po wyjściu z wieży poszliśmy do linii metra, która  do domu nas nie dowozi, tylko po to, by się przejechać nową trasą pod Unter den Linden. Ładne te nowe  stacje. A przed  wejściem  do  stacji metra jeszcze "pstryknęłam" fotkę "Czerwonemu Ratuszowi" - to naprawdę bardzo ładny budynek i tam naprawdę jest  Ratusz Miejski.

 
Wygląda na to, że przez czas ferii zimowych niemal codziennie gdzieś będę się udzielać - w planie  jest zwiedzanie Zamku Charlottenburg, Nowej Galerii ( zbiory są pod ziemią, a to co wystaje ponad w niczym nie przypomina  budynku galerii), w planie jest też rodzinny wypad na bowling.
Ogólnie  biorąc codziennie  jakaś atrakcja. Mam nadzieję, że wyrobię kondycyjnie.

 



niedziela, 26 grudnia 2021

Nie wigilijne opowieści

 Spod tej choinki ślę  do Was dobre myśli i trochę przemyśleń o mijających już świętach.

A żeby  Was wprowadzić w dobry nastrój, to i trochę muzyki:

Wyobraźcie sobie, że żyjecie  w końcówce czasów przedchrześcijańskich i w pierwszych trzech wiekach nowej ery.

Jest druga połowa grudnia, a tak dokładnie to 21 - 22 grudnia - czas Szczodrych Godów nazywanych też Świętem Zimowego Staniasłońca.
Te dni wyznaczały początek nowego roku słonecznego, początek roku liturgicznego i wegetacyjnego.  Dni ponownie stawały się coraz dłuższe, noce krótsze, czyli  zwycięstwo boga  słońca- Swarożyca- nad ciemnością.
24 grudnia mieszkańcy grodu i okolicznych osad wędrowali do świątyni.  Oczekiwali tam na przybycie swego księcia lub jego namiestnika oraz  na Radę Starszych.
Po ich przybyciu do złotej kołyski kładziono figurkę Swarożyca. W tym czasie kapłanki śpiewały, palono aromatyczne zioła i wonną żywicę, kapłani przy kołysce składali dary w postaci piwa, mleka, miodu i  chleba a naczelny kapłan kropił zebranych w świątyni wodą, używając do tego celu gałązek  sosnowych (miały najdłuższe igły).
Gdy już wszyscy zebrani w świątyni byli pokropieni kapłani wynosili ze  świątyni figurkę Swarożyca owiniętą w powijaki i zaczynała się procesja dookoła grodu i podgrodzia.
Tym obchodom towarzyszyły tańce, śpiewy oraz wróżby. Ludzie odwiedzali się w domach wręczając sobie wzajemnie prezenty.
Po zakończonej procesji w każdym domu była uroczysta  wieczerza, którą rozpoczynano od wzajemnego błogosławienia się    duuużą kromka chleba. W domach pod obrusy rozkładano słomę lub siano a na stołach znajdowało się 12 potraw symbolizujących 12 pełni Księżyca.
Pod sufitem lub nad drzwiami zawieszano podłaźniczkę, czyli udekorowaną gałąź świerku, jodły lub sosny.
Resztki po uroczystej wieczerzy składano do naczyń obiatowych* i składano na  grobach zmarłych członków rodziny.
Z czasem zwyczaj ten zmieniono- pozostawiano na stole jeden pusty talerz  dla ...przodków.
Obchody Szczodrych Godów trwały kilka dni, w czasie których powstrzymywano się od wszelkich prac fizycznych.
Data Bożego Narodzenia została  zapożyczona ze Świąt takich jak Saturnalia, germańskie Jul i słowiańskie Szczodre Gody.
Data 25 grudnia dopiero w IV wieku nowej ery zaczęła być kojarzona z narodzinami Chrystusa, który wcale nie narodził się w grudniu ale w sierpniu.
A chrześcijańscy święci, patroni różnych aspektów ludzkiego życia przejęli funkcje starych, przedchrześcijańskich bogów.
___________________
*  naczynie  ofiarne

 
A jutro napiszę Wam gdzie dziś byłam. Miłego Nowego tygodnia - WSZYSTKIM!


wtorek, 21 grudnia 2021

Znów o niczym.......

                                   ...........czyli "normalka".

Instytut im. Roberta Kocha (RKI) zajmujący się chorobami zakaźnymi wydał nowy komunikat nt. obecnie  grasującego mutanta  covid -19, czyli  Omikronu. 
Podano, że jest on bardzo, bardzo zakaźny  i, co mniej ciekawe i zabawne- może być przekazywany osobom w pełni zaszczepionym i tym , którym się udało wyzdrowieć.
Wg badań prowadzonych przez RKI dla osób zaszczepionych dwukrotnie ryzyko zachorowania jest wysokie, dla  zaszczepionych trzykrotnie- umiarkowane,  a dla nie zaszczepionych - bardzo wysokie.
Aktualnie liczba  zakażeń nowym "mutantem" podwaja się mniej więcej co trzy dni. 
Co do objawów - charakterystyczne tym razem jest.......pocenie się w nocy - reszta objawów najbardziej  zbliżona do  grypy, chociaż u niektórych do "jelitówki".
W związku z tym RKI złożył w  Rządzie  wniosek o wprowadzenie restrykcji, które oczywiście nikogo nie ucieszą. 
W zaleceniach : minimalny dystans pomiędzy ludźmi - 1,5 m, obowiązek noszenia  maseczek w miejscach publicznych (sklepy, komunikacja, ewentualnie b. zaludnione ciągi uliczne) - to obowiązuje  wszystkich- zaszczepionych  trzykrotnie- również. 
 Powinno nastąpić ograniczenie podróży, zamknięcie hal i obiektów  sportowych dla publiczności, zakaz organizowania tzw. wydarzeń, zamknięcie jak najszybciej restauracji, przedłużenie  ferii świątecznych dla dzieci przedszkolnych i dla uczniów- te decyzje mają zapaść jeszcze  dziś. W obiektach sakralnych będzie obowiązywał zakaz zbiorowego śpiewania. I wszystkie te  "atrakcje" będą pewnie obowiązywały od 28 bm. do przynajmniej połowy stycznia.
Niemiecka STIKO, czyli  Stała Komisja d.s. Szczepień podała wiadomość, że trzecie, przypominające szczepienie powinno nastąpić już po 3 miesiącach od drugiego szczepienia. Szczepienie  przypominające jest wskazane również dla osób, które już ukończyły 40 lat. 
 
A teraz "z innej beczki" -  w 2015 roku włoski psycholog, na podstawie  prowadzonych badań stwierdził, że patrzenie komuś bez przerwy w oczy przez 10 minut powoduje  zmiany świadomości, podobnie jak  jak użycie  narkotyków. 
Już widzę zdenerwowanie dilerów substancji prawnie  zabronionych. 
Ochotnicy biorący udział w tym eksperymencie  mieli dziwne odczucia poza ciałem oraz halucynacje - widzieli różne potwory, swych krewnych (którzy nie byli w czasie eksperymentu obecni) oraz siebie  w osobie  partnera z którym wpatrywali się sobie wzajemnie w oczy. 
Pary "króliczków doświadczalnych"  siedziały naprzeciw siebie, wpatrywali się sobie w oczęta przez 10 minut. 
Pomieszczenie było oświetlone na tyle, by widzieć dokładnie  partnera, ale wystarczająco słabe aby zmniejszyć ich ogólną percepcję kolorów.
Jak zauważyliście- nadal nie mogę komentować ani u siebie  ani u innych, a jak na złość mam zbyt mało czasu na siedzenie przy kompie i poszukanie w sieci co mogę zrobić poza zamknięciem  na zawsze tego bloga i ewentualne założenie nowego.
Za to "cyknęłam" zdjęcia  holu  kamienicy, w której mieszkam:

 

 

                                       Życzę  Wszystkim takich kolorowych, radosnych Świąt