W marcu 1854, po uzyskaniu dyspensy papieskiej, został podpisany kontrakt
małżeński.
Wkrótce wysłano do Wiednia wyprawę przyszłej cesarzowej.
Spis zawartości 25 kufrów uświadomił wiedeńskim damom dworu, że Sissi
wcale nie była tym, co uważano za "dobrą partię". Damy dworu uznały ją
za "bawarską księżniczkę bez majątku i pochodzenia".
Przed wyjazdem do Wiednia, w sali tronowej pałacu książęcego w Monachium,
w obecności całego dworu, księżniczka Elżbieta zrzekła się swoich praw do
tronu Bawarii.
W końcu kwietnia księżniczka Elżbieta Bawarska w towarzystwie swej matki
i sióstr opuściła Monachium.
Z wielkim żalem żegnała się ze swymi przyjaciółmi i pejzażami bawarskimi.
Trzydniową podróż do brzegów Dunaju regularnie przepłakała.
Na brzegu Dunaju czekał na nią i towarzyszące jej osoby rzeczny parowiec
"Franciszek Józef".
Kabina przygotowana dla Sissi była wyłożona purpurowym aksamitem,
pokład statku zamieniono w kwiatowy ogród , na środku którego urządzono
różaną altankę, by młodziutka narzeczona miała gdzie odpocząć.
Wzdłuż Dunaju, aż do Nussdorf na brzegach gromadziły się tłumy ludzi by
ujrzeć narzeczoną Arcyksięcia.
Po dopłynięciu do Nussdorf wszyscy pasażerowie statku zmienili swe stroje.
Sissi została ubrana w zwiewną suknię z różowego jedwabiu z szeroką
krynoliną, jej ramiona okrywał biały, koronkowy szal, na głowie miała mały
kapelusik.
Nim statek został dokładnie przycumowany do przystani wielce stęskniony
Franciszek Józef wskoczył na pokład statku i na oczach zgromadzonych na
brzegu tysięcy osób, tłoczących się by ujrzeć cesarską narzeczoną, wziął
Sissi w ramiona i z wyrażnym zachwytem pocałował.
Ten tak wysoce spontaniczny gest wywołał wielki aplauz tłumów.
Większość liczyła, że tak bardzo zakochany w swej narzeczonej cesarz
przestanie być nieugiętym despotą, a szczęście rodzinne skłoni go do reform,
których tak bardzo potrzebowała ówczesna Austria.
Z trudem torując sobie drogę wśród wiwatującego tłumu para cesarska
dotarła do złoconej karocy i odjechała do pałacu Schoenbrunn.
Ale życie "na świeczniku" nie jest lekkie - pomimo wielkiego zmęczenia
podróżą, Sissi musiała w Wielkiej Sali pałacu przejść przez ceremonię jej
powitania na dworze cesarskim.
Przez kilka godzin przedstawiano jej kolejno wszystkich członków rodziny
Habsburgów oraz wysokich funkcjonariuszy dworu.
Potem nastąpiła wymiana prezentów ślubnych i umordowana Sissi mogła się
na krótki czas oddalić do swoich pokoi.
Ale czekała ją jeszcze prezentacja jej nowych,wiedeńskich dam dworu. Od
pierwszego kontaktu Sissi poczuła głęboką niechęć do swej pierwszej damy
dworu, Zofii Esterhazy, cieszącej się wielkim zaufaniem matki Franciszka
Józefa.
Oprócz sekretarza i dam dworu dwór cesarzowej Elżbiety składał się z dwóch
pokojówek, majordomusa, klucznika, czterech lokajów, służącego i służącej.
Gdy zmęczona Sissi chciała się już położyć spać, pierwsza dama dworu wręczyła
jej zeszyt zatytułowany: "Ceremoniał mający wprowadzić na Dwór Cesarski
Jej Królewską Wysokość, Jaśnie Oświeconą księżnę Elżbietę Bawarską".
Żegnaj śnie, żegnaj wypoczynku - musiała dokładnie przestudiować treść by
następnego dnia nie zrobić żadnego fałszywego kroku i by wszystko przebiegło
zgodnie z tradycją, niezmienną od stuleci.
Dwór wiedeński słynął bowiem z tradycjonalizmu.
Ledwie zdążyła przeczytać tę broszurę, pierwsza dama doniosła dwie następne.
Jedną z nich "Niezbędne przypomnienia" miała się nauczyć na pamięć- zawierała
bowiem wszystkie szczegóły ceremonii zaślubin.
Rano modystki i damy dworu przez trzy godziny ubierały i czesały księżną, która
nie była wcale przyzwyczajona do tego, by ją ktoś tak obsługiwał.
Od tego dnia każdy następny ranek jej życia tak miał wyglądać.
Ślub odbył się po południu 24 kwietnia w kościele Augustianów a udzielił go
arcybiskup Wiednia.
Była to okazja do ukazania światu potęgi cesarstwa austriackiego.
Wnętrze kościoła zostało oświetlone 15 tysiącami świec.Wysokie kolumny
przystrojono draperiami z czerwonego aksamitu.
Franciszek Józef wystąpił w mundurze marszałka polnego, na jego piersi błyszczały
liczne ordery.
U jego boku stała Sissi, w delikatnej , haftowanej złotem i srebrem białej sukni
z długim, koronkowym trenem.
W upiętych do tyłu włosach połyskiwał diadem z brylantów i opali należący
przedtem do arcyksiężnej Zofii. Jej pierś ozdabiał bukiecik świeżych róż.
Ceremonia zaślubin była długa i męcząca i choć Sissi wyglądała pięknie, z jej
twarzy nie schodził smutek.
Sissi miała nadzieję, że po tych wszystkich uroczystościach będzie się mogła
zaszyć w swych komnatach i uwolnić od ciągłej obecności obcych osób.
Niestety szybko przekonała się, że straciła to wszystko, do czego była tak
bardzo przyzwyczajona w Monachium- straciła własną wolność.
Zyskała za to zaciętego wroga w osobie swej ciotki-teściowej, która , podobnie
jak i reszta dworu śledziła jej każdy krok, gest, uśmiech i wszystko co odbiegało
od przyjętej na tym dworze etykiety ostro krytykowała.
Tu niemal wszystko było zabronione- Sissi nie mogła sama spacerować nawet po
pałacowych korytarzach. Jazda konna była dozwolona tylko w towarzystwie
którejś z dam dworu. Nie mogła wybrać się do miasta na zakupy, nie mogła pić
piwa do posiłków, nie mogła nawet okazywać nadmiernego miłosierdzia.
Swych uczuć wobec własnego męża też nie mogła okazywać publicznie nie
mówiąc o tak niestosownym geście jak objęcie go.
Cesarz, wychowany przez swą wielce apodyktyczną matkę nie mógł wcale
pojąć, czemu Sissi zle się tu czuje.
Matka wychowała go w zupełnym odizolowaniu i zrobiła z niego młodzieńca
świadomego swych obowiązków jako cesarza . Był skrupulatny, uporządkowany,
nieśmiały i skromny.
Wszelkie niedogodności etykiety przyjmował jako nieodłączny element swego
stanowiska i cesarskiej rangi.
Był niezmiernie pracowity, wstawał codziennie o czwartej rano i nie opuszczał
swego gabinetu aż do póznego wieczoru.
W ciągu kilku miesięcy oboje odkryli, jak bardzo się od siebie różnią.
Ale do końca życia naprawdę kochał Sissi, ani na moment nie rezygnując ze swej
roli konserwatywnego i wszechwładnego cesarza.
Stosunki Sissi z ciotką-teściową pogorszyły się bardzo, gdy okazało się że
cesarzowa jest w ciąży. Kontrola nad jej każdym krokiem wzmogła się, zakazano
jej spędzać czas z papugami ( bo dziecko może być podobne do papugi),
zabroniono też by ulubione owczarki niemieckie cesarzowej przebywały jak dotąd
w jej pokojach.
Nakazano natomiast by eksponować jej rosnący brzuch pokazując go narodowi.
Na próżno Sissi szukała wsparcia u swego męża - nie miał dla niej zupełnie czasu,
bowiem całą jego uwagę pochłonęła wojna krymska.
Siedemnastoletnia Sissi urodziła córeczkę - dużą i zdrową.
Na chrzcie dano jej imię Zofia, nie uzgadniając tego z Sissi. Arcyksiężna Zofia
była teraz ciotką- teściową dla Sissi i babką-matką chrzestną dla swej wnuczki.
W następnym roku Sissi urodziła kolejną córkę, która otrzymała imię Gizela.
Młoda cesarzowa promieniała radością z powodu narodzin córek, ale jej mąż
oczekiwał jednak dziecka płci męskiej- wszak należało przedłużyć ród.
I znów w życie małżeńskie Sissi wkroczyła teściowa- uznała nagle swą synową
za zbyt młodą by we właściwy sposób wychowywać swe dzieci i sama się nimi
zajęła, wybierając dla nich mamki i lekarza, zgodnie z własnym "widzi mi się".
Umieściła dzieci tuż obok własnej komnaty,w pokoju pozbawionym okien, by nie
było w nim przeciągów.
A Sissi powiedziała, że ona ma wypełniać obowiązki wobec własnego męża
i narodu a nie tracić czas na wychowanie potomstwa.
Po kilku miesiącach rozłąki z dziećmi, z którymi nigdy nie mogła nawet pięciu
minut pobyć sama, bez towarzystwa nianiek i dam dworu swoich i ciotki,
Sissi zaczęła popadać w depresję.
Wówczas Franciszek Józef po raz pierwszy podważył decyzję swej matki i
dziewczynki wróciły pod opiekę Sissi.
W 1857 roku para cesarska musiała się wybrać w podróż na Węgry, która
miała trwać aż cztery miesiące. Sissi nie chciała na tak długo rozstawać się
z dziećmi i wbrew sprzeciwom teściowej postanowiła zabrać je ze sobą.
Oczywiście w podróż jechał również lekarz dziewczynek, nianie i mamki.
Podróżowali statkiem po Dunaju a kiedy szykowali się do odwiedzenia
węgierskich prowincji, dwuletnią Zofię nagle zaczęła męczyć wysoka
gorączka, biegunka i wymioty.
Lekarz uspokajał Sissi, że to wszystko przez wyrzynanie się kolejnych zębów,
niestety w ciągu następnych dni stan dziecka się pogorszył i po dwunastu
godzinach agonii dziecko zmarło w ramionach Sissi. Na tyfus.
Para cesarska natychmiast przerwała podróż i wróciła do Wiednia , gdzie
w krypcie kapucynów została pochowana maleńka Zofia.
W sierpniu następnego roku cesarzowa urodziła swe kolejne dziecko - syna.
Radość z powodu tych narodzin była niezmierna.
Cesarz, w dowód wdzięczności, podarował swej żonie wspaniały naszyjnik
z trzema sznurami pereł.
A noworodka, który otrzymał imię Rudolf, mianował pułkownikiem wojsk.
Radość panowała nie tylko na dworze- cieszył się też lud, który otrzymał
spore datki. Jak widać metoda Xmamony+ zawsze się spełniała owocując
poparciem dla władzy.
Gdy wszyscy dookoła byli szczęśliwi i radośni, Sissi przeżywała trudne
chwile. Poród był nadspodziewanie ciężki i skomplikowany. Bardzo długo
wracała do sił, a lekarz, z uwagi na jej osłabienie, zabronił by sama karmiła
dziecko.
Podczas tych długich tygodni gdy tak wolno wracała do zdrowia, jej siostry,
za którymi tak bardzo zawsze tęskniła, jedna po drugiej wychodziły za mąż.
Najpierw Helena, odrzucona kiedyś przez cesarza Franciszka Józefa, mając
dwadzieścia cztery lata poślubiła z miłości księcia Maksymiliana Thurn und
Taxis , jednego z najbogatszych i najpotężniejszych w kraju.
Po niej Maria Zofia, zaręczyła się z księciem Franciszkiem II Burbonem,
dziedzicem Królestwa Obojga Sycylii. W styczniu 1859 roku odbył się
ślub per procura. Maria Zofia Bawarska ani nie znała ani nie kochała swego
męża. Poznanie go też jej nie uszczęśliwiło- Franciszek był człowiekiem
słabym i fizycznie i intelektualnie, a Królestwo Obojga Sycylii zostało
w pewnej chwili przyłączone do Włoch i przestało istnieć i małżonkowie
tułali się po świecie.
Cesarz Franciszek Józef nigdy nie rozmawiał z żoną o polityce, ale ona
zdawała sobie sprawę, że niepokoje w prowincjach włoskich i na Węgrzech
mają wpływ na politykę wewnętrzną Austrii.
W roku 1859 gdy Dominia Habsburgów były zagrożone a wątpliwe talenty
strategiczne cesarza ściągnęły na jego wojska straszną i krwawą klęskę,
cesarz wyruszył z Wiednia, by osobiście nadzorować operacje na froncie.
Sissi pod nieobecność męża , podenerwowana i załamana, całkowicie
porzuciła swe oficjalne obowiązki i wiodła bardzo dziwne i niezdrowe życie.
Bardzo mało spała, miewała różne lęki, uprawiała rygorystyczne posty,
całymi godzinami jezdziła konno i na długie godziny zatapiała się w myślach.
Jedyną jej pociechą była korespondencja z mężem- pisywali listy do siebie
codziennie.
I choć cesarz wciąż zapewniał ją o swej wielkiej miłości i błagał by się nie
smuciła i nie zamartwiała, Sissi nadal unikała wszystkich wspólnych posiłków,
kontynuowała swoje głodówki, godzinami galopowała konno.
Nastroje w Austrii były ponure , popularność cesarza malała z dnia na dzień,
Sissi nadal godzinami galopowała konno a nawet ćwiczyła skoki przez
przeszkody, cesarz wciąż pisał do żony listy mające podnieść ją na duchu,
do Austrii napływały tysiące żołnierzy rannych lub chorych dla których
już brakowało miejsc w szpitalach, powstawały lazarety w pałacach, kościołach
i klasztorach. W swym pałacu w Laxenburgu Elżbieta też utworzyła lazaret.
O kolejnych klęskach ponoszonych przez cesarza dowiadywała się z gazet.
Była głęboko przekonana, że winę za wszelkie niepowodzenia cesarza na
niwie polityki międzynarodowej ponosi jej teściowa, która de facto sterowała
synem.
Sissi raz odważyła się udzielić mężowi politycznej rady - żeby jak najszybciej
podpisał pokój z Napoleonem III, by dalej nie wykrwawiać narodu.
Cesarz radę zignorował i wyraził swe niezadowolenie, że Sissi wtrąca się
do polityki.
W końcu i tak Austria podpisała pokój z Francją tracąc Lombardię i na krótko
tylko zachowując Wenecję.
A cesarz Franciszek Józef pod naporem wewnętrznych sił zaaprobował akt
prawny mający być pierwszym krokiem do ustanowienia rządów parlamentarnych
i nadania cesarstwu konstytucji.
Sissi odsunięta od własnych dzieci, niedopuszczona przez męża do spraw
państwowych , zimą 1859 roku przeżyła pierwszy kryzys małżeński.
Tak bardzo kochający ją mąż zaczął mieć dość ciągłych kłótni pomiędzy Sissi
a arcyksiężną, cierpiał z powodu swej klęski a ponadto Sissi zupełnie nie
wywiązywała się ze swych podstawowych obowiązków małżeńskich. Po raz
pierwszy na dworze zaczęto szeptać, że cesarz miewa romanse.
Sytuacja całkiem przerosła Sissi. Nie próbowała dociec ile w tych plotkach
jest prawdy, tylko postanowiła się zabawić.
Wiosną 1860 roku, ona tak stroniąca od wszystkich oficjalnych dworskich
uroczystości, zorganizowała w swoich apartamentach sześć wspaniałych
bali. Na każdy z nich zaprosiła tylko 25 panien i tyluż młodych kawalerów,
wywodzących się z najwyższych sfer, nie zapraszając jednocześnie ich
matek, tak jak nakazywała etykieta, co było wielkim skandalem.
Poza tym Sissi tak zawsze nieśmiała i zamknięta w sobie zaczęła sama
uczęszczać na bale organizowane w domach prywatnych i często wracała
do pałacu dopiero nad ranem.
Cały wiedeński dwór miał o czym rozprawiać- omawiano ze zgorszeniem
jej zamiłowanie do jazdy konnej, do skakania konno przez przeszkody,
o uporze noszenia tak ciasno zawiązanego gorsetu, że aż dostawała zadyszki
i duszności, o jej ciągłych głodówkach, dziwnym zamiłowaniu do psów
i papug, o kupieniu dla swojej córki Marii Walerii małpki, która biegała
swobodnie po salonach.
Ale Sissi nie ustawała w swych "dziwnych" pomysłach.
W swoich apartamentach zainstalowała różne urządzenia gimnastyczne-
kozioł, obręcze i drabinki żeby codziennie godzinami ćwiczyć.
Poprosiła również dżokejkę z wiedeńskiego cyrku, by ta ułożyła jej listę
ćwiczeń pomagających utrzymać ciało w odpowiedniej kondycji i
elastyczności.
Trzy porody w ciągu zaledwie czterech lat, trauma związana ze śmiercią
córeczki, stałe nieporozumienia z teściową i dworskie intrygi oraz troska
o losy siostry Marii, Królowej Obojga Sycylii , rygorystyczne głodówki po
każdej ciąży by jak najszybciej wrócić do nienagannej figury i dość dziwna
dieta, którą stosowała podkopały jej zdrowie.
Często odczuwała zawroty głowy, migreny, nudności i zmęczenie, często
gorączkowała, cierpiała na bezsenność, była apatyczna.
Sissi nie jadała warzyw i owoców, poza pomarańczami. Byłe okresy, gdy jej
jedynym pożywieniem był krwisty befsztyk, ulubionym zaś napojem surowe
mleko.
Czasami objadała się ciastkami, co wnet równoważyła ścisłą głodówką.
Sissi miała 172 cm wzrostu a ważyła zaledwie pięćdziesiąt kilogramów,
a obwód jej talii wynosił zaledwie 46cm.
Przyzwyczajona od dzieciństwa do dalekich wędrówek czuła ciągłą potrzebę
ruchu.
Oderwana nagle od tego wszystkiego co kochała i lubiła, wtłoczona w ramy
etykiety wiedeńskiego dworu męczyła się i fizycznie i psychicznie.
Tuż przed swymi dwudziestymi trzecimi urodzinami była o krok od
całkowitego załamania nerwowego.
c.d.n.
drewniana rzezba
poniedziałek, 3 lipca 2017
niedziela, 2 lipca 2017
Cesarzowa Elżbieta.....
......czyli Sissi.
Zacznę od przedstawienia portretu mojej bohaterki:
Portret ten namalował Franz Xaver Winterhalter
Podejrzewam, że niewielu moich czytelników oglądało film nakręcony w połowie
lat pięćdziesiątych XX wieku o cesarzowej Elżbiecie, zwanej pieszczotliwie Sissi.
W roli głównej wystąpiła Romy Schnaider:
Z tego co pamiętam film był z gatunku lekki, łatwy i przyjemny dla oka,
niestety niewiele miał wspólnego z prawdziwą historią Sissi.
Nocą 24 grudnia 1837 roku, w Monachium, przyszła na świat córka
księcia Maksymiliana Bawarskiego i bardzo urodziwej księżny Ludwiki,
córki króla Maksymiliana I Wittelsbacha.
Rodzice Elżbiety, którą nazywano Lisi lub Sissi żyli z dala od sztywnych reguł
monarszego monachijskiego dworu, najwięcej czasu spędzając w swej letniej
rezydencji, w zamku Possenhofen nad jeziorem Starnberg.
Małżeństwo rodziców Sissi było ze sobą spokrewnione i zawarte głównie
z rozsądku.
Już na samym początku małżeństwa Maksymilian poinformował swą żonę, że
jej nie kocha, co nie przeszkodziło mu w wyegzekwowaniu swych praw
małżeńskich i spłodzeniu dziesięciorga dzieci, którymi zajmowała się stale
księżna Ludwika.
Książę prowadził wielce swobodny styl życia, notorycznie zdradzał swą żonę
czego wcale nie ukrywał, gościł też w swym domu dwie swoje nieślubne
córki, które bardzo kochał.
W gronie jego gości bywali pisarze i artyści a na tych spotkaniach śpiewano,
grano,czytano poezje , prowadzono zażarte dyskusje.
Maksymilian był wielce uzdolnionym i wykształconym człowiekiem, miał
ogromną bibliotekę liczącą prawie trzydzieści tysięcy tomów, z których
większość przeczytał lub przynajmniej przejrzał. Skomponował nawet
pewną ilość utworów muzycznych na cytrę, którą przywiózł z jednej ze
swoich licznych podróży.
Aż do 16 roku życia Sissi żyła swobodnie, jezdziła konno, wędkowała,
często samotnie wędrowała po okolicznych lasach, wspinała się w górach.
Lubiła piwo i bawarskie kiełbaski- jednym słowem prowadziła raczej tryb
życia bogatej wieśniaczki niż córki matki, która nosiła tytuł Jej Królewskiej
Wysokości i Królewskiej Księżniczki Bawarskiej.
Sissi była mało zainteresowana nauką, choć po kryjomu pisała naiwne,
dziecięce wiersze.
Bardzo lubiła rysować, zwłaszcza zwierzęta i drzewa oraz widoczne dalekie
szczyty Alp.
Jej beztroski ojciec, książę Maksymilian dość często podróżował, ale ilekroć
był w domu organizował dzieciom rozrywki - przerywał wówczas lekcje,
chodził z nimi do sadu zbierać owoce, pozwalał wdrapywać się na drzewa,
organizował koncert lub tańce na łące.
Ze swych wszystkich dzieci Maksymilian najbardziej kochał Sissi, którą
nazywał swym "bożonarodzeniowym prezentem".
W tym czasie, gdy Sissi pędziła swobodny i beztroski żywot w domu
rodzinnym, jej siedem lat od niej starszy brat cioteczny, syn rodzonej siostry
jej matki, Franciszek Józef Habsburg, w oddalonym o ponad 400 km od
Monachium Wiedniu, był przygotowywany od małego do roli głowy
cesarskiego domu Habsburgów.
Matka Sissi, księżna Ludwika i jej starsza siostra arcyksiężna Zofia, matka
Franciszka Józefa, snuły plany by starszą córkę Ludwiki, Helenę związać
węzłem małżeńskim z Franciszkiem Józefem.
Latem 1853 roku, arcyksiężna Zofia zaprosiła swą siostrę Ludwikę z córkami
Heleną i Elżbietą do uzdrowiska Bad Ischl, gdzie rodzina cesarska spędzała
wakacje.
Helena była wg arcyksiężnej bardzo dobrą kandydatką na żonę dla jej syna-
piękna, taktowna, dobrze mówiąca po francusku, niezle znająca wielce
skomplikowany ceremoniał dworski.
Sissi w tym czasie przeżywała śmierć pewnego młodego hrabiego, członka
dworu swego ojca. Księżna Ludwika uznała, że podróż dobrze wpłynie
na stan psychiczny Sissi, a tak po cichutku snuła plany, że może młodszy
brat Franciszka Józefa, arcyksiążę Karol Ludwik zainteresuje się jej młodszą
córką.
Podróż była długa i męcząca, matka z córkami były aktualnie w pełnej żałobie
po śmierci ich ukochanej ciotki, a gdy dotarły wreszcie do hotelu w Ischl,
okazało się, że ich bagaż jeszcze nie dotarł.
Franciszek Józef w wielkim napięciu czekał na przyjazd sióstr, bo dobrze
znał ich cel. Dotychczas tylko raz widział swe cioteczne siostry, ale ich nie
pamiętał.
Teraz skonstatował, że Helena jest ładna, elegancka, dystyngowana,
ale jednocześnie chłodna i dumna a jej wyraziste rysy i żałobna kreacja
sprawiały,że wyglądała na starszą.
Za to Sissi, bardziej spontaniczna i dziecinna, z włosami splecionymi w dwa,
bardzo długie warkocze oczarowała go niewymownie.
Nie mógł wprost oderwać od niej oczu, co zauważył jego młodszy brat,
któremu od dawna podobała się Sissi.
A Sissi zupełnie ten wieczór nie przypadł do gustu, była zmęczona , czuła
się cały czas wielce skrępowana i zdenerwowana.
Nastepnego dnia arcyksiążę z samego rana poinformował swą matkę ,że
wybiera Sissi na swą żonę, a nie Helenę.
Po raz pierwszy w życiu, dotąd tak bardzo posłuszny syn, przeciwstawił się
matce. Nie słuchał żadnych argumentów- tylko Sissi albo żadna.
Na wieczornym balu wybrał na swą partnerkę Sissi okazując wszystkim,że to
ona zajęła główne miejsce w jego sercu.
I wszyscy od razu to pojęli - oprócz Sissi.
Po latach, już jako cesarzowa Austrii Sissi wspominała ten okres bez cienia
entuzjazmu i stwierdziła : "Małżeństwo jest instytucją absurdalną.Kobieta
czuje się sprzedana w wieku 15 lat i składa przysięgę, której nie rozumie
i ktrórej pózniej żałuje przez całe trzydzieści lat lub dłużej, ale której nie
może już złamać."
Wprawdzie Sissi urzekła wszystkich, którzy ją poznali, ale u wielu osób ten
związek budził liczne kontrowersje, bowiem narzeczeni byli nie tylko
ciotecznym rodzeństwem, lecz także należeli do tej samej rodziny .
Rodzice narzeczonej również byli blisko spokrewnieni- oboje należeli do
rodziny Wittelsbachów. Była to dynastia, która przez 700 lat panowała w
Bawarii i wydała na świat wielu królów i książąt wielce ekscentrycznych
i szalonych. Dziadek Sissi, książę Pius był garbaty a do tego obłąkany,
król Ludwik II Bawarski i jego brat Otton byli odsunięci od władzy z uwagi
na stan swych umysłów.
Na ślub spokrewnionej pary cesarskiej potrzebna była dyspensa papieża.
W osiem dni po pierwszym spotkaniu Sissi i Franciszka Józefa ogłoszono
oficjalne zaręczyny.
Wiadomość wywołała wielką sensację na dworze wiedeńskim i stała się
zaczątkiem zawiści i niechęci dworu wiedeńskiego do osoby Sissi.
Ostatniego dnia sierpnia Franciszek Józef powrócił do swych obowiązków
w Wiedniu, Sissi z matką i siostrą wyruszyła w podróż do domu.
Najbliższe osiem miesięcy Franciszek Józef bezmiernie tęsknił a Sissi ten
czas musiała poświęcić na bardzo intensywną naukę.
Musiała szybko poprawić mocno zaniedbaną edukację, nauczyć się
włoskiego i francuskiego, poznać historię Austrii i zgłębić tajniki dworskiej
etykiety. Poza tym cały czas musiała mierzyć szykowane w wielkim tempie
nowe stroje, pozować do portretów a do tego ciągle czytać porady swej ciotki
Zofii, przesyłane listami.
W połowie pazdziernika w odwiedziny do narzeczonej przyjechał arcyksiążę.
Młodzi mieli okazję poznać się nieco lepiej w swobodnej atmosferze sielskiego
zamku. Razem jezdzili konno, Sissi pokazywała narzeczonemu swe ulubione
miejsca i chyba był to najszczęśliwszy okres w ich życiu.
c.d.n.
Zacznę od przedstawienia portretu mojej bohaterki:
Portret ten namalował Franz Xaver Winterhalter
Podejrzewam, że niewielu moich czytelników oglądało film nakręcony w połowie
lat pięćdziesiątych XX wieku o cesarzowej Elżbiecie, zwanej pieszczotliwie Sissi.
W roli głównej wystąpiła Romy Schnaider:
Z tego co pamiętam film był z gatunku lekki, łatwy i przyjemny dla oka,
niestety niewiele miał wspólnego z prawdziwą historią Sissi.
Nocą 24 grudnia 1837 roku, w Monachium, przyszła na świat córka
księcia Maksymiliana Bawarskiego i bardzo urodziwej księżny Ludwiki,
córki króla Maksymiliana I Wittelsbacha.
Rodzice Elżbiety, którą nazywano Lisi lub Sissi żyli z dala od sztywnych reguł
monarszego monachijskiego dworu, najwięcej czasu spędzając w swej letniej
rezydencji, w zamku Possenhofen nad jeziorem Starnberg.
Małżeństwo rodziców Sissi było ze sobą spokrewnione i zawarte głównie
z rozsądku.
Już na samym początku małżeństwa Maksymilian poinformował swą żonę, że
jej nie kocha, co nie przeszkodziło mu w wyegzekwowaniu swych praw
małżeńskich i spłodzeniu dziesięciorga dzieci, którymi zajmowała się stale
księżna Ludwika.
Książę prowadził wielce swobodny styl życia, notorycznie zdradzał swą żonę
czego wcale nie ukrywał, gościł też w swym domu dwie swoje nieślubne
córki, które bardzo kochał.
W gronie jego gości bywali pisarze i artyści a na tych spotkaniach śpiewano,
grano,czytano poezje , prowadzono zażarte dyskusje.
Maksymilian był wielce uzdolnionym i wykształconym człowiekiem, miał
ogromną bibliotekę liczącą prawie trzydzieści tysięcy tomów, z których
większość przeczytał lub przynajmniej przejrzał. Skomponował nawet
pewną ilość utworów muzycznych na cytrę, którą przywiózł z jednej ze
swoich licznych podróży.
Aż do 16 roku życia Sissi żyła swobodnie, jezdziła konno, wędkowała,
często samotnie wędrowała po okolicznych lasach, wspinała się w górach.
Lubiła piwo i bawarskie kiełbaski- jednym słowem prowadziła raczej tryb
życia bogatej wieśniaczki niż córki matki, która nosiła tytuł Jej Królewskiej
Wysokości i Królewskiej Księżniczki Bawarskiej.
Sissi była mało zainteresowana nauką, choć po kryjomu pisała naiwne,
dziecięce wiersze.
Bardzo lubiła rysować, zwłaszcza zwierzęta i drzewa oraz widoczne dalekie
szczyty Alp.
Jej beztroski ojciec, książę Maksymilian dość często podróżował, ale ilekroć
był w domu organizował dzieciom rozrywki - przerywał wówczas lekcje,
chodził z nimi do sadu zbierać owoce, pozwalał wdrapywać się na drzewa,
organizował koncert lub tańce na łące.
Ze swych wszystkich dzieci Maksymilian najbardziej kochał Sissi, którą
nazywał swym "bożonarodzeniowym prezentem".
W tym czasie, gdy Sissi pędziła swobodny i beztroski żywot w domu
rodzinnym, jej siedem lat od niej starszy brat cioteczny, syn rodzonej siostry
jej matki, Franciszek Józef Habsburg, w oddalonym o ponad 400 km od
Monachium Wiedniu, był przygotowywany od małego do roli głowy
cesarskiego domu Habsburgów.
Matka Sissi, księżna Ludwika i jej starsza siostra arcyksiężna Zofia, matka
Franciszka Józefa, snuły plany by starszą córkę Ludwiki, Helenę związać
węzłem małżeńskim z Franciszkiem Józefem.
Latem 1853 roku, arcyksiężna Zofia zaprosiła swą siostrę Ludwikę z córkami
Heleną i Elżbietą do uzdrowiska Bad Ischl, gdzie rodzina cesarska spędzała
wakacje.
Helena była wg arcyksiężnej bardzo dobrą kandydatką na żonę dla jej syna-
piękna, taktowna, dobrze mówiąca po francusku, niezle znająca wielce
skomplikowany ceremoniał dworski.
Sissi w tym czasie przeżywała śmierć pewnego młodego hrabiego, członka
dworu swego ojca. Księżna Ludwika uznała, że podróż dobrze wpłynie
na stan psychiczny Sissi, a tak po cichutku snuła plany, że może młodszy
brat Franciszka Józefa, arcyksiążę Karol Ludwik zainteresuje się jej młodszą
córką.
Podróż była długa i męcząca, matka z córkami były aktualnie w pełnej żałobie
po śmierci ich ukochanej ciotki, a gdy dotarły wreszcie do hotelu w Ischl,
okazało się, że ich bagaż jeszcze nie dotarł.
Franciszek Józef w wielkim napięciu czekał na przyjazd sióstr, bo dobrze
znał ich cel. Dotychczas tylko raz widział swe cioteczne siostry, ale ich nie
pamiętał.
Teraz skonstatował, że Helena jest ładna, elegancka, dystyngowana,
ale jednocześnie chłodna i dumna a jej wyraziste rysy i żałobna kreacja
sprawiały,że wyglądała na starszą.
Za to Sissi, bardziej spontaniczna i dziecinna, z włosami splecionymi w dwa,
bardzo długie warkocze oczarowała go niewymownie.
Nie mógł wprost oderwać od niej oczu, co zauważył jego młodszy brat,
któremu od dawna podobała się Sissi.
A Sissi zupełnie ten wieczór nie przypadł do gustu, była zmęczona , czuła
się cały czas wielce skrępowana i zdenerwowana.
Nastepnego dnia arcyksiążę z samego rana poinformował swą matkę ,że
wybiera Sissi na swą żonę, a nie Helenę.
Po raz pierwszy w życiu, dotąd tak bardzo posłuszny syn, przeciwstawił się
matce. Nie słuchał żadnych argumentów- tylko Sissi albo żadna.
Na wieczornym balu wybrał na swą partnerkę Sissi okazując wszystkim,że to
ona zajęła główne miejsce w jego sercu.
I wszyscy od razu to pojęli - oprócz Sissi.
Po latach, już jako cesarzowa Austrii Sissi wspominała ten okres bez cienia
entuzjazmu i stwierdziła : "Małżeństwo jest instytucją absurdalną.Kobieta
czuje się sprzedana w wieku 15 lat i składa przysięgę, której nie rozumie
i ktrórej pózniej żałuje przez całe trzydzieści lat lub dłużej, ale której nie
może już złamać."
Wprawdzie Sissi urzekła wszystkich, którzy ją poznali, ale u wielu osób ten
związek budził liczne kontrowersje, bowiem narzeczeni byli nie tylko
ciotecznym rodzeństwem, lecz także należeli do tej samej rodziny .
Rodzice narzeczonej również byli blisko spokrewnieni- oboje należeli do
rodziny Wittelsbachów. Była to dynastia, która przez 700 lat panowała w
Bawarii i wydała na świat wielu królów i książąt wielce ekscentrycznych
i szalonych. Dziadek Sissi, książę Pius był garbaty a do tego obłąkany,
król Ludwik II Bawarski i jego brat Otton byli odsunięci od władzy z uwagi
na stan swych umysłów.
Na ślub spokrewnionej pary cesarskiej potrzebna była dyspensa papieża.
W osiem dni po pierwszym spotkaniu Sissi i Franciszka Józefa ogłoszono
oficjalne zaręczyny.
Wiadomość wywołała wielką sensację na dworze wiedeńskim i stała się
zaczątkiem zawiści i niechęci dworu wiedeńskiego do osoby Sissi.
Ostatniego dnia sierpnia Franciszek Józef powrócił do swych obowiązków
w Wiedniu, Sissi z matką i siostrą wyruszyła w podróż do domu.
Najbliższe osiem miesięcy Franciszek Józef bezmiernie tęsknił a Sissi ten
czas musiała poświęcić na bardzo intensywną naukę.
Musiała szybko poprawić mocno zaniedbaną edukację, nauczyć się
włoskiego i francuskiego, poznać historię Austrii i zgłębić tajniki dworskiej
etykiety. Poza tym cały czas musiała mierzyć szykowane w wielkim tempie
nowe stroje, pozować do portretów a do tego ciągle czytać porady swej ciotki
Zofii, przesyłane listami.
W połowie pazdziernika w odwiedziny do narzeczonej przyjechał arcyksiążę.
Młodzi mieli okazję poznać się nieco lepiej w swobodnej atmosferze sielskiego
zamku. Razem jezdzili konno, Sissi pokazywała narzeczonemu swe ulubione
miejsca i chyba był to najszczęśliwszy okres w ich życiu.
c.d.n.
czwartek, 29 czerwca 2017
Przykro mi
Odeszła nasza blogowa koleżanka Uleczka.
Wiadomość znalazłam dziś na Jej blogu, napisaną przez starszego syna.
Przygnębiło mnie to - kolejna osoba, która odeszła z naszego blogowego
świata w, miejmy nadzieję, ten lepszy wymiar.
Zbyt pózno rozpoczęła walkę z chorobą- gdy zgłosiła się do lekarza już
nie było żadnego ratunku.
Ale zdążyła jeszcze, ku swej radości, spędzić ze swymi dziecmi i wnukami
swe 80 urodziny, na czym bardzo Jej zależało.
Wiadomość znalazłam dziś na Jej blogu, napisaną przez starszego syna.
Przygnębiło mnie to - kolejna osoba, która odeszła z naszego blogowego
świata w, miejmy nadzieję, ten lepszy wymiar.
Zbyt pózno rozpoczęła walkę z chorobą- gdy zgłosiła się do lekarza już
nie było żadnego ratunku.
Ale zdążyła jeszcze, ku swej radości, spędzić ze swymi dziecmi i wnukami
swe 80 urodziny, na czym bardzo Jej zależało.
poniedziałek, 26 czerwca 2017
Ostatnie podrygi.....
......zwijającej "majdan" ostrygi.
Zaczęłam pakować swoje koralikowe królestwo i w trakcie tegoż pakowania,
zupełnie nie wiem jakim cudem, powstało to co poniżej:
orgia bransoletek:
naszyjnik z kamieniem księżycowym
obróżka z kryształkowym wisiorkiem
i taki zabawny naszyjnik, w turkusowym kolorku.
Zdjęcia robiłam zapewne siłą woli ( mojej własnej, lub aparatu) bo gdy go
włączyłam dawał sygnał że zaraz padnie z powodu niedoładowania.
P.S.
Kliknięcie kursorem w obrazek powiększa go.
Zaczęłam pakować swoje koralikowe królestwo i w trakcie tegoż pakowania,
zupełnie nie wiem jakim cudem, powstało to co poniżej:
orgia bransoletek:
naszyjnik z kamieniem księżycowym
obróżka z kryształkowym wisiorkiem
i taki zabawny naszyjnik, w turkusowym kolorku.
Zdjęcia robiłam zapewne siłą woli ( mojej własnej, lub aparatu) bo gdy go
włączyłam dawał sygnał że zaraz padnie z powodu niedoładowania.
P.S.
Kliknięcie kursorem w obrazek powiększa go.
piątek, 23 czerwca 2017
Mix na weekend
dokładnie po swojemu pomierzyli- tak, żeby potem nie było żadnych" łączników,
sztukówek, dopluwek" itp.
Podobno został już tylko do zrobienia balkon- mam cichą nadzieję, że położą na
nim terakotę, bo betonowa szlichta to mało wesoła podłoga.
No i czekamy na umowę kupna- sprzedaży, która ma być lada moment, który się
jakoś długo"momenci".
Bo taki budynek po całkowitym remoncie zyskał nową wartość i musi mieć otwartą
nową Księgę Wieczystą.
Obejrzałam dziś nowy stolik komputerowy i łazienkowe propozycje. Bez oporów
zaakceptowałam. Mój jest tak szczęśliwy, że zabiera ze sobą swoje meble, że już
się nie wtrąca do umeblowania reszty, na zasadzie "róbta co chceta".
*****
Lubicie lody? Ja bardzo i wcale się tego nie wypieram. I mam przepis na lody,
które nie tuczą, bo zamiast zwykłego pełnotłustego mleka używam mleczko
kokosowe (puszka 400ml, Bio Rish,prod. Tajlandia), zamiast masła olej kokosowy,
a cukier zastępuję erytrytolem. W 100 gramach erytrytolu jest zaledwie 0,2 kcal,
a jego indeks glikemiczny wynosi 0, i zmniejsza wzrost poziomu glukozy we krwi
po jego spożyciu. I nadaje się do wypieków, ma normalny smak cukru, jedyny
mankament - jest nieco drogi.
Olej kokosowy nie tuczy ale za to reguluje trawienie i syci, więc się dłużej nie
czuje głodu.
Można te lody zrobić w maszynce do lodów(jeśli ktoś ma) i można je zrobić przy
pomocy blendera.
A to przepis:
Składniki:
1 puszka mleczka kokosowego,
1/4 szklanki oleju kokosowego,
2 łyżki erytrytolu, lub zwykłego cukru
szczypta soli,
1 ubite jajko,
1 łyżka esencji waniliowej
Wykonanie:
Wymieszać w rondlu mleczko kokosowe z olejem kokosowym, erytrytolem i solą.
Podgrzewać na średnim ogniu, mieszając od czasu do czasu do prawie zagotowania.
Ubić w oddzielnym naczyniu jajko i powoli wlewać do niego około 1/2 szklanki
gorącej masy z rondla, a potem przelać powoli tę mieszankę do rondla.
Gotować na małym ogniu ciągle mieszając aż do chwili gdy zacznie lekko gęstnieć,
co trwa 2 do 3 minut..
Zdjąć z ognia i odstawić do ostygnięcia.
Wlać masę do maszynki do robienia lodów lub dokładnie zblendować i wstawić
do zamrażalnika.
Jeśli nie mamy maszynki to proces blendowania trzeba powtarzać co godzinę , aż
do uzyskania pożądanej konsystencji.
Mieszanka ma być zimna, ale nie "zamrożona na kość".
Można też do tych lodów dodać szklankę dowolnego soku owocowego, najlepiej
nie słodzonego- dodajemy go gdy zdejmiemy z ognia mieszankę na lody.
Blendowanie mieszanki lodowej napowietrza ją i powoduje, że ma ona bardziej
kremową konsystencję.
Drugim sposobem jest dodanie do podstawowej mieszanki lodowej świeżych lub
mrożonych owoców.
*****
Czy któraś z moich przemiłych czytelniczek marzyła w dzieciństwie o tym by być
królową?
Bycie królową wcale ale to wcale nie jest zabawne i to nie ma znaczenia, czy
jest się samodzielnie rządząca królową, czy tylko żoną króla.
Czytam aktualnie bardzo dobrą książkę "Królowe Przeklęte" autorstwa Cristiny
Morato. Bohaterkami są: Cesarzowa Sissi, Maria Antonina, Krystyna Wazówna,
Eugenia de Montijo, Królowa Wiktoria, Aleksandra Romanow.
Teraz czytam o Krystynie Wazównie.
Jeżeli jesteście szczególnie zainteresowane losami którejś z królowych to po
przeczytaniu książki popełnię post na temat jednej lub dwóch , przez Was
wybranych bohaterek.
Właśnie wspaniale u mnie leje deszcz.
Ale może dwa pierwsze dni wakacji będą lepsze?
Słonka i sympatycznej temperatury wszystkim życzę;)
wtorek, 20 czerwca 2017
Rozważania kuchenne
Stoję przy blacie pod oknem, a za oknem róże popisują się swą urodą..
To jakieś bardzo odporne róże, czują się zadbane od samego mojego wzroku;)
A poniżej widok, jaki będę miała z kuchennego okna TAM:
Ale są i pozytywy - będę wreszcie miała dużą lodówko-zamrażarkę.
Oto ona:
Jak mnie chłop ubije to będzie miał gdzie schować;)
Zdominował mnie temat kuchenny, ponieważ moja obecna kuchnia jest
żałośnie mała.
Wczoraj mi córcia podesłała projekt mojej nowej kuchni - jestem w pełni
usatysfakcjonowana. Z zachwytem dostrzegłam, że będę miała 4 głębokie
i 2 płytkie szuflady długości 80 cm, 2 głębokie i 1płytką szufladę dług. 60 cm,
nad blatem będą 3 szafki, a wyciąg kuchenny ma dookoła półeczkę, na której
można coś jeszcze stawiać.Np. przyprawy.
Kuchenka będzie indukcyjna i już mam do niej, w prezencie, komplet garnków
od producenta kuchenki. Piekarnik będę miała na wysokości blatu.
No i co jeszcze będę miała? Zmywarkę i jednokomorowy zlewozmywak
z tak zwaną odsączarką. To wszystko mieści się wzdłuż jednej ściany.
Po stronie przeciwnej kuchnia ma małą wnękę na stolik śniadaniowy.
Nie mam bladego pojęcia jaki będzie kolor zabudowy, poprosiłam tylko córkę
by nie była to kuchnia w czerwieni lub kolorze musztardowym.
Podłoga kuchni jest "mozaikowa", terakota biało-czarna.
I tak sobie myślę, że ta nowa kuchnia w pełni wynagrodzi mi brak róż tuż
pod oknem kuchennym.
To jakieś bardzo odporne róże, czują się zadbane od samego mojego wzroku;)
A poniżej widok, jaki będę miała z kuchennego okna TAM:
Ale są i pozytywy - będę wreszcie miała dużą lodówko-zamrażarkę.
Oto ona:
Jak mnie chłop ubije to będzie miał gdzie schować;)
Zdominował mnie temat kuchenny, ponieważ moja obecna kuchnia jest
żałośnie mała.
Wczoraj mi córcia podesłała projekt mojej nowej kuchni - jestem w pełni
usatysfakcjonowana. Z zachwytem dostrzegłam, że będę miała 4 głębokie
i 2 płytkie szuflady długości 80 cm, 2 głębokie i 1płytką szufladę dług. 60 cm,
nad blatem będą 3 szafki, a wyciąg kuchenny ma dookoła półeczkę, na której
można coś jeszcze stawiać.Np. przyprawy.
Kuchenka będzie indukcyjna i już mam do niej, w prezencie, komplet garnków
od producenta kuchenki. Piekarnik będę miała na wysokości blatu.
No i co jeszcze będę miała? Zmywarkę i jednokomorowy zlewozmywak
z tak zwaną odsączarką. To wszystko mieści się wzdłuż jednej ściany.
Po stronie przeciwnej kuchnia ma małą wnękę na stolik śniadaniowy.
Nie mam bladego pojęcia jaki będzie kolor zabudowy, poprosiłam tylko córkę
by nie była to kuchnia w czerwieni lub kolorze musztardowym.
Podłoga kuchni jest "mozaikowa", terakota biało-czarna.
I tak sobie myślę, że ta nowa kuchnia w pełni wynagrodzi mi brak róż tuż
pod oknem kuchennym.
sobota, 17 czerwca 2017
Stwierdziłam, że ......
.....już samo myślenie o przeprowadzce jest meczące.
I stresujące i czasochłonne.
Wczoraj pół dnia przeglądałam meble na internecie, a pół dnia straciłam na
wizycie w USC.
Wyczytałam w informacji na stronie owego Urzędu, że opłatę za wydanie
odpisów pożądanych przez nas dokumentów można uiścić na miejscu kartą
płatniczą. Ogromnie mnie to ucieszyło, ale ponieważ nie za bardzo wierzę temu,
co jest w takich informacjach, na wszelki wypadek wzięłam z domu "zwykłe
pieniądze".
Oczywiście pomysł mieliśmy dobry, żeby jechać w taki dzień jak wczoraj, bo nie
było kolejek. Tyle tylko, że oczywiście nie można było zapłacić kartą płatniczą,
bo ustrojstwo było zepsute. Trzeba było zjechać w dół 6 pięter, przewlec się na
pocztę (na szczęście dość blisko) poczekać w niewielkiej kolejce i wrócić do USC
na 6 piętro ( na szczęście winda działała), znów pobrać numerek.
A ponieważ my potrzebujemy odpisów na drukach wielojęzycznych, to za 10 dni
znów musimy ów urząd nawiedzić, by je odebrać. Tak dla Waszej wiadomości-
każdy egzemplarz odpisu kosztuje 22 złote, niezależnie na jakim druku.
Odpisy na drukach wielojęzycznych wykonywane są osobno, nikt nie wpadł na to,
że można przecież zrobić "dokładkę" do posiadanego programu komputerowego.
Jak już wspomniałam, drugą część dnia strawiłam na przeglądaniu stron polskich
i niemieckich w poszukiwaniu pożądanych przeze mnie komód.
A pożądam komódek o głębokości 42+ cm, wszystkie płytsze mnie nie interesują.
I najlepiej by były dwie lub trzy. I w takiej okładzinie, by można do nich dobrać
regał na książki i jakiś stolik "kawowy".
Z tego wszystkiego mniej ważna jest ich okładzina, bo są przeznaczone do pokoju,
który jest urządzany "od nowego". Co do cen - sprawa prosta- im płytsza komoda,
tym tańsza, zarówno u nas jak i za miedzą. Jej długość i wysokość ma mały
wpływ na cenę.
Szalenie mnie ubawiło, bo "odkryłam" dwie rzeczy- za miedzą są sprzedawane
komódki naszych producentów i biorąc pod uwagę cyferki to są one takie same-
tu i tam komódka kosztuje np. 350, tyle tylko, że u nas 350 zł a tam 350 euro.
Niby nic, ale jak się przemnoży zgodnie z kursem złotego to jakoś mniej wesoło
to wygląda.
Najwięcej jest komódek płytkich, takich na 35 - 38 cm. Takie na 35 cm posiadam
od 4 lat i nie ukrywam, że z radością je pozostawiam w Polsce.
Jak na razie znalazłam dwie o głębokości 45 cm, sporo szuflad i szafek. I cena
całkiem przyzwoita.
Przedwczoraj dogadaliśmy się na forum rodzinnym, że zabieramy meble z pokoju
męża, resztę meblujemy sami. Fakt ten tak uradował mego męża, że wszystko co
tylko mu pokażę z mebli na necie - podoba mu się. Oczywiście i to co mnie się
wcale nie podoba:)
Tak się naoglądałam wczoraj tych wszystkich mebli i mebelków, że miałam aż
baardzo dziwny sen- ciągle montowałam (w tym śnie) jakiś obwód elektryczny i
ilekroć połączyłam końcówki - wszystko w zasięgu mego wzroku znikało.
A ja zaczynałam od nowa montaż. Ciekawe, coś wynalazłam, czy może swoiste
ostrzeżenie, że daremne moje wszelkie wysiłki???;)))
No to wracam do przeglądu mebli - muszę jeszcze wypatrzeć (tym razem bardzo
płytką) garderobę do wąskiego przedpokoju i jakiś słupek-regalik do łazienki.
Miłego weekendu Wam życzę;)
I stresujące i czasochłonne.
Wczoraj pół dnia przeglądałam meble na internecie, a pół dnia straciłam na
wizycie w USC.
Wyczytałam w informacji na stronie owego Urzędu, że opłatę za wydanie
odpisów pożądanych przez nas dokumentów można uiścić na miejscu kartą
płatniczą. Ogromnie mnie to ucieszyło, ale ponieważ nie za bardzo wierzę temu,
co jest w takich informacjach, na wszelki wypadek wzięłam z domu "zwykłe
pieniądze".
Oczywiście pomysł mieliśmy dobry, żeby jechać w taki dzień jak wczoraj, bo nie
było kolejek. Tyle tylko, że oczywiście nie można było zapłacić kartą płatniczą,
bo ustrojstwo było zepsute. Trzeba było zjechać w dół 6 pięter, przewlec się na
pocztę (na szczęście dość blisko) poczekać w niewielkiej kolejce i wrócić do USC
na 6 piętro ( na szczęście winda działała), znów pobrać numerek.
A ponieważ my potrzebujemy odpisów na drukach wielojęzycznych, to za 10 dni
znów musimy ów urząd nawiedzić, by je odebrać. Tak dla Waszej wiadomości-
każdy egzemplarz odpisu kosztuje 22 złote, niezależnie na jakim druku.
Odpisy na drukach wielojęzycznych wykonywane są osobno, nikt nie wpadł na to,
że można przecież zrobić "dokładkę" do posiadanego programu komputerowego.
Jak już wspomniałam, drugą część dnia strawiłam na przeglądaniu stron polskich
i niemieckich w poszukiwaniu pożądanych przeze mnie komód.
A pożądam komódek o głębokości 42+ cm, wszystkie płytsze mnie nie interesują.
I najlepiej by były dwie lub trzy. I w takiej okładzinie, by można do nich dobrać
regał na książki i jakiś stolik "kawowy".
Z tego wszystkiego mniej ważna jest ich okładzina, bo są przeznaczone do pokoju,
który jest urządzany "od nowego". Co do cen - sprawa prosta- im płytsza komoda,
tym tańsza, zarówno u nas jak i za miedzą. Jej długość i wysokość ma mały
wpływ na cenę.
Szalenie mnie ubawiło, bo "odkryłam" dwie rzeczy- za miedzą są sprzedawane
komódki naszych producentów i biorąc pod uwagę cyferki to są one takie same-
tu i tam komódka kosztuje np. 350, tyle tylko, że u nas 350 zł a tam 350 euro.
Niby nic, ale jak się przemnoży zgodnie z kursem złotego to jakoś mniej wesoło
to wygląda.
Najwięcej jest komódek płytkich, takich na 35 - 38 cm. Takie na 35 cm posiadam
od 4 lat i nie ukrywam, że z radością je pozostawiam w Polsce.
Jak na razie znalazłam dwie o głębokości 45 cm, sporo szuflad i szafek. I cena
całkiem przyzwoita.
Przedwczoraj dogadaliśmy się na forum rodzinnym, że zabieramy meble z pokoju
męża, resztę meblujemy sami. Fakt ten tak uradował mego męża, że wszystko co
tylko mu pokażę z mebli na necie - podoba mu się. Oczywiście i to co mnie się
wcale nie podoba:)
Tak się naoglądałam wczoraj tych wszystkich mebli i mebelków, że miałam aż
baardzo dziwny sen- ciągle montowałam (w tym śnie) jakiś obwód elektryczny i
ilekroć połączyłam końcówki - wszystko w zasięgu mego wzroku znikało.
A ja zaczynałam od nowa montaż. Ciekawe, coś wynalazłam, czy może swoiste
ostrzeżenie, że daremne moje wszelkie wysiłki???;)))
No to wracam do przeglądu mebli - muszę jeszcze wypatrzeć (tym razem bardzo
płytką) garderobę do wąskiego przedpokoju i jakiś słupek-regalik do łazienki.
Miłego weekendu Wam życzę;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


