drewniana rzezba

drewniana rzezba

środa, 9 listopada 2016

Na wyciszenie











Jak to dobrze, że obiecałam komuś naszyjnik i bransoletkę.
Przynajmniej zajęłam myśli czymś innym niż meczącą nas rzeczywistością.
Wisiorek można  zdjąć i jest wtedy pewna odmiana.
Naszyjnik i bransoletka są zrobione  z koralików toho nr 11, a wisiorek
z koralików toho 15.

wtorek, 8 listopada 2016

*****

Marzy mi się wzięcie urlopu od  życia tu i teraz.
Po prostu przestaję rozumieć dzisiejszą rzeczywistość- nie tylko polską.
Nie pojmuję jak można bić niemowlę, jak można nie zająć się kobietą, o której
wiadomo, że czeka ją poród prawdopodobnie martwego dziecka i która rodzi je
na szpitalnej podłodze. A może w tym dziecku tliła się jeszcze iskierka  życia?
I dlaczego, po stwierdzeniu, że  kobieta  ma w łonie nieżywe dziecko nie
rozwiązano natychmiast ciąży? Zygota dla dzisiejszych obrońców życia jest
super ważna  ale dziecko po 8 miesięcznej  ciąży i życie jego matki - już nie.
Stare przysłowie  mówi, że ryba zaczyna się psuć od głowy. Głowy naszego
państwa są niestety mocno popsute i zakażenie postępuje w dół, na szerokie
rzesze społeczeństwa.
Zapraszam wszystkich tu zaglądających do poczytania postów na blogu
www.baluwolanda.blog.onet.pl 
Miłego Wszystkim;)

niedziela, 6 listopada 2016

Mała czarna,........

......czyli samo zdrowie.
Kawa jest napojem, wokół którego narosło całe "stado" mitów, wg których jest
tylko i wyłącznie  paskudną szkodliwą używką.
Ale to tylko wyniki zle prowadzonych obserwacji. By właściwie ocenić dany
produkt i jego wpływ na zdrowie człowieka, trzeba wziąć pod uwagę i inne
spożywane przez niego, oprócz kawy, produkty oraz tryb  życia jaki prowadzi.
Prawidłowo prowadzone badania, które mają określić rzeczywisty wpływ danego
produktu na zdrowie konsumenta powinny brać pod uwagę różne inne czynniki
(w badaniach nazwano je czynnikami zakłócającymi) mające wpływ na zdrowie
obiektu badań.
"Kawiarzy" zaczęto więc dzielić  na grupy, osobno badając każdą grupę.
Badaniom byli poddani palacze papierosów i osoby niepalące, miłośnicy alkoholu
i całkowici abstynenci, ci mięsożerni,stroniący od surówek i zdecydowani
wegetarianie,  ci uprawiający sport i ci prowadzący kanapowy  tryb  życia.
Po wielu, wielu latach prac i sporej ilości wydanych na ten cel pieniędzy ustalono:
kawa nie jest szkodliwą używką.
Co nie znaczy, że nie ma osób, którym kawa nie służy. Tę wiadomość uzyskano
dzięki nowej gałęzi wiedzy, zwanej NUTRIGENOMIKĄ, która bada związki
pomiędzy tym co mamy  zapisane w naszych genach a  wpływem różnych różnych
składników pokarmowych na nasze zdrowie.
Bo nawet to co wg medycyny jest najzdrowsze dla jednych, dla innych już może
takie nie być.
W genach mamy zapisane jaki posiadamy typ enzymów, odpowiadających za
rozkład danego pokarmu do postaci, w której może  zostać wydalony z organizmu.
Te enzymy u jednych pracują szybko  i sprawnie, u innych znacznie wolniej.
Za rozkład 95% kofeiny odpowiada u nas enzym o nazwie CYPIA2. Jeżeli  działa
sprawnie, kofeina szybko  jest wydalana z krwiobiegu, a właściciel takiego dobrze
działającego enzymu może bez obaw wypić filiżankę kawy wieczorem i spokojnie,
bez problemu zaśnie.
Osoby, u których enzym CYPIA2 mało sprawnie działa, w związku z czym kofeina
długo krąży w jego organizmie, odczuwa niemiłe skutki wypicia kawy, jak
rozdrażnienie, niemiłe pobudzenie, czasem bóle brzucha, bóle głowy, mdłości,
długotrwały wzrost ciśnienia krwi.
Na szczęście nasz organizm jest dość mądry i daje nam poznać co nam szkodzi  i
jest spora grupa osób, która omija kawę z daleka, bo im szkodzi.
Pijąc kawę pamiętajmy, że kawa to nie tylko kofeina, a każda filiżanka  tego
napoju zawiera ponad tysiąc różnych czynnych biologicznie substancji.
Czy wiecie, że kawa zawiera również witaminy? Przyznam się szczerze, że o tym
nie miałam pojęcia,a tu okazuje się, że kawa ma sporo witamin z grupy B:
znajdziemy tu B3 czyli kwas nikotynowy, B5- kwas pantotenowy, B2- ryboflawina,
B3-niacyna, B1- tiamina, B4- cholina.
A poza tym kawa jest zródłem polifenoli , które zwalczają wolne rodniki.
Głównym polifenolem w kawie jest kwas chlorogenowy, który ma działanie
przeciwbakteryjne, przeciwutleniajace, przeciwnowotworowe oraz hamuje
utlenianie LDL, a zatem ma działanie ochronne na układ sercowo-naczyniowy.
Podsumowując- z przeprowadzonych badań wynika, że wypijanie od 1 do 4
filizanek kawy prawdziwej, nie tej rozpuszczalnej, to samo zdrowie, pod
warunkiem, że jest to zawsze kawa filtrowana. Filtr zatrzymuje nie tylko "fusy" ale
i pewne niekorzystne w kawie substancje, kafeol i kafestol.
A moja mała czarna na dwie osoby  tak powstaje :
na 1/2 litra wrzątku wrzucam:
3 łyżeczki mielonej kawy,  1 łyżeczkę kakao, szczyptę cynamonu,
3 gozdziki, 4 ziarna kardamonu, 1 łyżeczkę miodu.
Szybko zagotowuję, przepuszczam przez filtr papierowy i gotowe!


środa, 2 listopada 2016

Na cmentarzu, "w dzień.......

...... targowy takie słyszy się rozmowy".
Nie chcę nikogo urazić, ale ten dzień jest  bardziej dniem targowym niż dniem
wspomnień.
Atmosfera w niczym nie przypomina dnia zadumy i smutku. Aż dziw, że nad
cmentarzem nie rozlega się jakaś radosna, hip-hopowa  muzyka.
Ostatnie 100m przed cmentarzem to istna giełda kwiatowa.
Królują chryzantemy we wszystkich gabarytach- od tych drobno kwiatowych
aż po olbrzymie kule.Pomiędzy nimi stoiska ze zniczami - mienią się niemal
wszystkimi kolorami tęczy, różnią się wielkością i oczywiście czasem świecenia.
Niektóre tak przeładowane ozdobami, że aż nie bardzo wiadomo co to za
"ustrojstwo", bo właściwie zupełnie nie kojarzy się ze zniczem. Brakuje tylko
niedużej fontanny.
A bliżej wejścia stoją stoiska ze wzmacniaczami - stosy obwarzanków, małych
i dużych, w pobliżu króluje słodkie paskudztwo biało-różowe,zwane "pańską
skórką" opakowane w kawałki pergaminu, obok leżą paczuszki sezamków.
Dla  amatorów bardziej  wytrawnych przekąsek przygotowano......oscypki.
Te malutkie na jeden kęs i pełno wymiarowe, dla całej rodziny. I tu nowość-
każdy oscypek starannie owinięty folią ochronną. Czuję się niemal jak na
targu w  zimowej stolicy kraju, aż szukam wzrokiem wełnianych swetrów i
skórzanych kierpców.
Główną aleją suną dwa strumienie  ludzi - w głąb cmentarza , dość  śpiesznym
krokiem ci obładowani kwiatami, zniczami , często też wiadrem i szczotką.
W stronę wyjścia, znacznie wolniej, rozglądając się na boki i często przystając
wędrują ci, co swój obowiązek już wypełnili. Często są to grupki "rodzinne", bo
dla wielu osób jest to "doroczne spotkanie rodzinne".
Ci opuszczający cmentarz często przystają przy "obcych" grobach, komentują
wspólnie (często teatralnym szeptem) wiek zmarłego, stopień wypasienia
grobu i ilość kwiatów.
Przy wielu grobach widać rozświergotane grupki.  Romski grób otoczony jest
ciasno odwiedzającymi, na płycie stoi butelka, kieliszki, na serwetkach jakieś
przekąski. Wszyscy zgodnie unoszą kieliszki i spełniają toast- zapewne ku
czci lokatora tej kwatery. Nie wiem za co piją- chyba nie za zdrowie?
Nie mogę się  połapać, mówią po romsku.
Tuż obok, cztery osoby przerzucają się pretensjami- grób mocno zaniedbany,
nikt nie wpadł na pomysł,by go wcześniej uporządkować i teraz  każdy ma o to
pretensje do pozostałych, ale nie do siebie.
W końcu, zdenerwowani i zli, zastawiają grób kwiatami, zapalają znicze i.....
szybciutko opuszczają to miejsce niezgody i zaniedbania.
Bywam raz do roku tylko na dwóch cmentarzach- na dawnym  Cmentarzu
Wojskowym na Powązkach i na małym cmentarzu "obrośniętym" dookoła
osiedlem mieszkaniowym.
I nie  ukrywam,  ale pobyt na cmentarzu wcale a wcale nie przywodzi mi na myśl
tych, którzy odeszli.
Ci Nieobecni są  ze mną właściwie stale, wciąż ich wspominam. A wizyta na
cmentarzu to dla mnie rodzaj kontroli technicznej, czy wszystko jest w porządku,
czy  jakiś zboczeniec nie zdewastował grobu, bo być może dostał zlecenie na
wykonanie krzyża z czarnego marmuru.



poniedziałek, 31 października 2016

A co słychać w Watykanie ???

Jak zapewne wiecie, Stolica Apostolska ma własne  obserwatorium astronomiczne,
a jego pracownicy prowadzą od kilku  lat aktywne poszukiwania pozaziemskich
form życia.
W 2009 roku dyrektor Watykańskiego Obserwatorium Astronomicznego, ojciec
dyrektor Jose Gabriel Funes opublikował artykuł p.t. "Pozaziemianie- moi bracia",
w którym przekonywał czytelników, że przybysze z Kosmosu są takimi samymi
tworami Boga jak my, ludzie.
Zdaniem o. Funesa jeżeli Kosmici istnieją to, wśród nich mogą istnieć osobnicy
bez grzechu pierworodnego.
Zastanawiające jak dla  mnie - a więc może to osobnicy powołani do życia
metodą in vitro???
 Inny z ekspertów watykańskich, ojciec profesor dr Guy Consolomagno
dopuszcza możliwość, że Kosmici mogą być dla nas nie tylko "Braćmi w Rozumie"
ale i także Zbawicielami Ludzkości.
Niedawno w Kalifornii odbyła się konferencja ufologiczna pod hasłem "Kontakt
na pustyni."
Dr Daniel  Sheehan, uczony i ekspert ds. amerykańskiego prawodawstwa i spraw
zagranicznych wygłosił na tej konferencji referat, w którym sugerował, że Kościół
Katolicki planuje w najbliższym czasie ujawnienie relacji o kontaktach z bardzo
wysokorozwiniętą pozaziemską cywilizacją.
Zdaniem prelegenta papież w związku z tym opublikuje encyklikę, w której będzie
mowa o nieuniknionym dołączeniu do galaktycznego stowarzyszenia, co ma
ponoć uratować naszą cywilizację od zniszczenia.
Podobno papież Franciszek uważa, że ujawnienie ludziom takich informacji może
doprowadzić do rozwoju wiedzy i uformowania się nowej religii uzwględniającej
ten fakt.
Watykańscy astronomowie są przekonani, że Kosmici odwiedzają  naszą Ziemię,
co wymaga weryfikacji naszego pojmowania Ewangelii.
Najpierw jednak  należy przygotować ludzkość na przyjęcie tej wiadomości.
Osobiście  już czuję się przygotowana na tę wiadomość.
No to będzie się działo, zwłaszcza w polskim Kościele, w którym niemal każdy
hierarcha  czuje się mądrzejszy i świętszy od  papieża!

                                                            ******
Stolica Apostolska to miejsce wielu sekretów, których najwięcej zawiera Tajne
Archiwum  "Archivum Secretum Apostolicum Vaticanum", do którego nie ma
 wolnego wstępu. W 1610 roku zostało ono wyodrębnione z Biblioteki
Watykańskiej przez papieża Pawła V.
Znajdują się tu dokumenty od czasów Średniowiecza aż do dnia dzisiejszego.
Są tu zapisy z procesów inkwizycyjnych, zapisy z krucjat, obszerny zbiór
literatury okultystycznej, rękopisy i prace słynnych uczonych, listy i rysunki
Michała Anioła, dokumenty sprawy Galileusza i Giordana Bruno, materiały
żródłowe o odłączeniu się od  Kościoła Marcina Lutra, prośba o anulowanie
małżeństwa Henryka VIII i Katarzyny Aragońskiej, ostatni list Marii Stuart,
korespondencja cara Aleksieja Michajłowicza skierowana do papieża
Klemensa VI.
Jestem małostkowa i zazdroszczę wszystkim, którzy mogli te dokumenty
czytać.
                                                     ******
Z technicznego punktu widzenia Archiwum Watykańskie to 650 odrębnych
podgrup zbiorów, które zawierają 35.000 tomów akt i znajdują się na półkach,
których ogólna długość wynosi...85 kilometrów.

Ostatnia wiadomość z Watykanu -  japońskiej firmie NTT Data powierzono
misję cyfryzacji zbiorów kolekcji antycznych i średniowiecznych manuskryptów,
czyli ok. 82.000 rękopisów.
W pierwszej kolejności zostaną elektronicznie przetworzone dokumenty dot.
historii prekolumbijskiej Ameryki, Chin, Japonii, Dalekiego Wschodu,  oraz
zabytki kultury starogreckiej i starorzymskiej.
Pierwszy etap prac pochłonie prawdopodobnie 20 milionów dolarów.
No cóż, zapewne nie  dożyję czasu, gdy wstukując odpowiedni adres "www"
będzie można obejrzeć niektóre zabytki..


Zródło: "Nieznany  Świat" nr 11/2016


czwartek, 27 października 2016

Dobrze, że......

.....nie posiadam broni.
I że  zupełnie nie umiem celnie strzelać. Bo gdyby te dwie rzeczy złożyć razem,
to dziś bym zamordowała  faceta.
A było tak: wyjeżdżamy z krytego parkingu na ulicę  jednokierunkową.
I co z tego, że to ulica jednokierunkowa? Oczywiście nic, bo to Polska właśnie,
więc pod prąd odcinka jednokierunkowego tej ulicy jedzie facecik swoją bryką,
skulony nad kierownicą, wręcz jej uczepiony, ze wzrokiem wbitym w deskę
rozdzielczą.
I co z tego, że ci co jadą prawidłowo błyskają mu światłami i dają sygnały
dzwiękowe - facet ma to tam, gdzie plecy tracą swą szlachetną linię.
Ta ulica jest bardzo dobrze oznakowana,  ruch jednokierunkowy jest tu od
dwudziestu lat, poza tym przy każdym wyjezdzie z parkingu stoi znak nakazu
kierunku jazdy.
I znając rodaków wiem doskonale, że facet dobrze wiedział, że pojedzie 200m
"pod prąd", bo to mu się bardziej opłacało niż objechać w sposób prawidłowy
ten kompleks handlowy.
To takie  tanie cwaniactwo, kompletne lekceważenie wszelkich przepisów jest
bardzo charakterystyczne dla naszej nacji. I zawsze taki cwaniak,a właściwie
cham, na zwróconą uwagę tłumaczy  że: on przecież tylko na moment
zaparkował tam gdzie nie wolno, tylko na 5 minut postawił swą brykę na miejscu
dla inwalidy, on wypił tylko jeden kieliszek wódki i jest trzezwy, (bo normalnie
to on wsiada za kierownicę po półlitrze) a jedzie pod prąd "niechcący".
Już dawno doszłam do wniosku, że żyję tu za karę - zapewne w poprzednim
wcieleniu narozrabiałam.

Zaczyna mi się coroczna gonitwa myśli, czyli co kupić dzieciom małym i dużym
"pod choinkę". Do tego na początku stycznia 8 urodziny starszego, a w lutym
6 urodziny młodszego. "Dużych"  dzieci to się moge zapytać czym  mogłabym
im sprawić  frajdę, ale  z małymi to zawsze problem. Zabawek mają mnóstwo
i prawdę mówiąc nawet się nimi bawią.

W pazdzierniku jak zawsze był w Berlinie Festiwal Światła. A wyglądało to tak:











                                   Tak była oświetlona w tym roku Katedra




poniedziałek, 24 października 2016

Mix

Deszczową  sobotę spędziłam w sklepie meblowym. Okoliczności zmusiły
nas do natychmiastowego zakupu mebla zwanego wersalką.
Po prostu moja wersalka nagle i  niespodziewanie odmówiła współpracy.
"Zaćkała się"  w jednej, jedynej, rozłożonej pozycji. No cóż i tak długo mi
służyła, ale nawet swarzędzka wersalka musi kiedyś  paść.
Pomimo deszczu ruch  był całkiem spory,  tworzyły się korki i powiem
szczerze- nie lubię, bardzo nie lubię jeżdżenia po W-wie w deszczu.
Wersalkę zakupiliśmy w minut pięć i pół, a pięć minut temu ją  przywiezli.
Prezentuje się świetnie, pasuje mi do dywanu a nosi piękną nazwę LAGOS.
Przy okazji przeleciałam się po dziale z wyposażeniem "dodatkowym" czyli
kuchenno-łazienkowym i zakupiłam zgrabną, małą szatkownicę. Mam nadzieję,
że jakoś sobie na niej warzywka do kiszenia poszatkuję.

Kilka dni temu zatelefonowała do mnie  sąsiadka, z którą  mieszkamy tak
zwanie "przez ścianę"- tzn. mamy z nią kilka wspólnych ścian, między innymi
tę na loggii i to już od lat 70' ubiegłego wieku.
Poza tym mówimy sobie po imieniu i kilka różnych akcji już  razem
prowadziłyśmy, np. zakładanie ogródka na trawniku pod oknami od strony ulicy.
Otóż zatelefonowała do mnie z wielkimi pretensjami, że przez moje karmienie
ptaków do niej na loggię przylatują ptaki i jej brudzą.
Tu małe wyjaśnienie - od kilku lat ta sąsiadka ma loggię zabudowaną oszklonymi
przesuwanymi oknami, co wymusza zostawianie niewielkiej szpary, by była
jakaś wymiana powietrza na loggii.
Swe pretensje argumentowała w ten sposób: " twoje ptaki przylatują do mnie, bo
czekają  w kolejce na jedzenie, gdy przy karmniku jest pełno".
Dawno się tak nie uśmiałam, naprawdę.
A  że jestem jednak wredna zapytałam się, czy będzie ptakom nalepiała numerki,
by się któryś nie wepchnął bez kolejki.
Poza tym wyraziłam zdziwienie, że dopiero w tym roku wlatują na jej loggię,
bo ja od  kilku sezonów karmię ptaszory.

Nie wiem czy wiecie, ale  wraca nowe w organizacji polskiej służby zdrowia.
Pacjent już nie będzie teraz pacjentem ale będzie KOSZTEM.
I ten KOSZT należy odsunąć od lekarzy specjalistów , by leczenie było jak
najtańsze. Ma ruszyć coś w rodzaju sprawowania opieki nad pacjentem przez
lekarza rodzinnego. Jest w tym wszystkim tylko jeden problem - tak naprawdę
u nas nie ma prawdziwych lekarzy rodzinnych, czyli lekarzy internistów
z wiedzą niczym omnibus. A to, że jest ich brak udowodnił już teraz program
darmowych leków dla seniorów.
Receptę na darmowy lek dla seniora może wypisać tylko lekarz ze statusem
lekarza rodzinnego, (czyli z odpowiednim dyplomem) a tych można w kraju na
palcach policzyć. To, że w przychodni pacjent wybiera sobie "lekarza rodzinnego"
jest tylko zbitką słów - po prostu wybiera internistę, który z jakichś względów
mu odpowiada - bo jest np. cierpliwy, miły, przystojny i licho wie co jeszcze.
I nie będzie już wolnego wyboru szpitala - wraca rejonizacja, rodem z PRL.
I tu mogę Wam coś podpowiedzieć - postarajcie się rozwiazać swe problemy
zdrowotne jak najprędzej- nowe wejdzie od połowy 2017 roku.
Więcej i dokładniej poczytacie w tygodniku Polityka z 20.X.2016.