......a wróciłam do domu w niedzielę.
A po drodze widziałam :
Bramę Brandenburską w kilku kolorach:
Nie wiem kto to, po prostu wszedł mi w obiektyw
Teraz seria budynków Uniwersytetu
I kilka odsłon Katedry
Wszędzie były tłumy, na szczęście kilka ulic było zamkniętych dla
samochodów prywatnych, za to wjeżdżały olbrzymie autokary
turystyczne.
Ciągle mi ktoś właził w obiektyw i naprawdę trudno było fotografować, ale
jeszcze kilka fotek jest:
To po prawej to budynek Centrum Europejskiego, na którym wyświetlono mapę Europy
A to bracia Humboldtowie
A tu limuzyna moich marzeń - mogłabym zawsze pospać w drodze.
Jak się zapewne domyślacie "załapałam się" na święto światła w Berlinie.
Sporo się nachodziłam , chociaż pojechaliśmy samochodem, bo oświetlone
obiekty były w różnych miejscach i sporo trzeba było się nadreptać.
Dreptało mi się nieźle, zwłaszcza, że zaczęłyśmy z córką od wypicia po małej
szklaneczce "grzańca" a dzieciaki od konsumpcji bułek z czymś w rodzaju
klopsa na ciepło.
Wracaliśmy nieco krążąc po dawnym Berlinie Wschodnim, jako że rzadko
bywamy w tamtych stronach, zwłaszcza nocą. Nocą też mi się Berlin podoba.
No to idę spać.
drewniana rzezba
niedziela, 20 października 2019
piątek, 18 października 2019
Będzie nudnie.....
......bo nic ciekawego się u mnie nie dzieje.
Słońce pracuje, wiatr wieje, 18 stopni w cieniu. Jeśli idzie o mnie to mogłoby tak
być ....aż do wiosny.
Nadchodzi sobota i niedziela, a więc pomyślałam, że zrobię na jeden z tych dni
muffinki z serem pleśniowym i oliwkami.
Składniki:
10 dag sera pleśniowego,
100ml śmietany,
3 jajka,
2 łyżeczki proszku do pieczenia,
4 dag zielonych oliwek,
130 g mąki,
szczypta soli i pieprzu.
Wykonanie:
Odkrawamy skórkę z sera, kroimy go w kostkę, odstawiamy na 1 godzinę.
Dodajemy do sera śmietanę i rozcieramy ser ze śmietaną na gładką masę.
Dodajemy jajka, mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia, pokrojone
w małe kawałki oliwki, sól i pieprz i wszystko mieszamy.
Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni i pieczemy 20 -25 min.
Są smaczne również na drugi dzień , mogą też zastąpić w pracy II śniadanie.
Miłego weekendu Wszystkim życzę!!!
Słońce pracuje, wiatr wieje, 18 stopni w cieniu. Jeśli idzie o mnie to mogłoby tak
być ....aż do wiosny.
Nadchodzi sobota i niedziela, a więc pomyślałam, że zrobię na jeden z tych dni
muffinki z serem pleśniowym i oliwkami.
Składniki:
10 dag sera pleśniowego,
100ml śmietany,
3 jajka,
2 łyżeczki proszku do pieczenia,
4 dag zielonych oliwek,
130 g mąki,
szczypta soli i pieprzu.
Wykonanie:
Odkrawamy skórkę z sera, kroimy go w kostkę, odstawiamy na 1 godzinę.
Dodajemy do sera śmietanę i rozcieramy ser ze śmietaną na gładką masę.
Dodajemy jajka, mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia, pokrojone
w małe kawałki oliwki, sól i pieprz i wszystko mieszamy.
Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni i pieczemy 20 -25 min.
Są smaczne również na drugi dzień , mogą też zastąpić w pracy II śniadanie.
Miłego weekendu Wszystkim życzę!!!
środa, 16 października 2019
I koniec .....
....złotej, ciepłej jesieni?
Wczoraj rano za moim oknem było tak:
a dziś wieje i pada , więc siedzę w domu i buszuję w You Tube.
Oczywiście w poszukiwaniu nowych filmów z moją ulubioną parą argentyńską.
W trakcie poszukiwań znalazłam Roxanę Suarez tańczącą z innym tancerzem-
Javierem Rodrigezem:
Wszystko mnie w tym tańcu zachwyca.
A oprócz tego dotarły filmiki z ostatniego XVII Taipei Tango Festival:
I jak zwykle - oglądajcie na YT i koniecznie na "całym ekranie."
Wczoraj rano za moim oknem było tak:
a dziś wieje i pada , więc siedzę w domu i buszuję w You Tube.
Oczywiście w poszukiwaniu nowych filmów z moją ulubioną parą argentyńską.
W trakcie poszukiwań znalazłam Roxanę Suarez tańczącą z innym tancerzem-
Javierem Rodrigezem:
A oprócz tego dotarły filmiki z ostatniego XVII Taipei Tango Festival:
I jak zwykle - oglądajcie na YT i koniecznie na "całym ekranie."
poniedziałek, 14 października 2019
Dziś jest........
.........Dzień Nauczyciela.
Wiem, to tzw. "święto na gwizdek", bo kiedyś takich dni pracowników różnych
resortów było na pęczki.
Do szkoły to chodziłam niemal w "starożytności", większość nauczycieli zlała
się w mej pamięci w jedną całość "grupy dręczącej uczniów".
Nie mniej do dzis pamietam swoją wychowawczynię z klas I -III w szkole
podstawowej. To dzięki niej do dziś nie robię błędów ortograficznych oraz
gramatycznych, nauczyła mnie pisania wszystkiego tak, by czytajacy nie musiał
się głowić nad tym co ja chciałam powiedzieć.
Gdy chodziłam do podstawówki było nas w klasie 45 do 50 łebków, małych
paskudnych rozrabiaków. Ale nie przypominam sobie, by "nasza pani" na nas
krzyczała. I nigdy żadnego dziecka nie pociągnęła za ucho, nie trzepnęła po
rękach, nie wystawiła za drzwi klasy lub odesłała do kąta.
To była nauczycielka z powołania - kochała wszystkie dzieci i lubiła je uczyć.
Pani Janino - była pani dla nas jak troskliwa matka i teraz za to publicznie
dziękuję.
Szkoda tylko, że w swej karierze uczniowskiej tak mało spotkałam nauczycieli
podobnych do pani.
A wszystkim blogującym nauczycielkom i nauczycielom życzę, by po latach tej
naprawdę ciężkiej pracy ktoś z bardzo dorosłych byłych uczniów wspominał ich
z rozrzewnieniem.
Wiem, to tzw. "święto na gwizdek", bo kiedyś takich dni pracowników różnych
resortów było na pęczki.
Do szkoły to chodziłam niemal w "starożytności", większość nauczycieli zlała
się w mej pamięci w jedną całość "grupy dręczącej uczniów".
Nie mniej do dzis pamietam swoją wychowawczynię z klas I -III w szkole
podstawowej. To dzięki niej do dziś nie robię błędów ortograficznych oraz
gramatycznych, nauczyła mnie pisania wszystkiego tak, by czytajacy nie musiał
się głowić nad tym co ja chciałam powiedzieć.
Gdy chodziłam do podstawówki było nas w klasie 45 do 50 łebków, małych
paskudnych rozrabiaków. Ale nie przypominam sobie, by "nasza pani" na nas
krzyczała. I nigdy żadnego dziecka nie pociągnęła za ucho, nie trzepnęła po
rękach, nie wystawiła za drzwi klasy lub odesłała do kąta.
To była nauczycielka z powołania - kochała wszystkie dzieci i lubiła je uczyć.
Pani Janino - była pani dla nas jak troskliwa matka i teraz za to publicznie
dziękuję.
Szkoda tylko, że w swej karierze uczniowskiej tak mało spotkałam nauczycieli
podobnych do pani.
A wszystkim blogującym nauczycielkom i nauczycielom życzę, by po latach tej
naprawdę ciężkiej pracy ktoś z bardzo dorosłych byłych uczniów wspominał ich
z rozrzewnieniem.
niedziela, 13 października 2019
Mix
Okno jest moje, widok za nim ogólnodostępny a bystry obserwator to
kotka mojej przyjaciółki.
Tu kombinuje jakby wskoczyć na mocno zabałaganioną szafkę
A tu wyraźnie ćwiczy mięśnie brzuszka.
Wybory.
Otóż uprzejmie Wam donoszę (warto zapamiętać ten zwrot, bo być może ,
że nastąpi era częstego używania go , gdy wybory wygra jedynie słuszna partia),
że dziś razem z przyjaciółką wzięłyśmy udział w wyborach do Parlamentu RP.
Na zdjęciu to tylko fragment kolejki oczekujących by wziąć udział w tych
wyborach. Stałyśmy w tej kolejce niemal półtorej godziny, a sam proces
zagłosowania zabrał nam raptem pewnie mniej 10 minut.
Pogoda nam dziś sprawiła niespodziankę - nagle, po kilku całkiem
chłodnych dniach temperatura podskoczyło do 24 stopni , a słońce szalało.
Trochę nas to stanie w kolejce wykończyło, bo w poprzednie dni sporo
chodziłyśmy po mieście.
Niestety teraz zaczęło się chmurzyć i chyba będzie coś padać...
A tu moja ulubiona para, w Regensburgu
No cóż, pogoda się jednak zbiesiła, pada.
Zostawiam Was z Roxaną i Sebastianem, a sama ide z moimi do Greka
na kolację.
czwartek, 3 października 2019
To je ono!
A tu wersja druga, ze słowami, dla tych co lubią i potrafią śpiewać:
Tę piosenkę słyszę średnio/przeciętnie ze 20 razy dziennie, bo jedna
z berlińskich radiostacji która mi służy za kurtynę dźwiękową i zarazem ma
mnie osłuchać z językiem niemieckim ma ją "na stanie" i ostro eksploatuje.
Pogoda u mnie nie zachwyca, deszczy i wieje na przemian, temperatura też
nie rozpieszcza, raptem jest 12 stopni ciepła.
Jak na dzień świateczny, bo to kolejna rocznica Zjednoczenia Niemiec, to
jest dość marnie. A berlińskie dzieciaki już od jutra mają ferie wykopkowe.
Ciekawa jestem czy jeszcze gdzieś na polach ktoś wykopuje ręcznie ziemniaki.
A ja znowu buszuję w różnych papierach. I czasem dokonuję zadziwiających
odkryć. Np. zapomniałam, że to warszawskie mieszkanie jest....tylko moje, bo
je wykupiłam ze Spółdzielni Mieszkaniowej.
Rozstałam się też już z rzeczami osobistymi mego męża - poszły w tzw. dobre
ręce, co mi ulżyło, bo perspektywa wywożenia tego gdzieś na "przemiał"
napawała mnie smutkiem i niesmakiem, zwłaszcza, że były to rzeczy niemal
nowe.
Co jakiś czas idąc ulicą widuję w otwartych pudłach używane rzeczy już
nieprzydatne ich właścicielom - czasem są to książki, czasem ubrania lub
zabawki , niekiedy jakaś elektronika. Okazuje się, że proces przystosowania
rzeczy osobistych do ponownego użytku jest tak drogi, że wręcz nikomu się
nie opłaca- takie rzeczy należy wszak wyprać, wydezyfenkować, wyprasować-
a tu ciągle brak ludzi do pracy.
niedziela, 29 września 2019
A moja ulubiona para.....
......czyli Roxana Suarez i Sebastian Achaval
tak tańczyli wczoraj w Sztokholmie:
Oczywiście polecam obejrzenie na YT w trybie kinowym lub na pełnym ekranie.
Niestety jak na razie nikt nie udostępnił filmów z ich występów w Taipei, co
mnie nieco dziwi.
tak tańczyli wczoraj w Sztokholmie:
Oczywiście polecam obejrzenie na YT w trybie kinowym lub na pełnym ekranie.
Niestety jak na razie nikt nie udostępnił filmów z ich występów w Taipei, co
mnie nieco dziwi.
Subskrybuj:
Posty (Atom)























