drewniana rzezba

drewniana rzezba

środa, 28 stycznia 2015

Rekord

Pobiłam dziś rekord - od chwili mojego wejścia do gabinetu do chwili wyjścia
upłynęło niecałe sześć minut.
W tym czasie  zostałam zdiagnozowana na podstawie jednego szczeknięcia,
pani doktor wypisała mi dwie recepty, w tym jedną na szczepionkę, zostałam
pouczona w kwestii stosowania szczepionki, zdążyłyśmy z panią doktor
wymienić drobne uprzejmości, czyli życzyć sobie wzajemnie miłego dnia.
Gdy wyszłam z gabinetu mój mąż zaniemówił, a potem cichutko zapytał:
"co, wyrzuciła cię?"
Gdy zobaczył dwie wypisane recepty  omal szczęki nie zgubił.
A teraz szczegóły:
diagnoza - "mmm, jak zwykle"
instrukcja dotycząca szczepionki - "wszystko jest w ulotce"
dobra rada - "niech pani poszuka taniej apteki, szczepionka jest pełnopłatna i
                    nie wszystkim pomaga, ale spróbować  warto".
"I to byłoby na tyle" jak mawiał klasyk.

P.S.
Szczepionka starcza na roczną kurację, w zależności od apteki cena waha się
od 100 do 130 zł. Już sprawdziłam. Opinie na forum - jednym pomaga,
innym nie. W najbliższej aptece kosztuje 102 zł.

wtorek, 27 stycznia 2015

Do pooglądania i zachwycania się

Korzystam bezczelnie z zezwolenia  Ataner na skopiowanie  zdjęć i chcę się
z Wami podzielić czymś, co mnie zachwyca,  a czego nie będę z pewnością
mogła oglądać w naturze - no chyba, że w kolejnym wcieleniu.






Poza zachwytami nad zorzą polarną zwróćcie też uwagę na tę ilość gwiazd.
Więcej zdjęć można obejrzeć na blogu Ataner.
Klikając na zdjęcia można je powiększyć.

A zmieniając temat - ponieważ kończą mi się leki a do tego od ponad tygodnia
"coś mi jest", zadzwoniłam dziś do swojej przychodni i doznałam lekkiego szoku -
zostałam zapisana na JUTRO - aż zaniemówiłam, tak mnie to zszokowało.
Gdy odłożyłam słuchawkę telefonu musiałam się upewnić, czy rzeczywiście
jutro jest dzień 28 stycznia.



czwartek, 22 stycznia 2015

Czy można nie lubić.....

.....książek Jonathana Carrolla?
Moja odpowiedz jest prosta - nie można ich nie lubić!!!
Właśnie  zafundowałam sobie kolejne trzy pozycje:
"Białe jabłka", "Kobieta, która wyszła za chmurę" i "Kąpiąc lwa"
Uwielbiam jego książki, razem z córką mamy ich sporo, ale nadal nie mogę upolować
kilku pozycji...
Jak zwykle u tego pisarza w rzeczywistość wplecione są sytuacje "paranormalne".
Ale jednocześnie wszystkie książki są szukaniem odpowiedzi nad sensem życia,
zastanawianiem się nad psychiką człowieka , jego postępowaniem, miłością,
czasem rozpaczą.
Niemal zawsze, gdy kończę czytać którąś z Jego książek muszę odczekać chwilę
by powrócić do rzeczywistości. I wcale to nie jest łatwe.
W jednym ze swoich wywiadów Jonathan Carroll powiedział:.."Jedynym kryterium
bycia pisarzem jest samo lubienie procesu pisania. Bycie wydawanym to zupełnie
co innego. Ja lubię codziennie siadać i pisać. To dla mnie przyjemność, to moja
nagroda.
.... powinieneś robić to, co lubisz. A jeśli to jest pisanie, to czy zostaniesz wydany,
czy nie, jest drugorzędne.
Najważniejsze, to móc codziennie rano powiedzieć, że robisz to, co lubisz".
 Dla mnie słowa Carrola są bardzo ważne, bo ja naprawdę lubię pisać.
Dlaczego lubię pisać, skoro i tak nikt tego nigdy nie wyda?
Może po prostu miło mi widzieć swoje myśli zamienione w ciąg liter???
A jeśli ktoś jest ciekawy o czym piszę, zapraszam na swój drugi blog - wystarczy
"kliknąć" tutaj.


środa, 21 stycznia 2015

Czasami muszę gotować:))))

To całkiem śmieszne, bo lubię gotować, tylko jakoś ostatnio jeść nie lubię i
szkoda mi czasu na gotowanie.
Jednocześnie bardzo nie lubię jeść poza domem- wiadomo- u mnie jak zawsze
same sprzeczności.
A wczoraj zrobiłam kotlety mielone , bezglutenowe.
Składniki:
1/2 kg mielonego mięsa (u mnie chude od szynki)
1 jajko,
1 duże jabłko, champion,
odrobina soli,
odrobina curry
masło klarowane do smażenia.

Wykonanie:
do mielonego mięsa dodajemy obrane i starte na drobnej tarce 1 duże jabłko,
nie renetę,  nie bojkena ale właśnie champion.
Dokładnie mieszamy i dodajemy 1 jajko. Znów dokładnie mieszamy i dodajemy
 sól i curry- soliłam tak jak kromkę chleba z masłem , a więc niedużo.
Na patelni rozgrzewamy klarowane masło, formujemy kotleciki, kładziemy
na gorący tłuszcz i  smażymy z obu stron. Gdy już są z obu stron obsmażone
nakrywamy patelnię pokrywką i na małym ogniu dosmażamy ( a raczej
doduszamy) kotleciki.
I to wszystko. Podałam do nich ryż i sałatkę z rzymskich pomidorów.

Mina mego męża, gdy widział jak do mięsa  dodaję starte jabłko-  bezcenna.

Dotychczas robiłam te mielone z surowymi, startymi pieczarkami, ale tym
razem najzwyczajniej zapomniałam je kupić. Skleroza nie boli. A ile nowych
wrażeń każdego dnia!!
Zapewniam Was, że obie wersje są bardzo smaczne.

wtorek, 20 stycznia 2015

Ogłoszenie "parafialne"

Uwaga, uwaga, nasz blogowa koleżanka Dorota ogłasza Candy
To Candy jest z okazji otwarcia nowego bloga a przedmiotem do  wygrania takie jak
wyżej piękne  serwetki-podstawki.
Zgłoszenia do udziału w Candy  trzeba składać do 31 stycznia.
Dorota zmieniała swój dotychczasowy blog i coś się popsuło i zacięło i w krótkim
czasie z konieczności otworzyła następny blog, ten wymieniony pod zdjęciem.


piątek, 16 stycznia 2015

Mix

Skończyłam wreszcie książkę Hawkinga - nie da się ukryć, że nie można tej
pozycji zaliczyć do łatwych lub porywających lektur.
Przyznaję się, bez bicia, że niektóre strony czytałam po dwa razy- nie dlatego że były
napisane mało zrozumiałym językiem - po prostu były to dla mnie nowe pojęcia i
chcę by mi pozostały w głowie.
Jeżeli ktoś myśli, że fizyka już nie ma nic do odkrycia, to się bardzo myli.
To nauka, w której im  więcej wiemy tym więcej jeszcze musimy się dowiedzieć-
wiem, to brzmi paradoksalnie, ale tak właśnie jest.
Problemem jest jak połączyć ze sobą w logiczną, matematyczną całość nowe
teorie ze starymi. Jak spleść w jedną spójną całość ogólną teorię względności
Einsteina i teorię kwantową Plancka, jak połączyć mechanikę kwantową
z grawitacją.
A najważniejszą rzeczą  jest, by się za bardzo "nie przywiązywać" do świeżutkich
teorii, bo w każdej chwili  może powstać następna, która poprzednią zmiecie.
Nie wiem czy kiedykolwiek w sposób całkowicie pewny będziemy wiedzieć jak
naprawdę powstał Wszechświat,  dlaczego się bezustannie rozszerza, czy i kiedy
nastąpi kres tego zjawiska, czy Wszechświat ma swój początek i koniec i czy jest
tylko jeden Wszechświat czy też może jest ich wiele? Czy kiedy nasz Wszechświat
przestanie się rozszerzać to zacznie się kurczyć do wielkości punktu?
Oczywiście można sobie zadać pytanie- a na co komu taka wiedza, skoro i tak nie
dożyje tych czasów, bo życie ludzkie jest krótkie - no cóż, gdyby nie ludzka
ciekawość nie byłoby żadnego postępu.

Czy zastanawiacie się czasami nad tym  co się dzieje z nami gdy opuszczamy
świat żywych? Skąd  wzięło się przekonanie, że po śmierci , gdy zostawimy za sobą
już zbędną nam cielesną powłokę, nasza  dusza, a może raczej świadomość, trafia
do miejsca, w którym analizowane jest to wszystko, co zrobiliśmy w trakcie życia?
To przekonanie jest wyjątkowo spójne dla niemal wszystkich religii świata, tych
wielkich, monoteistycznych i tych mniej znanych.
Różnice w poglądach na ten temat dotyczą tego co dalej dzieje się z tą świadomością.
Pozostaje gdzieś  na zawsze czy też może powraca na Ziemię w nowym wcieleniu?
A jeśli wraca to ile razy i dlaczego?

Ale to nie jedyny problem, który od lat próbują rozwiązać uczeni wielu dziedzin.
Wciąż nie wiadomo skąd się wzięliśmy na Ziemi, co to za Bóg nas stworzył na
swoje podobieństwo. Dlaczego nadal istnieją odrębne rasy ludzkie? Dlaczego ani
jeden "biały", mieszkając od wieków w Afryce, nie zmienił koloru skóry na czarny?
I dlaczego owi "czarni" nie "wybielili  się" mieszkając od pokoleń w Europie lub
innych, mniej słonecznych okolicach?
I dlaczego w Afryce skóra tubylców też nie jest jednakowej czarnej barwy, ale
oscyluje od brązowej barwy do niemal granatowej czerni?
I dlaczego Europejczyk mieszkający od pokoleń w Azji nie ma żółtej skóry ani
skośnych oczu?
Ile jest prawdy w tym, że to środowisko, w którym od lat żyliśmy i żyjemy kształtuje
nasze cechy budowy i wyglądu ?
I dlaczego, skoro pochodzimy od jednej pary pierwszych ludzi, tak bardzo jesteśmy
zróżnicowani rasowo?
A może jednak tych "pierwszych rodziców" było jednak więcej i pochodzili
z więcej niż jednego zródła?
A może warto jeszcze raz przewertować mity i legendy ludów z całego świata
i przestać uważać je za bajki i brednie? I uważnie jeszcze raz przestudiować
tabliczki Sumerów i stare naskalne rysunki i zinterpretować je zgodnie z obecnym
stanem naszej wiedzy technicznej?
Jak widzicie pytań wiele a satysfakcjonujących odpowiedzi wciąż brak.

A teraz coś bardziej życiowego. Jak wiecie dziergam szydełkiem kamizelkę.
Na razie mam kwadrat 49 x 49 cm i jeszcze sporo pracy przede mną.
A na razie wygląda to tak:
Ciekawe kiedy uda mi się to skończyć.


wtorek, 13 stycznia 2015

W tym roku, w lipcu...

...minie 600 lat od koszmarnej śmierci Jana Husa w Konstancji (Konstanz, Niemcy).
6 lipca 1415 roku Jan Hus został spalony, wielce dokładnie i metodycznie, na stosie.
Tę  śmierć poniósł nie  z rąk  "pogan", ale z rąk  Kościoła Katolickiego, bo Hus był
radykalnym chrześcijaninem, kierującym się w życiu wskazaniami Biblii.
Hus urodził się w Czechach, w  małej wiosce Husinec w pobliżu Prachatic, w rodzinie
woznicy. Gdy miał 30 lat przyjął święcenia kapłańskie, potem był rektorem Kaplicy
Betlejemskiej w centrum Pragi, gdzie propagowano nabożeństwa w języku czeskim a
nie po łacinie, następnie dziekanem a w końcu rektorem praskiego uniwersytetu.
W swych kazaniach Hus żarliwie zwalczał handel odpustami, krytykował kościelny
feudalizm, wielkie majątki księży oraz celibat, który nie był zgodny z naukami biblijnymi.
Przekonywał, że  Kościół powinien być ubogi, a Kościołem jest wspólnota wiernych a nie
papież i kler. Negował również boskie pochodzenie władzy papieży.
Biblię uważał za jedyne kryterium wiary, Kościół zaś jedynie za ciało mistyczne, którego
głową jest Jezus Chrystus.
Głosił też, że prawo do komunii w postaci wina mają nie tylko duchowni ale i cały laikat.
Prawdę wewnętrzną i sumienie oświecone przez Boga stawiał wyżej niż autorytet władzy
świeckiej lub kościelnej.
Tak nowatorskich poglądów nawet dziś Kościół nie jest w stanie przełknąć, a co dopiero
600 lat temu, gdy władza świecka i kościelna były ze sobą w bardzo ścisłym związku.
Na domiar  złego, słowa głoszone przez Jana Husa znajdowały pozytywny odzew  nie
tylko wśród ludu ale i wśród czeskiej szlachty, która   miała nadzieję na majątki, które
 mogłyby zostać odebrane  Kościołowi.
Jesienią 1414 roku, w towarzystwie pięćdziesięciu osób, wśród których byli również
czescy szlachcice, Hus wyruszył na  sobór do Konstancji, gdzie miał tłumaczyć się ze
swoich  "obrazoburczych " nauk.
Hus otrzymał nawet cesarski glejt, który jednak nie zapewnił mu bezpieczeństwa.
Podróż przebiegała dość sprawnie, a Hus w drodze  wygłaszał swoje nauki, gromadząc
tłumy ludzi.
Ale Kościół miał już dosyć Husa i postanowił się go pozbyć i to w spektakularny sposób.
Przez podstawionych fałszywych świadków Hus  został oskarżony o herezje i skazany na
stos.
Stos wzniesiono na przedmieściach Konstancji. Był wielki, sięgał aż do brody skazańca.
Nie wystarczyła Kościołowi sama śmierć Husa - postanowiono  spalić wszystko - tak,
by nie został jakikolwiek  ślad po nim i jego naukach- ani skrawek kości lub ciała, ani
jeden  strzęp z jego odzieży,  by Czesi nie mogli z czegokolwiek uczynić  relikwii.
Nikt wtedy nie przypuszczał, że płomienie stosu w Konstancji staną się zarzewiem
długoletnich wojen husyckich.
W Konstancji na ścianie domu, w którym  przed swą tragiczną śmiercią mieszkał Hus,
jest wbudowana tablica pamiątkowa.
 Dom zaznaczony xxx to ten, w którym mieszkał, teraz jest tam muzeum Jana Husa

A to jest kamień upamiętniający miejsce kazni -  znajduje się ok. 15 minut drogi
od domu, w którym wówczas przebywał.

Byłam kilka lat temu w Konstancji - to piękne miasto nad Jeziorem Bodeńskim.
Przyznam się szczerze, że siedząc na rynku w kawiarnianym ogródku  i pijąc pyszną
kawę, nie kojarzyłam, że właśnie w Konstancji Hus poniósł męczeńską śmierć.


Wiadomości czerpałam z  Forum/1 2015
Zdjęcia z sieci, z prospektu turystycznego