....złotej, ciepłej jesieni?
Wczoraj rano za moim oknem było tak:
a dziś wieje i pada , więc siedzę w domu i buszuję w You Tube.
Oczywiście w poszukiwaniu nowych filmów z moją ulubioną parą argentyńską.
W trakcie poszukiwań znalazłam Roxanę Suarez tańczącą z innym tancerzem-
Javierem Rodrigezem:
Wszystko mnie w tym tańcu zachwyca.
A oprócz tego dotarły filmiki z ostatniego XVII Taipei Tango Festival:
I jak zwykle - oglądajcie na YT i koniecznie na "całym ekranie."
.........Dzień Nauczyciela.
Wiem, to tzw. "święto na gwizdek", bo kiedyś takich dni pracowników różnych
resortów było na pęczki.
Do szkoły to chodziłam niemal w "starożytności", większość nauczycieli zlała
się w mej pamięci w jedną całość "grupy dręczącej uczniów".
Nie mniej do dzis pamietam swoją wychowawczynię z klas I -III w szkole
podstawowej. To dzięki niej do dziś nie robię błędów ortograficznych oraz
gramatycznych, nauczyła mnie pisania wszystkiego tak, by czytajacy nie musiał
się głowić nad tym co ja chciałam powiedzieć.
Gdy chodziłam do podstawówki było nas w klasie 45 do 50 łebków, małych
paskudnych rozrabiaków. Ale nie przypominam sobie, by "nasza pani" na nas
krzyczała. I nigdy żadnego dziecka nie pociągnęła za ucho, nie trzepnęła po
rękach, nie wystawiła za drzwi klasy lub odesłała do kąta.
To była nauczycielka z powołania - kochała wszystkie dzieci i lubiła je uczyć.
Pani Janino - była pani dla nas jak troskliwa matka i teraz za to publicznie
dziękuję.
Szkoda tylko, że w swej karierze uczniowskiej tak mało spotkałam nauczycieli
podobnych do pani.
A wszystkim blogującym nauczycielkom i nauczycielom życzę, by po latach tej
naprawdę ciężkiej pracy ktoś z bardzo dorosłych byłych uczniów wspominał ich
z rozrzewnieniem.
Okno jest moje, widok za nim ogólnodostępny a bystry obserwator to
kotka mojej przyjaciółki.
Tu kombinuje jakby wskoczyć na mocno zabałaganioną szafkę
A tu wyraźnie ćwiczy mięśnie brzuszka.
Wybory.
Otóż uprzejmie Wam donoszę (warto zapamiętać ten zwrot, bo być może ,
że nastąpi era częstego używania go , gdy wybory wygra jedynie słuszna partia),
że dziś razem z przyjaciółką wzięłyśmy udział w wyborach do Parlamentu RP.
Na zdjęciu to tylko fragment kolejki oczekujących by wziąć udział w tych
wyborach. Stałyśmy w tej kolejce niemal półtorej godziny, a sam proces
zagłosowania zabrał nam raptem pewnie mniej 10 minut.
Pogoda nam dziś sprawiła niespodziankę - nagle, po kilku całkiem
chłodnych dniach temperatura podskoczyło do 24 stopni , a słońce szalało.
Trochę nas to stanie w kolejce wykończyło, bo w poprzednie dni sporo
chodziłyśmy po mieście.
Niestety teraz zaczęło się chmurzyć i chyba będzie coś padać...
A tu moja ulubiona para, w Regensburgu
.Tym razem tańczą mało znane tango.
No cóż, pogoda się jednak zbiesiła, pada.
Zostawiam Was z Roxaną i Sebastianem, a sama ide z moimi do Greka
na kolację.
Jakby ktoś nie wiedział, to na wiolonczeli gra Stjepan Hauser
A tu wersja druga, ze słowami, dla tych co lubią i potrafią śpiewać:
Tę piosenkę słyszę średnio/przeciętnie ze 20 razy dziennie, bo jedna
z berlińskich radiostacji która mi służy za kurtynę dźwiękową i zarazem ma
mnie osłuchać z językiem niemieckim ma ją "na stanie" i ostro eksploatuje.
Pogoda u mnie nie zachwyca, deszczy i wieje na przemian, temperatura też
nie rozpieszcza, raptem jest 12 stopni ciepła.
Jak na dzień świateczny, bo to kolejna rocznica Zjednoczenia Niemiec, to
jest dość marnie. A berlińskie dzieciaki już od jutra mają ferie wykopkowe.
Ciekawa jestem czy jeszcze gdzieś na polach ktoś wykopuje ręcznie ziemniaki.
A ja znowu buszuję w różnych papierach. I czasem dokonuję zadziwiających
odkryć. Np. zapomniałam, że to warszawskie mieszkanie jest....tylko moje, bo
je wykupiłam ze Spółdzielni Mieszkaniowej.
Rozstałam się też już z rzeczami osobistymi mego męża - poszły w tzw. dobre
ręce, co mi ulżyło, bo perspektywa wywożenia tego gdzieś na "przemiał"
napawała mnie smutkiem i niesmakiem, zwłaszcza, że były to rzeczy niemal
nowe.
Co jakiś czas idąc ulicą widuję w otwartych pudłach używane rzeczy już
nieprzydatne ich właścicielom - czasem są to książki, czasem ubrania lub
zabawki , niekiedy jakaś elektronika. Okazuje się, że proces przystosowania
rzeczy osobistych do ponownego użytku jest tak drogi, że wręcz nikomu się
nie opłaca- takie rzeczy należy wszak wyprać, wydezyfenkować, wyprasować-
a tu ciągle brak ludzi do pracy.
......czyli Roxana Suarez i Sebastian Achaval
tak tańczyli wczoraj w Sztokholmie:
Oczywiście polecam obejrzenie na YT w trybie kinowym lub na pełnym ekranie.
Niestety jak na razie nikt nie udostępnił filmów z ich występów w Taipei, co
mnie nieco dziwi.
.......choć bardzo się staram wrócić do normalności.
Ale być może trzeba sobie jednak brutalnie powiedzieć, że lepiej nie będzie, bo
moja druga połowa zniknęła i nigdy już jej nie będzie. I nic ani nikt tego nie
zmieni.
Muszę zacząć postępowanie spadkowe - jestem zaskoczona ilością dokumentów
które muszę zgromadzić.
A do tego ja w Berlinie a dokumenty w różnych instytucjach w Warszawie.
Zaczynam się pomału przekopywać przez papierzyska, które pozostawił mąż.
Ponieważ był wielce skrupulatnym człowiekiem to może uda mi się nie robić
wycieczki do Warszawy. Średnio/przeciętnie po 10 minutach przeglądania
tonę we łzach bo powracają wspomnienia.
Co dziwne to nawet te wesołe nie wywołują uśmiechu a doprowadzają do łez.
Papierologia stosowana zawsze się w Polsce miała świetnie, na wszystko
zawsze potrzebny był papierek i obowiązkowo pieczątka.
Bez papierka i pieczątki człowiek nie istniał.
Aż zaczynam się zastanawiać co było gdy goła małpa mieszkała w jaskiniach.
Nie było papierków, nie było pieczątek, a gołe małpy były. Dziwne, prawda?
W ramach odskoczni od papierów zerknęłam dziś na You Tube i wpadł mi
w oko i ucho ten filmik:
Jak widać tango jest dobre do tańczenia nawet w dość zaawansowanej ciąży.
Właściwie to się głupio dziwię - znałam taką, która calutką ciążę jeździła
konno i skakała przez przeszkody, przestała na 2 tygodnie przed porodem.
.....tydzień do tygodnia.
Więc sięgnęłam do swojej play listy i popatrzyłam na swą ulubioną
parę argentyńską - Roxanę Suarez i Sebastiana Achavala.
Od wczoraj tango argentyńskie króluje w Taipei, w końcu miesiąca będzie ich
gościł Sztokholm, w październiku Regensburg, Bazylea, Majorka i Bari,
a w listopadzie Miami i Los Angeles.
Już się nastawiam na nowe doznania artystyczne, mam nadzieję, że nowe
ich filmy trafią wkrótce do sieci.
Poza tym u mnie jak w tytule posta. Na razie usiłuję nauczyć dzieci by jadły
zupy. Starszy wczoraj wzgardził moją grzybową, ale młodszy stwierdził, że
mógłby taką zupę jadać codziennie. No to dziś starszy ma placki kartoflane
z musem jabłkowym, który muszę zaraz iść kupić.
Dzięki temu, że dla nich gotuję to i sama jem obiady, bo tylko dla siebie to
z całą pewnością bym nie gotowała.
Proponuje byście oglądali te filmiki na You Tube- wystarczy jedno klikniecie.