drewniana rzezba

drewniana rzezba

środa, 16 października 2019

I koniec .....

....złotej, ciepłej jesieni?
Wczoraj rano za  moim oknem było tak:


a dziś wieje i pada , więc siedzę w domu i buszuję w You Tube.
Oczywiście w poszukiwaniu nowych filmów z moją ulubioną parą argentyńską.
W trakcie poszukiwań znalazłam  Roxanę Suarez tańczącą z innym tancerzem-
Javierem Rodrigezem:
Wszystko mnie w tym tańcu zachwyca.
A oprócz tego dotarły filmiki z  ostatniego XVII Taipei Tango Festival:





I jak zwykle - oglądajcie na YT i koniecznie na "całym ekranie."

poniedziałek, 14 października 2019

Dziś jest........

.........Dzień Nauczyciela.
Wiem, to tzw.  "święto na gwizdek", bo kiedyś takich dni pracowników różnych
resortów było na pęczki.
Do szkoły to chodziłam  niemal w  "starożytności", większość nauczycieli zlała
się w mej pamięci w jedną całość  "grupy dręczącej uczniów".
Nie mniej do dzis pamietam swoją wychowawczynię z klas I -III w szkole
podstawowej. To dzięki niej do dziś nie robię błędów  ortograficznych oraz
gramatycznych,  nauczyła mnie pisania wszystkiego tak, by czytajacy nie musiał
się głowić nad tym co ja chciałam powiedzieć.
Gdy chodziłam do podstawówki było nas w klasie 45 do 50 łebków, małych
paskudnych rozrabiaków. Ale nie przypominam sobie, by "nasza pani" na nas
krzyczała. I nigdy  żadnego dziecka nie pociągnęła za ucho, nie trzepnęła po
rękach, nie wystawiła za drzwi klasy lub odesłała do kąta.
To była nauczycielka  z powołania - kochała wszystkie dzieci i lubiła je uczyć.
Pani Janino - była pani dla nas jak  troskliwa matka i teraz za to publicznie
dziękuję.
Szkoda tylko, że w swej karierze uczniowskiej tak mało spotkałam nauczycieli
podobnych do pani.
A wszystkim blogującym nauczycielkom i nauczycielom życzę, by po latach  tej
naprawdę ciężkiej pracy ktoś z bardzo dorosłych  byłych uczniów wspominał ich
z rozrzewnieniem.












niedziela, 13 października 2019

Mix


Okno jest moje, widok za nim ogólnodostępny a bystry obserwator to
kotka mojej przyjaciółki.

Tu kombinuje jakby wskoczyć na mocno zabałaganioną szafkę

A tu wyraźnie ćwiczy mięśnie brzuszka.

Wybory.
Otóż uprzejmie Wam donoszę (warto zapamiętać ten zwrot, bo być może ,
że nastąpi era częstego używania go , gdy wybory wygra jedynie  słuszna partia),
że dziś razem z przyjaciółką wzięłyśmy udział w wyborach do Parlamentu RP.


Na zdjęciu to tylko fragment kolejki oczekujących by wziąć udział w tych
wyborach. Stałyśmy w tej kolejce niemal półtorej godziny, a sam proces
zagłosowania zabrał nam raptem pewnie mniej 10 minut.
Pogoda  nam dziś sprawiła niespodziankę - nagle, po kilku całkiem
chłodnych dniach temperatura podskoczyło do 24 stopni , a słońce szalało.
Trochę  nas to stanie w kolejce wykończyło, bo w poprzednie dni sporo
chodziłyśmy po mieście.
Niestety teraz zaczęło się chmurzyć i chyba będzie coś padać...

A tu moja ulubiona para, w Regensburgu

.Tym razem tańczą mało znane tango.

No cóż, pogoda się jednak zbiesiła, pada.
Zostawiam Was z Roxaną i Sebastianem, a sama ide z moimi do Greka
na kolację.





czwartek, 3 października 2019

To je ono!

Jakby ktoś nie wiedział, to na wiolonczeli gra Stjepan Hauser

 A tu wersja druga, ze słowami, dla tych co lubią i potrafią śpiewać:


Tę piosenkę słyszę średnio/przeciętnie  ze 20 razy dziennie, bo jedna
z berlińskich radiostacji która mi służy za kurtynę  dźwiękową i zarazem  ma
mnie osłuchać  z językiem niemieckim ma  ją  "na stanie" i ostro eksploatuje.

Pogoda u mnie nie zachwyca, deszczy i wieje na przemian, temperatura  też
nie rozpieszcza, raptem jest 12 stopni ciepła.
Jak na dzień świateczny, bo to kolejna rocznica  Zjednoczenia Niemiec, to
jest dość marnie. A berlińskie dzieciaki już od jutra mają ferie wykopkowe.
Ciekawa jestem czy jeszcze gdzieś na polach ktoś wykopuje ręcznie  ziemniaki.
A  ja znowu buszuję w różnych papierach. I czasem dokonuję zadziwiających
odkryć. Np. zapomniałam, że to warszawskie mieszkanie jest....tylko moje, bo
je wykupiłam ze  Spółdzielni Mieszkaniowej.
Rozstałam się  też już z rzeczami osobistymi mego męża - poszły w tzw. dobre
ręce, co mi ulżyło, bo perspektywa wywożenia tego gdzieś na "przemiał"
napawała mnie smutkiem i niesmakiem, zwłaszcza, że były to rzeczy niemal
nowe.
Co jakiś czas idąc ulicą widuję w otwartych pudłach używane rzeczy już
nieprzydatne ich właścicielom - czasem są to książki,  czasem ubrania lub
zabawki , niekiedy jakaś elektronika. Okazuje się, że proces przystosowania
rzeczy osobistych do ponownego użytku jest tak drogi, że wręcz nikomu się
nie opłaca- takie rzeczy  należy wszak wyprać, wydezyfenkować, wyprasować-
a tu ciągle  brak ludzi do pracy.




niedziela, 29 września 2019

A moja ulubiona para.....

......czyli Roxana Suarez i Sebastian Achaval
tak tańczyli wczoraj w Sztokholmie:








Oczywiście polecam obejrzenie na YT w  trybie kinowym lub na pełnym ekranie.
Niestety jak na razie nikt nie udostępnił  filmów z ich występów w Taipei, co
mnie nieco dziwi.


środa, 25 września 2019

Jest mi źle.......

.......choć bardzo się staram wrócić do normalności.
Ale  być może trzeba sobie jednak brutalnie powiedzieć, że lepiej nie będzie, bo
moja druga połowa zniknęła i nigdy już jej nie będzie. I nic ani nikt tego nie
zmieni.
Muszę zacząć postępowanie spadkowe - jestem zaskoczona ilością dokumentów
które muszę zgromadzić.
A do tego ja w Berlinie a dokumenty w różnych instytucjach w Warszawie.
Zaczynam się pomału przekopywać przez papierzyska, które pozostawił mąż.
Ponieważ był wielce skrupulatnym człowiekiem to może uda mi się nie robić
wycieczki do Warszawy. Średnio/przeciętnie po 10 minutach przeglądania
tonę we łzach bo powracają wspomnienia.
Co dziwne to nawet te wesołe nie wywołują uśmiechu a doprowadzają do łez.
Papierologia stosowana zawsze się w Polsce miała świetnie, na wszystko
zawsze potrzebny był papierek i obowiązkowo pieczątka.
Bez papierka i pieczątki człowiek nie istniał.
Aż zaczynam się zastanawiać co było gdy goła małpa mieszkała w jaskiniach.
Nie było papierków, nie było pieczątek, a gołe małpy były. Dziwne, prawda?
W ramach odskoczni od papierów zerknęłam dziś na You Tube i wpadł mi
w oko i ucho ten filmik:

Jak widać tango jest dobre do tańczenia nawet w dość zaawansowanej ciąży.
Właściwie  to się głupio dziwię - znałam taką, która calutką ciążę jeździła
konno i skakała przez przeszkody, przestała na 2 tygodnie przed porodem.






piątek, 20 września 2019

Dzień podobny do dnia.....

.....tydzień do tygodnia.
Więc sięgnęłam do swojej play listy i popatrzyłam na swą ulubioną
parę argentyńską - Roxanę Suarez i Sebastiana Achavala.




Od wczoraj tango argentyńskie króluje w Taipei, w końcu miesiąca będzie  ich
gościł Sztokholm, w październiku Regensburg, Bazylea,  Majorka i Bari,
a w listopadzie  Miami  i Los Angeles.
Już  się  nastawiam na nowe doznania artystyczne, mam nadzieję, że nowe
ich filmy trafią wkrótce do sieci.
Poza tym u mnie jak w tytule posta. Na razie usiłuję nauczyć dzieci by jadły
zupy. Starszy wczoraj  wzgardził moją grzybową, ale młodszy stwierdził, że
mógłby taką zupę jadać  codziennie. No to dziś starszy ma placki kartoflane
z musem jabłkowym, który muszę zaraz iść kupić.
Dzięki temu, że dla nich gotuję to i sama jem obiady, bo tylko dla siebie to
z całą pewnością bym nie gotowała.
Proponuje byście oglądali te filmiki na You Tube- wystarczy jedno klikniecie.