...........czyli "normalka".
Życzę Wszystkim takich kolorowych, radosnych Świąt
...........czyli "normalka".
...........łazienkę.
Dziś punktualnie co do minuty przybył pan, który miał się zająć moją łazienką. Równiutko o 9 rano zadzwonił u mnie domofon i przybył bardzo miły pan z własną drabiną i różnymi innymi akcesoriami koniecznymi do zalepienia dziury w suficie oraz usunięcia brzydkich zacieków na nim.
Na początku wyglądało to tak- ja nawet małym palcem nie kiwnęłam-wszystko pan konserwator okrywał.
A w trzy godziny później już tak:
I- wyobraźcie sobie, wszystkie pomalowane powierzchnie zostały wysuszone suszarką nim pan remontowiec uznał, że naprawa u mnie jest zakończona.Tu wszyscy ci, co robią jakiekolwiek prace remontowe mają przemiły zwyczaj sprzątania po sobie łącznie z wyniesieniem śmieci do śmietnika a nie wrzuceniem ich do mego kubełka na śmieci. I nawet mi ten pan umył podłogę - własną, służbową ścierką. I..' jeszcze jeden obyczaj - nawet najbardziej uzależniony od nikotyny palacz nie zapali papierosa w mieszkaniu osoby, u której pracuje. I jeszcze pewien szczegół - nie widziałam tu jeszcze żadnego z pracowników by był w brudnym roboczym ubraniu. Nawet ci co pracuję przy renowacji budynku na rusztowaniach codziennie przychodzą w czyściutkich roboczych ubraniach- a widzę ekipę codziennie, bo pracują po drugiej stronie mojej ulicy.
U mnie zimno, dziś wprawdzie było pogodnie, ale temperatura nie przekraczała 0 stopni. Chyba zima się zaczyna. Niestety- bo muszę jutro wyjść po zakupy. A jak wiecie NIE LUBIĘ ZIMY!!!!!
Miłego dla Was! Święta już tuż, tuż, więc to zamiast bluesa:
......... w mojej łazience wygląda tak:
Aparaturę mierzącą poziom zawilgocenia już zabrano, aparaturę suszącą również, sufit nade mną jest już szczęśliwym trafem suchy. U sąsiadów nade mną nadal aparatura mierzy poziom zawilgocenia i nadal chodzi wiatrak tłoczący powietrze, bo jest u nich zawilgocona ściana w której była ta nieszczęsna nieszczelna rura- powiedzmy sobie szczerze - nieszczelna bo skorodowana. Tak się składa, że w czasie rewitalizacji budynku mieszkanie nad nami było nadal zamieszkane, więc nikt tam rur nie wymieniał, rewitalizowano dokumentnie tylko te mieszkania, które były przeznaczone do wykupu oraz dodano budynkowi ( budynek pięciopiętrowy) windę. Odremontowano zabytkowy hol i teraz są w nim na ścianie zabytkowe płytki:
Oprócz nich hol ma 2 duże kryształowe lustra oraz bardzo ładny żyrandol. Odnowiono też elewację budynku od strony ulicy i budynek wygląda tak jak wtedy, gdy go wybudowano. Przebudowano też mieszkania w dwóch oficynach. Nie ma już mieszkań 5 lub 6 pokojowych, są mieszkania 2 pokojowe, bo na takie mieszkania jest zapotrzebowanie. A budynek powstał na początku XX wieku. Wszystkie te inwestycje były możliwe, bo zgodnie z wytycznymi władz Bank dawał dogodną pożyczkę, jeśli właściciel budynku zgodził się na wyremontowanie budynku uwzględniając renowację starej, pierwotnej elewacji oraz zachowanie wielu zabytkowych elementów. W związku z tym okno w moim pokoju dziennym ma tak lekko biorąc sto lat. Okna po drugiej stronie mieszkania, w kuchni i łazience wychodzące na podwórko są już nowoczesne, ale w sypialni też mam zabytkowe okno, chociaż to okno również jest od podwórka. Drzwi w moim mieszkaniu, zarówno wejściowe jak i wszystkie wewnętrzne też są starutkie. Drzwi wejściowe do mieszkań są jak widać dość okazałe, całe z litego drewna:
Drzwi w mieszkaniu wszystkie wymalowane na kolor biały:
Przy okazji widać jak grube wtedy były (no i są nadal) mury w związku z czym próg mam niebywale szeroki. Nie narzekam na grubość murów zwłaszcza latem, bo mniej się nagrzewają niż "wielka płyta", w której mieszkałam w Warszawie.
A na tym zdjęciu widzicie coś, co mnie niezmiennie denerwuje - w calutkim mieszkaniu są takie listwy przypodłogowe typu "łapacz kurzu", które niestety należy czyścić oddzielnie, specjalną "frędzlowatą" szczotką. Podłogi są z przedwojennych desek , których starczyło im tylko na pokój dzienny i przedpokój, w sypialni są już deski "współczesne". I żeby było śmieszniej, te współczesne deski są niestety dużo gorszej jakości. Przedpokój mam typu "spacerniak", ma 6 metrów długości.
Dziś się dowiedziałam, że panowie od zablindowania dziury i "odrestaurowania " zalanego sufitu będą u mnie w poniedziałek o 9,00 rano. Widać z tego, że będę musiała wstać jeszcze przed wschodem słońca -nie śmiejcie się, w poniedziałek w Berlinie słońce wzejdzie dopiero o 8,14. Dziś raczyło wzejść o 8,11
Wbrew ponurym podejrzeniom, że będziemy mieć kolejne święta w systemie SKYPE, przyjedzie do Berlina i druga babcia. Niemieckie koleje wymyśliły super system - pociąg z Kolonii będzie jechał do Berlina bez zatrzymywania się na stacjach pośrednich. Mogą nim jechać tylko osoby w pełni zaszczepione , oczywiście legitymujące się paszportem covidowym oraz ozdrowieńcy z ujemnym testem. No i chyba po 3 osoby w przedziale.
Z ciekawostek covidowych - w Berlinie oraz kilku innych miastach niemieckich, w galeriach handlowych i na ulicach tam gdzie obowiązuje zasada 2G osoby spełniające te warunki zostaną "wyposażone" w kolorowe opaski na rękę, żeby mogły swobodnie poruszać się po wszystkich sklepach bez ciągłego legitymowania się i sprawdzania kodu. Oczywiście maseczki będą ich nadal obowiązywały. Ludziom bardzo się ten zaproponowany system spodobał.
A na koniec - jak wiecie mamy tu nowy rząd- koalicyjny zresztą. I jeśli wszystko dobrze pójdzie, to za rok będę mogła już załapać się na obywatelstwo niemieckie, bowiem w październiku przyszłego roku minie mi 5 lat ciągłego zameldowania w tym miejscu. A według planów obecnego rządu po pięcioletnim okresie zameldowania w Niemczech można się będzie ubiegać o niemieckie obywatelstwo. No to będę miała dwa obywatelstwa i w razie polexitu nie będę się musiała ubiegać o azyl.
Miłego piątku Wszystkim życzę!
...........czyli nadal nie mogę komentować na blogach Bloggera- ani u siebie ani u innych. Ale na blogach innych platform - mogę.
Chyba nikogo nie zdziwi, że jestem najzwyczajniej w świecie wściekła. Jeśli nadal będzie się ta sytuacja utrzymywać to najzwyczajniej w świecie zlikwiduję blog. Na czorta mi blog jeśli nie mogę odpowiadać na Wasze komentarze?
W sobotę znalazłam w skrzynce listowej pismo z Urzędu Miejskiego, że od 15 grudnia już mogę się szczepić trzeci raz przeciw covidowi. Podano mi adresy trzech olbrzymich centrów szczepień, godziny ich urzędowania , oraz informację, że przysługuje mi do centrum i z centrum szczepienia darmowy przejazd taksówką- wystarczy okazać to pismo. Ale ja już się zaszczepiłam wcześniej.
A dziś rano nadesłano mi mój "paszport covidowy", za który zapłaciłam 9,50€, prezentuje się tak:
Po drugiej stronie są moje dane osobowe i napis, że jestem zaszczepiona 3 razy z 3 szczepień oraz wydruk kodu.
Wygodniejsza jest ta karta niż wyszukiwanie w smartfonie, zwłaszcza gdy się jest w komunikacji miejskiej. A niedługo będę się wywlekać do swojego lekarza rodzinnego, więc nadszedł ten paszporcik w samą porę. A że kosztuje? Wszystko przecież kosztuje, jakoś tu jest bardzo mało darmochy. Do leków też zawsze dopłacam, tak samo jak do rehabilitacji i niektórych badań.
Pogoda u mnie skandaliczna - jest co prawda +6, ale wilgotność powietrza to 94% a teraz to chyba nawet więcej, bo coś mży.
Porobią mi się nieoczekiwane oszczędności - miałam wyekspediować kilka przesyłek (czytaj kartek świątecznych) do dość odległych od Niemiec miejsc, ale gdy dziś przechodziłam obok poczty doznałam szoku - długość kolejki przypominała mi kolejkę do sklepu meblowego w Warszawie, w czasach słuszne minionych - początek lat 70-tych. Dobrze, że chociaż g-mail jeszcze u mnie działa. Takie gigantyczne kolejki na tutejszych pocztach są właściwie stale, bo okazuje się, że tradycyjna poczta jest instytucją deficytową. Dotychczas myślałam, że tylko w Polsce, ale ponoć tak jest w całej Europie. Za to firmy kurierskie zawalone są robotą. Ale oni to tylko paczkami się zajmują, ewentualnie tzw. "listami poleconymi" o wadze do pół kilograma. I pomyśleć, że gdy "osiadłam" tu w 2017 roku najbliższą pocztę miałam zaledwie o 350 metrów od domu, a teraz mam o 3 km. Gdy nadawałam ostatnio list polecony do Warszawy do ZUS, to zapłaciłam za niego jak Cyganowi za zboże - 5,70 €, a przesyłałam jedną kartkę formatu A4.
Pisałam Wam o choince, że ją wypożyczymy - a skądże! Gdy moim pokazano na video czym dysponują to im od razu ekologia z głowy wywietrzała - w niczym to nie przypominało ładnej, regularnej choinki, która była na prospekcie jako wabik. Więc będzie jak co roku choinka z hodowli. Może już nie koniecznie dwumetrowa, może taka nieco ponad metr. A ja wcale nie przewiduję u siebie choinki. Już w ubiegłym roku nie dałam sobie wcisnąć choinki.
Dziś mija mi trzy tygodnie mieszkania do spółki z ustrojstwem osuszającym przestrzeń pomiędzy moim sufitem w łazience a podłogą sąsiadów nade mną. Teoretycznie dziś powinien ktoś się tu pojawić i sprawdzić jak wygląda wilgotność tej przestrzeni. Jak na razie to nikt się tu nie pokazał.
A dziś na poprawę humoru wybrałam:
Miłego nowego tygodnia Wszystkim!
....... nie mogę komentować.
Nawet na poprzednie Wasze komentarze nie zdołałam wszystkim odpowiedzieć. Nie wiem co zrobić.
A teraz spójrzcie:
Tak dziś u mnie wygląda. I nadal pada. Drobniutki śnieżek, ale uparcie od kilku godzin pada. Na szczęście nie ma silnego wiatru. Pod względem wizualnym to nawet jest nieźle, temperatura metr nad podłożem to wynosi -1, na wysokości mojego mieszkania (3 piętro mocno starego budynku) to już tylko 0 stopni.
Patrzę na ten padający śnieżek i........wcale mnie on nie cieszy. Ludzie- ja bardzo, a bardzo nie lubię zimy!!!
Mimo wszystko miłego dnia dla Was. Może w rytmie tanga?
..........zmartwić, bo nadal istnieję , a jednocześnie ucieszyć, że nie piszę, bo jestem maksymalnie wpieniona, mówiąc wytwornie.
Wpienia mnie fakt, że ktoś/coś zablokowało mi możliwość komentowania na blogach będących na platformie bloggera i nawet na moim własnym. I nie mogę komentować ani jako anonimowy ani podając adres URL. Nie zostaje nic innego niż się pochlastać lub - nie pisać. Ale dzięki temu nieco nadgoniłam na moim drugim, grafomańskim blogu. Można na niego wejść klikając w miniaturkę obrazu Klimta, która jest na prawym marginesie tego bloga.
Nie wiem co jest grane. Jedno jest pewne - blog to nie gazeta, gdy coś czytam to chcę to jednak skomentować, tym właśnie się różnią blogi od prasy, że można na nich wymieniać swe poglądy.
Z drugiej strony - nie dzieje się u mnie nic takiego, co by było dla Was ciekawe, choć dla mnie i owszem, bo jednak tu mieszkam. Dziś np. będzie wybierany nowy Kanclerz. Co prawda niby już wiadomo kto nim zostanie, no ale zawsze coś się może w ostatniej minucie zmienić.
Mnie osobiście bardzo się ta inicjatywa podoba, bo prawdę mówiąc rok w rok serce mi się kroi gdy zaraz po świętach widzę te piękne drzewka wyrzucone z domów- spełniły swą rolę, więc idą na śmietnik lub do spalenia w elektrociepłowni. Sztuczne choinki jakoś się tu nie przyjęły, za to zaistniały hodowle pięknych jodełek, bo każdy woli mieć w domu naturalną a nie sztuczną choinkę.
Taki kalendarz adwentowy dostałam wczoraj od dzieci. To "herbaciany" kalendarz, każda z 24 herbatek jest inna. Na opakowaniu każdej z nich podana jest temperatura wody, którą herbatę należy zalać oraz czas parzenia. Dziś rozpoczęłam od herbatki "China Milky Oolong", którą zalewa się wodą o temp. 75-80 stopni C i parzy się ją od 1 do 3 minut. Trochę masakra dla mnie, bo zwykle zapominam o tym, że sobie zrobiłam herbatę i każda dojrzewa zawsze baaaardzo długo. Zwykle za długo.
I uświadomiłam sobie, że czas jakoś szalenie szybko mija i w tym roku będziemy obchodzić już trzecie święta BN bez obecności mego męża. A świadomość tego boli tak samo jak w 2019 roku. I po raz drugi nie przyjedzie do nas teściowa mojej córki i zapewne znów będą święta przy Skype.
Na dziś jest zwołane pilne posiedzenie grupy państw G-7. Ministrowie zdrowia Francji, Japonii, Niemiec, USA, Wielkiej Brytanii, Włoch i Kanady będą naradzali się nad przedsięwzięciem wspólnych działań w związku z nowym , ujawnionym wariantem koronowirusa covid-19, nazwanym Omikron. Wspólnie będą się zastanawiać jakie przedsięwziąć obostrzenia, żeby się paskudztwo nie rozprzestrzeniało po świecie.
Wiadomo już jakie są jego pierwsze objawy, są to : zmęczenie, ból głowy, drapanie w gardle, objawy lekkiego przeziębienia. No i jest równie zakaźny ów Omikron jak i mutant Delta, choć zdaniem pani dr Angelique Coetzee z RPA, która pierwsza go odkryła u swojego pacjenta, jest raczej mniej groźny w sensie powikłań. Pani dr Coetzee przez ostatnie 8 tygodni już nie miała wśród swoich pacjentów ani jednego przypadku covid-19 i dopiero 22.XI trafił się pacjent uskarżający się właśnie na zmęczenie, ból głowy itp. objawy. U niego i jego najbliższej rodziny wykryto koronawirusa i poddano próbkę sekwencjonowaniu. No cóż, powiedziałabym, że miłość koronawirusa covidu do ludzi jest naprawdę ogromna.
Wczoraj była pierwsza niedziela Adwentu. Co prawda trudno by było naszą rodzinę zaliczyć do osób przypisanych do jakiejś określonej religii, ale pewne tradycje podtrzymujemy, bo się nam podobają. Na przykład dekorowanie mieszkania wieńcem adwentowym, spotkanie rodzinne na wspólnym obiedzie lub obiado-kolacji w pierwszą niedzielę Adwentu. Tu mam prośbę - oszczędźcie mi czytania uwag w rodzaju, że nie rozumiecie po co my to robimy - ja się nie wkręcam z uwagami na temat po co chrzcicie dzieci, posyłacie je do komunii itp., po co spotykacie się całą familią przy stole z 13 daniami bożonarodzeniowymi, bo uważam, że macie do takiego działania prawo, to Wasza sprawa, nie moja. I tak z ręką na sercu, ani mnie to grzeje ani ziębi.
Nie wiem czy Was to zaciekawi, ale dodam jeszcze kilka słów na temat wieńca adwentowego. Okrągły kształt symbolizuje nieskończoność, gałązki wiecznie zielonych iglaków są symbolem życia i wspólnoty, 4 świeczki zapalane w kolejne niedziele symbolizują zbliżanie się do prawdziwej światłości, czyli do dnia narodzin Jezusa. Nie szkodzi, że wcale nie narodził się tego właśnie dnia- badania twierdzą, że nastąpiło to kilka miesięcy wcześniej, zapewne w sierpniu. Pierwsza świeca symbolizuje nadzieję, druga pokój, trzecia radość, a czwarta- miłość.
Historia wieńca adwentowego nie jest długa- po raz pierwszy powstał w 1839 roku. Johann Hinrich Wicherna, niemiecki pastor i teolog, prowadził w Hamburgu świetlicę dla sierot. Chcąc umilić dzieciom czas oczekiwania na Boże Narodzenie zawiesił w świetlicy duże koło , w którym osadził 24 świece i każdego dnia zapalał wraz z dziećmi 1 kolejną świecę i przy zapalonych świecach wspólnie odmawiali modlitwy. Z czasem zamiast 24 świec zostały 4, symbolizując niedziele poprzedzające Boże Narodzenie. W niektórych regionach każda ze świec ma inny kolor, ale teraz najczęściej wszystkie są jednego koloru, białe lub czerwone, a wieniec udekorowany jest również szyszkami, bombkami i maleńkimi świecidełkami.
Dobrego nowego tygodnia Wszystkim.