to dobry pomysł? W marcu bieżącego roku pewien młody sprzedawca z Tokio
założył firmę zajmującą się ceremoniami.... rozwodowymi. Firma ma spore
powodzenie, jej właściciel otrzymał już 700 zgłoszeń i zorganizował ponad
dwadzieścia uroczystości. Rozwodzący się małżonkowie przybywający do
Pałacu Rozwodów są odświętnie ubrani, nieco stremowani, otoczeni swymi
przyjaciółmi i rodzinami. Określenie Pałac jest nieco na wyrost, bo tak
naprawdę pomieszczenie jest niewielkie,ozdobione malowidłami ściennymi.
Czekają tu na nich obrączki, młotek, którym wspólnie rozbiją symbol swego
związku oraz księga do której się oboje wpisują. Potem prowadzący tę
uroczystość właściciel, wygłasza krótką mowę,opisującą przyczynę
rozstania , przypomina, że teraz każde z nich może rozpocząć nowe życie.
Na koniec rozwiedzeni małżonkowie rozbijają młotkiem swe obrączki,
zgromadzeni goście kwitują ten czyn oklaskami. Na zakończenie wszyscy
udają się do pobliskiej restauracji - byli małżonkowie siadają przy różnych
stolikach- i wszyscy wznoszą toast zieloną herbatą , po czym spożywają
drugie śniadanie złożone z ryb, skorupiaków i jarzyn z kulką ryżu oraz zupę
miso. Po śniadaniu wyruszają na przejażdżkę osobnymi rikszami, co ma
symbolizować początek ich nowej wędrówki przez życie.
Podobno zdarzyło się ,że dwie pary, już po uroczystości, postanowiły jednak
pozostać razem.
Jestem dziś w zabawowym nastroju, więc jeszcze jedna ciekawostka:
brytyjskie służby specjalne stwierdziły, że zabezpieczenia stosowane obecnie
na lotniskach byłyby zupełnie nieskuteczne, gdyby materiały wybuchowe
ukryto w implantach piersi. Kobiety-terrorystki mogłyby w ten sposób
przemycić niewielką, bo zaledwie 30 gramową ilość pentrytu i spowodować
katastrofę lotniczą. Ciekawa jestem, czy po tym odkryciu kobiety z dużym
biustem będą poddawane jakimś specjalnym kontrolom? A panowie może
powinni wziąć pod uwagę, że nigdy nie wiadomo co może kryć kobiecy biust.
zródło: Forum 27/2010
drewniana rzezba
czwartek, 25 listopada 2010
niedziela, 21 listopada 2010
82. Proponuję......
W ubiegłym roku znalazłam na blogu Obieżyświatki przepis na przepyszny
chlebek daktylowo- orzechowy. Roboty przy nim niewiele, ma jednak pewną
wadę - strasznie szybko znika, taki znikający to chlebek.
Składniki:
140g mąki pszennej wymieszanej z 1 łyżeczką proszku do pieczenia;
1/4 łyżeczki soli, drobnej;
1/2 łyżeczki mielonego imbiru;
225g posiekanych daktyli;
1 łyżeczka sody oczyszczonej;
1 całe jajko;
1 łyżka bardzo miękkiego masła;
150 ml wrzącej wody;
115g posiekanych orzechów (włoskich lub laskowych)
A teraz wykonanie:
Posiekane daktyle wymieszać z sodą, zalać wrzątkiem i na 5 minut
odstawić.Jajko lekko roztrzepać, dodać do daktyli razem z masłem,
mąką zmieszaną z proszkiem i imbirem.Wszystko razem wymieszać
drewniana łyżką, dodać orzechy.
Małą blaszkę, keksówkę (10x 20 cm), wyłożyć pergaminem tak, by wystawał
z każdej strony 2 cm ponad formę, natłuścić go masłem. Włożyć ciasto do
formy. Piec około godziny w temp. 160 stopni. Piec do suchego patyczka.
Robiłam częściej z orzechami włoskimi, bo mi bardziej smakował. Wyczytałam,
że daktyle, choć są b. słodkie, nie podwyższają poziomu cukru we krwi, co
jest ważną wiadomością dla osób z cukrzycą. A chlebek jest idealny do kawusi
zamiast tradycyjnego ciasta i nie jest słodki. I strasznie szybko znika z talerzyka.
Najwięcej pracy wymaga posiekanie na mniejsze kawałki daktyli no i łapki
się przy tym kleją. Reszta pracy przy tym chlebku to przysłowiowy "pikuś".
Smacznego życzę i napiszcie , proszę, jak Wam smakował (możecie przy
okazii komentowania następnych postów).
chlebek daktylowo- orzechowy. Roboty przy nim niewiele, ma jednak pewną
wadę - strasznie szybko znika, taki znikający to chlebek.
Składniki:
140g mąki pszennej wymieszanej z 1 łyżeczką proszku do pieczenia;
1/4 łyżeczki soli, drobnej;
1/2 łyżeczki mielonego imbiru;
225g posiekanych daktyli;
1 łyżeczka sody oczyszczonej;
1 całe jajko;
1 łyżka bardzo miękkiego masła;
150 ml wrzącej wody;
115g posiekanych orzechów (włoskich lub laskowych)
A teraz wykonanie:
Posiekane daktyle wymieszać z sodą, zalać wrzątkiem i na 5 minut
odstawić.Jajko lekko roztrzepać, dodać do daktyli razem z masłem,
mąką zmieszaną z proszkiem i imbirem.Wszystko razem wymieszać
drewniana łyżką, dodać orzechy.
Małą blaszkę, keksówkę (10x 20 cm), wyłożyć pergaminem tak, by wystawał
z każdej strony 2 cm ponad formę, natłuścić go masłem. Włożyć ciasto do
formy. Piec około godziny w temp. 160 stopni. Piec do suchego patyczka.
Robiłam częściej z orzechami włoskimi, bo mi bardziej smakował. Wyczytałam,
że daktyle, choć są b. słodkie, nie podwyższają poziomu cukru we krwi, co
jest ważną wiadomością dla osób z cukrzycą. A chlebek jest idealny do kawusi
zamiast tradycyjnego ciasta i nie jest słodki. I strasznie szybko znika z talerzyka.
Najwięcej pracy wymaga posiekanie na mniejsze kawałki daktyli no i łapki
się przy tym kleją. Reszta pracy przy tym chlebku to przysłowiowy "pikuś".
Smacznego życzę i napiszcie , proszę, jak Wam smakował (możecie przy
okazii komentowania następnych postów).
piątek, 19 listopada 2010
81. Skutki uboczne in vitro
Wszystko ponoć ma skutki uboczne, więc in vitro również. Żeby nie było
niedomówień, to uprzejmie wszystkim donoszę, że jestem "za", bo jest
to niewątpliwie metoda ratująca wiele małżeństw, które pragną dziecka , a
z różnych powodów nie mogą go mieć.
Dyskusje na temat in vitro były są i będą , bo nie każdy może pojąć w czym
rzecz. Jedni uważają, że nie powinno się zastępować Boga , bo powstanie
zarodka jest dziełem bożym, inni z kolei uważają, że dzieci tak poczęte nie
będą pełnowartościowymi ludzmi, że prędzej lub pózniej okaże się, że są
nosicielami jakichś mutacji genetycznych.
In vitro z całą pewnością wymaga dokładnych , wręcz precyzyjnych ustaleń
prawnych, dotyczących samego procesu "technologicznego", sposobu
finansowania oraz ustalenia kto może z tego sposobu zapłodnienia
korzystać.
Właśnie wyczytałam w ostatnim Forum, że w Rosji zapanowała moda na
ojcostwo samotnych mężczyzn. Panowie chcą być ojcami, ale nie mają
chęci być mężami. W porównaniu z nimi samotna kobieta jest w o niebo
lepszej sytuacji - może albo skorzystać z banku spermy, albo sama
wybrać partnera i zajść w ciążę, a potem się z nim rozstać, nie informując
o tym "drobiazgu", czyli ciąży.
Samotny mężczyzna nie ma takich możliwości - musi znalezć kobietę, która
która mu to dziecko urodzi.
W ostatnim czasie w Rosji wyraznie wzrosła cena komórek jajowych a
w klinikach leczących bezpłodność tworzą się kolejki. Jest to wynik wzrostu
ilości bezpłodnych par oraz rozwoju technologii wspomagania reprodukcji.
W Rosji dawstwo komórek jajowych jest legalne, kobiety mogą swe
komórki przekazywać za opłatą.
Do niedawna rosyjskie kliniki leczące niepodłodność metodą in vitro nie
wykonywały tych zabiegów na rzecz samotnych mężczyzn, ponieważ
prawo ogranicza tego typu zabiegi do par małżeńskich. Prawnicy jednak
pogłówkowali i znalezli lukę w przepisach dotyczących leczenia bezpłodności.
Dowiedli,że nie ma tam zakazu zostania ojcem mężczyznom, którzy nie zawarli
związku małżeńskiego.
Obecnie istnieje cała sieć wyspecjalizowanych agencji i klinik, realizująca
reprodukcyjny program dla samotnych mężczyzn. Warunkiem jest znalezienie
dawczyni komórki oraz kobiety, która zostanie "dojrzewalnią" dla dziecka.
Kobieta godząca się na "zastępcze macierzyństwo" nie może być dawczynią
komórki jajowej.
Rosyjscy samotni ojcowie to najczęściej mężczyzni około 40 lat, którzy nigdy
dotąd nie zawarli związku małżeńskiego. Są dobrze wykształceni, przeważnie
mają ukończone dwa fakultety, prowadzą prywatny biznes i mają wysokie
dochody. Motywy decyzji o samotnym ojcostwie są różne- niektórzy są
po traumatycznych przeżyciach wynikających z rozwodu rodziców, inni nie
maja zaufania do kobiet, boja się, że one będa zainteresowane tylko ich
bogatym portfelem. Część z nich uważa, że z racji wieku nie powinni już
szukać partnerki Odmienna orientacja seksualna jest b. rzadko wymienianym
powodem.
W Rosji istnieje 9 milionów niepełnych rodzin, w tym 2,5 miliona stanowią
samotni ojcowie. I liczba samotnych ojców wciąż wzrasta.
Zdaniem psychologów " lepsza niepełna rodzina niż żadna, przecież
właśnie urodzenie się dziecka przekształca samotną jednostkę w podstawową
komórkę społeczną".
Jak dotąd jest czterdziestu sześciu samotnych ojców, którzy skorzystali
z usług zastępczych matek. Większość z nich mieszka w Moskwie, ale
wszyscy utrzymują w tajemnicy sprawę pochodzenia swych dzieci.
niedomówień, to uprzejmie wszystkim donoszę, że jestem "za", bo jest
to niewątpliwie metoda ratująca wiele małżeństw, które pragną dziecka , a
z różnych powodów nie mogą go mieć.
Dyskusje na temat in vitro były są i będą , bo nie każdy może pojąć w czym
rzecz. Jedni uważają, że nie powinno się zastępować Boga , bo powstanie
zarodka jest dziełem bożym, inni z kolei uważają, że dzieci tak poczęte nie
będą pełnowartościowymi ludzmi, że prędzej lub pózniej okaże się, że są
nosicielami jakichś mutacji genetycznych.
In vitro z całą pewnością wymaga dokładnych , wręcz precyzyjnych ustaleń
prawnych, dotyczących samego procesu "technologicznego", sposobu
finansowania oraz ustalenia kto może z tego sposobu zapłodnienia
korzystać.
Właśnie wyczytałam w ostatnim Forum, że w Rosji zapanowała moda na
ojcostwo samotnych mężczyzn. Panowie chcą być ojcami, ale nie mają
chęci być mężami. W porównaniu z nimi samotna kobieta jest w o niebo
lepszej sytuacji - może albo skorzystać z banku spermy, albo sama
wybrać partnera i zajść w ciążę, a potem się z nim rozstać, nie informując
o tym "drobiazgu", czyli ciąży.
Samotny mężczyzna nie ma takich możliwości - musi znalezć kobietę, która
która mu to dziecko urodzi.
W ostatnim czasie w Rosji wyraznie wzrosła cena komórek jajowych a
w klinikach leczących bezpłodność tworzą się kolejki. Jest to wynik wzrostu
ilości bezpłodnych par oraz rozwoju technologii wspomagania reprodukcji.
W Rosji dawstwo komórek jajowych jest legalne, kobiety mogą swe
komórki przekazywać za opłatą.
Do niedawna rosyjskie kliniki leczące niepodłodność metodą in vitro nie
wykonywały tych zabiegów na rzecz samotnych mężczyzn, ponieważ
prawo ogranicza tego typu zabiegi do par małżeńskich. Prawnicy jednak
pogłówkowali i znalezli lukę w przepisach dotyczących leczenia bezpłodności.
Dowiedli,że nie ma tam zakazu zostania ojcem mężczyznom, którzy nie zawarli
związku małżeńskiego.
Obecnie istnieje cała sieć wyspecjalizowanych agencji i klinik, realizująca
reprodukcyjny program dla samotnych mężczyzn. Warunkiem jest znalezienie
dawczyni komórki oraz kobiety, która zostanie "dojrzewalnią" dla dziecka.
Kobieta godząca się na "zastępcze macierzyństwo" nie może być dawczynią
komórki jajowej.
Rosyjscy samotni ojcowie to najczęściej mężczyzni około 40 lat, którzy nigdy
dotąd nie zawarli związku małżeńskiego. Są dobrze wykształceni, przeważnie
mają ukończone dwa fakultety, prowadzą prywatny biznes i mają wysokie
dochody. Motywy decyzji o samotnym ojcostwie są różne- niektórzy są
po traumatycznych przeżyciach wynikających z rozwodu rodziców, inni nie
maja zaufania do kobiet, boja się, że one będa zainteresowane tylko ich
bogatym portfelem. Część z nich uważa, że z racji wieku nie powinni już
szukać partnerki Odmienna orientacja seksualna jest b. rzadko wymienianym
powodem.
W Rosji istnieje 9 milionów niepełnych rodzin, w tym 2,5 miliona stanowią
samotni ojcowie. I liczba samotnych ojców wciąż wzrasta.
Zdaniem psychologów " lepsza niepełna rodzina niż żadna, przecież
właśnie urodzenie się dziecka przekształca samotną jednostkę w podstawową
komórkę społeczną".
Jak dotąd jest czterdziestu sześciu samotnych ojców, którzy skorzystali
z usług zastępczych matek. Większość z nich mieszka w Moskwie, ale
wszyscy utrzymują w tajemnicy sprawę pochodzenia swych dzieci.
poniedziałek, 15 listopada 2010
80. Biedne mamuśki
Czasami zdarza mi się coś zabawnego usłyszeć w komunikacji miejskiej. Nie
podsłuchuję, ale niektóre osoby "nadają" na niezłym wzmocnieniu i myślę, że nie
tylko ja jestem mimowolnym odbiorcą przekazywanych donośnym głosem
treści. Dziś jechałam nowym modelem Solarisa i siedziałam na niższej ławce, a
na wyżej usytuowanej siedziały 2 mamuśki, opowiadające o swoich dorosłych
dzieciach., a brzmiało to tak:
I- " No to kiedy ślub? a zięcia już polubiłaś? no a jacy ci jego rodzice?"
II- "eee, a co tu lubić. Ona jest głupia, że za niego idzie, ale się uparła i nic
do niej nie dociera. A on jest goły i bosy, tylko w tych książkach siedzi.
Filozof i matematyk, wieczny student. Już bym wolała takiego zięcia jak
twój"
I. " No co ty, on chyba studiów nawet nie skończył. A jak mu uroda minie
to do jakiej roboty pójdzie? No, może do czterdziestki polata na wybiegu,
a co potem?"
II. "Ale dom wybudował, mają dwa samochody, nawet kredytu nie brali."
I. "Nie on wybudował, jego rodzice, a samochód dostał od babci, a ten
dla Ali to kupili wspólnie z nami. Wiesz, oni okropnie dużo pieniędzy
wydają, bo starszy chodzi do prywatnego przedszkola i jeszcze mają do
małej niańkę. Mówiłam, że mogę przeciez przychodzic do małej, ale nie
chcą.To pewnie on nie chce, bo wie, co ja o nim i jego pracy myślę.
Głupia ta moja Ala, siedzi w domu, a on pewnie za innymi lata. Tylko
czekam aż ją zostawi z dziećmi"
II. "To Ala w domu siedzi, nie pracuje? Myślałam, że wróciła do pracy"
I. "No chyba wróciła, ale na pół etatu. Wiesz, tak myślę, że my jednak
mamy głupie te córki. Na szczęście mamy tylko po jednej. Wiesz,
chciałabym, by się Miruś wreszcie ożenił, wyprowadził z domu, bo ja
mam już prania mu koszul i prasowania dość. Niech się żeni i niech
mu żona pierze, prasuje, gotuje."
II. "A ma już jakąś pannę? Bo on to już chyba ma 30 lat, prawda?"
I. "Chyba nie ma, no bo kiedy ma mieć jak on pracuje po 12 godzin?
Tak po prawdzie, jak pomyślę o jakiejś siksie to nie wiem, czy on
ma się do czego spieszyć. Zresztą......
I niestety nie wiem co było dalej, bo dojechałam do swego przystanku
i opuściłam autobus. Bardzo mi było żal mamusiek, które zupełnie nie
potrafiły zaakceptować swych zięciów. Jeszcze bardziej mi było żal
tych córek. I tej synowej, która pewnie kiedyś jednak się pojawi.
podsłuchuję, ale niektóre osoby "nadają" na niezłym wzmocnieniu i myślę, że nie
tylko ja jestem mimowolnym odbiorcą przekazywanych donośnym głosem
treści. Dziś jechałam nowym modelem Solarisa i siedziałam na niższej ławce, a
na wyżej usytuowanej siedziały 2 mamuśki, opowiadające o swoich dorosłych
dzieciach., a brzmiało to tak:
I- " No to kiedy ślub? a zięcia już polubiłaś? no a jacy ci jego rodzice?"
II- "eee, a co tu lubić. Ona jest głupia, że za niego idzie, ale się uparła i nic
do niej nie dociera. A on jest goły i bosy, tylko w tych książkach siedzi.
Filozof i matematyk, wieczny student. Już bym wolała takiego zięcia jak
twój"
I. " No co ty, on chyba studiów nawet nie skończył. A jak mu uroda minie
to do jakiej roboty pójdzie? No, może do czterdziestki polata na wybiegu,
a co potem?"
II. "Ale dom wybudował, mają dwa samochody, nawet kredytu nie brali."
I. "Nie on wybudował, jego rodzice, a samochód dostał od babci, a ten
dla Ali to kupili wspólnie z nami. Wiesz, oni okropnie dużo pieniędzy
wydają, bo starszy chodzi do prywatnego przedszkola i jeszcze mają do
małej niańkę. Mówiłam, że mogę przeciez przychodzic do małej, ale nie
chcą.To pewnie on nie chce, bo wie, co ja o nim i jego pracy myślę.
Głupia ta moja Ala, siedzi w domu, a on pewnie za innymi lata. Tylko
czekam aż ją zostawi z dziećmi"
II. "To Ala w domu siedzi, nie pracuje? Myślałam, że wróciła do pracy"
I. "No chyba wróciła, ale na pół etatu. Wiesz, tak myślę, że my jednak
mamy głupie te córki. Na szczęście mamy tylko po jednej. Wiesz,
chciałabym, by się Miruś wreszcie ożenił, wyprowadził z domu, bo ja
mam już prania mu koszul i prasowania dość. Niech się żeni i niech
mu żona pierze, prasuje, gotuje."
II. "A ma już jakąś pannę? Bo on to już chyba ma 30 lat, prawda?"
I. "Chyba nie ma, no bo kiedy ma mieć jak on pracuje po 12 godzin?
Tak po prawdzie, jak pomyślę o jakiejś siksie to nie wiem, czy on
ma się do czego spieszyć. Zresztą......
I niestety nie wiem co było dalej, bo dojechałam do swego przystanku
i opuściłam autobus. Bardzo mi było żal mamusiek, które zupełnie nie
potrafiły zaakceptować swych zięciów. Jeszcze bardziej mi było żal
tych córek. I tej synowej, która pewnie kiedyś jednak się pojawi.
środa, 10 listopada 2010
78. Sekrety wachlarzy.
Podobno wachlarze były znane w Chinach już w XI wieku p.n.e., a służyły
głównie władcom do chłodzenia twarzy.W starożytnym Egipcie wachlarz uchodził
za symbol szczęścia, niebiańskiego spokoju i atrybut majestatu faraona.
Nosicielem wachlarza faraona nie mógł być byle kto - zaszczytu tego mógł
dostąpić jedynie członek królewskiego rodu i wtedy otrzymywał oficjalny tytuł
"nosiciela wachlarza z lewej strony".
W Indiach i Persji prawo chłodzenia się wachlarzem mieli tylko maharadża i szach.
W starożytnej Grecji, Rzymie i na Krecie wachlarze były wykonywane z liści
lub pawich piór, osadzonych na drewnianym lub kościanym trzonku. Młodzi i
urodziwi niewolnicy chłodzili nimi swoich panów. Oprócz tych dużych wachlarzy
istniały również miniaturowe, których używali na co dzień rzymscy modnisie.
W Bizancjum wachlarze nie tylko chłodziły ale i odpędzały dokuczliwe muchy.
Z czasem były wykorzystywane w trakcie obrzędów do odpędzania insektów
od darów dla świętych. Dziś są używane w liturgii Kościoła wschodniego.
Mają formę srebrnego kręgu z wyobrażeniem anioła.
Z Bizancjum trafił do Europy w czasach średniowiecza dzięki najazdom
barbarzyńców.
Pierwsze wzmianki o wachlarzach są już w XIV- wiecznych spisach dobytku.
W XVI wieku dama z wachlarzem była wielce popularnym motywem obrazów.
Wiek XVII to rozkwit półokrągłego, składanego wachlarza.
Ale w Księstwie Moskiewskim używano w tym czasie modelu okrągłego, ze
strusich piór mocowanych na drewnianych, srebrnych lub złotych rączkach.
Matka cara Piotra I miała wachlarz ze strusich piór, a złoty uchwyt był
wysadzany szmaragdami, rubinami i perłami. Wachlarze składane trafiły w
Rosji do użytku dopiero XVIII wieku.
Początek XIX wieku przyniósł modę na maleńkie wachlarze. Były wykonywane
z kości lub rogu, ich elementy były zdobione misternie wyciętym ażurem lub
inkrustowane złotem lub drogimi kamieniami.
Wachlarze podlegały różnym modom a najwięcej wachlarzy wytwarzano we
Francji. Z czasem wachlarze uległy pauperyzacji. Już nie tylko "wyższe sfery"
używały wachlarzy, używały go również mieszczki, kupcowe i bogate chłopki.
Dwudziesty wiek wprowadził nowe materiały do produkcji wachlarzy- były
produkowane z przeróżnych materiałów, takich jak brokat , tiul haft. Nadal
prym wiodła Francja eksportując tysiące wachlarzy do Ameryki, Indii, Rosji.
Kres epoce wachlarzy przyniosła I wojna światowa.
Więcej wyczytacie w Forum 43/2010
głównie władcom do chłodzenia twarzy.W starożytnym Egipcie wachlarz uchodził
za symbol szczęścia, niebiańskiego spokoju i atrybut majestatu faraona.
Nosicielem wachlarza faraona nie mógł być byle kto - zaszczytu tego mógł
"nosiciela wachlarza z lewej strony".
W Indiach i Persji prawo chłodzenia się wachlarzem mieli tylko maharadża i szach.
W starożytnej Grecji, Rzymie i na Krecie wachlarze były wykonywane z liści
lub pawich piór, osadzonych na drewnianym lub kościanym trzonku. Młodzi i
urodziwi niewolnicy chłodzili nimi swoich panów. Oprócz tych dużych wachlarzy
istniały również miniaturowe, których używali na co dzień rzymscy modnisie.
W Bizancjum wachlarze nie tylko chłodziły ale i odpędzały dokuczliwe muchy.
Z czasem były wykorzystywane w trakcie obrzędów do odpędzania insektów
od darów dla świętych. Dziś są używane w liturgii Kościoła wschodniego.
Mają formę srebrnego kręgu z wyobrażeniem anioła.
Z Bizancjum trafił do Europy w czasach średniowiecza dzięki najazdom
barbarzyńców.
Pierwsze wzmianki o wachlarzach są już w XIV- wiecznych spisach dobytku.
W XVI wieku dama z wachlarzem była wielce popularnym motywem obrazów.
Wiek XVII to rozkwit półokrągłego, składanego wachlarza.
Ale w Księstwie Moskiewskim używano w tym czasie modelu okrągłego, ze
strusich piór mocowanych na drewnianych, srebrnych lub złotych rączkach.
Matka cara Piotra I miała wachlarz ze strusich piór, a złoty uchwyt był
wysadzany szmaragdami, rubinami i perłami. Wachlarze składane trafiły w
Rosji do użytku dopiero XVIII wieku.
Początek XIX wieku przyniósł modę na maleńkie wachlarze. Były wykonywane
z kości lub rogu, ich elementy były zdobione misternie wyciętym ażurem lub
inkrustowane złotem lub drogimi kamieniami.
Wachlarze podlegały różnym modom a najwięcej wachlarzy wytwarzano we
Francji. Z czasem wachlarze uległy pauperyzacji. Już nie tylko "wyższe sfery"
używały wachlarzy, używały go również mieszczki, kupcowe i bogate chłopki.
Dwudziesty wiek wprowadził nowe materiały do produkcji wachlarzy- były
produkowane z przeróżnych materiałów, takich jak brokat , tiul haft. Nadal
prym wiodła Francja eksportując tysiące wachlarzy do Ameryki, Indii, Rosji.
Kres epoce wachlarzy przyniosła I wojna światowa.
Więcej wyczytacie w Forum 43/2010
poniedziałek, 8 listopada 2010
77. Dla "krasnoludki" i jej mamy
wisiorki , broszki itp. To pewnie po mamie, która nie wyobraża sobie wyjścia
z domu bez jakiejś ozdóbki.
Dla czterolatki zrobiłam mięciutką "obróżkę" na szyję i broszkę. Dla jej mamy
naszyjnik "czerwone i czarne", nawiązujący kolorystycznie do ozdób dla
czterolaty, oraz ekologiczny wisior. Jego ekologia to koraliki z kości umieszczone
w kółkach z kordonka. Zresztą wszystkie ozdóbki bazują na kordonku.
Gdy zrobię wreszcie remanent w moich "przydasiach" , to pewnie więcej takich
różnych drobiazgów powstanie.
czwartek, 4 listopada 2010
76. Gorsza strona jesieni
Cieniutko ostatnio u mnie z robótkami, bo niewiele można zrobić stojąc lub
spacerując. A części jeszcze po prostu nie "obfociłam".
Spacerując po domu owinęłam czule słoik i nawet go polakierowałam.Ponieważ
słoik wpierw wysmarowałam klejącym podkładem, zdrowo się upaćkałam.
Czyściłam łapska i czyściłam i nawet zwątpiłam w informację na etykiecie, że
preparat jest na bazie wody. Potem spacerując wymodziłam aniołka, muszę mu
jeszcze gwiazdkę dorobić, no ale do tak precyzyjnej pracy wolałabym usiąść.
No i zrobiłam sobie ciepluteńki , zimowy kapelusik, dziwnym trafem kolor na
zdjęciu identyczny z tym w naturze. I popełniłam czapkę dla koleżanki.
Trochę się wczoraj wściekłam - mam na osiedlu dwa punkty tzw. przeróbek,
czyli można tu coś skrócić, podłużyć, ewentualnie naprawić.
Zaniosłam wczoraj coś do naprawy i dowiedziałam się w jednym miejscu,
że nie zrobią, bo to męski ciuch, a pani sie na męskiej garderobie nie zna, w
drugim miejscu pani powiedziała, że to za dużo roboty dla niej i jej się to nie
opłaca. I muszę zacząć robić sama. Przyznam się bez bicia- nienawidzę takich
robót.
A z rzeczy zaczętych mam:
haftowanie bieżnika, już nawet jeden listek zrobiłam, dokończenie własnego
swetra, czyli dokończenie rękawów, zrobienie plis wszelakich i dokończenie
szydełkowej biżuterii. Ta ostatnia pozycja to już z pół roku czeka na mnie.
Zawsze mam kilka rzeczy rozpoczętych, choć sobie przyrzekam, że nie będę
robić kilku rzeczy na raz. Lecz pod tym względem jestem niereformowalna.
A jak to wygląda u Was?
Miłego dnia wszystkim życzę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)