drewniana rzezba

drewniana rzezba

środa, 16 czerwca 2010

26.Teoria ewolucji i okolice

Darwin, tuż przed śmiercią ubolewał, że niezbyt dobrze zrozumiano jego
teorię doboru naturalnego jako jedyny mechanizm ewolucji. Teraz, gdy
niemal każdy dzień przynosi nowe odkrycia na polu genetyki i epigenetyki,
z pewnością zakrzyknąłby radośnie: "miałem rację".
Epigenetyka to nowa gałąz nauki, zajmująca się epigenomem, czyli ochron-
nym opakowaniem białek, wokół których owinięty jest materiał genetycz-
ny, czyli nici DNA.
Epigenom odgrywa główną rolę w określaniu, które z tysięcy genów będą
miały rzeczywisty wpływ na cechy organizmu.
Naukowcy z uniwersytetu wLinkoping (Szwecja) prowadzili specjalne
badania na kurach.Kury trzymano w takim kurniku, który zapewniał
kurom wyjątkowo stresujące warunki : manipulowano światłem tak, by
ptaki całkowicie straciły orientację, zaburzając im rytm spania i jedzenia.
Zdezorientowane kury wpadły w stres i zaczęły tracić umiejętność
wyszukiwania pożywienia ukrytego w labiryncie, którą to przedtem posia-
dały. Po pewnym czasie ptaki przeniesiono z powrotem w niestresujące
warunki, gdzie je zapłodniono, a ich pisklęta wykluły się również w tym
niestresującym otoczeniu. Wówczas okazało się , że pisklęta nie posia-
dają zdolności odnajdywania pokarmu w labiryncie. Odziedziczyły
po swoich matkach cechy wywołane u nich sztucznie przez wpływ środo-
wiska. Przeprowadzone dokładne badania wykazały, że stres wpływa na
ekspresje genów - potrafi niektóre z nich "włączać" lub wyłączać".
Szwedzi obserwowali również mieszkańców Norrbotten, najdalej na pół-
noc usytuowanej części kraju. Zbiory w tym rejonie są z reguły słabe,
ale od czasu do czasu występuje wysoki urodzaj. Oznacza to, że dzieci
dorastały przy gwałtownych zmianach ilości pożywienia. Badacze stwier-
dzili, że pojedyncze okresy wielkiego przejadania się pośrodku wielu lat
niedoborów pożywienia mogły sprawić, że wnuki takiej przejadającej się
osoby umierały średnio32 lata wcześniej, niż gdyby odżywianie w dzieciń-
stwie było stale zrównoważone.
To trochę przerażające, że styl naszego życia ma wpływ na długość życia
naszych potomków zanim oni nawet zostali zaplanowani.

Epigenetyka zachwiała mocno teorią doboru naturalnego.
Badania wykazały, że wielkie fragmenty genomu ludzkiego składają się
z wirusów lub podobnego do wirusów materiału, a więc nasuwa to podej-
rzenie, że dostały się tam drogą infekcji.
Badając mikroby uczeniu zdobyli dowody na to, że transfer genów odbywa
się nie tylko drogą z rodziców na potomstwo ale również występuje
pomiędzy organizmami. Bakteria może zdobyć dziesięć procent swoich
genów od innych organizmów.
Powstaje też pytanie: skoro genom jest tym, co definiuje organizm a orga-
nizmy mogą się swobodnie wymieniać genami, to jak wyznaczyć granicę
pomiędzy jednym organizmem a drugim?

Z niecierpliwością czekam na nową książkę Davida Shenka "Dlaczego
wszystko, co wam mówili o genetyce,talencie i IQ, jest błędne" by ukazała
się w polskim tłumaczeniu.

Bo troszkę przeraża mnie myśl, że to co robię teraz, w jakim środowisku
żyję, co i ile jem, może mieć wpływ na moje pra-prawnuki.

poniedziałek, 14 czerwca 2010

25. Przepraszam za brak komentarzy

Kochani blogowicze z Onetu- nie wiem co się dzieje , ale macie jakoś
piekielnie głodne blogi - zżerają mi komentarze. Wczoraj komentarz
u JKK zjadło mi 3 , słownie: trzy razy. Dziś zjadło mi u Effki, u Srebrzystej,
na blogu Gospo dało mi info, że taki blog nie istnieje, u Zgagi zjadło mi wpis
a u Czarnego Ptaka udało mi się zaledwie po drugim razie.
W każdym razie wiedzcie, że ja wszystkie Wasze posty czytam, a moje
milczenie wynika z przyczyn czysto technicznych, a nie dlatego, że nie
czytam.
I to tyle żalów na dziś.

sobota, 12 czerwca 2010

24. Extrema

Dość często oglądam na kanale Discovery program o inżynierii ekstremalnej.
Można tu obejrzeć jak powstawały najwyższe budowle świata współczesnego,
największe statki transportowe, najnowocześniejsze stadiony sportowe,
największy statek pasażerski lub najwyższy dzwig.
Najczęściej oglądam wszystko z zapartym tchem i zazdrością. I wcale nie
zazdroszczę innym wielkości tych obiektów, ja im zazdroszczę...organizacji
pracy, całej logistyki.

Dotychczas najwyższym budynkiem mieszkalnym świata był wieżowiec
Tajpej101 o wys.509 metrów, a najwyższą wolno stojącą budowlą był
budynek CN-Tower w Toronto, o wysokości 553 metry.
Od stycznia tego roku najwyższym budynkiem mieszkalnym świata jest
Burdż Dubaj. Jego wysokość to 818 metrów a kondygnacji mieszkalnych
jest aż 160. Powietrze przy jego szczycie jest o osiem stopni chłodniejsze
niż przy jego podstawie.
Budowa Burdż Dubaj trwała 5 lat, właściwie dzień i noc.
Osobą odpowiedzialną za to, by ludzie, maszyny i materiały znajdowały się
we właściwym miejscu i czasie był niemiecki inżynier Uwe Hinrichs z Bremy,
który na tę budowę trafił w końcu 2004 roku, gdy była już zabetonowana
płyta fundamentowa, umieszczona na 850 palach, wbitych w grunt na głę-
bokość 55 metrów.
Ekipa budowlana była międzynarodowa, stanowili ją głównie gastarbaiterzy
z Indii, Bangladeszu, Pakistanu. Około 2000 osób stawiało średnio jedną
kondygnacje tygodniowo. Gdy w 2009 roku zaczęto prowadzić prace wykoń-
czeniowe, ilość pracowników wzrosła do 14 tysięcy, którzy mówili 35 językami,
reprezentowali 45 narodowości. Zarabiali bardzo mało, bo wykwalifikowany
stolarz zarabiał równowartość 12 euro dziennie.

Burdż Dubaj to taka współczesna wieża Babel - jej wykonawcy to ludzie róż-
nych nacji, wyposażenie budynku też pochodzi z różnych stron świata.
Do wzniesienia tego budynku zużyto 230 tysięcy metrów sześciennych betonu
oraz 31 tysięcy ton stali.
Beton można było wylewać tylko nocą, ponieważ w dzień zbyt szybko wysychał.
Niemiecka firma BASF musiała dodawać do niego specjalny środek zwiększa-
jący jego elastyczność, a jednocześnie zapewniający odpowiednią twardość.
Oprócz f-my BASF, swój udział w materiałach użytych w trakcie budowy miały
i inne niemieckie firmy: Lopark dostarczał parkiety, Guardian- szkło przeciw-
słoneczne, Dorma- zawiasy i okucia, Duravit- sedesy i bidety, Miele- aż 7650
urządzeń AGD, a Rosenthal 15 200 talerzy i filiżanek.
Z Brazylii sprowadzono forniry, z Włoch marmury, a elementy fasad z Chin.

Wizualnie na mnie ten budynek nie robi żadnego wrażenia, a na samą myśl
o zamieszkaniu w takim "kołchozie" robi mi się słabo.
Wieżowiec wznosiła firma Emaar, która ostatnio sprzedaje apartamenty w
tym wieżowcu już za 50% ceny katalogowej. No cóż, kryzys i do tych drzwi
zastukał.

Być może, że Burdż Dubaj niedługo będzie się cieszył tytułem najwyższego
budynku świata, bo Chiny, Arabia Saudyjska oraz Kuwejt planują wybudo-
wanie u siebie wieżowców, których wysokość ma przekraczać 1000 metrów.
Niech mi tylko ktoś wytłumaczy po co?


czwartek, 10 czerwca 2010

23. Druga młodość

Nie napiszę nic odkrywczego - średnia wieku się wydłużyła. Większość
naszych pra-prababek nie dożywało nawet okresu menopauzy. Niektóre
umierały bardzo młodo a kobieta około pięćdziesiątki uważana była za
staruszkę. Oczywiście zdarzały się niesamowicie odporne kobiety i doży-
wały nawet do dziewięćdziesiątki.
Na świecie ( zaczynam jak w bajce- za górami,za lasami) zaczyna się doce-
niać ludzi po pięćdziesiątce, szkoda, że u nas jakoś nie.
Bo nieprawdą jest, że tylko ludzie młodzi mogą mieć osiągnięcia twórcze.
Gdy Leonardo da Vinci malował Giocondę miał już 54 lata , a Enzo
Ferrari, gdy mu stuknęła pięćdziesiątka, zaczął konstruować swe pierwsze
samochody GT, które przyniosły mu sławę nie tylko we Włoszech.
Coca Colę wymyślił nie jakiś młodzieniaszek, ale 55-letni farmaceuta
z Atlanty, John Pemberton.
Swą słynną wieżę Gustaw Eiffel wybudował w Paryżu w wieku 57 lat,
a amerykański pięćdziesięciotrzylatek Ray Kroc otworzył pierwszy bar
McDonalds w San Bernardino, w Kalifornii.

Współcześnie też nie brak aktywnych pięćdziesięciolatków - Cesaria
Evora swą karierę międzynarodową rozpoczęła w wieku 52 lat.
Madonna, w dalszym ciągu na topie, w sierpniu tego roku ukończy 52
lata, a rozgrzewający serca pań George Clooney już ma lat 49.
Nadal piękna i atrakcyjna Demi Moore już ma 48 lat, co nie przeszko-
dziło jej poślubić o 16 lat młodszego partnera. Wiem, co o tym pomyślicie,
facet połaszczył się na pieniądze aktorki. Niekoniecznie, moja maman
miała męża 13 lat młodszego od siebie , a w wieku 42 lat urodziła syna.

W Europie Zachodniej wiele osób po pięćdziesiątce zakłada własne firmy,
często zmieniając całkowicie zawód. Niektórzy podejmują studia.
Dzięki hormonalnej terapii zastępczej kobiety nie cierpią tak dotkliwie,
jak kiedyś, z powodu menopauzy. Nastąpiło rozdzielenie kobiecej toż-
samości od tożsamości matki. Dzieci odchodzą z domu i nie ma już
syndromu opustoszałego gniazda, małżeństwo odżywa. Wiele kobiet
odkryło seks na nowo, seks, który nie jest obarczony ryzykiem ciąży.

Zachodni pięćdziesięciolatkowie mają gusta młodzieżowe- matki i córki
ubierają się w tych samych sklepach, tata z synem grają w te same
gry komputerowe. Połowa właścicieli iPhone'ów to osoby powyżej 5o lat.

A jak u nas? Kobieta, która decyduje się na małżeństwo z facetem
młodszym o kilkanaście lat, uważana jest za naiwną idiotkę i wszyscy
z zapartym tchem czekają, aż ją wybranek porzuci. Z kolei młoda
kobieta wychodząca za mąż za dużo starszego pana też jest wyszydzana,
obdarowywana niewybrednymi epitetami, wyśmiewana.
Nasz 50-latek z całą pewnością nie otworzy własnej firmy, nie zmieni
raz wyuczonego zawodu i nie podejmie studiów.
Nasze panie są straszone zgubnymi skutkami HTZ, a takie nastawienie
do tej terapii wynika głównie z niewiedzy naszych lekarzy i oszczędności,
bo prowadzona odpowiednio i monitorowana HTZ daje b. dobre efekty.

Nie da się ukryć, jesteśmy wciąż z tyłu, podobno mamy około 15 lat
opóznienia.

wtorek, 8 czerwca 2010

22. Coś o spaniu

Przechorowałam się nieco i jedyne na co mam ochotę to spanie. Tęsknie
zerkam na podusię i pled, ale nic z tego - muszę być "na chodzie".
Nic dziwnego, że jestem niewyspana, skoro śpię w pokoju ze swoim
jamniorem, który całymi dniami drzemie, a w nocy rozrabia. A to piszczy,
żeby go pogłaskać, a to szczeka przez sen, a to idzie do miski z wodą i pije
tak głośno, że zawsze mnie obudzi a do tego kaszle, bo ma chore serduszko.
Dobrze, że już udało mi się odzwyczaić go od spania w moim łóżku.

Pomyślałam, że i tak mam niezle, że nie żyję w czasach, gdy spanie nie było
czynnością indywidualną, a zbiorową.
Przez wieki spano nie tylko razem w jednej izbie, często spano w wiele osób
w jednym dużym łożu.
Było to niewątpliwie dobre rozwiązanie zimą, bo łatwiej było ogrzać jedną
izbę a i pod wspólną kołdrą też było cieplej. Poza tym nie wszędzie była
dostateczna ilość pościeli.
W XIX wiecznej Irlandii każdy z członków rodziny miał z góry określone
miejsce do spania. Pod ścianą spała najstarsza córka (miejsce najbardziej
oddalone od drzwi), potem jej siostry wg wieku, następnie matka, ojciec
i synowie, a dalej, jeżeli była taka potrzeba- osoby obce, np. domokrążca
lub biedak przygarnięty na noc.
Meżczyzni zawsze zajmowali miejsca bliżej drzwi, by w razie napaści na
dom lub innego niebezpieczeństwa mogli szybko reagować.
Na wsiach często zabierano na noc do domu zwierzęta domowe.
Na walijskich wsiach, w XVIII wieku każde domostwo było istną arką
Noego- razem z gospodarzami nocowało i bydło rogate i nierogacizna.
Uważano wtedy, że krowy patrzące na płonący w palenisku ogień dają
więcej mleka, a już niewątpliwie wygodniej było rano wydoić krowę
bez wychodzenia z domu. Czy wyobrażacie sobie ten poranny fetor?
Takie wspólne łoże miało też i inną dobrą stronę- przed zaśnięciem prowa-
dzono rozmowy, na które nie było czasu za dnia, wytwarzały się więzy
bliskości, a dzieciaki zawsze czuły się bezpiecznie.
Noclegi w jednym łożu zdarzały się również w podróży, gdyż często
zajazdy dla podróżnych nie dysponowały odpowiednią ilością łóżek.

W XVIII wieku wśród przedstawicieli klas bogatych rozpowszechniło
się przekonanie, że wspólne spanie jest godne pogardy, a religijni przy-
wódcy zaczęli potępiać spanie całymi rodzinami w jednym łożu, jako
urągające wszelkiej przyzwoitości.
Z czasem zwyczaje te przejęła również klasa średnia, a wspólne łoże stało
się przywilejem tylko małżonków.

I od razu zaroiło się od poradników jak w tym wspólnym łożu czas spędzać.
Pewien XVIII-wieczny specjalista tak doradzał mężczyznom: "Z całej
mocy unikajcie nieporozumień w sypialni, a to dlatego, by wydarzenie
dostarczające przyjemności nie stało się kolejną nieprzyjemnością".
Ciekawe co on miał na myśli?

poniedziałek, 7 czerwca 2010

21. Dziś robótkowo

Na początek "ogłoszenia parafialne" spójrzcie na moją listę blogów i koniecznie
kliknijcie na pozycję "OOAK - moja pasja". Tym sposobem wejdziecie na blog
Uli, która organizuje swoje pierwsze Candy. Do wylosowania jest jedno z dzieł,
prześliczna miniaturka laleczki, o wdzięcznym imieniu Victoria.
Ula robi niebywale piękne miniaturki laleczek i różnych śmiesznych stworzo-
nek.
Każdy może wziąć udział w losowaniu, które odbędzie się 16 września.

A mnie się zamarzyło, by też wykonać jakąś miniaturkę i zrobiłam tego
trochę niewydarzonego misia. Miś ma ok.11 cm wysokości i wierzcie mi -
okrutnie się przy nim narobiłam, bo po raz pierwszy robiłam coś tak małego.
Miałam kłopot z uchwyceniem proporcji i nadaniem kształtu łebkowi.
No cóż, wyszło jak wyszło, pewnie zawiśnie na choince u wnuczka.

czwartek, 3 czerwca 2010

20. W co się bawić?

W co się bawić, gdy książka, którą czytam okazała się trudną do czytania
cegłą? Jestem w trakcie czytania książki K.Deschnera "Kryminalna
Historia Chrześcijaństwa". Nie wiem, czy to wina autora czy może tłumacza,
ale jakoś nie mogę jej "strawić".
Więc aby poprawić sobie humor sięgnęłam po "Aforyzmy o mądrości życia"
Schopenhauera. Często zaglądam do książek napisanych przez filozofów, to
naprawdę dobra i ponadczasowa lektura. A oto kilka porad Schopenhauera:

"Samotność jest lepsza od towarzystwa ludzkiego".
Ja nawet mogę się z tym zgodzić, bo lubię samotność. Gdy jestem sama, to
nie jestem narażona na różnego rodzaju przykrości, jakie mogą mnie spot-
kać w towarzystwie ludzi. Ale czy to co jest dla mnie miłe, przyniesie zadowo-
lenie osobie, która nie znosi samotności? Wszak są osoby nieznoszące
samotności, którym do szczęścia potrzebna jest obecność innych ludzi,
również tych, z którymi muszą współzawodniczyć lub toczyć walkę.

"Nie należy rozpuszczać wyobrazni".
Niewątpliwie nadmierne "rozpuszczanie wyobrazni" może doprowadzić do
utraty poczucia rzeczywistości. Ale to przecież wyobraznia prowadzi nas
do postępu, trafia tam, gdzie myśl racjonalna nie ma dostępu. A więc chyba
kontrolowana wyobraznia może nam dać szczęście.

"Przyzwyczajaj się do myśli,że wszystko utraciłeś i nie myśl nigdy o cudzych
rzeczach, że mogłyby być Twoje".
Niewątpliwie, gdy dopuści się do siebie myśl o stracie, to w chwili, gdy ta
strata nastąpi, mniej będziemy ją odczuwać. Ale wiele osób obojętnieje
wtedy wobec tego co posiada i przestaje tego bronić, na zasadzie : no cóż,
było- minęło. Natomiast jestem przekonana, że druga część tej tezy jest
bardzo słuszna- to, że nasza koleżanka posiada dziecko i czuje się
szczęśliwa, nie oznacza, że i mnie posiadanie dziecka da zadowolenie i że
będę się czuła szczęśliwa.

"Wyrabiaj w sobie zwrotność myśli".
Jeżeli idzie o odwracanie swych myśli od każdego niepowodzenia lub
zawodu to dobry nawyk. Rozpatrywanie w kółko swych niepowodzeń,
bez konkretnego planu naprawczego nikomu nie przyniesie pożytku.

"Należy być nieustannie czynnym, jest to potrzebne do szczęścia, bo siły
są na to, by były używane".
Jest to dobra zasada, ale chyba nie przyniesie ona szczęścia tym, którzy
z natury nie są czynni, preferują natomiast życie kontemplacyjne. To
ci, którzy szukają szczęścia w zamkniętych klasztorach.

"Nie trzeba naśladować innych".
Zgadzam się z tym, z pewnym jednak zastrzeżeniem. Dobrze jest czerpać
dobre wzorce, a więc takie naśladowanie innych chyba jednak jest wska-
zane. W końcu nie każdy potrafi sam coś dobrego wymyślić.

Przepisy na szczęście, przekazane przez Schopenhauera, oparte są na
pesymistycznym założeniu, na nieufności do życia i innych ludzi.
Czasami mam wrażenie, że filozofia szczęścia Schopenhauera jest bardzo
bliska psychice Polaków.
A co Wy o tym myślicie, napiszcie, proszę.