Zawieszenie się - przypadłością komputerów nie tylko jest.
Mnie też dopadło i nie jest to nic miłego, takie zawieszenie się.
Zapewne gdy się zresetuję to powrócę do pisania.
A więc - do miłego!
drewniana rzezba
środa, 21 października 2015
środa, 14 października 2015
Gdy jedni tracą.....
.......inni zyskują. A zarobić można na wszystkim, to prawdy stare jak świat.
Wiedzą o tym doskonale morskie przedsiębiorstwa ratownicze-rozlegający
się na morzu sygnał "Mayday" równoważny jest dla nich z przemiłym
szelestem dużej ilości banknotów w zliczarce.
Bo powszechnie wiadomo, że gdy kapitan statku nadaje ten sygnał, to
jego statek jest w poważnych opałach.
Być może, że statek "tylko" utracił zdolność manewrowania, ale może on
również oznaczać, że istnieje realna grozba jego zatonięcia.
Ze zdziwieniem przeczytałam, że co trzy lub cztery dni dochodzi do
utraty na morzu jednostki pływającej.
Nie sądziłam, że na morzach jest aż tak intensywny ruch.
Pamiętacie może jak w 2002 r, w nocy, podczas mgły, w kanale La Manche
kontenerowiec Kariba uderzył swym dziobem w burtę transportowca
Tricolor? Uderzony transportowiec, załadowany 2871 luksusowymi autami, zaczął się niebezpiecznie przechylać,a jego kapitan nadał sygnał "Mayday".
Na pomoc wyruszył belgijski holownik Boxter -w ostatniej chwili udało mu
się podjąć 21-osobową załogę z tonącego transportowca.
Niestety nie udało się uratować samego transportowca i poszedł na dno.
Sam statek był wart 40 milionów euro, towar 50 milionów euro, a na
dodatek zaistniała konieczność wydobycia wraku i jego ładunku, czyli
wydatek jeszcze 36 milionów euro za wydobycie z dna kanału wraku i
jego ładunku.
Firmy ratownicze mają się niezle, ale trzeba obiektywnie przyznać, że
dysponują bardzo drogim specjalistycznym sprzętem.
A pamiętacie wypadek wycieczkowca Costa Concordia? Wydobycie go
i odholowanie do portowego złomowiska kosztowało 310 mln euro.
Okazuje się, że tak samo jak w katastrofach lądowych tak i w morskich
najsłabszym ogniwem jest - czynnik ludzki.
Oglądałam program o największych statkach świata, między innymi był
kontenerowiec Maersk duńskiego armatora. Jego długość to 400 metrów
a na pokład zabiera 18 tysięcy pojemników o wymiarach 6x2,5x2,5 metra.
Bardzo wprawiony specjalista ds. załadunku, potrzebuje ok. 5 godzin na
zaplanowanie optymalnego obłożenia statku. Pod pokładem kontenery są zabezpieczone szynami prowadzącymi, a na pokładzie są połączone ze
sobą ryglami typu twistlock. Najcięższe kontenery są najbliżej dna statku,
gdzie jest najmniejsze kołysanie.
Kontenery z niebezpiecznym towarem przeważnie stoją na dziobie, by
były jak najdalej od kajut i by można je było w razie jakiegoś zagrożenia szybko wyrzucić za burtę.
Gdy oglądałam ten film, pomyślałam, że nie nadaję się na takiego speca
od załadunku, bo już sama myśl o pakowaniu do walizki ciuchów na wyjazd
przyprawia mnie o zły humor. No a moja walizka to jednak dużo mniejsza
jest od najmniejszego nawet kontenerowca.
Wiedzą o tym doskonale morskie przedsiębiorstwa ratownicze-rozlegający
się na morzu sygnał "Mayday" równoważny jest dla nich z przemiłym
szelestem dużej ilości banknotów w zliczarce.
Bo powszechnie wiadomo, że gdy kapitan statku nadaje ten sygnał, to
jego statek jest w poważnych opałach.
Być może, że statek "tylko" utracił zdolność manewrowania, ale może on
również oznaczać, że istnieje realna grozba jego zatonięcia.
Ze zdziwieniem przeczytałam, że co trzy lub cztery dni dochodzi do
utraty na morzu jednostki pływającej.
Nie sądziłam, że na morzach jest aż tak intensywny ruch.
Pamiętacie może jak w 2002 r, w nocy, podczas mgły, w kanale La Manche
kontenerowiec Kariba uderzył swym dziobem w burtę transportowca
Tricolor? Uderzony transportowiec, załadowany 2871 luksusowymi autami, zaczął się niebezpiecznie przechylać,a jego kapitan nadał sygnał "Mayday".
Na pomoc wyruszył belgijski holownik Boxter -w ostatniej chwili udało mu
się podjąć 21-osobową załogę z tonącego transportowca.
Niestety nie udało się uratować samego transportowca i poszedł na dno.
Sam statek był wart 40 milionów euro, towar 50 milionów euro, a na
dodatek zaistniała konieczność wydobycia wraku i jego ładunku, czyli
wydatek jeszcze 36 milionów euro za wydobycie z dna kanału wraku i
jego ładunku.
Firmy ratownicze mają się niezle, ale trzeba obiektywnie przyznać, że
dysponują bardzo drogim specjalistycznym sprzętem.
A pamiętacie wypadek wycieczkowca Costa Concordia? Wydobycie go
i odholowanie do portowego złomowiska kosztowało 310 mln euro.
Okazuje się, że tak samo jak w katastrofach lądowych tak i w morskich
najsłabszym ogniwem jest - czynnik ludzki.
Oglądałam program o największych statkach świata, między innymi był
kontenerowiec Maersk duńskiego armatora. Jego długość to 400 metrów
a na pokład zabiera 18 tysięcy pojemników o wymiarach 6x2,5x2,5 metra.
Bardzo wprawiony specjalista ds. załadunku, potrzebuje ok. 5 godzin na
zaplanowanie optymalnego obłożenia statku. Pod pokładem kontenery są zabezpieczone szynami prowadzącymi, a na pokładzie są połączone ze
sobą ryglami typu twistlock. Najcięższe kontenery są najbliżej dna statku,
gdzie jest najmniejsze kołysanie.
Kontenery z niebezpiecznym towarem przeważnie stoją na dziobie, by
były jak najdalej od kajut i by można je było w razie jakiegoś zagrożenia szybko wyrzucić za burtę.
Gdy oglądałam ten film, pomyślałam, że nie nadaję się na takiego speca
od załadunku, bo już sama myśl o pakowaniu do walizki ciuchów na wyjazd
przyprawia mnie o zły humor. No a moja walizka to jednak dużo mniejsza
jest od najmniejszego nawet kontenerowca.
niedziela, 11 października 2015
Mix - niczym groch z kapustą,
....czyli będzie niemal o wszystkim co mi ostatnio w oczy wpadło.
Jest szansa, że we wrześniu 2024 roku cztery osoby polecą na Marsa.
W kwietniu 2025 roku wylądują na Marsie i zajmą się założeniem osady.
I, co jest najfajniejsze ze wszystkiego - już nigdy nie wrócą na Ziemię.
Co prawda nikt nie jest w stanie przewidzieć czy dolecą żywi, czy
po tak długiej podróży będą w stanie ruszyć ręką lub nogą, bo przez czas
podróży bedą poddawani promieniowaniu kosmicznemu, które podczas lotu
będzie bardzo wysokie. To tak, jakbyśmy tu, na Ziemi, przez 7 miesięcy
poddawani byli co pięć dni tomografii komputerowej całego ciała.Choroba nowotworowa murowana. Do tego dochodzi utrata od 30 do 50 procent
masy mięśniowej na skutek długotrwałego przebywania w stanie nieważkości.
Plan wybudowania osady na Marsie też jakiś taki mało realny, bo pobyt na
Marsie będzie tylko pogłębiał degenerację mięśni z powodu o połowę niższej
niż na Ziemi grawitacji.
Pomijam już fakt, że mieszkać na Marsie, to znaczy, że trzeba osiedlić się
przynajmniej 4 do 5 metrów pod jego powierzchnią, by się ochronić przed
promieniowaniem kosmicznym.
Więc mam kolejny dobry pomysł - wysłać na Marsa główny trzon PiS-u,
bo oni bardzo tam pasują. Sławę zdobędą, założą nową Polskę i nie wrócą.
*****
Znacie z wyglądu pieski preriowe? Te gryzonie, których w USA doliczono
się w 1990 roku "zaledwie" 5 miliardów, wyglądają jak słodkie, pluszowe zabaweczki. Największa ich kolonia jest w Teksasie i zajmuje 350 km
kwadratowych.
A w rzeczywistości - samice to seryjne morderczynie, których ofiarami
padają świeżo urodzone młode.
Sprawa prosta- małe rodzą się w kwietniu, gdy jest jeszcze bardzo mało
pokarmu, a samice po ciąży są bardzo głodne, zestresowane i potrzebują
kalorycznego pokarmu by karmić swoje swieżo urodzone młode, więc
zjadają młode...swych krewnych.
Kilka tygodni pózniej wszystko się "wyprostowuje" a samice zgodnie karmią
małe swoje i swych sióstr.
Jak widać różne są sposoby na utrzymanie populacji na pożądanym poziomie.
*****
To, że na naszym ciele żerują miliardy przeróżnych bakterii nie jest dla
Was zapewne tajemnicą.
Badania prowadzone na Uniwersytecie w Kolorado ujawniły, że nasze dłonie
są wygodnym lokum dla ok.4700 gatunków bakterii.
Ale, żeby nie było prosto, to tylko 17 % szczepów bakterii występuje na obu
dłoniach równocześnie.
Zjawisko to tłumaczone jest faktem, że zróżnicowane są czynności do jakich
wykorzystujemy lewą i prawą rękę.
Ciekawe, czy pod każdą pachą też mieszkają różne szczepy bakterii?
*****
No to jeszcze coś o języku - nie w sensie narządu.
Obecnie na świecie używa się 7000 języków, ale trudno to dokładnie ustalić
bo co dwa tygodnie któryś z nich bezpowrotnie umiera.
Obliczono, że niemal połowa języków świata jest zagrożonych całkowitym
wyginięciem.
Do księgi rekordów Guinnessa trafił Libijczyk, Ziad Fazach, dzięki znajomości
między innymi chińskiego, tajskiego, greckiego indonezyjskiego, hindi, perskiego. Ziad Fazach twierdzi, że zna i używa 58 języków.
Językoznawcy ustalili, że najbardziej uniwersalnym słowem na świecie jest
"hyyy".
Nie ma co prawda go w żadnym słowniku ale jest "wypełniaczem" znanym
i stosowanym na całym świecie.
*****
Hyyyy....... dobrego tygodnia Wszystkim ;)
Jest szansa, że we wrześniu 2024 roku cztery osoby polecą na Marsa.
W kwietniu 2025 roku wylądują na Marsie i zajmą się założeniem osady.
I, co jest najfajniejsze ze wszystkiego - już nigdy nie wrócą na Ziemię.
Co prawda nikt nie jest w stanie przewidzieć czy dolecą żywi, czy
po tak długiej podróży będą w stanie ruszyć ręką lub nogą, bo przez czas
podróży bedą poddawani promieniowaniu kosmicznemu, które podczas lotu
będzie bardzo wysokie. To tak, jakbyśmy tu, na Ziemi, przez 7 miesięcy
poddawani byli co pięć dni tomografii komputerowej całego ciała.Choroba nowotworowa murowana. Do tego dochodzi utrata od 30 do 50 procent
masy mięśniowej na skutek długotrwałego przebywania w stanie nieważkości.
Plan wybudowania osady na Marsie też jakiś taki mało realny, bo pobyt na
Marsie będzie tylko pogłębiał degenerację mięśni z powodu o połowę niższej
niż na Ziemi grawitacji.
Pomijam już fakt, że mieszkać na Marsie, to znaczy, że trzeba osiedlić się
przynajmniej 4 do 5 metrów pod jego powierzchnią, by się ochronić przed
promieniowaniem kosmicznym.
Więc mam kolejny dobry pomysł - wysłać na Marsa główny trzon PiS-u,
bo oni bardzo tam pasują. Sławę zdobędą, założą nową Polskę i nie wrócą.
*****
Znacie z wyglądu pieski preriowe? Te gryzonie, których w USA doliczono
się w 1990 roku "zaledwie" 5 miliardów, wyglądają jak słodkie, pluszowe zabaweczki. Największa ich kolonia jest w Teksasie i zajmuje 350 km
kwadratowych.
A w rzeczywistości - samice to seryjne morderczynie, których ofiarami
padają świeżo urodzone młode.
Sprawa prosta- małe rodzą się w kwietniu, gdy jest jeszcze bardzo mało
pokarmu, a samice po ciąży są bardzo głodne, zestresowane i potrzebują
kalorycznego pokarmu by karmić swoje swieżo urodzone młode, więc
zjadają młode...swych krewnych.
Kilka tygodni pózniej wszystko się "wyprostowuje" a samice zgodnie karmią
małe swoje i swych sióstr.
Jak widać różne są sposoby na utrzymanie populacji na pożądanym poziomie.
*****
To, że na naszym ciele żerują miliardy przeróżnych bakterii nie jest dla
Was zapewne tajemnicą.
Badania prowadzone na Uniwersytecie w Kolorado ujawniły, że nasze dłonie
są wygodnym lokum dla ok.4700 gatunków bakterii.
Ale, żeby nie było prosto, to tylko 17 % szczepów bakterii występuje na obu
dłoniach równocześnie.
Zjawisko to tłumaczone jest faktem, że zróżnicowane są czynności do jakich
wykorzystujemy lewą i prawą rękę.
Ciekawe, czy pod każdą pachą też mieszkają różne szczepy bakterii?
*****
No to jeszcze coś o języku - nie w sensie narządu.
Obecnie na świecie używa się 7000 języków, ale trudno to dokładnie ustalić
bo co dwa tygodnie któryś z nich bezpowrotnie umiera.
Obliczono, że niemal połowa języków świata jest zagrożonych całkowitym
wyginięciem.
Do księgi rekordów Guinnessa trafił Libijczyk, Ziad Fazach, dzięki znajomości
między innymi chińskiego, tajskiego, greckiego indonezyjskiego, hindi, perskiego. Ziad Fazach twierdzi, że zna i używa 58 języków.
Językoznawcy ustalili, że najbardziej uniwersalnym słowem na świecie jest
"hyyy".
Nie ma co prawda go w żadnym słowniku ale jest "wypełniaczem" znanym
i stosowanym na całym świecie.
*****
Hyyyy....... dobrego tygodnia Wszystkim ;)
sobota, 10 października 2015
Mix
Spokojnie, dziś nie będzie nic poważnego, chociaż miałam ogromną ochotę
napisać o pewnej naukowej wyprawie, która miała koniec tragiczny i do
dnia dzisiejszego sprawa jest nadal wielce tajemnicza.
****
Narzekam wciąż na własne włosy, a one nic sobie z tego nie robią i
po cichutku rosną.Szkoda tylko, że odrastają nie w tym kolorze który
mnie się podoba. No ale farbowanie włosów to sztuka znana jeszcze od
starożytności, więc wybrałam się do mojej ulubionej fryzjerki.
Moja ulubiona pani fryzjerka jest osóbką tuż po trzydziestce, a wygląda
na nastolatkę - i to taką raczej młodszą nastolatkę.
Ma męża, dwóch ślicznych synków i cała od stóp do czubka głowy
oraz w obwodzie - jest w rozmiarze XS.
Jeśli kupuje wino - zawsze ekspedientki proszą ją o okazanie dowodu
osobistego.
Taka miniaturyzacja jest nieco kłopotliwa w jej zawodzie -gdy
klientka siedzi na fotelu,a jest wzrostu nieco większego niż średni, pani
Ewa wspina się na palce w trakcie strzyżenia lub układania włosów.
Uwielbiam obserwować jak pani Ewa strzyże - te chude rączęta
uwijają się wokół głowy klientki w niesamowitym tempie.
Druga rzecz, którą też zawsze podziwiam, to sposób w jaki pani Ewa
potrafi wyczarować fryzurę u klientki z bardzo mocno przerzedzonymi
włosami. Bo co tu ukrywać - w pewnym wieku panie też tracą włosy,
ale nadal chcą być pięknie uczesane- czyli klientka ma trzydzieści
kosmyków w pięciu rzędach, a chce mieć uczesanie które wymaga
niezłej burzy włosów na głowie.
Pani Ewa jest jedyną ze znanych mi fryzjerek, która nie tłumaczy, że
z włosów w stanie zaniku niewiele można zrobić - zawsze mówi " no to
może coś się uda" i bierze się do pracy.
W ruch idą jakieś lotiony, pianki i tony lakieru i każda pani wychodzi
z zakładu zadowolona.
Dla mnie jest najważniejsze, że pani Ewa fantastycznie strzyże.
Rytuał jest za każdym razem ten sam- wpierw zmienia kolor moich
odrostów, potem pada pytanie; "jak zawsze?". I to oznacza, że
że mam być tak ostrzyżona, by po myciu głowy w domu wystarczyło
je tylko chwilę posuszyć suszarką - i gotowe.
Tym sposobem najdłuższe pasma mają 6 cm długości, a najkrótsze
mieszczą się w przedziale 1 do 3 cm.
Zawsze pani Ewa opowiada mi o swoich synkach- starszy chodzi już
do trzeciej klasy podstawówki, młodszy drugi rok do przedszkola.
A tym razem zeszło nam na tematy "społeczne" i byłam nieco
zaskoczona, bo ta eteryczna osóbka z całą stanowczością i mocą
oświadczyła, że ona jest za wprowadzeniem kary śmierci dla tych,
którzy innym odbierają życie lub są pedofilami i krzywdzą dzieci .
Mówiła to z taką determinacja, że aż przestała mnie strzyc.
"A tak w ogóle-perorowała pani Ewa- dlaczego my mamy utrzymywać
więzniów? Powinni sami zarabiać na własne utrzymanie,a osadzanie do
końca życia morderców i dewiantów, których nie ma jak wyleczyć,
bo mózgu przecież nikt im nie zmieni, jest zupełnie bez sensu."
Nieco zdumiona jej gwałtownością wypowiedzi zapytałam co się
stało, że jest taka zdenerwowana.
Okazało się, że oglądała jakiś program w TV.
napisać o pewnej naukowej wyprawie, która miała koniec tragiczny i do
dnia dzisiejszego sprawa jest nadal wielce tajemnicza.
****
Narzekam wciąż na własne włosy, a one nic sobie z tego nie robią i
po cichutku rosną.Szkoda tylko, że odrastają nie w tym kolorze który
mnie się podoba. No ale farbowanie włosów to sztuka znana jeszcze od
starożytności, więc wybrałam się do mojej ulubionej fryzjerki.
Moja ulubiona pani fryzjerka jest osóbką tuż po trzydziestce, a wygląda
na nastolatkę - i to taką raczej młodszą nastolatkę.
Ma męża, dwóch ślicznych synków i cała od stóp do czubka głowy
oraz w obwodzie - jest w rozmiarze XS.
Jeśli kupuje wino - zawsze ekspedientki proszą ją o okazanie dowodu
osobistego.
Taka miniaturyzacja jest nieco kłopotliwa w jej zawodzie -gdy
klientka siedzi na fotelu,a jest wzrostu nieco większego niż średni, pani
Ewa wspina się na palce w trakcie strzyżenia lub układania włosów.
Uwielbiam obserwować jak pani Ewa strzyże - te chude rączęta
uwijają się wokół głowy klientki w niesamowitym tempie.
Druga rzecz, którą też zawsze podziwiam, to sposób w jaki pani Ewa
potrafi wyczarować fryzurę u klientki z bardzo mocno przerzedzonymi
włosami. Bo co tu ukrywać - w pewnym wieku panie też tracą włosy,
ale nadal chcą być pięknie uczesane- czyli klientka ma trzydzieści
kosmyków w pięciu rzędach, a chce mieć uczesanie które wymaga
niezłej burzy włosów na głowie.
Pani Ewa jest jedyną ze znanych mi fryzjerek, która nie tłumaczy, że
z włosów w stanie zaniku niewiele można zrobić - zawsze mówi " no to
może coś się uda" i bierze się do pracy.
W ruch idą jakieś lotiony, pianki i tony lakieru i każda pani wychodzi
z zakładu zadowolona.
Dla mnie jest najważniejsze, że pani Ewa fantastycznie strzyże.
Rytuał jest za każdym razem ten sam- wpierw zmienia kolor moich
odrostów, potem pada pytanie; "jak zawsze?". I to oznacza, że
że mam być tak ostrzyżona, by po myciu głowy w domu wystarczyło
je tylko chwilę posuszyć suszarką - i gotowe.
Tym sposobem najdłuższe pasma mają 6 cm długości, a najkrótsze
mieszczą się w przedziale 1 do 3 cm.
Zawsze pani Ewa opowiada mi o swoich synkach- starszy chodzi już
do trzeciej klasy podstawówki, młodszy drugi rok do przedszkola.
A tym razem zeszło nam na tematy "społeczne" i byłam nieco
zaskoczona, bo ta eteryczna osóbka z całą stanowczością i mocą
oświadczyła, że ona jest za wprowadzeniem kary śmierci dla tych,
którzy innym odbierają życie lub są pedofilami i krzywdzą dzieci .
Mówiła to z taką determinacja, że aż przestała mnie strzyc.
"A tak w ogóle-perorowała pani Ewa- dlaczego my mamy utrzymywać
więzniów? Powinni sami zarabiać na własne utrzymanie,a osadzanie do
końca życia morderców i dewiantów, których nie ma jak wyleczyć,
bo mózgu przecież nikt im nie zmieni, jest zupełnie bez sensu."
Nieco zdumiona jej gwałtownością wypowiedzi zapytałam co się
stało, że jest taka zdenerwowana.
Okazało się, że oglądała jakiś program w TV.
sobota, 3 października 2015
Kropla wody
Nie wiem jak inni, ale ja lubię patrzeć gdy pada ulewny deszcz.
Szybko tworzą się olbrzymie kałuże, a kolejne krople deszczu
rozcinają powierzchnię kałuż nie tracąc swego kształtu.
Dzieje się tak zawsze wtedy gdy prędkość, z którą kropla wody
atakuje powierzchnię jakiegoś zbiornika wody wynosi około 20 km
na godzinę. Poza tym napięcie powierzchniowe kropli wody jest
jest większe niż tafli powierzchni zbiornika wody, jakim w danej
chwili jest kałuża.
Gdy pada deszcz zastanawiam się zawsze ile kilometrów przebyły
te krople nim spadły na moje podwórko.
Może dziewięć dni wcześniej energia promieniowania słonecznego
uniosła je w postaci pary z morza gdzieś na wschodnim wybrzeżu
Ameryki?
Para unosiła się coraz wyżej, szukając jakiegoś punktu oparcia.
A im się wyżej wznosiła tym chłodniejsze powietrze było wokół niej.
Jej podróż w górę ustała na wysokości sześciu kilometrów nad
powierzchnią Oceanu Atlantyckiego.
I teraz, razem z innymi cząstkami pary wodnej skupiła się na
niezliczonych drobinach pyłu, które nazywamy jądrami kondensacji.
W ten sposób powstały kropelki wody lub lodu tworząc chmurę.
Gdy chmura popychna wiatrem dotarła nad Europę, kropelki były już
duże i ciężkie, gotowe by zacząć obniżać swe położenie.
Miliony maciupeńkich kropelek leciały w dół zderzając się bezustannie
ze sobą.W czasie lotu w dół powiększyły się dwudziestokrotnie,
osiągając około 2mm średnicy.
Wszystkim się wydaje, że woda deszczowa jest najczystsza, ale
to nie jest prawda.
Badania kropli deszczu wykazały, że znajdują się w ich wnętrzu
nie tylko drobiny pustynnego pyłu, popiołu wulkanicznego i soli
morskiej. Krople deszczu to bezpłatny pojazd dla bakterii, pyłków
kwiatowych, zanieczyszczeń chemicznych a nawet DNA.
A wszystko to codziennie przemieszcza się nad naszymi głowami
w postaci chmur, ktore zawierają ponad 15 bilionów ton wody,
co równe jest trzykrotnej objętości Morza Sródziemnego.
Przepowiadacz pogody ze mnie kiepski, ale kilka rodzajów chmur
już rozpoznaję. Np. ALTOCUMULUSY i CUMULUSY. Te pierwsze często
tworzą na błękicie niebie różne ciekawe kształty i gwarantują
stabilną pogodę.
Skłębione CUMULUSY mają wyrazne krawędzie, powstają w ciągu
dnia i jeśli pod wieczór znikają jest to zapowiedz, że nadal będzie
ładna pogoda.
Chmury, które często są bardzo fotogeniczne, zwłaszcza o
zachodzie słońca to STRATUSY. To warstwa chmur najniżej
zawieszonych nad ziemią, szare, osiągające grubość do 500m.
Niestety one gwarantują złą pogodę.
Szybko tworzą się olbrzymie kałuże, a kolejne krople deszczu
rozcinają powierzchnię kałuż nie tracąc swego kształtu.
Dzieje się tak zawsze wtedy gdy prędkość, z którą kropla wody
atakuje powierzchnię jakiegoś zbiornika wody wynosi około 20 km
na godzinę. Poza tym napięcie powierzchniowe kropli wody jest
jest większe niż tafli powierzchni zbiornika wody, jakim w danej
chwili jest kałuża.
Gdy pada deszcz zastanawiam się zawsze ile kilometrów przebyły
te krople nim spadły na moje podwórko.
Może dziewięć dni wcześniej energia promieniowania słonecznego
uniosła je w postaci pary z morza gdzieś na wschodnim wybrzeżu
Ameryki?
Para unosiła się coraz wyżej, szukając jakiegoś punktu oparcia.
A im się wyżej wznosiła tym chłodniejsze powietrze było wokół niej.
Jej podróż w górę ustała na wysokości sześciu kilometrów nad
powierzchnią Oceanu Atlantyckiego.
I teraz, razem z innymi cząstkami pary wodnej skupiła się na
niezliczonych drobinach pyłu, które nazywamy jądrami kondensacji.
W ten sposób powstały kropelki wody lub lodu tworząc chmurę.
Gdy chmura popychna wiatrem dotarła nad Europę, kropelki były już
duże i ciężkie, gotowe by zacząć obniżać swe położenie.
Miliony maciupeńkich kropelek leciały w dół zderzając się bezustannie
ze sobą.W czasie lotu w dół powiększyły się dwudziestokrotnie,
osiągając około 2mm średnicy.
Wszystkim się wydaje, że woda deszczowa jest najczystsza, ale
to nie jest prawda.
Badania kropli deszczu wykazały, że znajdują się w ich wnętrzu
nie tylko drobiny pustynnego pyłu, popiołu wulkanicznego i soli
morskiej. Krople deszczu to bezpłatny pojazd dla bakterii, pyłków
kwiatowych, zanieczyszczeń chemicznych a nawet DNA.
A wszystko to codziennie przemieszcza się nad naszymi głowami
w postaci chmur, ktore zawierają ponad 15 bilionów ton wody,
co równe jest trzykrotnej objętości Morza Sródziemnego.
Przepowiadacz pogody ze mnie kiepski, ale kilka rodzajów chmur
już rozpoznaję. Np. ALTOCUMULUSY i CUMULUSY. Te pierwsze często
tworzą na błękicie niebie różne ciekawe kształty i gwarantują
stabilną pogodę.
Skłębione CUMULUSY mają wyrazne krawędzie, powstają w ciągu
dnia i jeśli pod wieczór znikają jest to zapowiedz, że nadal będzie
ładna pogoda.
Chmury, które często są bardzo fotogeniczne, zwłaszcza o
zachodzie słońca to STRATUSY. To warstwa chmur najniżej
zawieszonych nad ziemią, szare, osiągające grubość do 500m.
Niestety one gwarantują złą pogodę.
czwartek, 1 października 2015
Polowanie na ciemną materię
Wiem, wiem, mało to kogoś z Was obchodzi.
Całymi latami mnie też ten temat jakoś nie obchodził, ale nagle, pewnie
z powodu postępującej sklerozy lub coraz mniejszego zachwytu tym
co się dzieje w świecie, zaczęła mnie wciągać astronomia, astrofizyka
a nawet fizyka kwantowa.
A może po prostu łatwiej mi to zrozumieć niż pokrętne rozumowania
wielu polityków i nie tylko ich.
Wiadomo, że każda rzecz tworzy jakąś całość, równą 100 procentom.
Najczęściej te 100% tworzą różne składniki a ciekawość ludzka każe
nam dociekać jakie to są składniki.
W astronomii nadal jest dość sporo niewiadomych i co zabawniejsze
każde nowe odkrycie niewiele wyjaśnia, raczej powoduje całą gamę
nowych pytań.
Kolejne satelity wysyłamy w Kosmos a ich odkrycia zmuszają nas do
kolejnych poszukiwań.
Badający składniki Wszechświata satelita Planck przesłał wyniki,
po przestudiowaniu których okazuje się, że 68% Kosmosu to
ciemna energia, 27% to ciemna materia, 0,25% stanowią gwiazdy,
planety,asteroidy i metale ciężkie, 4,75% to gaz międzygalaktyczny.
Ciemna energia, to wielce tajemnicza siła, która powoduje coraz
szybsze rozszerzanie się wszechświata.
Uczeni są zgodni co do tego, że galaktyki nie składają się tylko
z materii widzialnej, bo ich siła ciężkości nie wystarczy do
utrzymania tych szybko wirujących formacji w Kosmosie, więc
z całą pewnością działa na nie również jakaś inna, nie tylko
niewidzialna ale i nieznana nam ze składu siła.
Siła ta nosi miano ciemnej materii.
Tak więc ciemna materia jest obecnie konceptem teoretycznym.
Jeżeli ktoś z Was myśli, że tę ciemną materię uczeni poszukują
w głębiach Kosmosu, to się bardzo myli.
Poszukiwania ciemnej materii trwają w specjalnym laboratorium,
które znajduje się 1,5 km pod ziemią, w opuszczonej kopalni
złota w Dakocie Południowej.
Podziemne laboratorium pozwoliło na zminimalizowanie działania
cząstek promieniowania kosmicznego na badany materiał.
Głównym elementem laboratorium jest detektor LUX, wypełniony
ciekłym ksenonem o temp. -100 stopni C.
Jeżeli atomy ksenonu wejdą w reakcję z hipotetyczną cząsteczką
WIMP, będącą wg uczonych cząstką składową ciemnej materii,
powstanie wówczas błysk światła i elektrony.
Prace trwają od 2013 roku, ale jak dotąd nie uzyskano tego tak
oczekiwanego błysku i elektronów.
Brak oczekiwanych efektów może również świadczyć o tym, że
ciemna materia nie istnieje.
Grupa uczonych, zwolenników zmodyfikowanej teorii dynamiki
Newtona zwana MOND, uważa że ciemna materia nie istnieje,
a zewnętrzne, szybko obracające się obszary galaktyk nie są
trzymane "na uwięzi" przez ciemną materię, tylko po prostu
prawo powszechnego ciążenia uległo tam zmianie i tamtejsza
grawitacja nie słabnie tylko przybiera na sile.
Na całym świecie istnieje dziesięć takich podziemnych
laboratoriów, w których "tabuny" naukowców cierpliwie czekają
na ów błysk.
Wszyscy jednak najbardziej liczą na ten nowy detektor LUX, bo
jest najczulszym urządzeniem.
Jestem pewna, że wiele osób czytając ten tekst wzruszy tylko
ramionami, myśląc jednocześnie, że nie bardzo wiadomo na co
komu informacja czym jest czarna materia i jak działa.
Ale gdyby ludzie nie byli dociekliwi i nie interesowali się różnymi
"mało życiowymi" tematami, zapewne nie mielibyśmy takiego
postępu technicznego.
Nie lecielibyśmy "nie wiadomo po co" na Księżyc, nie byłoby
telefonii komórkowej ani internetu, ani mniej lub bardziej
przydatnych elektronicznych gadżetów.
Całymi latami mnie też ten temat jakoś nie obchodził, ale nagle, pewnie
z powodu postępującej sklerozy lub coraz mniejszego zachwytu tym
co się dzieje w świecie, zaczęła mnie wciągać astronomia, astrofizyka
a nawet fizyka kwantowa.
A może po prostu łatwiej mi to zrozumieć niż pokrętne rozumowania
wielu polityków i nie tylko ich.
Wiadomo, że każda rzecz tworzy jakąś całość, równą 100 procentom.
Najczęściej te 100% tworzą różne składniki a ciekawość ludzka każe
nam dociekać jakie to są składniki.
W astronomii nadal jest dość sporo niewiadomych i co zabawniejsze
każde nowe odkrycie niewiele wyjaśnia, raczej powoduje całą gamę
nowych pytań.
Kolejne satelity wysyłamy w Kosmos a ich odkrycia zmuszają nas do
kolejnych poszukiwań.
Badający składniki Wszechświata satelita Planck przesłał wyniki,
po przestudiowaniu których okazuje się, że 68% Kosmosu to
ciemna energia, 27% to ciemna materia, 0,25% stanowią gwiazdy,
planety,asteroidy i metale ciężkie, 4,75% to gaz międzygalaktyczny.
Ciemna energia, to wielce tajemnicza siła, która powoduje coraz
szybsze rozszerzanie się wszechświata.
Uczeni są zgodni co do tego, że galaktyki nie składają się tylko
z materii widzialnej, bo ich siła ciężkości nie wystarczy do
utrzymania tych szybko wirujących formacji w Kosmosie, więc
z całą pewnością działa na nie również jakaś inna, nie tylko
niewidzialna ale i nieznana nam ze składu siła.
Siła ta nosi miano ciemnej materii.
Tak więc ciemna materia jest obecnie konceptem teoretycznym.
Jeżeli ktoś z Was myśli, że tę ciemną materię uczeni poszukują
w głębiach Kosmosu, to się bardzo myli.
Poszukiwania ciemnej materii trwają w specjalnym laboratorium,
które znajduje się 1,5 km pod ziemią, w opuszczonej kopalni
złota w Dakocie Południowej.
Podziemne laboratorium pozwoliło na zminimalizowanie działania
cząstek promieniowania kosmicznego na badany materiał.
Głównym elementem laboratorium jest detektor LUX, wypełniony
ciekłym ksenonem o temp. -100 stopni C.
Jeżeli atomy ksenonu wejdą w reakcję z hipotetyczną cząsteczką
WIMP, będącą wg uczonych cząstką składową ciemnej materii,
powstanie wówczas błysk światła i elektrony.
Prace trwają od 2013 roku, ale jak dotąd nie uzyskano tego tak
oczekiwanego błysku i elektronów.
Brak oczekiwanych efektów może również świadczyć o tym, że
ciemna materia nie istnieje.
Grupa uczonych, zwolenników zmodyfikowanej teorii dynamiki
Newtona zwana MOND, uważa że ciemna materia nie istnieje,
a zewnętrzne, szybko obracające się obszary galaktyk nie są
trzymane "na uwięzi" przez ciemną materię, tylko po prostu
prawo powszechnego ciążenia uległo tam zmianie i tamtejsza
grawitacja nie słabnie tylko przybiera na sile.
Na całym świecie istnieje dziesięć takich podziemnych
laboratoriów, w których "tabuny" naukowców cierpliwie czekają
na ów błysk.
Wszyscy jednak najbardziej liczą na ten nowy detektor LUX, bo
jest najczulszym urządzeniem.
Jestem pewna, że wiele osób czytając ten tekst wzruszy tylko
ramionami, myśląc jednocześnie, że nie bardzo wiadomo na co
komu informacja czym jest czarna materia i jak działa.
Ale gdyby ludzie nie byli dociekliwi i nie interesowali się różnymi
"mało życiowymi" tematami, zapewne nie mielibyśmy takiego
postępu technicznego.
Nie lecielibyśmy "nie wiadomo po co" na Księżyc, nie byłoby
telefonii komórkowej ani internetu, ani mniej lub bardziej
przydatnych elektronicznych gadżetów.
środa, 30 września 2015
Zrób sobie......
.... batonik.
To naprawdę bardzo zdrowe i często ratujące nas z opresji batoniki.
Jeśli mamy w planie drobny rajd rowerowy lub długą wycieczką w góry,
bardzo przyda nam się taki dopalacz mięśniowy. Takimi batonikami
dokarmiają się kolarze pod koniec etapu, by wzmocnić tkankę mięśniową.
Składniki:
125 g orzechów laskowych,
125 g migdałów,
75 g rodzynek,
75g suszonych moreli,
75 g fig,
75 g suszonych śliwek
1/2 łyżeczki cynamonu,
1/2 łyżeczki imbiru w proszku,
100 g płatków owsianych (zwykłych, nie błyskawicznych),
75 g pełnoziarnistej mąki pszennej,
2 jajka,
50 g cukru trzcinowego nierafinowanego (do kupienia w Lidlu),
125 g miodu.
Wykonanie:
1. Włączamy piekarnik i nagrzewamy do 180 stopni C,
2. Połowę migdałów i orzechów mielimy, resztę siekamy.
3.Śliwki i figi kroimy w paseczki.
Wszystkie sypkie składniki , owoce, orzechy i przyprawy wrzucamy
do miski i mieszamy.
4.Jajka ucieramy z cukrem trzcinowym, dodajemy miód i łączymy
tę masę z pozostałymi składnikami.
Blachę wykładamy papierem do pieczenia i na niej kładziemy masę
warstwą równą 1 - 1,5 cm.
Wstawiamy do gorącego piekarnika i pieczemy 25 minut.
Po wyjęciu z piecyka kroimy masę jeszcze ciepłą.
Z blachy zdejmujemy batoniki po ostygnięciu.
**
składniki zaznaczone różowym kolorem mają zasadnicze działanie
podtrzymujące pracę naszych mięśni.
Batoniki na podwyższenie odporności organizmu, czyli w sam raz na
jesień i zimę
Składniki:
1 banan,
75 g cukru trzcinowego nierafinowanego,
75 g miodu,
1 łyżeczka oleju rzepakowego bio,
1 duże jajko,
60g mąki pełnoziarnistej,
55 g orzechów brazylijskich,
1,2 łyżeczki soli himalajskiej (różowej),
1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego,
90 g płatków owsianych.
Wykonanie:
1. nagrzewamy piekarnik do 170 stopni C
2.banan, olej, jajko,cukier, miód i ekstrakt waniliowy mieszamy
blenderem na średnich obrotach .Stopniowo dodajemy płatki, posiekane orzechy i sól aż do uzyskania jednolitej masy.
Masę wykładamy łyżką do małej "keksówki"(dług.ok.20cm).
Wyrównujemy powierzchnię łyżką, pieczemy 25 minut.
Kroimy zaraz po upieczeniu na kawałki i studzimy.
A tak nawiasem nie bardzo rozumiem dlaczego takich batoników nie ma
w sprzedaży- nadają się dla wszystkich i dla dorosłych i dla dzieci.
To naprawdę bardzo zdrowe i często ratujące nas z opresji batoniki.
Jeśli mamy w planie drobny rajd rowerowy lub długą wycieczką w góry,
bardzo przyda nam się taki dopalacz mięśniowy. Takimi batonikami
dokarmiają się kolarze pod koniec etapu, by wzmocnić tkankę mięśniową.
Składniki:
125 g orzechów laskowych,
125 g migdałów,
75 g rodzynek,
75g suszonych moreli,
75 g fig,
75 g suszonych śliwek
1/2 łyżeczki cynamonu,
1/2 łyżeczki imbiru w proszku,
100 g płatków owsianych (zwykłych, nie błyskawicznych),
75 g pełnoziarnistej mąki pszennej,
2 jajka,
50 g cukru trzcinowego nierafinowanego (do kupienia w Lidlu),
125 g miodu.
Wykonanie:
1. Włączamy piekarnik i nagrzewamy do 180 stopni C,
2. Połowę migdałów i orzechów mielimy, resztę siekamy.
3.Śliwki i figi kroimy w paseczki.
Wszystkie sypkie składniki , owoce, orzechy i przyprawy wrzucamy
do miski i mieszamy.
4.Jajka ucieramy z cukrem trzcinowym, dodajemy miód i łączymy
tę masę z pozostałymi składnikami.
Blachę wykładamy papierem do pieczenia i na niej kładziemy masę
warstwą równą 1 - 1,5 cm.
Wstawiamy do gorącego piekarnika i pieczemy 25 minut.
Po wyjęciu z piecyka kroimy masę jeszcze ciepłą.
Z blachy zdejmujemy batoniki po ostygnięciu.
**
składniki zaznaczone różowym kolorem mają zasadnicze działanie
podtrzymujące pracę naszych mięśni.
Batoniki na podwyższenie odporności organizmu, czyli w sam raz na
jesień i zimę
Składniki:
1 banan,
75 g cukru trzcinowego nierafinowanego,
75 g miodu,
1 łyżeczka oleju rzepakowego bio,
1 duże jajko,
60g mąki pełnoziarnistej,
55 g orzechów brazylijskich,
1,2 łyżeczki soli himalajskiej (różowej),
1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego,
90 g płatków owsianych.
Wykonanie:
1. nagrzewamy piekarnik do 170 stopni C
2.banan, olej, jajko,cukier, miód i ekstrakt waniliowy mieszamy
blenderem na średnich obrotach .Stopniowo dodajemy płatki, posiekane orzechy i sól aż do uzyskania jednolitej masy.
Masę wykładamy łyżką do małej "keksówki"(dług.ok.20cm).
Wyrównujemy powierzchnię łyżką, pieczemy 25 minut.
Kroimy zaraz po upieczeniu na kawałki i studzimy.
A tak nawiasem nie bardzo rozumiem dlaczego takich batoników nie ma
w sprzedaży- nadają się dla wszystkich i dla dorosłych i dla dzieci.
Subskrybuj:
Posty (Atom)