drewniana rzezba

drewniana rzezba

środa, 23 czerwca 2010

28. Komórka

Tym razem rzecz nie dotyczy komórki jakiegoś organizmu lecz telefonu
komórkowego. Zaczynam podejrzewać, że niemal każda osoba, która już
ukończyła przedszkole, posiada telefon komórkowy. Mój słodki wnuczek
też posiada komórkę, czyli zdezelowany aparat, który po naciśnięciu jed-
nocześnie dwóch klawiszy wygrywa "marsza tureckiego" Mozarta, a mały
jest wtedy zachwycony. Osobiście uważam, że telefon komórkowy to
naprawdę fajny wynalazek, podobnie jak internet.

W ciągu ostatnich minionych 10 lat na całym świecie sprzedano ponad
pięć miliardów telefonów komórkowych. Najczęściej ich czas używania
wynosił przeciętnie 2 lata, bo wciąż powstają nowe modele i stare aparaty
lądują na śmietniku. Jest to niesamowita rozrzutność, bo w jednym tylko
telefonie komórkowym znajduje się aż 30 rodzajów różnych metali. Wśród
nich znajdziemy złoto, platynę, srebro, kobalt, tantal, german, ind, pallad,
niob, że nie wspomnę o takich "pospolitych" jak miedz, , cynk, cyna, nikiel
lub aluminium. Niektóre z tych metali są produktami ubocznymi przy
uzyskiwaniu miedzi, niklu, złota i cynku.

Okazuje się, że w każdej chwili możemy mieć trudności z pozyskiwaniem
tych niezwykle drogich i rzadkich metali i to aż z dwóch powodów- kryzysu,
który powoduje zamykanie kopalń głównych surowców , takich jak
miedz, czy też nikiel oraz dlatego, że zasoby surowców zaczynają się kurczyć.
Odzyskiwanie tych rzadkich i drogich metali praktycznie nie istnieje, ponie-
waż są one nanoszone cieniutką warstwą na inne materiały.
Ind, pozyskiwany przy wytopie cynku wykorzystywany jest również w pro-
dukcji półprzewodników, ogniw słonecznych, płaskich monitorów i wyświetla-
czy.

Europa niestety prawie nie posiada złóż rzadkich metali i musi bazować na
imporcie. Obecnie największymi eksporterami są Chiny i Rosja, które zaczy-
nają wprowadzać ograniczenia handlowe. Komisja Europejska zapowiedziała
wszczęcie rozmów z krajami eksportującymi metale, by zapewnić państwom
UE stałe zaopatrzenie.

A to wszystko razem może oznaczać, że miną bezpowrotnie czasy zakupu
wypasionej komórki za 1 zł , a ceny elektroniki zaczną pomaleńku iść
w górę.

A pamiętacie jeszcze jak to było bez telefonu komórkowego? Bez sms'ów?


zródło:Forum nr20/2010

niedziela, 20 czerwca 2010

27. Trochę ekshibicjonizmu

Ostatni post Zgagi przypomniał mi, że co jakiś czas mam wpadki, typu
zachowanie nie adekwatne do sytuacji.
Zaczęło się jeszcze w dzieciństwie, miałam pewnie z 5 lat. Umarł znajomy
pan S., a ponieważ nie było z kim mnie zostawić, dostąpiłam "zaszczytu"
uczestnictwa w uroczystości. Zupełnie nie wiem czemu, ale zmarły spoczy-
wał w otwartej trumnie, na katafalku. Wpierw byłam zaintrygowana "co
stoi na tym stoliku", więc mnie szeptem poinformowano, że to trumna.
Przyglądałam się, przyglądałam wreszcie nie wytrzymałam i zapytałam
głośno: "a dlaczego tam leży sam nos?" . Nieboszczyk jeszcze za życia
dysponował b. długim nosem i naprawdę, jedyne co widziałam z wysokości
swego wzrostu, to był nos. Wydarzenie wryło mi się w pamięć, bo zostałam
wyprowadzona i pouczona o niewłaściwości swego zachowania przy pomocy
kilku klapsów.
Widocznie nauka w tej materii jednak poszła w las, bo będąc w I klasie liceum,
zostałam wytypowana z kilkoma koleżankami na pogrzeb jakiegoś oficjela,
który w zamierzchłej przeszłości był harcerzem i coś tam dobrego zdziałał
dla naszej Drużyny. Był listopad, nam kazano przyjść w mundurkach, a
zimno było okropnie. Załadowałam pod mundurek sweter, założyłam
ciepłą spódnicę i pojechałam. Pogrzeb był na cmentarzu Wojskowym. Nam
kazano stanąć z wiązanką w pobliżu otwartego, murowanego grobu.Ktoś
palnął mówkę, potem ksiądz wychrypiał jakiś tekst , grabarze unieśli trumnę
w górę i zaczęli pomału opuszczać do grobu. W tym momencie wdowa zaczęła
bardzo głośno płakać i .... zazgrzytało coś, a trumna utknęła. Wdowa zamilkła
i zapytała co się stało. Grabarze przeprosili , ale mimo ich wysiłków trumna
ani drgnęła. Odstawili ją na bok i zaczęli odkuwać cegły ze środka. Staliśmy
wszyscy marznąc niemiłosiernie. Wreszcie "fachowcy" zadecydowali,że będzie
dobrze. Znów zaczęli opuszczać trumnę w dól, a wdowa włączyła głośny płacz.
Niestety - trumna znów ugrzęzła , wdowa zamilkła, jeden z grabarzy warknął
coś o cholerze, trumnę znów podciągnięto, odstawiono na bok, zaczęto znów
kuć. Czułam, że za chwilę dostanę strasznej głupawki, bo poczułam się jak na
głupawej komedii.Schowałam się za jedną z dziewczyn i starałam się zasłonić
wiązanką.
Po kilkunastu minutach grabarze znów zaczęli spuszczać trumnę do grobu,
wdowa zaczęła głośno płakać i....znów usłyszeliśmy zgrzyt. W tym momen-
cie wcisnęłam wiązankę koleżance i dusząc się ze śmiechu, uciekłam. Gdy
schowałam się w pewnej odległości za jakimś nagrobkiem, zaczęłam się
śmiać na całego. Za mną przybiegły jeszcze dwie koleżanki i prawie ta-
rzałyśmy się ze śmiechu. Nie mogłyśmy się opanować, totalny brak
kultury.
Ale mnie naprawdę takie uroczystości nie służą, zwyczajnie mam fioła.
Gdy umarł mój dziadek wszystkie formalności musiałam ja załatwiać.
W zakładzie pogrzebowym dostałam głupawki, na widok pani, skaczącej koło
mnie z jakimiś poszeweczkami na jasiek i dociekającej czy mają być falbanki.
Wyskoczyłam stamtąd ze słowami- przecież to obojętne, to mu życia nie
zwróci. Tym samym zmusiłam ojca, by dokończył załatwianie tych spraw.
Drugi atak głupawki dopadł mnie, gdy wraz z Babcią wylądowałyśmy u
modystki, by zakupić odpowiednie nakrycia głowy, koniecznie ozdobione
czarnymi woalkami. Miałam wtedy raptem 20 lat i gdy zobaczyłam siebie
w czarnym kapeluszu z czarną woalką, zwyczajnie wybuchnęłam śmiechem.
Bo naprawdę wyglądałam w tym komicznie. Dostałam dyspensę na czarną
czapkę, bez woalki.
Od tamtego czasu starannie unikałam pogrzebów, nawet część rodzinnych
opuściłam.
Dla równowagi na śluby też nie chodzę. Bo może dostałabym ataku płaczu?

środa, 16 czerwca 2010

26.Teoria ewolucji i okolice

Darwin, tuż przed śmiercią ubolewał, że niezbyt dobrze zrozumiano jego
teorię doboru naturalnego jako jedyny mechanizm ewolucji. Teraz, gdy
niemal każdy dzień przynosi nowe odkrycia na polu genetyki i epigenetyki,
z pewnością zakrzyknąłby radośnie: "miałem rację".
Epigenetyka to nowa gałąz nauki, zajmująca się epigenomem, czyli ochron-
nym opakowaniem białek, wokół których owinięty jest materiał genetycz-
ny, czyli nici DNA.
Epigenom odgrywa główną rolę w określaniu, które z tysięcy genów będą
miały rzeczywisty wpływ na cechy organizmu.
Naukowcy z uniwersytetu wLinkoping (Szwecja) prowadzili specjalne
badania na kurach.Kury trzymano w takim kurniku, który zapewniał
kurom wyjątkowo stresujące warunki : manipulowano światłem tak, by
ptaki całkowicie straciły orientację, zaburzając im rytm spania i jedzenia.
Zdezorientowane kury wpadły w stres i zaczęły tracić umiejętność
wyszukiwania pożywienia ukrytego w labiryncie, którą to przedtem posia-
dały. Po pewnym czasie ptaki przeniesiono z powrotem w niestresujące
warunki, gdzie je zapłodniono, a ich pisklęta wykluły się również w tym
niestresującym otoczeniu. Wówczas okazało się , że pisklęta nie posia-
dają zdolności odnajdywania pokarmu w labiryncie. Odziedziczyły
po swoich matkach cechy wywołane u nich sztucznie przez wpływ środo-
wiska. Przeprowadzone dokładne badania wykazały, że stres wpływa na
ekspresje genów - potrafi niektóre z nich "włączać" lub wyłączać".
Szwedzi obserwowali również mieszkańców Norrbotten, najdalej na pół-
noc usytuowanej części kraju. Zbiory w tym rejonie są z reguły słabe,
ale od czasu do czasu występuje wysoki urodzaj. Oznacza to, że dzieci
dorastały przy gwałtownych zmianach ilości pożywienia. Badacze stwier-
dzili, że pojedyncze okresy wielkiego przejadania się pośrodku wielu lat
niedoborów pożywienia mogły sprawić, że wnuki takiej przejadającej się
osoby umierały średnio32 lata wcześniej, niż gdyby odżywianie w dzieciń-
stwie było stale zrównoważone.
To trochę przerażające, że styl naszego życia ma wpływ na długość życia
naszych potomków zanim oni nawet zostali zaplanowani.

Epigenetyka zachwiała mocno teorią doboru naturalnego.
Badania wykazały, że wielkie fragmenty genomu ludzkiego składają się
z wirusów lub podobnego do wirusów materiału, a więc nasuwa to podej-
rzenie, że dostały się tam drogą infekcji.
Badając mikroby uczeniu zdobyli dowody na to, że transfer genów odbywa
się nie tylko drogą z rodziców na potomstwo ale również występuje
pomiędzy organizmami. Bakteria może zdobyć dziesięć procent swoich
genów od innych organizmów.
Powstaje też pytanie: skoro genom jest tym, co definiuje organizm a orga-
nizmy mogą się swobodnie wymieniać genami, to jak wyznaczyć granicę
pomiędzy jednym organizmem a drugim?

Z niecierpliwością czekam na nową książkę Davida Shenka "Dlaczego
wszystko, co wam mówili o genetyce,talencie i IQ, jest błędne" by ukazała
się w polskim tłumaczeniu.

Bo troszkę przeraża mnie myśl, że to co robię teraz, w jakim środowisku
żyję, co i ile jem, może mieć wpływ na moje pra-prawnuki.

poniedziałek, 14 czerwca 2010

25. Przepraszam za brak komentarzy

Kochani blogowicze z Onetu- nie wiem co się dzieje , ale macie jakoś
piekielnie głodne blogi - zżerają mi komentarze. Wczoraj komentarz
u JKK zjadło mi 3 , słownie: trzy razy. Dziś zjadło mi u Effki, u Srebrzystej,
na blogu Gospo dało mi info, że taki blog nie istnieje, u Zgagi zjadło mi wpis
a u Czarnego Ptaka udało mi się zaledwie po drugim razie.
W każdym razie wiedzcie, że ja wszystkie Wasze posty czytam, a moje
milczenie wynika z przyczyn czysto technicznych, a nie dlatego, że nie
czytam.
I to tyle żalów na dziś.

sobota, 12 czerwca 2010

24. Extrema

Dość często oglądam na kanale Discovery program o inżynierii ekstremalnej.
Można tu obejrzeć jak powstawały najwyższe budowle świata współczesnego,
największe statki transportowe, najnowocześniejsze stadiony sportowe,
największy statek pasażerski lub najwyższy dzwig.
Najczęściej oglądam wszystko z zapartym tchem i zazdrością. I wcale nie
zazdroszczę innym wielkości tych obiektów, ja im zazdroszczę...organizacji
pracy, całej logistyki.

Dotychczas najwyższym budynkiem mieszkalnym świata był wieżowiec
Tajpej101 o wys.509 metrów, a najwyższą wolno stojącą budowlą był
budynek CN-Tower w Toronto, o wysokości 553 metry.
Od stycznia tego roku najwyższym budynkiem mieszkalnym świata jest
Burdż Dubaj. Jego wysokość to 818 metrów a kondygnacji mieszkalnych
jest aż 160. Powietrze przy jego szczycie jest o osiem stopni chłodniejsze
niż przy jego podstawie.
Budowa Burdż Dubaj trwała 5 lat, właściwie dzień i noc.
Osobą odpowiedzialną za to, by ludzie, maszyny i materiały znajdowały się
we właściwym miejscu i czasie był niemiecki inżynier Uwe Hinrichs z Bremy,
który na tę budowę trafił w końcu 2004 roku, gdy była już zabetonowana
płyta fundamentowa, umieszczona na 850 palach, wbitych w grunt na głę-
bokość 55 metrów.
Ekipa budowlana była międzynarodowa, stanowili ją głównie gastarbaiterzy
z Indii, Bangladeszu, Pakistanu. Około 2000 osób stawiało średnio jedną
kondygnacje tygodniowo. Gdy w 2009 roku zaczęto prowadzić prace wykoń-
czeniowe, ilość pracowników wzrosła do 14 tysięcy, którzy mówili 35 językami,
reprezentowali 45 narodowości. Zarabiali bardzo mało, bo wykwalifikowany
stolarz zarabiał równowartość 12 euro dziennie.

Burdż Dubaj to taka współczesna wieża Babel - jej wykonawcy to ludzie róż-
nych nacji, wyposażenie budynku też pochodzi z różnych stron świata.
Do wzniesienia tego budynku zużyto 230 tysięcy metrów sześciennych betonu
oraz 31 tysięcy ton stali.
Beton można było wylewać tylko nocą, ponieważ w dzień zbyt szybko wysychał.
Niemiecka firma BASF musiała dodawać do niego specjalny środek zwiększa-
jący jego elastyczność, a jednocześnie zapewniający odpowiednią twardość.
Oprócz f-my BASF, swój udział w materiałach użytych w trakcie budowy miały
i inne niemieckie firmy: Lopark dostarczał parkiety, Guardian- szkło przeciw-
słoneczne, Dorma- zawiasy i okucia, Duravit- sedesy i bidety, Miele- aż 7650
urządzeń AGD, a Rosenthal 15 200 talerzy i filiżanek.
Z Brazylii sprowadzono forniry, z Włoch marmury, a elementy fasad z Chin.

Wizualnie na mnie ten budynek nie robi żadnego wrażenia, a na samą myśl
o zamieszkaniu w takim "kołchozie" robi mi się słabo.
Wieżowiec wznosiła firma Emaar, która ostatnio sprzedaje apartamenty w
tym wieżowcu już za 50% ceny katalogowej. No cóż, kryzys i do tych drzwi
zastukał.

Być może, że Burdż Dubaj niedługo będzie się cieszył tytułem najwyższego
budynku świata, bo Chiny, Arabia Saudyjska oraz Kuwejt planują wybudo-
wanie u siebie wieżowców, których wysokość ma przekraczać 1000 metrów.
Niech mi tylko ktoś wytłumaczy po co?


czwartek, 10 czerwca 2010

23. Druga młodość

Nie napiszę nic odkrywczego - średnia wieku się wydłużyła. Większość
naszych pra-prababek nie dożywało nawet okresu menopauzy. Niektóre
umierały bardzo młodo a kobieta około pięćdziesiątki uważana była za
staruszkę. Oczywiście zdarzały się niesamowicie odporne kobiety i doży-
wały nawet do dziewięćdziesiątki.
Na świecie ( zaczynam jak w bajce- za górami,za lasami) zaczyna się doce-
niać ludzi po pięćdziesiątce, szkoda, że u nas jakoś nie.
Bo nieprawdą jest, że tylko ludzie młodzi mogą mieć osiągnięcia twórcze.
Gdy Leonardo da Vinci malował Giocondę miał już 54 lata , a Enzo
Ferrari, gdy mu stuknęła pięćdziesiątka, zaczął konstruować swe pierwsze
samochody GT, które przyniosły mu sławę nie tylko we Włoszech.
Coca Colę wymyślił nie jakiś młodzieniaszek, ale 55-letni farmaceuta
z Atlanty, John Pemberton.
Swą słynną wieżę Gustaw Eiffel wybudował w Paryżu w wieku 57 lat,
a amerykański pięćdziesięciotrzylatek Ray Kroc otworzył pierwszy bar
McDonalds w San Bernardino, w Kalifornii.

Współcześnie też nie brak aktywnych pięćdziesięciolatków - Cesaria
Evora swą karierę międzynarodową rozpoczęła w wieku 52 lat.
Madonna, w dalszym ciągu na topie, w sierpniu tego roku ukończy 52
lata, a rozgrzewający serca pań George Clooney już ma lat 49.
Nadal piękna i atrakcyjna Demi Moore już ma 48 lat, co nie przeszko-
dziło jej poślubić o 16 lat młodszego partnera. Wiem, co o tym pomyślicie,
facet połaszczył się na pieniądze aktorki. Niekoniecznie, moja maman
miała męża 13 lat młodszego od siebie , a w wieku 42 lat urodziła syna.

W Europie Zachodniej wiele osób po pięćdziesiątce zakłada własne firmy,
często zmieniając całkowicie zawód. Niektórzy podejmują studia.
Dzięki hormonalnej terapii zastępczej kobiety nie cierpią tak dotkliwie,
jak kiedyś, z powodu menopauzy. Nastąpiło rozdzielenie kobiecej toż-
samości od tożsamości matki. Dzieci odchodzą z domu i nie ma już
syndromu opustoszałego gniazda, małżeństwo odżywa. Wiele kobiet
odkryło seks na nowo, seks, który nie jest obarczony ryzykiem ciąży.

Zachodni pięćdziesięciolatkowie mają gusta młodzieżowe- matki i córki
ubierają się w tych samych sklepach, tata z synem grają w te same
gry komputerowe. Połowa właścicieli iPhone'ów to osoby powyżej 5o lat.

A jak u nas? Kobieta, która decyduje się na małżeństwo z facetem
młodszym o kilkanaście lat, uważana jest za naiwną idiotkę i wszyscy
z zapartym tchem czekają, aż ją wybranek porzuci. Z kolei młoda
kobieta wychodząca za mąż za dużo starszego pana też jest wyszydzana,
obdarowywana niewybrednymi epitetami, wyśmiewana.
Nasz 50-latek z całą pewnością nie otworzy własnej firmy, nie zmieni
raz wyuczonego zawodu i nie podejmie studiów.
Nasze panie są straszone zgubnymi skutkami HTZ, a takie nastawienie
do tej terapii wynika głównie z niewiedzy naszych lekarzy i oszczędności,
bo prowadzona odpowiednio i monitorowana HTZ daje b. dobre efekty.

Nie da się ukryć, jesteśmy wciąż z tyłu, podobno mamy około 15 lat
opóznienia.

wtorek, 8 czerwca 2010

22. Coś o spaniu

Przechorowałam się nieco i jedyne na co mam ochotę to spanie. Tęsknie
zerkam na podusię i pled, ale nic z tego - muszę być "na chodzie".
Nic dziwnego, że jestem niewyspana, skoro śpię w pokoju ze swoim
jamniorem, który całymi dniami drzemie, a w nocy rozrabia. A to piszczy,
żeby go pogłaskać, a to szczeka przez sen, a to idzie do miski z wodą i pije
tak głośno, że zawsze mnie obudzi a do tego kaszle, bo ma chore serduszko.
Dobrze, że już udało mi się odzwyczaić go od spania w moim łóżku.

Pomyślałam, że i tak mam niezle, że nie żyję w czasach, gdy spanie nie było
czynnością indywidualną, a zbiorową.
Przez wieki spano nie tylko razem w jednej izbie, często spano w wiele osób
w jednym dużym łożu.
Było to niewątpliwie dobre rozwiązanie zimą, bo łatwiej było ogrzać jedną
izbę a i pod wspólną kołdrą też było cieplej. Poza tym nie wszędzie była
dostateczna ilość pościeli.
W XIX wiecznej Irlandii każdy z członków rodziny miał z góry określone
miejsce do spania. Pod ścianą spała najstarsza córka (miejsce najbardziej
oddalone od drzwi), potem jej siostry wg wieku, następnie matka, ojciec
i synowie, a dalej, jeżeli była taka potrzeba- osoby obce, np. domokrążca
lub biedak przygarnięty na noc.
Meżczyzni zawsze zajmowali miejsca bliżej drzwi, by w razie napaści na
dom lub innego niebezpieczeństwa mogli szybko reagować.
Na wsiach często zabierano na noc do domu zwierzęta domowe.
Na walijskich wsiach, w XVIII wieku każde domostwo było istną arką
Noego- razem z gospodarzami nocowało i bydło rogate i nierogacizna.
Uważano wtedy, że krowy patrzące na płonący w palenisku ogień dają
więcej mleka, a już niewątpliwie wygodniej było rano wydoić krowę
bez wychodzenia z domu. Czy wyobrażacie sobie ten poranny fetor?
Takie wspólne łoże miało też i inną dobrą stronę- przed zaśnięciem prowa-
dzono rozmowy, na które nie było czasu za dnia, wytwarzały się więzy
bliskości, a dzieciaki zawsze czuły się bezpiecznie.
Noclegi w jednym łożu zdarzały się również w podróży, gdyż często
zajazdy dla podróżnych nie dysponowały odpowiednią ilością łóżek.

W XVIII wieku wśród przedstawicieli klas bogatych rozpowszechniło
się przekonanie, że wspólne spanie jest godne pogardy, a religijni przy-
wódcy zaczęli potępiać spanie całymi rodzinami w jednym łożu, jako
urągające wszelkiej przyzwoitości.
Z czasem zwyczaje te przejęła również klasa średnia, a wspólne łoże stało
się przywilejem tylko małżonków.

I od razu zaroiło się od poradników jak w tym wspólnym łożu czas spędzać.
Pewien XVIII-wieczny specjalista tak doradzał mężczyznom: "Z całej
mocy unikajcie nieporozumień w sypialni, a to dlatego, by wydarzenie
dostarczające przyjemności nie stało się kolejną nieprzyjemnością".
Ciekawe co on miał na myśli?