Coś się dzieje złego z moim kompem i obym nie musiała kupować
nowego, bo zwyczajnie już nie mam na to forsy.
Dziś wypróbuję swą nowiutką kabinę prysznicową - takie dostałam
polecenie od Mistrzu.
Trzeba po prostu sprawdzić, czy wszystko dobrze działa, czy jest
wszystko szczelne, bo jak powiedział Mistrzu "z wodą i kabiną
to nigdy nic nie wiadomo".
W tym momencie przypomniało mi się, że gdy pół roku temu
oglądałam gotowe kabiny prysznicowe - takie z hydromasażem,
radiem i innymi gadżetami, jeden z klientów podszedł i wskazując
na kabinę, którą się właśnie zachwycałam, powiedział:
"tylko niech pani nie kupuje tego badziewia! co odkręcę kran
leci woda z pięciu dysz, czy sobie tego życzę czy nie! właśnie
szukam normalnej kabiny, bez tych udziwnień! i w ogóle ciasno
w niej i duszno!"
A wierzcie mi - kabina wyglądała super i miała wielce atrakcyjną
cenę.
Ja za swoje drzwi wnękowe, składane i ściankę oraz brodzik z
wyposażeniem zapłaciłam dwa razy tyle co kosztowało tamto cudo
z brodzikiem, siedziskiem, pięcioma dyszami, deszczownicą, półkami,
radiem i wentylacją.
Wygląda na to, że będę po klatce schodowej krążyć w szlafroku:)))
P.S.
Jeśli mnie tu nie będzie dłużej to znaczy, że jestem pozbawiona kompa.
drewniana rzezba
wtorek, 28 maja 2013
niedziela, 26 maja 2013
Wbrew pozorom...
...wciąż istnieję. Marna to co prawda egzystencja, ale widać na taką
zasłużyłam. Mam na myśli cały wachlarz prześladujących mnie
dolegliwości.
Remont idzie do przodu, ale jakby w żółwim tempie.
"Remontowo" jest ukończony mały pokój, już nawet stoją w nim meble.
Nie tylko męża (bo to jego pokój), stoi również tam pionowo moja
wersalka, leży rulon wykładziny, mój fotel i stół z drugiego pokoju.
Teoretycznie gotowa jest łazienka, a brak w niej tylko pralki wraz
z podłączeniem i drugiej , małej szafki wiszącej.
Kuchnia też na etapie "teoretycznej skończoności", bo meble kuchenne
są, ale w nadal w paczkach.
Przedpokój wymalowany, ale oczywiście brak mu wykładziny.
Gdy remontowcy zdarli w "dużym pokoju" tapety ze ścian, oczom naszym
ukazał się smutny widok - smutny głównie z tego powodu, że trzeba jeszcze
sporo pracy w to włożyć, by można ściany pomalować. Na razie Mistrzu
cała sobotę zasuwał jak dziki i ściany są już przygotowane do tapety
podkładowej, którą położą jutro.
A w piątek przyjeżdżają meble- złożone, nie w paczkach.
Ostatnie moje dni miały dziwny rozkład - pobudka, śniadanie, zejście
do Mistrzu, zebranie poleceń co należy jeszcze zakupić, jazda na
rehabilitację, wycieczka do....OBI.
Doszłam do etapu, w którym dzień bez OBI to dzień stracony.
Zastanawiam się, czy nie powinnam od kierownictwa tegoż marketu
dostac jakiejś prowizji za taką ilość zakupionego towaru. W każdym razie
obsługę kas już rozpoznaję z daleka.Oni mnie też.
Dziś mój mąż, który prowadzi wykaz wydatków, poinformował mnie
ile już pieniędzy nam wyciekło na wszelkie zakupy, ile jeszcze wydamy
na planowane zakupy i na robociznę.
Dobrze, że siedziałam w fotelu- ze stołka to bym pewnie spadła.
A teraz coś dla oka. Gdy spoglądam przez okno, mam takie widoki:
Na drugim zdjęciu od góry "moja brzoza"- mieszka tu z nami
od samego początku.
zasłużyłam. Mam na myśli cały wachlarz prześladujących mnie
dolegliwości.
Remont idzie do przodu, ale jakby w żółwim tempie.
"Remontowo" jest ukończony mały pokój, już nawet stoją w nim meble.
Nie tylko męża (bo to jego pokój), stoi również tam pionowo moja
wersalka, leży rulon wykładziny, mój fotel i stół z drugiego pokoju.
Teoretycznie gotowa jest łazienka, a brak w niej tylko pralki wraz
z podłączeniem i drugiej , małej szafki wiszącej.
Kuchnia też na etapie "teoretycznej skończoności", bo meble kuchenne
są, ale w nadal w paczkach.
Przedpokój wymalowany, ale oczywiście brak mu wykładziny.
Gdy remontowcy zdarli w "dużym pokoju" tapety ze ścian, oczom naszym
ukazał się smutny widok - smutny głównie z tego powodu, że trzeba jeszcze
sporo pracy w to włożyć, by można ściany pomalować. Na razie Mistrzu
cała sobotę zasuwał jak dziki i ściany są już przygotowane do tapety
podkładowej, którą położą jutro.
A w piątek przyjeżdżają meble- złożone, nie w paczkach.
Ostatnie moje dni miały dziwny rozkład - pobudka, śniadanie, zejście
do Mistrzu, zebranie poleceń co należy jeszcze zakupić, jazda na
rehabilitację, wycieczka do....OBI.
Doszłam do etapu, w którym dzień bez OBI to dzień stracony.
Zastanawiam się, czy nie powinnam od kierownictwa tegoż marketu
dostac jakiejś prowizji za taką ilość zakupionego towaru. W każdym razie
obsługę kas już rozpoznaję z daleka.Oni mnie też.
Dziś mój mąż, który prowadzi wykaz wydatków, poinformował mnie
ile już pieniędzy nam wyciekło na wszelkie zakupy, ile jeszcze wydamy
na planowane zakupy i na robociznę.
Dobrze, że siedziałam w fotelu- ze stołka to bym pewnie spadła.
A teraz coś dla oka. Gdy spoglądam przez okno, mam takie widoki:
Na drugim zdjęciu od góry "moja brzoza"- mieszka tu z nami
od samego początku.
sobota, 18 maja 2013
Kilka fotek
Wczoraj postanowiłam uwiecznić jak aktualnie wygląda nasze
"remontowisko". Jestem totalnie wpieniona, bo jeszcze nie skończyli
łazienki i kuchni a już rozwalili mniejszy pokój, który prezentuje się
tak:
"duży" pokój jest jeszcze ciągle przez nas opróżniany z naszych rzeczy,
stoją tam meble z małego pokoju , resztka moich, narzędzia i licho
wie co jeszcze. Ogólnie wygląda to tak:
Łazienka jest już wprawdzie okafelkowana, kabina już umocowana,
ale trzeba jeszcze zasilikonować naroża łazienki, uszczelnić z zewnątrz
brodzik, zamontować szafkę z umywalką i przyległościami, zrobić biały
montaż, że już nie wspomnę o pomalowaniu drzwi łazienkowych.
Kabina prezentuje się tak:
Bystroty zamontowały uchwyt na ręcznik w środku kabiny, myślałam
że się posiusiam ze śmiechu.
A w kuchni króluje na ścianie samotna szafka - oczywiście nie ta, co
powinna, ale o tym pisałam już poprzednio.
I ta samotna szafka prezentuje się tak:
Niestety zdjęcie robiłam wieczorem, kolory przekłamane.
Szafka jest ewidentnie dla mańkutów.
W najbliższą środę przywożą nam już wykładziny do pokoi.
Ciekawa jestem gdzie będzie leżał rulon wielkości 4 na 5 metrów.
Pewnie go wrzucą tu, na "koczowisko", będzie leżał w charakterze
osobliwego łącznika pomiędzy dwoma pokojami.
Meble do mojego pokoju przyjdą za dwa tygodnie.
A ja znów mam nawrót zapalenia krtani - chyba się jednak zabiję
i wcale nie będę żałować!!!
"remontowisko". Jestem totalnie wpieniona, bo jeszcze nie skończyli
łazienki i kuchni a już rozwalili mniejszy pokój, który prezentuje się
tak:
"duży" pokój jest jeszcze ciągle przez nas opróżniany z naszych rzeczy,
stoją tam meble z małego pokoju , resztka moich, narzędzia i licho
wie co jeszcze. Ogólnie wygląda to tak:
Łazienka jest już wprawdzie okafelkowana, kabina już umocowana,
ale trzeba jeszcze zasilikonować naroża łazienki, uszczelnić z zewnątrz
brodzik, zamontować szafkę z umywalką i przyległościami, zrobić biały
montaż, że już nie wspomnę o pomalowaniu drzwi łazienkowych.
Kabina prezentuje się tak:
Bystroty zamontowały uchwyt na ręcznik w środku kabiny, myślałam
że się posiusiam ze śmiechu.
A w kuchni króluje na ścianie samotna szafka - oczywiście nie ta, co
powinna, ale o tym pisałam już poprzednio.
I ta samotna szafka prezentuje się tak:
Niestety zdjęcie robiłam wieczorem, kolory przekłamane.
Szafka jest ewidentnie dla mańkutów.
W najbliższą środę przywożą nam już wykładziny do pokoi.
Ciekawa jestem gdzie będzie leżał rulon wielkości 4 na 5 metrów.
Pewnie go wrzucą tu, na "koczowisko", będzie leżał w charakterze
osobliwego łącznika pomiędzy dwoma pokojami.
Meble do mojego pokoju przyjdą za dwa tygodnie.
A ja znów mam nawrót zapalenia krtani - chyba się jednak zabiję
i wcale nie będę żałować!!!
czwartek, 16 maja 2013
Wreszcie....
....usiadłam.Rano zdążyłam tylko odpowiedzieć na kilka komentarzy i trzeba
było jechać znowu po materiały. Potem miałam odłączony internet, bo ekipie
przeszkadzał wiszący luzem mój kabel internetowy. A potem zabawiłam się
w opróżnianie regałów. Przerzuciłam dziś zawartość ośmiu półek , każda
o dług.90cm,na każdej dwa rzędy książek, do pudeł. Jutro ekipa wyniesie to
do piwnicy.Są to książki mojej córy, więc tam poczekają, w pudłach, na
regale, aż je sobie zabierze.
A tak niedawno cieszyłam się, że mam pustą piwnicę. Świetnym pomysłem
było wyłożenie całej podłogi piwnicznej gumowymi wycieraczkami.
Wreszcie nic się nie kurzy z betonowej podłogi.
Potem wynosiłam swoje skarby i ogólnie jestem piekielnie zmęczona.
Dziś wreszcie zamontowali mi brodzik. W łazience są już wszystkie ściany
i podłoga okafelkowane, pomalowane ściany ponad kafelkami, część już
zafugowana. Jutro dalsze fugowanie. Pojutrze montaż kabiny i armatury.
W kuchni już stoi lodówka i kuchenka. Chłopcy zmontowali jedną szafkę,
bo tylko jedna wisi na ścianie przylegającej do pokoju (ścianka cienka,
więc oczywiście ją przejechali na wylot). Musieli to zrobić dziś, bo jutro
zaczynają remontować mały pokój, więc dziś mogli bezkarnie robić
dziury w ścianie.
Gdy szafka już wisiała, mój się ocknął, że w tym miejscu nie ta szafka ma
wisieć a jakaś witrynka ozdobna. Drobiazg, bo tę się zdejmie a w to
miejsca powiesi witrynkę.
Na razie nic nie pstrykam, bo czekam aż wreszcie bez trudu będzie
można odróżnić kuchnię od łazienki. Jutro jeden będzie robił mały pokój,
drugi walczył z fugami. Starszy z nich miał dziś 48 urodziny. Ciekawam czy
jutro dotrą do nas.
Został mi jeszcze jeden regał do opróżnienia i witrynka z duperelkami
typu słonik, kotek, piesek, muszelki i moje wytworki przeróżne.
Mieszkanie emigracyjne zaczyna teraz przypominać dzikie koczowisko-
wszędzie pudła, torby,siatki. Ledwie się w tym poruszam.
No nic, jeszcze kilka tygodni i zacznie się znoszenie wszystkiego w dół.
Tych, co czekają na dalszy ciąg losów Lilki zapewniam, że jutro napiszę.
Dziś już nie mam siły.
było jechać znowu po materiały. Potem miałam odłączony internet, bo ekipie
przeszkadzał wiszący luzem mój kabel internetowy. A potem zabawiłam się
w opróżnianie regałów. Przerzuciłam dziś zawartość ośmiu półek , każda
o dług.90cm,na każdej dwa rzędy książek, do pudeł. Jutro ekipa wyniesie to
do piwnicy.Są to książki mojej córy, więc tam poczekają, w pudłach, na
regale, aż je sobie zabierze.
A tak niedawno cieszyłam się, że mam pustą piwnicę. Świetnym pomysłem
było wyłożenie całej podłogi piwnicznej gumowymi wycieraczkami.
Wreszcie nic się nie kurzy z betonowej podłogi.
Potem wynosiłam swoje skarby i ogólnie jestem piekielnie zmęczona.
Dziś wreszcie zamontowali mi brodzik. W łazience są już wszystkie ściany
i podłoga okafelkowane, pomalowane ściany ponad kafelkami, część już
zafugowana. Jutro dalsze fugowanie. Pojutrze montaż kabiny i armatury.
W kuchni już stoi lodówka i kuchenka. Chłopcy zmontowali jedną szafkę,
bo tylko jedna wisi na ścianie przylegającej do pokoju (ścianka cienka,
więc oczywiście ją przejechali na wylot). Musieli to zrobić dziś, bo jutro
zaczynają remontować mały pokój, więc dziś mogli bezkarnie robić
dziury w ścianie.
Gdy szafka już wisiała, mój się ocknął, że w tym miejscu nie ta szafka ma
wisieć a jakaś witrynka ozdobna. Drobiazg, bo tę się zdejmie a w to
miejsca powiesi witrynkę.
Na razie nic nie pstrykam, bo czekam aż wreszcie bez trudu będzie
można odróżnić kuchnię od łazienki. Jutro jeden będzie robił mały pokój,
drugi walczył z fugami. Starszy z nich miał dziś 48 urodziny. Ciekawam czy
jutro dotrą do nas.
Został mi jeszcze jeden regał do opróżnienia i witrynka z duperelkami
typu słonik, kotek, piesek, muszelki i moje wytworki przeróżne.
Mieszkanie emigracyjne zaczyna teraz przypominać dzikie koczowisko-
wszędzie pudła, torby,siatki. Ledwie się w tym poruszam.
No nic, jeszcze kilka tygodni i zacznie się znoszenie wszystkiego w dół.
Tych, co czekają na dalszy ciąg losów Lilki zapewniam, że jutro napiszę.
Dziś już nie mam siły.
środa, 15 maja 2013
Cierpię, ale....
...tym razem raczej psychicznie.
Ci, co do mnie zaglądają wiedzą doskonale, że cierpię na dwa schorzenia,
na które oficjalna medycyna nie zna lekarstwa- jedno to "Miecio", drugie
to "Przydasie". Opanowana przez te dwie uzupełniające się dolegliwości
zagraciłam sobie dokumentnie wszelkie szafy i szafeczki.
Wiekszośc pań zna tę dolegliwość - wchodzisz do sklepu, wędrujesz
wzdłuż sklepowych półek, spoglądasz na towar i w pewnej chwili wzrok
pada na coś, co budzi śpiącego dotąd spokojnie za uchem "Miecia".
"Miecio" przeciąga się radośnie i zaczyna szeptać - "no, podejdz bliżej,
obejrzyj, przecież to nic nie kosztuje! ". A ty, jak to bezwolne ciele
słuchasz go i zaczynasz to, co przyciągnęło Twoją uwagę , oglądać.
I choć doskonale wiesz, że nie powinnaś w tym miesiącu wydawać
pieniędzy na głupstwa, że juz niemal identyczną rzecz posiadasz, że tak
naprawdę nie jest ci to do szczęścia potrzebne - ulegasz "Mieciowi"
i kupujesz: kolejną włóczkę, kordonek, nowy wzór do haftu, super
nawlekacz do igieł, ten śliczny papier do decoupage,szydełko 0,75,
choć wydaje ci się, że już takie masz, paczkę serwetek, pędzelek
i 100 innych dupereli do swojego hobby. A w chwili, gdy już, już
jesteś bliska by nie ulec tym szeptom "musisz to mieć", Miecio,
czując się zagrożony, włącza swą ulubioną płytę z piosenką złożoną
z dwóch zaledwie słów: "przyda się, przyda się, przyda się".
I tym sposobem, trapiona tymi dwiema dolegliwościami nagromadziłam
niesamowite ilości wszelakiego dobra. Oczywiście, wszystko się
przydawało, ale zupełnie nie wiem dlaczego mam tyle nieskończonych
sweterków, bluzek, serwet, haftów. Do tego dochodzą pierwsze
wypociny dekupażowe, hafty i cała masa różnych innych rzeczy.
A cierpię, bo muszę się teraz z wieloma rzeczami rozstać.
Wczoraj rozpoczęłam proces rozstawania się z przywiezionymi
z różnych wojaży dziwadełkami. Wyrzucam, bo nowe meble nie
pomieszczą tych wszystkich dupereli i nieskończonych moich prac.
Poza tym wolę to zrobić sama, niż doczekać się chwili, gdy ktoś to
za mnie zrobi.
O remoncie dziś nic nie napiszę - jestem dostatecznie zgnębiona.
W trakcie wypatroszania regałów znalazłam książkę, której jeszcze
nie czytałam. To Macieja Kuczyńskiego "Czciciele węża. Biochemiczne
niebo dawnych Meksykanów".
Przeczytam - sprawozdam.
Miłego dla Was!
Ci, co do mnie zaglądają wiedzą doskonale, że cierpię na dwa schorzenia,
na które oficjalna medycyna nie zna lekarstwa- jedno to "Miecio", drugie
to "Przydasie". Opanowana przez te dwie uzupełniające się dolegliwości
zagraciłam sobie dokumentnie wszelkie szafy i szafeczki.
Wiekszośc pań zna tę dolegliwość - wchodzisz do sklepu, wędrujesz
wzdłuż sklepowych półek, spoglądasz na towar i w pewnej chwili wzrok
pada na coś, co budzi śpiącego dotąd spokojnie za uchem "Miecia".
"Miecio" przeciąga się radośnie i zaczyna szeptać - "no, podejdz bliżej,
obejrzyj, przecież to nic nie kosztuje! ". A ty, jak to bezwolne ciele
słuchasz go i zaczynasz to, co przyciągnęło Twoją uwagę , oglądać.
I choć doskonale wiesz, że nie powinnaś w tym miesiącu wydawać
pieniędzy na głupstwa, że juz niemal identyczną rzecz posiadasz, że tak
naprawdę nie jest ci to do szczęścia potrzebne - ulegasz "Mieciowi"
i kupujesz: kolejną włóczkę, kordonek, nowy wzór do haftu, super
nawlekacz do igieł, ten śliczny papier do decoupage,szydełko 0,75,
choć wydaje ci się, że już takie masz, paczkę serwetek, pędzelek
i 100 innych dupereli do swojego hobby. A w chwili, gdy już, już
jesteś bliska by nie ulec tym szeptom "musisz to mieć", Miecio,
czując się zagrożony, włącza swą ulubioną płytę z piosenką złożoną
z dwóch zaledwie słów: "przyda się, przyda się, przyda się".
I tym sposobem, trapiona tymi dwiema dolegliwościami nagromadziłam
niesamowite ilości wszelakiego dobra. Oczywiście, wszystko się
przydawało, ale zupełnie nie wiem dlaczego mam tyle nieskończonych
sweterków, bluzek, serwet, haftów. Do tego dochodzą pierwsze
wypociny dekupażowe, hafty i cała masa różnych innych rzeczy.
A cierpię, bo muszę się teraz z wieloma rzeczami rozstać.
Wczoraj rozpoczęłam proces rozstawania się z przywiezionymi
z różnych wojaży dziwadełkami. Wyrzucam, bo nowe meble nie
pomieszczą tych wszystkich dupereli i nieskończonych moich prac.
Poza tym wolę to zrobić sama, niż doczekać się chwili, gdy ktoś to
za mnie zrobi.
O remoncie dziś nic nie napiszę - jestem dostatecznie zgnębiona.
W trakcie wypatroszania regałów znalazłam książkę, której jeszcze
nie czytałam. To Macieja Kuczyńskiego "Czciciele węża. Biochemiczne
niebo dawnych Meksykanów".
Przeczytam - sprawozdam.
Miłego dla Was!
poniedziałek, 13 maja 2013
Chyba zabawne....
....bo nie mam o czym pisać. Remont idzie w tempie ślimaczym.
Bo to jednak remont generalny, a więc w wielu miejscach trzeba dać
nowe zaprawy, a taka zaprawa musi dobrze wyschnąć. I nie da się stać nad
nią z suszarką do włosów i suszyć - to nie decoupage.
Moje zdrowie - też wszystko utknęło w martwym punkcie.Zaczęłam
kolejną porcję antybiotyku, nadal boli mnie z lewej strony gardło.
Muszę wybrać się prywatnie do laryngologa gdy już zjem to ostatnie
opakowanie antybiotyku.
W piątek dotarły nowe meble kuchenne. I mój uparł się, żeby zmontować
choć jedną szafkę. Padło na jedną z dwóch kontenerowych, małą.
Nawet dała się zmontować, śrubek starczyło, a on odniósł tylko jedną ranę.
No i fajnie, ale dopiero dziś będzie fugowanie płytek wszelakich w kuchni,
więc montaż mebli dopiero za kilka dni. A ta zmontowana "sierotka"
stoi mi w przedpokoju "emigracyjnym" i miejsce tylko zajmuje.
Nadal muszę usunąć (czyli przenieść na emigrację) zawartość wszystkich
naszych mebli - z pokoju męża właściwie juz wszystko przeniesione,
oczywiście pozostał mój pokój, czyli ocean rzeczy do przeniesienia.
A moje meble wylecą, nowe już kupione, czekają w magazynie na
wyremontowanie pokoju.
W sobotę wpadłam w stan lekkiej euforii, bo okazało się, że "normalna"
fabryka mebli zrobi mi na wymiar stolik komputerowy narożny oraz tzw.
garderobę do przedpokoju, czyli: wysoką, wąską szafę z długim lustrem i
szufladką pod nim (w szafce za lustrem są półki), wieszak, a pod nim
skrzynia na buty, na której można przy okazji tyłek złożyć.
A co najważniejsze - zrobi to w okładzinie, która mi pasuje kolorem do
reszty mebli. Dopłata z racji zmiany okładzin oraz docięcia płyt do
pożądanego wymiaru wyniesie raptem 50 zł.
A podsumowując - każdy taki kapitalny remont jest karą za wszystkie
grzechy - te popełnione, bieżące i przyszłe.
I chcąc komuś życzyć coś niemiłego wystarczy powiedzieć - "oby
cię spotkał remont kapitalny mieszkania".
P.S.
coś mi się pisze na procontra-anabell
Bo to jednak remont generalny, a więc w wielu miejscach trzeba dać
nowe zaprawy, a taka zaprawa musi dobrze wyschnąć. I nie da się stać nad
nią z suszarką do włosów i suszyć - to nie decoupage.
Moje zdrowie - też wszystko utknęło w martwym punkcie.Zaczęłam
kolejną porcję antybiotyku, nadal boli mnie z lewej strony gardło.
Muszę wybrać się prywatnie do laryngologa gdy już zjem to ostatnie
opakowanie antybiotyku.
W piątek dotarły nowe meble kuchenne. I mój uparł się, żeby zmontować
choć jedną szafkę. Padło na jedną z dwóch kontenerowych, małą.
Nawet dała się zmontować, śrubek starczyło, a on odniósł tylko jedną ranę.
No i fajnie, ale dopiero dziś będzie fugowanie płytek wszelakich w kuchni,
więc montaż mebli dopiero za kilka dni. A ta zmontowana "sierotka"
stoi mi w przedpokoju "emigracyjnym" i miejsce tylko zajmuje.
Nadal muszę usunąć (czyli przenieść na emigrację) zawartość wszystkich
naszych mebli - z pokoju męża właściwie juz wszystko przeniesione,
oczywiście pozostał mój pokój, czyli ocean rzeczy do przeniesienia.
A moje meble wylecą, nowe już kupione, czekają w magazynie na
wyremontowanie pokoju.
W sobotę wpadłam w stan lekkiej euforii, bo okazało się, że "normalna"
fabryka mebli zrobi mi na wymiar stolik komputerowy narożny oraz tzw.
garderobę do przedpokoju, czyli: wysoką, wąską szafę z długim lustrem i
szufladką pod nim (w szafce za lustrem są półki), wieszak, a pod nim
skrzynia na buty, na której można przy okazji tyłek złożyć.
A co najważniejsze - zrobi to w okładzinie, która mi pasuje kolorem do
reszty mebli. Dopłata z racji zmiany okładzin oraz docięcia płyt do
pożądanego wymiaru wyniesie raptem 50 zł.
A podsumowując - każdy taki kapitalny remont jest karą za wszystkie
grzechy - te popełnione, bieżące i przyszłe.
I chcąc komuś życzyć coś niemiłego wystarczy powiedzieć - "oby
cię spotkał remont kapitalny mieszkania".
P.S.
coś mi się pisze na procontra-anabell
środa, 8 maja 2013
Ciągle jeszcze dycham...
....bo jak wiadomo byle co kobiety nie zmoże.
Byłam dziś u swego lekarza pierwszego kontaktu - oczywiście naród
choruje i byłam poza przydziałem.
Prawdę mówiąc wpełzłam bezczelnie bez kolejki, ale niewątpliwie
mój wygląd ułatwił mi sprawę.
Wczoraj cały dzień i dziś rano wyglądałam tak jak bokser, któremu
ktoś przyłożył pięścią w oczy - przyznam się Wam , że sama byłam
przerażona swoim wyglądem. No więc, gdy takie coś z oczami
zapuchniętymi a do tego ostro szczekające pokazało się w poczekalni,
każdy się usuwał z drogi niczym przed zadżumioną i nikt nie
zaprotestował gdy weszłam bez kolejki.
"Oooo, wreszcie pani zachorowała !"- powitał mnie radośnie pan
doktor.
Ponieważ ledwo chrypiałam to nawet nie odpowiedziałam nic na tak
radosne powitanie.
Pan doktor obejrzał mnie dość dokładnie, pozachwycał się "zapaleniem
powierzchni obu gałek ocznych i spojówek" dodając, że dawno nie widział
tak wspaniałego zapalenia, zajrzał mi w gardło i okropnie się skrzywił
informując mnie, że wiszą mi "jakieś ropne farfocle", wypisał receptę
na leki ( w tym antybiotyki do oczu i do łykania) i kazał bym w razie
najbliższego ataku kaszlu i bólu krtani pojechała na dyżur laryngologiczny
do szpitala.
No i mam dużo pić , ssać Islę i rozpylać sobie propolis w gardle.
Oczywiście zapomniałam dziś zakupić ową Islę.
A zamiast propolisu wolałabym chyba ajerkoniak:))
Pocieszył mnie, że właściwie ilekroć mi się zaostrzy moje przewlekłe
zapalenie zatok to mam się spodziewać nawrotu zapalenia krtani. Tak
naprawdę nic nowego się nie dowiedziałam, bo przynajmniej raz
w roku miewam zapalenie krtani.
Ale kropelki do oczu zapisał mi "genialne", już po pierwszym zakropleniu
oczy wglądają znacznie lepiej i mniej mnie bolą.
A teraz znów o remoncie - kuchnia niemal gotowa- płytki na ścianach
i podłodze pewnie jutro będą fugowane.
Na ścianach będę fugi w kolorze "carmel", na podłodze - "czekolada".
Ściany nad glazurą i tam, gdzie jej nie ma są w kolorze ecru.
W piątek przywożą mi meble kuchenne, Będzie się działo, oj będzie.
W łazience ściany pokryto plastikiem izolującym, na dwóch ścianach już
są płytki.
A tak ogólnie to nadal wygląda wszystko jak w domu z czerwonymi
latarniami po baaaardzo wielkim pożarze.
Osobiście mam już wszystkiego dość a światelka w tym remontowym
tunelu jakoś nie widać....
Byłam dziś u swego lekarza pierwszego kontaktu - oczywiście naród
choruje i byłam poza przydziałem.
Prawdę mówiąc wpełzłam bezczelnie bez kolejki, ale niewątpliwie
mój wygląd ułatwił mi sprawę.
Wczoraj cały dzień i dziś rano wyglądałam tak jak bokser, któremu
ktoś przyłożył pięścią w oczy - przyznam się Wam , że sama byłam
przerażona swoim wyglądem. No więc, gdy takie coś z oczami
zapuchniętymi a do tego ostro szczekające pokazało się w poczekalni,
każdy się usuwał z drogi niczym przed zadżumioną i nikt nie
zaprotestował gdy weszłam bez kolejki.
"Oooo, wreszcie pani zachorowała !"- powitał mnie radośnie pan
doktor.
Ponieważ ledwo chrypiałam to nawet nie odpowiedziałam nic na tak
radosne powitanie.
Pan doktor obejrzał mnie dość dokładnie, pozachwycał się "zapaleniem
powierzchni obu gałek ocznych i spojówek" dodając, że dawno nie widział
tak wspaniałego zapalenia, zajrzał mi w gardło i okropnie się skrzywił
informując mnie, że wiszą mi "jakieś ropne farfocle", wypisał receptę
na leki ( w tym antybiotyki do oczu i do łykania) i kazał bym w razie
najbliższego ataku kaszlu i bólu krtani pojechała na dyżur laryngologiczny
do szpitala.
No i mam dużo pić , ssać Islę i rozpylać sobie propolis w gardle.
Oczywiście zapomniałam dziś zakupić ową Islę.
A zamiast propolisu wolałabym chyba ajerkoniak:))
Pocieszył mnie, że właściwie ilekroć mi się zaostrzy moje przewlekłe
zapalenie zatok to mam się spodziewać nawrotu zapalenia krtani. Tak
naprawdę nic nowego się nie dowiedziałam, bo przynajmniej raz
w roku miewam zapalenie krtani.
Ale kropelki do oczu zapisał mi "genialne", już po pierwszym zakropleniu
oczy wglądają znacznie lepiej i mniej mnie bolą.
A teraz znów o remoncie - kuchnia niemal gotowa- płytki na ścianach
i podłodze pewnie jutro będą fugowane.
Na ścianach będę fugi w kolorze "carmel", na podłodze - "czekolada".
Ściany nad glazurą i tam, gdzie jej nie ma są w kolorze ecru.
W piątek przywożą mi meble kuchenne, Będzie się działo, oj będzie.
W łazience ściany pokryto plastikiem izolującym, na dwóch ścianach już
są płytki.
A tak ogólnie to nadal wygląda wszystko jak w domu z czerwonymi
latarniami po baaaardzo wielkim pożarze.
Osobiście mam już wszystkiego dość a światelka w tym remontowym
tunelu jakoś nie widać....
Subskrybuj:
Posty (Atom)