Więcej z tym pracy niż przy tym hinduskim ryżu, ale smaczne to jest, nawet gdy ja
to zrobię.
Podstawowe składniki:
250 g ryżu 50g masła, 2 łyżki cukru, 50 g rodzynek
100g obranych i posiekanych orzechów włoskich
100g owoców z konfitury (najlepiej wiśni)
50g drobno posiekanej kandyzowanej skórki pomarańczowej
30g płatków migdałowych
Składniki kremu:
150g ugotowanych i obranych ze skórki orzechów włoskich lub kasztanów
jadalnych**
100g cukru, 50 g masła, 50 ml rumu
Wykonanie kremu:
Ugotowane orzechy lub kasztany zmielić, potem utrzeć na gładką masę z masłem
i cukrem.
Dodać rum, dokładnie wymieszać.
Przygotowanie ryżu:
Opłukany ryż zalać 1 l wody, zagotować i gotować na małym ogniu 15 minut.
Odcedzić i wymieszać z cukrem oraz połową masła.
Resztą masła wysmarować naczynie o pojemności ok.1 litra.
Dno i ścianki naczynia pokryć cienką warstwą ryżu. Dno udekorować częścią
bakalii.
Resztę bakalii wymieszać z pozostałym .
Naczynie wypełniać na przemian warstwą kremu i ryżu, tak, aby ostatnią warstwą
był ryż. Wierzch naczynia szczelnie przykryć folią aluminiową.
Naczynie wstawić do dużego garnka z wodą i gotować 1 godzinę.
Po tym czasie ugotowany ryż wyłożyć na talerz tak by utworzył "babę".
Teraz można polać ryż dowolnym syropem***.
Jest to porcja dla 4-6 osób.
** osobiście wolę orzechy
*** raz podałam z syropem wiśniowym, raz z gotowym czekoladowym
No to smacznego życzę
drewniana rzezba
wtorek, 10 lutego 2015
poniedziałek, 9 lutego 2015
Coś słodkiego, hinduskiego
Zamiast ciasta można zrobić ryż na słodko. Można go jeść na ciepło lub zimno.
Jak kto woli. My jemy to na ciepło, w Tłusty Czwartek.
Składniki:
1/2 szklanki ryżu, u mnie długoziarnisty
4 szklanki mleka
cukier do smaku
2 łyżki masła ( do wysmarowanie foremki)
1/4 łyżeczki mielonego cynamonu
1/8 łyżeczki mielonej gałki muszkatolowej
1 łyżeczka mielonych orzechów (włoskich lub laskowych)
otarta skórka z 1 cytryny.
Wykonanie:
1.Namoczyć ryż w mleku ok.1,2 godziny.
2.Gotować do miękkości na małym ogniu. Zdjąć z ognia, dodać pozostałe składniki
i wymieszać.
3.Przełożyć całość do foremki żaroodpornej wysmarowanej masłem i wstawić do
nagrzanego piekarnika- temp. 150 stopni pana C. Piec 45 minut.
Podawać na gorąco lub po schłodzeniu, w ramach rozpusty można
dodać na wierzch bitą śmietanę -z odrobiną cukru i kakao.
*****
A w rytm tego tanga ćwiczyłam dziś swój kręgosłup
Jak kto woli. My jemy to na ciepło, w Tłusty Czwartek.
Składniki:
1/2 szklanki ryżu, u mnie długoziarnisty
4 szklanki mleka
cukier do smaku
2 łyżki masła ( do wysmarowanie foremki)
1/4 łyżeczki mielonego cynamonu
1/8 łyżeczki mielonej gałki muszkatolowej
1 łyżeczka mielonych orzechów (włoskich lub laskowych)
otarta skórka z 1 cytryny.
Wykonanie:
1.Namoczyć ryż w mleku ok.1,2 godziny.
2.Gotować do miękkości na małym ogniu. Zdjąć z ognia, dodać pozostałe składniki
i wymieszać.
3.Przełożyć całość do foremki żaroodpornej wysmarowanej masłem i wstawić do
nagrzanego piekarnika- temp. 150 stopni pana C. Piec 45 minut.
Podawać na gorąco lub po schłodzeniu, w ramach rozpusty można
dodać na wierzch bitą śmietanę -z odrobiną cukru i kakao.
*****
A w rytm tego tanga ćwiczyłam dziś swój kręgosłup
sobota, 7 lutego 2015
Co na obiad?
To była dziś moja pierwsza myśl po przebudzeniu, co miało miejsce "świtkiem
koło południa".
Wczoraj wrzuciłam w zalewę dwa duże biusty kurczka. Zalewa była mieszanką
octu jabłkowego (domowego) i sosu sojowego ciemnego.
Tak naprawdę nawet nie zastanowiłam się wczoraj co z tego mięsa dziś zrobię.
Ale spędzenie nocy w occie jabłkowym to dla kurczaka miły sposób spędzenia
nocy - mięso staje się kruchutkie i nie zalatuje kurczakiem no i łatwiej się trawi.
A więc tym "świtkiem koło południa" wyciągnęłam biusty z zalewy i lekko
osuszyłam na sitku.
Do gara wrzuciłam nieco masła klarowanego, rozgrzałam je i wrzuciłam drobno
pokrojoną dużą cebulę cukrową. Następnie pokroiłam oba biusty na małe, zgrabne
kawałki i dodałam do gara. W międzyczasie zagotowałam nieco wody i zalałam
niewielką ilością wrzątku zawartość garnka.
Teraz dodałam do garnka 2 łyżeczki łagodnej garam masali.
Gdy w garnku wszystko delikatnie parkotało pod pokrywką, zabrałam się za
cukinię. Obrałam, pokroiłam w trójkąty, wrzuciłam do miski i posoliłam.
Po 15 minutach odcisnęłam z cukinii wodę i dorzuciłam cukinię do gara.
Potem chwilę podłubałam na szydełku i znów zajrzałam do gara - i mięso i
cukinia już się udusiły.
Ugotowanie tego zajęło mi w sumie 45 minut. Mężowi do tego indyjskiego gulaszu
podam kopytka, ja zjem bez niczego.
Ponieważ tego mięsa jest sporo, dziś wieczorem uduszę kwaszoną kapustę (mam
taką domową, pyszną) , gdy będzie miękka dodam do niej połowę dziś uduszonego
mięsa, wymieszam i tak zostawię do jutra.
A jutro wszystko razem podgrzeję i będzie polsko-hinduski bigos.
Słuchając nieopatrznie (przez chwilę) transmisji z Sejmu i wypowiedzi posłów
prawicy, doszłam do wniosku, że żyję w zwyczajnym wariatkowie.
Zapewne w poprzednim swym życiu musiałam niezle narozrabiać, skoro
właśnie tu zrzucił mnie bocian.
Miłego weekendu wszystkim życzę:)
koło południa".
Wczoraj wrzuciłam w zalewę dwa duże biusty kurczka. Zalewa była mieszanką
octu jabłkowego (domowego) i sosu sojowego ciemnego.
Tak naprawdę nawet nie zastanowiłam się wczoraj co z tego mięsa dziś zrobię.
Ale spędzenie nocy w occie jabłkowym to dla kurczaka miły sposób spędzenia
nocy - mięso staje się kruchutkie i nie zalatuje kurczakiem no i łatwiej się trawi.
A więc tym "świtkiem koło południa" wyciągnęłam biusty z zalewy i lekko
osuszyłam na sitku.
Do gara wrzuciłam nieco masła klarowanego, rozgrzałam je i wrzuciłam drobno
pokrojoną dużą cebulę cukrową. Następnie pokroiłam oba biusty na małe, zgrabne
kawałki i dodałam do gara. W międzyczasie zagotowałam nieco wody i zalałam
niewielką ilością wrzątku zawartość garnka.
Teraz dodałam do garnka 2 łyżeczki łagodnej garam masali.
Gdy w garnku wszystko delikatnie parkotało pod pokrywką, zabrałam się za
cukinię. Obrałam, pokroiłam w trójkąty, wrzuciłam do miski i posoliłam.
Po 15 minutach odcisnęłam z cukinii wodę i dorzuciłam cukinię do gara.
Potem chwilę podłubałam na szydełku i znów zajrzałam do gara - i mięso i
cukinia już się udusiły.
Ugotowanie tego zajęło mi w sumie 45 minut. Mężowi do tego indyjskiego gulaszu
podam kopytka, ja zjem bez niczego.
Ponieważ tego mięsa jest sporo, dziś wieczorem uduszę kwaszoną kapustę (mam
taką domową, pyszną) , gdy będzie miękka dodam do niej połowę dziś uduszonego
mięsa, wymieszam i tak zostawię do jutra.
A jutro wszystko razem podgrzeję i będzie polsko-hinduski bigos.
Słuchając nieopatrznie (przez chwilę) transmisji z Sejmu i wypowiedzi posłów
prawicy, doszłam do wniosku, że żyję w zwyczajnym wariatkowie.
Zapewne w poprzednim swym życiu musiałam niezle narozrabiać, skoro
właśnie tu zrzucił mnie bocian.
Miłego weekendu wszystkim życzę:)
wtorek, 3 lutego 2015
Wczoraj......
.....miałam dzień niespodziewanych spotkań.
Zajechaliśmy pod nasz niemal ulubiony sklep, parkujemy i widzę,że na miejsce
vis a vis nas zajeżdża jakiś czarny opel i mówię do męża: popatrz, za kółkiem
siedzi babka zupełnie taka jak Jola K. Mąż zerknął i orzekł- masz omamy. Ale
ja nadal się w tę babkę wgapiam, ona wgapia się we mnie i nagle obie wyskakujemy
z bryczek i padamy sobie w ramiona.
Nie widziałyśmy się z dziesięć lat, ale przedtem równie długo byłyśmy sąsiadkami.
Poza tym, że Jola była sąsiadką z klatki obok, to była właścicielką miniaturowej
suni sznaucerki, o wdzięcznym imieniu Kira. Kira była wielką miłością mojego
jamnika.
Gdy Kira była na pierwszym swym spacerze myślałam, że sąsiad wyprowadził
na smyczy dużą mysz, bo tak to coś z daleka wyglądało. A z bliska "to coś"
okazało się super malutką sznaucerką. I od tego dnia mój pies zaczął ubóstwiać swą
malutką sąsiadkę. On miał już ze 4 lata, a ona 3 miesiące.
Kilka lat pózniej sąsiedzi zmienili mieszkanie i odtąd już rzadko się widywaliśmy,
ale kontaktowałyśmy się często. Potem Kira niespodziewanie odeszła za TM i Joli
mąż kupił następnego pieska. I chociaż Jola już tu nie mieszkała razem opłakałyśmy
odejście Kiry a potem mojego Flika.
I bardzo się wczoraj obie ucieszyłyśmy z tego spotkania.
Zobaczymy się w przyszłym tygodniu.
Przy drugim, też niespodziewanym spotkaniu, dałam plamę.
Spotkałam naszego dawnego kolegę, z którym dość rzadko się spotykamy. Prowadził
za rękę małego szkraba, tak na oko góra 4 latka. Przywitaliśmy się, malec grzecznie
szurnął nóżką, więc się pytam: a to Eli synek czy Bartka?, bo wiem, że miał dwoje
dzieci. Kolega spojrzał na mnie z niesmakiem - "to przecież jest mój syn, a nie wnuk".
Mało nie padłam z wrażenia, na wszelki wypadek zapytałam głupawo czy mówi
poważnie.
Bo jakby nie było facet jest w moim wieku i chociaż jego żona była od niego duużo
młodsza to już raczej nie jest w wieku produkcyjnym od dawna.
Rozszedłem się z Baśką, a żona koniecznie chciała urodzić dziecko do 35 roku życia-
wyjaśnił. Włączyłam w mózgu opcję liczenia i wyszło mi, że jego żona jest najpewniej
w wieku jego córki.
A ta Baśka, z którą się rozszedł, to była już jego drugą żoną - zapamiętałam ją jako
bardzo miłą i kontaktową osobę.
Z dodatkowych obliczeń wyszło mi, że ten miły brzdąc to jego czwarte dziecko. Istny
rozsiewacz genów- pomyślałam.
Porozmawialiśmy jeszcze chwilę i pogratulowałam mu witalności i tak ładnego synka.
Przydreptałam do domu i opowiedziałam mężowi o tym spotkaniu.
Wysłuchał wszystkiego i zawyrokował - "wariat, on przecież jest ode mnie starszy ".
No nie wiem, może i wariat , ale jaki jurny - powiedziałam.
Ślubny spojrzał na mnie z niesmakiem i włączył telewizor.
Zajechaliśmy pod nasz niemal ulubiony sklep, parkujemy i widzę,że na miejsce
vis a vis nas zajeżdża jakiś czarny opel i mówię do męża: popatrz, za kółkiem
siedzi babka zupełnie taka jak Jola K. Mąż zerknął i orzekł- masz omamy. Ale
ja nadal się w tę babkę wgapiam, ona wgapia się we mnie i nagle obie wyskakujemy
z bryczek i padamy sobie w ramiona.
Nie widziałyśmy się z dziesięć lat, ale przedtem równie długo byłyśmy sąsiadkami.
Poza tym, że Jola była sąsiadką z klatki obok, to była właścicielką miniaturowej
suni sznaucerki, o wdzięcznym imieniu Kira. Kira była wielką miłością mojego
jamnika.
Gdy Kira była na pierwszym swym spacerze myślałam, że sąsiad wyprowadził
na smyczy dużą mysz, bo tak to coś z daleka wyglądało. A z bliska "to coś"
okazało się super malutką sznaucerką. I od tego dnia mój pies zaczął ubóstwiać swą
malutką sąsiadkę. On miał już ze 4 lata, a ona 3 miesiące.
Kilka lat pózniej sąsiedzi zmienili mieszkanie i odtąd już rzadko się widywaliśmy,
ale kontaktowałyśmy się często. Potem Kira niespodziewanie odeszła za TM i Joli
mąż kupił następnego pieska. I chociaż Jola już tu nie mieszkała razem opłakałyśmy
odejście Kiry a potem mojego Flika.
I bardzo się wczoraj obie ucieszyłyśmy z tego spotkania.
Zobaczymy się w przyszłym tygodniu.
Przy drugim, też niespodziewanym spotkaniu, dałam plamę.
Spotkałam naszego dawnego kolegę, z którym dość rzadko się spotykamy. Prowadził
za rękę małego szkraba, tak na oko góra 4 latka. Przywitaliśmy się, malec grzecznie
szurnął nóżką, więc się pytam: a to Eli synek czy Bartka?, bo wiem, że miał dwoje
dzieci. Kolega spojrzał na mnie z niesmakiem - "to przecież jest mój syn, a nie wnuk".
Mało nie padłam z wrażenia, na wszelki wypadek zapytałam głupawo czy mówi
poważnie.
Bo jakby nie było facet jest w moim wieku i chociaż jego żona była od niego duużo
młodsza to już raczej nie jest w wieku produkcyjnym od dawna.
Rozszedłem się z Baśką, a żona koniecznie chciała urodzić dziecko do 35 roku życia-
wyjaśnił. Włączyłam w mózgu opcję liczenia i wyszło mi, że jego żona jest najpewniej
w wieku jego córki.
A ta Baśka, z którą się rozszedł, to była już jego drugą żoną - zapamiętałam ją jako
bardzo miłą i kontaktową osobę.
Z dodatkowych obliczeń wyszło mi, że ten miły brzdąc to jego czwarte dziecko. Istny
rozsiewacz genów- pomyślałam.
Porozmawialiśmy jeszcze chwilę i pogratulowałam mu witalności i tak ładnego synka.
Przydreptałam do domu i opowiedziałam mężowi o tym spotkaniu.
Wysłuchał wszystkiego i zawyrokował - "wariat, on przecież jest ode mnie starszy ".
No nie wiem, może i wariat , ale jaki jurny - powiedziałam.
Ślubny spojrzał na mnie z niesmakiem i włączył telewizor.
środa, 28 stycznia 2015
Uwaga,Uwaga!!!!
Zajrzyjcie proszę koniecznie na stronę:
www.retrospekcjewolanda.blox.pl,
przeczytajcie ten ostatni wpis i wypowiedzcie się na ten temat.
Rzecz dotyczy wyroku uniewinniającego osoby wykorzystujące
seksualnie wychowanki Domu Dziecka.
Uważam,że ważne, by każdy z nas zabrał głos w tej sprawie.
W moim odczuciu jest to niesamowity skandal i nasze prawo
niestety sprzyja takim sytuacjom.
www.retrospekcjewolanda.blox.pl,
przeczytajcie ten ostatni wpis i wypowiedzcie się na ten temat.
Rzecz dotyczy wyroku uniewinniającego osoby wykorzystujące
seksualnie wychowanki Domu Dziecka.
Uważam,że ważne, by każdy z nas zabrał głos w tej sprawie.
W moim odczuciu jest to niesamowity skandal i nasze prawo
niestety sprzyja takim sytuacjom.
Rekord
Pobiłam dziś rekord - od chwili mojego wejścia do gabinetu do chwili wyjścia
upłynęło niecałe sześć minut.
W tym czasie zostałam zdiagnozowana na podstawie jednego szczeknięcia,
pani doktor wypisała mi dwie recepty, w tym jedną na szczepionkę, zostałam
pouczona w kwestii stosowania szczepionki, zdążyłyśmy z panią doktor
wymienić drobne uprzejmości, czyli życzyć sobie wzajemnie miłego dnia.
Gdy wyszłam z gabinetu mój mąż zaniemówił, a potem cichutko zapytał:
"co, wyrzuciła cię?"
Gdy zobaczył dwie wypisane recepty omal szczęki nie zgubił.
A teraz szczegóły:
diagnoza - "mmm, jak zwykle"
instrukcja dotycząca szczepionki - "wszystko jest w ulotce"
dobra rada - "niech pani poszuka taniej apteki, szczepionka jest pełnopłatna i
nie wszystkim pomaga, ale spróbować warto".
"I to byłoby na tyle" jak mawiał klasyk.
P.S.
Szczepionka starcza na roczną kurację, w zależności od apteki cena waha się
od 100 do 130 zł. Już sprawdziłam. Opinie na forum - jednym pomaga,
innym nie. W najbliższej aptece kosztuje 102 zł.
upłynęło niecałe sześć minut.
W tym czasie zostałam zdiagnozowana na podstawie jednego szczeknięcia,
pani doktor wypisała mi dwie recepty, w tym jedną na szczepionkę, zostałam
pouczona w kwestii stosowania szczepionki, zdążyłyśmy z panią doktor
wymienić drobne uprzejmości, czyli życzyć sobie wzajemnie miłego dnia.
Gdy wyszłam z gabinetu mój mąż zaniemówił, a potem cichutko zapytał:
"co, wyrzuciła cię?"
Gdy zobaczył dwie wypisane recepty omal szczęki nie zgubił.
A teraz szczegóły:
diagnoza - "mmm, jak zwykle"
instrukcja dotycząca szczepionki - "wszystko jest w ulotce"
dobra rada - "niech pani poszuka taniej apteki, szczepionka jest pełnopłatna i
nie wszystkim pomaga, ale spróbować warto".
"I to byłoby na tyle" jak mawiał klasyk.
P.S.
Szczepionka starcza na roczną kurację, w zależności od apteki cena waha się
od 100 do 130 zł. Już sprawdziłam. Opinie na forum - jednym pomaga,
innym nie. W najbliższej aptece kosztuje 102 zł.
wtorek, 27 stycznia 2015
Do pooglądania i zachwycania się
Korzystam bezczelnie z zezwolenia Ataner na skopiowanie zdjęć i chcę się
z Wami podzielić czymś, co mnie zachwyca, a czego nie będę z pewnością
mogła oglądać w naturze - no chyba, że w kolejnym wcieleniu.
Poza zachwytami nad zorzą polarną zwróćcie też uwagę na tę ilość gwiazd.
Więcej zdjęć można obejrzeć na blogu Ataner.
Klikając na zdjęcia można je powiększyć.
A zmieniając temat - ponieważ kończą mi się leki a do tego od ponad tygodnia
"coś mi jest", zadzwoniłam dziś do swojej przychodni i doznałam lekkiego szoku -
zostałam zapisana na JUTRO - aż zaniemówiłam, tak mnie to zszokowało.
Gdy odłożyłam słuchawkę telefonu musiałam się upewnić, czy rzeczywiście
jutro jest dzień 28 stycznia.
z Wami podzielić czymś, co mnie zachwyca, a czego nie będę z pewnością
mogła oglądać w naturze - no chyba, że w kolejnym wcieleniu.
Poza zachwytami nad zorzą polarną zwróćcie też uwagę na tę ilość gwiazd.
Więcej zdjęć można obejrzeć na blogu Ataner.
Klikając na zdjęcia można je powiększyć.
A zmieniając temat - ponieważ kończą mi się leki a do tego od ponad tygodnia
"coś mi jest", zadzwoniłam dziś do swojej przychodni i doznałam lekkiego szoku -
zostałam zapisana na JUTRO - aż zaniemówiłam, tak mnie to zszokowało.
Gdy odłożyłam słuchawkę telefonu musiałam się upewnić, czy rzeczywiście
jutro jest dzień 28 stycznia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

