drewniana rzezba

drewniana rzezba

wtorek, 30 czerwca 2020

Mix

Lubię pisać o niczym, a najlepiej chyba mi służy tzw. "groch z kapustą".
Trochę o tym , trochę o  owym.
Temat najbezpieczniejszy to....pogoda.
Wg zapowiedzi  połowa minionego tygodnia miała być super upalna - no na
szczęście, bo ostatnio za upałami nie przepadam, najwyższa temperatura
wyniosła raptem +32 stopnie C. Dało się przetrzymać. Burze  krążyły gdzieś
poza  Berlinem, deszcz ograniczył się tylko do pokropienia. A bardzo by się
przydał solidny, rzęsisty deszcz.
Drugi bezpieczny temat - bezpieczny bo zainteresowanie tym tematem jest
raczej niewielkie, to .....Kosmos.
Drobne 3000 lat świetlnych od Ziemi odkryto układ  Kepler 160, czyli
gwiazdę i cztery okrążające ją egzoplanety.
Jedna z tych planet, KOI-456  jest nieomal najdoskonalszym klonem naszej
Ziemi w znanej nam przestrzeni Kosmosu. Orbita po której okrąża gwiazdę
znajduje się w strefie zdatnej do przeżycia, rok na niej trwa 378 dni i zdaniem
naukowców posiada wodę w stanie ciekłym.
A gwiazda, którą KOI-456 okrąża  może pretendować do kopii naszego
Słońca.
Temperatura powierzchni owej gwiazdy wynosi 5200 stopni C i wydziela
widzialne  światło.
Taaa, fajnie, tylko jak na razie nie mamy szans by tam dolecieć.
Ze spraw bliższych - W Niemczech, we wszystkich konsulatach  w pierwszej
turze wyborów bezapelacyjne wygrał p. Rafał Trzaskowski.
Dobra wiadomość dla głosujących w  Niemczech - druki udziału zgłoszenia
głosowania w  turze I automatycznie służą do drugiej tury, nie trzeba robić
nowego zgłoszenia.
Po tym co słyszałam w październiku stojąc w kolejce rodaków pod Ambasadą
RP w Berlinie, byłam pewna, że zagłosują i tym razem "prawidłowo".
Jestem za to rozczarowana postawą tych co byli "antypisowcami" a oświadczają,
że nie poprą Trzaskowskiego.
Panowie - przegraliście, ale miejcie chociaż trochę honoru, pokażcie, że jesteście
prawdziwymi mężczyznami a nie  babami z  magla, przekażcie swe głosy na
Trzaskowskiego, niech wreszcie Polska przestanie być pośmiewiskiem  na
świecie.
I nie  mydlcie ludziom oczu Trumpem - spójrzcie jeszcze raz, trzeźwo, na
zdjęcie Dudy i Trumpa- mowa ciała Trumpa jest wyraźna i jednoznaczna -
miał Dudę w nosie, zero szacunku, zero sympatii.
No to miłego dnia - Wszystkim.

niedziela, 28 czerwca 2020

Już się zaczęła......

.......dla Was pracowita niedziela.
A więc umilę Wam namysł muzyką- wszak muzyka łagodzi obyczaje.

A to dla tych, co wolą coś weselszego

i coś dla tych co lubią coś poważnego
Miłej niedzieli Wszystkim

środa, 24 czerwca 2020

Zamiast spaceru....

.......bo bardzo nie lubię spacerować bez celu, postanowiłam się wywlec
do Rossmanna po potrzebne mi  suplementy. Jest na tyle daleko  od mojego
domu, że  drogę w tę  i z powrotem mogę zaliczyć jako spacer.
Pogoda przyzwoita, 26 stopni i słońce za chmurami, więc dało się iść.
Jak zwykle chodzę z głową zadartą do góry (kiedyś zginę przez to marnie
bo nie zauważę jakiejś przeszkody i wyrżnę głową w chodnik), ale
ja tak bardzo lubię to stare budownictwo!









Jak widać na dwóch ostatnich fotkach można mieć ogródek  i na
5 i na 4 piętrze.
Dziś na wszystkich słupach ogłoszeniowych króluje  plakat ładnej
dziewczyny w maseczce, bo ostatniej doby zanotowano 587 nowych
zakażeń koronawirusem. Normę "wyrabiają" głównie dwa powiaty
w Nadrenii Północnej -Westfalii.
Znajdują się tu największe w Niemczech zakłady mięsne zatrudniające
pracowników z kilku krajów Europy Wschodniej, Bułgarów, Rumunów,
Polaków. Obecnie 7 tysięcy pracowników przebywa na kwarantannie,
u 1500 osób wykryto koronowirusa.
Niemieckie  Min.  Zdrowia podjęło decyzję o przebadaniu wszystkich
w  kierunku  nosicielstwa tego wirusa.
Poza tym przytomnie zauważono, że  pracownicy mieszkają w bardzo złych
warunkach, stłoczeni - wiele osób w małych pokojach. Podjęto decyzje,
że należy jak najprędzej poprawić tym ludziom warunki mieszkaniowe.
W tych dwóch powiatach przywrócono obostrzenia"pandemiczne"- zamknięto
z powrotem kina, bary, baseny, kluby fitnes, na przestrzeni otwartej mogą się
spotkać tylko 2 osoby. Na razie obostrzenia będą obowiazywać przez
najbliższy tydzień.
Już mi się kompletnie znudziła ta  pandemia - w sklepie  miałam przedziwne
wrażenie, że mają włączone ogrzewanie zamiast klimatyzacji.
Postanowiłam zrobić sobie dziś chłodny obiad - zjem lody po prostu.



poniedziałek, 22 czerwca 2020

Ja już.....

........zagłosowałam.
Wczoraj  otrzymałam druki do głosowania wraz z instrukcją.
Co prawda nie pouczyli mnie na  kogo mam  zagłosować, ale pouczyli
jak wygląda krzyżyk.
Dodali również kopertę zwrotną. do której musiałam włożyć zaklejoną
kopertę z tym krzyżykiem przy wybranym nazwisku  oraz  podpisane
przez mnie oświadczenie, że głosowałam w sposób tajny.
Biorąc pod  uwagę fakt, że głosowałam będąc sama w domu, uznałam,
że było to głosowanie tajne.
Dziś musiałam ruszyć się z rana na pocztę i nadać ten list jako polecony.
Co prawda pan na poczcie uznał mnie za niedorozwiniętą umysłowo, bo
nikt przy zdrowych zmysłach nie wysyła poleconych w obrębie jednego
miasta,  (zwłaszcza niemieckiego, bo tu poczta  sprawnie działa)  ale
w instrukcji podanej na stronie  Ambasady tak właśnie należało zrobić.
A dodatkowo to jeszcze obfociłam swój  "druczek z krzyżykiem".
Ale zamiast druczku jest Hauser- przy okazji dziękuje p. Joannie Man
za ostrzeżenie.




 I to byłoby tyle na dziś.

niedziela, 21 czerwca 2020

Znowu.......

....wykrakałam. 
W poprzedniej notce napisałam, że córka ma już wykupione bilety na powrót,
ale nie wiadomo jak to będzie naprawdę.
No i faktycznie nie wiadomo. Loty odwołane, w zamian za wykupione bilety
lotnicze przewoźnik przysłał córce bon na inny środek transportu.
Wczoraj usiłowałyśmy obśmiać powstałą sytuację wymyślając różne bzdurne
rozwiązania, żeby nie popaść w tzw. "czarną rozpacz".
Bo na dobrą sprawę to nawet nie bardzo wiadomo jaka jest sytuacja z promami.
Na razie stanęło na tym, że zrobią sobie na koszt własny testy na obecność lub
nieobecność koronawirusa (po 50€  na głowę, czyli 200 € z kieszeni) by bez
problemu wjechać do Danii.
No cóż, od samego początku ten pomysł z przyjęciem zaproszenia do Szwecji
nie podobał mi się.
Młodszy Krasnal zauważył ze zdziwieniem, że w Berlinie to nie mógł się
doczekać  wszystkich ferii a teraz smutno mu, że z tej międzynarodowej szkoły
odchodzi. Obydwaj byli tą szkołą zachwyceni, choć językiem wykładowym
był angielski i w tym języku dzieciaki się ze sobą porozumiewały.
A poza tym obaj robili równolegle program swych niemieckich szkół, w czym
wydatnie pomagała im pandemia, bo berlińskie szkoły przeszły na zdalny
system nauczania.
A dziś poranna wizyta na You Tube rozbawiła mnie do łez -szukałam dobrej
muzyki na niedzielę i natknęłam się na filmik  rodem z Turcji, z instrukcją
splatania naszyjnika- instrukcja była tłumaczeniem automatycznym z języka
tureckiego  na polski - niemal popłakałam się  ze śmiechu. Jedno jest pewne-
gdybym nie umiała tego robić to bym się nie nauczyła.
A na niedzielny relaks muzyczny wybrałam rzadko grany w Polsce
Concert na klarnet wiecznie cudownego Mozarta:


oraz  Złotą kolekcję - gra na gitarze klasycznej Francis Goya


Dbajcie o siebie, ten wirus jednak  jeszcze nie odpuszcza.
Miłego  nowego tygodnia dla Was

piątek, 19 czerwca 2020

Nic ważnego....

.....nic specjalnego, czyli moja specjalność - ostatnio. Rodzaj mixu.
Możecie się śmiać- siedzę i czekam na deszcz, a on  nie pada, choć miał
padać. I jak tu wierzyć stacji meteo???
Wirus ma się świetnie- bardzo mu się tu podoba, w związku z czym rząd
federalny podjął decyzję, że do końca października nadal w całym kraju
maseczki będą obowiązkowe w komunikacji , sklepach, punktach
usługowych oraz  należy  nadal utrzymywać dystans 1,5 m od innych
osób.
Do końca października  nadal będą wstrzymane imprezy masowe. Wcale
mnie to nie dziwi, jakby na to nie spojrzeć to do 18 b.m. w Niemczech
zachorowały  raptem  187.764 osoby a zmarło 8856 zainfekowanych
osób.
Jak na razie to jeszcze nie za bardzo wiadomo jak to będzie z dziećmi
chodzącymi do szkoły.
Przedszkola są czynne i słyszałam ogólnikową zapowiedź, że uczniowie
powinni "normalnie" trafić do szkół do września. Teoretycznie (gdy
idzie o Berlin) to powinny iść do szkoły   jeszcze w sierpniu. No ale
to jakby nie moje zmartwienie.
Poprzedniej doby przybyło 600 nowych zainfekowanych osób.
Na połowę przyszłego tygodnia zapowiadają falę upałów, temperatura
w wielu miejscach może  dochodzić do 40 stopni C.
Ciekawe jak w tym układzie będzie z  basenami- teraz zamknięte są
wszystkie  baseny kryte. czynne są tylko te otwarte.
I ciekawe czy na fali upałów wzrośnie  ilość zainfekowanych czy też
może  spadnie?
Gdy w 2003 roku byliśmy na ślubie córki to w dniu jej ślubu było
38 stopni C.
Myślałam, że zejdę z gorąca. Gdy wracaliśmy do Polski to z powodu upału
pociąg jeszcze nim dojechał do granicy z Polską nabrał ponad  3 godziny
opóźnienia, które oczywiście się powiększyło. Szyny co prawda
wytrzymały upał, ale elektronika wysiadała, więc pociąg jechał z obłędną
szybkością rzędu 30 - 50 km/ godz.
Obecnie w sklepach sytuacja niemal doszła do normalności, ale nadal ilość
wózków jest limitowana , a podaż jest jednak jakby  nieco mniejsza.
Mam wrażenie,  że produkcja nie idzie pełną parą, w końcu pracownicy
też chorują a może ze względów bezpieczeństwa trzeba było zmniejszyć
zatrudnienie o połowę.
Ciekawa jestem jak ta cała sytuacja przełoży się na wybory prezydenckie.
Czarno to widzę, nie napiszę dlaczego, żeby potem nie było, że pisowo
wykorzystało mój wariant. Wredni to oni są, ale nie wszyscy durni.
A tu idzie jednak walka o utrzymanie się przy status  quo.
Ciekawa jestem czy się moim uda wrócić za 10 dni, tak jak zaplanowali.
Teoretycznie to nawet już mają wykupione  bilety lotnicze, ale co będzie-
tego nie  wie nikt.
Deszcz - w końcu padał, chyba  aż 15 minut.

wtorek, 16 czerwca 2020

Miewam......

.....fazy, niczym Księżyc.
I wcale nie idzie o moje tycie lub chudnięcie a raczej o zainteresowania i różne
hobby.
No po prostu, jak to sympatycznie określiła  jedna z moich ciotek-  "ona, (czyli
ja) świruje na  jakimś punkcie, ale to słomiany ogień".
Ale ciotce nie tyle przeszkadzało moje świrowanie, co fakt, że obiekty mego
świrowania co jakiś czas się zmieniały.
Zaczęło się w chwili, gdy odkryłam litery i fakt, że z nich powstają słowa.
W chwili tego wiekopomnego odkrycia  miałam chyba z 5 lat.
Były to czasy świeżo powojenne, książki dla dzieci były w domu tylko te, które
ocalały z pożogi i było ich bardzo mało. Jak na złość ocalały bajki autorstwa
Jachowicza. Nie przepadałam za nimi, chyba były zbyt umoralniające.
A ja, według babci, byłam dzieckiem z piekła rodem.
W braku laku dostałam do czytania...libretta operetkowe-"Kraina Uśmiechu",
"Wesoła wdówka", "Księżniczka Czardasza". Pamiętam je do dziś, nie tylko
treść ale i wygląd- nieduże książeczki formatu A-5 w czerwonej, płóciennej
oprawce.
Arie operetkowe znałam wcześniej, bo mój dziadek był wielkim  wielbicielem
tego gatunku a do tego grał na skrzypcach - amatorsko, nie był skrzypkiem.
Z "fazy czytania"  nie wyrosłam nigdy, dla mnie życie = czytanie.
Żyję już dość długo i w życiu przeszłam przez wiele  faz- a więc była faza
piosenek  francuskich i uczenia się tego języka. Niestety nauka odbywała się
na koszt własny dziadków i z czasem po prostu nie było ich na to stać.
W pewnej chwili  "odkryłam", że  własnymi  rękami można zrobić naprawdę
sporo  rzeczy- czasem wielce pożytecznych, czasem mniej, ale sam proces
tworzenia jest niezwykle podniecający a efekty często przekraczają  nasze
oczekiwania  - zarówno in plus  jak  in minus.
W tej fazie rękodzielnictwa nadal tkwię, tyle  tylko że zmieniały się obiekty
mego działania- szycie ciuszków wpierw dla siebie, potem dla dziecka, hafty
krzyżykiem i hafty płaskie , szydełkowanie rzeczy przeróżnych łącznie
z tworzeniem zabawek i maskotek dla dziecka, dzierganie na drutach , potem
"odkrycie" techniki decoupage, w końcu dotarłam do tworzenia biżuterii
z koralików.
Kiedyś, kiedyś też tworzyłam biżuterię, ale z różnych  nasion lub...makaronu,
ewentualnie  z odpowiednio uformowanego papieru.
Wreszcie stwierdziłam, że teraz mogę przestać zgłębiać  nowe techniki,
zwłaszcza, że czas mi na to zgłębianie nowych technik coraz mniej pozwala.
Ale nie wykluczam, że to nie tylko brak czasu. Coraz częściej wolę usiąść
"bez celu" i posłuchać dobrej muzyki - nie zawsze tej z wysokiej półki
muzyki klasycznej - czasem wracam do ponad czasowych Beatlesów,
Joe Cocker'a, tanga argentyńskiego, gitarowych recitali Santany, lub znów
zachwycam się tańcem dwóch par argentyńskich, lub - myślę czule o
minionych latach, które spędziłam  razem z mężem.
No cóż - wyraźnie widać....zmęczenie materiału.
A to moje pierwsze "dzieło" z fazy decoupage'u

i pierwszy naszyjnik z fazy  biżuterii z koralików.



.

Wczoraj słuchałam....

.....dziś się z Wami dzielę:

Uważajcie na siebie, wirus nadal groźny, nie tylko w Polsce.
 Miłego tygodnia Wszystkim.

sobota, 13 czerwca 2020

Nudne będzie.........

..........czyli o tym co ostatnimi czasy gotuję.
Słowo "gotuję" jest może niezbyt adekwatne do tego co robię -  tekst będzie
raczej o tym co sobie przyrządzam do jedzenia .
Wiele lat byłam najzwyczajniej w świecie "mięsożerna", ale  wszelakie
warzywa i owoce były mi również niezbędne na talerzu.
Jednak od pewnego czasu mięso w postaci obiadowej przestało mi po prostu
odpowiadać.
Stało się  to w chwili, gdy uzmysłowiłam sobie, że teraz wszystkie gatunki
surowego mięsa są pozbawione swego charakterystycznego zapachu- wszak
kiedyś poszczególne gatunki mięsa miały odrębny zapach- zupełnie inaczej
pachniała wołowina  a inaczej świnina czy też cielęcina.
Teraz surowe mięso jest w ogóle pozbawione zapachu, a do tego dziwnym
trafem nie traci swego koloru w zetknięciu z powietrzem i dziwnie długo
się nie psuje.
Nie będę Wam tłumaczyć dlaczego tak się dzieje- o współczesnym sposobie
produkcji mięsa  możecie sobie sami poczytać.
Tylko  nie łudźcie się, że to z uboju gospodarczego trafiające na bazary jest
"takie jak kiedyś". Nie jest- oni też szprycują tusze konserwantami.
No więc ostatnio u mnie w domu raczej nikt mięsa nie uświadczy, ryb i owoców
morza też nie, bo ich nie lubię. Za to jako źródło protein wykorzystuję jajka.
Przed laty moją  "zmorą  obiadową" były wszelakie warzywa gotowane i
polane  masłem. Na sam widok porcji marchewki podziabanej w kostkę i podanej
z gotowanym groszkiem  - odchodziłam od stołu.
Ale pewnego pięknego dnia odkryłam, że wszystkie warzywa smażone na maśle
klarowanym lub pieczone w piekarniku, potraktowane przeróżnymi przyprawami
są nie tylko jadalne- są pyszne i  mają tę zaletę, że szybko się je przygotowuje.
Najlepiej to mam w lodówce zaopatrzony pojemnik z warzywami.
Wczoraj przygotowałam prawdziwą  "wariację" z:  pokrojonych brązowych
pieczarek, pokrojonych w pół-plasterki  2 marchewek (bio) oraz pokrojonej
w półplasterki białej rzodkwi. Oprócz tego co wyżej zużyłam jeszcze 150 ml
śmietanki 30% , jedną łyżeczkę bulionu w proszku, jedno jajko i garść wiórków
z żółtego sera.
Pokrojenie 2 średnich marchewek, 15 dag pieczarek i kawałka (ze 12 cm) rzodkwi
poszło mi szybciutko.
Zaczęłam od krojenia marchewki, którą wrzuciłam na patelnię ze śmietanką i
łyżeczką proszku bulionowego- nakryłam pokrywką i ustawiłam na "4" (mam płytę
 indukcyjną).
Marchewka nabierała miękkości (ale nie "rozpaciania"), potem rzodkiew, na końcu
dodałam pieczarki.
Potem "rozbełtałam" 1 jajko "L"z wolnego chowu, dodałam je do duszących się
w śmietance warzywek i starannie  wymieszałam.
Sprawdziłam widelcem czy marchewka już pozbyła się swej twardości, dodałam
nieco gałki muszkatołowej i wiórków serowych, wszystko starannie wymieszałam
i po 3 minutach danie wylądowało na moim talerzu. Nie soliłam- w ogóle bardzo
mało używam soli - 1 kilogram to mam niemal na pół roku, o ile nie robię żadnych
kiszonek.
A dziś zrobię curry z batata i fasolki szparagowej. Co prawda  fasolka szparagowa
będzie z mrożonki, ale jest wyjątkowo młodziutka, więc jej przygotowanie do tego
curry będzie proste- potrzymam ją nieco pod  strumieniem gorącej wody, potem
osuszę i pokroję na  mniejsze kawałki.
Zacznę od pokrojenia batata na zgrabne paski i pokrojenia fasolki na 2 cm  kawałki.
Wrzucę te warzywka na rozgrzane masło klarowane, dodam pół łyżeczki imbiru,
trochę chili i będę dusić wszystko pod pokrywką około 10 - 15 minut, co jakiś
czas mieszając. W tzw. międzyczasie posiekam listki kolendry, umyję pomidorki
"cherry" i je pokroję na połówki.
Gdy "próba widelcowa" wykaże, że  fasolka już jest miękka - wyłożę zawartość
patelni na talerz, dodam kolendrę i pomidorki.
A jajko będzie dziś w postaci deseru - żółtko utarte z erytrytolem (cukier o 0
zawartości kalorii) + bita śmietana, + połówki truskawek - wszystko razem
schłodzone w zamrażalniku i podane z  truskawkami. Niemal lody, bo u mnie
dziś za oknem 31 stopni, a w mieszkaniu mam tylko 24,5

Nie ma lekko- na zakończenie moi ulubieńcy:
Dla mnie podwójna frajda ulubiona para tańczy tango mego ulubionego
kompozytora tang, Carlosa di Sarli.

piątek, 5 czerwca 2020

Czas.....

........ egipski new,  grecki chronos, łaciński tempus,  hebrajski zeman.
Płynie, ucieka, mija i to zawsze napawało człowieka lękiem, zwłaszcza
dlatego, że tak naprawdę przyszłość jest nieprzewidywalna.
Coś planujemy, dokonujemy jakiegoś wyboru, a w miarę upływu czasu
może się okazać, że nasz wybór nie dał nam nic dobrego, był błędem,
czasem totalną klęską.
Porządek w strumień czasu wprowadzają cykle przyrodnicze:  dzień- noc,
kolejne pory roku, przypływy mórz, wylewy rzek, fazy księżyca, co daje
poczucie pewnej przynajmniej przewidywalności świata, zalążek systemu
oswajania otaczającego nas świata przez jego kwantowanie i nazywanie.
Tak powstała astronomia, kalendarze, zegary.
Cykle  panujące  w przyrodzie  dały przeświadczenie, że historia się
powtarza a czas może mieć strukturę kolistą. Jak Uroboros.
Czas w pojęciu ludzkim to rzeka nieubłaganie prąca naprzód, z którą
walczymy, zdając sobie jednocześnie sprawę z daremności tego naszego
pragnienia zatrzymania jej.
W mitologii greckiej Orfeusz potrafił swym śpiewem wstrzymać upływ
czasu - my możemy tylko zatrzymać zegar, nie czas. Zegar stoi, a czas
nadal płynie.
Czas był tematem rozważań wielu filozofów.
Kant był zdania, że czas nie jest aspektem rzeczywistości fenomenalnej,
ale formą oglądu, czyli narzędziem przy pomocy którego próbujemy sobie
poradzić z czymś, co przekracza nasze możliwości.
No dobrze, niech mu będzie, ale ja nadal nie wiem co to jest czas, czy
możemy istnieć poza czasem.? A może czas to coś tajemniczego co ewokuje
sekwencje obrazów?
Bo coś mi się widzi, że nie było nas i był czas.  I zapewne kiedyś wcale nie
będzie nas a czas będzie nadal. Tylko co to jest ten czas???

                                                             
                          To właśnie jest Uroboros. Wizualizacja kolistości czasu.
A może wcale nie ma nas ani czasu a wszystko jest wielką ułudą, grą
komputerową  zaprojektowaną przez inną, wyższą cywilizację?
A co będzie gdy się ta gra już znudzi? Wykasują czy tylko odłożą na półkę
w archiwum?

Miłego weekendu i pamiętajcie  - wirus nadal groźny więc dbajcie o siebie
i pozostańcie w zdrowiu.


 ______________________________
 obrazek "wypożyczony" z sieci.






wtorek, 2 czerwca 2020

O tańcu .....

.....do posłuchania i do poczytania.
Do słuchania wybrałam (wielce egoistycznie) tanga skomponowane przez
 Carlosa di Sarli i grane przez jego orkiestrę.
Był to argentyński  pianista i kompozytor , ur. w 1903 r, zmarł w 1960r.
Ze swoją orkiestrą nagrał 27 albumów tanga.
Podobnie jak znakomity tancerz Carlos Gavito uważam, że kompozycje
Carlosa di Sarli są najpiękniejsze, idealne do tańczenia.
Odsłuchujcie  na YT, po włączeniu opcji "pokaż więcej" zobaczycie tytuły
poszczególnych utworów.


O tym, że  mam świra na punkcie tańca to już chyba wiecie.
W kwestii klasyki to oczywiście stawiam  balet przed operą, w muzyce
rozrywkowej- niezmiennie preferuję tango argentyńskie. Mam swoje dwie
ulubione pary  argentyńskie i z uporem maniaka śledzę ich poczynania,
w czym mi niezwykle skutecznie przeszkodziła pandemia, bo przynajmniej
pół kalendarza imprez "diabli wzięli".
A co do tańca jako takiego- podejrzewa się, że to  jedna z najstarszych form
wyrażania swych  odczuć. Oczywiście nie wiadomo  czy już jaskiniowcy
tańczyli, ale nie jest to wykluczone,  bo rytm, muzyka i taniec towarzyszą
ludzkości "od zawsze".
Taniec to rytualnie ustalona sekwencja ruchów o charakterze rytmicznym,
najczęściej nieodłącznych od towarzyszącej mu muzyki .
W wielu kulturach tańce rytualne stanowiły związek pomiędzy niebem a
ziemią - najczęściej ich celem było wybłaganie np. deszczu, płodności, łaski
a w tańcach szamanów i czarowników - uzyskania nadzmysłowego wglądu
w przyszłość.
W mitach wielu narodów są bogowie i herosi, którzy w tańcu dają światu
początek i zarazem  porządkują go.
Taniec hinduskiego  wielorękiego boga Sziwy to wyobrażenie nieustającego
dzieła tworzenia i destrukcji świata- bęben w jednej dłoni Sziwy symbolizuje
kreację, ogień w drugiej - destrukcję, pozostałymi dłońmi otacza zaś ludzkość
swą opieką.
Tańce są do dziś stałym elementem życia duchowego sufickich derwiszów,
czyli mistyków islamskich, którzy poprzez długotrwałe wirowanie osiągają
ekstatyczny stan zjednoczenia z Absolutem. Ja co najwyżej  dostałabym torsji.
Chasydzi  żydowscy łączą zapamiętanie w tańcu ze specyficznym  śpiewem.
W afroamerykańskim kulcie voodoo tańce łączone są ze spożyciem środków
psychodelicznych celem zmienienia świadomości.
W Chinach sztuka  taneczna jest wyrazem kosmicznej harmonii i pozostaje
w ścisłym związku z symboliką i  rytmiką liczb.
U ludów Czarnej Afryki taniec pierwotnie był związany niemal ze wszystkimi
codziennymi czynnościami - był składnikiem nadającym im transcendentny
wyraz.
Egipcjanie praktykowali wiele tańców kultowych, w których  brały udział
personifikacje różnych bóstw.
W Starym Testamencie znajdziemy opis  scen tanecznych, jako wyraz duchowej
radości- np. uroczysty taniec kobiet po zwycięstwie Dawida nad Goliatem,
taniec  Dawida przed Arką Przymierza. Ale znajdziemy tu również zmysłowy
uwodzicielski  a jednocześnie  śmiercionośny taniec Salome.
I tak doszliśmy do tańca śmierci " danse macabre".
W krajach  mezoamerykańskich,  gdzie pogrzeb ma wymiar nieledwie ludyczny,
postać szkieletu w korowodzie tanecznym wzbudza więcej wesołości niż
przerażenia  a z okazji zaduszek sprzedawane są i zjadane czaszki i szkielety
z cukru.
Dla mnie osobiście taniec jest symbolem przetrwania.
Tańczę zarówno z radości jak i dołującego smutku.
Wiem, dziwna jestem i zapewne prymitywna.


poniedziałek, 1 czerwca 2020

Post w słowa oszczędny

Wpadłam w sobotę do apteki by dokupić maseczek, bo  nadal w sklepach
i w pomieszczeniach obowiązują. Pani pouczyła mnie jak ją dopasować
do siebie gdy się cały czas chodzi w okularach.
Dwie  zszywki - zszywacz i -  pasuje.
Przy okazji zrobiłam zdjęcie- będę miała pamiątkę z okresu pandemii.

A dziś u mnie +25, słońce i leciutki wiaterek , kosy się "wydzierają"-
cały spacer  miałam ze śpiewem kosów.
No i oczywiście jest zielono i kolorowo- sami zobaczcie:





Chciałabym  mieć taki wykusz, latem zwłaszcza bo zimą to nie za wesoło.


Widzi mi się, że najpóźniej za 10 dni rozkwitną lipy.
Korona drzewa na tle dachu to właśnie lipa.