drewniana rzezba

drewniana rzezba

niedziela, 15 maja 2022

Zagadka.......

                          ........ co jest  sfotografowane na poniższym zdjęciu? 


Pogodę  mam  wybitnie  weekendową- słońce świeci  jakby mu kto  za to premię  dawał, wiatr pracuje a temperatura to 17  stopni.

A ja  dostaję  pomału kręćka  i totalnego  zniechęcenia. Wczoraj 3 razy  myłam  w mieszkaniu podłogę. Niestety  pył z gipsu jest  koszmarem. Przedostaje  się to paskudztwo wszystkimi  możliwymi szparami. I co  z tego, że  drzwi  były  zamknięte - wszak drzwi nie  przylegają ściśle  do  podłogi, więc  szparą pod  drzwiami też  się ta wrednota rozprzestrzeniała.  Teoretycznie  panowie posprzątali  nim  opuścili moje  mieszkanie, ale i tak podłogę w łazience, którą oni  umyli  myłam  potem  3 razy . I nie powiem, że jest czyściutka- po prostu pył  gipsowy  po kontakcie  z mokrym mopem tworzy maściugę. A umyć trzeba, bo odkurzacz niestety  wszystkiego  nie  ściągnie.Podłogę  to musiałam  również umyć w reszcie  pomieszczeń.  Musiałam też umyć kafelki,  chociaż  były one osłonięte płachtami folii. Po prostu ten leciutki i bardzo  drobny  pył  unosił się z podłogi, która  była pokryta specjalną matą  ochronną. No ale  wszak panowie  krążyli po przedpokoju i roznosili  na butach ten pył. Ja też go roznosiłam bo też poruszałam  się po mieszkaniu  a nie sterczałam w jednym  miejscu. A do tego  mam  świadomość, że całą tę  zabawę będę powtarzała  w czwartek i piątek, bo zakończenie pracy  może nastąpi dopiero w czwartek,  gdy  wyschną szpachlowania. Suszyć  suszarką tego  nie można - to  musi wyschnąć  samo,  we własnym  tempie, bo inaczej to masa  szpachlowa popęka. No  a gdy jeszcze usłyszałam, że będzie pokrywanie  akrylem a potem  szlifowanie i  dopiero potem  malowanie to zastanawiałam  się przez moment  czy  nie  wyjść  z  mieszkania  na trzecim piętrze oknem.  Jestem  w takim  stanie  ducha, że z rozrzewnieniem niemal  wspominam budownictwo  z wielkiej płyty, gdy woda  z czwartego piętra  bez  problemu ciurkała do mnie  aż na parter gdy  sąsiadowi popsuła  się pralka. No ale gdy wszystko tam  wytarłam  to nie  miałam  wciąż mażącego  się  gipsowego  błota  na podłodze.

Od tej  pory, gdy będę  komuś źle życzyła to  powiem: oby ci  w domu przycinali płyty  gipsowo kartonowe!

 I coś do  posłuchania:


Miłego niedzielnego popołudnia!

wtorek, 10 maja 2022

To było straszne.......

 ..........ale i w gruncie  rzeczy śmieszne.

Wczoraj  spotkał  mnie  dzień bez komputera!  A jak na złość miałam  do załatwienia  kilka  spraw właśnie  przy pomocy owego sprzętu. Rano jak  zwykle śniadanie skonsumowałam w obecności listy czytelników, potem pognałam  do swego lekarza  rodzinnego po recepty na swoje  stałe leki- musiałam  tym razem zrobić to osobiście, bo dostałam   nowa legitymację z  Kasy Chorych. Udało  mi się bez problemu dotrzeć na miejsce, sprawę  załatwiłem w minut 10 razem z pokonaniem schodów i wróciłam do domu  cała w skowronkach, że tak  szybko jestem  z powrotem i nawet  nie pomyliłam peronów w metrze przy  przesiadce. Włączyłam komputer i......nastąpił koniec  mej radości -  moja sterana  życiem myszka  komputerowa bezprzewodowa dokonała żywota! A druga, przewodowa już od miesięcy  leży w  śmieciach elektronicznych!  Uznałam ów fakt  za złośliwość  losu, bo gdyby zdechła przed  moim  wyjściem   z domu to przecież bym  się przeczłapała po śródmieściu w którym byłam u lekarza  i  kupiła  nową w którejś z galerii handlowych.  Nie  zostało mi nic  innego  niż  wysłanie  do zięcia sms-a (córki nie ma, jest  w delegacji) i poinformowanie  go o tym  smutnym fakcie. Ale  zięć pracuje  zdalnie i mógł przynieść mi zapasową myszkę dopiero wieczorem, jako że godziny  kontaktu z szefostwem miewa różne,  różniste. I od  razu  przypominał mi się  czeski film "Straszliwe  skutki awarii telewizora". 

A wczoraj poczytałam  ciut wiadomości na temat rodaków i właśnie nimi chciałam się z Wami  podzielić.

Według  polskiego MSZ poza Polską mieszka obecnie około 20 milionów Polaków. Ponoć jesteśmy jedną z największych diaspor  na świecie. 10 milionów Polaków  mieszka w USA,  2 miliony w Niemczech. 

Najwięcej ośrodków języka  polskiego i szerzenia  wiedzy o Polsce jest  na Ukrainie (  "na" -tak jest  prawidłowo po polsku) w Wielkiej Brytanii, USA i  na Białorusi.

Na  świecie około 45 milionów ludzi posługuje  się językiem polskim. A w IV kwartale 2021 roku  do Polski trafiło 4,5 miliardów złotych od osób przebywających i  pracujących  poza  Polską.

A tu niedługo  zacznie się Spis Powszechny i  Polacy tu zameldowani  też będą  nim objęci. Ale nim trafi  do mnie osoba  spisująca będę o  tym powiadomiona listownie,  poza tym będą podane pytania na które będę odpowiadać.

Z rzeczy dziwnych:  wczoraj na drzewie po drugiej  stronie ulicy widziałam sokoła wędrownego. Byłam tak  zdumiona, że prędko zajrzałam do  książki o ptakach, żeby się upewnić,  czy dobrze rozpoznałam.  A u pani wrony, którą nadal z  daleka podglądam już się wykluły   pisklaki i  biedna  wciąż "lata po  zakupy" by je  wykarmić. A pod  dachem  sąsiedniego budynku , w narożniku  założyły gniazdo sikorki.Wygląda to tak:

Ten otwór tuż pod dachem jest otworem technicznym i był od dawna, ten ciut  niżej w 2018r "wydziobał" dzięcioł bo to warstwa styropianu pokryta  tynkiem i razem  z mężem obserwowaliśmy  zafascynowani jego wyczyny, ale w końcu trafił w środku na cegłę lub beton i....zrezygnował- to było zbyt  płytkie  gniazdo. Ale teraz sikorki zaanektowały oba otwory.

A u mnie w czwartek i piątek będą  kłaść w łazience  nowy  sufit. Będzie się działo!

Miłego dla Was Wszystkich!


A do posłuchania  nieco  już  zapomniany Rey Charles

sobota, 30 kwietnia 2022

Jak zwykle o niczym

 Wpierw  może  coś  zabawnego - Getynga, miasto, w którym  mieszka Pantera, jako pierwsze w Niemczech  zezwoliło, by strojem  kąpielowym kobiet na basenach był toples, czyli same majtki. To się  chyba  nazywa  równouprawnienie - ród męski wszak  zawsze tylko w  majtasach  się kapie.


Gdy jadąc  drogami na  południu Niemiec  zobaczycie taki znak nie  wpadajcie  w panikę - dotyczy on tylko i  wyłącznie pojazdów  autonomicznych, które dzięki niemu mają  możliwość szczegółowego określenia swej lokalizacji. Są częścią pilotażowego projektu Federalnego Ministerstwa  Cyfryzacji i Transportu. Tak przy okazji - widząc samochód  poruszający  się  szosą bez kierowcy nie  wiem,  czy  nie padłabym za kierownicą  swego  samochodu z powodu  ataku serca.   Raz widziałam  pusty  samochód, który bez  człowieka  za  kierownicą  staczał się z mikroskopijnej górki. Daleko nie pojechał, nic  się  złego  nie wydarzyło no i dobrze, bo to był nasz  samochód, w którym pewien  pan źle  zaciągnął ręczny  hamulec.

Poza tym- rozmawiałam ostatnio telefonicznie z kuzynką  mego zmarłego  męża, która narzekała, że wszystko podrożało, więc ją  pocieszyłam, że tu też, co dość  szybko  zauważyłam, bo robię  zakupy raz  w tygodniu i z powodu diety  bezglutenowej  stale kupuję ten  sam "zestaw  podstawowy", więc  łatwo było mi  zauważyć, że te ceny  rosną  z tygodnia  na tydzień. Na to usłyszałam, że przecież Niemcy świetnie  zarabiają a i tak każdy uchodźca woli być w Niemczech  niż w Polsce. I to zdanie uzmysłowiło  mi, jak mało Polacy  wiedzą o tym, że Niemcy to już nie  są krajem  "mlekiem i  miodem płynącym" i postanowiłam napisać kilka  zdań o tym, o czym mało kto w Polsce wie.

Pensje tutaj  są zawsze negocjowane w sumach brutto, bo pracodawca opłaca za  pracownika  świadczenia  socjalne, czyli składki na ubezpieczenie zdrowotne i  emerytalne oraz podatki: dochodowy i kościelny jeśli jesteś  osobą wierzącą, jeśli  nie -  płacisz podatek na cele  społeczne, tzw. solidarnościowy.

Zarobki netto zależą od klasy  podatkowej do której  należysz, miejsca  zamieszkania, posiadania  lub  nie  posiadania dzieci.

Wynegocjowana pensja BRUTTO 3000,00 EURO oznacza, że na rękę  dostaniesz około 1900,00 €  bo 450 € pójdzie na podatki a około 600€ na opłacanie  świadczeń  socjalnych. Trochę mi to nie pasuje pod  względem  matematycznym  ale tak wyczytałam na stronie "Polski Obserwator"na fb.

Klas podatkowych jest tu sześć -  jeżeli kogoś to interesuje to wystarczy w  wyszukiwarkę wpisać hasło "klasy podatkowe w Niemczech".

Na  zmianę  klasy podatkowej mają wpływ następujące  czynniki:    zmiana stanu  cywilnego, narodziny dziecka,  śmierć współmałżonka lub partnera lub znalezienie  pracy przez dotychczas bezrobotnego  partnera. Klasę można  zmieniać raz do roku,oczywiście ją uzasadniając.

Każdy pracownik  ma na odcinku wypłaty opisane wszystkie potrącenia z tytułu różnych podatków  i składek. 

A przeglądając kalkulator wynagrodzeń w  Niemczech pamiętajcie, że to są wynagrodzenia  brutto i pamiętajcie o tym, że każdy Land rządzi się tu swoimi przepisami.

A co do  mojej osoby - rząd niemiecki niczego  mi tu nie  funduje, jestem tu legalnie, składki ZUSowskie są przekazywane zgodnie  z umową międzynarodową do Niemiec. Żyję tu  z polskiej emerytury, do niektórych usług medycznych i różnych leków dopłacam, tak samo do "udogodnień"  ortopedycznych.    Jedyna  ulga to zniżka  30% za wynajęte mieszkanie. Ale  nie dotyczy ona mediów, tylko samego wynajmu mieszkania.

A tak się prezentują już  drzewa    po mojej stronie ulicy. Niestety, jak  widać, niektóre źle  znoszą  suszę. Dziwnie to brzmi, bo Berlin jest u zbiegu dwóch rzek - Sprewy i   Haweli, a w mieście jest  mnóstwo kanałów i wody  chronione zajmują 212 km kwadratowych, czyli prawie 1/4 całej powierzchni  Berlina, która  wynosi 890 km kwadratowych. Przez  miasto przepływają też dopływy Sprewy: Panke, Dahme, Wuhle, Erpe, a w dzielnicy Spandau Sprewa  wpada do Haweli.  W Centrum miasta wierzchem, przebiegają rury odwadniające, które ktoś z wypaczonym  poczuciem  estetyki pomalował na niebiesko i  różowo.  Ale pomimo takiej ilości wody  w mieście młodsze drzewa, których  korzenie  nie sięgają jeszcze  daleko w głąb  ziemi cierpią z powodu  niedoboru  wody.   Poza tym  swego czasu posadzono w mieście  wiele platanów, a to są drzewa, które potrzebują  bardzo wiele  wody.

U mnie już wiosna, w czwartek  widziałam w pobliżu swego  mieszkania  kwitnący krzew  bzu, a magnolie niestety  już przekwitły. Ale to nic, zaczną  wnet kwitnąć rododendrony!

I wiecie  co - nie wiem kto pracuje  w Bloggerze, ale ja nadal nie mogę komentować u siebie, choć  czasami udaje  mi się ta sztuka u innych. Więc nie gniewajcie  się na  mnie, jeśli nie odpowiadam na  Wasze komentarze u mnie.


sobota, 23 kwietnia 2022

Wreszcie naprawdę wiosenny dzień

 Po niemal rocznej przerwie byłam  dziś  w Ogrodzie Botanicznym. Trwa magnoliowa  orgia:




Jako odskocznia  "coś" co kwitnie  na  czerwono:


i bledziutko  różowawy  rododendron:


i kwitnące na  biało takie śmiesznoty:


a na  dodatek  nie kwitnące, ale bardzo śmieszne  drzewo- wprost  zaprasza by wdrapać  się na nie,  zwłaszcza, że stoi blisko jeziorka.


 

W "Botaniku" trwają jeszcze  przygotowania  do sezonu, wiele ścieżek jest  jeszcze  nieczynnych, są  aktualnie   w renowacji.

Ale i tak  było miło, cały czas świeciło  słońce a temperatura  też  całkiem przyzwoita- 17 stopni. Trochę się "zlazłam", na koniec  wzmocniłam się kawusią -  nie ma to jak kawiarnia  nad jeziorkiem i cappuccino w pełnym blasku słońca!

Odkryłyśmy z córką jeden mankament - po prostu  jeśli nie  znamy  jakiejś  rośliny to i tak  nie będziemy wiedziały jak się nazywa, ponieważ na każdym  metrze kwadratowym jest  multum roślin blisko siebie  rosnących i cała masa tabliczek informacyjnych. Przydałby się nam jakiś  botanik!

Miłego Wszystkim  a do posłuchania - Vivaldi i wiosna:



wtorek, 19 kwietnia 2022

Po świętach

 Jestem zachwycona tegorocznymi  świętami, bo  w niczym  nie przypominały świąt - zero "spinki" przed i w trakcie. 

Moi wrócili z ferii spędzonych  w okolicach Sieny i Florencji w sobotę  wieczorem. W niedzielę w godzinach popołudniowych przyjechała  druga  babcia, więc  "święta" automatycznie zostały przeniesione  na  poniedziałek - coś pośredniego pomiędzy  śniadaniem  a obiadem. Mój udział w szykowaniu ograniczył  się  do poczekania w ich  mieszkaniu na dostawę żywności z Amazona. Bo teraz i na  Amazonie można zrobić zakupy żywnościowe.

Z typowo świątecznych dań córa zaserwowała jajka faszerowane - farsz był w kilku kolorach, przyprawy orientalne. Po raz  pierwszy jadłam  sałatkę z surowej  marchewki + czarna (ugotowana)  soczewica - pycha  absolutna. Ugotowana   czarna   soczewica wygląda niczym  nieco "przerośnięty"  czarny  kawior.

W sumie jedzonko  było dietetyczne,  bo my dwie jesteśmy  bezglutenowe, druga   babcia ma cukrzycę i jest  na insulinie, no więc męska  część rodzinki  musiała się  do nas trzech  dostosować. Ze  słodkości zagościło u  nas pan forte przywiezione ze Sieny i ciasteczka bezglutenowe. Uwielbiam "pan forte" - same pyszności się na  niego składają- daktyle, czekolada, różne orzechy i  suszone owoce. W zeszłym roku  sama je  piekłam- jest o tyle dobrym  wypiekiem, że powinno być upieczone nawet 6 tygodni  wcześniej i potem  sobie upieczone  leżakuje w temperaturze pokojowej,  zawinięte w pergamin. Przepis  znajdziecie na www.facetikuchnia.com.pl - a w ogóle polecam tę stronę z czystym  sumieniem- wszystkie przepisy się  sprawdzają.

Pogoda w święta  była taka jaka być powinna- czyli spacerowa. Dziś już więcej  chmur i tylko +12. A ja, całkiem  poświątecznie  zaczęłam tydzień, bo wstałam  dopiero o 10 rano-  po prostu wieczorem  zaczytałam  się w książce Stone'a   - "Pasje utajone, czyli życie Zygmunta  Freuda". Czytałam aż do 2,30 w nocy, więc  musiałam  sprawę  odespać.

A na oderwanie  się od  czasów minionych,  aczkolwiek dla  mnie  ciekawych, poczytałam rano trochę o tym i owym.

Podobno Turcja jest  oficjalnie krajem świeckim. To nie jedyny wszak kraj, który nazywa siebie krajem świeckim- nie mniej  w tymże świeckim kraju ukazała się FATWA*,  poparta przez tamtejsze ministerstwo religii, która  zaleca wszystkim muzułmanom aby w trakcie  posiłku jedli i pili posługując  się  jedynie prawą ręką, bowiem lewą posługują  się w tym  celu jedynie.....demony.    Ostatnio "ichniejsze" ministerstwo  religii ma  same  wpadki- przedtem  poparło zawieranie  małżeństw przez 9-letnie  dziewczynki i 12-letnich  chłopców oraz poparł fatwę, która ostrzegała, że jeśli mąż będzie  się odnosił do swej żony tak jak do swej  matki lub  siostry to taki związek zostanie  unieważniony. A jednocześnie owo dziwne  ministerstwo zezwoliło na branie rozwodu  w formie wiadomości  tekstowej w postaci listu, faksu lub  w innej postaci internetowej. Zakazało również posługiwania  się krypto walutami uznając je  za niezgodne z islamem. Zalecenia odnośnie posługiwania się tylko prawą  ręką w trakcie   posiłku oraz zawieranie tak  wczesnych  małżeństw wywołało spore protesty i nie są powszechnie  obowiązujące. Co do reszty - nie podano jak jest ze stosowaniem owych fatw.

Z innej branży - w maju 2021 roku na Marsie wylądował chiński  łazik Zhurong.  "Przełazikował" do tej  pory 450 kilometrów w rejonie północnej  półkuli Marsa  zwanej Utopią, przesyłając na Ziemię  różne  dane. Przestrzeń tę pokonał w 60 marsjańskich  dni. Doba  marsjańska zwana SOL jest o 2,7 % dłuższa od  doby Ziemi. Eksperci zajmujący się tym tematem sugerują, że kiedyś ten  rejon był wypełniony wodą. 

Dane z kamer  łazika wykazują, że ta część Marsa był dość płaska i miała niewiele  kamieni. Powstały  materiał filmowy pokazał  małe wyrzeźbione linie  na skałach, które prawdopodobnie zostały utworzone przez uderzenia  wiatru. A w niektórych  skałach naukowcy  wypatrzyli również  ślady erozji  wodnej.

No cóż,  odczytane przez innych naukowców tabliczki gliniane Sumerów kłaniają się  w pas- podobnie jak książki napisane przez Z. Sitchina,  z którego opluciem  zaczekano do chwili gdy już pożegnał się z tym łez padołem i  nie mógł się obronić.

No to wracam do Freuda - fascynujące były jednak początki medycyny zajmujące  się działaniem mózgu oraz neurobiologią i ludzką psychiką.

Dla mnie  medycyna jest wielce  fascynującą  dziedziną-  ciągle odkrywa się  coś  nowego w niemal  każdej jej  gałęzi.

__________________________________

*Fatwa  - opinia wysokiego uczonego-teologa muzułmańskiego wyjaśniająca  kontrowersje teologiczne, teologiczno-prawne lub często tylko prawne, wydawana  wyłącznie na piśmie.



piątek, 15 kwietnia 2022

I znów Wielkanoc

           Kochani  - życzę Wszystkim spokojnych  Świąt  - takich bez złych wieści,

za to pełnych radości i w kręgu  Najbliższych.

 
 

piątek, 8 kwietnia 2022

Zlepek klepek..........

                               .......... czyli  dzisiejszy  post.

Pogodę  mam typowo kwietniową - chwilami  cudownie  błękitne niebo, +6 na termometrze, a w 10 minut później wściekły wiatr i deszcz. Zauważyłam pewną zależność- ile razy spojrzę  dziś za okno i pomyślę, że   mogłabym wyjść z domu - natychmiast napływają czarne  chmury i pada.

W ramach tego "zlepka?zlepku? klepek" :

- wyczytałam  dziś, że zdaniem brytyjskiego fizyka i matematyka, sir Rogera Penrose'a, dusza człowieka jest  niczym innym jak  zbiorem informacji przechowywanych na poziomie  kwantowym. Sir Penrose twierdzi ( podobno posiada na to dowody), że informacje te są przechowywane w tzw. mikrotubulach w ludzkich  komórkach i opuszczają one organizm w chwili jego śmierci. Jego teorię popierają naukowcy z Instytutu Fizyki Maksa Plancka z Monachium. Uważają, że śmierć nie wyznacza  końca  życia, tylko jest początkiem  czegoś  nowego. Były  szef tego  Instytutu, dr Hans-Peter Durr twierdzi, że nasze  ciała fizyczne umierają, ale nasze dusze żyją  wiecznie.

Miłość, narkotyki i religia mają wspólną  cechę- potrafią silnie zniewolić, a czasem działają na człowieka ogłupiająco. Potwierdzają to badania przeprowadzone przez  naukowców - wynika  z nich, że religia uaktywnia te  same  regiony w ludzkim  mózgu co miłość i narkotyki. No cóż - nic się nie ukryje przed  bezduszną  aparaturą zwaną rezonansem magnetycznym.

A Amerykanom "odbiło" - amerykańska  firma biotechnologiczna Bioquark ma  zamiar przeprowadzić eksperyment polegający na przywróceniu do życia ludzi umarłych. Pierwotnie ( w r.2016) eksperyment  miał być przeprowadzony w Indiach, ale rodziny  zmarłych  nie  wyraziły na to zgody, a Indyjska  Komisja d.s. Kontroli Leków zablokowała  projekt i szybko został usunięty z krajowego rejestru badań klinicznych. W związku z tym eksperyment zostanie przeprowadzony w Ameryce Południowej- jak na dziś nie wiadomo w którym kraju.

Terapia ożywiająca mózg będzie  się składała z kilku etapów. W pierwszej kolejności naukowcy będą pobierać z krwi (zmarłego już  pacjenta) komórki macierzyste i aplikować je z powrotem do mózgu. Kolejny etap zakłada wstrzykiwanie peptydów do rdzenia  kręgowego. Na koniec przez okres 15 dni eksperymentatorzy będą monitorować  z pomocą  rezonansu magnetycznego aktywność mózgu.

Rozumiem ciekawość  naukowców - mnie też wiele rzeczy  ciekawi. Ale uważam  za wyjątkowe  świństwo prowadzenie tego rodzaju eksperymentów i testowanie  nowych leków w krajach, w których jest ogromna  bieda a ci co biorą udział w charakterze królików  doświadczalnych nawet  nie wiedzą, że są królikami  doświadczalnymi.

A na koniec coś zabawniejszego- naukowcy odkryli planetę, która  nie jest kulą. Ale o tym to sobie  sami poczytajcie i obejrzyjcie: 

https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/naukowcy-odkryli-planete-ktora-nie- jest- kula

Miłego i pogodnego weekendu Wszystkim  życzę!

I coś do posłuchania:





sobota, 2 kwietnia 2022

Przełęcz Diatłowa

 Był rok 1959 (więcej niż połowy tych co tu  zaglądają jeszcze nawet w planach nie było) gdy  w końcu  stycznia  grupa dziewięciu studentów Uralskiego Uniwersytetu Federalnego rozpoczęła wędrówkę przez Ural by zbadać szczyt Otorten.  Ekipie  przewodził dwudziestotrzyletni  Igor  Diatłow.

Ekipa  wyruszyła i  nie  dawała żadnego znaku życia, więc 20  lutego rozpoczęto poszukiwania zaginionych. W sześć dni później odnaleziono porzucony i uszkodzony namiot  na  zboczu góry. Namiot był rozdarty na pół i pokryty śniegiem. W środku były  tylko rzeczy i buty członków  ekipy.

Śledczy odnotowali, że namiot  był rozcięty od  strony wewnętrznej, niedaleko od niego znaleziono 2 pierwsze ciała, półnagie, pokryte cienką warstewką śniegu.  Ręce tych odnalezionych były  pokaleczone w ten sposób, że śledczy uznali, że zapewne usiłowali  wspiąć  się  na drzewo, które niedaleko zwłok leżało... W pobliżu odnaleziono kolejne  3 ciała, wśród nich ciało Igora  Diatłowa. Z ułożenia jego zwłok wydedukowano, że najprawdopodobniej chciał  wrócić do obozu. Dwa  miesiące później odnaleziono ciała pozostałych członków grupy. Mieli połamane żebra i wgniecione  czaszki. Oczywiście  nikt nie mógł odgadnąć co się stało, podawano kolejne wersje  wydarzeń, łącznie z ingerencją  "Obcych" oraz karą Sił Wyższych, bo góra Ortoten była "miejscem świętym".

W 2021 roku Szwajcarscy naukowcy, specjaliści od lawin i osuwisk wykazali, że zawalenie  się nawet  małej płyty śnieżnej na przełęczy Diatłowa  mogło spowodować zejście  lawiny, a  że śnieg jest  ciężki to takie uszkodzenia  ciała były jak  najbardziej realne. Posługiwali się  dronem przepatrując okolicę i udało im  się uchwycić na zdjęciach  ślady po lawinie.

Oczywiście teoria ta  zaraz została  obalona, bo nigdy nikt  tam lawiny, ani jej śladów  nie widział. Pominę już  milczeniem fakt,  że tamta okolica to nie  wydeptana  droga do Morskiego  Oka, którą  jak rok  długi walą tabuny turystów, więc tam  nawet mało kto  miałby okazję taką lawinę  zobaczyć.

Rok później, czyli w końcu stycznia  tego roku, czyli 63 lata po tamtych  tragicznych wydarzeniach ta sama  ekipa Szwajcarów  skontaktowała się z profesjonalnymi przewodnikami i na  skuterach śnieżnych udali się  wszyscy na przełęcz - tym razem  sama  natura postarała się  by im przybliżyć prawdę - lawina przeszła  zaledwie w odległości 50 metrów od  ekipy badaczy, a   w 20  minut  później  nie było  po niej najmniejszego śladu - ani patrząc z poziomu wzroku  człowieka  ani też patrząc okiem drona, którego  natychmiast użyto.

I dopiero teraz wyjaśniło się, dlaczego dotychczas odrzucano teorię, że owej tragicznej nocy zeszła blisko namiotu lawina, porwała namiot,  z którego udało się śpiącym wyskoczyć, ale jednak  zostali nią stłamszeni, a reszty dokonały  ciemności i bardzo  niska temperatura.

Ściągnęłam z sieci dwa zdjęcia- pierwsze to ekipa 9-osobowa tych co zginęli, drugie- przełęcz Diatłowa.


Miłego weekendu dla Was. 

U mnie pochmurno, +4 i wieje  wiatr, więc odczuwalna temperatura jakoś   mnie nie zachwyca.  Zamiast się  ziębić-  czytam.


piątek, 25 marca 2022

Zaczyna się jazda , bo.........

                                          ..................okazało się  dziś  rano, że Starszy jest POZYTYWNY.  

Widocznym objawem jest u niego katar - zwykły katar. Był w  sobotę na urodzinach  swojego przyjaciela, wczoraj telefonował ojciec jego przyjaciela, że jeden  z grona  zaproszonych  chłopców jest  pozytywny. Starszy  przetestował się  dziś rano przed  wyjściem  do szkoły i okazało się, że jest  pozytywny.  Ja  miałam  w sobotę  kontakt  z jego mamą, ale jak  na razie  poza dolegliwościami ze strony stawów krzyżowo-biodrowych  nic więcej  mi nie  dolega. Mnie już i to wystarczy - leżę i kwiczę. Zresztą wtedy gdy ja  miałam  kontakt z córką to on był właśnie na owych  urodzinach.

Ukazał się raport działającej pod  auspicjami ONZ instytucji  World Happiness Report 2022, czyli instytucji badającej poziom zadowolenia obywateli z życia we własnym kraju.

Badaniu poddawanych jest 146 krajów. Ocenie podlegają dochody  ludności, długość życia  w  zdrowiu, wsparcie  socjalne, wolność obywatelska, poziom  korupcji.

Polska dotychczas  zajmowała 43, potem 44 a teraz zajmuje 48  miejsce. A Niemcy wypadły  z pierwszej dziesiątki i teraz  zajmują już tylko 14 miejsce. Pewnie  dlatego, że ja tu przyjechałam😄.

A  tu najszczęśliwsze kraje:

1. Finlandia       2. Dania        3. Islandia       4. Szwajcaria     5. Holandia     6. Luksemburg   

7. Szwecja       8. Norwegia     9. Izrael        10. Nowa  Zelandia

Wszystkie  wyniki  są w witrynie World Heppiness Report.

A jutro, w całych Niemczech od 20,30 do 21,30  w symbolicznym geście troski o naszą Ziemię będą wyłączone światła w myśl hasła "Razem dla  planety".

Berlin i na  co  dzień jest niedoświetlony, a teraz gdy wyłączą oświetlenia  różnych reprezentacyjnych czy też  historycznych obiektów, wystaw  sklepowych itp. to będzie  ciekawie!

Jutro  (nocą) znów  zmiana  czasu, czyli przez  najbliższy tydzień  nie będę wiedziała czy  żyję. Mam tak co roku.

Kończy się marzec, który był  tu najcieplejszy od  dziesięcioleci. Za to kwiecień ma  być marnieńki, z deszczem, śniegiem i  zimnem. Ale pamiętam, że tak w połowie lat 60-tych XX stulecia 2 maja była  w Warszawie prześliczna  śnieżyca, a ja  właśnie "wyfiokowana i odstawiona"  opuszczałam  zakład fryzjerski, zastanawiając    się czy coś  z tego wypracowanego uczesania  zostanie. 

Miłego weekendu Wszystkim życzę!!!


 


czwartek, 24 marca 2022

Dziwne wieści.....

                                  .......bo niektóre  głowy  myślą. Zapewne  same  z siebie.

Przewodniczący Federacji  Niemieckich Związków  Zawodowych myśli głównie nad  zaoszczędzeniem energii- wszelakiej  i wymyślił by w takim  razie na  autostradach ograniczyć prędkość  samochodów  do 100k/h  w  miastach do 30 km/h  i........wprowadzić  zakaz poruszania  się  samochodami  w niedzielę.

Już wyobrażam  sobie jak  wzrośnie popularność tego pana.

Mam też gorszą  wiadomość - piwo zdrożeje z powodu wzrostu  cen  energii. Mnie to jakoś  zupełnie nie przeraziło bo.......nie używam. A poza tym naród  wykupuje  olej słonecznikowy, mąkę, papier toaletowy a niemieckie kury  nie  nadążają z  produkcją  jajek. I mleka  ma  brakować. O ile  jeszcze  jako/tako mnie interesują  jajka o tyle mleko może dla  mnie  nie istnieć- nie pijam. 

Oprócz tych mam jeszcze inne  wiadomości - równie straszne. Czeka nas przejście  Ziemi wraz  z  całym Układem Słonecznym przez  Galaktyczny równik. Cała  planeta i wszystko co  na  niej istnieje przejdzie wtedy  transformację. I może to być fundamentalna zmiana  polegająca na  zupełnie odmiennym pojmowaniu i odczuwaniu  czasu i przestrzeni. A całą tę imprezę poprzedzą trzy  dni  ciemności. Niestety nie  podano  daty kiedy to może nastąpić. 

Wyczytawszy takie wieści  już miałam udać się po  zakup świec, ale winda  nadal  nieczynna,  a mnie wchodzenie per  pedes na III piętro jakoś nie  służy.



wtorek, 22 marca 2022

No cóż , nie da się.......

                                    ......... ukryć, że przyszło mi żyć  w ciekawych  czasach.

Dla  mnie o tyle  ciekawe, że teoria  względności Einsteina tak jakby zaczynała się  chwiać w podstawach. A wszystko za sprawą  niejakiego fizyka teoretyka z Perimeter Instytute,** pana Lee Smolin'a. 

Dla tych  co nie pamiętają teorii względności Einsteina-  czas to tylko jeden  wymiar przestrzeni, gdzie  można się poruszać w obu  kierunkach, a nasza  ludzka percepcja rzeczywistości istnieje  tylko w naszej  głowie. 

Lee Smolin   w swojej  najnowszej książce  "Czas Odrodzony"  postuluje  nowe  spojrzenie na  fizykę- według niego czas nie tylko jest realny ale może być  kluczem do zrozumienia praw  natury. Smolin jest tym   fizykiem, który od lat krytykuje teorię  strun.

Nie wiem, może i  czas nie jest czymś  realnym,  nie mniej jakoś  cholernie  szybko mija, a im mam więcej mam lat tym  szybciej  mi umyka.

A tak ogólnie dzieje  się w świecie  nauki - panowie : Horowitz z Microsoft Research oraz Kairy Redin z Israel Institute Technology stworzyli program, który opierając  się na  doniesieniach  medialnych będzie  w stanie ostrzec przed nadchodzącymi  epidemiami lub wybuchami  przemocy. Całe oprogramowanie  wykorzystuje więcej niż 90 źródeł wiadomości. I już się  nawet sprawdziło - analiza informacji o powodzi w Angoli w 2006 roku ostrzegła o zbliżającej  się epidemii  cholery, a w 2007 roku ostrzegła o poważnym  huraganie  w Afryce.

Obaj  panowie  chcą  wprowadzić do analizy jeszcze  większą ilość informacji i nad  tym  pracują. 

A jeśli im  to naprawdę dobrze  wypali to - wszelkie wróżki i tarocistki stracą źródło dochodów, bo zapewne w mgnieniu oka  powstanie odpowiednia  aplikacja dostępna wszędzie.

Ale ponieważ jestem  wredna ( o czym już sporo osób  wie) pomyślałam, że chyba  każdy dość rozgarnięty człowiek po każdej  powodzi  może się spodziewać  chorób wynikających ze  spożywania wody pitnej na tych zalanych i  blisko  sąsiadujących  z nimi terenach. A do tego w  takiej Angoli to jest chyba dość  ciepło ( średnia  dobowa w ciepłych miesiącach to 29-35 stopni C, w chłodnych to 20- 23 stopni C)  i wszystkie paskudztwa szybko się namnażają. Z tego  co pamiętam to bakteria o pięknej  nazwie "przecinkowiec  cholery" namnaża się  głównie w ciepłych  wodach.  Ale ponieważ temperatura  wód naszego  globu idzie  w górę, to za jakiś  czas będzie miała tzw.  "raj  na Ziemi".

 Wiosna nadchodzi, znów  zmiana  czasu za drzwiami, a podwórzowa śliwka  kwitnie:

a na łysej jeszcze brzozie  jakieś ptaszory zbudowały  sobie  gniazdo


 

Miłego nowego tygodnia Wszystkim!

_________________

** Perimeter Instytute for Theorietical Physics jest w Waterloo, Ontario,  Kanada. Powstał w 1999 roku.

sobota, 19 marca 2022

Zemdliło mnie wczoraj

 Jak widać  rzadko teraz  piszę - po prostu nie  ma o czym. Żyję, względnie   normalnie, skończyło się u  mnie  wczoraj osuszanie zalanego  stropu w  łazience. Na razie  nie  wiem  kiedy mi załatają te  koszmarne  dziury w  suficie ani nie  mam pojęcia, czy  wywalczymy  cały nowy sufit. I ze zdziwieniem odkryłam, że już mi  wszystko jedno.

A wczoraj, zupełnie jak idiotka, otworzyłam stronę z wiadomościami  z Polski- ja jednak  mam nadal zdrowe i mocne  serce, bo nie  padłam  trupem wyczytawszy o wielce  specyficznej  pomocy niesionej przez jedną z  "wzorcowych Polek" Ukrainkom, które uciekając przed wojną  znalazły się w Polsce.

Otóż niejaka (zapewne  niedługo ją ogłoszą świętą) Kaja  Godek rozdaje Ukrainkom ulotki,  na których są  drastyczne  zdjęcia płodów i informacja o prawnych konsekwencjach przerwania  ciąży oraz informacja, że w razie gdyby ktoś je  namawiał do przerwania ciąży  natychmiast  zatelefonowały pod nr 112. 

200 tysięcy tych ulotek wydrukowała Fundacja Życie i Rodzina w języku ukraińskim i owa Kaja  Godek je rozdaje Ukrainkom-  to jej sposób  pomocy osobom, które nagle znalazły się bez  dachu nad głową i często bez środków do życia. Od dziś już  ani jednej  wiadomości z Polski raczej  nie przeczytam -  szkoda  moich nerwów. Zresztą- co tu ukrywać- nie tęsknię za ojczyzny łonem.

A tu- no cóż - powiedziałabym,  że  zabawnie, gdy ktoś ma  nieco wypaczone poczucie  humoru. Drożyzna, ale można się było tego  spodziewać. Niemcy przymierzają się do poluzowania restrykcji  covidowych, więc  jak na  zamówienie wzrosła ilość  nowych zachorowań a na dodatek jest  nowa odmiana tegoż wrednego  wirusa- dostał nazwę Deltakron, bo ma  cechy obu tych mutacji na raz.  I kraj już teraz  zabezpiecza się na wypadek  kolejnych wzrostów  zachorowań inwestując w  szczepionki, by  w razie  czego ich nie  zabrakło, tak jak  się  zdarzyło w początkach covidu 19. Jedno co jest na pewno dobre, że poszczególne  Kraje Związkowe mogą podejmować własne  decyzje w tej materii, uzależnione od aktualnej w ich Landach  sytuacji epidemiologicznej. Spece  z Instytutu Roberta  Kocha są niestety przekonani, że to  nie koniec epidemii. A ja  im wierzę- jak na  razie wszystko co przewidywali sprawdza się. Poluzowania covidowe nie  zniosą  w Berlinie  (to wszak wydzielony Land) maseczek w komunikacji i sklepach. Więc jak dla  mnie - nic się nie  zmieni.

Mamy wyż- pogoda cudna, ale niestety  jestem meteopatką i mam problemy ze spaniem gdy jest takie  wysokie  ciśnienie. Poprzedniej nocy spałam 3 godziny i wczorajszy  dzień chodziłam półprzytomna ale i tak  nie mogłam  zasnąć. Tej nocy spałam w cyklu 2 godziny snu, czuwanie i znów trochę  snu. Oczy  mnie bolą, szczypią i jestem jakbym była  po wypiciu zbyt dużej ilości jakiegoś  alkoholu.

Różne  firmy  niemieckie  wycofują się  gwałtownie z Rosji, między innymi Bosch- z uwagi na problemy  z dostawami. Zawsze  byłam (od  samego  początku) zdania, że to poszukiwanie jak najniższych  kosztów  wytworzenia w pewnym momencie  wszystkim producentom nie wyjdzie  na  zdrowie. I wszyscy, którym to mówiłam  kazali mi się w głowę  stukać. Teraz oni się stukają.

Podwórzowa  śliwka na moim podwórku pięknie  kwitnie, wydzierają się  drozdy. Pewnie idzie  wiosna. Ale to też mnie za bardzo  nie  rajcuje. Już tyle tych  wiosen przeżyłam, że jakoś mnie to już   nie cieszy. To nie  depresja, to  tylko  stracone przez lata złudzenia.

Podobno Wszechświat to tylko hologram. Specjaliści w temacie  twierdzą, że dowodem na to są  pewne nieregularności kosmicznego mikrofalowego promieniowania  tła. A więc  czekam  cierpliwie co dalej będzie  w tej grze  komputerowej pod  tytułem "Zbudowałem Ziemię i ją  zaludniłem" .

Miłego dla Was w rytmie tanga:  



niedziela, 6 marca 2022

Wielkie wzruszenie.........

                                           ...........dziś przeżyłam. 

Kto bywa na  moim  blogu  ten  zapewne  wie, że najbardziej  ze wszystkich  kierunków w malarstwie  lubię IMPRESJONIZM.

Dziś byłam z rodziną w Muzeum Barberini w Poczdamie na  nowej wystawie  "Nowa  sztuka.  Fotografia i Impresjonizm".  W XIX wieku wielu fotografów  wybierało  te  same  motywy co malarze impresjoniści i ta  wystawa  ukazuje jak bardzo te stare  fotografie  były podobne do malarstwa.



Spójrzcie  sami - ten  sam klif- Wpierw na fotografii Louis Alphonse  Davanne z 1864 roku a poniżej namalowany ten  sam  klif przez Claude Moneta w 1885 roku.

Ówcześni fotograficy eksperymentowali z chemikaliami potrzebnymi do wywołania filmu i zdjęć oraz z papierami. I gdy teraz  oglądamy te  prace  czasami trudno nawet dociec czy to  fotografia czy obraz.

A tak wygląda W Poczdamie Muzeum  Sztuki, którego otwarcie nastąpiło w 2017 roku:

Mieści się w odbudowanym Pałacu Barberini. Budynek ma  bardzo przestronne wnętrza.

Podstawą zbioru tego Muzeum jest prywatna  kolekcja  poczdamskiego przedsiębiorcy z  branży informatycznej, miliardera a jednocześnie mecenasa  sztuki Hassa Plattnera. Otwarcie Muzeum  w 2017 roku było wielce uroczyste, zgromadziło 650 gości z  całego niemal  świata, wśród nich był również Bill Gates i ambasadorowie wielu  krajów.

Zobaczymy tu obrazy: Moneta, Renoira, Morisota, Sisleya, Signaca, Pissarra i wielu innych  malarzy- impresjonistów i  post impresjonistów. Kolekcja  liczy około 100 obrazów.

Obejrzałam z wielkim  wzruszeniem  34 obrazy   Claude Monet i drugiego  mojego ulubieńca - Camille Pisarro. Poza nimi są tu też obrazy post impresjonistów. 

Bardzo  się ucieszyłam z tego, że  mogłam zobaczyć te oryginały- nie  musiałam jechać aż do Paryża - wystarczył wyjazd za miedzę Berlina.

I pomyślałam- jak  dobrze, że jeszcze  na świecie istnieją miliarderzy, którzy są  miłośnikami i mecenasami  sztuki.

A tu adres strony tego  muzeum : museum-barberini.de


U mnie tzw. długi weekend - ponieważ we wtorek jest dzień wolny od  pracy z okazji "Dnia  Kobiet", to jutro  szkoły też  mają wolne. Nie  mogę  się oprzeć  wrażeniu, że ani w ub. roku  szkolnym  ani w  tym nie rozbolą   dzieciaków  głowy od  nadmiaru wiedzy.

Miłego nowego tygodnia  Wszystkim!


czwartek, 3 marca 2022

Ja się tak nie bawię!

 Spoglądam rano na termometr  zaokienny - 3 piętro, strona północna, jest  na nim +5, więc wiem, że  na poziomie do dwóch metrów nad ziemią  będzie  chłodniej. Patrzę jeszcze dodatkowo na "moje" podwórkowe brzozy - ich gałęzie  nie tańczą, no więc  wiatru nie ma.

Wychodzę z klatki schodowej, skręcam ze swojej ulicy w prawo i......wieje i jest  zimno jak licho. No i właśnie  taki dziwny tu jest klimat. +5 na termometrze, a zimno jakby było 0 stopni. A zaledwie  kilka  dni wcześniej wyczytałam, że panowie z "meteo" przewidują, że w marcu będą w Niemczech niemal upały.

Dziś mam dla Was aż trzy filmiki do posłuchania- bohaterem obu jest Wielki Szu.




Miłego dnia Wszystkim!

środa, 2 marca 2022

Tylko się ..........

                        ............nie śmiejcie.

Jak wiecie 8 marca jest  to Międzynarodowy Dzień Kobiet. Kobiety dostają wtedy  kwiatki, czekoladki i życzenia.

A w  krajach: Rosja, Ukraina, Białoruś jest to  dzień wolny od  pracy - no takie święto państwowe.

A teraz  uwaga- to nie żart: 

od minionego  roku 8 marca jest  dniem wolnym od  pracy dla Landu Berlin.

Od wczoraj zastanawiałam się co to za święto, że 8 marca mam w kalendarzu oznaczony jako dzień świąteczny i  dopiero wieczorem, gdy rozmawiałam z córką dowiedziałam się, że to dzień wolny od pracy z okazji Międzynarodowego Dnia  Kobiet. Tak dokładnie to on  już w ubiegłym roku był dniem  wolnym od pracy, ale że wypadał w  niedzielę to jakoś go nie  zauważyłam - nie tylko ja.

A  łazienka mi się suszy. Z 82 % wilgotności pozostało jeszcze 21%. Na razie nadal mam sufit ażurowy, i chyba trzeba będzie  zawalczyć o nowy, bo wczoraj coś przebąkiwali, że oni po prostu ten naprawią.

No ale to nie moja sprawa, ja tylko jestem najemcą, nie  właścicielem owego mieszkania.

Pisałam, że podwórkowe drzewko śliwkowe ma świeżutkie  zielone   listki - dziś mogę napisać, że miało - w nocy był przymrozek i już po  listkach. Za to pogoda  słoneczna, tylko nie  za ciepło - raptem +5 tyle  tylko, że odczuwalna temperatura  znacznie niższa - jak  zawsze w Berlinie.


I coś do posłuchania i przemyślenia. Jako, że nie tylko tang i klasyków  słucham.

Miłego dla Was.

sobota, 26 lutego 2022

Brak mi pomysłu na tytuł......

                                             ..... a nie chce mi się liczyć ile kropek "dziabnęłam", bo znów ktoś się dopatrzy, że wstawiłam je  zamiast "brzydkich wyrazów." 

Od chwili wiadomej agresji czuję się tak, jak zaledwie kilka dni wcześniej, gdy  mnie dotknęła "katastrofa hydrauliczna" - przerażenie i właściwie jakaś bezsilność. Tyle tylko, że w wypadku "zalania" mogłam jednak coś  zadziałać, a w tej tragicznej sytuacji jestem całkowicie bezradna. Kołacze mi się tylko kawałek wiersza lub piosenki , który pamiętam z okresu powojennego  - "świat już za długo był spokojny, my chcemy wojny, my chcemy wojny"- tyle tylko, że wtedy ów kawałek wiersza był wygłaszany przez tych "wrednych kapitalistów ze zgniłego Zachodu".

Niepokoję się o moją znajomą Ukrainkę, która  mieszka w pobliżu dawnego Stanisławowa (dziś miasto  Iwanofrankisk) bo miasto jest ostrzeliwane,więc i jego okolice bezpieczne  nie są. Olu, jeśli mnie  czytasz, daj znak życia na moim koncie FB.

Nie wykluczam, że jestem skończoną idiotką, bo nie mam zwyczaju darzyć nienawiścią kogoś, kogo dziadkowie wyrzynali się wzajemnie z moimi dziadkami lub pradziadkami. Po prostu zostałam tak wychowana - pewnie dlatego, że  moja babcia była z  Zaboru Austriackiego a dziadek Pruskiego, (a były to dwa zupełnie różne światy) a może dlatego, że przed wiekami ich rodziny znalazły się w XV i XVI wieku w Polsce, a przybyły z dwóch zupełnie różnych krajów zupełnie  nie graniczących z Polską.

I wiem doskonale jak łatwo jest ludźmi manipulować, zatruć ich umysły jadem nienawiści. Wiem, że kilka znajomych osób nie może spokojnie znieść faktu, że mam za zięcia Niemca a i sama teraz  mieszkam w Niemczech. No cóż, może mam szczęście, ale na swojej drodze spotkałam jak dotąd tylko miłych Niemców, a nie takich, którzy chcieliby mnie utopić w łyżce wody tylko dlatego, że jestem Polką. W chwili gdy upadło Powstanie Warszawskie i Niemcy wyrzucali ludzi z Warszawy to właśnie oficer niemiecki ocalił grupę mieszkańców domu, w którym mieszkali moi dziadkowie przeprowadzając ich bezpiecznie koło grupy  "Własowców", którzy zwyczajnie  mordowali Polaków. Dla tych, którzy są dużo ode mnie  młodsi informacja - to była  rosyjska formacja zbrojna w służbie.....Niemców.

No więc mój  właśnie trwający weekend upływa na radowaniu się, że już u mnie nawet  nie kapie, że w poniedziałek  zdemontują mi w łazience ten sufit i zainstalują ustrojstwo osuszające, we wtorek zainstalują nowe rury u sąsiadów w łazienkowym kaloryferze, bo to właśnie owa rura tym razem padła. Poprzednie zalanie było od rury doprowadzającej wodę do kuchni. Ci nade mną mieszkają tu od 11 lat i w trakcie rewitalizacji budynku( budynek jest z początku lat 1900) nie tykano ich mieszkania, co się okazało sporym błędem. A za 3-4 tygodnie od osuszenia odnowią mi łazienkę.

A tę radość przyćmiewa mi wielki niepokój o to, czy Europa ma szansę wpłynąć na to, by nie doszło do kolejnej totalnej wojny

Mimo wszystko miłego weekendu Wszystkim, nawet tym, którzy nazywają mnie  faszystką, bo lansowałam tezę, że dla dobra ogółu wszyscy powinni się poddać szczepieniu.

Ponoć  muzyka łagodzi obyczaje, więc trochę terapii muzyką przyda się nam wszystkim

piątek, 25 lutego 2022

Podobno.........

                         .........kto szuka ten  znajdzie.

Od godziny 7,15  szukają miejsca, z którego cieknie woda. Szukają już od 3 godzin i rezultat taki jakby szukali igły w  stogu siana. Przed chwilą mnie poinformowali, że będę słyszała łomoty, bo będą  musieli odkuć u  sąsiadów obudowaną wannę - bo jak na razie to nie znaleźli u sąsiadki miejsca, z którego owa woda leje się w tę pustą przestrzeń pomiędzy podłogą ich łazienki a  sufitem w mojej  łazience.

Na razie u mnie wciąż kapie - żeby  szybciej kapało zrobiono dziurę w moim suficie, w miejscu które poprzednim razem elegancko wycięto i ładnie  załatano. Dowiedziałam się, że prawdopodobnie  dostanę potem już nowy sufit, w miejsce obecnego, no bo dwa razy  zalana płyta musi  być wymieniona. Ale i tak mam lepiej niż sąsiadka, która ma zakręconą wodę w kuchni i łazience, zawartość łazienki i meble kuchenne ma w dziennym pokoju, bo wczoraj jej wymieniano podłogę w  kuchni. Chyba na sobotę i niedzielę  będą się musieli przenieść do hotelu, bo w weekend nikt nie będzie pracował. Najczęściej używanym słowem przez sympatycznego pana  z dzisiejszej ekipy to "scheiss". Z ekipą porozumiewam się z pomocą aplikacji SajHi, a raz na jakiś  czas wpada mój zięć i też tylko ręce rozkłada- on z kolei powtarza jak mantrę- "biedna Ania" i rozkłada ręce.

I tak się prezentuje aktualnie  sufit w mojej  łazience. Woda nadal kapie, na podłodze mam komplet szmat i miskę oraz wiaderko, bo kapie  nie tylko z tej dziury (dziś celowo zrobionej). No  i ten stan pozostanie przez  cały weekend.  Jedyne co mogę powiedzieć?- SCHEISS !

 

I wcale  nie jestem pewna, czy znaleźli  miejsce przecieku, chociaż   starali się  wszystko obejrzeć od  środka   kamerą. Na razie  wynieśli się  znów na górę, bo przybiegła po nich moja sąsiadka  z góry z wielce  wystraszoną  miną i wszyscy, to znaczy  trój osobowa  męska ekipa  pobiegła na górę. No jakoś czarno to widzę.

No a skoro o mieszkaniu mowa, to dostałam  radosną wiadomość, że mi w Warszawie wzrósł czynsz o 131 złotych. Mam  zgryz z tym mieszkaniem - wynajmuję  je i z tej okazji miesiąc w  miesiąc odprowadzam podatek a zysk z mieszkania taki, że starcza na  waciki i patyczki  do uszu. Ale w tych wciąż niepewnych  czasach powinnam  mieć to mieszkanie  "na wsiakij  słuczaj", bo gdy te  pieniądze poleżą w banku to nie starczą mi na  jakiekolwiek  mieszkanie.

Przed  chwilą najmłodszy osobnik z ekipy posprzątał  mi łazienkę, poustawiał zestaw naczyń na wodę, bo przecież  nadal mi kapie- musi się wykapać to co było nalane między mną a piętrem wyżej. Miejsce przecieku znaleźli i jak brzmiała ostatnia  rozmowa  smartfonowa "twój syn wszystko ci powie co i kiedy będzie  remontowane". No bo oczywiście  zrobią mi nowy sufit w  łazience. Czyli w poniedziałek  dalszy ciąg atrakcji. Oby tylko nie o świcie zaczynali.

Idzie  wiosna- nasza podwórkowa śliwka ma już listki. Pewnie  czytała tak jak i ja, że w marcu  mają już być upały.

Na razie pogoda  całkiem znośna, ani razu  dziś nie padało i jest z 8 stopni ciepła.  A ja idę spać- no najzwyczajniej w  świecie oczy  mi się same  zamykają.

Przechwaliłam pogodę, właśnie  zaczęło padać!



Miłego weekendu Wam życzę!!!

czwartek, 24 lutego 2022

Znowu.......

                             ...... jestem zalana. I gdyby to dotyczyło mego stanu po  spożyciu  alkoholu to pewnie bym nie  narzekała, uważając ten stan  za wielce odmienny ale i kuriozalny. W moim wieku się zalać to byłby  niemal sukces.

Niestety jestem znów  zalana przez sąsiadów- tych samych i w ten sam sposób co poprzednio. Weszłam do łazienki około godziny 4 nad ranem i z wielkim  zdziwieniem odkryłam, że stoję w kałuży. Na  wybudzenie ze snu pokapało mi dodatkowo  na głowę. 

Tak mnie  to wydarzenie otrzeźwiło, że już nie kładłam się i o godzinie 6,00 poczłapałam  piętro wyżej, by tę radosną nowinę przekazać  sąsiadom. Oczywiście  wyciągnęłam oboje  z łóżka i w tle ich przedpokoju mignęły mi nagie pośladki sąsiada. Kiepskie  jak na tak młodego  faceta. Rzecz o tyle  zagmatwana, że u nich  nic nie cieknie, bo pewnie wyraźnie  znów coś trzasnęło między piętrami. U nich  wczoraj kładziono w kuchni nową, drewnianą podłogę, więc przez większą część dnia  miałam rozrywkę w postaci serii stukania i lekkich łomotów.  Być może przy okazji coś gdzieś uszkodzono. Był już dziś jakiś  człowiek z administracji budynku, ale  z racji mej iluzorycznej tylko znajomości języka zrozumiałam jedynie uniwersalne  słówko "masakra", więc mu przytaknęłam. Ode mnie poszedł do  sąsiadów  nade mną i teraz otrzymałam wiadomość, że jutro o 7,00 rano (pora niechrześcijańska  jak dla mnie) będą tu i u sąsiadów specjaliści od potopów. Ale, jak mnie pocieszyła córka już wiadomo co mnie  czeka - znów suszenie  przestrzeni pomiędzy  sufitem  mojej  łazienki a  podłogą ich łazienki ( tydzień co najmniej) a potem znów przyjdzie gość od  zatkania otworu  po rurach od  suszenia.  Moi sąsiedzi  zapewne  padają  ze szczęścia, jako że mają odcięty dopływ  wody i w kuchni i w łazience.

Mój młodszy wnuk  szedł dziś do szkoły  dopiero na 8,50 i gdy zięć go budził na "dzień dobry"  przekazał mu taką  wiadomość:  "dziś rano Rosjanie  zaatakowali Ukrainę i babcię". Młody, jeszcze nie do końca przytomny  zapytał: ale dlaczego  zaatakowali też babcię? 

A tak ogólnie to jestem przerażona, bo to wszystko nie wygląda dobrze. Nie  mogę Wam zacytować dokładnie  tego co myślę, bo zbyt wiele niecenzuralnych słów byłoby w jednym  zdaniu.

Z wieści nieco lepszych - byłam w Pergamonie, oglądałam  Nefretiti i bardzo, bardzo dużo innych ciekawych eksponatów. Byliśmy tam 3 godziny i obejrzeliśmy  zaledwie połowę zbiorów wystawionych  aktualnie dla publiki. A w informacji turystycznej wyczytałam, żeby sobie  na Pergamon zarezerwować 2 godziny. No chyba, że biegiem na skos. My wszystko oglądaliśmy dokładnie i słuchaliśmy medialnego przewodnika- dzieci po niemiecku,  ja po polsku. Dobrze, że  w każdej sali są ławki, więc mogłam posłuchać  siedząc. Ten przedwojenny  Pergamon był piękny. A wróciłam do domu pół żywa, tak mnie to zmęczyło. W  marcu obejrzymy drugą część.  

A tak a propos marca - podobno marzec ma być tu gdzie jestem......upalny. Na razie wczoraj  miałam piękne słońce, 10 stopni ciepła na termometrze i gdyby  nie wiatr to byłoby  naprawdę  ciepło.

No i to byłoby tyle na dziś.


A dziś  swoje  smutki koję tymi tangami.

Miłego dla Was!

wtorek, 1 lutego 2022

Wekend mogę zaliczyć do udanych

W sobotę  zaliczyłam jedno z klimatycznych muzeów w dzielnicy Pankov oraz długą przejażdżkę po dawnym Wschodnim Berlinie. Oglądaliśmy zabytkowe mieszkanie wraz z wyposażeniem, w budynku wybudowanym w 1893 roku.  To zaledwie trzy pokoje z kuchnią i łazienką, ale wszystkie   eksponaty pochodzą właśnie  z tamtego okresu.  Mój zachwyt wzbudziły oryginalne piece  kaflowe i podłoga w jednym z pokoi, zrobiona z linoleum malowanego w bardzo ładny kwiatowy wzór. W pierwszej chwili byłam niemal pewna, że to skóra.   Jeśli idzie o  pozostałe wyposażenie to od razu przypomniało mi się mieszkanie mego ojca w Mysłowicach, gdzie były właśnie takie meble, na ścianach wisiały obrazy Wojciecha Kossaka, kuchnia i łazienka  miały bardzo podobne  wyposażenie.  Było to jeszcze przedwojenne mieszkanie mojej macochy. 

W niedzielę  byliśmy z kolei na wystawie multimedialnej "Ogród Moneta".  Wystawa podobała mi się- to 44 minutowa opowieść o tym malarzu - jak  zauważyłyśmy część słowna była dobrze wyważona w stosunku do pokazywanych obrazów. Mam wrażenie,  że  tak pokazywana  sztuka ma szansę przemówić do współczesnego pokolenia, które jest wyraźnie pokoleniem obrazkowym, wgapionym bezustannie  w ekran komputera lub komórki. Zmroziła mnie nieco cena biletu - 22 euro od osoby. Ale nie  mam zbyt wielkich pretensji, bo to jeden z moich ulubionych malarzy. Oczywiście  wystawa była dostępna tylko dla zaszczepionych. Ten wymóg ma tylko jedną wadę - okrutnie długo się czeka na wejście, bo sprawdzają każdemu kod szczepienia i dowód tożsamości. 

Eurostat, czyli Europejski Urząd  Statystyczny podał komunikat  dotyczący płac minimalnych w Unii Europejskiej w minionym, 2021 roku. W 21 krajach UE obowiązują płace minimalne, a w 6 z nich stawki są negocjowane umowami zbiorowymi dla poszczególnych branż.

W Niemczech i 5 innych  krajach Unii minimalne wynagrodzenie wynosi ponad 1500 euro.  W Polsce o ponad połowę mniej, czyli 655 euro a w Bułgarii jedynie 322 euro i jest ona siedem razy mniejsza niż w Luksemburgu - tam płaca zagwarantowana wynosi 2257 euro. W dalszej kolejności jest Irlandia z kwotą 1775 euro,  Holandia - 1621 €, Belgia - 1658 €, Niemcy - 1621 €,  Francja i Polska 665 €.  W USA gwarantawone minimalne wynagrodzenie wynosi 1100 €, czyli dośc  podobnie  jak w Słowenii (1074 €) lub w Hiszpanii (1126 €). 

W 13 krajach UE stawki gwarantowane wynoszą od 330 do 820 €.- Są to: Bułgaria, Łotwa, Rumunia, Węgry, Chorwacja, Słowacja, Czechy, Polska, Litwa, Grecja, Malta  i Portugalia.   Dania, Włochy, Cypr, Austria, Finlandia, Szwecja  -  nie  mają ustanowionej płacy minimalnej , zarobki w poszczególnych branżach są negocjowane w ramach umów zbiorowych.

A dziś - dziś pada i wieje i żadna siła mnie  nie zmusiła do wyjścia z domu.


sobota, 29 stycznia 2022

Sobotnie przemyślenia......

                                            ......zamiast wzięcia się  za sprzątanie.

Jak już nie jeden raz  mówiłam, jestem nieco opóźniona w rozwoju. A największe opóźnienia to dotyczą  kinematografii. Może dlatego, że w pewnym okresie  swego życia  zbyt często bywałam w kinie? A może dlatego, że zbyt często i zbyt dużo oglądałam filmów fabularnych  w domu, bo  miałam  magnetowid a na dodatek moja koleżanka była właścicielką wypożyczalni kaset?  W każdym razie "tak się porobiło" (uwielbiam ten zwrot), że w kinie to byłam strasznie  dawno a w telewizorni oglądałam tylko filmy popularnonaukowe. A tak  z ręką na sercu muszę się przyznać, że odbiornik TV stoi u mnie (od chwili  śmierci mego męża) w charakterze wystroju wnętrza pokoju dziennego. Za to dużo czytam, zresztą  zawsze dużo czytałam. W pewnym okresie "przemówiła" do mnie fizyka kwantowa, co nawet mnie  zdziwiło, bo nie przypominam sobie bym kiedykolwiek w latach szkolnych lubiła  fizykę lub matematykę.  Za to bardzo było mi po drodze z chemią organiczną. A prawa "zwykłej" fizyki jakoś dogoniły mnie z okazji różnych kontuzji ortopedycznych. Tyle w ramach wyjaśnienia z jaką dyletantką macie do czynienia.

Często mam wrażenie, że wszystko co się dzieje ze mną i dookoła mnie to jakiś Matrix- czyjaś fantazja w której, nie pytana o zgodę, biorę udział.  Jak wiecie wszystko składa się z atomów. A każdy jeden  atom składa się z jądra, neutronów i elektronów. A pomiędzy jądrem atomu a elektronami jest....wielka pustka. Wychodzi na to, że z naukowego punktu widzenia to raczej nie istniejemy, bo 99,999999% nas to tylko pusta przestrzeń, więc na logikę, każdy z nas jest zbiorem pustych wewnątrz siebie  atomów. Ale tu  coś na pocieszenie - ta pustka składa się  z pól kwantowych i niewidzialnych dla nas funkcji falowych.

W buddyzmie huayan funkcjonuje pogląd, że to właśnie pustka jest najważniejszym składnikiem rzeczywistości, gdyż to właśnie dzięki pustce mogą się w niej manifestować wszystkie  zjawiska składające się na Wszechświat. I jest ona wiecznym potencjałem posiadającym dostatecznie wiele miejsca by zaistniały wielkie rzeczy, nawet takie, które się nawet jeszcze największym myślicielom nie śniły.

A więc może nie jest źle, że często, nie będąc akurat w  danym miejscu sama, czuję pustkę? Na razie nie zajmuję się zgłębianiem doktryn buddyzmu, ale staram się  wdrażać do swego życia  jakieś małe jego cząstki ( kwanty=cząstki), np. skupianie się nad tym co aktualnie robię - a więc nie  zamykać drzwi na klucz automatycznie, ale robić to z pełną świadomością. Dodatkowo powtarzam sobie regularnie -spokój, spokój, co ma być i tak będzie.

Co do komentowania- zmieniłam na moment przeglądarkę i przynajmniej u siebie mogłam ciut skomentować.  I zaczynam się przymierzać mentalnie do innej "blogowni", bo to ciągłe zmienianie przeglądarki mało mnie  bawi. Na razie wystosowałam krótki liścik do Firefoxa, bo cała ta heca powstała po ostatniej aktualizacji Firefoxa. Ciekawi mnie co mi odpiszą.

Pogodę mam iście zimową - jest +8, wiatr i deszcz.


 


 

Miłego weekendu Wszystkim!!!



 


czwartek, 27 stycznia 2022

To będzie nieco dziwny post.......

 .......bo nadal nie mogę komentować u użytkowników Bloggera i u siebie. I żadne dobre rady nie pomagają. A naprawdę nie czuję się  na silach by zakładać jakiś  nowy blog, na innej platformie. Może latem to zrobię- bo ja  zimą to jestem  zawsze w letargu. Do tego dochodzi sytuacja związana z pandemią, kiepska pogoda i moje dolegliwości natury ortopedycznej. Przez nie  wciąż muszę podziwiać pewnego lekarza, (speca od rehabilitacji) który mnie wyciągał przed ponad  czterdziestoma laty ze złamania kości krzyżowej i powiedział - "gdy już będziesz stara to nie znajdziesz wygodnego krzesła  lub fotela i wciąż będziesz musiała ćwiczyć, ta kontuzja da ci jeszcze popalić". On już niestety nie żyje,odszedł w lepszy wymiar w 2005 roku, ale jego diagnoza żyje nadal i sprawdza się w całej rozciągłości. Pewien zestaw  ćwiczeń muszę wykonywać stale i faktycznie- siedzenie mi wyraźnie  szkodzi, a chodzenie nie sprawia  żadnej frajdy. Tak to jest gdy się wariatka  da namówić  mężowi na zjeżdżanie na  nartach i w ramach nauki wali się tyłkiem na ich kant.

A teraz moje odpowiedzi na Wasze komentarze pod moim poprzednim nieco enigmatycznym postem: @Ania - dopóki Polska jest w UE nie muszę wracać, zgodnie  z przepisami mam prawo mieszkać w dowolnym kraju należącym do UE.Warunkiem jest tylko fakt  zameldowania się , czyli wynajęcie mieszkania i przeniesienie  swojej składki zdrowotnej na konto tutejszej Kasy Chorych.

@Kloszard - co tu rozumieć?- nadal jestem obywatelką RP, tu tylko mieszkam. Nie dostaję od kraju zamieszkania żadnego wsparcia finansowego, ale muszę przestrzegać tu obowiązujących przepisów. Proszę nieco poczytać o zasadach osiedlania się w UE - można się z nich dowiedzieć  o obowiązkach i "przywilejach" obcokrajowców nie będących azylantami. To nie jest tajemnica.

@Stokrotka - ja dostałam więcej, ale ja mam rentę rodzinną (po śmierci męża) zamiast  swojej zabawnie niskiej emerytury, bo jak wiesz "nie pracowałam" tylko wychowywałam na pełnym etacie własne dziecko, a późniejsze dochody nie tylko nie były wysokie ale i staż pracy był krótki- ledwo wystarczył na emeryturę. Nie to co mój mąż- pracował sporo ponad 40 lat.

@Nitager - przed wyjazdem z Polski byłam na podsłuchu, bo mąż mojej przyjaciółki (już  nieżyjącej) miał wysokie  stanowisko w jednej z kluczowych instytucji państwowych. Przynajmniej się "chłopcy"  nasłuchali wielu wiązanek i wielu przepisów kulinarnych oraz naszej opinii o płci męskiej.

A poza tym - nie wiem gdzie to studiowali ekonomiści co wymyślili Polski Ład bo raczej wszystkie ich pociągnięcia mają tyle wspólnego z zasadami ekonomii co ja z grą w hokeja - ja nawet na łyżwach nie jeżdżę. 

I wiecie co? hasło "to wina Tuska" jest aktualne - tyle tylko, że Jego winą było to, że nie rozliczył pisowców zaraz po ich pierwszej kadencji rządzenia. I teraz my ponosimy tego konsekwencje.

A teraz  z innej beczki - pogoda paskudna, wyraźnie  mam tu porę deszczową- wczoraj cały dzień coś padało, dziś też nieco  kapie z nieba, wieje wiatr i na samą myśl, że muszę wyjść z domu robi mi się niedobrze, a wyjść muszę. Same się  zakupy  nie zrobią. W niczym to nie przypomina "pory deszczowej",  której samą końcówkę przed wielu laty poznawałam na własnej skórze będąc zaledwie 142 km od równika. Owszem- padało, a raczej  lało, no ale  w dzień regularnie było ponad 32 stopnie C, a nocą już tylko 27 stopni. I było  cudownie!

Właśnie  spojrzałam przez okno - pada gęsta  mżawka, pada tak jakoś dziwnie, pod kątem 45 stopni w stosunku do powierzchni ulicy, a chwilami niemal równolegle, co oznacza dość silny wiatr.

W przyszłym tygodniu mam zamiar wybrać się z rodziną  na wystawę "Ogrody Moneta". To bardzo nowoczesna wystawa, taka jak ostatnio była w Warszawie  z obrazami Van Gogha. Niech żyje digitalizacja!!!  Jeśli ją obejrzę to pewnie Was  zamęczę Monetem.

Od przyszłego tygodnia moi chłopcy mają ferie a w związku z Omikronem i jego jakąś tam  mutacją raczej na pewno nie pojadą w tym roku poza Berlin.

Miłego dla Was i trochę muzyki:




wtorek, 25 stycznia 2022

Jestem......

                 ........zwyczajnie  wściekła. 

Po raz pierwszy stwierdziłam, że znam zbyt mało niecenzuralnych słów by wyrazić słownie to co czuję. Właśnie dotknęły mnie macki NOWEGO POLSKIEGO ŁADU. 

I to byłoby tyle na dziś.

poniedziałek, 17 stycznia 2022

Zła cecha to........pozytywny wynik testu.

 Od piątku jesteśmy w stanie maksymalnego ograniczenia kontaktów towarzyskich. Moi wnuczkowie mają w swoich szkołach kolegów z pozytywnymi wynikami testów - dzieciaki są po prostu codziennie testowane. U Starszego od  dziś część zajęć jest prowadzona  zdalnie, a on został wyznaczony do przekazywania zadań dalej oraz ....przypominania nauczycielom by materiały lekcyjne ładowali w system.

Młodszy był w sobotę  na kolejnym szczepieniu. A wieczorem tego dnia dowiedzieli się, że kolega,  z którym siedzi w ławce jest "pozytywny". Nabraliśmy dużo powietrza w płuca i czekamy co dalej. Na wszelki wypadek porozumiewamy się telefonicznie lub mailowo.

Pogodę mamy paskudną, czyli trwa pora przejściowa, co oznacza +6 stopni ciepła, deszcz i wiatr. A chwilami leci z nieba jakaś "kasza". Czyli pogoda jest w sam raz dla  wszelakich paskudnych wirusów.  A ja muszę w tym  tygodniu niestety udać się do swego lekarza rodzinnego, 5 przystanków metrem z jedną przesiadką. Mam na to 3 dni.

I znów smutek w  blogowym światku - po kilku latach intensywnej walki z nowotworem odeszła "Zgaga", czyli Grażyna. Przemiła, bardzo kulturalna i mądra blogerka. 

A ja chyba przestanę blogować- bo co to  za blogowanie, gdy nie mogę skomentować tego co przeczytałam u innych ani też odpowiedzieć na komentarze pozostawione u mnie???  Przecież to najzwyklejsza paranoja. A jakoś nie czuję się  na siłach by  zakładać kolejny blog.

Miłego tygodnia Wszystkim życzę!!!!



czwartek, 13 stycznia 2022

Takie sobie rozważania

 Z racji pandemii   i mojej wewnętrznej emigracji niewiele się u mnie dzieje.  Święta były naprawdę "mało świąteczne", tyle tylko, że zjechała tu również druga  babcia, która ogromnie lubię - to tak zwana chodząca   DOBROĆ. 

Nie pochwaliłam się Wam jeszcze co dostałam tzw. "pod choinkę" -  a jest to dla mnie  super prezent- w 100% przydatny. Z powodów mego "wątłego zdrowia" ( o czym podobno świadczą analizy) mam obowiązek wypijania dziennie 2 litrów wody- wody, a nie płynów. Picie "zwykłej kranówy" to średnia frajda,  więc zięć mi dość regularnie dostarczał kontenerki z wodą lekko gazowaną. No a jeśli nie dostarczył, to mój cykl nawadniania  automatycznie  szedł w odstawkę. Więc dostałam "ustrojstwo" do gazowania owej  zwykłej kranówy:

Jest rewelacyjne, prościutkie w obsłudze, samemu reguluje się stopień "nagazowania wody" a jeden "nabój" wystarcza do sporządzenia 60 litrów wody. Jak "moi" obliczyli to jest to wielce ekonomiczne urządzenie i cena 1 litra tak przyrządzonej wody jest o połowę niższa od ceny sklepowej. Dla mnie istotną sprawą jest to, że mogę sobie regulować poziom "nagazowania", bo nawet ta   "średnio" nagazowana, sklepowa woda dla mnie była zbyt mocno nagazowana, więc ją nalewałam do jakiegoś otwartego naczynia  by się nieco "odgazowała". I tym sposobem i moi  i ja jesteśmy zadowoleni - ja, że nie muszę korzystać z ich uprzejmości w kwestii dostarczania mi wody a oni mają problem z  głowy. Nabój będzie się zamawiało elektronicznie, dostarczą do domu. Do urządzenia   dodane są 3 szklane  butelki z zaznaczonym miejscem, do którego należy wlać wodę przed jej "nagazowaniem". Druga  babcia dostała nieduże radio - może być na baterie, może być podłączone do sieci i jest wieloczynnościowe, szkoda tylko, że dodatkowo nie sprząta, nie pierze i nie prasuje. Oczywiście jego możliwości prezentował nam starszy wnuczek (w ubiegły piątek skończył 13 lat) a my obie wytrzeszczałyśmy oczy.

A tak poza tym po wielu, wielu latach stwierdziłam, że moja babcia, która w1979 roku mając 85 lat odeszła w lepszy wymiar była bardzo mądrą kobietą, która przeżyła dwie wojny światowe.  Zawsze mi powtarzała - "wszystko jest przereklamowane". A to "wszystko" to zdaniem   mojej babci było: miłość, małżeństwo, macierzyństwo a nawet przyjaźń.  Bardzo długo nie mogłam tego zrozumieć - ale teraz, gdy już mnie starość dopadła - zrozumiałam. I wiecie co?- miała rację.

Dziś z niemałym zdumieniem przeczytałam, że pewna ilość osób (około 2000) w Niemczech, a tak dokładnie  w Górnej Bawarii, w miejscowościach Ingolstadt i Ebersberg  została zaszczepiona przeciw  Covid-19 nieco przeterminowaną szczepionką - co prawda była ona przeterminowana zaledwie o jeden dzień, ale jednak przeterminowana. Osoby te  mogą się poddać bezpłatnie badaniu krwi na określenie ilości przeciwciał i jeśli zaistnieje taka potrzeba- będą ponownie  zaszczepieni. I jeszcze w tym temacie- przyjęcie trzech szczepień  (w razie  zachorowania na covid -19) chroni przed hospitalizacją aż w 95%.

Ponadto Instytut Roberta Kocha (prowadzący statystykę dot.Covid 19) podał sprostowanie  - na obecnie królującą postać koronawirusa- Omikron  zachorowało 1097 osób niezaszczepionych, a nie jak omyłkowo podano tylko 186 osób niezaszczepionych.

 Z bardziej zabawnych wiadomości- we Fiorano (Włochy) para nagusów rodem z Niemiec, wpierw usiłowała zatrzymywać przejeżdżające  samochody by złapać chętnego do ich podwiezienia. Gdy pojawili się  swoim samochodem wezwani przez kierowców włoscy karabinierzy, para wskoczyła na dach ich samochodu i skacząc po nim uszkodziła go. Badanie krwi wykazało, że oboje byli pod wpływem alkoholu i narkotyków. Gdy odnaleziono ich samochód to okazało się, że mieli w nim nóż.  Włosi ukarali parę czterema miesiącami więzienia  w zawieszeniu. A po powrocie do Niemiec oboje zostali zwolnieni z pracy przez swych pracodawców. Uzasadnienie - swym nagannym zachowaniem przynieśli wstyd  całemu krajowi.

 A 18 stycznia, w odległości pięciokrotnie  większej niż odległość Ziemi od Księżyca przeleci olbrzymia asteroida nr 7498. Jej średnica jest 25 razy większa od nowojorskiego Empire State Building i jest to jej najbliższy z dotychczasowych przelot w pobliżu naszej planety. Mam tylko nadzieję, że nic nie  zakłóci jej orbity i nie zderzy się z naszą planetą. Po raz pierwszy została  dostrzeżona przez ziemskie obserwatoria w 1994 roku i wtedy nadano jej numer 1994PC1.

Przestało mżyć - idę na  zakupy.


wtorek, 11 stycznia 2022

Nic dodać nie potrafię

 


No cóż, smutne, że tak niewiele możemy w tym przypadku zrobić - możemy tylko czekać spokojnie. Jeśli budzi się tak samo szybko jak ja - to mamy jeszcze kilkanaście,  a może nawet kilkadziesiąt  lat spokoju.

A na osłodę może to:


Miłego nowego tygodnia- Wszystkim!

piątek, 7 stycznia 2022

Nadal mam "kociokwik" blogowy

Jeżeli ktoś z Was myśli, że zdołałam się dowiedzieć, czemu nie mogę nigdzie  ( to znaczy u Was i u siebie)  komentować - to jest w  błędzie. Mogę komentować na blogach poza"bloggerowych".  Ale codziennie czytam to wszystko co napisaliście.

Wczoraj włączyłam FB ( właśnie  zmienił nazwę na "Meta") i na FB -Watch wpadły mi w oko i ucho dwie panie - z wyglądu całkiem sympatyczne. Jedna  z nich tłumaczyła drugiej, że wystawianie paszportów covidowych jest niczym innym niż przejęciem  przez "rządzących" władzy nad nami, bo to oczywiście jest spisek po to tylko,  by całkiem sobie  wszystkich podporządkować. Dyskusja toczyła się w języku obcym, ale ktoś z  polskich antyszczepionkowców opatrzył wszystko tekstem polskim, dając na początku komentarz, by to obejrzeć nim to FB skasuje. 

Dawno się tak nie bawiłam - pani wszystkowiedząca, która udzielała wywiadu tłumaczyła, że dzięki wprowadzeniu paszportów  covidowych  "rządy będą  nas  miały w garści". Opowiadała coraz większe  rewelacje  a ja miałam setny ubaw. Właściwie bardzo mi żal było owej pani, której się zdaje, że teraz rządy krajowe nic o nas nie wiedzą. Otóż wiedzą i to niemal  wszystko, bowiem: od chwili narodzin aż do swej śmierci jesteśmy  zarejestrowani w przeróżnych instytucjach i jeśli komuś cokolwiek będzie potrzebne na  nasz temat - do wszystkiego można się już teraz "dogrzebać". Nie rodzimy się  anonimowo w głębokim  lesie, więc od początku  wiadomo jakiej jesteśmy płci (męskiej, żeńskiej lub hermafrodyta -tych ostatnich też nie brakuje wśród noworodków), od razu spisuje się dane personalne rodziców. Idziemy do szkoły - też nas dokładnie spisują, okresowo też ważą, mierzą, cały czas oceniają naszą wiedzę- to wszystko też jest udokumentowane. Podejmujemy studia  czy też  kształcimy się na jakichś kursach - tu też jesteśmy zarejestrowani, opisani. Idziemy do pracy - tu też mamy  założoną kartotekę. Chcemy pojechać na  wycieczkę poza kraj ojczysty - ależ proszę bardzo, tylko paszporcik trzeba  sobie wyrobić i podać wiele danych przy  wypełnianiu druczka. I nie szkodzi, że niektóre  nazwiska są bardzo popularne, że "Nowaków" lub "Kowalskich" jest  miliony, że co któryś ma ojca o tym samym imieniu- gdy dobrze pogrzebać w  dokumentacji wszystkiego można dojść - wystarczy być tylko dość bystrym urzędnikiem.

Druga sprawa poruszana przez  panią wszystkowiedzącą dotyczyła samych szczepionek - że nie dają gwarancji, że się nie zachoruje. Oczywiście,  bo żadna szczepionka nie sprawi, że absolutnie nie zachorujemy na chorobę przeciwko której jesteśmy zaszczepieni - rolą szczepionki jest mobilizacja układu autoimmunologicznego do walki  z określonym patogenem, dzięki czemu jeśli zachorujemy przebieg choroby nie pozostawi w naszym organizmie wielkich zniszczeń.

Na koniec pani wszystkowiedząca stwierdziła, że teraz znów będzie na całym świecie inflacja, powrót do złota i ona już się zabezpiecza lokując pieniądze w metalach szlachetnych - no odkrycie na skalę światową. Aż się zastanowiłam czy sama  handluje  złotem - bo wiecie, ja to z natury podejrzliwa jestem, choć podobno sprawiam wrażenie  pierwszej naiwnej.

W Niemczech króluje nowa odmiana covidu-19 czyli Omikron. A wśród  chorujących landów przoduje .....Brema. Poza tym okazało się, że nie  wszystkie testy PCR wykrywają Omikron.

Pogoda u mnie   w szkocką kratkę- wczoraj było cały dzień słońce i +4 stopnie a dziś ponuro, zaraz pewnie zacznie padać i jest raptem +2 stopnie .

Miłego weekendu Wszystkim życzę.