drewniana rzezba

drewniana rzezba

sobota, 29 czerwca 2019

I znów sobota.....

Czas jakoś mi śmiga, ani się obejrzałam a tydzień minął.
Cały tydzień Krasnale miały "warsztaty w ZOO", nawet w najbardziej
upalny dzień, kiedy to temperatura miała być +40 stopni, ale łaskawie
zatrzymała się na 35 stopniach.  Dzieci   były codziennie wiezione do
ZOO na godz. 9,00 i do 13,00 brały udział w "życiu codziennym zwierząt".
Wczoraj,  po ostatnim dniu zajęć  zjechali do nas.  Bardzo się dzieciom te
zajęcia podobały a najbardziej  fakt, że karmili makaki. Karmili  i inne
zwierzaki, no ale makaki były najfajniejsze.
 Następny tydzień jeszcze siedzą w domu, więc pewnie będziemy musieli
gdzieś się z nimi wybierać. Potem wyjeżdżają z rodzicami a my już sobie
planujemy co będziemy zwiedzać w Berlinie.
A tymczasem  trochę muzyki i tańca- no wiem, monotematyczna jestem, ale
jako ktoś nie chce to nie musi ani słuchać ani oglądać;)


I coś spokojniejszego, bo już 25 stopni w cieniu:


Tu wywiad z moją ulubioną argentyńską parą, Roxaną Suarez i Sebastianem
Achaval

I ich "reklamowy spot",
Obydwie pozycje dedykuję Alence.

I dla równowagi trochę znów do posłuchania:


Miłego weekendu! Wszystkim !!!

środa, 26 czerwca 2019

Post dla tych, co..........

.........nie , nie dla tych co na morzu, ale dla tych którzy będą w Wenecji.


W Wenecji byłam niestety tylko 2 razy a to stanowczo za mało. Bo Wenecja
to nie tylko Plac Św. Marka, Wybrzeże Słowiańskie, Pałac Dożów czy też
Most Rialto.
Odnoszę wrażenie, że niewiele osób było gdzieś dalej, poza tym ściśle
turystycznym miejscem. Tak naprawdę to powinno się tam być z tydzień i
codziennie gdzieś wędrować po mieście.
Po drugiej stronie Canale Grande stoi Pałac o bardzo złej sławie, choć niewątpliwie
jest bardzo ładny.
Jest to pałac, który stoi na miejscu ossuarium, miejscu pochówku Templariuszy.
Giovanni Dario, który wsławił się wynegocjowaniem dobrych warunków pokoju
z Turkami, w 1486 roku otrzymaną za swe starania dyplomatyczne  nagrodę
postanowił przeznaczyć na przebudowanie stojącego w tym miejscu pałacu na
swoją rezydencję. Projekt i  nadzór nad budową objął czołowy przedstawiciel
Renesansu  włoskiego , Pietro Lombardo.  Dostęp do  pałacu jest tylko od strony
kanału. Ciekawostką jest inskrypcja, którą opatrzono pałac. Z liter można ułożyć
dwa napisy:
1. Geniuszowi miasta, Dariuszowi.
2. Doprowadzę do ruiny każdego mieszkańca.
Trochę dziwne, prawda?
Zaczęło się wszystko od ślubu Marietty, córki Giovanniego Dario z synem ich
sąsiada, Vinzenzio Barbaro.
Podobno córka została do tego związku zmuszona, nad czym cały czas bolała.
No ale kto się wtedy pytał dziewczyny? Ślub odbył się w 1492 roku.
W rok po ślubie córki Dario stracił cały majątek i popełnił samobójstwo.
A w kilka dni później teścia Marietty znaleziono w  przypałacowym ogrodzie
martwego, ślady świadczyły, że  został zamordowany.
W 1515 roku w jednym z zamkniętych pomieszczeń pałacu znaleziono martwą
Mariettę. Nie wiadomo było- czy sama się zamknęła i zagłodziła czy też może
zamknął ją tam jej mąż, osobnik wielce porywczy. Nic nie zyskiwał na jej śmierci,
bowiem Marietta wcześniej sporządziła testament, wg którego pałac miał zostać
wynajęty ambasadorom tureckim.
W 1664 roku zginął ostatni  potomek rodu Barbaro, Giacomo,syn Marietty
i Vinzenzia. Zginął co prawda nie w pałacu, a na Krecie, gdzie przebywał
w charakterze gubernatora.
W sześć lat później pałac nabył bogaty Armeńczyk Arbit Abdol, handlujący
diamentami i rubinami. Organizował wciąż wystawne przyjęcia na które
przybywały bogate Wenecjanki, ale stracił cały majątek i zmarł na atak serca.
Następnym właścicielem posiadłości został Rawdon Brown. Też długo nie
nacieszył się pałacem, zbankrutował i popełnił samobójstwo.
Francuski poeta-symbolista- Henrie de Regnier wprowadził się w 1899 roku do
pałacu. Narzekał na obecność duchów, nocami gorączkował i majaczył o
zamaskowanej kobiecie z portretu pędzla  Pietra Longhi, wiszącego obok portretu
sułtana Mehmeda II Zdobywcy, który namalował Gentile Bellini.
Tą tajemniczą damą była Maria de Riva, która w czasach Casanovy poszukiwała
w różnych bibliotekach książek o czarnej magii, za co została uwięziona.
Umordowany gorączką i majakami Regnier opuścił Wenecję i wrócił do Paryża.
W 1950 roku właścicielem pałacu stał się Amerykanin Charles Briggs, którego
współlokator i kochanek z nieznanego powodu popełnił samobójstwo. Zrozpaczony
Briggs wyjechał do Meksyku, gdzie został zamordowany w swoim pokoju w hotelu.
Następny właściciel, Filippo della Lanza, też homoseksualista, został zabity przez
swego partnera (cios w głowę  statuetką z brązu)któremu nie wiadomo jakim
cudem udało się  uciec przed wymiarem sprawiedliwości.
W 1964 roku. świetny tenor Mario del Monaco zapragnął nabyć ten pałac, ale gdy
jechał do Wenecji by sfinalizować umowę - miał wypadek samochodowy, który
uznał za przestrogę i do transakcji nie doszło.
W 1979 roku Kit Lambert. menager zespołu The Who,wraz z jego członkami 
organizował w pałacu "orgietki" a narkotyki i alkohol były na porządku dziennym.
Pewnej nocy będąc na głodzie narkotykowym wybrał się "po towar", wrócił do
domu i...tu zaczyna się zagadka co naprawdę spowodowało śmierć Lamberta -
przedawkowanie czy bójka w czasie której zleciał ze schodów.
W 1981 roku,  pałac nabył Fabrizzio Ferrari. I zaraz potem na jaw wyszły
wszystkie jego ciemne interesy i Ferrari się wyprowadził.
Ostatnim  właścicielem był pod koniec lat 80-tych biznesmen Raul Gardini, ale
klątwa nadal działała. Na początku lat 90-tych ujawniono aferę korupcyjną ,
w którą Gardini był porządnie zamieszany, więc szybko wybrał honorowe
rozwiązanie- śmierć.
Jak widać nie wszystko co piękne to dobre.
Podobno za 1 osobo/dobę w pałacu należy uiścić kwotę 269 zł.
Jest ktoś chętny???
                                             
A tu dodatek- Pałac Dario  pędzla  C.Moneta



wtorek, 25 czerwca 2019

Wspominkowo, wakacyjnie

Niestety nie odkryję Ameryki stwierdzeniem, że jest upał, w związku z czym
robię NIC a spacer ograniczyłam do wyjścia na loggię o 7,30 rano by podlać
kwiatki nim słońce je  zaatakuje.
Komentarz Asmo pod moim poprzednim postem przywołał w mej pamięci
 mój pierwszy "dorosły"  pobyt w Jastarni.
Do tejże Jastarni zjeżdżałam na prawie każde  wakacje od dziecka, ale zawsze
byłam pod opieką  babci, która zastępowała mi  matkę i nazywałam ją mamą.
Właśnie ukończyłam 16 lat i siostra mego ojca stwierdziła, że jestem niemal
dorosła, więc mogę w lipcu pojechać do tejże Jastarni ze swymi młodszymi
braćmi ciotecznymi,  jako ich opiekunka. Jeden miał 10 lat, drugi 8.
Wyjeżdżając z Warszawy zostałam wyposażona w wielce nobliwy,wełniany,
w kolorze błękitnym, jednoczęściowy kostium kąpielowy.
Wyglądałam w nim niewątpliwe wielce przyzwoicie, zwłaszcza , że nie
eksponował kształtów mego ciała i czułam się w nim jak w worku. Gdy już
pokonałam odległość Warszawa - Gdynia gdzie  stale mieszkała ciotka,
u niej w domu zaczął się przegląd mojej  garderoby, bo nieco przeraziła ją
wielkość mojej walizki.
W czasie przeglądu, który był "redukcją  wyrazów podobnych" wyszła
sprawa owego worka, tzn. kostiumu kąpielowego.
Cioteczka załamała ręce - w czymś takim absolutnie nie mogę być na plaży,
bo zaczną mnie oglądać jak dziwoląga!  Problem był w tym, że następnego
dnia rano odpływałam razem z dziećmi do Jastarni , a sklepy były już
zamknięte. Cioteczka pogrzebała więc w swej przepastnej szafie i znalazła
kupon kretonu w obłędnej czerwieni, na której były wydrukowane różnego
kształtu amfory i dzbanki w kolorze....złotym.
Wcisnęła mi ten materiał do walizki, dodała igły, nici i jakieś tasiemki i kazała,
bym zaraz po przypłynięciu do Jastarni zajęła się uszyciem sobie bikini, bo
młoda jestem a ten worek, który babcia mi dała to kompromitacja.
Wytłumaczyła, że mam po prostu wykroić 2 trójkąty, jeden nieco większy na
tył  majtek, drugi nieco mniejszy na  przód, po bokach  będą wiązane.
Z jednej strony mam to wiązanie  przeszyć na stałe, z drugiej będę sobie
wiązać doraźnie. Stanik  to miał być pasek szerokości ok. 20 cm, pośrodku
zmarszczony, z tyłu paska miałam zrobić dwa tuneliki by w nie wciągnąć
tasiemkę do zawiązywania stanika.
Szyłam cały dzień (ręcznie) i spory kawałek  nocy, już się rozwidniało gdy
się położyłam spać ale bikini było uszyte.
Jakimś cudem bikini nawet  dobrze na mnie leżało a ja z ulgą stwierdziłam,
że całkiem  fajnie w nim wyglądam.
I tak sobie  cały lipiec  plażowałam, pilnując dzieciaków i sama się rządząc. 
1 sierpnia o świcie, czyli o 6 rano zjechała pociągiem babcia.
Zaczęło się niefartownie bo zaspaliśmy i nie było nas  na dworcu w Jastarni.
Zaraz po śniadaniu, które zjedliśmy w mlecznym barze, pognałam z dziećmi
na plażę, babcia miała do nas dołączyć później.
Babcia nie przepadała wcale za wakacjami nad morzem, bo jak to nad morzem-
przeważnie wiał wiatr, a wiatr źle na nią wpływał.
Stojąc obok naszego wspaniałego grajdoła (który chronił nas od wiatru)
widziałam jak idzie od przejścia brzegiem plaży i wysłałam dzieciaki na jej
 spotkanie. Przyprowadzili babcię, ta  spojrzała  na mnie i wrzasnęła:
"natychmiast masz to zdjąć z siebie! I ubrać przyzwoity kostium!"
Mama, ale jak to zdejmę to będę goła, całkiem. A tamten kostium ciocia mi
zabrała i wyrzuciła.
Babcia, obrażona na  świat i ludzi zdjęła sweter i usiadła na kocu w grajdole.
Po kilkunastu minutach powiedziałam- zobacz wszystkie kobiety są w takich
kostiumach, te stare też (pewnie tak około czterdziestki były).
Babciunia rozejrzała się - rzeczywiście dookoła siedziały, leżały , stały, same
nieprzyzwoicie  przyodziane kobiety.
A dzieciaki wcale nie były zachwycone, bo:
skończyło się  jedzenie bułek  na plaży i siedzenie na niej do godz. 16,00 oraz
obiady w knajpie, nad którą mieszkaliśmy; skończyło się również jedzenie na
plaży gotowanego bobu ( bo nie wiadomo w jakich warunkach był gotowany),
obiad był po bożemu, czyli w największy upał o godz. 13,00 i skończyło się
pływanie po zatoce  kajakiem w każde popołudnie.
Mnie było wtedy lepiej o tyle, że nie musiałam pilnować  dzieciaków, mogłam
wreszcie pograć  na plaży w siatkówkę a  wieczorem wyskoczyć na tańce, lub
z nowo poznanymi ludźmi popływać  kajakiem jako pasażer a nie jako siła
napędowa.
Niestety czasy się baaardzo zmieniły a Jastarnia przestała być fajną rybacko-
wczasową mieściną a jest pseudo kurortem.

poniedziałek, 24 czerwca 2019

Można i tak.....

......tańczyć tango,

oraz tango-vals.

Jak widać rosną nowe  kadry w tangu argentyńskim. Te dwa filmiki to z tzw.
warsztatów, na    pokazach wyglada to nieco inaczej
Ale jeszcze im daleko do mojej ulubionej pary  Achaval/ Suarez:


 Oczywiście oglądajcie to po "kliknięciu " na You  Tube

I specjalnie dla Alenki  -Carlos Gavito, zwany "Carlito",  (1942 - 2005)



sobota, 22 czerwca 2019

Sobota, czyli.........

.........siedzę i słucham muzyki.
Za oknem słońce, a ja już po spacerze, zła jak osa, bo wybrałam się w do sklepu
z azjatycką żywnością, przelazłam się tam w słońcu, spociłam jak mysz w połogu,
a sklep dziś czynny dopiero po południu, więc  niczego nie kupiłam, bo byłam tam
około godz. 11,00. Niby niewiele dziś tego upału, tylko 25 w cieniu,  ale droga
była głównie w słońcu.
No więc na pocieszenie posłuchałam:
                                           Hausera i Kseni Sidorowej
                                     Duetu 2 Cellos i Zucchero w piosence Baila Morena
Prześmieszną wersję Bolera Ravela w wersji Franka Zappy
I Pata Metheny w piosence And I Love Her

I jak zwykle - kliknijcie na wersję   You Tube.
Miłego  weekendu Wszystkim;)

piątek, 21 czerwca 2019

Muszę do siebie dojść.......

.......ale droga jakby daleka;)
W ramach dzisiejszego "dyżuru" byłam z dziećmi w "Botaniku". Żeby było
zabawniej to w szklarni było chłodniej niż na  zewnątrz. Jedynym gorącym
pomieszczeniem była szklarnia z Królową Wiktorią, więc stałam w holu  a
Krasnale były wewnątrz:
czyli  mam zdjęcia Krasnali w "akwarium"
Potem pokrążyliśmy po niemal chłodnej dżungli amazońskiej, gdzie chłodził
nieco wodospad i leniwie pływały "taaaakie ryby"








i spokojnie rosły różne  dziwne roślinki:























Po wyjściu ze szklarni spędziliśmy troszkę czasu w kawiarni pod parasolem,
lustrując okolicę:






No ale lody się skończyły i trzeba było ruszyć w  obchód:

































Nie mam  bladego pojęcia co to za roślinka, ale ogromnie mi się spodobały jej
 owoce?  nasiona?
Ciężko się teraz wędruje po  Botaniku, ponieważ  przez środek ogrodu są
kładzione jakieś super rury, jedna o średnicy 1 metra, druga znacznie cieńsza,
więc wiele miejsc jest niedostępnych.
Dziwię się tylko, że ani o euro nie staniał wstęp do ogrodu. 
Na 19 lipca mamy bilety na imprezę "Noc w Ogrodzie Botanicznym".
Nałaziłam się  dziś po ogrodzie niemiłosiernie, potem w domu dzieci nakarmiłam,
ale nie dane mi było odpocząć, bo córka zaprosiła dziś nas na kolację do greckiej
restauracji - mamy ją co prawda zaledwie 50 m od  domu, ale dziś byliśmy tam
po raz pierwszy. I pełne zaskoczenie- pyszne greckie jedzenie, siedzieliśmy na
werandzie, wiaterek nas lekko chłodził.  Ciekawy sposób podawania -wpierw
wchodzą na stół przekąski, a tyle tego, że ja już na gorąco nic nie wzięłam.
Ślubny zażyczył sobie na gorąco gyros i gdy kelner postawił przed nim talerz
wielkości półmiska z furą mięsa to mi pozazdrościł, że poprzestałam  tylko
na przekąskach. Na koniec dzieci dostały jakies zabawne greckie cukierki,
a dorośli po........małym kieliszku wódki- panowie anyżówkę, a  my amaretto.
A  że dziś w kilku dzielnicach jest dzień muzyki, to jeszcze nas zaciągnięto
na Bundes  Platz, gdzie grał jakiś zespół, wyraźnie starszych panów.
Po 10 minutach stania miałam naprawdę dość i pomaszerowaliśmy do domu.



wtorek, 18 czerwca 2019

Zalatany człowiek taki...

....bo koniec roku szkolnego.
Dziś , jutro i pojutrze  będę "zalatana", więc niczego nie napiszę. I kto wie czy
tak nie będzie aż do 8 lipca. A do tego jest znów upał.
Na pociechę :


i jeszcze tegoroczny Salon Tango w Buenos Aires


I oczywiście   ...oglądajcie to na YT, najlepiej na pełnym ekranie.
No to do poczytania;)

niedziela, 16 czerwca 2019

Tango, tylko tango

Wczoraj wieczorem zrobiłam sobie sesję tanga. Pokręciłam się po pokoju
w rytmie tanga, bo to bardzo dobre ćwiczenie dla mojego ciągle jeszcze
nieco niepełnosprawnego biodra.
Doszłam do wniosku, że najpiękniejsze tanga powstawały w okresie tuż
przed, w czasie  i zaraz po II wojnie światowej.
A więc znów porcja muzyki, tym razem "bezobrazkowa"



Miłego  słuchania i przebierania nogami w rytmie tanga

sobota, 15 czerwca 2019

Moja muzyka na......

.....przeczekanie w domu dusznej, upalnej soboty.
Ci co zajrzeli na mój drugi blog i poczytali o "zabijaniu miłości" nie
zdziwią się moim wyborem  pierwszego utworu:

Skoro posłuchałam skrzypiec to czas na wiolonczelę, a więc niezawodny
duet 2Cellos:


No i mój ulubiony utwór "Oblivion" Piazzolii, kompozytora  tang  nie do tańca,
Czyli Stjepan Hauser solo


No a gdybym nie  zerknęła do tegorocznego Salonu Tanga, to pewnie bym
była chora, więc moja ulubiona argentyńska para, w ulubionym moim
tangu El Choclo:

 Oni są bezbłędni, uwielbiam ich oglądać.
A  co do oglądania i słuchania- koniecznie "kliknijcie" na  You Tube.
I miłego weekendu Wszystkim życzę.

I jeszcze coś - z "polecenia Torlina"





piątek, 14 czerwca 2019

Uff, jak gorąco......

We wtorek w nocy szalała w okolicach Berlina , a nawet i trochę nad samym
Berlinem burza i lał przeogromny deszcz. No i zniszczyło mi nieco pelargonie
na  balkonie. Przedwczoraj widząc, że znów się zbiera na burzę zestawiłam
skrzynki z parapetu loggii - i dobrze zrobiłam bo gdybym je tam zostawiła to
pewnie  by mi te  biedne pelargonie  wyrwało z korzeniami.
Ale dzięki tej ulewie  wreszcie zakwitły lipy - nad miastem unosi się słodki
zapach kwitnących lip. Mój pierwszy kontakt z Berlinem był właśnie w porze
ich kwitnienia i wtedy polubiłam to miasto.
 A wczoraj wieczorem  z mojej  loggii wpierw miałam taki  widok:


a nieco później pokazał się księżyc idący do pełni:





Po tej intensywnej burzy we wtorkową noc i krótkiej ulewie w środowe
późne popołudnie łatwiej żyć- lipy słodko pachną a i temperatura jest
nieco znośniejsza- wczoraj i dziś nawet nieźle mi się wędrowało, bo
było 25 stopni w cieniu.
Już kolejny rok odnotowuję  ciekawe zjawisko - najwyższa temperatura
w cieniu wcale nie jest około południa ale często dopiero około godz. 16,00,
a zdarzało się nawet że około godz. 18,00 zaczynało się robić nieprzyzwoicie
ciepło. I nawet gdybyście mnie torturowali to nie mam pojęcia dlaczego  tak
tu jest.
I chociaż nie przepadam od pewnego czasu za upałami- to wolę lato niż zimę.
Dziś dostałam pisemko z ZUS-u, że mam im nadesłać druk zaświadczający
o tym, że jeszcze  żyję i nadal mieszkam w Berlinie.
Więc czeka mnie  "wycieczka" do naszego Konsulatu.
Kurczę, poczytali by  sobie bloga, to by wiedzieli, że  żyję:))))
 P.S.
A tu dowód zieloności Berlina  -widok z mojej loggii

tak gdy patrze w lewo,

a tak gdy patrzę w prawo. Po każdej stronie ulicy rosną dwa rzędy drzew.
I tak jest na wielu ulicach



niedziela, 9 czerwca 2019

No to się.....

.....zielonoświątkujemy.
Dziś w krajach : Polska, Niemcy,Rosja, Białoruś, Ukraina, Norwegia,
Holandia, Belgia i Litwa są obchodzone  Zielone Świątki.
A skoro są Zielone Światki to wiadomo, że już minęło 49 dni od
ostatniej Wielkanocy.
Tak dla porządku - wg Niemców obchodzimy to święto 2 dni, dziś i jutro
a ma ono nazwę Pfingsten.
I nie da się ukryć, że korzenie tego święta są pogańskie. Bo tak naprawdę
chrześcijaństwo ma korzenie pogańskie i nowa religia zawłaszczyła wiele
świąt pogańskich jak również dawne, pogańskie "miejsca mocy" w których
dawniej zbierali się  ówcześni  ludzie.   Były to miejsca o specyficznym
promieniowaniu geomagnetycznym, wpływającym korzystnie na ludzi.
W tych dawnych miejscach mocy, na gruzach i  zgliszczach dawnych
pogańskich świątyń powstawały chrześcijańskie kościoły.
Bo dawno, dawno temu, ci o nieco wyższym poziomie IQ znali geomancję.
Dziś wielu ma świetne IQ tylko nic o geomancji nie wie.
Zielone  Świątki  w nomenklaturze kościelnej są świętem  Zesłania Ducha
Świętego, a w nomenklaturze pogańskiej były to obchody święta wiosny
i miały na celu oczyszczenie ziemi z demonów wodnych, by prawidłowo
przebiegała wegetacja roślin wiosną i były obfite plony.
Palono ogniska, domy i całe obejście dekorowano zielonymi gałęziami
brzozy,  tatarakiem i kwiatami. W niektórych rejonach okadzano całe
obejście dymem z palonej żywicy,  wkopywano w ziemię ściętą w lesie
brzózkę, którą przybierano  kolorowymi wstążkami.
To miłego świętowania Wam życzę.
A na koniec się pochwalę- wczoraj  Krasnal pisał ten konkurs matematyczny
i w grupie wszystkich niemieckich klas VI dostał jeden z trzech Złotych
Medali. Ja uważam to za sukces, bo zgodnie ze swym wiekiem powinien być
w IV klasie  a nie w VI. Co jeszcze  ważniejsze - on się do tego konkursu
wcale nie przygotowywał, co córka ma mu za złe.


piątek, 7 czerwca 2019

Trochę Berlina

Byłam dziś w jednej ze starych  dzielnic Berlina, bo starszy Krasnal miał
na tutejszej pływalni dodatkowe zajęcia.
Teren, na którym jest pływalnia  był w latach 30-tych ubiegłego wieku
terenem wojskowym- mieściła się tu szkoła kadetów załozona przez
NSDAP.
Po drugiej wojnie światowej stacjonowały tutaj wojska amerykańskie,
a gdy je opuściły, długo stały niezagospodarowane. Wreszcie komuś
wpadło go głowy by je wykorzystać.
Przebudowano budynek gdzie był stary basen, nowy ma 50 m długości,
jedna ściana jest cała ze szkła i "wychodzi" na tereny zielone.
Moją uwagę przykuły ozdoby, które żywcem mi przypomniały czasy
socrealizmu w Polsce. Dwa będące na przeciw siebie wejścia na basen
mają takie ozdoby:

Na  środku, pomiędzy wejściami ustawiono konsolę z planem całego
tego obiektu:





Pozostałe dwa budynki nadal są w remoncie, w jednym chyba już
zorganizowano jakieś archiwum, drugi  ma mieścić muzeum- ale
naprawdę nie wiem jakie,  coś związanego z historią tego miejsca.
Gdy wysiadłam z samochodu i spojrzałam w lewo, miałam taki
widok:



A gdy zerknęłam w prawo zobaczyłam taki domek:
A z bliska tak się prezentował:
Przed wojną nie była to dzielnica ludzi bardzo bogatych, domy nie były
okazałe, a  wielorodzinne domy wyglądały tak:

Oczywiście nie mogłam się opanować i uwieczniłam jeszcze kilka
domów:















A poniżej obiekt sakralny - jak wszystkie tutaj skromny, nie rzucający
się w oczy.
Wszędzie królują stare, piękne drzewa a kosy cały czas dawały piękny
darmowy koncert:
Polubiłam Berlin od pierwszego pobytu w 2014 roku i nadal bardzo lubię
to miasto. A niedługo w całym Berlinie będzie  się unosił zapach
kwitnących lip, których jest tu bardzo dużo.
Miłego weekendu Wszystkim;)






środa, 5 czerwca 2019

Krasnale

Upał, czyli nastały upały. W szkołach skrócone lekcje albo jakieś "wypady"
w plener, bo co kogo obchodzi, że rodzice pracują.
Co komu po skróceniu lekcji skoro dziecko nadal tkwi w szkole, tyle tylko,
że w świetlicy w której nie ma klimatyzacji. Oczywiście, mogą wyjść na
szkolne podwórze, no ale tam w cieniu jest ponad 30 stopni.
Wczoraj nasz młodszy stwierdził, że on po tych skróconych lekcjach
nie zostanie na świetlicy ale przyjdzie do nas. Córka oczywiście przyklasnęła
temu pomysłowi, napisała  kartkę  do szkoły, by go wypuścili po lekcjach i
mówi mu, że w takim razie on zje obiad u nas. Na to mały- "ależ nie mogę, bo
przecież ten obiad w szkole już jest opłacony".
I przydreptał rzekomo po obiedzie, co w godzinę później nie przeszkodziło
mu zjeść sznycla z kurczaka ( ma 8 lat i nie jest pulchny)
A starszy Krasnal czyta ostatnio jakąś powieść sf o przemieszczaniu się
w równoległych rzeczywistościach zgodnie z własnym wyborem.
W pewnej chwili zaczął strasznie  płakać.Córka się wystraszyła , pyta się
co się stało i usłyszała: "bo ja sobie zdałem sprawę z tego, że mój wybór
może być nieodwracalny i jak źle wybiorę mogę stać się zupełnie innym
człowiekiem i to będzie nieodwracalne". Krasnal skończył w styczniu 10 lat.
No cóż, nic nie boli tak jak życie.