drewniana rzezba

drewniana rzezba

sobota, 24 lutego 2024

Jestem Wam winna pewne......

  ............ wyjaśnienie, czemu się lenię i nie piszę. Pominę milczeniem  fakt, że nic a nic ciekawego się u mnie  nie  dzieje, dzień podobny jeden do drugiego, pogoda też dość jednakowa. Ale  dziś to nawet  słońce świeci i jest +11 stopni na termometrze, ale odczuwalna temp. to tylko 9 stopni pana C. Trochę to dziwna temperatura jak na miesiąc zwany lutym.

 

Nie piszę bo znów mam kolejny rzut ......półpaśca. Głównie przez to żem stara a do tego mam "roztrajdolony" układ  autoimmunologiczny, czyli choruję na bardzo wierną chorobę  zwaną Hashimoto,  która nie opuści  mnie  aż do końca  mego życia. Będę umierała w  jej towarzystwie.





A wracając do meritum - półpasiec  jest wywołany wirusem VZV, który powoduje ospę wietrzną, na którą przeważnie  chorują   dzieci. To nieco wredny  wirus, bo on nigdy nie zostaje  wyeliminowany z naszego organizmu, tylko pozostaje  w stanie  uśpienia w komórkach nerwowych.  W chwilach znacznego spadku odporności , lub posiadania  różnych  "chorób towarzyszących" wirus uaktywnia  się i następuje jego rozwój.

Pierwszy objaw to ból w obszarze ciała unerwionym przez nerw czuciowy, do tego może wystąpić : złe  samopoczucie, ból głowy, podwyższona temperatura. Po kilku dniach pojawia  się bardzo swędząca wysypka, identyczna  jak w  wietrznej ospie - wpierw  czerwone plamki, które zamieniają  się w grudki i pęcherzyki wypełnione surowiczą treścią, które pękają, pozostawiając bolesne nadżerki i owrzodzenia. Najczęściej ta wysypka  występuje  na tułowiu, bo wirus zajmuje nerwy  wychodzące z odcinka piersiowego kręgosłupa.  Jej cecha  charakterystyczna jest to, że  zawsze występuje  tylko po jednej  stronie  ciała. 

Półpasiec  występuje  w kilku postaciach-  ocznej, w której wysypka występuje wokół oczodołu, na powiekach, a nawet na rogówce oka, co może grozić utratą wzroku. Na szczęście taka odmiana półpaśca występuje  tylko w 10- 25 % przypadków. Istnieje  też półpasiec uszny, w wyniku którego może nastąpić porażenie nerwu twarzowego.  I tu mała uwaga- wiele osób myli wysypkę spowodowaną półpaścem z.....opryszczką, nie  zdając  sobie  sprawy z faktu, że opryszczka występuje tylko na błonach śluzowych, a nie na skórze.

Zachorowaniu na półpaśca sprzyjają: silny stres, ukończenie 50 roku życia, osłabienie układu odpornościowego, choroby, które towarzyszą pacjentowi od lat (u mnie super wierne  Hashimoto).

U 5% pacjentów półpasiec może niestety nawracać kilka  razy- ja to zawsze wyrabiam wszystkie niemal  dość rzadkie przypadki i u mnie ból i wysypka dotyczy dolnego odcinka kręgosłupa lędźwiowego - bo w grzesznej młodości miałam złamaną kość krzyżową w trakcie nauki jazdy na  nartach.

Leczenie półpaśca to głównie podawanie środków p. bólowych. W drugiej połowie ub. roku miałam nawet szczepienie p. półpaścowi i może dzięki niemu mam dużo mniejszą wysypkę niż w poprzednich nawrotach tego paskudztwa i gdy grzeczniutko leżę w ciepełku (wysypka posmarowana 7% maścią propolisową i zaopatrzona plastrami)  to nawet nie muszę  się truć tymi kropelkami p.bólowymi. Ja  w ogóle  staram się jak najmniej łykać p. bólowców,  żeby się przypadkiem od  nich nie uzależnić.

Miłego weekendu dla Was Wszystkich!!!!

 




środa, 21 lutego 2024

Trochę ......

                .......mnie  nie ma i jeszcze  trochę nie będzie - zeszłam do pozycji  horyzontalnej. Najmilsze   zajęcie -  spanie.

Za oknem wygląda u mnie tak:


a na osłodę mogę  się  wpatrywać w sypialnianą  zieleń, bo  jak widzicie  drzewa  golutkie.

                                                      


No to do poczytania!

poniedziałek, 12 lutego 2024

Szaro, buro i......

              ......ponuro, +6 stopni , a na  dodatek przelatują "lekkie  deszcze", jak je określa  komunikat meteo. Lekkie,  ale często.

Więc słucham muzyki  z lat 50, 60, 70 i czytam. I zastanawiam  się  gdzie ci Kosmici, wspaniali tacy? Były szef izraelskich  Służb Bezpieczeństwa Kosmicznego, pan Haim Eshed twierdzi,  że Kosmici istnieją, ale  ludzie nie  są jeszcze  gotowi by ten  fakt zaakceptować. Zdaniem Esheda od  dawna  na  Ziemi dochodzą do skutku kontakty z przedstawicielami pozaziemskich cywilizacji, lecz informacje na ten temat są po prostu ukrywane. Twierdzi również, że istnieje tzw. "Federacja  Galaktyczna" złożona  z przedstawicieli różnych cywilizacji, która utrzymuje kontakty z  Ziemią i  wspomaga nasz rozwój, ale ponieważ ludzkość jeszcze nie jest na taki kontakt przygotowana wszystko jest ukrywane.

W 2017 roku były astronauta, Edgar Mitchell oświadczył, że na Ziemi od  dawna dochodzi do kontaktów z Kosmitami, jednak rządy światowe ukrywają te informacje przed opinią publiczną. Profesor Christopher Conti z Uniwersytetu Arizony uważa, że jak najbardziej istnieje możliwość życia pozaziemskiego w galaktyce. Jego zaś  zdaniem ludzkość jest już na tyle rozwinięta, że powinno się ją przygotować na kontakt  z Kosmitami  - od razu polubiłam tego profesora, choć osobiście go  nie  znam - poczułam  się doceniona jako kawałek tej ludzkości.

Nie wiem czy pamiętacie, że 15 sierpnia 1988 roku profesorowie Uniwersytetu Stanforda wysłali w głąb Kosmosu, ku  gwieździe Altair  wiadomość.  Altair jest to dwunasta  najjaśniejsza gwiazda w gwiazdozbiorze Orła, oddalona zaledwie o 16,7 lat świetlnych od  Ziemi, czyli jest niemal tuż za rogiem. Wiadomość nie była tekstem  ale serią rysunków przedstawiających historię życia na Ziemi, strukturę DNA i nasz Układ Słoneczny.  I tak mi przeleciało przez  wyobraźnię, że siedzą na tej Alstair ichni uczeni i głowią się, niczym polski maturzysta, "co poeta miał na myśli rysując to co im przysłał."

A ceniony rosyjski naukowiec Siergiej Lipunow obliczył, że do roku 2050 będziemy mogli nawiązać kontakt z obcą cywilizacją. A ja szybko obliczyłam, że będę jak ten Jaś z wiersza pani Konopnickiej - zwyczajnie nie  doczekam.

Miłego tygodnia Wszystkim!!!


 A do posłuchania  - classic rock

czwartek, 8 lutego 2024

Podobno........

            ..........dziś jest Tłusty Czwartek,  a w Kraju nad Wisłą  moi Rodacy pożerają stosy pączków, czyli coś czego ja nie jadam - po prostu nie lubię pączków - tych wielkich, lśniących od lukru. Ja zdecydowanie wolę faworki, a tak ogólnie ze słodyczy to  preferuję.......gorzką czekoladę, taką co ma w sobie przynajmniej 80% kakao. A najlepsze  "czekoladowe jedzonko" to orzechy laskowe oblane  właśnie gorzką czekoladą. Niestety w pobliskim sklepie EDEKA nie ma takowych, dzięki czemu się nie tuczę. Ostatnie  zdanie  w tej kwestii to pocieszenie  dla mnie.

Wczoraj byłam tak zainspirowana koncertem, że po powrocie do 2,00 godziny  w nocy buszowałam w necie i "łowiłam" stare  swingi i chyba  z tego powodu nie doceniam uroku dzisiejszego  dnia, czyli aury - chwilami zza  zasnutego chmurami nieba pokazuje  się  słońce, a termometr wskazuje  aż +1 stopień ciepła, co jest dość  mylące, bo odczuwalna temp. to najwyżej  -1 stopień pana Celsjusza. 

Czytam o Kleopatrze - zniewalająca była dla współczesnych nie  tyle jej uroda co......intelekt. I mam ochotę powiedzieć tym wszystkim młodym naiwniaczkom chcącym zrobić zniewalające wrażenie na płci przeciwnej  powiększając  sobie  biust i  usta ( usta chyba po  to by wyglądać  jak karp oczekujący  swego końca w wannie),  że na tym nieco odmiennym biologicznie  gatunku  jakim jest facet, o wiele większe i trwalsze  wrażenie oraz uczucie powoduje nasza osobowość a nie uroda.

Miłego dnia Wszystkim!


I takie  "starocie" do posłuchania.

Było SUPER!!!!!

                                                        

                                                        To zdjęcia z dzisiejszego koncertu

Właśnie wróciłam  z koncertu. Dawno nie  słyszałam na żywo swingu.  Sala Friedrechstadt Palast pełna, a średnia wieku widzów na sali wysoka. Mieliśmy bardzo dobre miejsca, w ostatnim  rzędzie, na  samej  górze i na wprost sceny,  więc mogłam się poprzyglądać publiczności i pocieszyć  się, że nie  tylko ja jedna  podryguję do rytmu.  Słuchając tych tak bardzo mi  znanych melodii przeżywałam jednocześnie retrospekcję minionych lat młodości,  gdy wpierw słuchałam swingu włączając Radio Luksemburg,  a potem bywając dość regularnie na dancingach. Moim wnukom też  się ta muzyka podobała.




  A tu fragmenciki jeszcze  z  dawnych  lat,  "upolowane  na YT"

Chyba  muszę  się wybrać na poszukiwanie nut melodii Chattanoga Choo Choo, żeby  mi starszy zagrał od  czasu do czasu na pianinie.

Miłej reszty tygodnia dla Was!


niedziela, 4 lutego 2024

Trochę historii......

                     ........nie za bardzo odległej, bo  sprzed 86 lat.

17 października 1918 roku z portu w Tulonie wypłynęła w swój rejs łódź podwodna i na pewno nie  była ona żółta, jak ta  z piosenki


Została ochrzczona  imieniem Floreal. Jej zadaniem było wzmocnienie alianckiej floty w okolicach Archipelagu  Egejskiego.  Floreal miała  patrolować wody u  wybrzeży Grecji a w  razie potrzeby atakować i niszczyć nieprzyjacielskie okręty torpedami.

Niestety wkrótce po wypłynięciu  łódź miała bardzo bliskie  i mało serdeczne spotkanie  z dryfującą miną morską i została poważnie uszkodzona i.......zatonęła w ciągu kilku minut a większość  załogi  jej  w tym towarzyszyła.  Ocalało zaledwie kilku marynarzy i jej kapitan. Tak  zupełnie  prywatnie - zawsze słyszałam, że kapitan w razie tonięcia  statku opuszcza go ostatni, a ten  akurat ocalał. Jak widać- bywa i tak.

Przez  wiele lat nikt nie  wiedział dokładnie co  się  wydarzyło i  zupełnie niedawno, w trakcie podmorskich  badań dna morza w okolicy wyspy Kos, odnaleziono wrak tej łodzi. No i nareszcie mają co robić podwodni historycy, bowiem jest  to jeden z nielicznych zachowanych okrętów podwodnych z czasów I wojny światowej.  Jak na razie to znaleziono  broń, elementy  wyposażenia okrętu a nawet osobiste przedmioty członków  załogi.

A zapewne  dokładne badania  wraku pozwolą na analizę wszystkich czynników, które  doprowadziły do tej tragedii.

A żeby Wam przybliżyć nieatrakcyjność pływania okrętem podwodnym skopiowałam  zdjęcie  ORP z 1985 roku:



A na dodatek filmik. Zwłaszcza  dla  tych, którzy marzą o rejsie takim okrętem.

U mnie za oknem ponuro, rano "deszczyło", teraz teoretycznie jest +8 stopni, niestety wieje, na wieczór jest przewidywany deszcz a odczuwalna temperatura to tylko +5 stopni pana Celsjusza. Gorzej, bo cały następny tydzień ma  być z opadami i wiatrami.



środa, 31 stycznia 2024

***

 Coraz  częściej dochodzę  do odkrywczego  wniosku, że stanowczo już  zbyt długo żyję. Po prostu gdy się długo żyje to co jakiś  czas jest się dość biernym świadkiem różnych przemian w życiu codziennym. Trzeba oddać  sprawiedliwość  światu, że nie  zawsze są to złe przemiany, ale jak mawiają niektórzy, "lepiej jest  często wrogiem  dobrego".

Pisaliście   kiedyś testament? Taki najprostszy, typu co komu ma przypaść z waszej własności  - dzieciom, wnukom, komuś z rodziny lub komuś, czyjej obecności w  waszym życiu nikt  się nie  spodziewał? 

Przed wyjazdem z Polski oboje z mężem odwiedziliśmy  Biuro Notarialne i sporządziliśmy dwa testamenty. Dzięki temu gdy mój mąż odszedł w Niebyt nie było żadnych problemów, stawiłyśmy się z córką na tzw. "otwarcie" testamentu, wszystko było jasne i klarowne,  zero problemów - no może tylko "złapanie terminu" w najbliższym polskim Biurze Notarialnym było  "średnio proste"- za to odległość od  naszego miejsca  pobytu całkiem strawna, czyli  106 km i dojazd też niezły.

Ale  świat z przeróżnymi nowymi technologiami idzie  do przodu i kto wie, czy za niedługi  czas w testamencie  nie będzie również wymagana  klauzula czy - życzymy sobie by nasi spadkobiercy "cyfrowo nas po śmierci sklonowali." Omal się nie  zadławiłam  poranną kawą gdy to przeczytałam - bo gdy nie  wiesz  czy się śmiać czy płakać to się krztusisz .

Nie  dość, że różne religie straszą nas jakimiś karami, piekłami, czyśćcami po śmierci to teraz jeszcze  może dojść owo pośmiertne sklonowanie i zapewne jest to bardziej  realne niż owo niebo, piekło i pozostałe możliwości.

Doktor Masaki Iwasaki z Seulskiego Uniwersytetu Narodowego przeprowadził ankietę wśród 222 dorosłych  Amerykanów na temat akceptacji cyfrowego klonowania osoby  zmarłej -  97% respondentów było przeciwnych dokonaniu takiego "wskrzeszenia" bez  zgody osoby  zmarłej, a 57% zaakceptowało     taki projekt jeśli zmarły przed śmiercią wyraził na to  zgodę. 

W szerszych badaniach około 59% badanych wykluczyło taką możliwość po śmierci,  a 40% uważało proces takiego cyfrowego klonowania za nie do zaakceptowania nawet wtedy, gdy zmarły przed śmiercią wyraził zgodę na cyfrowe klonowanie.

I być może w niedługim  czasie będziemy w  swoich testamentach umieszczać zapis dotyczący tego czy życzymy  sobie czy też nie by nas po śmierci sklonowano cyfrowo.

A co Wy o tym cyfrowym klonowaniu myślicie? 

Miłego nowego tygodnia Wszystkim!!!!!


I trochę "staroci"  muzycznych bo bardzo lubię głos Engelberta. Bo on  śpiewa a nie  wydziera  się ostatkiem  sił.