......omal nie wyleciała mi z paszczęki z totalnego zdumienia, bowiem dostałam zawiadomienie, że niemiecka Kasa Chorych czyli AOK przyznała mi rehabilitację w Klinice Ortopedycznej niedaleko Berlina, a pobyt zaczyna się 30 listopada i trwa do 22 grudnia.
Oczywiście zaraz wyszukałam w sieci gdzie to jest i okazuje się, że owa klinika jest zaledwie 34 kilometry na północ od Berlina i nawet jest jej zdjęcie. Jak widać kompleks nie jest malutki, powiedziałabym, że raczej nawet okazały.
No to będzie hardcorowo nieco, bo mój niemiecki to czysta iluzja, no ale wszak ja już leżałam w berlińskim szpitalu w 2019 roku i też jakoś "dałam radę", personel szpitalny także to wytrzymał. Nie da się ukryć, że wygodniej jest mieć zimą rehabilitację bez wychodzenia z domu.
Przy okazji dowiedziałam się, że już nie funkcjonuje żadna umowa z polskimi sanatoriami. Mało tego- ponieważ nie mam już meldunku w Polsce to mogę korzystać tylko i wyłącznie z usług medycznych w Niemczech, gdzie jestem zameldowana. Nie jest istotny fakt, że moje leczenie pokrywa ZUS- to są rozliczenia pomiędzy ZUS i AOK. Nie mam pojęcia dlaczego zaprzestano podpisywania umów z polskimi sanatoriami.
A i tak dla mnie najistotniejszy jest fakt, że nie będą mi grzebać w kręgach i nie będą nic tam wstrzykiwać. Bo naprawdę to się tego bałam.
U mnie dziś już baaardzo jesiennie - co jakiś czas przelatuje deszcz, wietrzycho nie wróży pogody bo zasuwa głównie z północnego zachodu i a temperatura też raczej nie rozpieszcza, jest tylko 14 stopni i bardzo się cieszyłam drepcząc do sklepu, że wzięłam kurtkę odporną na wiatr.
"Moje" podwórkowe brzozy jeszcze całkiem nieźle trzymają kolor
ale po drugiej stronie budynku, od strony ulicy już widać, że to jednak jest już jesień:
No wiem- teoretycznie jesień też bywa ładna, ale jakoś nie nacieszyłam się w tym roku latem, bo albo był dziki upał więc siedziałam w domu a w weekendy to albo nie było pogody, albo był taki wściekły upał, że nikomu z nas nie marzyło się by gdziekolwiek jechać.
A tak naprawdę to jestem mocno nieszczęśliwa bo ten rok jest jakiś bardzo grzybny, no ale nie w okolicach Berlina. Marzą mi się Bory Tucholskie i wyprawy bladym świtem do lasu i nawet wstanie o 4 rano jakoś by mi nie przeszkadzało.
No to sobie ponarzekałam i ......wcale a wcale mi nie lepiej.
Miłego Wszystkim!!!









