........roślinka.
Moja ulubiona roślinka tak naprawdę hoduje się niemal sama i oczywiście dlatego jest moją ulubioną domową roślinką. Mogę spokojnie zostawić ją w domu samą na dwa tygodnie bez podlewania a ona znosi to ze stoickim spokojem.
I tak jej u mnie z tą moją małą dbałością dobrze, że cichcem, cichcem zaczęła wypuszczać nowe liście.
No i powiedzcie sami - jak nie kochać takiej roślinki???
Ale mam jeszcze jedną, która też jest straszliwie odporna na brak pielęgnacji - spokojnie i dwa tygodnie wytrzyma bez podlewania.
Przyjechała ze mną z Warszawy do Berlina i tak naprawdę to nawet chciałam się z nią rozstać i usunęłam z doniczki wszystkie łodyżki , które były już baardzo długie ( bo to jest roślinka pnąco- zwisająca) i zostawiłam dosłownie dwie łodyżki a roślinka nagle dostała "wiatr w żagle" i postanowiła dalej spokojnie rosnąć.
W Warszawie, wiele lat temu, urosła do długości 3 metrów i pięknie mi dekorowała ścianę, ale gdy trzeba było malować pokój roślinka została wyeksmitowana i zostawiłam wtedy tylko malutką rozsadę. I ciągle nie mogę sobie przypomnieć jak się owa roślinka nazywa. W każdym razie na pewno powinna być odznaczona medalem za niesamowitą odporność. Ci co dobrze znają mój antytalent do hodowli roślin nie mogą się nadziwić odporności tej roślinki, bo ja to nawet kaktusy potrafiłam dość szybko wykończyć.
Miłego Wszystkim!!!!!



















