..........podobnie jak śmierć jest stanem, którego się nie uniknie jeśli się nie umrze w młodości. Osobiście od 4 roku życia byłam "oswojona" ze starością, bowiem wychowywali mnie rodzice mojego ojca i dziadków tytułowałam jak rodziców, czyli mówiłam na babcię mama, na dziadka - tata, choć naprawdę wiedziałam , że to nie są moi rodzice. Po prostu w moim życiu sprawdziło się powiedzenie, że rodzicami nie są ci, co nas powołali do życia, ale ci co nas wychowali.
A u mnie w ciągu dosłownie kilku dni zrobiła się złota jesień, z tym ,że dziś to się biedaczka nieco "popłakała". Od samego rana wiał paskudny wiatr i dziś ze zdziwieniem zobaczyłam, że nagle za oknem już prawie nie ma zieleni tylko króluje żółtość a wiatr z uporem maniaka usiłuje zerwać jak najwięcej liści, a na dodatek dołączył do niego deszcz.
Gdy zmuszona głodem wyszłam po południu z domu do sklepu to wpierw musiałam walczyć z wiatrem a gdy wracałam to dodatkowo z deszczem.
Ale drzewa widziane z mojego okna bardzo ładnie wyglądają:
Podwórkowe brzozy też już żegnają się z zielenią, sieją swe nieduże złociste listeczki i pani zarządzająca co jakiś czas albo zgarnia opadłe liście tradycyjnie miotłą, albo przegania je dmuchawą w jedno miejsce i wtedy je pakuje w worki.A ja - jak ta głupia sterczałam dziś przy oknie i przyglądałam się jak pięknie te złociste brzozowe listki migoczą na tle zieleni. Dziś do mnie dotarło, że to już dziewiąta moja jesień w Berlinie. A jutro też ma padać, zwłaszcza rano, więc pewnie będzie mi się dobrze spało.
Miłej niedzieli Wszystkim życzę!!!!























