....... a młodość nie wesele.
Przez wiele lat słyszałam to powiedzenie niemal codziennie od mojej babci, mamy mego ojca. Bo żeby było zabawniej moi "wspaniali" rodzice rozstali się na zawsze gdy miałam rok i każde pomaszerowało w innym kierunku- a ja byłam tym nikomu niepotrzebnym balastem. Do czasu zakończenia wojny byłam wpierw rodzajem przesyłki z pomylonym adresem przerzucanej pomiędzy rodziną matki i ojca, a gdy skończyłam 4 lata wylądowałam już na stałe u rodziców mojego ojca. On sam przezornie opuścił zrujnowaną Warszawę, znalazł w innej części Polski inną kobietę, wdowę 8 lat starszą od siebie i nigdy do Warszawy nie wrócił.
Ostatnio kolejny raz przekonałam się, że faktycznie starość to nie radość, natomiast co do drugiej części tego "przysłowia" to się z nią nie zgadzam. Mimo wszystko moja młodość nie była zła, choć dzieciństwo i młodość to były czasy tuż powojenne.
No a wracając do tematu- znowu miałam bliski ale niezaplanowany kontakt z podłogą. Ale tym razem nic nie pękło , "tylko" zablokował mi się jeden nerw i przekonałam się na własnej skórze jak szalenie wszystko w naszym organizmie jest połączone i powiązane ze sobą. Nie podejrzewałam, że ból może nagle przeszyć człowieka na wylot tak jakby ktoś wbił w ciało ostry i bardzo długi nóż od stawu biodrowego aż do łopatki. Teraz już jest lepiej, bo to już drugi tydzień, ale na początku było koszmarnie a ja przeżyłam ten czas na prochach anty bólowych. Dziś jeszcze nie wzięłam wzięłam "antybólowca" i jakoś udaje mi się wstawać i siadać a nawet kłaść prawie bez bólu. No ale niestety jeszcze muszę tkwić w domu. Tyle tylko,że noce spędzam tylko w jednej pozycji, na którymś z boków, bo nadal zmiana pozycji jest bolesnym procesem.
Za oknem mam dziś drobne +30 stopni w cieniu, ma być jeszcze o stopień więcej, więc nawet gdybym nie była kontuzjowana to też bym nie wyszła z mieszkania - upał, słońce i moje nadciśnienie nie są pożądaną kombinacją.
Poza tym, żeby było weselej, mam swoisty kontredans z tutejszą AOK, czyli niemiecką Kasą Chorych, która nie bardzo wiadomo dlaczego doszła nagle do wniosku, że ja nie mieszkam już w Niemczech i dała taki komunikat do Polski i Polska przestała przesyłać moje składki zdrowotne do Niemiec i....wyleciałam z ich systemu opieki zdrowotnej. Teraz trwa odkręcanie tego wszystkiego. Już zawiadomiłam o wszystkim polski Narodowy Fundusz Zdrowia oraz niemiecki AOK i czekam na efekt.
No i jest to potwierdzenie przysłowia,że starość to nie radość.
Miłego dnia życzę Wszystkim, którzy tu zaglądają.
A moje "zabalkonowe" młode dęby już coraz wyższe.














