Wesołych Świąt !!!!
nic specjalnego
drewniana rzezba
czwartek, 2 kwietnia 2026
czwartek, 19 marca 2026
Lekki szok
Wczoraj doznałam lekkiego szoku gdy wyjrzałam na nasze podwórko- zupełnie nagle, bez ostrzeżenia - rozkwitło owocowe drzewko:
A dziś było + 15 stopni, prześlicznie świeciło słońce i aż się dziwiłam,że drzewa nadal mają golutkie gałęzie.
A poza tym- dostałam nowe słuchaweczki do swojego aparatu słuchowego i jestem nimi zachwycona- są tak wygodne, że będę musiała pamiętać, że należy je zdjąć idąc pod prysznic. Tu co 2 lata należą się nowe słuchaweczki w ramach zwyczajnego ubezpieczenia.
O tym, że coś jest nie za fajnie z moim słuchem to się przekonałam w 1976 roku w czasie badania lekarskiego związanego z prawem jazdy. Pan doktor stanął za mną kazał mi zakryć lewe ucho i powiedział coś szeptem i prosił bym powtórzyła co on wyszeptał. No więc grzecznie powtórzyłam, a potem- okazało się, że owego teatralnego szeptu nie usłyszałam lewym uchem- no ale gdy nieco głośniej poszemrał usłyszałam i pan doktor zezwolił bym pozwolił bym dalej kontynuowała naukę jazdy. Bardzo długo wystarczało mi dosłuchania tylko prawe ucho, ale córka zorientowała się, że tak naprawdę to ja słyszę tylko jednym uchem i doprowadziła mnie 2 lata temu do poradni audiologicznej i zostałam "zaaparatowana". A że tu jest porządek, to w tym roku przychodnia sama z siebie wezwała mnie na kontrolę słuchu i dostałam nowe słuchaweczki i nowe do nich ustrojstwo elektroniczne. Przy okazji zrobiono kolejne odlewy wnętrz mych uszu i zrobione nowe słuchaweczki są naprawdę super- mniejsze od poprzednich, część elektroniczna też mniejsza i dziś właśnie się nimi zachwycam bo są naprawdę ekstra wygodne- w ogóle ich nie czuję.
A co do słuchu - to nie kwestia mego podeszłego wieku, tylko ja w dzieciństwie chorowałam na szkarlatynę a były to czasy gdy nikt nie słyszał o czymś takim jak antybiotyki, leczono mnie z początku sulfatiazolem, po dwóch dniach okazało się, że mam zapewne uczulenie na ów lek bo puchły mi węzły chłonne, co było mało zabawne. W wiele lat później okazało się, że ja faktycznie mam uczulenie na sulfatiazol i inne sulfonamidy. Teraz już wiem i zawsze w "ankiecie zdrowia" podaję ten fakt do wiadomości lekarza.
A poza tym - nic się u nie ciekawego nie dzieje, kompletna stagnacja. Pogoda z reguły nie zachęcała do wyjścia z domu, więc spacery ograniczały się do wędrówki na zakupy. Poza tym wciąż mi daje do wiwatu nerw obwodowy zaatakowany bardzo wiele lat temu przez wirusa półpaśca.
No cóż- nie da się ukryć, że życie nie jest jednak romansem.
Wszystkiego dobrego dla tych, którzy tu czasem zaglądają.
środa, 25 lutego 2026
Mam lenia.....
......ale tak naprawdę to ja jestem owym leniem, czyli "jestem leń, nic nie robię cały dzień". No ale gdy jednego dnia termometr zaokienny wskazuje najwyżej 0 stopni, a następnego dnia + 6 to każdemu może się pomajtolić w głowie, a ja mam już bardzo starą głowę i już dawno wypadła poza tak zwany okres gwarancji.
Wyczytałam dziś w nocy ( bo mnie ostatnio znowu poprzestawiał się dzień z nocą), że będą atrakcje w najbliższy piątek i sobotę , czyli strajk całego transportu. Nie mam pojęcia czy strajk będzie dotyczył tylko tak zwanego transportu "dostawczego" czy może i komunikacji miejskiej.
Na razie przeżywam coś w rodzaju strajku służb oczyszczania miasta i gdy weszłam do pomieszczenia, w którym są wszelakie zbiorcze pojemniki na przeróżne "śmiecie" to z lekka mnie przytkało , bo olbrzymi pojemnik na odpady szklane był zapchany "z górką" i różne puste butelki i słoiki stały w woreczkach foliowych obok. Pojemnik na odpady plastikowe też już pełny i też sterta zapełnionych worków plastikowych obok. Popatrzyłam, jęknęłam i dostawiłam swoje puste słoiki i pełną siatę plastikowych opakowań.
Za oknem piękne słońce, na termometrze +7 stopni, odczuwalne to podobno tylko +5 stopni i zdaniem pracowników meteo jakość powietrza jest zła, a jego wilgotność to 79%. No i chyba coś jest z tym powietrzem, bo jedyne na co mam ochotę to......zakopać się głęboko pod koc i........spać. I chyba jednak pójdę tym tropem i może - może wcale nie pójdę na zakupy??? Bo tak za bardzo to mi się nie chce dziś wychodzić z domu i jak się śmieje jeden z moich przyjaciół będzie dzień z serii "Witaj Smutku". Ale ja nawet nie jestem smutna, mnie się po prostu nic a nic nie chce.
No ale skoro na piątek i sobotę są zapowiedziane strajki całego transportu to może powinnam dziś zrobić zakupy żywnościowe na kilka dni? Więc chyba nie będzie to "witaj smutku" ale nowa wersja Hamleta - "iść albo nie iść- " oto jest pytanie a odpowiedzi brak.
Miłego dnia życzę Wszystkim!!!!!
A moje awokado tak się dziś prezentuje.
Nie da sią ukryć, że znacznie lepiej ode mnie wygląda.
poniedziałek, 16 lutego 2026
I znowu......
........to białe zimowe paskudztwo napadało.
A już było tak miło, kulturalnie, czyste, suche chodniki, żadnej podstępnej pod śniegiem ślizgawki. Teraz mam na termometrze -2 stopnie, ale i ostrzeżenie,że odczuwalna temperatura to -7 stopni. No i .....kolejny dzień przesiedzę w domu, bo coś ostatnio te ujemne temperatury mi nie służą.
Nie da się ukryć, że bocian który mnie ponoć przyniósł to wyraźnie pomylił adresy, bo ja od najwcześniejszych lat nie lubiłam zimy, na zimowy spacer to trzeba było mnie siłą z domu wyciągać i zupełnie nie rozumiałam co jest fajnego we wzajemnym osypywaniu się śniegiem. Tak naprawdę to do dziś tego nie wiem.
A na dodatek wydałam się za taternika, dla którego wszelakie góry były extra cudem i latem i zimą i którego ambicja nauczenia mnie jazdy na nartach zakończyła się dla mnie złamaniem kości krzyżowej. Miałam trzy miesiące zwolnienia lekarskiego, przy każdej kontroli u chirurga bałam się, że mnie zamknie w szpitalu i chyba z tego strachu i przestrzegania wszystkich zaleceń tak się pięknie ta kość krzyżowa zrosła, że po 10 latach od złamania nawet na najlepszym badaniu rtg nie było nawet śladu po złamaniu.
Jutro młodszy mój wnuczek kończy 15 lat. Wzrostem już przerósł nieco starszego brata, a cieszy się z tego faktu niepomiernie. Mają chłopcy po kim rosnąć, tatuś ma te drobne 190 cm wzrostu. Trochę jest kłopotów z ciuchami dla nich, bo wg tabel krawieckich to oni obaj są zbyt szczupli do tego wzrostu i zbyt wysocy jak na ten wiek.
A poza tym u mnie marazm i stagnacja, zupełnie nic się nie dzieje, codziennie rano na samą myśl, że muszę wstać robi mi się niemiło, no a już najgorzej mi się robi gdy muszę wyjść z domu.A na jutro znów przewidują opady śniegu. Ja to chyba przez pomyłkę się znalazłam w tym kawałku Europy.
Nie mniej miłego nowego tygodnia wszystkim życzę!!!
poniedziałek, 26 stycznia 2026
"Zgłupieć przyjdzie"....
.......choć tak naprawdę nie znam Zgłupiecia. To tylko ci załapią co znali "Dialogi na cztery nogi"
Nie wiem czy wiecie, ale zdaniem panów naukowców obecnie trwa na Ziemi WIELKA EPOKA LODOWCOWA, w której żyjemy od kilku milionów lat.
Nie wiem jak się ma do tego stwierdzenia fakt, że prowadzone pomiary na północnej części lodowca Hofsjokull wykazały, że w ciągu ostatnich 15 lat stracił on 5% swej objętości, czyli 10 km sześciennych.
W Arktyce pokrywa lodowa się zmniejsza, ale.......w innych częściach Ziemi objętość pokrywy lodowej zaczyna się..... zwiększać. Czyli bilans musi wypaść na zero.
Na Biegunie Południowym zima z roku na rok jest coraz dłuższa i zimniejsza a pokrywa lodowa pomału rośnie. W ubiegłym roku klimatolog z PAN stwierdził, że wręcz spodziewa się.....zlodowacenia.
Jedyne co mnie pociesza, to fakt że zmiany nie następują dramatycznie szybko i spokojnie zdążę zejść z tego świata bez jakiegoś termicznego szoku, żyjąc w dziwnym klimacie Berlina, w którym temperatura, jaką wskazuje termometr różni się dość istotnie od temperatury odczuwalnej.Czasem tak jak dziś tylko o 2 stopnie, ale czasami i o 5 stopni.
W tej chwili u mnie przelatują "lekkie opady śniegu", na termometrze tylko -1 stopień, ale zdaniem meteo odczuwalna temperatura to -3 stopnie. Na szczęście wcale nie muszę dziś opuszczać domu.
No to miłego dla Wszystkich żyjących w tej Epoce Lodowcowej.
środa, 14 stycznia 2026
Wszystko dookoła.....
......... a pogoda zwłaszcza, świruje więc może nic dziwnego, że i mnie często świr ogarnia.
Właśnie wróciłam ze sklepu do którego szłam w dość sporym deszczu, starając się omijać resztki zlodowaciałego śniegu oraz całkiem spore kałuże. Na termometrze, jako że to styczeń a Berlin nie leży w tropikalnej strefie jest +6 stopni no i pada deszcz, czyli jest zima całą gębą.
Z nostalgią wspominam zawsze starannie oczyszczone chodniki "moich" warszawskich Stegien, no ale jakimś cudem tam nie brakowało rąk do pracy, bowiem do obowiązków "gospodarza domu" (dawniej zwanego dozorcą domu) należało staranne oczyszczenie chodnika wokół budynku a o inne osiedlowe chodniki , jezdnie itp. dbała administracja osiedla. Tu teoretycznie właściciel budynku ma obowiązek dbania o to by kawałek chodnika koło budynku był oczyszczony.
Ostatnio ktoś w tym mieście przejrzał na oczy i zauważył, że te różne żwirki, którymi są posypywane chodniki to tak pomagają w zwalczaniu śliskości podłoża jak umarłemu kadzidło i żeby jednak posypywać chodniki piaskiem z dodatkiem środka topiącego lód, bo jest takowy środek i nie jest to sól kuchenna, która niszczyła trawniki i korzenie drzew.
Poza tym nic się u mnie ciekawego nie dzieje, czyli dzień podobny do dnia, tydzień do tygodnia i tak jakoś przesnuwa się pomału zima.
Naprawdę zazdroszczę tym zwierzakom, które przesypiają zimę - też bym tak chciała.
Miłego Wszystkim tu zaglądającym.
piątek, 2 stycznia 2026
Ciężko było.......
.........ale przeżyłam.
Mam na myśli "Noc Sylwestrową". W tym roku okoliczne patafiaństwo postanowiło wyżywać się na ulicy przy której mieszkam. Co gorliwsi i bardziej spragnieni huku i smrodu zaczęli przed zapadnięciem zmroku, no ale widocznie efekt był zbyt nikły i nie było żadnego "odzewu", więc naiwnie pomyślałam, że może miasto wyznaczyło jakiś teren na owe szaleństwa.
Oczywiście takie myślenie to z mojej strony czysta naiwność i głupota. Jakoś nie pomyślałam, że przecież najfajniej jest stanąć w bramie budynku w którym się mieszka i stamtąd wypuszczać huczące fajerwerki. Drugim takim miejscem jest balkon ewentualnie nawet własne okno.
Ogólnie rzecz ujmując miałam wrażenie , że jestem na najprawdziwszej wojnie i trwa wielogodzinny ostrzał z karabinów maszynowych typu RKM. Cała ulica była spowita dość gęstym, wolno rozchodzącym się dymem, niektóre fajerwerki wzlatywały wysoko ponad pięciopiętrowe kamienice ulicy. Te pięciopiętrowe przedwojenne kamienice są znacznie wyższe niż obecne pięciopiętrowe budynki, bo kiedyś piętra miały wysokość 4 metrów. Około 5 rano odpalili "coś" - piszę coś bo nie mam pojęcia co to było - a efekt był zbliżony do wybuchu bomby - ogromny głuchy huk i będąc na trzecim piętrze starego, solidnie zbudowanego przedwojennego budynku odczułam jak on zadrżał.
To było odpalenie czegoś na pożegnanie i na mojej ulicy uspokoiło się. Dochodziły jeszcze odgłosy ze sąsiednich ulic. Nie wiem co to było, że aż się duży budynek zatrząsł, ale gdy dziś wyszłam z domu około godziny 11,00 ulice były już czyste. Tylko pogoda była kiepska, bo śnieg z deszczem padał.
I tak wygląda dziś u mnie - trochę mi się aparat w ręce przekrzywił, pewnie od widoku tego zacinającego skośnie opadu.
No to......... SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU - Wszystkim życzę!



