Kochani - sanatoria, podobnie jak i inne placówki lecznicze nie są identyczne, zasadniczo każde z nich ma jakąś swoją "specjalizację"- tak jak lekarze i szpitale. I jest to w pełni logiczny sposób organizacji służby zdrowia. Ja wiem, że wielu osobom sanatorium kojarzy się bardziej z jakimiś ekskluzywnymi wczasami, ale tak naprawdę sanatoria mają różne specjalizacje. Osobiście po przechorowaniu żółtaczki zakaźnej- wszczepiennej, po miesięcznym pobycie w szpitalu zakaźnym trafiłam do sanatorium dla "stanów pożółtaczkowych". To było wręcz wieki temu, bo jeszcze przed moim zamążpójściem. Nie mniej nadal istnieje rodzaj specjalizacji sanatoriów i to ma sens, bo wtedy łatwiej jest zorganizować całe leczenie wspomagające powrót do zdrowia.
Trafiłam wtedy do Długopola-Zdroju i......świetnie się tam bawiłam, bowiem przeważali pacjenci w młodym wieku, co prawda nie wolno nam było wybierać się na pobliskie górki, ale codziennie niemal wszyscy pacjenci gromadzili się na wieczorkach tanecznych, jedni by tylko posłuchać muzyki, inni by nawet nieco poprzebierać nogami po parkiecie. Poza tym we wszystkich trzech budynkach sanatoryjnych przeważała młodzież i średnia wieku nie przekraczała lat 40. I, co było dla mnie zupełnym zaskoczeniem- owe dietetyczne posiłki, które nam serwowano - były naprawdę smaczne a nie tylko zdrowe.
Co dwa lub 3 dni były wykłady na temat jak powinniśmy się po przechorowaniu owej żółtaczki odżywiać oraz jak przyrządzać różne dania tak, by nie rujnować swej wątroby. Po każdym obiedzie wszyscy pacjenci mieli nakaz leżenia przez 2 godziny.
W owym Długopolu podobała mi się szalenie jedna rzecz - wzdłuż szosy przecinającej Długopole rosły drzewa owocowe i to nie tak zwane "dziczki", ale naprawdę dobre jabłonie. Poza tym był w owym Długopolu Zdroju park, zwany Parkiem Zdrojowym, ale z jakiegoś zupełnie nie znanego mi powodu nie było w nim.....ławek. Drugą, dla mnie dość dziwną rzeczą był fakt ,że posiłki, gabinety zabiegowe, szczątkowa biblioteka , stołówka były w zupełnie odrębnym budynku, co wymuszało na wszystkich spacerek bez względu na pogodę. Dobrze, że przez te 30 dni, które tam spędziłam tylko raz padał deszcz.
Owe Długopole Zdrój odwiedziłam w wiele lat później, gdy już byłam zamężna a córcia miała już 3 lata. I - ze zdumieniem stwierdziłam, że czas się tam jakby zatrzymał - tylko jabłek już nie było na drzewach, bo to już był październik.






