drewniana rzezba

drewniana rzezba

piątek, 14 lutego 2025

Znów jakieś......

 .........białe  płatki się  snują w powietrzu, temperatura na termometrze +2, a odczuwalna  0 stopni.


  

Po raz  pierwszy odkąd   tu  mieszkam zobaczyłam gałęzie drzew oblepione  śniegiem i tak  mnie ten  widok zafascynował, że  aż musiałam  zrobić  zdjęcie. No i  zupełnie  nie  wiem  czemu, ale  jakoś nie  mam ochoty na  wyjście  z domu. Teoretycznie to powinnam wyjść i uzupełnić  zawartość  lodówki, ale- no ale  jakoś zupełnie   nie mam  na to ochoty. Poza  tym bolą  mnie  zatoki,  więc się nie  palę do wyjścia na  zimne powiewy.  Ciekawe jak moi dziś rano  docierali do pracy, bo  z tego co widać to ścieżki rowerowe w okolicy  nie  były odśnieżane , a cała  moja rodzinka korzysta  dojazdu rowerem  ewentualnie hulajnogą. 

Chyba pomaszeruję  do  kuchni i zrobię  sobie cieplutkie  prawdziwe  kakao. 

Miłego Weekendu  - WSZYSTKIM!!!

czwartek, 13 lutego 2025

A dziś u mnie......

 ........wygląda tak:


 

......ponoć  aż 4 cm śniegu napadało w  nocy. I nadal śnieg trzyma  się na nawet spadzistych dachach budynków. I nawet jest temperatura  ujemna, czyli "aż" -1 stopień i jak tu zwykle - odczuwalna temperatura jest  niższa od tej  na termometrze. 

No to ja  dziś posiedzę grzecznie  w domu, bo chodniki jak zwykle nie  są odśnieżone a to co leży na  chodnikach ( to białe) jest posypane   jakimś  żwirkiem (bez Muchomorka;) i wcale nie  zapobiega  poślizgowi, więc  zgodnie  z  regulaminem wprowadzonym przez  moją córkę  - nie wychodzę z domu jeśli nie  muszę. 

A poza tym to znów mnie  na "chłodzie" bolą  zatoki szczękowe,  więc  grzecznie się będę lenić, wypróbuję  nowy ścieg szydełkowy i może nawet coś  sensownego wyszydełkuję?  A może tylko poczytam? Z przykrością  zauważyłam, że  zrobiłam się szalenie leniwa - nic mi się nie  chce  robić.  I nie  tylko nie  chce mi się robić-  ta  moja  niechęć  do robienia  czegokolwiek obejmuje  też gotowanie - poza  tym mnie się nawet jeść nie chce  - chyba  już jestem bliska osiągnięcia  szczytu lenistwa.

A jutro ponoć Walentynki - tyle  tylko, że  jakoś mało mnie  to wzrusza . Za  to w poniedziałek 14 lat kończy  mój młodszy wnuczek.   A że  raczej nie  będę ganiać po sklepach w kwestii prezentu to jak zawsze będzie  stały  zestaw - karta  z życzeniami z załączonym do niej banknotem.

Miłego nadchodzącego weekendu Wszystkim życzę!!!!


piątek, 7 lutego 2025

Dzień podobny......

 ........do  dnia, tydzień  do  tygodnia. I tak  jakoś mija  mi  czas.

Za oknem bliżej nie określona  pora  roku - teoretycznie  to jeszcze ponoć  zima, termometr pokazuje  +3 stopnie, ale ponoć już od poniedziałku  może być chłodniej i jak wynika  z obrazka to głównie nocą. Ale  i tak  nie  wygląda  to bardzo  zimowo: w sobotę przewidują w  dzień +6, nocą -1,  w niedzielę +5, nocą 0, w poniedziałek +3 w dzień i nocą -3, a we  wtorek +3 i -4  nocą.  Jak widać mróz nam  raczej nie  dokuczy.

 A tu zdjęcie mojej osobistej córki, która odważyła  się na taki przelot:


 Podziwiam, bo ja taka odważna to nie jestem - bo zapewne  oglądałam zbyt  wiele takich przelotów nieszczęśliwie zakończonych. Najbardziej mnie  rozśmieszył  podpis pod  tym zdjęciem:    "a to mój przelot", bo niby jak  miałam  zobaczyć kto jest doczepiony do tego kawałka "błękitnego materiału". No ale  skoro była  zadowolona i bez  szwanku  wszystko przeżyła - to najważniejsze.

 Jak zauważyłam,  to nie tylko ja  się zastanawiam  jaka aktualnie  jest pora  roku-  ptaszyska też  są nieco zdezorientowane.  Na "moim" podwórku na jednej  z wysokich starych  brzóz przez dwa lata  z rzędu gniazdowała  wrona  siwa. W pierwszym  roku wyhodowała trzy pisklaki, w ubiegłym, gdy pisklaki były jeszcze   bardzo małe (no bo jeszcze  nie uczyły  się  latać) to  chyba  cały  "miot" przepadł, bo nagle zrobiło się przez kilka  dni szalenie  zimno i małe  chyba tego nie przetrzymały. Wszak musiały  same  zostawać  w  gnieździe, bo wrona zdobywała  pokarm. Obserwowałam co  dzień to gniazdo, ale ani  razu  nie widziałam, by był w nim jakiś  ruch - pewnie  maluszki padły  z zimna.

Tydzień temu  zobaczyłam, że do tego starego gniazda przymierza  się jakaś  wrona, wyraźnie je poprawiała i przymierzała  się do zagospodarowania  go. Spojrzałam  czym prędzej do mądrej książki i wyczytałam  w niej, że wrony  zaczynają gniazdowanie dopiero w kwietniu, więc to ocieplenie klimatu i kilka dni z wysokimi  jak na  luty temperaturami  zaburzyło w  głowie  wronie.  Na  szczęście z + 9 stopni zrobiło się  chłodniej i  chyba  wrona  nie złożyła jajek - gniazdo pozostało puste. Ale nadal    budzi ciekawość ptaków i co jakiś  czas jakaś  wrona  tam zagląda. No niestety nie jestem w  stanie stwierdzić,  czy to cały  czas to jest ta  sama wrona, czy za każdym razem inna.

No i znowu "zajrzał" na nasze podwórko dzięcioł w poszukiwaniu jakiegoś  dobrego miejsca na  dziuplę. Dokładnie zwiedził miejsca pod dachem oficyny, ale nie  znalazł żadnego miejsca na  wykucie dziupli pod nowym dachem i już  się więcej nie pojawił. Poza  tym na  dachu są  teraz  panele słoneczne. A  "nasz" podwórkowy karmnik  nadal ma  wielkie powodzenie, głównie korzystają  wróble i  sikorki.  Podoba  mi  się, że w "mojej" okolicy na  wszystkich podwórkach są drzewa i karmniki dla ptaków. Tak  samo jest na  przydomowych trawnikach - posadzone  są ozdobne kwitnące krzewy i zawsze  między  nimi jest jakiś karmnik i od  wiosny do zimy woda dla ptaków.  I już czekam  na wiosnę i kosy, które często mi towarzyszą gdy idę chodnikiem - ja chodnikiem  tuptam  a one skaczą równolegle trawnikiem - zupełnie  jakby mnie odprowadzały.

I mam "patent" dla tych, którzy  nie  chcą by im ptaszory przylatywały  na  balkon - owińcie górny brzeg poręczy folią aluminiową - na pewno nie przylecą. Wyczytałam to w jakimś "poradniku" i zastosowałam na  swoim balkonie i na parapecie zewnętrznym okna   kuchennego  bo mi ptaszory niszczyły kwiatek w  doniczce. Pomogło - przestały przysiadać  na parapecie i oskubywać  kwiatek. Balkon też omijają.

Miłego weekendu Wszystkim życzę!!!

 

poniedziałek, 20 stycznia 2025

Dzisiaj.........

 ..........pochłonęłam 187 stron książki, o istnieniu której zapomniałam. Stała grzecznie i cicho wśród innych o wiele grubszych i już przeczytanych książek i nie  rzucała  mi  się  w oczy.

Książkę   "popełnił" zupełnie mi nieznany dziennikarz, pan Stanisław Zasada (ur.1961r), absolwent filologii polskiej Uniwersytetu Mikołaja Kopernika  w Toruniu i jak głosi króciutka notka o  autorze - za swoje  reportaże  zdobył już kilka prestiżowych nagród  dziennikarskich. 

Książkę wydało Wydawnictwo Publikat, ale niestety nie wiem w którym roku bo nigdzie  nie mogłam doczytać  się daty wydania, ale na pewno już po 2005 roku, bo taka  data jest podana w jednym z opisywanych  zdarzeń. No a drobny plus - porządna, twarda oprawa.

W króciutkim słowie  wstępnym  autor wyjaśnia, że w formie parareportażowej chce tą książką przybliżyć czytelnikom wybrane przez  siebie niektóre  wydarzenia z czasów II wojny światowej. I chociaż jest tu  zachowana wierność  faktograficzna w warstwie historycznej, to książka  zawiera również elementy fikcji literackiej. I moim bardzo  skromnym  zdaniem pomysł udany, dobrze  zrealizowany.

Przeczytamy tu historie  wojenne Polaków , Niemców i Rosjan czyli obywateli których losy od  wielu wieków przeplatały  się.

I chociaż zapewne każdy z nas już coś na ten temat  czytał to uważam że dobrze  się tę książkę czyta, bo jest to jednak narracja  w tonie  reportażu, a więc bez "podkręcania" emocji czytelnika i zbytniego dociekania czy bohater   danej opowieści postąpił dobrze  czy też źle.


To ta "cienizna" z  lewej  strony obok tomu  Normana  Davies'a o powstaniu  warszawskim, a samodzielnie prezentuje się  tak:

                                        



Miłego nowego tygodnia Wszystkim życzę!!!!!


piątek, 10 stycznia 2025

Jest jednak to coś.....

 ......czego  nie lubię - czyli jest  zima. Na termometrze  jest 1 stopień  pana  Celsjusza, ale odczuwalna temperatura  to -4 stopnie   w skali owego pana C,  wiaterek wieje od  zachodu, na  zmianę pada  nieduży  śnieg, a gdy stwierdzi, że wilgoci  za mało to wspomaga  się  deszczem, więc poziom wilgotności  wzrósł do 97%. Dla  całej Brandenburgii wydano ostrzeżenie o oblodzeniu dróg.

Zimę to lubię "wybiórczo", to znaczy gdy jestem  w górach, gdy jest  wyżowo, świeci  słońce i na  słońcu można  się  spokojnie opalać lub  wędrować dostępnymi  zimą  szlakami.

I żadna  siła  mnie  dziś nie wyrzuci z domu, nawet na  zakupy  się  nie  wybiorę. 

Dla mnie osobiście  to wielce  dołujący ten zaokienny widok.  Zazdroszczę Serpentynie tego wiecznego lata, które jest u  Niej.

Miłego weekendu Wszystkim!!!!

niedziela, 5 stycznia 2025

Chyba jednak ...........

 ...........będzie  zima, bo za oknem wygląda tak:

                                         



 I jest  aż -1 stopień mrozu a na "pogodynce" wyczytałam,  że w mieście jest tak  zwany "czarny lód". No i fajnie, nigdzie  się nie  wybieram  ani pieszo ani  samochodem.  Na  szczęście kaloryfery  grzeją. I  ciągle  mi  tu wyskakuje info, że będą obfite opady  śniegu. Ciekawe  gdzie, bo jeśli idzie o Berlin to na jutro zapowiada mi pogodynka .......+11 stopni ciepła. No nie  wiem- zgłupieć przyjdzie. Miłego  nowego tygodnia Wszystkim!!!!

czwartek, 2 stycznia 2025

Ciut wspominkowo

 

Od kilku  dni "pękam  ze śmiechu" bo wpadło mi to  w oczy na FB a parasolka po  czesku  jest nie  do przebicia.  Fraza "mam pomysł"  też  mnie rozczula. Kiedyś miewałam dość częste kontakty służbowe  z Czechami i na  tych  rozmowach i oni i  my skręcaliśmy  się  ze śmiechu bo nas  śmieszył język  czeski a ich język polski.  Ale  rozmowy służbowe prowadziliśmy......w języku rosyjskim bo i my i oni na obradach w ramach  prac RWPG musieliśmy nim operować.  Po  czesku i po polsku to  się gwarzyło   przy kawie.   A i tak najczęściej  przedstawiciele kraju  zwanego wówczas ZSRR narzekali, że i nasz  rosyjski i innych krajów  RWPG jest  mało  zrozumiały. Byłam   zdumiona, bo  egzamin miałam zdany na  całą 4, choć było w nim  mnóstwo zupełnie nieznanych  mi słów stricte technicznych i niektóre z nich nawet po polsku  były  mi szalenie  obce i długo kombinowałam o  co chodzi. No ale  zdałam ten rosyjski.

Pogoda u  mnie kiepściunia, wprawdzie termometr pokazuje +4 stopnie ale wiatr jest północno  zachodni i jakiś dość  zimny a niebo zasnute coraz  ciemniejszymi  chmurami.  Ponoć jutro  będzie cały  dzień padać deszcz. No ale zakupy zrobiłam  sobie  dziś, jutro mogę olać pogodę i siedzieć  w  chacie.

Ale uważam, że wiewiórka po czesku świetnie charakteryzuje owe zwierzątko.