drewniana rzezba

drewniana rzezba

sobota, 9 maja 2026

******

 Przepraszam,  musiałam jednak to "obfocić"


 

 Przyznam  się bez  bicia, że odkąd  mieszkam  w Berlinie każdej  wiosny  czekam na ten widok rozkwitłej wisterii. A budynek jest pięciopiętrowy i ta wisteria  już dosięgła  dachu.

 

czwartek, 7 maja 2026

Podwórkowa dżungla


 "Moje"  trzy podwórkowe  brzozy tworzą taką piękną  zieloną  ścianę. Prawdę pisząc to one  nie  rosną wcale na  podwórku budynku, w którym  mieszkam, ale na  sąsiednim. Ale ich widok przez  cały  rok mi towarzyszy, bo widzę  je  z  sypialni, kuchni i łazienki. Są bardzo  wysokie i bardzo  już  stare,  przerosły  swą  wysokością pięciopiętrowe  budynki, które były wybudowane  jeszcze na początku dwudziestego wieku. A  wtedy wysokość  mieszkań wynosiła  drobne 4 metry od podłogi do sufitu, a nie 2,20m jak w blokach wielkopłytowych.

Ale  moje podwórko też  ma  sporo  zieleni:




 Nie mam pojęcia  jak się ten  "iglak" nazywa, ale ogromnie mi się podoba  gdy patrzę na niego z  góry. Gdy  stoję obok niego to już nie jest tak interesujący jak widziany z  góry.

Poza tym na  naszym podwórku jest też piaskownica  dla  maluchów, tyle  tylko, że tych maluchów to tu nie ma. Tu po prostu  są  drogie  mieszkania, wynajęcie mieszkania  dwupokojowego o powierzchni 60 metrów kwadratowych to koszt 1000 E miesięcznie plus media. A ceny  najmu to nie jest "dogadanie  się"  pomiędzy  właścicielem a najemcą - te  ceny  są regulowane przez  państwo.  Jeśli  mieszkanie wynajmuje  ktoś od  bliskiej  rodziny i udowodni stopień pokrewieństwa odpowiednimi dokumentami to sam "goły  czynsz"  wyniesie  wtedy "tylko" 650E, plus oczywiście  media, które dziwnym trafem nie  są tanie.

 

 


Polityka sprowadzania "rąk  do pracy" praktycznie nie  sprawdziła  się - nadal wszędzie  są braki kadrowe, za to wzrosły wydatki "pomocowe", które zresztą są coraz  bardziej obniżane.

A na  tym ostatnim  zdjęciu to podwórkowy iglak, który już kiedyś pokazywałam i który został wtedy szalenie nieprofesjonalnie przycięty bo  był czyimś  zdaniem już za wysoki. Na  szczęście "pozbierał się" i przetrwał tę niefachową  przycinkę.

U mnie dziś pochmurnie, wczoraj co i rusz  przelatywały  majowe  deszcze, dziś też  nieco już padało a temperatura u  mnie to +11 stopni .

I .....wreszcie - znów gdy wyjdę na balkon mam przed sobą  zieleń - tak  się prezentuje  zieleń ulicy przy której  mieszkam: 



 

Pierwsze ze  zdjęć- widok w lewo, drugie - widok w prawo.

Miłego Wszystkim!!!!! 

 

poniedziałek, 27 kwietnia 2026

A wczoraj wieczorem:

         .........było u mnie  za oknem tak:


   Ta  "biała" mała kropka  na niebie  to.......Księżyc.

No cóż, mam wyraźnie  słabość  do takich widoków. Dobrego nowego tygodnia WSZYSTKIM!!!!!

sobota, 25 kwietnia 2026

Aż mnie dziś zatkało....

 ......ze zwykłego  zdumienia.

Jeszcze  nie  maj a tu już  całkiem przyzwoicie  kwitnie  bez, a magnolie  to  właściwie  już przekwitły, więc  zrezygnowałam z ich pokazania.


 To jeszcze dość  młode drzewko, ale ładnie  kwitnie.

niedziela, 19 kwietnia 2026

*****

 To jest  tylko "dodatek" do poprzedniego  posta- czyli  "zieleń od  frontu  budynku":



Na pierwszym  zdjęciu to jeszcze  młode drzewa, ale i one  już są  coraz  bliżej  mojego balkonu. Jak już  zauważyłam, to miejscowe  służby porządkowe każdej późnej jesieni i w końcu zimy starannie oglądają wszystkie drzewa i usuwają uschnięte gałęzie. 

W dzielnicy,  w której  mieszkam jest jest  wiele  pięknych  starych drzew, w tym dużo platanów, a platany niestety potrzebuje duuużo wody, więc  latem nieco  cierpią, bo jest nakaz oszczędzania  wody i drzewa nie są podlewane przez służby  miejskie. Stare drzewa lepiej sobie radzą bo mają już  bardzo długie  korzenie i jakoś sięgają nimi do bardziej  wilgotnej warstwy ziemi, ale młodsze  wyraźnie cierpią na jej  niedobór. 

A niedawno wyczytałam, że na  miejskie  drzewa świetne  są......lipy i w mojej okolicy jest ich nawet  sporo,  dzięki czemu gdy już jest okres ich kwitnienia  powietrze jest przesycone  słodkim  zapachem kwitnących lip. 

Mnie to bardzo pasuje,że tak wiele jest lip wzdłuż ulic, ale posiadaczy samochodów parkujących pod  chmurką  "krew  zalewa" gdy rano muszą karoserię uwolnić od lepkiego lipowego soku, co wcale nie jest takie  proste. Na szczęście już nie mam samochodu, oddałam go córce. Teraz ona walczy z sokiem lip.

Na razie u mnie  słońce za chmurami, jest 13 stopni ciepła i zapowiadają, że od  godziny piętnastej w mojej dzielnicy jest 50% szans na.....deszcz. I ja im wierzę, bo jakimś  cudem te ich prognozy się sprawdzają.

Miłej niedzieli  wszystkim!!!!


 

sobota, 18 kwietnia 2026

Wreszcie.....

 ......doczekałam  się z mojego kuchennego okna  widoku, za którym już tęskniłam:


 Wreszcie  są świeżutkie, jeszcze  bardzo  małe, ale już piękne,  brzozowe listeczki.  Wiem, brzoza  to  bardzo "śmiecące", zwłaszcza  jesienią drzewo, ale nie  da się ukryć, że to "jej prawo". 

Gdy jeszcze była bezlistna  wypatrzyłam na  niej ptasie  gniazdo, kilka  dni temu jeszcze z lokatorami , ale już jest puste. Nawet nie  zdążyłam podglądnąć jakie to ptaki się tam zameldowały bo ta brzoza  wcale nie  stoi na "moim" podwórku tylko na nieco odleglejszym. Ze  dwa lata  wcześniej na tej  samej brzozie miały gniazdo ....wrony i dochowały  się 4 piskląt. Potem, gdy już  gniazdo było opuszczone przylatywały do niego różne  ptaki i w ciągu 2  tygodni rozebrały całkiem gniazdo - było niezłą bazą materiałową dla innych ptaków, bo było naprawdę  spore.

Pogoda  u mnie iście wiosenna za oknem 20 stopni w cieniu i pięknie pracuje  słońce, ale już jutro ma  być tylko 12 stopni i deszcz, Czyli  wszystko zgodnie  z przysłowiem- "Kwiecień-plecień bo przeplata, trochę  zimy,   trochę lata".

Miłego weekendu - WSZYSTKIM!!!!!!

poniedziałek, 13 kwietnia 2026

Stara......

.......ale zdrowa- tak o mnie mówi tutejsza  lekarka  rodzinna. Nie  chcę być  niemiła, ale ta pani jest z całą pewnością w wieku bardzo  zbliżonym  do mojego.

Wczoraj,  z racji mojego dzisiejszego osobistego święta, byłam z córką w Theater am Potsdamer Platz na występach  kanadyjskiego Cirque du Soleil ALIZE.

Być może niektórzy z Was  mieli możliwość oglądać ten program w Polsce, bowiem ten zespół występował w 2023 roku w Gliwicach i w gdańskiej  ERGO Arenie.

Osobiście  nigdy  nie  lubiłam cyrku i bardzo  rzadko bywałam - bo żal mi było w równym  stopniu występujących tam zwierząt i ludzi i  zupełnie  nie  mogłam  zrozumieć  co jest  śmiesznego w widoku człowieka, który  dla  rozbawienia widzów potyka  się  teatralnie o własne  nogi , sam się z tego śmieje a widzowie  rechoczą niczym żaby w stawie.

Ale z wczorajszego występu tego niezwykłego cyrku wyszłam oczarowana- po pierwsze jest to cyrk, w którym nie występują zwierzęta. Po drugie - sprawność fizyczna  artystów - zapierająca  dech w piersiach, poza tym współgrające  z całością stroje  artystów, dekoracje, inscenizacja. Jedyny mankament- cena biletu 60,00 Euro. 

  

 

 

sobota, 4 kwietnia 2026

Wczoraj.......

 ......dokonałam  odkrycia. Wielkiego i wstrząsającego. Zwłaszcza wstrząsającego, bo nagle, jak to  mówią- "wyszło szydło z worka". Wczoraj był Wielki Piątek,  a ja w czwartek  wieczorem doszłam do wielce odkrywczego  wniosku, że jeszcze muszę koniecznie jeszcze  coś  dokupić w pobliskim markecie  spożywczym, więc bladym świtem,  ( u mnie świt zaczyna  się około ósmej rano), nieco  zaspana i ledwie przytomna, bo przed śniadaniem i poranną kawą - wyszłam z  domu. 

I tu pierwszy szok - na "mojej" ulicy ani jednego  człowieka i nie przejeżdżał ani jeden  samochód. To samo gdy skręciłam w ulicę  prowadzącą do sklepu - ulica była pusta aż po horyzont, byłam na niej zupełnie  sama. No ale nie zastanawiając się nad tym faktem parłam z uporem maniaka do przodu- bo tak wczesna  godzina wielce upośledza  moje procesy myślowe. Kątem oka  zauważyłam, że wszystkie mijane punkty usługowe są zamknięte, ale dalej parłam do przodu do sklepu. I.......okazało się, że  sklep jest zamknięty. Nie  mogę napisać  co pomyślałam, bowiem była to myśl wielce  niecenzuralna. 

No cóż- sklep  zamknięty, wiec  zrobiłam  zwrot  przez  sztag i zawróciłam, niczym  przysłowiowy  "samotny biały żagiel" w stronę domu. Co prawda już nie  byłam na ulicy  sama, bo pod pobliskim  platanem starsza pani namawiała  pieska  by przestał węszyć i ruszył dalej. W drodze  do  domu znowu byłam  jedynym użytkownikiem  chodnika, ale pomalutku włączyło mi się myślenie i gdy wreszcie dotarłam do budynku, w którym mieszkam i doczłapałam  się  do swego mieszkania rzuciłam się do komputera by  sprawdzić co się dzieje. 

No cóż- mieszkam tu od 2017 roku i dopiero wczoraj dotarło do mego nieco opóźnionego w rozwoju mózgu, że w Niemczech  Wielki Piątek  jest tak zwanym cichym dniem wolnym od pracy. Sklepy i kawiarnie są nieczynne, poza nielicznymi sklepami spożywczymi, które są na dworcach.  Kawy można  się  natomiast  napić w niektórych  piekarniach. W kinach w ten dzień nie są wyświetlane komedie, w ten dzień nie ma dansingów, a wieczorem wierni idą do kościołów na tzw. "adorację Krzyża". Pewnie  się dziwicie, że o tym wszystkim nie  wiedziałam  wcześniej, skoro mieszkam tu od października  2017 roku - no cóż po prostu po raz pierwszy gdy robiłam czwartkowe  zakupy zapomniałam o czymś, co powinnam  była  kupić. Wniosek - muszę  jednak  zacząć zapisywać co mam kupić bo wyraźnie widać, że  mnie zaczyna dopadać  skleroza.

Życzę Wszystkim tu  zaglądającym Spokojnych, pełnych rodzinnego  ciepełka i radości Świąt!!!! 

 

 

 

czwartek, 2 kwietnia 2026

****


                  

                                                           Wesołych    Świąt  !!!!

czwartek, 19 marca 2026

Lekki szok

 Wczoraj doznałam lekkiego  szoku gdy wyjrzałam na   nasze podwórko- zupełnie nagle,  bez ostrzeżenia - rozkwitło owocowe  drzewko:

A dziś było + 15  stopni, prześlicznie  świeciło słońce i aż  się  dziwiłam,że drzewa nadal mają  golutkie  gałęzie.

 A poza tym- dostałam  nowe  słuchaweczki do swojego aparatu słuchowego i jestem  nimi zachwycona- są tak  wygodne, że będę  musiała  pamiętać, że należy je  zdjąć  idąc pod  prysznic. Tu co 2 lata należą  się  nowe  słuchaweczki w ramach  zwyczajnego ubezpieczenia. 

O tym, że coś jest nie  za fajnie  z moim słuchem to się przekonałam w 1976 roku w czasie  badania  lekarskiego  związanego z prawem  jazdy. Pan doktor stanął  za mną kazał mi  zakryć lewe ucho i powiedział  coś  szeptem i prosił  bym powtórzyła  co on  wyszeptał. No więc  grzecznie powtórzyłam, a potem- okazało  się, że owego teatralnego szeptu  nie usłyszałam lewym uchem- no ale gdy  nieco  głośniej poszemrał usłyszałam i pan doktor zezwolił bym  pozwolił bym dalej kontynuowała naukę jazdy.  Bardzo  długo wystarczało mi dosłuchania  tylko prawe ucho, ale  córka  zorientowała  się, że tak naprawdę to ja słyszę tylko jednym uchem i doprowadziła mnie  2 lata temu do  poradni audiologicznej i zostałam "zaaparatowana". A że tu jest porządek, to w tym roku przychodnia sama  z siebie wezwała mnie na kontrolę słuchu i dostałam nowe słuchaweczki i nowe do nich ustrojstwo elektroniczne. Przy okazji zrobiono kolejne odlewy wnętrz mych uszu i zrobione  nowe  słuchaweczki  są naprawdę  super- mniejsze od poprzednich, część elektroniczna też mniejsza i dziś  właśnie  się nimi zachwycam bo są naprawdę  ekstra  wygodne- w ogóle  ich nie  czuję. 

A co do słuchu - to nie kwestia  mego podeszłego  wieku, tylko ja  w  dzieciństwie  chorowałam na  szkarlatynę a były to czasy gdy nikt nie  słyszał o czymś takim jak antybiotyki, leczono mnie  z początku sulfatiazolem, po dwóch  dniach okazało  się, że mam zapewne uczulenie  na ów lek bo puchły  mi węzły chłonne, co było mało  zabawne. W wiele lat później okazało  się,  że ja faktycznie  mam uczulenie  na sulfatiazol i inne sulfonamidy. Teraz już  wiem i  zawsze w "ankiecie  zdrowia" podaję  ten fakt  do wiadomości lekarza.

A poza tym - nic się u  nie  ciekawego  nie dzieje, kompletna  stagnacja.   Pogoda  z reguły  nie  zachęcała do wyjścia  z domu, więc spacery ograniczały  się do wędrówki na  zakupy. Poza tym wciąż mi daje  do wiwatu nerw obwodowy zaatakowany bardzo wiele  lat temu przez wirusa  półpaśca. 

No cóż-  nie da się ukryć, że  życie  nie jest  jednak  romansem.

 Wszystkiego  dobrego dla tych, którzy tu czasem zaglądają. 

środa, 25 lutego 2026

Mam lenia.....

 ......ale tak naprawdę to ja jestem owym leniem, czyli "jestem leń, nic  nie  robię  cały dzień". No ale  gdy jednego dnia termometr zaokienny wskazuje najwyżej 0 stopni, a następnego  dnia  + 6 to każdemu  może się pomajtolić  w  głowie, a ja  mam już bardzo starą  głowę i już dawno wypadła poza   tak  zwany okres  gwarancji.

Wyczytałam dziś w nocy ( bo mnie ostatnio znowu poprzestawiał  się  dzień  z nocą), że będą atrakcje w najbliższy piątek i sobotę , czyli  strajk  całego transportu. Nie mam pojęcia  czy strajk będzie  dotyczył tylko tak  zwanego transportu "dostawczego" czy może i komunikacji  miejskiej.

Na razie przeżywam  coś  w rodzaju  strajku służb oczyszczania  miasta  i gdy weszłam do pomieszczenia, w którym są wszelakie zbiorcze pojemniki na przeróżne "śmiecie" to z lekka mnie przytkało , bo olbrzymi pojemnik na odpady  szklane był zapchany "z górką" i różne puste butelki i  słoiki stały w woreczkach foliowych obok. Pojemnik na odpady plastikowe też  już  pełny i też sterta zapełnionych  worków plastikowych obok. Popatrzyłam, jęknęłam i dostawiłam swoje puste  słoiki i pełną  siatę plastikowych opakowań.

Za oknem  piękne  słońce, na termometrze +7 stopni, odczuwalne to podobno tylko +5 stopni i zdaniem pracowników meteo jakość powietrza jest zła, a jego wilgotność to 79%.  No i  chyba  coś jest z tym powietrzem, bo jedyne na co mam ochotę to......zakopać  się głęboko pod koc i........spać. I chyba  jednak pójdę  tym tropem i może - może wcale nie  pójdę na zakupy??? Bo tak  za bardzo to mi się nie chce dziś wychodzić  z  domu  i jak  się  śmieje jeden z moich  przyjaciół  będzie  dzień z serii "Witaj Smutku". Ale ja nawet  nie jestem  smutna, mnie  się po prostu nic a nic  nie chce.

No ale  skoro na piątek i  sobotę są zapowiedziane  strajki całego transportu to może powinnam  dziś  zrobić  zakupy żywnościowe  na kilka  dni? Więc chyba  nie  będzie  to "witaj  smutku" ale  nowa wersja Hamleta -  "iść albo  nie iść- " oto jest pytanie a odpowiedzi brak.

Miłego  dnia  życzę  Wszystkim!!!!! 


 

 A moje awokado  tak  się  dziś prezentuje.

Nie  da  sią ukryć, że  znacznie lepiej ode mnie wygląda. 

 

 

poniedziałek, 16 lutego 2026

I znowu......

 ........to białe  zimowe paskudztwo napadało.

A już  było tak  miło, kulturalnie,  czyste, suche  chodniki, żadnej podstępnej pod śniegiem ślizgawki. Teraz mam na termometrze -2 stopnie, ale i ostrzeżenie,że odczuwalna temperatura to -7 stopni. No i .....kolejny  dzień przesiedzę  w  domu, bo coś ostatnio te ujemne  temperatury  mi nie  służą. 

Nie  da się ukryć, że bocian który mnie  ponoć  przyniósł to wyraźnie pomylił adresy, bo ja od najwcześniejszych lat nie lubiłam zimy, na  zimowy  spacer to trzeba  było mnie   siłą z  domu wyciągać i  zupełnie  nie  rozumiałam co jest fajnego  we  wzajemnym osypywaniu  się śniegiem. Tak naprawdę to do dziś  tego  nie wiem.  

A na dodatek  wydałam  się za  taternika, dla którego wszelakie  góry były extra cudem i latem i  zimą i którego ambicja   nauczenia  mnie  jazdy na nartach zakończyła  się dla mnie  złamaniem kości krzyżowej. Miałam trzy miesiące  zwolnienia  lekarskiego, przy każdej kontroli u chirurga  bałam  się, że mnie zamknie w szpitalu i chyba  z tego strachu i przestrzegania wszystkich  zaleceń tak się pięknie ta kość krzyżowa  zrosła, że po 10 latach od złamania  nawet na najlepszym  badaniu rtg nie było nawet  śladu po złamaniu.

Jutro młodszy  mój wnuczek kończy 15 lat. Wzrostem już przerósł nieco starszego brata, a cieszy  się z tego faktu niepomiernie. Mają  chłopcy po kim rosnąć, tatuś ma te  drobne  190 cm wzrostu. Trochę jest kłopotów  z ciuchami dla  nich, bo wg tabel krawieckich to oni obaj  są zbyt szczupli do tego wzrostu i zbyt wysocy jak na ten wiek.

A poza tym u mnie marazm i stagnacja, zupełnie nic się nie dzieje, codziennie  rano na  samą myśl, że muszę  wstać robi mi się niemiło, no a już najgorzej mi się robi gdy  muszę wyjść  z domu.A na jutro  znów przewidują opady  śniegu. Ja to chyba przez pomyłkę się  znalazłam w tym kawałku Europy.

Nie mniej miłego nowego tygodnia  wszystkim życzę!!! 

poniedziałek, 26 stycznia 2026

"Zgłupieć przyjdzie"....

     .......choć  tak naprawdę  nie  znam  Zgłupiecia. To tylko ci załapią co znali "Dialogi na cztery nogi"

Nie wiem czy wiecie,  ale  zdaniem panów naukowców obecnie trwa na Ziemi  WIELKA  EPOKA  LODOWCOWA, w której żyjemy od kilku milionów lat.

Nie wiem jak się ma do tego stwierdzenia fakt, że prowadzone pomiary na północnej  części lodowca Hofsjokull wykazały, że w ciągu ostatnich 15 lat stracił on 5% swej objętości, czyli 10 km sześciennych.

W Arktyce pokrywa lodowa się  zmniejsza, ale.......w innych częściach  Ziemi objętość pokrywy lodowej zaczyna  się..... zwiększać. Czyli bilans  musi wypaść na  zero.

Na Biegunie Południowym zima  z  roku na  rok jest  coraz  dłuższa i zimniejsza a pokrywa lodowa pomału  rośnie. W ubiegłym roku klimatolog z PAN  stwierdził, że  wręcz spodziewa  się.....zlodowacenia.

Jedyne  co mnie pociesza, to fakt że zmiany nie następują dramatycznie szybko i spokojnie zdążę  zejść z tego świata bez jakiegoś termicznego  szoku, żyjąc  w dziwnym klimacie  Berlina,  w którym temperatura, jaką  wskazuje termometr  różni się  dość istotnie od temperatury odczuwalnej.Czasem tak jak  dziś  tylko o 2  stopnie, ale  czasami i o 5 stopni.

W tej chwili u  mnie przelatują "lekkie opady śniegu", na termometrze tylko  -1 stopień, ale  zdaniem meteo odczuwalna temperatura to  -3 stopnie. Na  szczęście  wcale  nie  muszę  dziś opuszczać domu.

No to miłego dla Wszystkich żyjących  w tej Epoce Lodowcowej. 

środa, 14 stycznia 2026

Wszystko dookoła.....

 

......... a pogoda  zwłaszcza,  świruje więc  może nic  dziwnego, że i mnie  często   świr  ogarnia.

 Właśnie  wróciłam ze  sklepu do którego szłam  w  dość sporym deszczu, starając  się omijać resztki zlodowaciałego śniegu oraz  całkiem  spore  kałuże. Na termometrze, jako że to  styczeń a Berlin  nie  leży w tropikalnej strefie jest +6 stopni  no i  pada  deszcz,  czyli jest  zima  całą gębą.

Z nostalgią  wspominam zawsze starannie  oczyszczone chodniki "moich" warszawskich  Stegien, no ale  jakimś cudem tam nie brakowało rąk do pracy, bowiem  do obowiązków  "gospodarza domu" (dawniej  zwanego dozorcą domu) należało staranne  oczyszczenie  chodnika wokół budynku a o inne osiedlowe chodniki , jezdnie  itp. dbała  administracja  osiedla. Tu teoretycznie właściciel  budynku ma obowiązek dbania o to by  kawałek  chodnika koło budynku  był oczyszczony. 

Ostatnio ktoś w  tym mieście  przejrzał na  oczy i  zauważył, że te różne żwirki, którymi są posypywane  chodniki to tak pomagają  w  zwalczaniu śliskości podłoża  jak umarłemu  kadzidło i żeby jednak posypywać  chodniki  piaskiem z dodatkiem środka topiącego lód, bo jest takowy środek i nie jest  to sól kuchenna, która  niszczyła trawniki i korzenie  drzew.

Poza tym nic  się u mnie  ciekawego  nie  dzieje, czyli  dzień podobny do  dnia, tydzień do tygodnia i tak jakoś  przesnuwa  się pomału  zima.

Naprawdę  zazdroszczę tym zwierzakom, które przesypiają  zimę - też bym tak  chciała. 

Miłego  Wszystkim  tu  zaglądającym. 

 

piątek, 2 stycznia 2026

Ciężko było.......

 .........ale przeżyłam.

Mam na  myśli "Noc Sylwestrową". W tym  roku okoliczne  patafiaństwo postanowiło wyżywać  się na ulicy przy której  mieszkam.  Co gorliwsi i bardziej  spragnieni huku  i  smrodu zaczęli  przed  zapadnięciem zmroku, no  ale widocznie   efekt był  zbyt nikły i nie  było żadnego "odzewu", więc naiwnie pomyślałam, że może miasto  wyznaczyło  jakiś teren na owe szaleństwa.  

Oczywiście  takie  myślenie  to z mojej  strony czysta  naiwność i głupota. Jakoś nie pomyślałam, że przecież  najfajniej jest stanąć w bramie budynku  w którym  się mieszka i stamtąd  wypuszczać  huczące fajerwerki. Drugim takim  miejscem  jest balkon ewentualnie  nawet  własne okno.

Ogólnie  rzecz ujmując miałam wrażenie , że jestem na  najprawdziwszej  wojnie i trwa  wielogodzinny ostrzał z karabinów  maszynowych typu RKM.  Cała ulica  była  spowita dość  gęstym, wolno  rozchodzącym  się  dymem,  niektóre fajerwerki  wzlatywały wysoko ponad pięciopiętrowe kamienice ulicy. Te  pięciopiętrowe przedwojenne  kamienice są  znacznie wyższe niż obecne pięciopiętrowe  budynki, bo kiedyś  piętra miały  wysokość 4 metrów. Około 5 rano odpalili  "coś" - piszę  coś  bo nie mam pojęcia co to  było - a efekt  był zbliżony do wybuchu  bomby - ogromny głuchy huk i będąc na trzecim  piętrze starego, solidnie zbudowanego przedwojennego  budynku odczułam  jak on  zadrżał. 

To było odpalenie  czegoś na pożegnanie i na mojej ulicy uspokoiło  się. Dochodziły jeszcze  odgłosy  ze sąsiednich ulic. Nie wiem co to  było, że  aż  się duży budynek  zatrząsł,  ale  gdy  dziś wyszłam z domu około godziny 11,00 ulice  były już  czyste. Tylko pogoda była kiepska, bo śnieg  z deszczem padał.


 I tak wygląda dziś u mnie - trochę mi  się aparat w ręce przekrzywił, pewnie od  widoku tego  zacinającego  skośnie opadu.

No to.........   SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU -    Wszystkim  życzę!