....wyliczanka.
Nie piszę, bo mnie boli ręka- prawa, a pisanie jedną ręką sprawia, że robię
błędy no i strasznie długo to trwa.
A ręka mnie boli, bo jestem sklerotyczką - zapomniałam, że pod koniec
pazdziernika naderwałam sobie prawy biceps i kilka dni temu podniosłam
zbyt ciężką siatkę.
W ramach ochrony ręki czytam. A tak dokładnie to czytam książkę Salmana
Rushdiego "Grimus".
Nie często sięgam po jego książki - do "Szatańskich wersetów"podchodziłam
kilka razy.
Za którymś kolejnym razem "zaskoczyłam" - z żalem skończyłam czytać.
Oczywiście nie mogę pojąć co tak rozwścieczyło islamistów, no ale tak
to jest gdy się pisze prawdę o religii. Bo co z tego, że to co napisał było
prawdą, skoro zostało wycofane, obalone, zakazane.
U nas z kolei wystarczy napisać o tym, że chrześcijaństwo ma swe korzenie
w innych, wcześniejszych wierzeniach i też się podpadnie.
Trochę ciężko mi się tego "Grimusa" czyta, bo trudno chwilami wejść
w tok myśli Rushdiego, przebić się przez ich natłok i niejaki chaos.
Nie mniej znów jestem pełna podziwu dla wyobrazni tego pisarza. Poza tym,
jak to u Rushdiego, mnóstwo tu zdań wielokrotnie złożonych, długich niczym
najdłuższa anakonda i dopóki nie wejdę w " kod" niektóre zdania muszę
najzwyczajniej w świecie dwa razy przeczytać, żeby się zupełnie nie zaplątać.
Przeczytałam już niemal połowę a nadal nie wiem co/ kto jest ten "Grimus".
A na półce już czeka następna książka tego pisarza, "Ziemia pod jej stopami".
I doczytam wreszcie Orhana Pamuka "Nowe życie". Zaczęłam ją czytać za
którymś pobytem w Berlinie i nie zdążyłam wtedy skończyć. Bo to też książka,
której nie da się przeczytać " ot tak". Za coś jednak Nobla dali;)
No i przyszła zima- bez śniegu, nocą jest nieco na minusie (-7) , ale za to dziś
jest słońce i gdyby nie było wiatru to byłoby całkiem miło. Ale nie jest.
Obejrzałam nieco Olimpiady i nie mam pojęcia po co nasi, poza skoczkami
narciarskimi, tam pojechali. Jak w przysłowiu- "szkoda czasu i atłasu".
Jak widzicie nic się u mnie ciekawego nie dzieje - "dzień podobny do dnia,
tydzień do tygodnia".
Miłej niedzieli wszystkim życzę;)
A ja lubie ten Twoj ksiazkowy wpis. Teraz wlasnie mam niemalo czasu aby sobie poczytac. W czytniku mam "Wstyd" Rushdiego, ale nie podchodze do tego na razie. Koncze " Jasne dni" Zsuzsa Bank. W ramach zaznajamiania sie z nienieckojezyczna literatura. Zdrowiej.
OdpowiedzUsuńCiekawa jestem Twoich wrażeń z przeczytania "Wstydu", bo to mocno polityczna książka o politykach Pakistanu. Niewiele brakowało a załapałaby się na Nagrodę Bookera.Rushdie nie jest łatwy w czytaniu,często nie można odbierać tego, co jest napisane, dosłownie.I często bardzo szczegółowy opis czegoś rzeczywistego ma w sobie elementy surrealistyczne.
UsuńW każdym razie zazdroszczę Mu wyobrazni.
Miłego;)
Hmmmm.... ja z kolei uwielbiam czytać biografie. Skończyłam o Janis Joplin, teraz czytam o Agacie Christie. No i wszystko, co się nawinie i nie jest pisane infantylnym językiem, (romanse odpadają w przebiegach). To tak na marginesie, bo bardziej zmartwiła mnie Twoja boląca ręka.
OdpowiedzUsuńJakieś maści? Może okłady? Oby ból jak najszybciej przeszedł. U nas zima na całego. Wczoraj mróz i dujawice, dzisiaj mróz i słoneczko. W nocy - 10 stopni, w dzień -7 stopni. Ale i tak czuć wiosnę w powietrzu.
Żyję z voltarenem.On naprawdę jest dobry.I jestem bardzo grzeczna.
UsuńDziś w nocy ma być -8. I po co? Taka temperatura i tak nie wybije kleszczy, do -12 nie zamarzają zarazy.
No to chyba teraz padły. Ostatnie noce miewają po -15 stopni.
UsuńU nas znow, kolejny dzien z rzedu, przepiekna pogoda, choc zimno. Ale wystarczy sie odpowiednio ubrac i w plener, robic przyjemnosc Toyce. W takie dni az sie dusza wyrywa, zeby nie siedziec w domu.
OdpowiedzUsuńPrzezornie wczoraj i dziś nie wyszłam z domu, bo moje zatoki szczękowe okropnie zle znoszą zimno.
UsuńSiedzenie w pokoju pełnym słońca podsuwa mi co prawda takie myśli, ale wspomnienie przebytego zapalenia zatok + tragiczna w skutkach kuracja antybiotykami skutecznie studzą moją chęć wyjścia z domu.
A nie mozesz sie szalem zamaskowac?
UsuńKontuzja reki to przykra sprawa, uważaj na siebie:-)
OdpowiedzUsuńRushdiego nie czytałam, jakoś mnie nie ciągnęło, tak jak i do japońskich pisarzy, bo te nazwy, nazwiska, masakra...
Podobnie trudno pisze się o katolikach czy kościele, miej wątpliwości chociażby, to odsądzą Cie od czci i wiary, a mówią, że to katolików się u nas prześladuje...
Pozdrawiam mroźnie z nadzieja na wiosnę:-)
Byłam ogromnie ciekawa dlaczego "Szatańskie wersety" tak wpieniły islamistów. Spodziewałam się potępienia założeń Koranu itp., a tu Rushdie napisał o prapoczątkach islamu, kulcie trzech bogiń, który to kult został szybko potępiony i zakazany przez islam.
UsuńRushdie ma ciekawy styl narracji, chwilami rodem z fantasy, często zupełnie nierealna historia opisuje rzeczywistość. Ma człowiek niesamowitą wyobraznię!
Japońskiej literatury jeszcze nie tknęłam, za to uwielbiam literaturę latynoamerykańską- Llosę, Marqueza, Cortazara, Fuentesa, Borgesa.I co jakiś czas chętnie, do już przeczytanych książek, wracam.
Mogłaby już ta wiosna być!
Zastanawiam się dlaczego czytasz jeżeli cię to męczy ? Mnie by się nie chciało, ale chyba chcesz pokonać jakieś granice :-)
OdpowiedzUsuńU nas zima na całego , mroźno i śnieżno czuję się jak u Sienkiewicza :-)
Częściowo masz odpowiedz pod komentarzem jotki.
UsuńPoza tym nie byłam przygotowana na taki styl i taki początek w książce, która wywołała w świecie islamu aż takie wzburzenie. Dopiero stara, wypróbowana metoda przekartkowania wpierw nieco dalszych rozdziałów przekonała mnie do czytania. A potem książka bardzo mi się spodobała.
Prawdę mówiąc to jakoś nie mam żalu do natury, że ta zima taka mało zimowa a za śniegiem w mieście to nigdy nie przepadałam.
Śnieg to jest dobry w górach, w połączeniu z marcowym słońcem.
Ech, a ja tylko raz na jakiś czas zerkam na swoją półeczkę z książkami. Czekam na jakąś (dłuższą) chwilę, żeby móc ze spokojnym sumieniem poświęcić się czytaniu, ale, póki co, nic z tego. Za to, kiedy w końcu się znajdzie czas, lektura będzie czystą przyjemnością :)
OdpowiedzUsuńUdanej niedzieli :)
Bardzo często zarywam noce, bo to pora gdy już nikt nic ode mnie nie chce.
UsuńOduczyłam się czytania książek w trakcie gotowania obiadu, bo kilka razy makaron był "pieczony w garnku".
Rozumiem Twój ból, gdy książki kuszą a czasu na czytanie brak.
Miłego;)
A ja aktualnie bardzo ciekawą książkę o Janosiku czytam...
OdpowiedzUsuńCzytałam tylko Jalu Kurka "Janosik". Nawet niezle napisane. Ale nie był to dokument, tylko beletrystyka.
UsuńO tak, Rushdie jest trudny. "Szatańskie wersety" mam i przeczytałam ich 100 stron ponad rok temu i... czekam na dobrą chwilę, by kontynuować. Nie wiem, kiedy ta chwila nastąpi, ale chciałabym...
OdpowiedzUsuńCo do Olimpiady - masz rację. Tylko skoczkowie.
Ale , jak zauważyłam, to niemal w każdej jego książce na początku trudno się je czyta- bo i nie za bardzo wiadomo o czym rzecz, bo tytuł ma się nijak do tego co na początku czytasz i dopiero w środku zaczyna się go dobrze czytać, ba nawet podziwiać.
UsuńPo co oni tam pojechali? Też zadaję sobie takie pytania i już wiem - na wycieczkę, ot co! Nie zobaczyłabyś sobie Korei za friko, bo ja tak. Tylko skoczkowie mieli prawo, reszta się kompromituje.
OdpowiedzUsuńFakt, mogli z powodzeniem nas tam wysłać.My to chociaż opisałybyśmy potem taka wyprawę;))
UsuńWspółczuję naderwanego bicepsa, mam nadzieję, że się niedługo lepiej poczujesz.
OdpowiedzUsuńCzytam ostatnio tylko literaturę bardzo lekką, na razie to mi pasuje do moich dość obciążających historii zawodowych i nie tylko.
Jak się poprawi, to powybieram znów trochę literatury lepszych lotów.
A póki co zabawiam się historyjkami niemieckiej pisarki literatury kobiecej pani Hery Lindt. Chociaż dla mnie to czasem nieustająca męka, jak czytam jakie te kobiety bywają naiwne. Na szczęście w większości przypadków mimo naiwności jakoś wychodzą na prostą i dają radę.
Pozdrowienia już z Bremerhaven
Nie czytam takich książek o głupich kobietach. Za wiele głupoty dookoła.
UsuńW sytuacjach gdy mam czymś nabitą głowę wracam do dawno przeczytanych książek ,np. do Grahama Greene'a "Podróże z moją ciotką", albo czytam obie części Kubusia Puchatka.Odprężenie murowane.
Pozdrów ode mnie morze.
Zastanawiam się, czy ta kontuzja to już będzie mnie prześladować do końca życia? Widać za dobrze się czułam, skoro zapomniałam o tym naderwanym już tu bicepsie. Dziś było u mnie -8.
Buziaki;)
Mnie się tak z książkami zdarza: zaczynam czytać i szybko czuję, że to drut kolczasty. I tak kilka razy; aż nadejdzie odpowiedni moment i mogę nie jeść i nie spać aż do ostatniego zdania :-).
OdpowiedzUsuńSzybkiego wyleczenia kontuzji!
Pozdrawiam
Tak miałam z tymi "Szatańskimi wersetami". Mam wrażenie, że jeśli idzie o Rushdiego to najlepiej zrobić sobie maraton czytania jego książek, bo niemal każda jego książka jest na początku "drogą pod górę po osuwającym się piargu". Ale jak się już człowiek przyzwyczai, nabierze wprawy to i po piargu można w górę bez trudu pomykać;))
UsuńPodziwiam. Lektury wybitnie ambitne.
OdpowiedzUsuńŻycząc przyjemnej lektury, wyrażam nadzieję, że chora ręka dobrymi maściami smarowana, szybko wróci do równowagi. Uściski.
OdpowiedzUsuń