Wiem, jestem monotematyczna. Albo zadręczam Was koralikami albo
remontem.
Należę do tych stworzeń, które gdy są chore starają się całą chorobę
przespać lub chociaż przeleżeć.
No więc poleżałam, co wielce zaniepokoiło mojego ślubnego, bo
leżałam choć podłoga się trzęsła od pracy wiertary udarowej.
I nie czytałam, niczego w łapach nie dłubałam, na domiar złego
leżałam tyłem do publiki.
No ale zdrowotnie jest mi zdecydowanie lepiej. W uchu nie kłuje,
mogę przełykać płyn, tylko jeść mi się nie chce. No i dobrze.
Nie wyglądam na anorektyczkę.
Mistrzu Remontu przybył dziś, pokajał się i nagle, bez słowa zniknął.
Swemu koledze też nie powiedział co jest - po prostu nagle zniknął.
Okazuje się, że Mistrzu Remontu zaczął się pomału staczać tak
mniej więcej od trzech lat.
I tak naprawdę firmę remontową prowadzi ten Strong Men, nie Mistrzu.
Ponieważ panowie znają się wiele, wiele lat, Strong Men opiekuje się
trochę swoim kolegą, któremu coraz trudniej iść przez życie bez
procentów.
Stanęło na tym, że Strong wezmie kogoś innego do pomocy, choć
niemal nikt nie układa glazury tak świetnie jak Mistrzu. Być może, ale
moja łazienka nie startuje w konkursie na najpiękniej ułożoną glazurę,
więc niech już będzie ktoś mniej zdolny w tym glazurowaniu za to
trzezwy i stale osiągalny.
Nie napiszę nic rewelacyjnego w tym temacie - ale każdy, kto
chwyta za piwko lub kieliszek bo po wypiciu procentów "jaśniej" mu
się myśli, poprawia humor lub znikają troski - powinien się nad sobą
zastanowić - to przeważnie jest początek równi pochyłej i warto się
jeszcze w tym momencie zwrócić po fachową pomoc.
Alkohol zniszczył życie kilku osobom, które albo należały do mojej
rodziny albo grona bliskich znajomych.
I nie łudzmy się, że tylko mężczyzni wpadają w alkoholizm-płeć
piękna wpada w nałóg jeszcze szybciej.
Zaczyna mi brakować koralików- no cóż, widać wpadłam w nałóg.
drewniana rzezba
czwartek, 25 kwietnia 2013
Wczoraj wieczorem...
.....usiadłam do kompa, by odpisać na komentarze. Iiiii....nastała nagle
ciemność. Totalna i namacalna."Wysiadły" dwie fazy na osiedlu.
Nie wiem, o której włączyli światło, ale ślubny twierdzi, że o wpół
do drugiej już było.
Zadzwoniłam do sąsiadki, która mi naraiła Mistrzu remontowego -
przyznała się, że gdy u niej robił to też miał jedną wpadkę.
Zobaczymy co będzie dziś. Najpaskudniejsze roboty zrobione, dalsze
prace może zrobić już kto inny.
Wczoraj wieczorem zaczęłam brać antybiotyk- już po jednej tabletce
nie lecą mi łzy gdy przełykam i przestało mnie kłuć w uchu.
I już mam tylko stan podgorączkowy.
Ale dziś zapowiedziałam, że muszę wreszcie się wyleżeć - olewam
brakujące meble kuchenne i cały remont.
No to na razie...
ciemność. Totalna i namacalna."Wysiadły" dwie fazy na osiedlu.
Nie wiem, o której włączyli światło, ale ślubny twierdzi, że o wpół
do drugiej już było.
Zadzwoniłam do sąsiadki, która mi naraiła Mistrzu remontowego -
przyznała się, że gdy u niej robił to też miał jedną wpadkę.
Zobaczymy co będzie dziś. Najpaskudniejsze roboty zrobione, dalsze
prace może zrobić już kto inny.
Wczoraj wieczorem zaczęłam brać antybiotyk- już po jednej tabletce
nie lecą mi łzy gdy przełykam i przestało mnie kłuć w uchu.
I już mam tylko stan podgorączkowy.
Ale dziś zapowiedziałam, że muszę wreszcie się wyleżeć - olewam
brakujące meble kuchenne i cały remont.
No to na razie...
środa, 24 kwietnia 2013
Obiecałam sobie, że.....
...będę pozytywnie patrzeć na wszystko co się dzieje w trakcie remontu.
A wyszło jak zawsze - obiecanki cacanki.
Primo - dorwało mnie jakieś syfiaste świństwo - mam gorączkę, boli
mnie gardło, rozrywa kaszel. No nic - biorę efferalgan, jakieś obrzydlistwo
do ssania na gardło, jak mi nie minie- w piątek udam się do lekarza.
Secundo - o godz. 9,30 rano ani widu, ani słychu ekipy remontowej.
Bardzo mi to pasowało, bo leżałam drzemiąc i nie sprawdzając, która to
godzina, ale z owego miłego stanu wyrwał mnie mąż, ogłaszając, że ekipy
nie ma.
No bo wiadomo - jak coś nie gra to zawsze wszystko przeze mnie - bo
uległam czarowi opowieści sąsiadki i akurat wzięłam do wykonania remontu
tych, a nie innych ludzi. A to , że ślubny sam prowadził z Mistrzu rozmowy
to jakby nie było istotne.
Ludzie, ile ja się nasłuchałam, jaki to porządek mój zrobi z Mistrzu, jak
to mu powie, nawymyśla itp. jak będzie ostro rozliczał z pracy.....
No cóż było robić, zwlokłam się z łóżka, przyodziałam i postanowiłam
zejść do naszego mieszkania po leki "na kaszel".
I wtedy okazało się, że nie mogę znależć mojego kompletu kluczy do
mieszkania. Postawiło mnie to w stan gotowości bojowej - bo to ja wczoraj
rano zeszłam otwierać mieszkanie chłopakom i czort wie co zrobiłam z nimi.
Po pół godzinnych poszukiwaniach znalazłam je - leżały cicho i grzecznie
w bocznej kieszeni torby z ciuchami. Szukałam ich tam, ale one zsunęły się
głęboko w dół, a były w etui, więc nie dzwoniły.
W trzy kwadranse pózniej dojechał kumpel Mistrzu, przepraszając za Mistrzu,
który wczoraj zbyt intensywnie oglądał jakiś mecz piłkarski, co go
kompletnie zwaliło z nóg. Dziwne, mnie żaden sport z nóg nie zwala.
Kumpel Mistrzu dziarsko wziął się do roboty, a ja pojechałam ze ślubnym
do apteki.
Kumpel Mistrzu jest naprawdę wielce miłym człowiekiem, choć z postury
przypomina rasowego Strong Mena. Morduje się z rozpirzeniem samego
brodzika - poprzedni twórca zrobił go z dwóch warstw cegieł, przedzielonych
izolacją w postaci włókna szklanego, grubej folii i warstwy...smoły.
No szczelny był, to fakt.
I wiecie, gdyby nawet cały mój budynek wyleciał w powietrze rozpadając
się na drobiny - mój brodzik pozostałby nienaruszony.
Tyle w kwestii remontu.
Poza tym dziś byłam ostatni raz w życiu w sklepie TESCO. Nigdy więcej tam
nie zajrzę. Wiecie co wymyślili? Jedną, kilometrową kolejkę do kas , których
oczywiście jest wiele.
A działa to tak - przez całą długość olbrzymiego sklepu stoi długachna kolejka
do kasy nr 1. Gdy już w to miejsce dobrniesz, dowiesz się, że masz się
skierować do kasy nr 25, która jest dokładnie w drugim końcu sklepu. Proste,
logiczne i praktyczne- prawda?
Wybrane przez siebie warzywa wrzuciłam wraz z torebkami z powrotem do
skrzynek i dopiero wtedy pojęłam, dlaczego w nich było tyle zapakowanych
już warzyw.
No to idę pochorować, bo jeszcze trochę i będę musiała obiad gotować.
A wyszło jak zawsze - obiecanki cacanki.
Primo - dorwało mnie jakieś syfiaste świństwo - mam gorączkę, boli
mnie gardło, rozrywa kaszel. No nic - biorę efferalgan, jakieś obrzydlistwo
do ssania na gardło, jak mi nie minie- w piątek udam się do lekarza.
Secundo - o godz. 9,30 rano ani widu, ani słychu ekipy remontowej.
Bardzo mi to pasowało, bo leżałam drzemiąc i nie sprawdzając, która to
godzina, ale z owego miłego stanu wyrwał mnie mąż, ogłaszając, że ekipy
nie ma.
No bo wiadomo - jak coś nie gra to zawsze wszystko przeze mnie - bo
uległam czarowi opowieści sąsiadki i akurat wzięłam do wykonania remontu
tych, a nie innych ludzi. A to , że ślubny sam prowadził z Mistrzu rozmowy
to jakby nie było istotne.
Ludzie, ile ja się nasłuchałam, jaki to porządek mój zrobi z Mistrzu, jak
to mu powie, nawymyśla itp. jak będzie ostro rozliczał z pracy.....
No cóż było robić, zwlokłam się z łóżka, przyodziałam i postanowiłam
zejść do naszego mieszkania po leki "na kaszel".
I wtedy okazało się, że nie mogę znależć mojego kompletu kluczy do
mieszkania. Postawiło mnie to w stan gotowości bojowej - bo to ja wczoraj
rano zeszłam otwierać mieszkanie chłopakom i czort wie co zrobiłam z nimi.
Po pół godzinnych poszukiwaniach znalazłam je - leżały cicho i grzecznie
w bocznej kieszeni torby z ciuchami. Szukałam ich tam, ale one zsunęły się
głęboko w dół, a były w etui, więc nie dzwoniły.
W trzy kwadranse pózniej dojechał kumpel Mistrzu, przepraszając za Mistrzu,
który wczoraj zbyt intensywnie oglądał jakiś mecz piłkarski, co go
kompletnie zwaliło z nóg. Dziwne, mnie żaden sport z nóg nie zwala.
Kumpel Mistrzu dziarsko wziął się do roboty, a ja pojechałam ze ślubnym
do apteki.
Kumpel Mistrzu jest naprawdę wielce miłym człowiekiem, choć z postury
przypomina rasowego Strong Mena. Morduje się z rozpirzeniem samego
brodzika - poprzedni twórca zrobił go z dwóch warstw cegieł, przedzielonych
izolacją w postaci włókna szklanego, grubej folii i warstwy...smoły.
No szczelny był, to fakt.
I wiecie, gdyby nawet cały mój budynek wyleciał w powietrze rozpadając
się na drobiny - mój brodzik pozostałby nienaruszony.
Tyle w kwestii remontu.
Poza tym dziś byłam ostatni raz w życiu w sklepie TESCO. Nigdy więcej tam
nie zajrzę. Wiecie co wymyślili? Jedną, kilometrową kolejkę do kas , których
oczywiście jest wiele.
A działa to tak - przez całą długość olbrzymiego sklepu stoi długachna kolejka
do kasy nr 1. Gdy już w to miejsce dobrniesz, dowiesz się, że masz się
skierować do kasy nr 25, która jest dokładnie w drugim końcu sklepu. Proste,
logiczne i praktyczne- prawda?
Wybrane przez siebie warzywa wrzuciłam wraz z torebkami z powrotem do
skrzynek i dopiero wtedy pojęłam, dlaczego w nich było tyle zapakowanych
już warzyw.
No to idę pochorować, bo jeszcze trochę i będę musiała obiad gotować.
wtorek, 23 kwietnia 2013
Niespodzianka!!!!
Nie odpoczniecie ode mnie - przepraszam:)))
Mistrzu remontu przeciągnął kabel internetowy między piętrami i tym
sposobem mam internet.
Wczorajszy dzień dał mi solidnie w kość - wiem teraz jak się czuje ktoś,
kto uprawia treking wokół Mont Everestu.
I z pewnością nie nadaję się ani do trekingu ani na tragarza. To jedno
piętro pokonywałam "na okrągło" tyle razy, że już nie odróżniałam
czy idę w górę czy w dół.
Około 22 już byłam tak padnięta, że wylądowałam w łóżku. Nockę
miałam raczej "do tyłu", bo:
bolało mnie kolano, rwało ścięgno w stawie skokowym, dostałam
temperatury i piekielnie bolało mnie gardło.
Wczorajszy dzień ekipa czyli Mistrzu i kumpel Mistrza spędzili na
"rozpoznaniu terenu". Około godz 14,00 zwinęli żagle i wrócili dziś
około 9 rano.
Demolka wygląda tak:
Tak wyglądała dziś moja łazienka około godz. 10 rano.
A tak około godz. 13,00 -tej.
Kuchnia zaś tak:
A poniżej prezentuję Wam wielce nowoczesne urządzenie
jednego z pokoi:
Jest to pralko-lodówko-szafka.
Pozostałą część pokoju uśliczniłam tak:
I pogubiłam się totalnie, już nie ogarniam co wyniosłam na górę,
a co zostało w domu.
I gdyby mnie tak gardło nie bolało i nie męczył kaszel byłoby
niezle.
A jutro muszę jechać do IKEI, szukać stolika do kuchni.
c.d.n. z pewnością nastąpi
Mistrzu remontu przeciągnął kabel internetowy między piętrami i tym
sposobem mam internet.
Wczorajszy dzień dał mi solidnie w kość - wiem teraz jak się czuje ktoś,
kto uprawia treking wokół Mont Everestu.
I z pewnością nie nadaję się ani do trekingu ani na tragarza. To jedno
piętro pokonywałam "na okrągło" tyle razy, że już nie odróżniałam
czy idę w górę czy w dół.
Około 22 już byłam tak padnięta, że wylądowałam w łóżku. Nockę
miałam raczej "do tyłu", bo:
bolało mnie kolano, rwało ścięgno w stawie skokowym, dostałam
temperatury i piekielnie bolało mnie gardło.
Wczorajszy dzień ekipa czyli Mistrzu i kumpel Mistrza spędzili na
"rozpoznaniu terenu". Około godz 14,00 zwinęli żagle i wrócili dziś
około 9 rano.
Demolka wygląda tak:
Tak wyglądała dziś moja łazienka około godz. 10 rano.
A tak około godz. 13,00 -tej.
Kuchnia zaś tak:
A poniżej prezentuję Wam wielce nowoczesne urządzenie
jednego z pokoi:
Jest to pralko-lodówko-szafka.
Pozostałą część pokoju uśliczniłam tak:
I pogubiłam się totalnie, już nie ogarniam co wyniosłam na górę,
a co zostało w domu.
I gdyby mnie tak gardło nie bolało i nie męczył kaszel byłoby
niezle.
A jutro muszę jechać do IKEI, szukać stolika do kuchni.
c.d.n. z pewnością nastąpi
niedziela, 21 kwietnia 2013
Uprzejmie donoszę, że.....
.....w sobotę zainstalowano mi nowe okna w pozostałych dwóch
pomieszczeniach.
Pamiętna poprzedniej instalacji byłam tak zestresowana, że usiadłam do
dłubania koralików. Jest to zajęcie, które jednak wymaga uwagi,
więc "dobrze robi" na wszelakie rozedrganie nerwowe.
Akurat mam pewne zobowiązanie, więc w ramach wdzięczności za
przysługę, zrobiłam naszyjnik i kolczyki.
To komplet z howlitu udającego turkus:
Co do instalacji okien - nawet nie bardzo wiedziałam, że coś robią-
po czterech godzinach, w czasie których raz usłyszałam cichą pracę
wiertarki ekipa zainstalowała okna, posprzątała po sobie i....wybyła.
A wybrałam tę firmę, bo bardzo mi się spodobała ich strona www.
Była wielce komunikatywna, dobra pod względem graficznym i
zawierała sporo informacji.
Ekipa kulturalna i sprawna. I sam szef przybył na rozpoczęcie i
zakończenie pracy. Jeśli idzie o doznania estetyczne jestem
usatysfakcjonowana . W poniedziałek mi jeszcze zainstalują
żaluzje.
Poprzednią firmę wybrał mój mąż, kierując się tym, że była ze 300m
od naszego domu.
A u mnie wygląda w pokojach mniej więcej jak w domku z czerwoną
latarnią po pożarze.
W kuchni z kolei wygląda tak, jakby tajfun przeszedł i wszystko
wymiótł ze środka kuchennych mebli. Podobnie w łazience.
Trochę się narobiłam, nadzwigałam, nawyrzucałam.
Zawartość szafek częściowo wyniosłam piętro wyżej (to co mi się
przyda na emigracji), resztę poukładałam w pudłach, pudełkach i
koszykach w większym pokoju. I wygląda to okropnie, no ale jakby nie
było gości w najbliższym czasie raczej się nie spodziewam.
Jutro o 9 rano przyjeżdża mistrz ceremonii remontowej, czyli pan
Maciek. Już zaopatrzyłam chatę w kawę, mleczko do kawy i coś
do "podgryzania".
I jutro przywożą nam kabinę prysznicową i brodzik, a "mistrzu"
pojedzie odebrać płytki. Właśnie obliczyłam, że to będzie ważyło około
pół tony.
A przecież nie będzie nigdzie glazury pod sufit.Najwięcej waży terakota.
Odpoczniecie sobie ode mnie pewnie z tydzień. Potem Was zaleję
fotkami z remontu.
Byłabym wdzięczna losowi, gdyby była pogoda w tym czasie, żeby nie
padało i można było nieco pospacerować a nie siedzieć w domu.
No to do ..... poczytania
pomieszczeniach.
Pamiętna poprzedniej instalacji byłam tak zestresowana, że usiadłam do
dłubania koralików. Jest to zajęcie, które jednak wymaga uwagi,
więc "dobrze robi" na wszelakie rozedrganie nerwowe.
Akurat mam pewne zobowiązanie, więc w ramach wdzięczności za
przysługę, zrobiłam naszyjnik i kolczyki.
To komplet z howlitu udającego turkus:
Co do instalacji okien - nawet nie bardzo wiedziałam, że coś robią-
po czterech godzinach, w czasie których raz usłyszałam cichą pracę
wiertarki ekipa zainstalowała okna, posprzątała po sobie i....wybyła.
A wybrałam tę firmę, bo bardzo mi się spodobała ich strona www.
Była wielce komunikatywna, dobra pod względem graficznym i
zawierała sporo informacji.
Ekipa kulturalna i sprawna. I sam szef przybył na rozpoczęcie i
zakończenie pracy. Jeśli idzie o doznania estetyczne jestem
usatysfakcjonowana . W poniedziałek mi jeszcze zainstalują
żaluzje.
Poprzednią firmę wybrał mój mąż, kierując się tym, że była ze 300m
od naszego domu.
A u mnie wygląda w pokojach mniej więcej jak w domku z czerwoną
latarnią po pożarze.
W kuchni z kolei wygląda tak, jakby tajfun przeszedł i wszystko
wymiótł ze środka kuchennych mebli. Podobnie w łazience.
Trochę się narobiłam, nadzwigałam, nawyrzucałam.
Zawartość szafek częściowo wyniosłam piętro wyżej (to co mi się
przyda na emigracji), resztę poukładałam w pudłach, pudełkach i
koszykach w większym pokoju. I wygląda to okropnie, no ale jakby nie
było gości w najbliższym czasie raczej się nie spodziewam.
Jutro o 9 rano przyjeżdża mistrz ceremonii remontowej, czyli pan
Maciek. Już zaopatrzyłam chatę w kawę, mleczko do kawy i coś
do "podgryzania".
I jutro przywożą nam kabinę prysznicową i brodzik, a "mistrzu"
pojedzie odebrać płytki. Właśnie obliczyłam, że to będzie ważyło około
pół tony.
A przecież nie będzie nigdzie glazury pod sufit.Najwięcej waży terakota.
Odpoczniecie sobie ode mnie pewnie z tydzień. Potem Was zaleję
fotkami z remontu.
Byłabym wdzięczna losowi, gdyby była pogoda w tym czasie, żeby nie
padało i można było nieco pospacerować a nie siedzieć w domu.
No to do ..... poczytania
sobota, 13 kwietnia 2013
Sposób na urodziny....
...oczywiście trzydzieste drugie. Bo nie da się ukryć, że jestem kobietą
po trzydziestce.
A więc : należy wstać rano, najpózniej o 8, pochłonąć porcję leków, które
należy wziąc na czczo, w pół godziny pózniej zjeść śniadanie wzmocnione
następnymi pigułami i już można szykować się do wyjścia.
Oczywiście szykując się do wyjścia starannie omijamy wzrokiem lustro -
po prostu nie należy się stresować przed wyjściem z domu.
Właśnie wróciłam z urodzinowych zakupów, czyli : kupiłam baterię do
zlewozmywaka, zestaw i baterię prysznicową. Płytki ścienne i podłogowe
do kuchni, taki sam zestaw do łazienki, jakieś duperele typu podkładki
pod pralkę , okleinę samoprzylepną i udało się nam przejechać bez
wielkich korków do innego marketu, gdzie kupiłam następne płytki
podłogowe oraz pobuszowałam w empiku.
Te płytki do łazienki i kuchni odbierze nasz "remontowiec"
Wróciłam tak zgoniona, jakbym drałowała na Granaty i z powrotem.
Miałam fart - gdy wysiadaliśmy przed domem zaczęła się ulewa, a
w chwilę potem najprawdziwsza, wiosenna burza.
I śniegu już nie mam za oknem, chyba jednak będzie wiosna.
Czy wiecie kto dziś ma imieniny? - Hermenegilda.
Jestem farciarą, choć urodziłam się trzynastego - przecież mogli mi
dać na imię Hermenegilda, a jednak zlitowali się i dali inne imię.
Nawet je lubię.
Tak przy okazji - dziękuję za życzenia urodzinowe, które pewien
uroczy " Świr" przesłał mi o godz. 4,27 nad ranem.
M., byłeś naprawdę pierwszy - ja się nawet obudziłam z tej okazji, ale
zajrzałam dopiero rano - byłam pewna, że to Orange wysłało mi
informację ,że wystawiło mi fakturę za abonament.
A teraz coś w nagrodę za to, że to wszystko przeczytaliście:
To jest samochód do spania dla młodszego wnusia, dla
starszego będzie niebieski.
Nie wiedziałam, że robienie szydełkiem samochodu jest takie trudne.
I w ogóle nie mam pojęcia co to za marka:))))
po trzydziestce.
A więc : należy wstać rano, najpózniej o 8, pochłonąć porcję leków, które
należy wziąc na czczo, w pół godziny pózniej zjeść śniadanie wzmocnione
następnymi pigułami i już można szykować się do wyjścia.
Oczywiście szykując się do wyjścia starannie omijamy wzrokiem lustro -
po prostu nie należy się stresować przed wyjściem z domu.
Właśnie wróciłam z urodzinowych zakupów, czyli : kupiłam baterię do
zlewozmywaka, zestaw i baterię prysznicową. Płytki ścienne i podłogowe
do kuchni, taki sam zestaw do łazienki, jakieś duperele typu podkładki
pod pralkę , okleinę samoprzylepną i udało się nam przejechać bez
wielkich korków do innego marketu, gdzie kupiłam następne płytki
podłogowe oraz pobuszowałam w empiku.
Te płytki do łazienki i kuchni odbierze nasz "remontowiec"
Wróciłam tak zgoniona, jakbym drałowała na Granaty i z powrotem.
Miałam fart - gdy wysiadaliśmy przed domem zaczęła się ulewa, a
w chwilę potem najprawdziwsza, wiosenna burza.
I śniegu już nie mam za oknem, chyba jednak będzie wiosna.
Czy wiecie kto dziś ma imieniny? - Hermenegilda.
Jestem farciarą, choć urodziłam się trzynastego - przecież mogli mi
dać na imię Hermenegilda, a jednak zlitowali się i dali inne imię.
Nawet je lubię.
Tak przy okazji - dziękuję za życzenia urodzinowe, które pewien
uroczy " Świr" przesłał mi o godz. 4,27 nad ranem.
M., byłeś naprawdę pierwszy - ja się nawet obudziłam z tej okazji, ale
zajrzałam dopiero rano - byłam pewna, że to Orange wysłało mi
informację ,że wystawiło mi fakturę za abonament.
A teraz coś w nagrodę za to, że to wszystko przeczytaliście:
To jest samochód do spania dla młodszego wnusia, dla
starszego będzie niebieski.
Nie wiedziałam, że robienie szydełkiem samochodu jest takie trudne.
I w ogóle nie mam pojęcia co to za marka:))))
poniedziałek, 8 kwietnia 2013
Jeszcze.....
....żyję. No bo skoro mnie wszystko boli to znaczy, że żyję.
W moim wieku jeśli nic nie boli, to może oznaczać, że już mnie nie ma.
W sobotę, 19 bm. uwertura do remontu - o 7 rano przyjeżdżają
instalować nowe okna. Już widzę rozanielone miny sąsiadów gdy zaczną
u mnie z łomotem (inaczej się nie da) owe prace.
A 22 b.m. w poniedziałek nastąpi totalna demolka łazienki.
Zabawne, jeszcze nic się nie remontuje, a ja wciąż wydaję pieniądze.
Dziś dostarczyli mi przecudnej urody komplet łazienkowy, śnieżnobiały,
czyli umywalkę z szafką pod spodem, lustro z oświetleniem i wąską
szafką wiszącą wzdłuż lustra, baterię tudzież jakieś bebechy, które
są niezbędne do montażu oraz zlewozmywak i furę folii malarskiej
do przykrywania rzeczy różnych.
Zamówiłam już mebelki do kuchni , które nadejdą 4 maja.Trochę w to
nie wierzę, bo przecież jakiś wypasiony weekend chyba będzie w tym
czasie.
Zamówiłam drzwi składane do kabiny prysznicowej oraz boczną ściankę,
brodzik z wyposażeniem montażowym, syfon do brodzika wraz
z osprzętem. I to ma dotrzeć w ciągu 4 dni dni.
Wybrałam płytki na ściany i podłogi w ciągu łazienkowo kuchennym.
Pewnie w tę sobotę pojadę je kupić. Generalnie kolorystycznie będą
w kolorze ecru, lekko cieniowane, urozmaicane płytkami ze wzorem.
Podłogowe będą w cieniowanym brązie, cobym nie musiała codziennie
z mopem latać.
I przy okazji zakupię resztę potrzebnych baterii.
A tak ogólnie to jestem zmęczona , bo robię remanenty - będę miała
w kuchni znacznie mniej mebli, więc trzeba nieco "majątek"
zredukować. Poza tym muszę popakować to co zostaje i wynieść
do sąsiadów do końca remontu.
Ponieważ jestem z natury wredna to znalazłam pozytywną stronę
remontu - wreszcie i ja innym umilę życie hałasem przez cały dzień,
dzień po dniu, przez miesiąc.
W moim wieku jeśli nic nie boli, to może oznaczać, że już mnie nie ma.
W sobotę, 19 bm. uwertura do remontu - o 7 rano przyjeżdżają
instalować nowe okna. Już widzę rozanielone miny sąsiadów gdy zaczną
u mnie z łomotem (inaczej się nie da) owe prace.
A 22 b.m. w poniedziałek nastąpi totalna demolka łazienki.
Zabawne, jeszcze nic się nie remontuje, a ja wciąż wydaję pieniądze.
Dziś dostarczyli mi przecudnej urody komplet łazienkowy, śnieżnobiały,
czyli umywalkę z szafką pod spodem, lustro z oświetleniem i wąską
szafką wiszącą wzdłuż lustra, baterię tudzież jakieś bebechy, które
są niezbędne do montażu oraz zlewozmywak i furę folii malarskiej
do przykrywania rzeczy różnych.
Zamówiłam już mebelki do kuchni , które nadejdą 4 maja.Trochę w to
nie wierzę, bo przecież jakiś wypasiony weekend chyba będzie w tym
czasie.
Zamówiłam drzwi składane do kabiny prysznicowej oraz boczną ściankę,
brodzik z wyposażeniem montażowym, syfon do brodzika wraz
z osprzętem. I to ma dotrzeć w ciągu 4 dni dni.
Wybrałam płytki na ściany i podłogi w ciągu łazienkowo kuchennym.
Pewnie w tę sobotę pojadę je kupić. Generalnie kolorystycznie będą
w kolorze ecru, lekko cieniowane, urozmaicane płytkami ze wzorem.
Podłogowe będą w cieniowanym brązie, cobym nie musiała codziennie
z mopem latać.
I przy okazji zakupię resztę potrzebnych baterii.
A tak ogólnie to jestem zmęczona , bo robię remanenty - będę miała
w kuchni znacznie mniej mebli, więc trzeba nieco "majątek"
zredukować. Poza tym muszę popakować to co zostaje i wynieść
do sąsiadów do końca remontu.
Ponieważ jestem z natury wredna to znalazłam pozytywną stronę
remontu - wreszcie i ja innym umilę życie hałasem przez cały dzień,
dzień po dniu, przez miesiąc.
Subskrybuj:
Posty (Atom)