drewniana rzezba

drewniana rzezba

środa, 3 listopada 2010

75. IQ a sprawa polska

Oczywiście wszyscy wiedzą co to jest IQ.  Ale nawet najwyższy iloraz
inteligencji nie gwarantuje, że jego posiadacz będzie człowiekiem bogatym
i szczęśliwym. Życie pokazuje, że wysoki IQ to za mało. By coś w życiu
osiągnąć potrzeba jeszcze do tego kreatywności, innowacyjności, inteligencji
emocjonalnej i dużej wyuczonej wiedzy.

Tak naprawdę inteligencja to zdolność  adaptacji do zmieniających się
warunków środowiska  oraz zdolność rozwiązywania nieznanych dotąd
problemów.

Sama znam pewnego młodego człowieka, który mając IQ= 168 jest de
facto zerem. Studia nieukończone i stale bezrobotny na własne życzenie.
Zero kreatywności, zero pracowitości, jedynie  upajanie się tym  IQ.

W międzynarodowej opinii Polacy są bardziej kreatywni i lepiej niż
inne nacje potrafią dostosować się do nowych warunków. Polscy robotnicy
są bardziej wszechstronni niż ich bardzo wyspecjalizowani koledzy z
krajów zachodnich. Nasz technik samochodowy potrafi świetnie zmienić
każde koło w samochodzie, bez względu na jego markę, podczas gdy jego
angielski kolega zmienia tylko np. lewe, przednie koło tylko jednej marki
samochodu.Mój brat, który w pewnym okresie życia interesował się
angielskim systemem edukacji zawodowej był tym bardzo wstrząśnięty.

Niewątpliwie nasza skomplikowana historia nauczyła nas adaptacji do
szybko zmieniających się warunków i znajdywania nietypowych rozwiązań
różnych problemów.

Kombinatorami to jesteśmy niezłymi, tyle tylko, że najczęściej w sensie
pejoratywnym.

Interesujemy się światem, mamy sporą wiedzę, ale mamy bardzo mało
wybitnych noblistów w dziedzinie nauki.

Jesteśmy mało innowacyjni, mamy bardzo mało patentów w porównaniu
z innymi krajami, brak nam szerokiej kadry wybitnych specjalistów.
A współczesny świat , by zajmować w nim wysoką pozycję wśród innych
narodów, wymaga posiadania wybitnych specjalistów o bardzo wysokim
poziomie wiedzy specjalistycznej w określonej dyscyplinie i, co jest
niezmiernie ważne, potrafiących zgodnie ze sobą współpracować.  Tej
ostatniej cechy brak nam w każdej dziedzinie życia.

Jeżeli chcemy dążyć do  tworzenia narodowego bogactwa i  wzrostu
naszego znaczenia na arenie międzynarodowej, musimy podwyższyć poziom
wiedzy, profesjonalizm, solidność ,  przedsiębiorczość i wytrwałość oraz
nauczyć się prawdziwej współpracy, bez zawiści, podziału na my i oni, bez
przypinania innym etykietek.

Wiele zależy od nas samych, szarych obywateli - zamiast opluwać każdy
kolejny rząd za nieudolność, posłów za lenistwo i niekompetencję, wybierzmy
na naszych przedstawicieli odpowiednich ludzi, bez kierowania się ich
przynależnością partyjną. Wybierajmy tych, o których wiemy że są mądrzy,
pracowici i  rzetelni. To, że ktoś jest sympatyczny nie jest wystarczającą
rekomendacją.

O tym jaki jest przeciętny IQ w Polsce, jak wypadamy w testach na tle
innych nacji , można przeczytać w nr 44 Przeglądu.

poniedziałek, 1 listopada 2010

74. Wesoły Cmentarz



Kończy się Dzień Wszystkich Świętych, więc chce Wam jeszcze jedno miejsce
zaprezentować  - cmentarz,  na którym w każdy weekend jest sporo osób
odwiedzających te istotki,  które tu spoczywają.  To cmentarz dla zwierząt
domowych  - leżą tu obok siebie w wielkiej zgodzie psy, koty, króliki , świnki
morskie. Ich pogrążeni  w smutku właściciele przychodzą tu często z nowymi
pupilami,  zawsze panuje tu atmosfera wzajemnej  sympatii i zrozumienia, ludzie
obcy opowiadają sobie o swoich pupilach, którzy  odeszli na drugi brzeg tęczy.
Być może, że ktoś  poczuje zgorszenie, że każdy zapala swemu pupilowi  znicz,
by swemu zwierzątku dac znać, że się o nim pamięta.
Najwięcej ludzi jest w pierwszą niedzielę pazdziernika, gdy są Psie Zaduszki.
Wtedy jest tu troszkę jarmarcznie, bo nie dość, że jest tłok, to przyjeżdża
sprzedawca zniczy, wianuszków ze sztucznych kwiatów i  wiatraczków.
Jak widzicie  nagrobki są różne, na niektórych są epitafia, niektóre są nawet
marmurowe lub ozdobione rzezbą przedstawiającą pupila za życia.
Mój jamniorek też tu leży i bardzo się cieszę, że ktoś przeznaczył kawałek
własnego lasu  na legalny cmentarz dla zwierząt domowych.
Cmentarz jest tuż pod Warszawą, w miejscowości Konik Nowy i można
o nim poczytać w internecie. Przyjmuje zwierzątka nie tylko z terenuWarszawy
i okolic.Oczywiście pochówek kosztuje, ale dzierżawa  miejsca to zaledwie 50
złotych rocznie.
Oczywiście zdjęcia powiększamy kliknięciem.

niedziela, 31 października 2010

73. Zabijecie mnie chyba










Nie da się ukryć, znów wylądowaliśmy w Łazienkach, ale dziś niestety
już było sporo ludzi.
Na trzech pierwszych zdjęciach Amfiteatr. Odnowione jest tylko jego
zwieńczenie.
Jest to osiemnaście posągów, przedstawiających  14-tu starożytnych i
nowożytnych dramaturgów, wśród nich Stanisława Trembeckiego i
Juliana Ursyna Niemcewicza oraz alegorię Tragedii i Komedii.
Następne dwie fotki to latarenki trzymane przez Faunów.
Oczywiście nie mogłam się oprzeć kolorowym drzewom na tle błękitu
nieba i wysokiemu drzewku, którego dolne gałęzie  miały liście jaśniutko
zielone.
Na następnym instrukcja jak się karmi w Łazienkach wiewiórkę.
Przyjrzyjcie się też dobrze kolejnemu zdjęciu  - zwłaszcza tej
poprzecznej gałęzi, na niej siedzi.....paw.
I ostatni rzut oka na Pałac na Wodzie.
Chciałam zrobić zdjęcie  konnego posągu Króla Jana III Sobieskiego,
ale jest bardzo "zapyziały" od miejskiego brudu. Nic dziwnego, 2800 ton
pyłu spada rocznie na Warszawę. A pomnik jest projektu Andrzeja le
Bruna, wykonany z szydłowieckiego piaskowca przez Franciszka Pincka.
Odsłonięty został w 105 rocznicę odsieczy wiedeńskiej, 14.XI.1788r..

Przyrzekam, już jutro nie zarzucę Was fotkami z Łazienek.

Ale mam propozycję - może każdy z moich gości blogowych pokaże
na swym blogu swoje miasto, a przynajmniej takie miejsce,
które najbardziej w nim lubi.

sobota, 30 października 2010

72.Park Łazienkowski- cz.II

Zdjęcia powiększamy kliknięciem.

                                                     Scena teatru Na Wyspie, poniżej również

                                                      Fragment stawu przez Pałacem na Wodzie
                                                                 Front Pałacu na Wodzie
                                                       Kolumnada pałacowa nad kanałkiem
                                              Północna, mniej znana strona Pałacu na Wodzie
                                                                  Druga kolumnada
 Paw doszedł do wniosku, że trzeba się przespacerować wokół Pałacu
                                    Zegar słoneczny  (bez wskazówki)  przed Białym Domkiem
                                                                Biały Domek
                                                               Kolejny fragment   stawu

Paw  spacerujący ścieżka wzdłuż stawu. A po drugiej stronie te trzciny,
o których pisałam z okazji poprzedniego spaceru
                                         Widok na ptasią wysepkę, gdzie gniazdują kaczki
Wiewiórka i wrona  są chyba przyjaciółkami, razem szukają  czegoś do jedzenia

Znów poniosło mnie do Łazienek. Tym razem nie było prawie ludzi, większość
wybrała się  na  cmentarze. Pogoda była cudna, ciepło, słonecznie i kolorowo.

Myślę, że winna Wam jestem choć kilka słów o tym zespole pałacowo -parkowym
Łazienek Królewskich.
W II połowie XVII wieku,  wielki marszałek koronny, Stanisław Herakliusz
Lubomirski,  wzniósl na wysepce między odnogami starorzecza, budynek łazni.
Budowniczym był Tylman z Gameren. W 1764 roku Łazienki nabył  król
Stanisław August Poniatowski, by utworzyć tu letnią rezydencję. Prace trwały
blisko 30 lat i powstał zespól parkowo-pałacowy, jeden z najpiękniejszych i
najoryginalniejszych w Europie. Łazienki zajmują obszar prawie 74 hektarów.

Biały Domek był pierwszą budowlą wzniesioną na terenie Łazienek na polecenie
króla. Prawdopodobnie jego projektantem był Dominik Merlini. Jest to drewnina
budowla na planie kwadratu, z tynkową powłoką. Zegar słoneczny wsparty na
postaci Fauna zbudowano w 1776 roku. W Białym Domku środek budynku
zajmuje klatka schodowa, wokół której usytuowane są  pokoje:   bawialnia,
stołowy, sypialny, ośmiokątny gabinet, garderoby i pomieszczenia sanitarne.
Wszystkie pomieszczenia są ozdobione dekoracją malarską Jana Bogumiła
Pierscha. Wierzcie mi,  pięknie jest w środku, tyle tylko, że nie zawsze  Biały
Domek jest udostępniony do zwiedzania.

Celowo zrobiłam zdjęcie  mniej znanej strony Pałacu. Ale ogromnie lubię tę
północną stronę z posągami Achillesa i Pallady, z tarasem schodzącym stopniami
do wody i pilnującymi lwami. Wiele godzin spędzałam  przed tą stroną Pałacu
zawzięcie szkicując. A było to wieki temu.

Dziś wreszcie nie było już rusztowań na scenie teatru Na Wyspie. Ta sztuczna
ruina jest wzorowana na świątyni Jowisza w Baalbek. Amfiteatr, którego Wam
nie pokazałam, jest kamienny i może pomieścić 1500 osób.
W teatrze  Na Wyspie odbywają się przedstawienia teatralne i koncerty.
Oglądałam tu bardzo pózno wieczorem wystawiany spektakl Cyda. Akustyka
świetna, ale akcję zakłócały pawie, którym chyba nie podobało się przedstawienie.
Wrzeszczały smutno i przerazliwie.
Bardzo wiele trudu kosztowało mnie sfotografowanie wiewiórki, one są tak
ogromnie ruchliwe.

Oczywiście pięknych obiektów jest w Łazienkach jeszcze kilka, ale musimy z
mężem robić spacery  "na raty"- to jego serce wciąż daje o sobie znać.

Ten post jest moim "wkładem" w akcję Eli, byśmy się czymś chwalili.

środa, 27 października 2010

71. Prywata jesienna








Zdjęcie można powiększyć "kliknięciem".

Tak wygląda jesienią osiedle, na którym mieszkam. To zaledwie 5 km od
centrum stolicy, w linii prostej.
Dziś Was nie zanudzę tekstem,  rozminęłam się ostatnio ze zdrowiem, mam kłopoty
z mięśniami wzdłuż kręgosłupa i nie mogę siedzieć dłużej niż 15 minut.
Dobrze, że chociaż chodzić mogę. A pogoda spacerowa, słońce i błękitne niebo.
A może to wszystko przez to, że zostanę w końcu lutego po raz drugi babcią?
Przecież babcie powinny być "połamane" i kwękające.  I  już wiadomo, że tym
razem też będzie chłopczyk.

poniedziałek, 25 października 2010

70. weekend, weekend i po weekendzie

Gwoli porządku odnotowuję - pogoda była ładna, słońce, ciepło, wiatr.
Sobotę spędziłam usiłując przebić się na drugi koniec miasta do przyjaciół,
ktorzy nagle zostali odcięci od nas robotami drogowymi. Zamiast u nich
wylądowaliśmy na cmentarzu i zrobiliśmy porządki. Przy okazji widziałam
miejsce pochówku części ofiar katastrofy lotniczej.Trwają tam prace
związane z budową jakiegoś pomnika, jak na razie wygląda to jak dwie
przecięte na pół płyty. Za wcześnie na ocenę, niech wpierw skończą.

Właściwie weekend minął mi na porządkowaniu grobów rodzinnych i
czytaniu ostatniego Forum. I ta lektura jakoś napełniła mnie smutkiem,
choć artykuł nie dotyczył nas, lecz Niemiec. Charlotte Frank z Suddeutsche
Zeitung poruszyła problem analfabetyzmu wśród dorosłych Niemców.
Jest to właściwie problem wtórnego analfabetyzmu.Eksperci szacują, że
aktualnie aż cztery miliony dorosłych Niemców to analfabeci. Grupa ta
stanowi 6,75% dorosłej ludności. Trochę to dziwne w kraju, który wydał
na świat wspaniałych poetów, filozofów, ma najpotężniejszą w Unii
Europejskiej gospodarkę i masowe szkolnictwo.

Problem analfabetyzmu dorosłych bada profesor Anke Grotluschen z
hamburskiego uniwersytetu. Jej zdaniem problem ten dotyczy  nie 4  a
aż 9,5 mln osób.
Oznacza to, że ta grupa ludzi, w miarę kolejnych zdobyczy techniki w
dziedzinie komunikacji, coraz bardziej schodzi na margines. Cóż z tego,
że potrafią rozpoznać znaki, a nawet przeczytać krótkie słowa, a nawet
krótkie zdania, skoro cały tekst nie ma dla nich żadnego sensu, podobnie
jak wycięte z kartonu literki, rozrzucone bez ładu po podłodze.
Problemem stają się wszelkie druki do wypełnienia, umowy, nawet karty do
głosowania, nie mówiąc już o esemesach, e-mailach, bankomatach   lub
automatach do samodzielnego zakupu biletów. Wiele z tych osób miało
wielkie trudności z nauką jeszcze w szkole podstawowej. Do tego były to
osoby z rodzin z problemami takimi jak bieda, bezrobocie i przemoc, czyli
sytuacje które odbierają chęć wzajemnej komunikacji, co prowadzi do
zatrzymania się rozwoju językowego dziecka na bardzo wczesnym etapie.
To rodziny, które w żaden sposób nie potrafiły dziecku pomóc w nauce ani
przekazać dzieciom jak ważna jest w życiu umiejętność czytania i pisania.

Rokrocznie 70 tysięcy młodych ludzi przerywa naukę bez dyplomu
ukończenia szkoły. Część z nich nie chce kontynuować nauki w  szkole dla
dorosłych, bo zbyt mocno odczuli swe niepowodzenia w szkole.
Niemieckie Stowarzyszenie na rzecz Alfabetyzacji zapewnia, że każdy
może się nauczyć czytać ale jest tu potrzebna pomoc urzędników i lekarzy,
by potrafili rozpoznać analfabetów i wiedzieli jaki rodzaj pomocy można im
zaoferować. Stąd też projekt przeszkolenia pod tym kątem tych dwóch grup
zawodowych.
Sposób   uczenia czytania i pisania dorosłych, jeśli ma spełnić swe zadanie,
musi dotyczyć otaczającej ich rzeczywistości w jakiej się poruszają.
Dzieci uczące się czytać i pisać odczuwają przy nauce ciekawość, ale
dorośli nie czują  ciekawości -oni czują strach przed nowymi słowami, przed
literami, które je wyobrażają.

Nie mam pojęcia jak u nas wygląda problem wtórnego analfabetyzmu, czy są
prowadzone jakieś badania  i rozwiązania systemowe. Ale gdy widzę te
nowe programy szkolne, przeładowane i przeznaczone chyba dla automatów,
a do tego stosunkowo małe zaangażowanie rodziców we współpracę ze
szkołą, to nie mogę się oprzeć wrażeniu, że zaczynamy  intensywny chów
wtórnych analfabetów.
Błagam, udowodnijcie mi, że się mylę.

środa, 20 października 2010

69. Kanun

Czy wiecie co to jest kanun? Do dziś ja też nie wiedziałam, ale już wiem i
chętnie się z Wami podzielę tą wiedzą. Tak na wszelki wypadek przypo-
minam wszystkim, że mamy teraz XXI wiek.
Kanun, czyli Reguła, to powstały 500 lat temu kodeks, który regulewał
wszystkie aspekty  życia średniowiecznej Albanii - od narodzin po życia
kres. Dotyczył małżeństwa, polowania, prawa do pastwisk, obowiązków
poszczególnych rzemieślników, kar dla    właściciela kozy, która weszła
na teren sąsiada, ale przede wszystkim był wykładnią procedury rodowej
zemsty, w myśl zasady oko za oko, ząb za ząb.

Gdy ktoś został zabity, to nawet jeśli był to przypadek, rodzina zabitego
dokonywała zemsty nie tylko na zabójcy, ale na każdym mężczyznie z jego
klanu. Ten, który zabił, miał obowiązek powiadomić rodzinę zabitego, by
o zabójstwo nie  została posądzona inna osoba.
Nie wolno mu było zabrać broni nieżywej ofiary.Gdyby tak postapił
ściągnąłby na siebie podwójną zemstę.
Zabójca mógł się poruszać tylko nocą, od brzasku musiał się ukrywać.
Ten , który postanowił  zaczaić się na zabójcę miał obowiązek zapewnić
wyżywienie swoim wspólnikom.
Mściciel mógł strzelać tylko do mężczyzn, nie wolno mu było strzelać do
kobiet,  dzieci, żywego inwentarza lub w dom.
Najbardziej rozczulił mnie przepis, który mówił, że "wartość życia człowieka
jest taka sama, bez względu na to, czy jest on przystojny czy szpetny".

Kanun został wymyślony przez północno-albańskiego księcia Leke Dukagjini
po to, by pomóc tamtejszym wielce kłótliwym klanom ułożyć pokojowe
stosunki. Zasady te były szanowane na tych terenach, nawet jeśli ziemie te
były rządzone przez osmańskich Turków, Serbów i Greków.
W początkach XX w. Kanun ukazał się drukiem i funkcjonował sprawnie
w czasach rządów króla Albanii, Zogu.

Za czasów dyktatury Envera Hodży,  przy którym nawet Stalin wydawał się
łagodnym barankiem,  Kanun był zwalczany z równą pasją jak Biblia.
Co tu ukrywać, komunistyczny dyktator twardo trzymał wszystkich
przywódców klanów   "za pysk".
No ale w 1990 roku , gdy skończyło się panowanie Hodży, z całą siłą
wybuchły długo tłumione konflikty rodowe. Szacuje się , że od tego  czasu
miało miejsce około 10 tysięcy rodowych konfliktów, niosących za sobą
śmierć wielu osób. A kłótnie wybuchały często z zupełnie innych powodów
niz przeidywał to Kanun. To mógł być efekt pijackiej sprzeczki, obdarzenie
mężatki zbyt długim spojrzeniem lub nie ustąpienie  miejsca na wąskiej szosie.

Według niektórych danych, w dzisiejszej Albanii 1,5 tysiąca rodzin i 800 dzieci
przebywa w odosobnieniu, ukrywając się przed zemstą. Dzieci nie mogą
chodzić do szkoły, młodzi mężczyzni pracować. Kiedyś nie zabijano  kobiet,
teraz takie wypadki się zdarzają.
Współcześni Albańczycy zaczynają interpretować  Kanun według własnego
"widzi mi się", a władze zupełnie nie mogą  sobie poradzić z tym problemem.
I żeby było śmieszniej- w ubiegłym roku rząd Albanii wystąpił oficjalnie
o członkostwo w Unii  Europejskiej.


Nie ukrywam, wyczytałam to w Forum 42/2010