drewniana rzezba

drewniana rzezba
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą codzienność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą codzienność. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 listopada 2021

Najbliższe trzy tygodnie.....

                                                   ..... spędzę w tym miłym towarzystwie:

Dziś przyszedł pan specjalista od osuszania zalanych mieszkań.  W pierwszej kolejności poza kolejnością wybił elegancką dziurę w suficie  mojej łazienki i wyglądało to tak:



A teraz, czyli w niecałą godzinę później wygląda  tak:


I najbliższe trzy tygodnie spędzę w takim  modelu  łazienki. W suficie jest wybita elegancka  dziurka, w niej  tkwi,  jak widać na załączonym obrazku, plastikowa rura. Pomiary wykazały, że  wilgotność  tego, co leży na moim suficie = 63%, czyli o 3 % przekracza dopuszczalną wilgotność. Takie samo urządzenie  znajduje  się w łazience sąsiadów. U nich musieli odbić płytkę w podłodze łazienki. I będą te urządzenia pracowały u nas 24 godziny na dobę przez trzy tygodnie. Do naszych obowiązków należy codzienne usuwanie wody z pojemnika znajdującego się w tej większej żółtej skrzynce. Urządzenie jest prądożerne, ale  przy wtyczce do gniazdka jest licznik, który wskazuje ilość pobranego prądu przez to urządzenie. Pieniądze za tę ilość pobranego prądu zostaną nam zwrócone z ubezpieczenia. Ustrojstwo niestety nie jest całkiem  cichutkie, ale i tak mam przykazane, że  drzwi i okno w łazience mają być cały czas  zamknięte. I wszystkie koszty związane z tym "wydarzeniem" będą pokryte z ubezpieczenia.   W sypialni nieco słychać szum pracującego urządzenia, ale nie tak , żeby zbytnio dokuczało. W drugim pokoju już nic nie słychać, bo jest po przeciwnej stronie mieszkania niż łazienka. A poza tym ja tak późno chodzę spać , że ciągle jestem niedospana i mnie byle co  nie budzi. No i mogę w razie czego spać w pokoju dziennym  na  rozkładanej sofie. Albo się przenieść do mieszkania  córki. Ale osobiście nie widzę takiej potrzeby. A poza tym bardzo się cieszę, że chyba  nie będę musiała mieć zdejmowanego tego sufitu w łazience, dziurę po osuszeniu załatają i odmalują sufit.  Oczywiście  cały czas towarzyszył mi zięć i bardzo się ucieszyliśmy z faktu, że po wybiciu dziury w suficie  nie popłynęła z niego woda.  Tu "wyszły plusy"  mojego późnego chodzenia  spać - po prostu trafiłam na sam  początek "potopu". Gdybym,  jak wszyscy normalni ludzie, położyła się spać ok. godziny 22,00 to przez całą noc woda cicho i spokojnie zalałaby mi  mieszkanie.   Na  zakończenie pracy pan sprawnie   mi pozamiatał podłogę, śmiecie  zabierając do "służbowego worka".

Pogoda u mnie kiepściunia, co jakiś czas coś mży, niebo w kolorze  ołowiu a temperatura to raptem +6.

Z dobrych wiadomości - Niemcy najprawdopodobniej pójdą w ślady Austrii i szczepienia p. covid będą obowiązkowe. Nic dziwnego, w Bawarii szpitale muszą ewakuować  chorych, bo braknie miejsc. Tu są kolejki do trzeciego szczepienia - dobrze, że mam je już za sobą, córka i zięć także. To trzecie szczepienie  miałam w komfortowych warunkach, zero tłoku, zero czekania.

A do posłuchania to może coś rozrywkowego? Np. Paganini? Dawno nie było;)


Miłego Wszystkim!



sobota, 20 listopada 2021

Dodatkowe weekendowe atrakcje dla mnie

  Może nie wszyscy jeszcze wiedzą, ale jestem tak  zwany "nocny Marek" i najchętniej chodzę  spać około północy, a często i później. No ale skoro nie mam  teraz  żadnych obowiązków, mieszkam sama, więc   "wolność Tomku w  swoim  domku" - robię co chcę i kiedy chcę.

No i........wchodzę około  północy do łazienki, o godzinie 23,45 (z  wczoraj na dziś) i pierwsze co do mnie  dociera wzrokowo to fakt, że  o krok od drzwi  na podłodze i na półce obok pralki jest wyraźnie  mokro. Zamarłam na moment i pomyślałam, że pewnie padł zawór od rurki doprowadzającej wodę do pralki, bo jak zawsze nie jest ów kran zakręcony, córka mnie pouczyła, że nie ma potrzeby go zakręcać, no chyba, że akurat wyjeżdżam z domu gdzieś poza  Berlin. Nerwowo, z brzydkim  słowem na ustach  schyliłam się  by  ów zawór zakręcić i w tej chwili  poczułam, że mi coś kapnęło na głowę. Wystraszona spojrzałam w górę i........zobaczyłam, że z sufitu, a tak dokładnie z miejsca , w którym jest umieszczona jedna z  lampek sufitowych kapie woda. W związku z tym szybko podstawiłam w to miejsce  miskę i rozejrzałam się już uważniej po suficie - w kilku miejscach był wyraźnie  mokry, a gdy tak się rozglądałam  woda zaczęła kapać i z kolejnego  gniazdka następnej  ledówki, więc w to drugie miejsce podstawiłam  wiaderko, takie  malutkie, 5 litrowe.  Byłam już w stroju nocnym, czyli uroczej piżamce  ozdobionej podobizną Mikołaja  i popadłam w namysł co robić. Do sąsiadów  piętro wyżej to nie mam po co iść,  bo niemiecki to w dalszym ciągu jest dla mnie  równie zrozumiały jak chiński czy też  japoński, więc spojrzałam na zegarek i uprzytomniłam sobie, że dopiero co minęła północ, więc jest szansa, że moi jeszcze nie śpią, bo oni też raczej takie  "nocne  Marki", więc czym prędzej podzieliłam się z nimi radosną nowiną. 

Dotarli do mnie w 15 minut później- jednak  dzieli nasze domy te 450 metrów odległości. Zięć bohatersko poszedł do sąsiadów mieszkających nade mną i dość długo go nie było. Okazało się, że  sąsiedzi już spali, więc  trochę trwało nim się obudzili, ubrali, potem w trójkę  szukali miejsca skąd ta woda  cieknie, ale go nie znaleźli. Widać z tego, że awaria nastąpiła pomiędzy piętrami. Potem sąsiedzi przyszli do mojego mieszkania, ze strachem obejrzeli  "pobojowisko" w  łazience, ale uprzednio zakręcili wodę w  swoim mieszkaniu. Po długich dociekaniach wyszło na to, że  w jednym miejscu deski podłogowe  w ich w kuchni sprawiają  wrażenie wilgotnych, ale woda  nie stoi.  Córka roztoczyła przede mną przerażający  obraz przyszłych wydarzeń, czyli "będzie piekło i szatany", bo będzie  trzeba  zapewne rozkuwać ściany, więc chyba będę zmuszona na czas remontu przenieść się do nich.  

I w tej chwili  wspomniałam niemal z rozrzewnieniem o moim warszawskim betonowym mieszkaniu, w którym ktoś wszystkie rury umieścił w  specjalnym szybie, do którego był swobodny dostęp z każdej kuchni w bloku i znalezienie  uszkodzonej rury  nie wymagało rozkuwania ścian. No ale blok na moim warszawskim osiedlu był oddany do użytku w 1973 roku,  a kamienica, w której mieszkam w Berlinie była budowana  w pierwszych latach dwudziestego wieku. Poza tym, o czym nie wiedzieliśmy, nie wszystkie mieszkania w  czasie  rewitalizacji budynku były przebudowywane. To mieszkanie nad nami nie było przeprojektowane i ma nawet nieco inny rozkład niż  moje - co prawda  te rury to  akurat są pomiędzy ścianami łazienki i kuchni.

Właśnie przed chwilą zatelefonowała do mnie córka i stwierdziła, że "jak amen w pacierzu" czeka mnie  atrakcja w postaci  zdjęcia w mojej łazience sufitu, bo to jest tzw.  "podwieszany sufit", w następnej kolejności  suszenie  tej przestrzeni pomiędzy podłogą sąsiadów a moim sufitem podwieszanym i najbliższe 3 miesiące będę miała same atrakcje a do tego będzie jeszcze  (jak zawsze i wszędzie) kontredans z ubezpieczeniem , bo jak zawsze trzeba ustalać z czyjego ubezpieczenia co będzie płacone, czyli co będzie płacone z ubezpieczenia  kamienicy, co z ubezpieczenia właściciela  mieszkania a co z mojego, czyli najemcy.  No i pocieszyła mnie, że ich własne mieszkanie spółdzielcze w Monachium, w budynku oddanym do użytku w pierwszej dekadzie  dwutysięcznego roku, też przeżyło tajemniczy wyciek wody i dłuugo trwało nim znaleziono  miejsce  awarii a kwestia  kosztów ubezpieczenia  ciągnęła się ze trzy lata.  Jak na razie to najgorzej mają sąsiedzi nade mną, bo mają zakręconą wodę u siebie. I dziś  podobno  odkryli miejsce, w którym zaczęła przeciekać rura. Na razie i tak trzeba  ze wszystkim  zaczekać do poniedziałku.

Nie wiem na ile to pomaga, ale na wszelki wypadek potrzymajcie za mnie  kciuki bym to wszystko zniosła  "po japońsku", czyli jako/tako.

wtorek, 16 listopada 2021

Byłam wczoraj w.........

 ......... niestety nie  w operze ani nie w  filharmonii.

Byłam w konsulacie RP. Październik to miesiąc, w którym ZUS żąda dowodu, że emeryt, któremu jeszcze łaskawie wypłacają emeryturę  - żyje. Aby to udowodnić należy wypełnić  przysłany przez ZUS  druczek, a podpis na nim złożyć wobec urzędnika mającego prawo do potwierdzania podpisu.  Uznawane jest potwierdzenie  albo p. Konsula RP lub urzędnika  z ratusza  dzielnicy, w której się mieszka. I do jednego miejsca i do drugiego  mam porównywalną odległość  ok. 6 kilometrów, ale  do  polskiego konsulatu nie muszę się umawiać w tej akurat sprawie mailowo na konkretną datę i godzinę   a w urzędzie  miejskim najbliższy wolny termin był na połowę grudnia, a ja muszę odesłać druk do  ZUS-u w ciągu 1 miesiąca.

Ostatnio jakoś pogorszyło mi się zdróweńko, zwłaszcza pod względem ortopedycznym. Nie da się ukryć, że dość sporo miałam  w życiu różnych kontuzji i teraz  wszystko zaczyna  intensywnie się odzywać a ja bardzo nie lubię  funkcjonować na środkach przeciwbólowych, które  do najzdrowszych  tabletek nie należą.

Konsulat RP jest czynny 4 dni w tygodniu od godz.9,00 do 14,00, jeden dzień w tygodniu od 13,00 do 18,00. I z tego co wiem, to w dzień gdy jest czynny od godziny 13,00 są  tłumy interesantów, natomiast w pozostałe dni jest spokojnie. A że czas nieco naglił, zdecydowałam się wczoraj na  wyprawę po stwierdzenie wiarygodności  mojego podpisu.  

Gdy zajechałam taksóweczką pod Konsulat  lekuchno poczułam chęć zawrócenia - pod bramą ogrodzenia Konsulatu stało ze 6 osób, co oznacza ni mniej ni więcej dość długie czekanie, nawet jeśli nie wszyscy potrzebują stwierdzenia  wiarygodności podpisu.  Po kilku dzwonkach z budynku wyszedł z grobową miną pan strażnik - 195 cm wzrostu, mars na  obliczu i ani chybi trzycyfrowy wynik na  wadze.

Obrzucił grupkę interesantów wzrokiem i zapytał niemal uprzejmie pierwszego z brzegu  interesanta  " a pan po co tu przyszedł?" Wysłuchawszy jednym uchem o co petentowi biega, pokazał mu, że  "ooo, tu na  tej tablicy ma  pan wszystko napisane, a jeśli pan zgubił wszystkie dokumenty w  kwietniu a dopiero teraz przychodzi w sprawie nowych, to musi się pan wpierw telefonicznie umówić na jakiś termin. Ale ja nie mam telefonu - stwierdził ze smutkiem petent.  Cerber warknął - "ale pewnie ma ktoś ze znajomych, to od niego pan zadzwoni do konsulatu i umówi się na  jakiś termin". I to było najzwyklejsze  spławienie człowieka, bo dodzwonienie  się do tutejszego konsulatu  graniczy z cudem - po prostu nikt  nie odbiera telefonu. Gdy powiedziałam cerberowi, że ja tylko po potwierdzenie  autentyczności mego podpisu przyszłam, doszedł do wniosku, że wpuści mnie zaraz, gdy tylko wyjdzie któryś z interesantów, bo wewnątrz może przebywać tylko 5 interesantów. I rzeczywiście, gdy chwilę później wyszedł jakiś pan z dzieckiem, zostałam  wpuszczona przez  bramę, sprawdzono mi zawartość torebki i przeszłam jeszcze przez bramkę kontrolną, a następnie pan mnie poprosił bym uważnie schodziła po schodach do piwnicy, w której  urzędują pracownicy "bezpośredniego kontaktu" z petentem. 

Nie da się ukryć, że Konsulat RP ma naprawdę kiepskie  warunki do pracy. Osoby mające  bezpośredni kontakt z interesantami wciąż wędrują pomiędzy  pomieszczeniem piwnicznym, w którym są przyjmowani interesanci  a resztą pomieszczeń Konsulatu, czyli  muszą z tej  piwnicy wyjść  na górę, często przejść przez podwórze do innego budynku. I tak naprawdę wszystko ogromnie długo trwa. Konsulat ma wspólną posesję z ambasadą  RP i obie placówki mieszczą się w bardzo ładnej i drogiej dzielnicy Grunewald.


 

Na górnym zdjęciu jest widoczny  budynek naszej  ambasady, poniżej miejsce,  w którym kiedyś była nasza ambasada , na Unter den Linden, w centrum miasta. Jak niemal wszystkie ważne budynki w okresie NRD była budowana z użyciem azbestu, więc podobnie jak inne  budynki została rozebrana  doszczętnie. Nowy budynek ma kosztować 60 mln €. I będzie  stał w tym miejscu, gdzie był stary. Nie mam nawet bladego pojęcia  kiedy on powstanie. Projekt znalazłam na YT, wiem , że sam projekt powstał w 2012r i w  dopiero w 2020 r podpisano umowę na jego wykonanie.


Dla mnie lokalizacja jest o niebo lepsza, bo będę tam mogła dojechać  dwiema liniami metra, bo wreszcie oddano w tym roku nową linię  metra pod Unter den Linden. Tyle tylko, że  każda budowa ileś  lat trwa i być może już będę na pozycji bohatera nowelki  pt. "Jaś nie doczekał". Nie feler, inni będą mieli lepszy dojazd.

Wczoraj wyczytałam, że brytyjska firma  Emergex rozpoczyna  badania kliniczne nowej szczepionki p.Covid 19, która będzie w postaci ... plastra. Szczepionka ma zapewnić ochronę na dziesięciolecia, dzięki wykorzystaniu limfocytów T do zabijania zakażonych komórek. Wiadomość podał brytyjski dziennik The Guardian.Wstępne wyniki są spodziewane w czerwcu 2022r, a sam preparat  może być dostępny od 2025 roku. I, co dość  ważne- nie będzie wymagał przechowywania w bardzo niskich temperaturach jak obecna szczepionka Pfizera, może być kilka miesięcy przechowywany w temperaturze pokojowej. Co prawda niektórzy naukowcy powątpiewają czy limfocyty T "same z siebie" rozpoznają zakażone komórki, no ale bądźmy dobrej myśli, zawsze  można jeszcze połączyć  dwie różnie działające szczepionki.  Poza tym  ta sama firma rozpoczyna  badania nad szczepionką przeciw dendze, którą wg WHO jest zagrożona połowa ludzkości, a na którą wciąż nie ma szczepionki.

No to pozostało mi już tylko odstanie w kolejce by nadać list polecony do ZUS-u, więc idę  to  zrobić. Nie powiem, żeby pogoda mnie  zachwycała, no ale nie pada, jest +7 i jakoś tak szaro.

 I dla osłody dnia:


Miłego dla Was



 

środa, 20 października 2021

Mix, czyli jak zwykle.......

                                      .......niemal "groch z kapustą".

A na początek muszę Wam pokazać obraz, w którym się zakochałam od pierwszego spojrzenia:

Namalowała go moja  "Bratnia Duszyczka", czyli  Joanna Rodowicz. I wiedząc, że zawsze czekam na to co namaluje przysłała mi jego zdjęcie i jeszcze dwóch obrazów:       poniżej Saksofonistka

            I w deszczu może być kolorowo.

Joasiu, jest mi smutno, bo sobie uświadomiłam, że ostatni raz widziałyśmy się  cztery lata temu.

No tak, 17 tego miesiąca stuknęło mi 4 lata od chwili zamieszkania w Berlinie. Czas zleciał szybko, choć jak wiecie nie zawsze było fajnie i wesoło.

A więcej obrazów Joanny możecie  zobaczyć np. tu:  www.joannaart.eu

A dziś u mnie rano wyglądało całkiem jesiennie:

I nawet było niemal ciepło, bo 16 stopni. Ale  gdy właśnie "dojrzałam" do wyjścia z domu - zaczął padać deszcz.

Budynek po drugiej stronie ulicy przyodziany w  rusztowania i pokrowce ochronne -przechodzi lifting- na razie z miesiąc urzędowali na dachu, teraz biorą  się za  renowację elewacji.

Wyczytałam wczoraj, że jeżeli sytuacja epidemiologiczna w Niemczech nadal będzie tak dobra jak teraz, to dzień 30 listopada będzie ostatnim dniem "stanu wyjątkowego", co oznacza, że wreszcie będą normalnie otwarte muzea i galerie. Ale kilka linijek dalej wyczytałam już mniej radosne  wieści z dnia dzisiejszego, że w Wielkiej Brytanii  wariant Delta ujawnił się u iluś osób w nowej postaci, czyli wariant Delta  Covid-19 raczył zmutować. Zwariować można ze szczęścia!  W kilka godzin później już pozbawiono ludzi złudzeń, twierdząc, że nadal będą obowiązywały maseczki w publicznych miejscach  o zamkniętej przestrzeni i wymagane świadectwa szczepień lub negatywne testy.

Wczoraj w swym pobliskim sklepie doznałam  lekkiego wstrząsu - ponieważ tu prasa podaje komunikaty, co wkrótce zdrożeje, przezorni i oszczędni ruszyli do boju. Ma zdrożeć papier, więc była pusta półka z papierem toaletowym, ale udało mi się  załapać na ostatnie dwie rolki ręcznika  kuchennego, który był celem mojej wizyty w tej części sklepu. Brakowało też papieru do pieczenia, takiego w  arkuszach no ale były aż dwa opakowania takiego w rolce, więc sobie jedną zafundowałam. Ponieważ jesień to u mnie zaczynają gościć ciasteczka owsiane lub inne wypieki bezglutenowe,  znurkowałam  w poszukiwaniu odpowiednich  składników- duże opakowania czekolady do wypieków już wyparowały, rodzynki  nasączone rumem też  przetrzebione, mielone orzechy, migdały i tp.- wyparowały.

Na dzisiejszą noc i na jutro  przewidywane są w Niemczech bardzo silne wichury i obfite opady deszczu. Z tego powodu mogą być duże utrudnienia w ruchu kolejowym i lotniczym zwłaszcza we Frankfurcie nad Menem, Kolonii, Bonn. A najbliższy weekend będzie kiepściuni- temperatury nie przekroczą 10 stopni Celsjusza.

Polak potrafi- w poniedziałek na autostradzie A4 w Niemczech 22-letni nasz rodak wjechał na autostradę "pod prąd", zderzył się z kilkoma pojazdami a w końcu rozbił się o barierki. Jego Opel-Corsa niemal  całkowicie  był zgnieciony, on sam i towarzyszący mu pies ulegli bardzo rozległym  i ciężkim obrażeniom. Kierowcę helikopterem zabrano do szpitala, wstępne badanie wykazało, że był pod wpływem narkotyków. A pies, który w chwili przybycia  policji był już konający, został po prostu zastrzelony. Autostrada A4 była  całkowicie wyłączona z ruchu w obu kierunkach przez kilka godzin.

23 b.m. ma wejść  na niemieckie  ekrany film Wojtka Smarzowskiego "Wesele". Wg reżysera film ma  być o manipulowaniu emocjami i ostrzeżeniem przed mową nienawiści. Tylko nie wiem, czy kina będą czynne.

I coś co mnie nieco bulwersuje- 96-letnia  sekretarka obozu koncentracyjnego Stutthof, która kilka dni temu uciekła, została w ciągu jednego dnia  złapana i doprowadzona przed sąd i osądzona za współudział w zabójstwach więźniów.  Śmieszy mnie to - bo od końca wojny minęło 76 lat, więc nie rozumiem, czemu nikt nie wpadł wcześniej na to by karać za współudział.

I ostatnia  radosna wiadomość- nie będzie w Niemczech ograniczenia szybkości do 130 km/h na odcinkach dotychczas nie objętych ograniczeniem szybkości. Temat był aktualny na czas wyborów. No i coś do posłuchania, czyli Mozart dobry na wszystko

Miłego Wszystkim!




 



czwartek, 7 października 2021

Ogarnęło mnie......

                               .....lenistwo. 

I to totalne, tak totalne lenistwo, że nic mi się nie chce  robić. Siedzę i słucham starej płyty , o tej:


I po raz kolejny zachwycam się tekstami Mogielnickiego i Zeliszewskiego i  muzyką Romualda Lipko. I przykro mi, że już nic nie skomponuje.

A pogodę za oknem mam prześliczną, 16 stopni w cieniu, zero wiatru a słońce szaleje.  Słońce będzie podobno tu do niedzieli włącznie, potem już niestety słotna  jesień  zapuka do drzwi. A w Alpach już może spaść śnieg i zrobić się całkiem zimno. No ale ode mnie do Alp jest jednak  daleko.

Pracownicy budowlani w Niemczech  grożą strajkiem ogólnokrajowym - żądają podwyżki płac o 5,3 %,  zwiększenia kwot na pokrycie przejazdów do i z placów budowy  (niektórzy mają naprawdę daleko do swojego miejsca pracy), wyrównania płac pracowników  zatrudnionych na terenach  byłego NRD do poziomu  wynagrodzeń pracowników zatrudnionych w krajach  związkowych. W budownictwie  zatrudnionych jest około 900 tysięcy pracowników. Poprzedni strajk "budowlańców" był w 2002 roku.

Niestety od  stycznia nowego roku 2022 wzrosną tu opłaty pocztowe na wszystkie listy i przesyłki. Poprzednia podwyżka taryf pocztowych była w 2019 roku. Chyba mnie to nie zrujnuje, zwykłych listów  nie piszę. No i szykują się też inne podwyżki.

Mamy tu temat tabu- czyli problem napływu nielegalnych imigrantów, który trwa od  lata tego roku- przybywają tu Mołdawianie i mieszkańcy Bliskiego Wschodu. Komentatorzy twierdzą, że  to jest jeden ze sposobów Białorusi by wymóc na UE by zniosła sankcje wobec Białorusi. Krytykowany jest niemiecki rząd, że się tą sprawą nie zajmuje i nie przejmuje i że nawet w czasie  akcji przedwyborczych nikt tego tematu nie poruszał. Nieomal pochwalono Polskę za to co robi w tej materii. A tu rząd nadal jest zajęty swymi narodzinami - czyli kto z kim się zwiąże i na jakich warunkach by utrzymać się u władzy.

No cóż, nic nie boli tak jak życie, choć pogodny weekend jeszcze przed nami.


czwartek, 2 września 2021

Na dobry początek dnia......

                                                ............jesienny blues:


Od rana dziś  świeci słońce i ponoć  szansa na deszcz sięga tylko 2%.

Od dziś, aż do 7 b.m. trwa strajk maszynistów na Kolei Niemieckiej. No  fajnie, nigdzie się wszak nie wybieram. Pieniądze  będą  zwracać lub będzie  można wykorzystać zakupione  bilety w późniejszym terminie.

Poza tym  Senat zmienił  "zasady covidowe". Oprócz siedmiodniowej  zachorowalności na covid-19  istnieje też "siedmiodniowa średnia hospitalizacji". Jeśli 4 osoby na 100 000 mieszkańców znajdą się w szpitalu z powodu zachorowania na cowid-19 to jest to pierwszy poziom ostrzegawczy. Jeśli z tego powodu liczba hospitalizowanych z powodu wzrośnie do 8 osób - będzie to  drugi poziom ostrzegawczy. Niestety osoba podająca tę wiadomość nie sprecyzowała   jakie będą związane  restrykcje z powodu przekroczenia owych poziomów.

A w najbliższą sobotę kluby berlińskie otwierają swe podwoje dla osób w pełni zaszczepionych i ozdrowieńców. Reszta niech stoi pod  drzwiami i marzy by wejść. Tak naprawdę to mi ta wiadomość wisi i powiewa nawet na słabym wiaterku, bo  od bardzo wielu lat nie bywam w klubach - jakoś z tego dziwnie szybko wyrosłam.

Pan premier Bawarii stwierdził, że dzieci w jego landzie mają chodzić do szkoły niezależnie od tego czy pandemia jest czy jej nie ma. Po prostu będą chodzić w szkole w maseczkach. No i zobaczymy jakie będą tego skutki. Jak na razie ustalono, że w razie  zachorowań w szkole lub w przedszkolu, dla najbliższych osób kontaktowych kwarantanna zostanie skrócona z 14 do 5 dni.  Obecnie 1050 uczniów ma pozytywny wynik testów na koronawirusa covid-19, a 3886 przebywa na kwarantannie.

A od jutra we Włoszech wchodzi obowiązek posiadania przepustki Covid -19  ( Green Pass)  przez  wszystkich  pracowników szkół. Green Pas  jest wystawiany na podstawie pełnego szczepienia, wyleczenia lub ujemnego testu na obecność wirusa covid-19 z ostatnich 48 godzin.

I z innej półki - jeśli macie niezapłacone mandaty za wykroczenia drogowe w Niemczech to uważajcie, bo niemiecka "drogówka" ostatnio bardzo się uaktywniła i jeśli Was zatrzyma na drodze to zaraz  sprawdzi, czy aby nie macie nie uregulowanych  płatności wobec niej i będziecie musieli od  ręki zapłacić lub - poznać  jak wygląda niemieckie więzienie.

No to szerokiej drogi!

 A na zrelaksowanie i koncentrację Mozart jest lepszy niż  blues.


sobota, 28 sierpnia 2021

Byłam dziś z "moimi"........

                                        ........w tym uroczym miasteczku:


 


 Miasteczko nazywa się Werder, leży nad rzeką Havelą  i niedaleko Poczdamu. I tym właśnie miejscu odbywała się dziś wystawa i targi sprzętu pływającego. Nie będę ukrywała, że "chodzi" nam po głowie by kupić  coś pływającego, a najlepiej "pływający domek", czyli  barkę, z dwiema lub trzema sypialniami, kuchnią, sanitariatem.  

Mam jednak wrażenie, że  nie nabędziemy takowego sprzętu  bowiem ceny zaczynają się  od 250.000€. Za takie  pieniądze to można nabyć całkiem dobre i ładne mieszkanie w mieście. Ale i tak  straszliwie nas kusi  jakiś  sprzęt pływający, może  jakaś mała motorówka? Oczywiście Młodszy zaraz potępił pomysł kupna małej motorówki - motorówka powinna być duuuuża, a najlepiej by był to porządny jacht motorowy. Ale być może, że w następne  wakacje popłyniemy  gdzieś wypożyczoną barką, np. po kanałach we Francji lub w Holandii.  Z tym, że za wypożyczeniem takowego sprzętu trzeba się rozejrzeć już teraz, bo taki sposób spędzania urlopu zrobił się podobno bardzo popularny. 

Jak już  wspominałam na blogu, Młodszy chodzi teraz do gimnazjum, gdzie przez  cztery pierwsze klasy ma rozszerzony program 5-8 klasa szkoły podstawowej. Jest zachwycony swą nową szkołą, jego mama też. Bardzo się podoba mu jego wychowawczyni i właściwie wszyscy nauczyciele- to ludzie tak tuż po trzydziestce, którzy są przygotowani do nauczania w końcu jeszcze  małych dzieci- wszak te dzieciaki ukończyły dopiero co 10 lat. Klasa liczy 24 uczniów , lekcje  francuskiego odbywają się 5 razy w tygodniu i dzieciaki zachwycone, że właściwie po każdej lekcji "idzie" im coraz lepiej. Świetlica jest czynna cały dzień, w szkole jest też stołówka i  naszemu "niejadkowi" smakuje tam wszystko. Młodszy ma już jednego kolegę, który  mieszka na tej samej ulicy, więc razem jeżdżą rowerami. A jeżdżą do i ze szkoły przez Volkspark, bo szkoła jest na końcu tegoż parku. Córce z kolei spodobała się bardzo tamtejsza organizacja  współpracy szkoły z  domem- wszyscy nauczyciele, nie tylko wychowawczyni, rozdali swe adresy mailowe rodzicom i można się z nimi bezpośrednio mailami porozumiewać. No i co ważne - szkoła ma dobrze wyposażone dwie pracownie komputerowe i ze sprzętu mogą korzystać  równolegle dwie klasy. Poza tym szkoła  ma komplet nauczycieli, co też jest istotne. Bo okazuje się, że  są w Berlinie szkoły w których nadal są nie uzupełnione wakaty i.......nie ma lekcji.

A Starszy po drugim szczepieniu Pfizerem czuje się bardzo dobrze, trochę bolało go ramię gdy dotykał miejsca po zastrzyku, ale nie miał ani podwyższonej temperatury ani innych dolegliwości. I przez 2 tygodnie  ma zwolnienie z zajęć sportowych.

A dziś w Berlinie były wciąż  jakieś manifestacje, więc jazda do tego Werder była mocno urozmaicona korkami. Ale  wracaliśmy nieco inną drogą niż zawsze, więc jakoś nieźle  nam się jechało. A gdy już byłam w domu rozpadało się  i jak widzę  w pogodynce na kompie- jutro cały dzień będzie padało.

A tych melodii posłuchajcie na poprawę nastroju

Miłego weekendu Wszystkim!!!!


czwartek, 12 sierpnia 2021

O niczym.........

                      ...........czyli niemal jak zawsze.

Czytam trylogię niejakiego pana Folletta.  Jako osoba nieco opóźniona w rozwoju nie wiedziałam, że gość pisał powieści nie tylko sensacyjne ale i historyczne. Czytam aktualnie "Filary Ziemi", część III. Nie powiem, że z wypiekami na twarzy, nie mniej  z zaciekawieniem, ponieważ moja znajomość historii Anglii sprowadza się głównie do  biografii królowej Elżbiety I, Marii Stuart, Henryka VIII. Czytałam ich biografie no i oczywiście oglądałam filmy. 

Poza tym od poniedziałku  zaczynam rehabilitację.  Jak na razie rehabilituję sobie  zaropiałe (nie mam pojęcia od czego) migdały. Już ze dwa dni chodzę jak śnięta, śpię po 12 godzin i wstaję nadal śpiąca, poza tym mam wrażenie, że  coś mi się przyczepiło do gardła no i wreszcie dziś obejrzałam je, w nadziei, że  usunę to coś co mi w gardle przeszkadza. Niestety zrobię to tylko wtedy jeśli  sama sobie wytnę  migdały, ale tak zdolna to ja nie jestem. Dawno nie miałam tak paskudnie zaropiałych migdałów. Ale do lekarza nie pójdę, bo nie chcę antybiotyków.  Mamlę  Neoangin (czemu to takie cholernie  gorzkie?) i co godzinę płuczę  gardło.W charakterze kolacji skonsumuję czosnek z miodem, z reguły mi to pomaga.

Chłopcy  zaczęli nowy rok szkolny, starszy poszedł do IX klasy swego gimnazjum,  czyli rozpoczął poziom liceum,  a młodszy do pierwszej klasy innego niż starszy gimnazjum, czyli tak jakby poszedł do V klasy szkoły podstawowej, ale o rozszerzonym profilu. Gdy dojdzie do klasy IX to naukę będzie miał w języku francuskim.  Francuskiego to uczył się już w swojej podstawówce, tyle  że niezbyt intensywnie. Jest bardzo dumny z tego, że jest w gimnazjum, z jego szkoły podstawowej zaledwie troje uczniów dopuszczono do tego gimnazjum. Śmiejemy się z córką, bo z tej trójki to jeden chłopiec jest Rosjaninem, nasz z mieszanego małżeństwa polsko niemieckiego  i chyba tylko ten trzeci jest narodowości niemieckiej, ale nie wykluczam, że to jest dziewczynka a nie chłopiec.   Z młodszym trudno mi się  dogadać, nigdy nie był dwujęzycznie hodowany. Poza tym ciekawa jestem jak długo pochodzą normalnie do szkoły. No bo wiecie - covid-19 to bajka, a ludzie chorują nie wiadomo na co i po co, chyba  na złość państwu a umierają bo albo im się życie  znudziło, albo z miłości do świata, który jest przeludniony, więc trzeba  go nieco "odludnić". Tyle tylko, że teraz chorują również młodzi, nie tylko staruszkowie.

Starszy wszystko rozumie co do niego mówię po polsku, tyle, że nie mówi  w tym języku, wystarcza mu wrażeń gdy mówi po angielsku i francusku no i oczywiście po niemiecku. Szwedzki też nieco obaj  opanowali, wszak przez pół roku byli w szwedzkiej szkole. Co prawda lekcje były prowadzone po angielsku, bo szkoła była tzw. "międzynarodowa". Ale  szwedzkiego też tam uczyli.Tak na wszelki wypadek gdy chcemy z córką porozmawiać o czymś co niekoniecznie powinno wpaść w uszy dzieci - piszemy maile.

Oczywiście Starszy znów urósł i teraz  córka musi mu kupować już dżinsy męskie w rozmiarze "S". I  są w talii za obszerne, bo młody chudy jak szczapa i trzeba w talię wszywać szeroką gumę. "Stópka" też odpowiednio duża do wzrostu i już odpadają  buty dziecięco-młodzieżowe- to już męska rozmiarówka a co za tym idzie i cena wyższa. Gdy starszy zrobi  maturę będzie miał 16 lat, nadal jest najmłodszy w swojej i równoległej klasie.  Ale już przynajmniej nie najniższy;), co go bardzo ucieszyło.

Ciekawa jestem co przyniosą wybory do niemieckiego parlamentu. Podobno  spada poparcie dla   CDU, a wzrasta dla SPD. Prawdę mówiąc jestem średnio zainteresowana tym, kto wygra. Jedyne co mnie interesuje, to żeby Polska nie wyleciała na własne życzenie z UE i żebym nie musiała ubiegać się o  azyl lub szukać sobie niemieckiego męża. Bo na to to wcale nie mam ochoty. 

Dzisiejszej nocy, najlepiej już po godzinie 24 będzie można oglądać Perseidy. Wyjdźcie  na dwór, skierujcie swój wzrok na północno- wschodnie niebo i czekajcie na spadające gwiazdy. Nie zapomnijcie przy tej okazji pomyśleć jakiegoś życzenia-  spełni się ???

A z muzyki - dziś taka muzyka- lekka łatwa  i przyjemna.


Miłego dla Was  Wszystkich!



czwartek, 5 sierpnia 2021

Byłam dziś u........

                                 .........ortopedy. Na wizytę czekałam aż całe trzy dni. No cóż - lepiej nie będzie, bo starość nie radość , choć  młodość to też nie wesele, jak mawiała moja babcia. Dostałam skierowanie na rehabilitację wraz z zapewnieniem, że to niewiele pomoże, oprócz tego "cudnej urody" pas chroniący i podtrzymujący kręgosłup ( było sobie w młodości nie łamać kości krzyżowej na nartach), za który  pomimo sporej dopłaty ze strony Kasy Chorych zapłaciłam 30€ a na dodatek mam rano i wieczorem łykać dość silny lek działający p. bólowo i p.zapalnie. Za lek już nie musiałam płacić.

Wyczytałam dziś, że Rząd Federalny planuje od 21 września wprowadzenie kolejnych restrykcji pandemicznych, które będą obowiązywały do wiosny 2022 roku.  Będziemy  wszyscy nadal zamaseczkowani we wszystkich środkach komunikacji,  we wszystkich sklepach i punktach usługowych - zaszczepieni, ozdrowieńcy oraz osoby posiadające aktualny negatywny wynik testu na obecność coronawirusa, czyli pełna równość. Jest to szansa na uniknięcie lockdownu.

Od połowy września fryzjer, pobyt w hotelu, w restauracji lub na imprezie w pomieszczeniu zamkniętym będzie tylko dla osób w pełni zaszczepionych i tych, co posiadają aktualny negatywny wynik testu na obecność coronawirusa.

Federalny Urząd Statystyczny w Wiesbaden podał informację, że w 2020 roku w Niemczech 20465 osób miało 100 lub nawet więcej lat życia. 80% wszystkich stulatków stanowiły kobiety.

I to niesie za sobą drugą informację -  wszyscy obywatele Niemiec urodzeni po 1980 roku będą musieli pracować aż do 70 roku życia by zarobić na swą emeryturę.

Z ciekawostek  -  w Meklemburgii-Pomorzu Przednim rozpoczęło pracę 14 nauczycieli z Polski. Uczą w 11 powiatach Vorpommern-Greifswald. Jest to tzw. program pilotażowy. W czasie wakacji nowi nauczyciele zapoznawali się ze specyfiką tego  zawodu w Niemczech oraz obowiązującymi przepisami. Niemieccy nauczyciele nauczają dwóch przedmiotów, a nie jednego jak w Polsce. 

W najbliższy weekend podobno będzie spory tłok na wszystkich drogach niemieckich, bo w jednych landach kończą się wakacje a w innych zaczynają, poza tym sporo osób w sierpniu bierze urlopy.

Więc tutejsza drogówka spodziewa się sporo korków na drogach, bo po powodziach, które nawiedziły Niemcy wiele dróg jest w remoncie.

I jeszcze coś- jeśli na drodze natkniecie się na  jakiś wypadek, niech Wam nie wpadnie do głowy fotografowanie lub filmowanie go - jest to czyn karalny. Można "zarobić" punkty karne, mandat, zakaz prowadzenia pojazdu przez 1 miesiąc a nawet mandat w wysokości 35 tysięcy euro. I pamietajcie, że drogówka już dysponuje dronami, wcale nie muszą  stać przy drodze.

A więc szerokiej drogi Wszystkim życzę.

A do posłuchania wieczorkiem: