To śliczne "słoneczne wyróżnienie" dostałam od Graszy 44. Link do blogu
Graszy na lewym marginesie. Graszko, pięknie Ci dziękuję, mam tylko
nadzieję, że nie wpadnę w samouwielbienie od tych wyróżnień.
A poniżej podaję 10 osób, z którymi pragnę się podzielić tym wyróżnieniem.
1 .Ela www.alella.blog.onet.pl
2. Stardust www.bez odwrotu.blogspot.com
3. Nola www.starszapani.blog.onet.pl
4. Gosia www.moznainaczej-gosia.blogspot.com
5. Ata www.hobbyata.blogspot.com
6. Antonina www.uantoniny.blogspot.com
7. Jerzy www.gazeta-domowa.blog.onet.pl
8. Czarny Ptak www.exterminator.blog.onet.pl
9. Anafiga www.anafiga-taksobie.blog.onet.pl
10.Ula www.babcia-uleczka.blog.onet.pl
Wyróżnione osoby proszone są o pobranie ode mnie znaczka i umieszczenie
go na swoim blogu wraz z informacją, od kogo go otrzymały.
Następnie powinny wybrać 10 osób, z którymi chcą się tym wyróżnieniem
podzielić, podać ich linki i zawiadomić je o tym.
drewniana rzezba
wtorek, 8 lutego 2011
niedziela, 6 lutego 2011
118.Niedzielnie
Goście, goście i po gościach.Nie kupiłam limonki do tej zupy cytrynowej, ale
dałam 2 cytryny zamiast jednej. I bez limonkowej goryczy była smaczna.
Pośmieliśmy się z "byle czego", głównie chyba jednak z naszej politycznej
rzeczywistości. Zaczęło się, gdy głośno zapytałam, dlaczego rury pękają
w temperaturze około zera, a nie np. przy -25 stopniach. Wyjaśnienie było
błyskawicznie- nie wiesz? to Tusk z Putinem się zmówili. No i się zaczęło.
A potem naszło nas na wspominki z gatunku jakie to każdy miał w życiu
plany, co zrealizował, czego żałujemy, a czego nie.
Przyznaliśmy się z kolegą, jak to On i ja, planowaliśmy otworzyć własną
restaurację. Oboje całkiem dobrze gotujemy, lokal mieliśmy już na oku, ale
niestety nie w W-wie, drobne 124 km stąd. Kolega miał już uprawnienia,
bo kiedyś odpowiedni kurs ukończył, ja nie musiałam mieć odpowiednich
papierów, bo to miała być spółka z ograniczoną odpowiedzialnością. Już
obmyślaliśmy co będziemy serwować, ale mój trzezwy mąż zauważył, że
nasze zamiłowanie do gotowania potraw nietypowych i stosowania drogich
komponentów nie nadaje się do prowadzenia jakiejkolwiek knajpy, bo
zeżrą nas koszty a okolica była przywiązana raczej do schabowego ze
smażoną kwaśną kapustą niz do schabu nadziewanego kiełbasą jałowcową,
lub dań "egzotycznych", czyli chińszczyzny, czy też kuchni indyjskiej.
Tym sposobem plan spalił na panewce, a my nie otworzyliśmy wspaniałej
knajpy i tym samym nie zbankrutowaliśmy.
Przy okazji się wydało, że drugi z naszych kolegów chciał przejąć bar w
pewnej zapyziałej miejscowości pod Warszawą i widział mnie w roli ....
barmanki, bo jestem niepijąca. Pośmieliśmy się nielicho, bo nigdy o tym
nie wspominał i wszyscy bardzo się ubawili wyobrażając sobie jak stoję
w knajpie, przy barze, wśród pijaczków. Ktoś przytomnie zauważył, że
moja kariera barmanki zakończyłaby się bardzo szybko, bo przegnałabym
potencjalnych klientów.
A potem nas wzięło na wspominki naszych różnych wyczynów lub przygód
samochodowych, jako że przez pewien okres życia wszyscy b. dużo
czasy spędzaliśmy za kółkiem.
No i była opowieść, jak to kilkadziesiąt kilometrów mąż i ja jechaliśmy
"pod prąd" autostradą w NRD, ale było puściutko i nic się nie stało.Okazało
się, że jeden z naszych kolegów zrobił tak samo, w tym samym miejscu, ale
jego po 30 km "spędził' z szosy jakiś jadący z przeciwka kierowca. Potem
się okazało, że ktoś poprzestawiał znaki drogowe, które po remoncie drogi
były ruchome.
A R. snuła opowieść o tym jak któregoś ranka jechała swą starutką dacią
z oberwaną rurą wydechową, wlokącą się po jezdni i wszyscy na nią
trąbili. Ona wiedziała, że ta rura jest naderwana, ale musiała pojechać na
dworzec po własną mamę. Po powrocie do domu zrobiła mężowi taki
Meksyk, że jeszcze tego samego dnia wstawił samochód o warsztatu.Jej
mąż twierdził, że jedyne co zapamiętał z tej afery było : "przez ciebie
wyszłam na kompletną idiotkę".
I zupełnie nie wiadomo kiedy minęło kilka godzin śmiechu i gadania.
Czasem miło tak powspominać i pośmiać się z byle czego.
dałam 2 cytryny zamiast jednej. I bez limonkowej goryczy była smaczna.
Pośmieliśmy się z "byle czego", głównie chyba jednak z naszej politycznej
rzeczywistości. Zaczęło się, gdy głośno zapytałam, dlaczego rury pękają
w temperaturze około zera, a nie np. przy -25 stopniach. Wyjaśnienie było
błyskawicznie- nie wiesz? to Tusk z Putinem się zmówili. No i się zaczęło.
A potem naszło nas na wspominki z gatunku jakie to każdy miał w życiu
plany, co zrealizował, czego żałujemy, a czego nie.
Przyznaliśmy się z kolegą, jak to On i ja, planowaliśmy otworzyć własną
restaurację. Oboje całkiem dobrze gotujemy, lokal mieliśmy już na oku, ale
niestety nie w W-wie, drobne 124 km stąd. Kolega miał już uprawnienia,
bo kiedyś odpowiedni kurs ukończył, ja nie musiałam mieć odpowiednich
papierów, bo to miała być spółka z ograniczoną odpowiedzialnością. Już
obmyślaliśmy co będziemy serwować, ale mój trzezwy mąż zauważył, że
nasze zamiłowanie do gotowania potraw nietypowych i stosowania drogich
komponentów nie nadaje się do prowadzenia jakiejkolwiek knajpy, bo
zeżrą nas koszty a okolica była przywiązana raczej do schabowego ze
smażoną kwaśną kapustą niz do schabu nadziewanego kiełbasą jałowcową,
lub dań "egzotycznych", czyli chińszczyzny, czy też kuchni indyjskiej.
Tym sposobem plan spalił na panewce, a my nie otworzyliśmy wspaniałej
knajpy i tym samym nie zbankrutowaliśmy.
Przy okazji się wydało, że drugi z naszych kolegów chciał przejąć bar w
pewnej zapyziałej miejscowości pod Warszawą i widział mnie w roli ....
barmanki, bo jestem niepijąca. Pośmieliśmy się nielicho, bo nigdy o tym
nie wspominał i wszyscy bardzo się ubawili wyobrażając sobie jak stoję
w knajpie, przy barze, wśród pijaczków. Ktoś przytomnie zauważył, że
moja kariera barmanki zakończyłaby się bardzo szybko, bo przegnałabym
potencjalnych klientów.
A potem nas wzięło na wspominki naszych różnych wyczynów lub przygód
samochodowych, jako że przez pewien okres życia wszyscy b. dużo
czasy spędzaliśmy za kółkiem.
No i była opowieść, jak to kilkadziesiąt kilometrów mąż i ja jechaliśmy
"pod prąd" autostradą w NRD, ale było puściutko i nic się nie stało.Okazało
się, że jeden z naszych kolegów zrobił tak samo, w tym samym miejscu, ale
jego po 30 km "spędził' z szosy jakiś jadący z przeciwka kierowca. Potem
się okazało, że ktoś poprzestawiał znaki drogowe, które po remoncie drogi
były ruchome.
A R. snuła opowieść o tym jak któregoś ranka jechała swą starutką dacią
z oberwaną rurą wydechową, wlokącą się po jezdni i wszyscy na nią
trąbili. Ona wiedziała, że ta rura jest naderwana, ale musiała pojechać na
dworzec po własną mamę. Po powrocie do domu zrobiła mężowi taki
Meksyk, że jeszcze tego samego dnia wstawił samochód o warsztatu.Jej
mąż twierdził, że jedyne co zapamiętał z tej afery było : "przez ciebie
wyszłam na kompletną idiotkę".
I zupełnie nie wiadomo kiedy minęło kilka godzin śmiechu i gadania.
Czasem miło tak powspominać i pośmiać się z byle czego.
czwartek, 3 lutego 2011
117. Takie tam różności
Na początek trochę kiczu - bo wszystkie wyszywane poduszki prawdziwi
twórcy uważają za kicz. Dla mnie osobiście pojęcie kiczu jest względne -
w Wenecji, widok pewnego obrazu w oryginale spowodował, że wyszeptałam-
kicz. Sama byłam zaskoczona własną reakcją, bo ten obraz znałam z repro-
dukcji.
A ta poduszka ma już swoją historię- to właśnie miał być prezent ode mnie dla
teściowej mojej córki. Poduszka miała wylądować na tarasie. Bo I. wiele lat
temu miała długowłosą jamniczkę, a to jest portret długowłosego jamnika.
Gdy już skończyłam wyszywać, mój mąż zażyczył sobie, by poduszka została
jednak w domu. Wszystko przez to spojrzenie jamnicze. I tym sposobem ja
mam podusię a dla I. zrobiłam naszyjnik.
***
Oglądałam we wtorek b.ciekawy program, dotyczący "końca świata". Dla
zaniepokojonych mam pocieszającą wiadomość - rzecz nastąpi za ca.1500
lat. Te wszystkie anomalia pogodowe rzeczywiście można uznać za pierwsze
symptomy. I raczej wcale nie są one spowodowane globalnym ociepleniem-
astrofizycy twierdzą, że jest to spowodowane kurczeniem się warstwy pola
magnetycznego otaczającego Ziemię. Pole magnetyczne chroni Ziemię przed
zabójczym dla wszystkiego promieniowaniem Kosmicznym, które jest
emitowane przez Słońce. Aktualnie nad Południowym Atlantykiem znajduje
się obszar o wielkości 800 tysięcy km, nad którym nasze pole magnetyczne
jest b. cieniutkie. Obszar ten zagraża wszystkim satelitom (ich urządzeniom),
więc przed wkroczeniem w tę strefę są one wyłączane. Może również
powodować uszkodzenia systemów nawigacyjnych samolotów i pasażerów.
Okazuje się, że 80% amerykańskich astronautów doznało uszkodzeń
wzroku właśnie przez promieniowanie kosmiczne - z początku nie wiedziano
co to za tajemnicze błyski widzieli astronauci, nawet gdy mieli zamknięte
oczy.
To zmniejszanie się warstwy pola magnetycznego nie ma nic wspólnego z
działalnością człowieka na Ziemi - to początek procesu "przebiegunowania"
się Ziemi. W historii naszej planety takie zjawiska już miały miejsce, i jak
dotąd występowały cyklicznie.Ale od ostatniego takiego zjawiska minęło
znacznie więcej milionów lat niż dotychczas. Astrofizycy są tylko zaskoczeni
szybkością kurczenia się chroniącej nas warstwy - jeśli proces będzie
przebiegał nadal z taką prędkością, to za 1500 lat promieniowanie nas
dosięgnie. A wtedy - najprawdopodobniej większość życia na Ziemi
zaniknie, ale gdy Ziemia już się "przebiegunuje", z całą pewnością życie
powróci, tylko nie wiadomo w jakiej formie.
Zastanawiam się tylko po co ten wrzask o ociepleniu globalnym i apele
o zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych. Przecież astrofizycy nie ukrywają
wyników swych badań.
A może po to, by dać ludziom złudzenie, że mogą oddalić zagładę? Bo nikt
nie ukrywa, że nie mamy żadnego sposobu by powstrzymać zmianę
biegunów. Po prostu nie mamy szans, by w jakikolwiek sposób zmienić to,
co dzieje się z jądrem Ziemi, które ma wpływ na istnienie naszego pola
magnetycznego i na jego "grubość".
Czy choć trochę uspokoiłam tych, którzy wierzą w koniec świata w 2012 r?
wtorek, 1 lutego 2011
116. Już wysłałam
W naturze wygląda lepiej, ale chyba nie potrafię dobrze fotografować biżuterii.
W sobotę mam gości i postanowiłam zrobić dwie rzeczy, których dawno nie
robiłam - zupę cytrynową z imbirem i wytrawne muffinki. Jedno i drugie może
być samodzielnym daniem, ja te muffinki podam do zupy, niczym paszteciki.
Zupa cytrynowa z imbirem, dla 4 osób:
Składniki: 1/2 kg biustu z kurczaka, 2 łyżki oleju, curry, pieprz, 1 cytryna,
1 limetka, 3 cm korzenia imbiru, szczypta chili,ok. 1 l wywaru
drobiowego (może być bulion z kostki)
Wykonanie: Mięso kroimy w cienkie paski i partiami obsmażamy na rumiano
na oleju.Posypujemy je curry, pieprzem i chili. Sparzone wrzątkiem
cytrynę i limetkę kroimy w cieniutkie plasterki, imbir obieramy i
kroimy na cienkie plasterki, z których robimy paseczki.Wkładamy
to do garnka z mięsem i wszystko razem króciutko przesmażamy.
Teraz zalewamy wszystko wywarem i gotujemy jeszcze 15 minut.
Jedna porcja tej zupy zawiera zaledwie 4g tłuszczu, 8g węglowodanów,
32 g białka i 290 kalorii.
Przepis na muffinki z serem pleśniowym i oliwkami:
Składniki: 10dag sera pleśniowego, 100 ml śmietany, 3 jajka, 2 łyżeczki
proszku do pieczenia, 130g mąki, 4 dag zielonych oliwek,
szczypta soli i pieprz.
Wykonanie: odkrawamy skórkę z sera, kroimy go w malutką kostkę i odsta-
wiamy go na 1 godzinę. Po tym czasie dajemy do niego smietanę
i rozcieramy na gładka masę (ja to robię blenderem).Dodajemy
jajka, znów mieszamy, dodajemy mąkę wymieszaną z proszkiem
do pieczenia i oliwki pokrojone w małe kawałki, mieszamy, na-
kładamy do foremek, pieczemy 20 - 25 minut w 200 stopniach.
Te muffinki są pyszne na ciepło, ale na zimno też smaczne. Ja podam je na
ciepło, do zupy.
poniedziałek, 31 stycznia 2011
115. Poniedziałkowa niespodzianka
Niesamowite, to co widzicie powyżej otrzymałam od Stardust. Dziękuję Ci
Gwiezdny Pyłku za to wyróżnienie.
A teraz mam wybrać 10 osób, które moim skromnym zdaniem też powinny
otrzymać owo wyróżnienie. To bardzo, bardzo trudno wybrać tylko 10
osób, bo ja najchętniej przesłałabym to wyróżnienie do wszystkich, których
mam w linkach. Proszę nie sugerować się kolejnością, bo jest ona zupełnie
przypadkowa, a więc są to blogi:
trolles-verden.blogspot com -jego właścicielka jest niezmiernie twórczą osobą
i podziwiam nie tylko jej talent ale i niezmierną cierpliwość.
kolorowe szkiełka.blogspot.com - widać,że Mada kocha to co robi, a robi
kompozycje wspaniałe.
erinti.blogspot.com -za umiejętność dyskusji z komentatorami.Dla mnie to
jeden z milszych blogów o tematyce społecznej i politycznej.
tkaitka.blogspot.com - za niesamowitą pracowitość w dzierganiu na drutach i
bardzo obiektywne spojrzenie na innych
serpentynami.blog.onet.pl - za przedstawianie życia codziennego za Wielką
Wodą i pisanie bloga pomimo własnych zmartwień,
akwarelia.blogspot.com -za to, że się z nami dzieli swoim malarstwem i uchyla
rąbka tajemnicy swego warsztatu
ankikankankiskakanki.blogspot.com- za kreatywność i wielkie serce.
Zajrzyjcie tam, to się sami przekonacie
mironq.blogspot.com- za chęć odbycia niezwykłej, pieszej wycieczki i za
podzielenie się z nami wrażeniami z trasy.Mam nadzieję,że obietnicy dotrzyma.
zapiski-zgagi.blog.onet.pl - za pisanie w interesujący sposób o dniu codziennym.
atanerblog.blogspot.com -za piękne zdjęcia i ciekawe opisy tras, dzięki którym
można "liznąć" kawałek Ameryki.
A teraz wyróżnione przeze mnie osoby proszę o pobranie znaczka, napisanie na
swym blogu od kogo go otrzymały i wytypowanie następnych blogów
zasługujących wg nich na to wyróżnienie.
piątek, 28 stycznia 2011
113. Kotek
whiskas go nie interesuje, w przeciwieństwie do dwóch czarnych kotów,
które regularnie przychodzą do mnie na dokarmianie. Gdy były maleńkie, to
sąsiad je dokarmiał a teraz wypiął się na te koty. Jakoś nie mogę patrzeć na
głodne kocurki i dokarmiam. Faktycznie , lubią whiskas , saszetka "idzie"
na jedno kocie posiedzenie. Mam ochotę sąsiadowi nawsadzać, bo jeśli je
przyzwyczaił do dokarmiania to powinien się dalej nimi zajmować. Albo je
odstawić do jakiegoś schroniska. Najbardziej ubawiła mnie koleżanka,
która bardzo się dziwiła, że karmię te koty, skoro twierdzę, że nie lubię
kotów. Owszem, w domu nie lubię i nie trzymałam i nie będę trzymać, ale
na głodujące zwierzątka nie mogę patrzeć obojętnie.
czwartek, 27 stycznia 2011
112. Zdolna jestem niesłychanie...
Autoraklema zawsze poprawia człowiekowi samopoczucie, a więc się
będę chwalić. Wczorajszy dzien spędziłam na robieniu gigantycznego
bałaganu w kuchni, bo postanowiłam przyrządzić własnoręcznie różne
mieszanki ziół. Są to zestawy ziół poprawiających przemianę materii i
trawienie.Bałagan powstał głównie z powodu ciasnoty.Wiecie jak to jest-
to co mniej potrzebne wędruje gdzieś wysoko na półki w szafkach, potem
się zapomina gdzie co jest i wynajdywanie wszystkiego przypomina trzęsienie
ziemi, a raczej jego skutki. Wpierw szukałam z mozołem młynka do kawy,
potem malutkich, szczelnych słoiczków, wystawiając to, co nie bylo mi
potrzebne. I zrobił się....bajzel :)
Mieszanka do słodkich potraw:
1 łyżka cynamonu, 1 łyżka kardamonu, 1 łyżka gozdzików, 1 łyżeczka anyżu
gwiazdkowatego, 1 łyżeczka imbiru.
Do dań wegetariańskich.
1łyżka cynamonu, 1 łyżka kardamonu, 1 łyżeczka gozdzików, 1 łyżeczka
pieprzu + gałka muszkatołowa, która trze się tuż przed użyciem mieszanki.
Do dań rybnych, zwłaszcza do ich marynowania.
1 łyżeczka nasion kolendry, 1 łyżeczka tymianku, 1 łyżeczka czarnego pieprzu
1 łyżeczka nasion kopru włoskiego + 1 ząbek czosnku i świeży sok z cytryny
tuż przy przyrządzaniu
Olej imbirowy.
Paski imbiru (obranego) długości ok. 2 cm rozgrzać w 200 ml oliwy z oliwek.
Wystudzić, zlać do butelki, przechowywać w lodówce. Używać do potraw
z warzyw i do dressingów.
Curry ostre.
3 łyżki nasion kolendry, 1 1/2 łyżki kurkumy, 2 łyżeczki sproszkowanego imbiru,
1 1/2 łyżeczki kminu krzyżowego, 1 łyżeczka pieporzu czarnego lub chili, a ja
dałam tu pieprz ziołowy.
Ilości podano dla zmielonych przypraw, więc się trochę namieliłam i zdrowo
nakichałam. Przyprawy kręciły w nosie niemiłosiernie.
W nagrodę za wytrwałość upiekłam pikantne ciasteczka z kaszy jaglanej.
Składniki: 200g kaszy jaglanej, 2 kostki rosołowe, 2 cebule, 4 łyżki oleju,
6 łyżek bułki tartej, posiekana natka pietruszki, 440 ml wody, 1 liść
laurowy, 6 łyżek kwaśnej śmietany, 6 łyżek musztardy, masło do
natłuszczenia blachy, sól i pieprz.
Wykonanie: cebulę drobno siekamy i podduszamy na oleju, dodajemy do niej
liśc laurowy, kaszę, kostki rosołowe i wlewamy wodę. Gotujemy
na małym ogniu 20 minut, mieszając.Zdejmujemy z ognia, dodajemy
śmietanę, doprawiamy do smaku solą i pieprzem.
Zawartość garnka rozsmarowujemy na natłuszczonej masłem blasze
na wierzchu smarujemy musztardą, posypujemy tartą bułką i natką.
Wstawiamy do nagrzanego piekarnika, pieczemy 20 minut, w temp.
200 stopni C. Dobre na przegryzki lub do soku warzywnego.
będę chwalić. Wczorajszy dzien spędziłam na robieniu gigantycznego
bałaganu w kuchni, bo postanowiłam przyrządzić własnoręcznie różne
mieszanki ziół. Są to zestawy ziół poprawiających przemianę materii i
trawienie.Bałagan powstał głównie z powodu ciasnoty.Wiecie jak to jest-
to co mniej potrzebne wędruje gdzieś wysoko na półki w szafkach, potem
się zapomina gdzie co jest i wynajdywanie wszystkiego przypomina trzęsienie
ziemi, a raczej jego skutki. Wpierw szukałam z mozołem młynka do kawy,
potem malutkich, szczelnych słoiczków, wystawiając to, co nie bylo mi
potrzebne. I zrobił się....bajzel :)
Mieszanka do słodkich potraw:
1 łyżka cynamonu, 1 łyżka kardamonu, 1 łyżka gozdzików, 1 łyżeczka anyżu
gwiazdkowatego, 1 łyżeczka imbiru.
Do dań wegetariańskich.
1łyżka cynamonu, 1 łyżka kardamonu, 1 łyżeczka gozdzików, 1 łyżeczka
pieprzu + gałka muszkatołowa, która trze się tuż przed użyciem mieszanki.
Do dań rybnych, zwłaszcza do ich marynowania.
1 łyżeczka nasion kolendry, 1 łyżeczka tymianku, 1 łyżeczka czarnego pieprzu
1 łyżeczka nasion kopru włoskiego + 1 ząbek czosnku i świeży sok z cytryny
tuż przy przyrządzaniu
Olej imbirowy.
Paski imbiru (obranego) długości ok. 2 cm rozgrzać w 200 ml oliwy z oliwek.
Wystudzić, zlać do butelki, przechowywać w lodówce. Używać do potraw
z warzyw i do dressingów.
Curry ostre.
3 łyżki nasion kolendry, 1 1/2 łyżki kurkumy, 2 łyżeczki sproszkowanego imbiru,
1 1/2 łyżeczki kminu krzyżowego, 1 łyżeczka pieporzu czarnego lub chili, a ja
dałam tu pieprz ziołowy.
Ilości podano dla zmielonych przypraw, więc się trochę namieliłam i zdrowo
nakichałam. Przyprawy kręciły w nosie niemiłosiernie.
W nagrodę za wytrwałość upiekłam pikantne ciasteczka z kaszy jaglanej.
Składniki: 200g kaszy jaglanej, 2 kostki rosołowe, 2 cebule, 4 łyżki oleju,
6 łyżek bułki tartej, posiekana natka pietruszki, 440 ml wody, 1 liść
laurowy, 6 łyżek kwaśnej śmietany, 6 łyżek musztardy, masło do
natłuszczenia blachy, sól i pieprz.
Wykonanie: cebulę drobno siekamy i podduszamy na oleju, dodajemy do niej
liśc laurowy, kaszę, kostki rosołowe i wlewamy wodę. Gotujemy
na małym ogniu 20 minut, mieszając.Zdejmujemy z ognia, dodajemy
śmietanę, doprawiamy do smaku solą i pieprzem.
Zawartość garnka rozsmarowujemy na natłuszczonej masłem blasze
na wierzchu smarujemy musztardą, posypujemy tartą bułką i natką.
Wstawiamy do nagrzanego piekarnika, pieczemy 20 minut, w temp.
200 stopni C. Dobre na przegryzki lub do soku warzywnego.
Subskrybuj:
Posty (Atom)