.........odnoszę nieodparte wrażenie, że czas coraz szybciej przesuwa się do przodu, a ja jakoś nie za bardzo prę do przodu i trwam w miejscu.
Tak z ręką na sercu - bo podobno tylko wtedy mówi się prawdę - to mnie się już coraz mniej chce przeć do przodu - to ani chybi wina mojej metryki. Poza tym po ostatnim padnięciu na oba kolana i uszkodzeniu sobie przy tej okazji 4 i 5 kręgu lędźwiowego ( nie jakoś tragicznie a tylko trochę) to nawet dreptanie z rollatorem nie uwalnia mnie od bólu krzyżowej części kręgosłupa. Przypominam- padanie na kolana, zwłaszcza gwałtowne i nie zaplanowane szkodzi naszemu kręgosłupowi bardziej niż kolanom. Po tym upadku miałam tylko niedużego siniaka na jednym z kolan, ale zrobił się "odprysk" kawałka kości w jednym z kręgów części lędźwiowej mego kręgosłupa.
Z przykrością zanotowałam sobie fakt, że to już druga moja poważna kontuzja odkąd mieszkam w Berlinie. Poprzednia była w zimie 2019 roku i wtedy złamałam sobie główkę kości udowej sprawdzając twardość parkietu, a tak długo się wtedy zbierałam do lekarza, że kość sama zaczęła się zrastać, więc wtedy zadecydowano, że tylko poleżę w szpitalu i nie będą mnie operować. Czyli było zgodnie z powiedzeniem, że pośpiech jest wskazany tylko przy łapaniu pcheł.
Tym razem jakoś szybko zostałam doprowadzona do lekarza i niestety z uwagi na to nawet niewielkie, ale jednak uszkodzenie 2 kręgów muszę znowu iść na spotkanie z panem neurochirurgiem i pokazać mu wynik rezonansu magnetycznego. Ciekawa jestem co wymyśli - tak po cichu mam nadzieję, że może nie zechce mi wpuszczać do tych dwóch nadwyrężonych kręgów jakiegoś "cementu ortopedycznego". Ale nie wykluczam takiej możliwości, zwłaszcza ,że nadal każda zmiana pozycji w trakcie nocy "owocuje" bólem i budzi mnie. No i nadal boli mnie gdy mam do przejścia więcej niż 300 metrów. Ale muszę też przyznać, że chodzenie z rollatorem sprawia, że jednak część mego ciężaru ciała w pewien sposób przenosi się na rollator i dziś zaczął mnie boleć kręgosłup gdy już wracałam ze sklepu, a więc jednak ów sprzęt pomaga również w czasie chodzenia a nie tylko daje możliwość "klapnięcia" w dowolnej chwili na siedzisku..A w tej chwili mam za oknem sypialni, w cieniu, bo to północna strona budynku równiutkie 34 stopnie ciepła. Zgłupieć przyjdzie od tego gorąca.
W tym sezonie całkowicie odpuściłam sobie troskę o balkon - bo nie dość, że jest od rana do późnego popołudnia wystawiony na działanie słońca, to na dodatek ulica przy której mieszkam nagle zrobiła się wciąż zapchana samochodami, bo od kilku lat trwa bezustannie budowa berlińskiej obwodnicy - to chyba ktoś jakiś zły czar rzucił na tę inwestycję, bo ona zaczęła się się jeszcze przed moim zamieszkaniem w Berlinie, czyli przed 2017 rokiem i ciągle trwa i końca prac jakoś nie widać. Gdy tu zamieszkaliśmy to nawet można było spokojnie posiedzieć na balkonie, a teraz nagle pod balkonem ( a mieszkam na wysokości 5 piętra współczesnego bloku rodem z wielkiej płyty, czyli na 3 piętrze budynku z roku 1900 zbudowanego z prawdziwej cegły) i mam od rana do późnego wieczora ruch, bo ci co normalnie ominęliby szosą Berlin bo jadą dalej, teraz wjeżdżają na zjazd z szosy prowadzący do "mojej" ulicy i jadą nią omijając korki na szosie spowodowane budową tej nieszczęsnej obwodnicy. Na szczęście kłębią się tu tylko samochody osobowe a nie ciężarówki lub długodystansowe autokary. Ale byłam kilka dni temu u mojej córki na balkonie i się pozachwycałam jej kwiatkami ale jej balkon nie jest wystawiony niemal cały dzień na działanie słońca.
I tak naprawdę to na moim balkonie to jedynie "wyrabiają" pelargonie , ale one jakoś mi się znudziły, więc w tym sezonie nie mam żadnych skrzynek z kwiatkami. I.....choć to zapewne nie świadczy o mnie najlepiej - wcale a wcale mi to nie przeszkadza. Gdy zachce mi się oglądać kwiatki to się wybiorę te 1250 m od domu do.....parku i tam popatrzę na kwiatki.
Miłego weekendu Wszystkim życzę.