.......byłam na pierwszym zabiegu rehabilitacji na te bolące stawy krzyżowo-biodrowe. Mam naprawdę dużo szczęścia, bo do punktu zabiegów rehabilitacyjnych jest bardzo blisko ode mnie i jest to miejsce znane mi już, bywałam tam w 2019 roku po złamaniu główki kości udowej. Tym razem raczej niczego nie złamałam tylko nieco "obiłam". Od początku wiedziałam, że nic mi się nie złamało, bo niestety ja już znam ból jaki jest przy nawet tylko pęknięciu kości - to taki ból, przy którym żołądek lotem błyskawicy podskakuje do gardła. A poznałam go bardzo wiele lat temu gdy na nartach padłam na glebą i złamałam kość krzyżową. Tak naprawdę to w moim odczuciu była ona tylko pęknięta, ale panowie chirurdzy stwierdzili, że to było złamanie. I wtedy niemal rok miałam rehabilitację. I po tej rehabilitacji tak się fajnie wygoiło, że w 2 lata później na zdjęciu Rtg nie było śladu po tym wypadku.
Doczłapałam się na rehabilitację z rollatorem w 12 minut, pokonując po drodze dwie jezdnie ze światłami, więc nawet nie musiałam kombinować, wystarczyło popatrzeć jakie aktualnie jest światełko. W recepcji nikt nie narzekał, że rozmawiam za pomocą tłumacza smartfonowego. Z przyjemnością odnotowałam fakt, że w stosunku do roku 2019 nastąpiły zmiany, lokal jest chyba świeżuteńko po remoncie i teraz każdy pacjent jest sam w pokoju. I oczywiście informują zaraz na początku, że po zakończeniu cyklu zabiegów ( na razie mam ich sześć) będę musiała dopłacić 10% ich całkowitego kosztu. Wpierw zostałam ułożona na bardzo ciepłej i czymś wysmarowanej cieniutkiej dość gorącej podkładce i naprawdę to niewiele brakowało a byłabym spokojnie zasnęła. Potem pani rehabilitantka zaczęła swoje operacje manualne a wszystko było wykonywane powoli, delikatnie , bez pośpiechu. Na koniec wręczono mi olbrzymi puchaty ręcznik kąpielowy na którym leżałam i poproszono, bym go przynosiła na następne zabiegi. Następny zabieg mam za 3 dni. W sumie mam 6 zabiegów a 3 sierpnia mam kolejną wizytę u pana chirurga -ortopedy. I mało mnie to cieszy bo jakiś mało sympatyczny mi się wydał ten pan doktor, a poza tym to sporo czasu to wszystko zajęło.
Fajnie mi się drepcze z tym rollatorem i zaczynam podejrzewać, że sama świadomość, tego, że mogę w każdej jednej chwili usiąść i odpocząć - dodaje mi sił. Rozkładam go nim wejdę do windy, a w ogóle rozkładanie i składanie go jest bajecznie proste a sam rollator waży tylko 7 kg. Poza tym nie czuję się źle pod względem psychicznym, że muszę korzystać z takiego wspomagania, bo jest to tutaj sprzęt bardzo powszechny od pewnego wieku i nikogo nie stygmatyzuje fakt, że musi korzystać z pomocy jakiegoś sprzętu by zachować nadal mobilność. Pamiętam, jak moja ukochana babcia po złamaniu kości szyjki udowej musiała używać do chodzenia dwóch kul i w związku z tym za nic w świecie nie chciała wyjść ze mną z domu nawet na krótki spacer bo.... "co ludzie powiedzą". I z uporem maniaka siedziała w domu i nie wyszła z niego aż do śmierci.
I tyle nowin na dziś. Miłego dnia WSZYSTKIM!!!